Strona Główna

niedziela, 9 czerwca 2019

,,Jedno życzenie'' 12

Opis. Relacje Tomasza i Eli nieco ocieplają się na wyjeździe w górach. Natalia i Mikołaj postanawiają dać sobie szansę i dociera do nich ,że nie umieją już bez siebie żyć. Suszyński ma poważne plany wobec Natalii, postanawia się jej oświadczyć po kilku próbach wreszcie mu się udaje i dziewczyna mówi ,, tak'' zachwycając się pięknym pierścionkiem, u Moniki i Andrzeja oczekiwanie na nowego członka rodziny ,a Ela wciąż jest przeciwna związkowi siostry z dziennikarzem Suszyńskim uważając go za skończonego dupka, snoba ,egoistę i kanalię. 
Ps. Przepraszam za tak dłuuuuugą przerwę. Postaram się bywać na blogu częściej i dodawać nowe posty. Pozdrawiam😊💖



- Cześć- cmoknęła siostrę w policzek rozanielona. Elka poczłapała do sypialni i wślizgnęła się pod ciepłą kołdrę szczelnie się nią otulając. Natalia zauważyła jej czerwony nos i walające się po łóżku zużyte chusteczki higieniczne.
- Chora jesteś?- zapytała głupio. Jeden rzut oka wystarczył by zauważyć chorobę blondynki.
- A nie zauważyłaś?- odbiła piłeczkę nie bez cienia złośliwości.
- Przychodzę w misji pokojowej- wyjęła z lodówki sok i nalała sobie do szklanki– Tomek wie o twojej chorobie?
- Nie, rozłożyło mnie dopiero wczoraj w nocy. Świetnie. Choroba akurat dopadła mnie w wigilię ,a Tomasz pojechał robić zdjęcia do jakiegoś artykułu . Opowiadaj- zaczęła kaszląc.- Co z Mikołajem?
Twarz Natalii błyskawicznie się rozpromieniła. Wyciągnęła rękę w kierunku blondynki chwaląc się pierścionkiem po czym oklapła na krzesło i wyjęła telefon.
,, Miki  jesteś w redakcji?- wystukała na klawiaturze komórki.
,,Nie, pod wracam z wywiadu ,a co stęskniłaś się?
Wystukał jej numer i po chwili usłyszał ciepły głos ukochanej.
-  Bardzo tęsknie ,gdy nie ma cię obok.  Możesz wpaść na moment do mieszkania Elki? Jest chora i ktoś musi skoczyć do apteki ,a ja posprzątam i zajmę się ugotowaniem bulionu warzywnego to ją postawi na nogi- tłumaczyła.
- Do Elki… no nie wiem- Natalia mogłaby przysiąść ,że w tym momencie właśnie podrapał się po szyi. Zawsze tak robił w niekomfortowej dla niego sytuacji albo gdy się zastanawiał.
- Mikołaj zrób to dla mnie.
- To nie ty jesteś chora- odrzekł w końcu.
- Ale Ela jest moją siostrą… proszę.
- Dobrze,ale zrobie to tylko dla ciebie. Nie ma sprawy ,ale muszę potem wpaść jeszcze do ,, co tam’’ i dokończyć zaległy artykuł. Doroty nie ma dziś w redakcji. Wzięła wolne ,aż do ósmego stycznia.
- O kurczę… Dorota i wolne tego bym się nie spodziewała. A może ona… się zakochała?
- No coś ty? Dorota trafiona strzałą Amora?- usłyszała śmiech Mikołaja.
- Ty się kochany nie śmiej ,bo ciebie również trafiła , zapomniałeś?- udzielił jej dobry nastrój słysząc głos ukochanego.- I malutka prośba. Przekaż Tomkowi ,że Ela chora.
- Przekażę. Pa, Nati. Kocham cię.
- Ja ciebie też.
Elka wysmarkała nos i wzięła laptopa próbując skupić się na pisaniu.
Czy da się zatrzymać szczęście?
Szczęściem można definiować na różne sposoby. Dla niektórych szczęściem jest uśmiech dziecka innych podróż w egzotyczne miejsce. Ja uważam ,że życie w zgodzie ze sobą i spełnianie się zarówno zawodowo jak i prywatnie jest szczęściem. Mi radość dają bliscy mi ludzie nie wiem co bym zrobiła ,gdyby nagle ich zabrakło. Nie da się zatrzymać szczęścia. Złapać go ,bo jest ulotne ,ale można stale go szukać. Starać się pozytywnie podchodzić do życia i łapać senne chwile. Zachować je w pamięci jak  biżuterię w szkatułce. W kolejnych felietonach opowiem wam historię o poszukiwaniu miłości. Powiem wam jak jej udało się odnaleźć miłość. 
Pozdrawiam Singielka.

Kowalik zamrugała oczami ,bo strasznie ją piekły i odłożyła laptopa. Nie miała siły. Natalia pośpiewując gotowała bulion, usłyszawszy dzwonek pobiegła otworzyć i zawisła na szyi Mikołaja.
- Nata..lia- wydukał.- Bo mnie udusisz ,aż tak tęskniłaś?
- Niewyobrażalnie – odparła odbierając reklamówki.- Co tak długo?
- Kolejna w aptece. Mam nadzieję ,że wszystko kupiłem ,a ty chyba się nie zaraziłaś chociaż wtedy musiałbym się tobą odpowiednio zająć- spojrzał na nią roziskrzonym wzrokiem.
- Przestań- skarciła go.- Myślisz ,że zatrzymasz mnie w łóżku to się mylisz. Ja pracuję i plan na dzisiejszy wieczór to kąpiel i spanie- dała mu jasno do zrozumienia na  nic więcej dziś liczyć nie może.
- Wczoraj…
- Nie wypominaj mi. Odbijemy to sobie w weekend.
- Zapomniałaś ja wyjeżdżam do Gdyni w piątek wieczorem- przypomniał jej z niezadowoloną miną. – Nie mów ,że zapomniałaś.
- Miałam prawo. Ślub na mojej głowie ,dwie prace, wcześniej studia ,a zapomniałeś chyba o zajęciach z jogi.
- To zrezygnuj. Po cholerę bierzesz tyle sobie na głowę . Dla mnie w ogóle nie masz czasu.
- Jesteś niesprawiedliwy. Zapomniałeś ile miesięcy ci poświęciłam i zawsze miałam czas? Sam wiesz jestem ambitna.
- Aż za bardzo- burknął.
- Co chcesz przez to powiedzieć- zirytowała się. – Dla dziecka też czasu nie będziesz miała ,bo masz inne zajęcia? Ostatnio nie najlepiej wyglądasz i jadasz kiepsko.
- Nie mogę jeść. Chyba zaraziłam się od Eli. 
- Ale ona nie ma grypy żołądkowej.
- Nie powiedziałam ,że ją mam.
- Ale rano trzy razy biegłaś do łazienki zanim do końca wypiłaś koktajl. Wczoraj również po jajecznicy ,którą ci zrobiłem i ci nie smakowała.
- Zwykły wirus- odparła i zasłabła.
Po pięciu minutach odzyskała przytomność i podniosła się z kanapy na którą położył ją Mikołaj.
- To przez to ,że nic nie jadłam.






                                 *****
Następnego dnia Natalia czuła się znacznie lepiej i zdecydowała się opiekować siostrą mimo sprzeciwu narzeczonego ,który bał się o jej zdrowie i kazał odpoczywać ,żeby szybciej wyzdrowiała.  W głowie bruneta zaczęły powstawać różne scenariusze ,ale nie zdobył się na odwagę by swoimi przypuszczaniami podzielić się z Natką. Elkę zaczął męczyć uporczywy kaszel. Natalia sprawdziła bulion smakując łyżeczką i dmuchając ,żeby się nie poparzyć. Z niecierpliwością czekała na dziennikarza i zjawieniu się Górskiego. Stan Elki coraz bardziej ją niepokoił. Wyjrzała z kuchni przyglądając chłodną dłoń do rozpalonego czoła blondynki. Przeraziła się nie na żarty i poszukała termometru. Miki pośpiesz się.
W redakcji panował rozgardiasz. Okazało się ,iż okres tuz przed sylwestrem okazał się sezonem z największą zachorowalnością na grypę. Gośka święta spędziła w łóżku ,a Patryk przynosząc codziennie obiady od mamy zaryzykował i dał jej klucze do swojego mieszkania. Dziewczyna ucieszyła się i mimo złego samopoczucia uśmiechała się i przytuliła się do Patryka mobilizując wszystkie siły ,aby znaleźć się w pozycji siedzącej. Malenę dopadło zapalenie płuc nikt nie pofatygował się odwiedzić jej w szpitalu, bo jej koleżanka z pracy nienawidziła szpitali.
Sylwia wzięła udział w reklamie znanej linii kosmetyków. Reklamowała balsamy do ciała i żel pod prysznic występując przed kamerą nago ,ale reklamę ocenzurowano ,bo leciała o ,każdej porze także w paśmie popołudniowym przez co nie mogli pójść na całość ,chociaż internauci i tak odnaleźli opublikowaną w Internecie wersje bez cenzury.  Natalia zerknęła tylko ciesząc się ,że Tomasz wybrał jednak jej starszą siostrę ,a nie dziewczynę zmieniającego faceta częściej niż majtki i łasą na kasę. Kręciła się wokół dzianych gości ,oskubywała ich i rzucała znajdując nowy obiekt westchnień. Natalia rzuciła czasopismo na aneks kuchenny i wyłączyła bulion.
- Monia?- odebrała uśmiechając się. – Andrzej wybiera produkty na kolacje? Szczególna okazja?
-……..
- A przychodzi przyszła teściowa. Zmieniając temat znacie płeć dziecka?
-………..
- Cudownie!- wykrzyknęła entuzjastycznie.- Dziewczynka. Jak Elka wyzdrowieje wybierzemy się na zakupy. Jako przyszywana ciocia pomogę ci wybrać coś ładnego i słodkiego.
- Dzięki , Natka jesteś super. Pozdrów ode mnie Mikołaja.
- Pozdrowię. Powodzenia na rodzinnej kolacji i zdrówka dla maluszka. Po cichu ci zazdroszczę- przyznała otwarcie.
- Porozmawiaj z Mikołajem. Skoro się zaręczyliście to może i czas pomyśleć o planowaniu wesela ,a potem dziecku?
- Na razie to pozostaje w sferze niespełnionych marzeń. Elka chora, ja muszę porozmawiać z Dorotą o powrocie do redakcji ,, Co tam’’ ,a wesele nie wiem dopiero były zaręczyny i nie rozmawiałam jeszcze o ślubie z Mi…
- Hej, kochanie jesteś?- zawołał od progu Suszyński. – Natalia?
- Moniś muszę kończyć. Trzymaj się kochana- rozłączyła się i spojrzała prosto w oczy brunetowi.
- Super ,że jesteś- powiedziała odrywając się od jego ust.  Zawsze witał ją namiętnym całusem, gdy dłuższą chwilę się nie wdzieli.
- Zjesz?
- Bulion? Nie ,dzięki.
- Mam też gulasz mięsny ,chcesz?
- Chętnie. Może ja podgrzeje ,a ty zaniesiesz Elce leki?- podał jej małą siatkę z lekarstwami.- Kupiłem jakieś krople, tabletki na gardło i coś rozgrzewającego na grypę. Mimo to uważam ,że powinien zbadać ją lekarz. Zamówić wizytę domową?
               ***
- O mnie też byś tak dbał?- zapytała wracając od Eli. Wyszli z mieszkania Kowalik objęci w pół. Natalia przeniosła wzrok na Mikołaja. Jej oczy śmiały się do niego. Z Robertem nigdy nie odczuwała takiej radości.
- Ty jesteś pod moją specjalną ochroną- odrzekł z uśmiechem.
- Tak? A to czemu? Nie jestem księżniczką- droczyła się z nim.
- Księżniczki są egoistyczne i samolubne.
- Zupełnie jak ty- podsumowała.
- No ,co?- odsunęła się od niego i zmierzyła go wzrokiem. Mikołaj zaśmiał się ,bo bawiło go udawanie złośnicy przez Natalię.
-  Ja się zmieniłem. Byłem ślepy nie zauważając twojego uczucia. Od teraz będę się opiekować  tobą ,bo jesteś moja narzeczoną i cię kocham.
Przyciągnął ją mocno do siebie wpijając się w jej usta. Całowali się ,aż ktoś głośno chrząknął.
Tomasz siedział chwilę w samochodzie obserwując Nowacką i Suszyńskiego ,którzy prowadzili ożywioną rozmowę ,a później widział ich czułości. Nie zważali ,że znajdują się w miejscu publicznym. Nie kryli się swoją miłością. Górski cieszył się ,że jego przyjaciel odnalazł miłość.
- Cześć.
- Hej- odpowiedzieli równocześnie Natka i Mikołaj. – Planujesz oświadczyny? Nie radzę. Elka ledwo może mówić i ma gorączkę. Lepiej ,żeby była świadoma ,gdy będzie ci odpowiadała.
- Zamierzam ,ale nie dziś.
- Wybacz mu ,nie wie co plecie- wtrąciła dziewczyna.
- Nataliaa- przeciągnął samogłoski grożąc jej palcem.
- Kwiaty go zmyliły, bo myśli ,że daje się je tylko podczas oświadczyn, urodzin  i na przeprosiny.
- W redakcji nadejdą chyba poważne zmiany. Doroty ciągle nie ma. Jest nowy inwestor no i ma dojść nowy dziennikarz. Tak przynajmniej słyszałem. Ogłoszono konkurs na naczelnego portalu. Myślałeś ,żeby wystartować?- zapytał blondyn.
Brunet jedna rękę wsunął do kieszeni spodni ,a drugą chwycił dłoń narzeczonej.
- Nie. Wystartuj może ci się uda.
- Będziecie gadać tak na ulicy? Może wejdziemy jeszcze na chwilkę do Elki?- zaproponowała dziewczyna.

                                                 ****

Opieka bliskich ,ich wsparcie i opowiadanie dowcipów szybko Elkę postawiło na nogi. Wróciła do redakcji w znakomitym humorze ,z nową energią zabrała się za pisanie felietonów . Tomasz okazał się świetnym kumplem ,ale też facetem ,na którego można polegać. Natalię pochłonęły ślubne przygotowania dziś w jednym z salonów ślubnych mierzyła suknie i z uśmiechem na ustach opisywała jej wygląd Eli.
- Ela ja nie wiem ,którą wybrać . To musi byś doskonała w każdym calu ,a i Mikołajowi ,żeby się podobała ,a on w tej kwestii jest wymagający. 
- Widzisz do czego to cię zaprowadziło ,że masz wątpliwości odnośnie ślubu.
 - Ela ja kocham go nad życie i nie odwołam ślubu z powodu braku wybranej sukni. Coś znajdę  albo zdam się na narzeczonego. On ma kontakty więc będzie wiedział do kogo uderzyć bym miała śliczną sukienkę. Załatwił niesamowitą salę. Jest tam piękne i romantyczne. Nie byłam tam ,ale widziałam zdjęcia.
- Mam wrażenie ,że mówimy o dwóch różnych osobach.
- Nie Elka, to mój Miki. On się zmienił ,dojrzał i mnie kocha ,o czekaj… właśnie dostałam sms’a.
Natalia z radością odczytała wiadomość od Mikołaja i jednocześnie przestraszyła się. Suszyński w salonie miał zjawić się za kwadrans. Rozłączyła się z siostrą i skontaktowała z narzeczonym.
- ….Nati spokojnie znajdziesz idealną suknie i wszystkie dodatki.
- Tamta jest piękna ,ale …Mikołaj ile trwają nasze przygotowania do ślubu?
- Trzy miesiące ,a za dwa bierzemy ślub.
- Trzy miesiące?! Trzy miesiące!
Z wrażenia aż usiadła na krześle ,bo zrobiło się jej słabo. Trzy miesiące powtarzała i rozpłakała się. Praca w redakcji, w kawiarni ,przygotowania tak ją pochłonęły ,że na nic nie miała czasu dzień mylił jej się z nocą ,a jadła ostatnio niewiele ,bo jakoś nie mogła nic przełknąć. Złe samopoczucie zwaliła na karb przygotowań ślubnych i stres.
- Kochanie …co się stało? Zaraz tam będę…
- Mikołaj …przepraszam- wyszeptała i rozpłakała się rozłączając.

                  ****
Suszyński zastał ją w salonie zapłakaną od razu ją przytulił zmartwiony jej zachowaniem. Odsunęła się by spojrzeć mu w oczy. Milczała zastanawiając się jak powiedzieć mu o swoich przypuszczeniach. Mikołaj z uwagą przyglądał się jej twarzy gładząc jej policzek mokry od łez.
- Chyba jestem w ciąży- wyszeptała obserwując jego twarz.-  Wiem ,że będziesz  zły jeśli to się potwierdzi ,ale trzy miesiące…. po zastanowieniu jestem niemal pewna.
- To znaczy ,że będziemy rodzicami ?- spytał dla pewności.
- Tak- skinęła głową bojąc się jego reakcji.
Szeroko się uśmiechnął i objął ją ramionami po czym przylgnął do jej ust i nie zważając na ludzi w salonie objął ją w talii i przyciągnął do siebie.- To najwspanialsza wiadomość zaraz po tym jak powiedziałaś mi tak. Tak długo cię nie zauważałem ,a szczęście miałem w zasięgu ręki. Jesteś moim prezentem od losu i teraz nie wypuszczę cię z rąk i nie ważne co powie Ela ja zawsze będę przy tobie. Daję ci na to moje słowo.
- Kocham cię- wtuliła się w niego.
- No jaka szczęśliwa para ,ale koniec tych czułości. Oczywiście gratuluję wam maleństwa ,ale musimy jeszcze przymierzyć dwie sukienki- przypomniała im około czterdziestoletnia właścicielka salonu.
- W porządku, poczekam na ciebie kochanie na zewnątrz. A później cię zapraszam na podwójną porcję lodów i po drodze skoczymy do apteki po test ,a i musimy powiedzieć rodzinie i przyjaciołom.
- Dopiero jak moje przypuszczenia się potwierdzą.
- Potwierdzą- odparł z przekonaniem.- Gdy maleństwo się urodzi będziemy już po ślubie. Poza tym Elka też jest w ciąży.
- Co?
- Tomasz mi powiedział ,bo szukając znalazł receptę na witaminy dla ciężarnych kobiet ,a ona to potwierdziła i Tomek ma się jej w najbliższym czasie oświadczyć.
- Świetna wiadomość. Muszę jej pogratulować.


Dwa tygodnie później Natalia i Mikołaj po raz pierwszy przyszli razem na wizytę i na badanie USG. 
- Spokojnie to tylko badanie. Krzywdy pana dziewczynie nie zrobię.
- Narzeczonej. Niedługo żonie. Za półtora miesiąca mamy ślub. 
- Och. Przepraszam. Pana narzeczonej. 
Natalia słuchając lekarki lekko przestraszona położyła się na kozetce i odszukała rękę Mikołaja ściskając ją mocno. 
- Zobaczymy co tu mamy. Wygląda ,że wszystko jest w porządku. Chcecie państwo posłuchać jak biją serduszka?
- Tak- odparli jednocześnie bez namysłu ,gdy lekarka jeździła głowicą po brzuchu dziewczyny. Natalia miała uraz do szpitali po tym ,co przeszła ,gdy Mikołaj walczył o życie. Zaczęła wpadać w panikę bojąc się badania wykonywanego ultrasonografem. I denerwował ją żel znajdujący się na jej skórze. 
- Kochanie ,nie denerwuj się. Pani doktor mówi ,że wszystko jest w porządku.
Lekarka włączyła urządzenie i usłyszeli bicie serc. Natalia się wzruszyła.
- Serduszka biją jak dzwon.
- Widzisz kochanie serduszka biją jak dzwon- powtórzył jak echo po lekarce. - Co? 
Natalia zamknęła oczy. Wolała się nie odzywać. 
- Będą państwo mieć bliźnięta. 
- Naprawdę? Serio?- Mikołaj poprosił o szklankę wody ,a Natalia zeszła z kozetki nie odzywając się. - Nie wiem czy podołam ,ale spróbuję. Kocham cię - przytulił ukochaną chcąc dodać jej otuchy ,sam zaś też nie był spokojny. Z jego twarzy jednak nie znikał lekki uśmiech cieszył się ,ale on i Nati mieli obawy przy podołają w opiece nad dwójką maluchów.
 - Będzie dobrze- zapewniał ją.
- Nie wiem , Mikołaj. Ciągle pracujemy ,mamy masę zaczętych rzeczy i ślub na głowie.
- Zrobisz sobie przerwę ,ja też przestanę tak często wyjeżdżać do innych miast. Niech ten nowy jedzie ponoć nie ma rodziny ,nawet dziewczyny albo Krzysiek.
- Ty zawsze umiesz znaleźć rozwiązanie. Z resztą może moja mama nam pomoże te pierwsze tygodnie? Nauczy nas zajmować się maluchami.
- Wolałabym nie korzystać z pomocy innych i sama zająć się dziećmi ,bo z matkami jest różnie. Szczególnie moją. Zresztą mam ciebie- uśmiechnęła się słodko.- Damy sobie  radę- dodała.
- Masz racje ślicznotko. Jesteś bardzo opiekuńcza więc wierzę ,że sobie poradzisz i mnie nieco nauczysz. Nie chcę tylko stać i przyglądać się wszystkiemu z boku. 

Ela nie najlepiej znosiła ciążę ,ale Tomasz dbał o nią jak umiał najlepiej. Dochodziło między  nimi do częstych spięć. Odkąd zamieszkali razem ,a stało się to po usłyszeniu informacji o dziecku. Ela od zawsze należała do osób konfliktowych ,a Tomasz  zważając na jego relacje z ojcem można pokusić się o stwierdzenie ,że jest buntownikiem niegdyś zbuntowany nastolatek dziś dorosły facet pozostający w konflikcie z rodzicami. Zupełnie odwrotnie miał Mikołaj. Matka odwiedzała go tak często na ile to możliwe. Ewa ogromnie się ucieszyła ,gdy syn zaprosił ją na kolacje i poinformował o ślubie z Natalią. Rozmawiali tak długo ,iż zrobiła się późna noc. Ewa nie chcąc się tłuc samochodem po nocy zatrzymała się się u syna i przyszłej synowej. Teraz dziennikarz zastanawiał się jak matka przyjmie informacje o zostaniu babcią i to podwójną. 

- Proszę twoja herbata i ciastka - podał blondynce kubek i talerzyk siadając obok.- Ela nie patrz tak na mnie. Nie przyniosę ci kawy po ,której ostatnio boli cię brzuch.
- Wiem- westchnęła coś mi nie służy.- W ogóle większość produktów nie trawie. W dodatku to krzesło jest takie twarde.
- Zaproponowałbym ci masaż ,ale jesteśmy w pracy- odparł Górski.- Kiedy masz wizytę u lekarza?
- Jutro ,ale dziś fatalnie się czuję. Cały czas mi niedobrze i kręci mi się w głowie. W dodatku boli mnie łeb. 
- Zbieraj się jedziemy do szpitala. 
- Nie Tomek ,zaraz przejdzie- skrzywiła się. Wstała i straciła przytomność. Przybiegła Monika ,Krzysztof, Malena i Gośka oraz Mikołaj ,który dziś spóźnił się do pracy ,bo Natalii musiał przygotować kąpiel i śniadanie ,bo była obudziła się strasznie zmęczona.
- Dzwońcie po pogotowie- rzekła Monika kładąc bezwiednie dłoń na brzuszku ciążowym.
- Karetka będzie dopiero za półgodziny- poinformowała Gośka. 
- Sam ją zawiozę odparł Tomasz. 
- A przyjechałeś dziś pożyczonym, autem ,bo masz w warsztacie?- przypomniał mu Mikołaj.- Jeźdźmy moim odparł- patrząc jak Malena klepie ją po policzku. Ela otworzyła oczy widząc nad sobą parę osób z redakcji przyszły też nowe blogerki i szatniarka ,ale tylko się przyglądały. Tomasz klęczał  przy blondynce i podał jej dłoń pomagając się podnieść. 
Górski wziął ją na ręce ,a Mikołaj nacisnął guzik od windy. Zeszli na dół. Jakie było zdziwienie Tomasza ,gdy ujrzał zupełnie inne auto przyjaciela. 
- To auto podarował mi kuzyn twierdząc ,że mi się przyda bardziej niż jemu ,a on też niedawno zmieniał. Mam jeszcze drugie kupiłem z myślą o Natce i dzieciach.
- Wow, nie poznaję cię. Ty taki  rodzinny? 
- Chciałem zostać ojcem ,a po uświadomieniu sobie ,że kocham Natalię zrozumiałem ,że mogę mieć dzieci tylko z nią i bardzo się cieszę ,choć planowaliśmy po ślubie ,ale czasem życie ma swój własny plan. 
Pomógł Eli wsiąść i  udali się do szpitala. Ela się nie odzywała siedząc niemal bez ruchu. Czasami tylko spoglądając na obu jak prowadząc swobodną rozmowę. 

piątek, 19 kwietnia 2019

Wesołego Alleluja


Z okazji Wielkanocy niech życzenia nabiorą mocy
W sercu pogody, a w dyngusa dużo wody!
Miłość i pokój niech goszczą u Was dnia każdego
Niech każdy dzień przyniesie coś pięknego.
🌷🐇🌸🌹🐣🐣🐥🐥
Wesołego, rodzinnego świętowania i łask bożych obfitości -
niech Wielkanoc upłynie Wam w radości, a w sercach miłość zagości
Życzy Justyna z rodziną.

poniedziałek, 25 marca 2019

,,Pokochaj mnie'' 4


,,Pokochaj mnie’’
Rozdział 4

Poprzedni dzień obfitował w wydarzenia i to te niezbyt przyjemne. Zaginionego rodzeństwa nikt nie widział lub składał fałszywe zeznania nie chcąc mieszać się w cudze sprawy. Wiele ludzi woli stać z boku niż brać w czymś czynny udział. Cieplak ,żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia zaszyła się w hotelowym pokoju słuchając głośno muzyki i kładąc się na łóżku. Po paru sekundach wstała rozchyliła zasłony dostrzegając kręcących się pod hotelem ludzi. Trwały poszukiwania. Domyśliła się koło. Nie było to trudne zważając na brak informacji o Beacie i Janku. Przymknęła oczy czując nagły ból głowy.
Zebrała się do wyjścia. Problemy przytłoczyły ją. Błąkała się po plaży w nocy otulając ramiona grubym swetrem należącym do mężczyzny poznanym przypadkiem przy barze. Rozmawiali do późnej nocy. Mężczyzna był dobrze zbudowanym ciemnowłosym mężczyzną o ciemnoniebieskich oczach.
- Te zaginione dzieci poszukiwane przez policję to naprawdę twoje rodzeństwo? Nie wyglądasz na przejętą ani załamaną.
- Nie jestem z nimi zżyta- odparła obojętnie.- Mama umarła wydając na świat moją siostrę. Zaprzestała leczenia ,żeby gówniarz mógł przyjść na świat jednocześnie rozpieprzając mój. Schrzaniła wszystko.
- Zbyt surową ją oceniasz. Twoja siostra nie zabiła twojej matki- wyraził swoje zdanie.- Nigdy nie potępiałbym rodzeństwa za śmierć swoich rodziców ,chyba ,że mój brat prowadziłby samochód ,w którym rzekomo zginąłby mój ojciec. Wtedy być może tak ,ale chciałbym poznać okoliczności i czy rzeczywiście on ponosi winę czy nie był to zwykły nieszczęśliwy wypadek.
Przyjrzała mu się badawczo. W jej głowie zaczęła kiełkować pewna myśl.
- Prawnik?
- Skąd założenie ,że jestem prawnikiem?
- Tak przyszło mi do głowy- rzuciła mimochodem kierując się w kierunku wyjścia z plaży.- Powinnam chyba już wracać i ponownie zadzwonić do domu i dowiedzieć się jak postępowanie.
- Nie jestem prawnikiem- odezwał się po chwili.- Jestem menażerem hotelu ,a tu wyjechałem odpocząć od pracy.
- Aha- mruknęła i pożegnała się z nieznajomym żałując ,że nie zapytała o nazwę hotelu ani nawet o imię.

                                       ****

- Rysiów – powiedział pod nosem.- Jasiek pod jakim numerem mieszkasz z siostrą?
- Osiem- odparł przebudzając się.- Jesteśmy w Rysiowie?
- Tak. Wyspałeś się ?- chłopiec potwierdził i spojrzał na przytuloną do jego ramienia siostrzyczkę. Jasiek ziewnął.
- To chyba tu- Dobrzański zatrzymał się przed domem otoczonym zielenią. Na furtce widniał numer 8. Wypuścił chłopca i obudził małą biorąc ją za rękę. Beatka chwyciła dłoń mężczyzny zaspana nie bardzo orientując co się dzieje wokół niej.

- Dzień dobry ,kim pan jest- na twarzy Cieplaka malowało się zdumienie pomieszane ze strachem. – Dlaczego moje dzieci przyjechali z panem?
- Dzień dobry- przywitał się.- Wszystko panu wyjaśnię jeśli mi pan pozwoli i proszę nie wzywać policji. Nie jestem pedofilem ani porywaczem- mówił opanowany.
- Dobrze. Jasiek zabierz Betti do domu ,a ja porozmawiam z panem na osobności- powiedział zdecydowanym głosem.
Marek udał się za mężczyzną do ogrodu siadając na krześle zaczął się denerwować. Rozejrzał się po pięknym ,zadbanym ogrodzie. Kwitnących krzewach. Pnących się po murze różach w różnych odcieniach ,kwitnących cyniach ,lakach, piwoniach, Malezjach i innych kwiatach.
- Napiję się pan kawy?
- Chętnie.
Pod stolikiem chodził mały bury kot. Marek pogłaskał go czekając ,aż Józef przyniesie kawę. Chwilę to trwało.
- Dobrze to zamieniam się w słuch.
- Zacznę od początku. Nazywam się Marek Dobrzański jestem prezesem firmy odzieżowej przy Lwowskiej.
- Moja córka czytała o panu artykuł i rozważała podjęcie pracy w pana firmie.
- Poważnie? Nic mi o tym nie wiadomo. Pana dzieci spotkałem na stacji benzynowej uratowałem przed niezrównoważonym psychicznie człowiekiem. Zrobiło mi się ich żal ,a później odkryłem ,iż zakradli się do mojego auta więc kupiłem im po drodze parę rzeczy i odwiozłem do domu. To są naprawdę świetne dzieciaki. A szczególnie Jasiek to mądry, odważny chłopiec i niezwykle opiekuńczy w stosunku do siostry. Powinien pan być dumny z syna. Ja na pana miejscu bym był.
Józef zszokowany słuchał tego i nie dowierzał ,że dzieci trafiły na uczciwego i normalnego człowieka a nie pedofila czy jakiegoś zboczeńca.
- Panie Marku ,zastanawia mnie jedna sprawa.
- Tak?- ostawił filiżankę patrząc wprost na mężczyznę.
- Jak dzieci znalazły się w tamtym miejscu i dlaczego nie były z moją starszą córką Ulą.
- Nie wiem. Nie miałem okazji poznać Uli. Wykazała się sporą nie odpowiedzialnością ,żeby nie nazwaćgłupotą  dzieci bez opieki ,które błąkają się po nieciekawych miejscach.
- Ula zabrała je nad morze. Miała się nimi zajmować i zadbać ,żeby niczego im nie brakowało. W końcu jest dorosła i sądziłem ,że ma tyle rozsądku… Naprawdę mi za nią wstyd.
- Nie słusznie- uśmiechnął się lekko.- Dzieci są całe i zdrowe. A pana córka niech się tłumaczy.
- Oj będzie musiała. Ja muszę wiedzieć co tam się stało- odparł hardo.- Nigdzie nie pozwolę jej już z nimi jechać.
- I słusznie- poparł go Marek.- Nie powinienem się mieszać ,ale może ,gdy do pana córki dotrze jak postąpiła to coś zrozumie.
- Wątpię. Nie akceptuje małej odkąd się urodziła.
- Niedorzeczne. Dlaczego?
- Mama Uli była ciężko chora. Przerwała leczenie ,żeby urodzić zdrowe dziecko ,a Ula uważa ,że Betti…- przepraszam- uciął zmieszany i jednocześnie załamany.- Zwierzam się obcemu człowiekowi, ale nie mam z kim o tym rozmawiać.
Marek wysłuchał opowieści Józefa. Po czym pożegnał się z nim zostawiając na wszelki wypadek wizytówkę z numerem. Cieplak był miło zaskoczony tym kulturalnym i miłym gościem. Z miejsca go polubił i podziękował mu za opiekę nad dziećmi. Marek uśmiechnął się mówiąc ,że to fajne dzieciaki i dla niego to żaden problem. Zapytany o partnerkę lekko się spiął i odrzekł ,że jest sam. Pominął fakt ,bo przez tą dziwną sytuacje z Beatką i Jaśkiem całkiem o niej zapomniał i zauważył to dopiero w drodze powrotnej ,gdy włączył telefon i ujrzał dziesięć nieodebranych połączeń.

                                    *****

Rok później…
Wyprostowała nogi i lekko pomasowała sobie lekko lewą. Bolały ją strasznie plecy i ciągle czuła się głodna. Dziecko w jej brzuchu wierciło się ,bo nic dzisiaj jeszcze nie miała w ustach. Prycz nie należała do wygodnych. W nocy nie spała obawiając  się  ataku furii nowej więźniarki dzielącej z nią celę. Po policzkach spływały łzy ,otarła je i ułożyła się plecami do ściany drżąc lekko z zimna. Baśka rzucała kąśliwe uwagi dotyczące jej wyglądu. Nasłuchała się wygląda jak wieloryb i wiele gorszych rzeczy ,że jest puszczalską kurwą ,suką itp.
Załamany Józef nie wiedział jak wyciągnąć najstarszą córkę z aresztu. Sprawa aresztowania błyskawicznie rozeszła się po Rysiowie ,a Dąbrowska prawie nie opuszczała domu Cieplaków. Przynosiła obiady, proponowała pomoc w opiece nad Betti. W ciągu trzech miesięcy od aresztowania Uli, Marek był u nich kilka razy. Przywiózł  odrobinę słodyczy dla małej i Jaśka oraz kawę dla pana Cieplaka.
- Powiem ,że mam do pana dość nietypową prośbę- zaczął niepewnie Józef.
Marek spojrzał na niego i zwrócił się do Jaśka.
- Zabierz Betti do pokoju- dziewczynka niechętnie zeszła z kolan Marka. – A psyjdzie pan do pokoiku?
- Tak ,przyjdę jak będę odjeżdżał- powiedział z ciepłym uśmiechem.
- Ulę niesłusznie posądzili o handel narkotykami. To ten jej nowy chłopak z hotelu czy skądś. Znaleziono u niej w pokoju i zgarnęła ją policja. Ja wiem ,że to on jej podrzucił.
- panie Józefie to tylko pana przypuszczenia. Nie jest pan w stu procentach przekonany o niewinności Uli.
- Panie Marku…
- Mówiłem już proszę mi mówić po imieniu.
- Marku czy zawiózł by pan jej parę najpotrzebniejszych rzeczy? Ja pojechałbym ,ale Maciej nasz sąsiad jest w pracy ,a z dziećmi….
- Rozumiem. Niech pan powie tylko co ,a ja zawiozę akurat po pracy nie mam nic do roboty.
Paulina wyjechała do Włoch nie wspominając nic o powrocie. Pojechała do brata ,który otworzył tam własny biznes. Powiedziała ,że ich związek potrzebuje przerwy. Dobrzański nie chciał jej słuchać i znów wysłuchiwać o jej cudownym bracie ,który wbijał mu za ,każdym razem szpilę. Zwiesił głowę zastanawiając się jak powiedzieć rodzicom ,że nie są razem skoro naopowiadała im o przyszłym ślubie ,chociaż nawet się jej nie oświadczył.
Zatrzymał auto przed wielką więzienną bramą. Przyjechał tu wczoraj ,ale wrócił dziś otrzymując w końcu zgodę na widzenie. Chciał osobiście przekazać jej rzeczy z domu i ją poznać. Dla nich obojga miało to być pierwsze spotkanie i dość niezręczne.

Wysoki mężczyzna wprowadził ją w kajdankach i kazał usiąść przy stoliku. Marek już na nią czekał. Ojciec nie znał całej prawdy o aresztowaniu. Siedziała także za jazdę po spożyciu alkoholu w którym ucierpiał młody chłopak i jego matka. Chłopak ponoć nie ma czucia w nogach. Ula kryła swojego chłopaka mówiąc ,że to ona prowadziła ,a prawdą było ,że wystraszony tuż przed przyjazdem radiowozu policyjnego kazał jej się przesiąść niby ,że ona prowadziła. Złożyła fałszywe zeznania chroniąc chłopaka ,który był zwykłym oszustem. Pod kurtką ciąża nie była widoczna. Sławek okazał się zwykłym kryminalistą i gnidą. Zrobiła by dla niego wszystko. Myślała o wspólnej przyszłości. Porzucił ją dowiadując się o ciąży i wpakował  za kratki. W celi zrozumiała ile straciła i zatęskniła za wolnością aby wychować dziecko z dala od tego ohydnego miejsca. Nie usunęła ,nie przyjęła pieniędzy na zabieg od Sławka. Nie dal jej całej sumy tylko jej znaczną część ,ale oburzona powiedziała ,że tego nie zrobi. Nie przepadała za dziećmi ,lecz wolała je oddać niż zabić. Ostatnio rozważała ,iż gdyby była wolna wychowałaby by je jakoś  z czyjąś pomocą czy bez . Starałaby się by niczego jej lub mu nie brakowało. Nie znała płci. Nie chciała pomimo siódmego miesiąca.

- Dzień dobry- rzekł zajmując miejsce po jej przeciwnej stronie.- Jestem …
- Wiem kim pan jest. Rozmawiałam z ojcem. Proszę zostawić rzeczy i …
- Już to zrobiłem przed wejściem ,ale chciałem panią poznać- odparł nie zrażony jej ostrym tonem. Jego spojrzenie zatrzymało się na jej splecionych na brzuchu dłoniach.
- Pani ojciec nic nie…
- On nie wiem o ciąży i się nie dowie.
- Jak pani zamierza to  ukryć ?
- Nie wiem- zerknęła na swoją rękę .- Myślałam ,że moje życie potoczy się zupełnie inaczej. Sławek wydawał się porządnym człowiekiem. Nie poznałam jego rodziny i miał sekrety …
- Sławek to ten co wpakował panią do więzienia? Pani ojciec podejrzewa go o podrzucenie narkotyków do tego pokoju hotelowego. Znam świetnego adwokata on może panią stąd wyciągnąć tylko musi znać prawdę. Osoba z obsługi hotelowej zdecydowała się zeznawać. Ja chcę pani pomóc ze względu na pani ojca. Tak się składa ,że dziwnym zbiegiem okoliczności pan Józef jest dawnym przyjacielem mojego taty. Poznali się na jakimś obozie harcerskim.
- Harcerskim? Faktycznie są w albumie jakieś zdjęcia z obozu… zapomniałam o tym i nigdy o to nie pytałam.
- Ja też- przyznał Marek.- To zgodzi się pani wszystko opowiedzieć? Jutro mojemu koledze? Tu pani ma wizytówkę i proszę się nie stresować. Wyciągnę stąd panią. Więzienie to nie najlepsze miejsce na urodzenie i wychowanie dziecka.
- Dziękuję. To nie ja prowadziłam to auto tylko Sławek i do niego należały narkotyki znalezione w hotelowym pokoju. Przyjechałam do niego ,bo chciał się spotkać . Miałam nadzieję na jego  powrót do nas. Do mnie i dziecka. Byłam głupia. W samochodzie znaleźli prochy i wtedy przeszukali również mój pokój. Jemu udało się zwiać ,a ja nie miałam szans.
Opowiedziała mu prawdę pomimo ,iż go nie znała ,ale słyszała wiele o nim od jej ojca. Wzbudzał zaufanie i nie oceniał jej ,nie krytykował. Był opanowany ,nie podnosił głosu.
-Dlaczego nie wróciłaś po prostu do domu, gdy cię rzucił? Nie powiedziałaś o ciąży?
- Bałam się.  
Ps. Trudno było mi wrócić po dość długiej przerwie. Wypadłam z rytmu pisania opowiadań. Wiem ,że wspomniałam ,iż ze względu na niedawną  śmierć dziadka i brak czasu ni nie wstawię ,ale  naprawdę zatęskniłam za pisaniem.  

czwartek, 14 lutego 2019

,,Walentynki'' Miniaturka



Marek zatrzymał srebrnego lexusa przed kwiaciarnią. Energicznym krokiem udał się do środka uśmiechając się do starszej pary mówiąc ,dzień dobry’’. W doskonałym humorze kupił sporych rozmiarów bukiet czerwonych róż poprosił o przyozdobienie i pognał do sklepu obok kupując czekoladki. Wybrał  pudełko w serduszko. Jej ulubione łakocie. W pierwsze walentynki spędzili w palmiarni wśród krzewów i w nerwowej atmosferze ,bo narzeczona wydzwaniała węsząc zdradę .W każdej znajomej narzeczonego widziała zagrożenie. Nie chciała być na straconej pozycji ani aby Marek stracił nią zainteresowanie. Brunetka z dumą oznajmiała wszystkim ,iż wkrótce poślubi Dobrzańskiego.
- Marek nie odwoła ślubu przez  prowincjuszkę- mówiła ze wzburzeniem.- Pozbawioną kompletnie urody.
- Miłość jest ślepa- odpowiadała jej Violetta.- Marek może tylko udaje miłość do niej. Wiesz ona jest naiwna ,a twój narzeczony potrafi czarować kobiety.
- Marek nie jest flirciarzem ani tanim podrywaczem jak twój Sebastian- odrzekła wyniośle Paula.- Lepiej daj sobie spokój z tym błaznem. Olszański do ciebie nie pasuje. Nie stać cię na kogoś lepszego?
- Aleksa też mi odradzałaś. Nic ci się nie podoba.  Nie obrażaj Seby. On jest inny niż myślisz.
- On cię naprawdę omotał- wywróciła oczami.
- To ty masz japonki na oczach i serce z żelaza.
- Kamienia- poprawiła ją.- Zajmij się lepiej śledzeniem Marka. On musi kogoś mieć. Wiem to.
- Mam go szpiegować?
- Tak. Zapisywać gdzie wychodzi i z kim. Informuj mnie o wszystkim. Muszę dowiedzieć się kto chce zniszczyć naszą przyszłość.
Ula po spotkaniu z dziewczynami w bufecie przyszła do sekretariatu zastając naburmuszoną Paulinę i nieco zszokowaną Violettę. Zajęła miejsce i włączyła komputer. Zalogowała się do poczty. Sprawdziła dane przesłane przez Marka z nikłym uśmiechem na ustach. Paula energicznym krokiem odeszła ,a w oddali słychać było stukot jej butów na obcasach.
- Ulka ,zajrzysz do mnie?- Marek uchylił drzwi i rzucił w stronę Uli z uśmiechem. Poprawiła ciemno-różową bluzeczkę i poszła do gabinetu. Usiadła na kanapie. Prezes odebrał od niej dokumenty i zatrzymując się na środku gabinetu przypomniał sobie o czymś. Wręczył jej drobny upominek.
- Naprawdę nie musiałeś- odezwała się speszona.
- Chciałem sprawić ci po prostu przyjemność- rzekł przysiadając się i z iskierką w oczach przyglądał jej się jak z entuzjazmem odpakowuje prezent. W środku świecznik z aniołkiem. Pocałowała go w policzek.
- Dziękuję.
- To ja ci dziękuję za walentynkę, niestety jeszcze nie czytałem ,bo przed chwilą była u mnie Paula…
- Rozumiem…- spuściła głowę.
- Ulka nie martw się. Coś wymyślę byśmy spędzili dzisiejszy dzień razem.
- Naprawdę?- ucieszyła się.- A Twoja narzeczona?
- Paula nigdy nie obchodziła święta zakochanych.
Temat zeszedł na sprawy firmowe. Pokaz zbliżał się wielkimi krokami. Pshemko z nowym asystentem doszedł do konsensusu. Chłopak znosił dzielnie fochy mistrza. Słuchał go uważając go za autorytet. W przyszłości chciał być tak samo sławnym projektantem jak Pshemko. Liczył ,że osiągnie sukces i nie wypali się po jakimś czasie.  Kreatywności mistrzowi nie można było odmówić. Dzień zakochanych sprawił ,że dostał jakąś nową energię ,a pomysły wciąż napływały do jego głowy.
Marek z Ulą spędzali czas w zaciszu gabinetu rozmawiając na różne tematy. Na chwilę zapomnieli o pracy. Tak zastała ich Viola. Ula niechętnie wróciła do swoich obowiązków.

                            ****
Dalej tak kolorowo między asystentką a prezesem nie było. Pochłonięci pracą , Marek wysłuchiwał żali Pauli. W ich domu zamontowała pod jego nieobecność kamery ,żeby sprawdzić czy nie sprowadza on pod ich dach jakiś ladacznic. Odkąd skradziono mu auto uważała ,że jej narzeczony w coś się wpakował. Sprawdzała bilingi z rozmów, grzebała w jego rzeczach.
- Paula co ty wyprawiasz?- zapytał pewnego razu przyłapując ją jak coś szuka w jego marynarce.
- Idę do pralni i sprawdzałam kieszenie- gładko skłamała.
- Na pewno sprawdzałaś tylko czy nie mam drobnych w kieszeniach czy przypadkiem nie szukałaś dowodu na moje zdrady?- spytał nieco ironicznym głosem.- Przypominam ci ,że dwa dni temu oddawałem rzeczy do pralni swoją drogą czasem mogłabyś zrobić coś sama ,a nie korzystać z usług. Chciałbym na przykład zjeść domowy obiad albo raz ujrzeć jak moja narzeczona  podlewa kwiaty. To nie jest wyjątkowe trudne.
- Marek nie tak się umawialiśmy. Nie będą twoją praczką ,sprzątaczką i ogrodniczką- podniosła ton.- Od tego są inni.
- Rozumiem ,że gdybyś miała dziecko także oddałabyś je pod opiekę komuś innemu?
- Wynajęłabym opiekunkę – odparła dumna ze swojej odpowiedzi.- A z resztą chcę nacieszyć się szczupłą sylwetką. Nie urodzę ci dziecka. 
- Co? Dobrze wiesz ,że zawsze marzyłem o dzieciach- odparł urażony i rozczarowany jej postawą.- Mówiłaś ,że też tego chcesz.
- Nie powiedziałam ,że nie chcę. Tylko ich nie urodzę. Wynajmę
surogatkę- dodała nieustępliwym tonem.
- Nie zgadzam się na żadną surogatkę i zabieg In vitro. To jest przeznaczone dla osób nie mogących mieć dzieci ,ale w takim przypadku podjąłbym decyzje o adopcji.
- Chcesz wychowywać cudze dzieci ,proszę bardzo ,ale beze mnie- fuknęła trzaskając drzwiami od sypialni. Został sam. Kłótnie z Paulą zdarzały się coraz częściej, w pracy nowe kłopoty ,jedynym powodem dla ,którego nie zwariował i wszystko znosił była Ula. To ona wspierała go ,podnosiła na duchu, pomagała. Wykorzystywał jej naiwność. Okłamywał i wplątywał w swoje sprawy. Ratowała go z opresji. Dzięki niej upadki nie były ,aż tak bolesne.

                                             ****

Wspomnieniami wrócił do wydarzeń z pokazu FD Gusto to wtedy odzyskał ją i wyznał jej miłość. Po wzruszającym wyznaniu odbył się bankiet ,długa rozmowa ,którą odbyli spacerując z kieliszkami wina po dworze. Usiedli na ławce wsłuchując się w szelest liści i cykadę świerszczy.  Odbyli długą rozmowę nad nimi niebo usłane milionem gwiazd. To tam Ula przyznała się ,co czuła ,gdy ją oszukał.
- Czułam się okropnie z myślą ,że twoje uczucie tylko ja sobie wymyśliłam. Manipulowałeś mną i grałeś tak bym nie połapała się ,że to gra. Nie kochałeś mnie. Przynajmniej do pewnego momentu…
- Nie kochałem- przyznał z żalem i bólem.- Skrzywdziłem cię, mówiłem ci to Sebastian wymyślił tą intrygę.
- To cię nie usprawiedliwia , Marek. Jesteś dorosły i nie musisz słuchać wszystkiego ,co mówią inni- spojrzała mu w oczy.- Niepotrzebnie   się na to godziłeś. Jak można tak bawić się uczuciami?- głos jej lekko zadrżał.
Markowi było wstyd ,że postępował tak głupio. Nic nie tłumaczyło jego postępowania. Nie tak miało się wszystko potoczyć. Pobłądził i cieszył się ,że zyskał od Uli przebaczenie i szansę na udowodnienie jej siły prawdziwego uczucia.
- Postaram się nie zawieść więcej twojego zaufania ,kochanie. Nie skrzywdzę cię więcej ,bo jesteś moim skarbem. Moim słodkim kochaniem. Nie pozwolę ci odejść ,bo bardzo cię kocham i jak żyć to tylko z tobą.
Ujęła jego twarz w dłonie musnęła usta i przytuliła się uśmiechając się pod nosem. – Kocham cię najmocniej na świecie. Dowiadując się o wypadku zrozumiałam ,że nie mogę cię stracić i jesteś tym jedynym. Nikt cię nie zastąpi.
Marek prze szczęśliwy przytulił ją do swego boku po czym wrócili na bankiet dobrze się bawiąc. Nad ranem odwiózł ją do domu ,a następnego dnia umówili się do kina.
                     ********

Z bukietem róż czekał na zjawienie się w lokalu Uli. Zerknął na zegarek podenerwowany. W kawiarence paliły się kolorowe świeczki i wszędzie wisiały serduszka. Uznał ,iż nieco przesadzili z tą romantycznym zalatującym  kiczem wystrojem ,ale niektóre kobiety kochały takie miejsca ,a szczególnie Ula. Czekał z zamówieniem rozglądając się. Ula zjawiła się z lekkim opóźnieniem. Po zajęciu miejsca zamówił dla nich nietypowo ,bo zaczął od deseru. Po prostu bał się jej odpowiedzi i postanowił dłużej nie zwlekać .
- Wszystkiego najlepszego z okazji walentynek- wręczył jej kwiaty i czekoladki.
- Dziękuję- pocałowali się namiętnie.- Ja też dla ciebie mam.
Podała mu papierową torbę. W środku było granatowe pudełko z wstążką i jeszcze jedno mniejsze. Ręce zaczęły jej się strząść.
 Chyba nie chcę ze mną zerwać. Pobladła ze strachu. Poczuła falę mdłości.
Razem byli od pamiętnego pokazu. We wrześniu mijało dwa lata. Od roku mieszkali razem ,co nie podobało się Józefowi człowiekowi starszej daty uznający ,że wspólne mieszkanie to po ślubie. Lubił Marka i chciał takiego zięcia ,ale dotąd temat ślubu nie padł zarówno z ust Uli jak i Marka.
Ojciec Uli wiedział ,iż ten miał już narzeczoną i do ślubu nie doszło ,ale po cichu liczył ,że Dobrzański wkrótce oświadczy się jego  córce Urszuli.
- Kochanie ,co ci jest- Marek z niepokojem obserwował twarz Uli.
- Przepraszam – rzuciła i na chwilę wyszła zostawiając zdezorientowanego Marka przy stoliku.
Wróciła nadal blada. Dobrzański nie odpakował mniejszego prezentu czekając na Ulę. Zauważył ślady po łzach. Miała lekko zaczerwienione oczy. Gdy usiadła złapał ją za dłoń i pogładził ją lekko. Kelner przyniósł im danie główne. Marek jadł. Ula nie miała apetytu. Po cielęcinie zamówił ciastko z kremem ustrojone serduszkami. Ukląkł nagle padając na jedno kolano. W tle leciała jakaś ckliwa piosenka.

- Jesteś moim największym szczęściem, moją iskierką , radością i smutkiem.  Moją połówką serca  dlatego chcę cię zapytać…- spojrzał jej głęboko w oczy. Otarł zabłąkaną na policzku łzy i zapytał szeptem.- Skarbie, wyjdziesz za mnie?
Zamrugała oczami ,po czym spojrzała na pierścionek z błękitnym oczkiem w kształcie serca i rozpromieniła się.
- Kocham cię ,tak zostanę twoją żoną- pocałowała go.
- Otwórz- poprosiła cicho.- Wiem ,że nie to może wszystko zmienić między nami ,ale…
Marek spojrzał na nią wystraszony. Odpakował pudełko i znalazł w nim test ciążowy i  białe buciki.
- Jesteś w ciąży?
- Tak- mruknęła.
Wstał i przyciągnął ją do siebie ,a ona utonęła w jego objęciach. Całował po włosach ,twarzy nie zważając na ludzi w lokalu.
- Cudownie ,tak się cieszę. Będziemy mieli dziecko- roześmiał się.
Zgodnie ustalili nikomu na razie nie mówić. Nie chcieli zapeszać. Marek był szczęśliwy. Pospieszyli z przygotowaniami ślubnymi. Zaprosili tylko najbliższych. Wesele odbyło się w kościele w Rysiowie.



Parę miesięcy po ślubie na sali porodowej szczęśliwa i zmęczona Ula usłyszała pierwszy płacz swojej malutkiej córeczki. Marek ujrzawszy małą od razu ją pokochał. Nazwali córkę Róża. Po babci Marka mieszkającej poza Warszawą. Zaproszona była na ich ślub. Uli i Markowi w pierwszych dniach i tygodniach pomagała w opiece nad dzieckiem ,Helena. Gdy Różyczka skończyła trzy miesiące Marek wraz z żoną przeprowadził się do nowego mieszkania ,które kupił po narodzinach córki. Rodzice mimo bezsennych nocy byli bardzo szczęśliwi ,zakochani w sobie bez pamięci i z miłością patrząc na rosnącą pociechę. U Violi i Sebastiana podobnie ,bo miesiąc po chrzcie Różyczki, której byli chrzestnymi stanęli na ślubnym kobiercu ,a zaokrąglonego ciążowego brzuszka  Violi nie dało się ukryć pod żadną warstwą ubrania. Maciej poprosił o rękę Anie ,a Józef dzielił życie z żoną Ala ,zaś Aleks dostał drugą szansę od Julii i szykował zaręczyny ,a Paula wyjechała i słuch o niej zaginął.

KONIEC!

niedziela, 20 stycznia 2019

,,Pokochaj mnie'' 3


,,Pokochaj mnie’’
Rozdział 3

Gęsta biała gęsta mgła otulała wybrzeże. Wiał lekki wiatr. Plaża była zupełnie pusta. Podążyła wzrokiem po morzu i schyliła się sprawdzając temperaturę wody. Była bardzo zimna. Zadrżała i wytarła dłoń o kolorową sukienkę ,którą miała na sobie. Pogoda nie zachęcała do spacerów po piasku ,lecz nie było nawet piątej. Zbudziła się o czwartej dwadzieścia. Spacer pomógł jej zebrać myśli. Beata i Jasiek spali i sądziła ,że nie prędko się obudzą. Józef nie jechał z nimi będąc w tym czasie w pracy. Maciej i Ania pragnęli spędzić czas we dwójkę . Szymczyk bardzo poważnie traktował ten związek zakochany w dziewczynie do szaleństwa. Powoli zaczął zastanawiać się nad wspólnym mieszkaniem.
Mgła zaczęła się przerzedzać i nad morzem pojawił się zarys słońca. Niebo przybrało brzoskwiniowy-różowy kolor. Uśmiechnęła się w ciszy podziwiając uroczy pejzaż. Żałowała ,że nie posiada zdolności artystycznych.  Na przystani stał wysoki mężczyzna dopiero teraz go zauważyła.
Co tu robi o tej porze? Podziwia wschód słońca? Romantyk od siedmiu boleści.
Zdjęła sandały i pozwoliła by zimna woda obmyła jej stopy. Stała nieruchomo obserwując spokojne morze i krzyczące nad nim mewy. Zerknęła w kierunku ,w którym jeszcze przed paroma sekundami stał mężczyzna. Teraz go nie było. Rozejrzała się zaskoczona, że nie zauważyła ,kiedy poszedł. Znów na plaży była sama , po jakieś pół godzinie usłyszała w oddali pierwsze głosy spacerowiczów i zdecydowała pójść zobaczyć do rodzeństwa czy jeszcze śpią. Miała nadzieję ,że tak i sama się zdrzemnie.


                                                         *****
 Nazajutrz o dziesiątej na plaży zebrał się spory tłum. Ratownicy biegali po plaży. Zjawiła się także policja z psem tropiącym i parę gapiów. Ula niczym porcelanowa figurka stała obserwując to dziwne zjawisko i pierwszy raz emocje ściskały ją za gardło. Śmiertelnie blada objęła wzrokiem morze i powtarzała ,że ona odpowiada za to nieszczęście.  Motorówki przeczesywały teren, sama chodzi do barów ze zdjęciem Beatki i Jaśka i pytała czy ktoś ich przypadkiem nie widział. Dzieci zniknęły wczoraj nad ranem i do tej pory ich nie było. W morzu utonęło dziecko ,ale po indyfikacji zwłok okazało się ciało należało do innej dziewczynki. Dzięki tym ustaleniom ula odetchnęła na moment z ulgą ,lecz nie na długo ponieważ Beata ani Jan nadal się nie znaleźli.
- Przepraszam panią- zawołała do starszej kobiety z kolorową torbą.- Zajmę pani dosłownie minutkę- wyciągnęła w jej stronę zdjęcie.- Rozpoznaje pani te dzieci?
- Niestety nigdy ich nie widziałam ,ale tam jest grupka plażowiczów może oni będą wiedzieć coś więcej-poradziła.
- Dziękuję- odeszła w skazanym przez kobietę kierunku.
Młodzież robiła sobie selfie robiąc przy tym głupie miny. Wysoki blondyn powiedział ,że nikogo takiego nie widział. Ula powoli zaczęła wpadać w panikę.
 Co powiem ojcu? Zgubiłam rodzeństwo na plaży? A jeśli coś im się stało? A może zrobili mi na złość i schowali się gdzieś? Tylko gdzie.
W stroju kąpielowym i przewiązanej wokół bioder chuście przemierzała plażę. Piasek wsypywał się jej do balerin. Zmieniła obuwie zaraz po zejściu z leżaka, bo od sandałów naderwał się jej pasek i bała się ,że je zgubi. Wdychała w świeże morskie powietrze niepokojąc się o młodsze rodzeństwo.
W budce z lodami zapytała o nich ,ale nikt nic nie widział i nie słyszał. Obsługi hotelowej nie pytała wątpiąc ,żeby wiedzieli coś o Janku i Betti.

Zmordowana usiadła na skale i ukryła twarz w dłoniach. W kiosku kupiła wodę mineralną i piła ją teraz małymi łykami. Obserwowała pływające łódki spięta i zmęczona. Zrywała się z miejsca na każdy dźwięk w nadziei ,że ujrzy brata z siostrą. Nic takiego jednak się nie wydarzyło. Po krótkim odpoczynku ,bo zaledwie kilkunastominutowym ruszyła dalej. Spacerując po wydmach rozpytywała ludzi o zaginione dzieci. Bez rezultatu. Załamana wróciła do wynajmowanego pokoju. Zadzwoniła do policjanta ,który rano wręczył jej karteczkę z numerem. Dopytywała o postęp poszukiwania.

                          *****
- Betti- pociągnął siostrę za rączkę.- Obudź się ,wysiadamy- szepnął jej na ucho. Mała rozbudziła się i rozglądała rozpaczliwie za ,,mamą’’. Ula poprawiała ją na początku ,gdy dziewczynka zaczęła mówić ,ale później przestała . Jasiek pamiętał prawdziwą mamę ,a Beatka na Ulę czasem mówiła Ulcia a innym razem ,,mama’’. Dziewczyna nie oburzała się mimo że nie było jej na rękę ,aby tak się do niej zwracała.
- Podróżujecie tak sami?- zainteresowała się kobieta w kręconych czarnych włosach. Pachniała drażniącymi nos perfumami. Jakby wylała na siebie z pół flakonika. Jasiek chciał się jak najszybciej z stamtąd zmyć.
- Nie, mama wyszła do toalety- skłamał chłopiec.
- Dzieci powinny być przy rodzicach- wtrąciła.- Nie widziałam was z nikim dorosłym i zatrzymała pewnego mężczyznę i zaczęła klarownie wyjaśniać mu zaistniała sytuacje.
W tym czasie  kobieta straciła ich z oczu i zrezygnowała z zawiadamiania policji. Moszcząc się na siedzeniu sięgnęła po przewodnik turystyczny. Jechała w nieznane rejony i planowała czegoś się dowiedzieć o tej miejscowości.
Jasiek i Beatka wysiedli na następnym przystanku. Obyło się bez kontroli. Wtopili się w tłum ,a żeby nie zwracać dodatkowo uwagi straży miejskiej udali się za młodą kobietą ,która mijając ich uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Co teraz zrobimy?- zapytał siostrę siedząc na ławce.
Nie miał pojęcia jak dojechać do domu ,a kieszonkowe właśnie się mu skończyły. Mała płakała.
- Jetem głodna- wysapleniła.- Cie do mamy . Do domku. Jasiu…
-  Nie płacz, coś wymyślimy.
- Przepraszam panią gdzie tu jest jakiś sklep?- zapytał przypadkową kobietę ta go zignorowała.
Siedzieli długo czekając na autobus. Mała była wycieńczona i powoli zasypiała na ławce. Wtedy pojawiła się grupka nastolatków. Jasiek wystraszył się i biorąc siostrę za rękę ,a plecak zarzucając na plecy udał się w pieszą wędrówkę poboczem drogi. Doszedł do stacji paliwowej. Weszli by coś kupić ,ale właściciel zadzwonił po policję.
Dziewczynka płakała ,a chłopiec prosił mężczyznę ,żeby nie wzywał policji. Na grubym facecie z wąsem nie robiło to żadnego wrażenia.
Brunet w jasnej koszuli przysłuchiwał się rozmowie. Nie brał w niej bezpośrednio udziału ,ale zrobiło się szczerze żal tych dzieci. Wyglądali naprawdę nieciekawie. Chłopiec miał wytarte spodnie, plecak, czapkę z daszkiem i spocone włosy przyklejone do czoła ,a dziewczynka w brudnej sukience z czerwonymi policzkami cała zapłakana.  z jasnymi nieuczesanymi włosami. Zastanawiał się co robili na takim odludziu. Chłopiec z małą blondynką wyglądającą na wyczerpaną.
 Tu nie było niczego oprócz drogi, stacji paliwowej i parę metrów dalej spożywczaka. Sam musiał włączyć gps’a ,żeby nie zgubić się w tej dziurze.
- Jasiu- pociągnęła brata.- Siusiu- przestępy wala z nogi na nogę.
- Nie ma toalet- syknął facet z wąsem.- Na zapleczu baru z dwa kilometry z stąd jest kibel. Może tam zabierze pan swoje bachory.
- To nie są moje…
To nie są moje dzieci – dopowiedział w myślach.
- Może byłby pan milszy? W końcu to dzieci.
- Dla bachorów mam być miły? Sio smarkacze ,bo zadzwonię po policje.
- A nie dzwonił już pan przypadkiem?
Bystrzacha z tego małego- zauważył brunet.
- Owszem ,ale zasięg jest tu beznadziejny- burknął .
- Trochę kultury nikomu by nie zaszkodziło- pouczył go  mężczyzna w jasnej koszuli i uśmiechnął się do dzieci dając im dwudziestozłotowy banknot.
- Wie pan jak dojechać do Rysiowa?- zagadnął chłopiec .
- Niech pan już idzie i zabiera smarkaczy ,bo jeszcze coś zmalują. Niech się wynoszą.
- Grzeczniej- upomniał go.- O widzę ,że zrezygnował pan z wezwania policji.
Mężczyzna zmierzył go chłodnym wzrokiem i machnął ręką jakby odganiał natrętną muchę.
- Niech pan idzie do diabła razem z tymi o tu- warknął.- Chwila… gdzie te smarkacze.
- O czym…- nie dokończył zauważywszy brak dzieciaków.
Mężczyzna zatrzymał się w pół kroku otwierając drzwi od samochodu. Nerwowo podrapał się po potylicy. Nigdzie nie było śladu po chłopcu i dziewczynki.
W trakcie jazdy usłyszał dziecięcy głos. Nie sprawdzał tylnych siedzeń będąc daleko myślami.
- Rysiów?- wypowiedział na głos.-  To gdzieś pod Warszawą prawda? Jesteście ,aż z tak daleka?- Jego oczy zrobiły się wielkie niczym pięciozłotówki.
- Podwiezie nas pan do tej knajpy ,bo Beatka się posika- Jasiek spojrzał na siostrę. Ta wystraszona trzymała brata za rękę i niepewnie spoglądała na bruneta.
- Nie mam fotelika jak zatrzyma mnie policja? No ,dobra- zwrócił się do nich łagodnie.
Jak nic będą z tego kłopoty. Co ja później z nimi zrobię? Nie znam przecież ich rodziców. Nie jestem przyjacielem rodziny . Boże w co ja się władowałem ,a miałem mieć święty spokój od mojej dziewczyny ,a tymczasem biorę pod opiekę cudzie dzieciaki. Ale nie mogę ich tak zostawić.  Powiedzieć ,żeby wysiadły ,bo gdzie pójdą ? Muszę to zgłosić na komisariacie i oddać ich w ręce rodziców bądź opiekunów prawnych. Może uciekli z domu dziecka?- rozmyślał jadąc nieco opustoszałą drogą.
 Mijał wyłącznie przydrożne znaki i drzewa dopiero po półtora kilometra ukazały się pierwsze pojedyncze domy i gospodarstwa.
Podjechał pod knajpę. Chłopiec wyskoczył z dziewczynką z samochodu niczym strzała i pognali do łazienki. Mała nie chciała wejść sama ,ale pomogła jej kelnerka i prowadziła ją do toalety. Niestety dziewczynka nie zdążyła i rozpłakała się na widok modrego ubrania.
 Po przyprowadzeniu małej  kelnerka uśmiechnęła zakłopotana się do bruneta i podała mu kartonik z numerem odciskając na nim ślad szminki. Odwzajemnił uśmiech i schował jej numer do kieszeni. Zanim odeszła dokładnie ją zlustrował i stwierdził ,że jest całkiem niezła.  Widok blond piękności tak przyćmił mu umysł ,że zapomniał o dzieciakach. Spojrzał na mokre ubranie małej i stłumił westchnięcie. Gdyby nie wdawałby się w dyskusje z oprychem ze stacji paliwowej mała by się nie zesikała.
- Zjadłbym frytki i napił się coli- zerknął na nieznajomego. – Niezbyt delikatnie sugerując mu ,żeby kupił im jedzenie.
Brunet zajął miejsce przy stoliku ,dzieci uczyniły to samo. Mała machała nogami siedząc na krześle i pół śpiąca bawiła się kwiatkiem ,którego wyjęła z wazonu tym samym mocząc sobie sukienkę i obrus.
- Nic się nie stało- powiedziała blondynka robiąc maślane oczy do nieznajomego.- Co podać córeczce?
- To ..yyy… jakąś kanapkę i sok. A dla tego chłopaka frytki i colę.
Szybko zrealizował zamówienie. Lokal nie był elegancki. Wręcz przeciwnie. Nigdy gdyby nie konieczność nie wszedł by do miejsca śmierdzącego tytoniem i piwem. Zapach chmielu roznosił się po knajpie między inni za sprawą siedzących w kącie facetów sączących piwo. 

                      ****

W aucie chłopiec opowiadał mu rzeczy ,których nie powinien. Jego naiwność i śmiałość były niebezpieczne. Uciekł z nad morza wyruszając w podróż z małą siostrą na własną rękę chciał wrócić do domu. Nie chciał spędzać wakacji z Ulą ,bo zostawiła go samego w pokoju. Nie interesowała się nim. Poczuł się odrzucony i bardzo pragnął znaleźć się w miejscu gdzie ktoś się zajmie nim i Betti. Upatrzył sobie tego mężczyznę ,bo wstawił się za nimi i wyglądał na miłego. Jasiek wcale się go nie bał i zaufał obcemu ,który mógł być najgorszym przestępcą ,ale nikt go nie przestrzegał ,żeby nie ufać nieznajomych ,a jeśli nawet zawsze postępował po swojemu.
- Pomogę wam ,ale powiedzcie mi skąd uciekliście.
- Od siostry.
- A rodzice?
- Mama nie żyje- odparł przygnębiony chłopiec patrząc na obraz za szybą.
Beatka spała przytulona do ramienia brata.
- A wasz tata?
- Mieszka w Rysiowie- odparł.
- Zawiozę was ,ale obiecajcie ,ze nigdy więcej nie uciekniecie od siostry. Tata nie uczył cię chłopcze ,żeby nie ufać nieznajomym?
- Nie jesteś nieznajomym.  Wiem jak pan się nazywa.
- To nie wszystko.
- Czytałem o panu. Często jest pan w gazetach. Ula zbiera gazety z panem.
- Nie bywam często w gazetach. Nie lubię medialnego szumu.
- Co to jes medalny sum?- zapytała mała.
- Zamieszanie wokół czyjeś osoby. Jak ktoś za bardzo się kimś interesuje.  Nie umiem ci tego lepiej wytłumaczyć. Nie jestem w tym dość dobry. Rozumiesz?
- Nie. Ulcia się nie intelesuje.
- Nie mów tak. Na pewno cię kocha- Marek uśmiechnął się uważając na drogę.- Rodzice mają dużo na głowie i trudno jest im czasem coś zauważyć ,ale na pewno cię szuka i bardzo się martwi o ciebie i...
- Mam na imię Jasiek. Wspomniałem już o tym.
- Wybacz zapomniałem. Kim jest Ula?
- Moją siostrą- odparł dumnie Jasiek.- Chociaż trochę durną.
- Dlaczego? – stwierdzenie Janka zaskoczyło go.
Po drodze wstąpił do sklepu. Sklepowa zaproponowała pomóc mu w wyborze ubranka dla dziewczynki ,gdy słodko się uśmiechnął do brunetki. Dodatkowo przebrała dziewczynkę w nowe ubrania. Dobrzański chłopcu także coś kupił i podziękował na koniec uroczej brunetce. Wziął pakunki i wyruszył z dzieciakami w dalszą drogę. 
Pod koniec jazdy chłopiec zasnął ,a Marek wreszcie mógł zebrać myśli. Zerknął na tą dwójkę i wiedział ,że nie zapomni tego dnia i ,że będzie mu brakować tej bezpośredniości chłopca ,chociaż poznał go dopiero kilka godzin temu.