Strona Główna

poniedziałek, 12 grudnia 2016

,, Ocal moje serce'' 4



,,If I would tell you, how much you mean to me ‘’
I think you wouldn't understand it …
,,Gdybym ci powiedział, ile dla mnie znaczysz, 
Myślę, że byś nie zrozumiała…’’
Piotr zjawiwszy się w kuchni chwycił pierwszą z brzegu kanapkę i usiadł naprzeciw Uli. 
- A ty, co taka radosna?- Zapytał podejrzliwie. 
Podniosła głowę dopiero teraz zdając sobie sprawę, że nie jest w pomieszczeniu sama. 
- Dobrze spałam. Poza tym wybieram się dziś z Anią na miasto. 
- Znowu zakupy czy ploteczki?- Zapytał nieprzyjemnym tonem.
- I to i to. Wiesz dawno nic sobie nic nie kupiłam. 
- Masz całą szafę. Na co ci tyle rzeczy?
- Przyda mi się coś nowego- odparła stawiając na stole dzbanek z kawą i talerz z kanapkami. 
- Fuj! Zapomniałaś, że piję gorzką?!- Niemal krzyknął. 
- Przepraszam – rzuciła ścierając rozlaną kawę. – Byłam pewna, że słodzisz. 
- Nie piję wyłącznie czarną i nienawidzę kanapek z serem fetą. Jest ohydny. 
Pokręciła głową. Ciągle coś mu nie pasowało. 
A to za słona zupa albo zbyt przysmażone mięso. To znowu doczepił się do jej wyglądu. Czasami miała naprawdę dość, a mimo to dalej z nim była. Nie chciała zostać sama, a wracać do rodziny nie zamierzała. Wynajmować mieszkanie sąsiadując z imprezowiczami lub innymi sfiksowanymi ludźmi nie zamierzała. 
- Sam sobie rób śniadanie i parz kawę- rzekła ostro. – Ja wychodzę, a jak wrócę mają być zakupy i przyszykuj coś na kolację. 
- Chyba nie zaprosiłaś tego ...
- Nie, nie zaprosiłam go- przerwała mu. – I nie zaproszę. Nic mnie już z nim nie łączy i nie będzie. 
Oprócz złamanego sercadopowiedziała w myślach. 
W pośpiechu musnął jej usta i wyszedł. 
Oparła się  dłońmi o kuchenny blat i pustym wzrokiem patrzyła na meble. W głowie kotłowało się milion myśli. Mimowolnie jej umysł przywołał obraz bruneta. Zacisnęła wargę wściekła, że nie umie zapanować nad myślami, wspomnieniami. One wciąż się pojawiają i powodują zamęt w głowie i sercu. 
- Dość tego!- Powiedziała głośno i pobiegła na górę by założyć swój ulubiony dres. Szef w firmie informatycznej, w której obecnie pracowała dał jej wolne. 
Posprzątała w kuchni w włożyła talerze do zmywarki. Przeszukała szafki w celu znalezienia produktów niezbędnych na pierogi. Od dawna ich nie robiła. Piotr nie przepadał za nimi. Nie zbyt lubił  gotowane przez nią obiady.Kolację również. W ogóle nie przepadał za jej kuchnią. Uważał ,że gotuje beznadziejnie i dietetycznie jak dla wegetarian albo wegan. A on preferował nieco inną kuchnię i potrawy.
Przebrała się  stare dżinsy i długi brązowy sweter zawiązywany w pasie. Związała włosy w niezbyt dokładny kucyk i usłyszała dzwonek do drzwi. 
- Pani Urszula Cieplak?- Spytał młody mężczyzna. 
- Tak. To ja. O co chodzi?
- Przesyłka dla pani- odparł podając jej sporej wielkości paczkę. 
-, Ale ja nic nie zamawiałam – odrzekła mocno zaskoczona.
- Proszę pokwitować- zwrócił się do kobiety.
Podpisała we wskazanym miejscu i zastanawiała się, od kogo jest przesyłka. 
- Niech mi pan powie, kto jest nadawcą- poprosiła.
- Niestety. Nie mogę tego zdradzić. Do widzenia. 
Zamknęła drzwi rozczarowana, że nie udało się jej dowiedzieć. Zaniosła paczkę do kuchni i położyła na stół. Po dwudziestu minutach udało się jej wreszcie znaleźć nożyczki by rozciąć granatową wstążkę. 
Natrafiła na kolejne pudełko, a po nim kolejne , aż dotarła do małego i otworzyła je. 
Delikatnie wyjęła biały łańcuszek z sercem mieniącym się tysiącem kolorów. Oprócz naszyjnika były jeszcze kolczyki do kompletu. Oniemiała wpatrywała się w biżuterię. 
Schowała prezent w sypialni w szkatułce i zastanawiała się ile mogłoby by to kosztować. Zdecydowanie wolała nie wiedzieć. 
Piotr nie wrócił na noc, więc pozostawało jej spędzić samotny wieczór z książką lub dobrym filmem. Na wyjście ochoty jakoś nie miała. W telewizji nic ją nie zaciekawiło. Zjadła kolację i położyła się spać. 
                         *****
,,So, I'll wait, I'll wait until this day comes 
When you will understand me…’’
,, Więc, będę czekać, będę czekać, aż nadejdzie ten dzień, 
·Kiedy zrozumiesz mnie.’’

Dobrzański odchylił się lekko na fotelu i zaplótł ręce pod szyi. Zamiast skupić się na pracy jego myśli nieustannie krążyły wokół jednej osoby. Jego ukochanej Uli. Nie potrafił zrozumieć jak może być z tym nędznym doktorkiem zamiast z nim. Wiedział, że zawinił i w przeszłości nie był święty, ale miał nadzieję. Wciąż wierzył, że opamięta się. Spojrzy na niego przychylnie i wybaczy. Nie zrobiła tego. Zadawała mu niewyobrażalny ból spędzając każdy dzień, każdą chwilę z Piotrem. O nocach nie chciał myśleć. Odrzucał uparcie tą wizję. Ona w ramionach innego. To było okropne. Prawdą było, że razem nie byli, więc zdradą nazwać tego nie mógł. 
Gwałtownie wstał i przechadzał się po gabinecie. Zastanawiał się, czy przesyłka już dotarła. Nie pozwolił na ujawnianie danych ani nie podpisywał. Obawiał się, że gdy pozna prawdę odrzuci prezenty i  przyjdzie do firmy zrobić awanturę. 
Zrobiłby wszystko. Naprawdę wszystko by ją odzyskać. By uwierzyła, zaufała i kochała. 
Kochał ją, każda komórką swe ciała. Umierał z tęsknoty za nią. Liczył dni w nadziei, że któryś okaże się tym szczęśliwym. Dniem, w którym Ula wróci do niego. 
Po pracy udał się do swojej ulubionej kawiarni i rozmyślał o życiu, niespełnionych planach i Uli. 
Lokal pustoszał, a on siedział w bezruchu wodząc wzrokiem po stolikach i ścianie, którą zdobiły czarno-białe fotografię. 
Na jednej z nich znajdował się widok na Londyn i zimnych opustoszałych ulic. 
- Przepraszam, zaraz zamykamy- oznajmiła puszysta rudowłosa ciepłym głosem. 
Podniósł się z miejsca płacąc za latte i ciasto następnie opuszczając lokal. 
Włóczył się pustymi uliczkami, a jego myśli nieustannie krążyły wokół jednej osoby. Zdrowy rozsądek nakazywał mu zapomnieć, lecz serce nie umiało. 
Przestań marzyć o tym, co nieosiągalneGdyby kochała nie układałaby sobie życia z innym.

Potarł zmarznięte dłonie i wsunął do kieszeni. Na dworze temperatura spadła do minus dziesięciu. Za dwa dni walentynki, lecz Marek nie miał, z kim ich świętować. Od ich ostatniej rozmowy minął prawie rok. Dwa razy widział ją w Centrum handlowym w obecności Sosnowskiego. Szli trzymając się za ręce. Raz czekała na przejściu dla pieszych, gdy śpieszył się rano do firmy. Ani razu go nie zauważyła. Cały czas starał się ją odzyskać. Wysyłał prezenty. Któregoś dnia zadzwonił i odebrał kardiolog.  
Kupił najpiękniejszy bukiet i stojąc na progu zapukał cicho do drzwi. Długo nikt nie otwierał. Obawiał się, że nie zastał jej w domu. Ułożył kwiaty na wycieraczce i odszedł. Żałował, że jej nie zastał. 
Sosnowski znalazł się akurat przed mieszkaniem w momencie, gdy Marek odjeżdżał. Poznał jego samochód. Wściekły udał się do środka i wyrzucił kwiaty do kosza. 
Zdjął kurtkę i rzucił ją niedbale w przedpokoju. Światła w całym domu były pogaszone. Domyślił się, że Ula śpi. 
Podgrzał sobie obiad i zajrzał do sypialni. Na pościeli spoczywała otwarta książka. Poprawił lekko kołdrę i ostrożnie otworzył górną szufladę. Znalazł tam otrzymane prezenty. Nie od niego. Szkoda było mu wydawać tyle kasy na parę bzdurnych błyskotek czy inne zbędne rzeczy. 
- Piotr?- Dobiegł go jej senny głos.
- Śpij. 
Przetarła powieki i zlustrowała pokój zatrzymując spojrzenie na mężczyźnie. 
- Muszę ci coś powiedzieć- zaczął przysiadając na brzegu łóżka.
- Stało się coś?- Zapytała z nutą niepokoju.
- Tak i nie- rzekł wymijająco. 
- To znaczy?- Dociekała podpierając się na jednym łokciu.
- Za kilka dni muszę być w Georgii.
Umilkła na moment.
- Chciałbym abyś tam ze mną pojechała. Zwiedziłabyś miasto i mielibyśmy więcej czasu dla siebie. 
- No, nie wiem- odpowiedziała niepewnie. – Ale w sumie nic mnie już tu nie trzyma. 
Może tam uda mi się wyleczyć z tej głupiej miłości? Przydałaby mi się zmiana otoczenia. 
- Dobrze. Pojadę tam z tobą – powiedziała z lekkim wahaniem. 
Nie była pewna swej decyzji, lecz postanowiła postawić na jedną kartkę, a już dawno marzyła o jakimś wyjeździe. Brakowało jej do tej pory odwagi i coś potrzymało. Jedynie Marek mógłby, lecz ona nie wierzyła już w ani jedno jego słowo. 
Nie zamierzała wylewać kolejnego z oceanu łez, lecz jej serce wciąż przepełnione było miłością do niego. 
Z palącego żaru ich miłości pozostał tylko popiół. Jak ze spalonej kartki? Nie zostało nic. Słowa niegdyś wypowiedziane straciły swój sens. 
Sosnowski ucieszył się, że nie musiał jej długo namawiać by zgodziła się tam z nim jechać. Nie sądził, że pójdzie tak łatwo. 
W nocy wpatrywała się w sufit. Piotr odwrócił na drugą stronę łóżka i ściągnął z niej kołdrę. Nie udało się jej mu wyrwać. Po kwadransie poczuła gęsią skórę na ciele. Nie miała nic na sobie. Nie oddała mu się z miłości, a jedynie spełniała małżeński obowiązek. Znowu powróciło to nieprzyjemne uczucie, że zdradza Dobrzańskiego. A to nie jego poślubiła przed kilkoma godzinami. Zmięła w ustach przekleństwo. Przez niego wszystko stało się trudniejsze. Nie widziała się z Markiem prawie rok. Nadal nie zapomniała. 
Gdybym nie poznała Marka mogłabym w pełni cieszyć się z życia. 
                                       ****
Nazajutrz złożyła wymówienie w firmie informatycznej. Szef wyglądał na mocno zaskoczonego tą nagłą decyzją. Ula zastrzegła, że zdania nie zmieni i o powrocie nie myśli. Czterdziestopięcioletni mężczyzna wypytał o powód odejścia z pracy. 
Przyznała, że wpływ na jej decyzję miał chłopak, z którym jest i wyjazd zagranice. Nie zdradzała szczegółów. W pracę w firmie w księgowości rozpoczęła tuż po odejściu z Febo&Dobrzański. Z nikim się tu nie zaprzyjaźniała. Owszem miała dwie koleżanki, z którymi w porze lunchu pijały kawę i plotkowały. Czasami przychodził Piotr i to z nim spędzała przerwy w pracy. 
Przemierzała wąską uliczkę wiodącą do jednej z kawiarni. Słyszała, że podają tu dobrą kawę i ludzie chętnie zaglądają do tego lokalu. Postanowiła sama się o tym przekonać. 
Popchnęła szklane drzwi i zamarła. 
Stała w bezruchu, a torba z ubraniami wysunęła się jej z dłoni. Zrobiła krok do tyłu, ale w tej chwili ją zauważył. 
Ich spojrzenia się skrzyżowały. Mierzyli się nimi przez krótką chwilę. 
Zacisnęła palce na białej czapce trzymanej w dłoni. 
- Cześć – przywitał się uśmiechając się do niej ukazując dołeczki.
- Hej- odburknęła i odwróciła się by na niego nie patrzeć. 
Ujął ją za rękę i poprowadził do stolika. Była jak marionetka niepanująca nad własnym ciałem. Jakby była z gumy. 
Usiadła i posłała mu nikły uśmiech. W jej oczach krył się smutek i ból, który za wszelką cenę starała się ukryć. 
Pod jego oczami zaobserwowała ciemne cienie, co oznaczało, że nie sypia najlepiej. Trochę schudł.  Jak zwykle elegancki . Dziś w ciemnej koszuli i jasnej marynarce.  Szary płaszcz przewiesiła na oparciu krzesła. 
- Poprosimy dwie gorące herbaty – zwrócił się do pulchnej kelnerki.
- Nie mam tobie nic do powiedzenia- powiedziała ostro i posłała mu nienawistne spojrzenie. – Nie zatrzymasz mnie 
- O czym ty mówisz?- Zmarszczył czoło i wpatrywał się w nią przenikliwie. 
- O moim wyjeździe zagranice- odpowiedziała. – Z Piotrem  -zniżyła głos. 
- Jesteś pewna, że podjęłaś właściwą decyzję. Przemyślałaś sobie wszystko dokładnie. Co na to rodzina, przyjaciele? 
- Nikomu o tym nie mówiłam. Oprócz mojego szefa Wrońca , kilku pracowników i ciebie.
- Nie powiedziałaś o tym ojcu?- Nie krył zdumienia. 
- Nie rozmawiałam z nim od tej operacji, za którą Piotr zapłacił. Jestem mu za to ogromnie wdzięczna. 
- W końcu ta operacja w Białymstoku uratowała mu życie. 
- Skąd wiesz, że nie została przeprowadzona w Warszawie?- Spytała zdumiona upijając łyk zimnej herbaty. 
- Po prostu wiem – odrzekł lakonicznie. 
- Ale skąd?- Nie ustępowała. 
- Byłem tam 
- Gdzie? W szpitalu? Jak się dowiedziałeś?- Zasypywała go pytaniami. 
- Usłyszałem jak rozmawiałaś z Maćkiem przed telefon. Mówiliście, że Józef wyjechał z Alicją do Białegostoku na weekend i zasłabł. 
- To prawda- przyznała. – Jego stan nagle się pogorszył i  ...- Urwała niespodziewanie, a z jej oczu pociekły łzy. Odetchnęła głęboko i zamrugała kilkukrotnie próbując powstrzymać wciąż napływający słony płyn. 
Podszedł do niej i przygarnął ją do siebie. Wtuliła się w niego mocno mocząc mu ubranie. Oddychała płytko powoli się uspokajając. 


- Perełko, wszystko będzie dobrze – wyszeptał jej do ucha. 
Perełko?
Odepchnęła go od siebie. Zabrała płaszcz i torebkę wybiegając z kawiarni. Ludzie patrzyli na nich dziwnie. Bała się swoich uczuć, bała się siebie. 
- Jak kocha to wróci- odezwał się nieznajomy pod ścianą. 
- Nie byłbym tego taki pewien – powiedział do siebie niż do kogoś. 
- Biegnij za nią – rzuciła jakaś kobieta. 
Rzucił pieniądze na stolik i wybiegł rozglądając się z nadzieją po ulicach. 
Nie zdążył jej powiedzieć, że to on zapłacił za tą operację. Nie wspomniał też o prezentach. Chciałby odkryła prawdę i przestała wierzyć temu doktorzynie. Jego słowa nie miały znaczenia. Nie ufała ani nie wierzyła mu. Ale wciąż kochała i to dawała mu siłę by się nie poddać. Postanowił o nią walczyć. 
W ułamku sekundy Marek chwycił ją za ramię, odwrócił ją i oparł o chropowatą ścianę jakiegoś budynku. 
- Spójrz, na mnie- nakazał, gdy spuściła wzrok. 
Dotknął jej twarzy. Pogładził kciukiem jej policzek i zahaczył o dolną wargę. Westchnęła cicho i mimowolnie przymknęła oczy.  Widział jak reaguje na jego dotyk. Nic się nie zmieniło. 
- Jesteś podłym łajdakiem, gnojem, oszustem i wolałabym umrzeć niż z tobą być! – Wykrzyknęła mu prosto w twarz. 
Kipiała ze złości. Pod wpływem jej spojrzenia zadrżał. 
- Ula...
- Nie dam się po raz kolejny nabrać na twoje gierki. Wykorzystałeś mnie do swojego planu. Tylko do tego mnie potrzebowałeś. Pewnie, gdyby nie weksle nawet byś mnie nie dotknął. Mam rację? Nie wyglądałam jak te wszystkie laski, które posuwałeś. 
Zdumiony otworzył szeroko oczy. Nie spodziewał się po niej takich słów. 
-,Co zabrakło ci słów dupku? – Spytała ostro, a jej błękitne tęczówki stały się niemal granatowe i ciskały błyskawice. 
-Źle mnie zrozumiałaś… to nie t- tak- zająknął się. 
- Zrozumiałam… wreszcie obudziłam się z głupich marzeń. Przejrzałam na oczy. 
Przytłoczony dosadnością jej słów, miał ochotę odejść, ale tego nie zrobił. 
- Nie sądzę- wtrącił. 
- Puść mnie, bo zacznę krzyczeć. 
- Nie zaczniesz- odpowiedział przybliżając twarz do jej. Mimowolnie wstrzymała oddech. 
Mur, który zbudowała niebezpiecznie zaczął się kruszyć. Nie pozwoliła by zburzył go zupełnie.Przybrała na nowo zacięty wyraz twarzy. 
- Nienawidzę cię- odparowała. 
- Wyjaśnijmy coś sobie- syknął. 
- Ja nie chcę nic…- urwała zatrzymując wzrok na jego wargach, które niebezpiecznie się do niej zbliżały. Przebiegł ją dreszcz. 
- Uwierz, że ja się zmieniłem i zrobię dla ciebie wszystko. Naprawdę wszystko. Tamto życie dawno nie ma znaczenia. Kocham cię. 
- Czego ty chcesz? Oczekujesz, że wpadnę ci w ramiona i będzie dobrze? Zapomnę o świństwach i jak przez cały czas udawałeś ?
- Nie udawałem. Przynajmniej nie non stop . Na początku owszem, ale później…
A odpowiadając na twoje pytanie to chcę ciebie. Tylko ciebie. 
- Nie masz serca. 
- Nie mam, bo mi je skradłaś- odrzekł. 
Oszołomiona wpatrywała się w niego, a głos uwiązł w gardle. Na moment w jej oczach dostrzegł ten dawny blask, który szybko zgasł. 
Wyrwała ramię z jego uścisku i pobiegła w stronę przystanku. Wsiadła w pierwszy autobus, jaki nadjechał. 

Bezradnie obserwował jak znika z zasięgu jego wzroku. Jej słowa kuły jak igły wbijając się w jego serce. Z bezsilnej złości kopnął w murowany śmietnik i chodził bez celu kryjąc w oczach ból i starając się zapanować nad łzami zbierającymi się pod powiekami.
Ta miłość niszczyła go. Zabijała od środka. Nic nie przynosiło ukojenia. 
Zranił ją, ale zastanawiał się czy zasłużyć, aż na takie traktowanie. Była zimna, bezczelna, oschła i nie jego. 

Dawna Ula nie zachowywała się tak. Coś ją opętało. Działał na nią jak czerwona płachta na byka.
Jedyne, co mu pozostało to upić się by, choć na moment zagłuszyć ból. Znienawidziła go. Nie mógł znieść tej myśli. 
                           ****
Ocknęła się i spojrzała na granatowe chmury i szare niebo. Liczyła, że pogoda się nie zepsuje i szczęśliwie wylądują na lotnisku. Piotr spał na siedzeniu obok. Ścisnęła oparcie fotela i oparła głowę o zagłówek. Spełniało się właśnie jedno z jej najskrytszych marzeń. Znajdowali się nad oceanem. Miała nadzieję, że tu będzie jej dom. Tu zostanie na zawsze. Przez jej twarz przemknął cień uśmiechu. Dzień przed wylotem do Atlanty śnił się jej Marek. Znów jak poprzednim razem brali ślub, a za jakiś czas zostali rodzicami. Nigdy nie przyśnił się jej Sosnowski. Prezenty od Dobrzańskiego wyrzuciła. Oprócz jednego. Naszyjnika z kolczykami z serduszkiem w świetle mieniącym się kolorami tęczy. Teraz miała go na szyi i nie zamierzała zdejmować. Nie świadoma, że prezent jest od Marka nie Piotra. Nie wiedząc nawet o wizycie kardiologa w Rysiowie i kłamstwach na temat operacji. O tym, kto dokonał wpłaty na jej konto nie miała pojęcia. Nie dociekała. Lekarz nic o tym nie napomknął , a Marek...
- Kurde blaszka!- Wykrzyknęła zwracając na siebie uwagę innych. Spojrzeli na nią jak na niepełna rozumu. 
Sosnowski spał dalej nie budząc się. Chrapał, co ją wkurzało. Miała ochotę czymś mu przyłożyć, gdy jego ręka spoczęła na jej udzie. Miała na sobie błękitne dżinsy i długi beżowy ,zawiązywany w pasie sweter.
Wolała nie wiedzieć, jakie myśli kłębią się w jego chorym umyśle.
- A może to Marek zapłacił za tą operację? – Spytała samą siebie półszeptem. – I te prezenty i...
A ja głupia...Boże...On naprawdę mnie kocha.  Co ja narobiłam?! Czemu zwątpiłam w jego miłość?
Światło zaczęło niespodziewanie mrugać. Pasażerowie wpadali powoli w panikę. Serce waliło jej jak młotem. Pokład samolotu ogarnęła ciemność. Piotr zdezorientowany usiadł pewniej na siedzeniu i zapiął pas, który odpiął, mimo, że stewardessa o ich zapięcie. One mieli zapewnić bezpieczeństwo. Ula ścisnęła mocno dłoń mężczyzny i przerażona z trudem łapała powietrze.
To koniec. Rozbijemy się. Boże pozwól mi go jeszcze zobaczyć, zobaczyć Marka.
Samolot wpadł w turbulencje. Zostało włączone awaryjne lądowanie. Wciąż znajdywali się nad wielką wodną  powierzchnią. 
- Proszę zachować spokój- usłyszała obcy kobiecy głos.
Niepokój i strach zawładnął, każdą komórką jej ciała. Zamknęła oczy i gorliwie modliła się by nic strasznego się nie wydarzyło.
W gdzieś w oddali ciemne niebo przeszyła błyskawica. To nie zapowiadało nic dobrego. 

wtorek, 6 grudnia 2016

,, Ocal moje serce'' 3



,,Zanim się we mnie resztki życia wypalą i zgasnę...''

Od dobrej godziny bezmyślnie przemierzała tak dobrze znane jej alejki w parku. Łzy zdążyły już wyschnąć na jej zaróżowionych policzkach ,a tusz całkowicie się rozmazać. Wygrzebała z torebki paczkę higienicznych chusteczek i wytarła twarz. 
Przez ułamek sekundy przyglądała się kaczkom płynącym po ciemnej tafli wody. 
Z początku trudno było jej uwierzyć ,że Marek wrócił do Pauliny ,ale  Włoszka potwierdziła wersję Piotra. A nieobecność bruneta podczas pokazu FD Gusto sprawiła ,że uwierzyła w fałszywe plotki rozsiewane przez Febo po firmie. Pojawił się w pracy dopiero po tygodniu. Nie miała pojęcia co go zatrzymało. Nie zdobyła się na to by się z nim skontaktować. Chociaż numer jego telefonu znała na pamięć.  

Wmawiała sobie ,że któregoś dnia zdoła  pokochać Piotra. Wystarczająco długo byli ze sobą aby mieć wiedzieć ,że to fałsz. Myśl ,że nie ma dla niej tyle czasu co na początku związku nie martwiła ją. A wręcz przeciwnie pocieszało ją to ,że od jakiegoś czasu nie uprawiali seksu. Jednak nigdy w jego ramionach nie odnajdywała tego czego szukała. Sosnowski nie dawał jej poczucia bezpieczeństwa. Jego dotyk nie powodował drżenia ciała. Nie była w pełni zadowolona z ich życia intymnego. Z czasem zaczęła unikać zbliżeń. Najgorsze były dla niej noce ,gdy zostawała sama. Dotykając zimnej pościeli po drugiej stronie łóżka nie tęskniła wcale za Piotrem a Markiem.
Czasami nie umiała zasnąć dręczona wyrzutami sumienia. Czuła się jakby go zdradzała. W rzeczywistości nie byli razem. To nie z Dobrzańskim mieszkała pod jednym dachem. Nie z nim jadała kolację i śniadania. Nie obok niego budziła się każdego dnia. Chociaż w tym wypadku można polemizować. Sosnowski często brał dyżury nocne i wracał nad ranem. Liczyła się wyłącznie praca. Prawdą było ,że od blisko dwóch- trzech miesięcy w ogóle im się nie układało. Oboje działali sobie strasznie na nerwy. Niemal każda rozmowa sprowadzała się do braku czasu i dyżurów nocnych. Twierdził ,że to on będzie zarabiał i będzie w stanie utrzymać rodzinę ,jeżeli zdecydują się ,kiedyś na adopcję. 
Ula w tej kwestii miała nieco inne zdanie. Piotr tak beztrosko mówił o adopcji . Nie mogła tego pojąć skąd u niego taki pomysł. To prawda ,że na swoje liczyć nie mogli ,a przynajmniej tak wynikało z jej wyników badań . Za to on ich nawet nie zrobił . Dla niej na wszystko było o wiele za wcześnie. Planowała najpierw poukładać sobie to wszystko w głowie.


 Piotr nie miał nic przeciwko pojawieniu się na świecie dziecka pewny ,że to wzmocni ich związek . Lecz ona nie chciała o tym słyszeć.
Przekonywała go ,że przyjdzie jeszcze czas na zakładanie rodziny i ,że nie jest w tej chwili gotowa na bycie matką.
Kompletnie jej nie rozumiał ,a gdy zobaczył przed centrum handlowym byłego rywala pocałował ją na namiętnie. By odwrócić jej uwagę by go nie zauważyła ,a następnie kazał wsiąść do samochodu. Cieszył się ,że nie mieli okazji rozmowy. Nienawidził go ,a najgorsze przeczuwał ,że Dobrzański nie odpuścił i będzie chciał o nią walczyć. Piotrowi to się nie podobało. Najchętniej zdeptałby bruneta jak obrzydliwego robala  i zmieszał z ziemią.
Nie zauważył ,że przy nim Ula się dusi. Brakuję jej powietrza i nie jest dla niej. Denerwowanie bruneta i wywoływanie w nim zazdrości sprawiało mu przyjemność. Lubił patrzeć jak cierpi nie mogąc mieć Uli. Sosnowski uważał ,że ona należy do niego i nikogo innego. Ula przekonana była ,że Piotrowi na niej naprawdę zależy i chce stworzyć z nią rodzinę. Nie dopuszczała do siebie myśli ,że kieruje nim coś innego. Nie zdawała sobie sprawy ,że jest nieustannie okłamywana i ,że nie jest jedyną w jego życiu.

Nieustannie myślała o tych cholernych wynikach badań. Bezpłodność brzmiało dla niej jak wyrok. Sosnowski zaakceptował to ,że nie może mieć dzieci . Pytanie czy Marek byłby w stanie się z tym pogodzić? Nie chciała niszczyć mu życia. 
Dlatego wolała się męczyć z Piotrem ,bo do domu nie mogła wrócić. Nie po tym co powiedziała ojcu. Wstydziła się swojego zachowania. Tuż po wyprowadzce z domu Józef źle się poczuł. Udała się do szpitala i rozmawiała z lekarzem prowadzącym ,lecz nie weszła do sali. Potrzebował operacji ,która niestety sporo kosztowała. 
Ze swych problemów zwierzyła się Ani i potem Piotrowi . Bezsilność to uczucie ,którego nienawidziła najbardziej. Jej ojciec umierał ,a ona nie mogła mu pomóc. Nie dysponowała takimi środkami. Nieoczekiwanie kilka dni później okazało się ,że operacja serca odbędzie się. Pieniądze zostały przelane na jej konto. Piotr przyznał ,że to on zapłacił ,bo ją kocha. Uwierzyła mu. Zaślepiona i totalnie nie mająca pojęcia ,że to nieprawda, zamieszkała z nim. Długo tam nie mieszkała . Za ścianą sąsiedzi skutecznie utrudniali jej skupienie się na pracy i zaśnięciu. Urządzali imprezy . Bez przerwy hałas i facet ,który obudził ją w nocy. Na kilometr śmierdziało od niego alkoholem i tytoniem. Z jego bełkotu nie była wstanie wiele zrozumieć ,ale najwyraźniej ją podrywał. Zdecydowanie nie miała na to ochoty. Piotr zaproponował jej wprowadzenie  się do niego. Mimo obaw zgodziła się. Przecież byli parą ,lecz pierwszą ich wspólną noc wspominała nie najlepiej. 
Kolejne nie były lepsze ,bo wciąż źle się z tym czuła. Któregoś dnia powiedziała dość. Piotr miał dyżur na popołudnie i mieli czas tylko dla siebie . Pamiętała sen z nocy poprzedzający ten dzień. Śnił się jej Marek. Sen był bardzo realistyczny. Po otworzeniu oczu ze zdziwieniem stwierdziła ,że jest we własnym łóżku .
 Zupełnie sama . Odruchowo sięgnęła po szklankę wody stojącej na szafce. Strąciła przez przypadek zdjęcie jej z Piotrem. Szkło rozbiło się w drobny mak. Wypiła całą szklankę wody i nadal ją suszyło. Sceny ze snu przewijały się w jej głowie. Śnieżnobiała pościel, płatki róż ,szampan. Dłonie błądzące po jej nagim ciele. Gorące pocałunki i ciała splecione w miłosnym uniesieniu. 

,, Miłość jest jak eter. Może ,ale może też...ulotnić się''

W końcu dotarł do parku i rozejrzał się po nim. Nie dostrzegł jej. Podszedł do ławki nie zdając sobie sprawy ,że przed paroma chwilami ona tu była. Coś przykuło jego uwagę. Wziął z ziemi biały kolczyk. Perły ,które jej podarował w prezencie. A więc była tutaj.
Prawie biegł nerwowo rozglądając się w poszukiwaniu Uli. Dostrzegł ją wychodzącą ją z parku. Odwróciła się. Nagle odwaga go opuściła i chciał się wycofać ,ale było za późno. Zauważyła go i wpatrywała się w niego. Nim zrobił cokolwiek ruszyła przed siebie . Przyspieszyła kroku pragnąc uciec jak najdalej. Nogi bolały niemiłosiernie od biegania w szpilkach. Najchętniej by je zdjęła i dała odpoczynek obolałym stopom ,lecz nie mogła. Sprawić by zniknął również. Nie posiadała magicznych mocy dzięki ,którym teleportowałaby się w inne miejsce. Z dala od Marka i tamtych chwil wyrytych w jej pamięci.
Łzy napłynęły jej do oczu i spłynęły po policzkach. Udawanie obojętnej przychodziło jej z ogromnym trudem. Tęskniła za nim.
Szedł za nią trzymając się bezpiecznej odległości i prosząc ją by się zatrzymała. Zignorowała jego prośbę udając ,że go nie słyszy. Zrobiła krok i zacisnęła mocno usta wypuszczając ,że świstem powietrze. Zachwiała się prawie upadając .
Podbiegł do niej chwytając ją za ramię. Zatrzymała się niespodziewanie zaskoczona jego reakcją. Odskoczyła od niego jak oparzona.
- Ula … ty płaczesz?- zadał najgłupsze pytanie jakie mógł zadać.
Bolała ją kostka ,ale próbowała iść normalnie by niczego nie zauważył. 
- Nie ..mam katar – odparła z ironią ,a jej oczach zapłonął gniew.
- Na pewno?- spytał idiotycznie.
Nie spojrzał na jej nogę wciąż mając wzrok utkwiony w jej pociemniałych niebieskich tęczówkach.
Próbowała iść dalej ,ale nie uszła więcej niż dwa małe kroki i zatrzymała się.
- Tak. . .- odparła. - pójdę już- dodała.
- Nie ,zaczekaj chciałem porozmawiać- powiedział pośpiesznie nie pozwalając jej odejść.
- Nie mamy o czym- oznajmiła chłodno .
- Mylisz się.
- Marek ,nie ma sensu wracać do przeszłości- westchnęła.
- Jesteś szczęśliwa z Piotrem?- wypalił.
- A co to za pytanie?- oburzyła się i zgromiła go spojrzeniem .
- Tak czy nie- zabrzmiał jego stanowczy ton.
- Tak- skłamała.
- To dlaczego przyszłaś na ślub Sebastiana i Violetty sama?- dociekał przeczuwając ,że nie mówi całej prawdy. A przynajmniej miał nadzieję ,że nie układa im się i jest może jeszcze szansa dla nich. Szansa na pojednanie aby oboje mogli zacząć z czystą kartą. Wybaczyć dawne winy i urazy i starać się stworzyć coś stałe. Właśnie tego pragnął i nic inne nie miała dla niego takiego znaczenia,  jak po prostu z nią być. 
Pluł sobie w brodę ,że swego czasu był tak głupi. Może da mi szanse jeszcze to wszystko naprawić?- pomyślał z nadzieją. – Jeśli nadal kocha…
- Ma dyżur w szpitalu- oświadczyła zwięźle. - Poza tym nie powinno cię to obchodzić. Do czego zmierzasz?– podniosła głos.
- Chcesz powiedzieć ,że zapomniałaś już . . .
- O czym zapomniałam?- w jej głosie słyszał rozdrażnienie.
- Jak ,kiedyś rozmawialiśmy o wszystkim i ufaliśmy sobie- powiedział nie do końca to co pragnął jej powiedzieć. A właściwie wyznać ,że ją bardzo kocha i chce być wyłącznie z nią.
- To ty zniszczyłeś zaufanie ,oszukałeś mnie i udawałeś ,że coś czujesz ,a ja jak skończona idiotka wierzyłam ci- mówiła wściekła wpatrując się w jego szare tęczówki. – Kłamałeś i mamiłeś obietnicami ,a potem twierdziłeś ,że to nie tak.
- Chciałem ci powiedzieć ,że.. .
- Kolejne kłamstwa ? Nie chcę ich słuchać- zadrżał jej głos. – Nabieraj na nie swoje panienki. Ja ci już nie wierzę. Wyjechałam by zapomnieć o tobie.
- I chyba ci się udało . Szybko znalazłaś pocieszenie w ramionach doktorka – powiedział zły na nią ,bo miał nadzieję ,że ona jeszcze coś do niego czuję i że uda się do niej dotrzeć.
- Jesteś bezczelny – rzekła i zamachnęła ręką przed jego twarzą i wymierzyła mu ostry cios. Złapał ją za nadgarstek nie spuszczając wzroku z jej twarzy.
Wystraszyła się. Po plecach przebiegł zimny dreszcz .
-Co ty wyprawiasz?!- naskoczyła na niego ,gdy jego usta znalazły się niebezpiecznie blisko .
Zapragnął znów je pocałować tak jak ,kiedyś gdy mógł robić to bezkarnie.
Spuściła głowę udając ,że płyty chodnika są bardzo interesujące. 
- Piotr był przy mnie ,gdy ciebie  nie było- wyrwało się z jej ust. – Przyznaję ,że nie zawsze był brutalnie szczery i zataił parę faktów ,ale…- jej silący się na obojętność głos wyrwał go z zamyślenia. 
- Mówiłaś ,że szczerość jest podstawą każdego związku.
- Ty śmiesz mówić o szczerości? – zakpiła. – Ciekawe czy kiedykolwiek byłeś z kimś szczery. Piotr dba o mnie ,mogę na niego liczyć ,zapłacił sporo pieniędzy za operację mojego taty. Kupił śliczny prezent na urodziny Betti. Kupuję mi prezenty ,które nigdy nie są podpisane. Wezwał pogotowie ,gdy zasłabłam ,a ty wszedłeś tylko i sobie poszedłeś. 
Wściekła zagryzła wargi do krwi. Poczuła metaliczny smak na języku.
Zapadła niezręczna cisza. Ludzie mijali ich, a oni stali na chodniku ,a powietrze między nimi stawało się coraz gęstsze. Parę spacerowiczów spojrzało w ich kierunku. Napotykając jego smutne spojrzenie zrobiło się jej go żal. Prędko spuściła wzrok . Całkiem nieoczekiwanie zapragnęła zatopić się w jego spojrzeniu ,chociaż jeden raz. Zetknięcia ust . Tej myśli przestraszyła się najbardziej. Jeszcze raz obejrzała się za siebie i oddaliła się od tego miejsca . Do Marka dotarło ,że go trochę poniosło z tym Piotrem. Wyprowadził ją z równowagi ,a mieli porozmawiać.

                                              *******
              ,,Coś w duszy mi zacznie obumierać na zawsze...'' 
Zaparkował samochód na żwirowej drodze. Nie zamierzał ot tak się poddawać. Nie chciał z niej rezygnować. Wchodząc do budynku zauważył większość gości ,ale wśród nich nie było jego ukochanej. Za bardzo ją kochał by odpuścić. Para młoda tańczyła ,goście rozmawiali, jedli i pili. Niektórzy wirowali na parkiecie oświetlanym przez kolorowe lampy. Wziął kieliszek szampana i stanął z boku obserwując tańczących. Nos już nie krwawił ani nie bolał. Nie uderzyła go mocno. Poniosły ją emocję ,ale w dużej mierzę zasłużył na to. Nagle piosenka zmieniła się na bardzo wolną i romantyczną. Tytuł brzmiał ,, I need love’’ . On też potrzebował miłości . Kochał kobietę z którą nie mógł być ,bo zbyt mocno ją zranił.          
Słysząc tą piosenkę zapragnęła ,aby ktoś poprosił ją do tańca. Stała przy szklanych drzwiach z kieliszkiem szampana. Przygnębiona ,bo wciąż w pamięci miała niedawną rozmowę z nim. Wcale nie była szczęśliwa z Piotrem ,ale nie miała odwagi otwarcie się do tego przyznać. A zwłaszcza jemu. Jej tata siedział z Alą ,a obok nich znajdowała się Beatka. Janek tańczył z Kingą. Wszyscy wyglądali na szczęśliwych oprócz jej. Nie miała nastroju do zabawy. Po północy wyszedł na zewnątrz. Przed kwadransem widział przy szklanych drzwiach ,ale zanim podszedł znikła wśród gości weselnych niczym kamfora.
Nie weszła do środku spacerując nieopodal pałacu. Przyjęcie weselne odbywało się w królewskich łazienkach. Przymknęła powieki. Wiatr smagał jej bladą twarz. Samotna łzy spłynęła po policzku. Otuliła rękoma nagie ramiona czując przenikliwy chłód nocy. Poprawiła lekko podwiniętą czerwoną sukienkę bez ramiączek.
Na ciemnym niemal hebanowym firmamencie zza chmur wyłonił się księżyc. Jasne światło odbijało się na tafli wody tworząc srebrne nitki. 
- W niczym nie przypominasz szczęśliwej kobiety- szepnął miękkim głosem stojąc tuż za nią. 
Wzdrygnęła się i bardzo powoli odwróciła w jego stronę. 
- Nigdy nie będę szczęśliwa z żadnym. Rozumiesz?- zadrżał jej głos.
Przyciągnął ją do siebie i przytulił gładząc po plecach. Zapach jej ciała ,włosów oszałamiał go. 
Wyswobodziła się z ramion Marka ganiąc się w myślach za głupotę. Chwilową słabość. 
Nie mogę z nim być. Co jeśli znów się zamiast szczęścia pojawi się cierpienie? Ile zniesie jeszcze moje serce? 
- Głupi byłem dając się wciągnąć w tą intrygę. Posłuchałem Sebastiana i utonąłem w sieci kłamstw. Z czasem spotykanie z tobą ,rozmowy, wspólne spacery sprawiały . ..
- Przestań! - krzyknęła . 
- Uleńka ,skarbie
- Nie nazywaj mnie tak- oburzyła się.
- Przepraszam. Byłem cholernym dupkiem . Zraniłem cię i żałuję ,naprawdę żałuję. Proszę ,pozwól mi wyjaśnić.
- Nasz czas minął- powiedziała oschło. - Twój- poprawiła.
- Boisz się . Po prostu obawiasz się ,że znowu to zniszczę. Nie mógłbym, bo jesteś dla mnie zbyt ważna. Nie masz pojęcia co czułem ,gdy Piotr. . .- urwał ,bo dalsze słowa nie chciały przejść mu przez gardło. 
Wpatrywała się w niego szeroko otartymi oczami zdumiona i rozdarta wewnętrznie. Miała mętlik w głowie. Czytał w niej jak w otwartej księdze.
Twarz tonęła we łzach . Odwróciła się by ich nie zauważył. Dygotała z zimna. Położył marynarkę na jej nagich ramionach. 
Oczekiwał jej reakcji ,lecz milczała uparcie. 
Lęk przed ponownym zranieniem okazał się na tyle silny ,że uciekła. Odwróciła się i zostawiła go samego w objęciach czarnej nocy . 
- Kocham cię!- krzyknął 
Zatrzymała się na krótką chwilę i ruszyła dalej.  
                             ******
Zamówiła taksówkę i wróciła do pustych czterech ścian. Zdjęła w korytarzu szpilki od których nogi niemiłosiernie bolały. Rozmasowała tą bardziej obolałą i weszła pod ciepły strumień wody. Chciała zmyć z siebie ślady tego wieczora i zapomnieć jak jej ciało znów reagowało na jego dotyk. Ciepłe strumienie spływały po jej skórze ,a ona tonęła w marzeniach. Zanurzyła się na moment w innym świecie. Zdała od udawania ,zakładania masek i obojętności. Tam gdzie otwiera się serce i kocha.Uspokoiła zmysły i wychodząc z kabiny owinęła się w puchowy niebieski ręcznik. Mniejszym zawinęła mokre włosy . Potrząsnęła głową jakby pragnęła wyrzucić zbędne myśli z głowy. Podeszła do wielkiego okna z widokiem na śpiącą Warszawę i wpatrywała się w gasnące światła trzymając w dłoni pękaty kieliszek z czerwonym płynem. Uniosła szkło lekko do ust ,a słodkawy smak rozlał się jej po podniebieniu. Po chwili łącząc się z słonym smakiem jej łez. Wciągnęła w płuca powietrze i próbowała uspokoić oddech. 
,, Kocham cię'' Powiedział ,wreszcie to powiedział ,ale czy mówił prawdę? Być może chciał mnie tylko zatrzymać. Pytanie  tylko po co? 
Wypiła zawartość kieliszka i nalała sobie następny siadając na kanapie. Podciągnęła nogi pod brodę i wpatrywała się w przygasający ogień w kominku. Piotr dostał to mieszkanie w spadku po dziadkach. Nie zdradził jej zbyt wiele szczegółów. Podobało się to miejsce ,lecz czuła pustkę. A niezagospodarowana przestrzeń potęgowała to uczucie. Rozmasowała sobie obolały kark i ułożyła się na kanapie zasypiając. 

Kroczyła w białej  zwiewnej sukni bosymi stopami po mokrym piasku. Po obu stronach znajdywały się biało-czerwone lampiony ,a dywan tworzyły białe płatki róż. Do rozpuszczonych włosów ,które unosił wiatr miała wpięty różowy kwiat. Goście stali przy krzesłach i wyczekiwali zaślubin. Wodziła wzrokiem po ludziach nie mogąc dostrzec nigdzie ukochanego. Ogarnęła ją panika.  Zerwał się silny wiatr przewracając niemal wszystko. Spienione fale uderzały o skały. Panna młoda wrzuciła do morza ślubny bukiet i zacisnęła mocno powieki by łzy nie wypłynęły na wierzch. Wiatr targał jej finezyjnie ułożone ciemne włosy.  
Zbliżał się sztort ,a ona wpatrywała się w zburzoną granatową wodę . Niespodziewanie ktoś położył na jej talii dłonie. Wiedział kto. Uśmiechnęła się ,że jednak pojawił się. 
- Kochanie . ..- zaczął przerażonym tonem. 
- Nie zamierzam skakać- uspokoiła go. - Obserwuję morze. 
- Zbliża się nawałnica- odparł .
- Wiem - rzekła niepewnie. 
- Kocham cię - wyszeptał wtulając się w jej włosy. 
- Ja ciebie też - odpowiedziała. - A spóźniłeś się ,bo...
- Świadek zapomniał obrączek i musieliśmy się wrócić- wyjaśnił z niepokojem patrząc na pociemniały horyzont. 
Niebo zaszło granatowymi chmurami ,a oni stali na skale przytuleni. Zaczęło padać i grzmieć. 
Uciekli przed deszczem i ukryli się w hotelowej restauracji. 
Dwa lata później o tej porze spacerowali już po mokrym piasku w trójkę.  Jako szczęśliwi i szaleńczo zakochani małżonkowie. 

Obudziła się z rozmarzonym wyrazem twarzy. Ten sen był dla niej dość dziwny. Nic takiego nigdy się jej nie przyśniło. Nieświadoma ,że uśmiechała się przez całą noc. Zaparzyła sobie kawę i z uśmiechem na ustach zajęła się robieniem kanapek. 
                                   *******
Pozdrawiam Wszystkich w ten Mikołajkowy dzień !