Strona Główna

środa, 20 maja 2020

,,Sekret morza'' 5

,, Sekret morza’’
5

,,Nie pytam czy bolało
Każdy ma tajemnice
Żyjesz za pancerną szybą
Nikt nie pozna Cię bliżej
Wróćmy proszę do twych marzeń
Odpłyniemy stąd razem...’’

Ulę ogarnęła panika ,gdy zorientowała się ,że nie ma pojęcia gdzie się znajduje. Rozejrzała się stając na pokładzie i patrzyła na spienione fale uderzające o łódź. Zachodzące słońce malowało piękną paletę barw. Ula była urzeczona tym niesamowitym widokiem. Marek wszedł na pokład po południowej drzemce. Miał lekko rozpiętą niebieską koszulę. Stał tuż za nią oplatając jej talię. Strzepnęła jego ręce z linii bioder wzburzona.
- Wyobrażasz sobie zbyt wiele- rzekła ostro.- Rano pozwoliłam ci stanowczo za dużo. Na coś więcej nie licz ,bo na to trzeba sobie zapracować i nie myśl ,iż łóżko załatwia wszystko. Jakoś szybko przeszedłeś do porządku dziennego z tym ,iż twoja żona umarła lub żyje i się gdzie ukrywa.
- Ula nie mówmy o tym- chciał ją objąć ,ale odsunęła się. - Marek zemsta nie jest dobrym rozwiązaniem. Jeśli naprawdę chcesz by między nami coś było musisz mnie do siebie przekonać. Udowodnić ,że ci zależy nie na pójściu ze mną do łóżka ,ale na mnie. A o tym co wcześniej zapomnij. Przemyślałam sprawę i nie chcę wchodzić w tą dziwną relacje.
- Myślałem ,że ci się podobało. Chciałaś tego samego co ja.
- Nie Marek ja oczekuję czegoś zupełnie innego. Gdy spałeś miałam czas na przemyślenie wydarzeń sprzed kilku godzin.
- Ula przemyśl jeszcze to. Będziesz żałować.
- masz rację. Żałuję ,bo ty widzisz we mnie naiwną panienkę ,którą omamisz jak te dwie pokojówki. W sumie nie wiem jakie prowadziłeś wcześniej życie.
- Inna by mi nie odmówiła- mruknął po nosem.
- Zgodzę się z tobą ,lecz żadnej nie interesuje tak naprawdę twoja osoba ani charakter i prędzej czy później zostaniesz sam. Młodość przeminie i co ci zostanie?
- Nie wiem- odparła.
- Tak byś miała chociaż trochę fajnych wspomnień.
- Marek ,ale ja nie chcę żyć tylko wspomnieniami. Nie rozumiesz ,że ja nie jestem z tych co wikłają się w romanse.
- A przypomnieć ci co było wcześniej ze mną ?- nachylił się nad nią ,lecz odsunęła się. 
- Nie tak prędko- rzekła.- Oczywiście ,że pamiętam jednak przystopujmy.
- Czyli mam szanse?
- Zależy na co chcesz mieć tą szansę. Pamiętaj mnie romanse nie interesują- wyraźnie zaznaczyła.
Przyjaciel kapitana zrobił im kilka zdjęć ,a ona znów bezkarnie mogła być blisko Marka. Starała się wcześniej trzymać go na dystansu ,lecz marnie jej to szło. 



- Dopływamy do wyspy Visingso- poinformował mężczyzna z kozią bródką ,którego nie zauważyli wcześniej Ula i Marek prowadząc rozmowę. - To największa wyspa na jeziorze Wetter. Jesteście turystami ,prawda?
Spojrzeli po sobie po czym jednocześnie odpowiedzieli krótkie ,,tak’’.
- Słyszeliście o zamku?
- Zamku?- zdziwił się Dobrzański.
- Tak. Na południowym krańcu wyspy znajdował się zamek ,będący siedzibą władców,m.in. Sverkera Starszego , Karola Sverkerssona, Eryka X Knutssona, Jana I Sverkerssona , Magnusa I i Ladulasa.
- Kiedy to miało miejsce?
- W dwunastym wieku było jego centralne położenie w królestwie. Cóż nie wszystko ocalało ,ale nadal wielu ludzi go zwiedza.
Ula niezbyt zadowolona z takiego obrotu sprawy ,ale postanowiła ,że pozwiedza ,a potem wróci na właściwą wyspę ,a co zrobi Marek nie miała pojęcia. Fale znów zaczęły uderzać w kadłub łodzi. Zaczęło się ściemniać. Ula nie należała do osób ,którzy boją się ciemności.
Po wyspie Vinga wielokrotnie spacerowała w nocy obserwując zachody słońca i widząc ,gdy słońce chowa się w wodzie. W jedną taką noc znalazła w latarni Marka i odwiodła od pomysłu skończenia z życiem. Gdy zjawiła się trochę później mógłby już nie żyć. Dobrzański zachowywał się teraz tak jakby nic się nie wydarzyło i prowadził burzliwe życie uczuciowe. Nie mogła znieść tego lekceważącego podejścia do życia. Sama będąc w żałobie nie rozumiała jego postępowania. W powietrzu czuła ciepłe porywy wiatru. Usiadła podziwiając widok morza. Z oddali widziała powoli już wyspę. Pełną zieleni i w kształcie ,którego nie potrafiła określić. Ciekawa była tych ruin zamku ,bo interesowała ją historia różnych miejsc.
- Prawie jesteśmy. Widzisz wyprawa mi się nie udała- rzekł Marek przysiadając się obok i pijąc lemoniadę.
- Moje towarzystwo ci nie odpowiada?- zapytała kierując na niego wzrok.
- Nie chciałem by tak zabrzmiało- odrzekł.
- Niestety tak zrozumiałam.
- Nie, po prostu nie sądziłem ,że popłyniemy w wspólny rejs na nieznaną nam wyspę.
- Ja też się nie spodziewałam ,ale lubię przygody i podróże ty chyba też skoro uciekłeś z kraju by poślubić Paulinę w tajemnicy przed rodziną. Wcześniej brzmiało to dla mnie tak romantycznie i myślałam ,że to jakaś wielka miłość ,ale widzę ,iż bardzo się pomyliłam. Może ty chciałeś zrobić wszystkim na złość i udowodnić rodzicom ,że nie mają racji.
- Pośpieszyłem se ,ale Paulina była ważna w moim życiu tylko teraz odkrywając prawdę sam fakt ,iż sypiałem z siostrą jest dla mnie odrażający i chcę o tym zapomnieć. Zmarnowałem sobie życie będąc w zakazanym związku. To nie powinno się wydarzyć. Jak ja mam sobie spojrzeć w twarz? No niby jak? Czuję wstręt do siebie. Mogłem najpierw dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Ale jej rodzice zginęli nie doszukiwałem się faktów i ta niechęć moich rodziców do niej była dziwna ,ale myślałem ,że po prostu jej nie akceptują.
- To nie jest twoja wina. Nic nie wiedziałeś- próbowała dodać mu otuchy.- Wiem nie radzisz sobie z tym ,ale rzucać się w wir romansów nie jest dobrym rozwiązaniem- powiedziała całkiem szczerze. - Nie mścij się to ci nic nie da.
- Może masz racje- stwierdził po dłuższej rozmowie.

Nie jesteś wyspą
Choć tego nie wiesz
Morze miłości czeka na Ciebie
Rękę daj
Nie jesteś sam
Jeszcze raz i głośno
Nie jesteś wyspą
Choć tego nie wiesz
Morze miłości czeka na frag. Nie jesteś wyspa Ewa Farna.



Statek zatrzymał się nieopodal wyspy. Ula podniosła się ,a Marek wziął rzeczy ,które zabrał ze sobą tu była jedna nieduża torba. Przewiesił ją przez ramię po czym zeszli z pokładu i żegnając kapitana. Stanęli na twardym lądzie. Ula wzięła głęboki wdech i ruszyła przed siebie ,a za nią brunet.
- Nie tak szybko!- krzyknął z tyłu.
- Brak ci kondycji?- odkrzyknęła i zaśmiała się.
- Bardzo śmieszne. Nie zmęczyła cię podróż?
- Trochę tak- Marek zrównał się z nią krokiem.



Po półgodzinnym marszu usiedli na dużym kamieniu znajdując się niedaleko ruin zamku Brahehus ,które wznoszą się dumnie na skraju stromego klifu ,3 kilometry od miasta Granna ,w gminie Jonkoping. Budowla wzorowana była na europejskich ,średniowiecznych zamkach posiadłość miała być prezentem Pera Brahe Młodszego dla jego żony Kristiny Katariny Stenbock ,w dowód wielkiej miłości ,a teraz stanowi jedną z największych atrakcji w południowej Szwecji.
Odruchowo Ula chwyciła dłoń Marka ,gdy stali przed ruinami zamku. Przewodnik opowiadał im o budowli ,a oni zerkali na siebie po czym Ula speszona odwróciła wzrok i z szybciej bijącym sercem ruszyła dalej puszczając dłoń Marka.

*****

- Jak to nie wiesz gdzie jest twoja siostra?- spytała spanikowana gospodyni.- Nie mówiła ci? Nigdy tak po prostu nie znikała. Widziałam ją z tym Markiem ,a później chyba już nie.
- Przecież jej nie porwał ,chociaż jego żona też zniknęła w tajemniczych okolicznościach ,a może to seryjny morderca albo porywacz?- wtrąciła kobieta.
- Bez przesady- odrzekł Jan.- Nie sądzę by nim był ,chociaż jego żona faktycznie zniknęła ,ale z tego co wiem to jego żona znała jakiś gangsterów i jeszcze jest ten Febo.
- Nie znam ,ale coś słyszałam o nim i nie były to dobre rzeczy. Czyli mogą być w niebezpieczeństwie?
- Może tak być -przytaknął Jan.
Kobieta zajęła się obieraniem ziemniaków do zapiekanki ziemniaczanej ,którą robiła z cebulą i rybą tutejszy przysmak. Jan postanowił rozejrzeć się po okolicy mimo późnej pory.
Niebo przybrało odcień hebanu ,a on szedł wzdłuż morza i słyszał jak fale napierają z coraz większą siłą. Woda obmywała mu bose stopy trochę było mu zimno. Nie zatrzymując się szedł dalej. Zbliżał się sztorm. Gdy doszedł do latarni ujrzał jakiś cień ,ale spojrzał drugi raz cień zniknął.
Chyba mam omamy wzrokowe. Przecież ktoś tu był. Jestem pewien.
Latarnia nagle rozbłysła jasnym światłem ,a od siedemdziesiątego trzeciego roku nie było tu latarnika. Tym bardziej było to dla niego dziwne. Niepewnie podszedł bliżej ,odgarnął lekko przydługie brązowe włosy z czoła i wszedł na górę. Ujrzał sylwetkę kobiety. Stała do niego tyłem. Miała na sobie długą białą bluzkę. Nie wiedział czy miała coś jeszcze. Odwróciła się w jego stronę.
- Gdzie on jest- wysyczała ,a jej twarz w tym świetle wyglądała trupioblada. Janek cofnął się o krok z przerażeniem wymalowanym na twarzy. Ktoś zjawił się za plecami i uderzył go w głowę. Tajemnicza kobieta zbiegła po schodkach i wyszła na zewnątrz. Tam zjawiła się pokojówka Wiera z którą Marek nie tak dawno miał romans. Ta wpadła w panikę ,że widziała morderstwo . Zjawił się facet z którym przyszła do latarni i zrobił to samo co z Janem tylko ,że tym razem użył większej siły uderzając tępym narzędziem. Wiera upadła ,a z jej głowy zaczęła się sączyć strużka krwi. Facet ubrał rękawiczki i podał brunetce by założyła. Ona złapała ofiarę za nogi ,a on za ręce i wrzucili ją do wody wcześniej przywiązując do jej ciała ogromny kamień po czym zepchnęli jej ciało z klifu.
- Nikt teraz jej nie znajdzie- rzekł brunet.
- A co z tamtym?
- Zostawimy go na razie tam . Do latarni i tak nikt nie chodzi. A jutro w nocy zajmiemy się jego ciałem i wrzucimy do wody.
- A nie znajdą ciała?
- Jak niby jak wpadnie w muł albo na samo dno? A zresztą jak znajdą to i tak nie będą wiedzieli kto to zrobić.
- Wyrzuć jeszcze narzędzie zbrodni- rozkazała.
- Masz rację- przyznał.
- W sumie mnie nie oskarżą ,bo myślą ,że nie żyje.
- Ja wszystko załatwiłem i nawet jest na cmentarzu twój pomnik.
- Świetnie właśnie tak ma być ,a ja sprawdzę czy naprawdę mnie kochał.
- Ten świr? On ma już trzecią na boku z tego co wiem. To babiarz. Nie wylał ani jednej łzy po tobie.
- Szybko się pocieszył.
- On chyba wie ,że wy byliście przyrodnim rodzeństwem.
- Kurwa niby skąd?
- Nie wiem ,ale słyszałem ,że jest na ciebie wściekły.
- Miałam dostać cały spadek. Firma miała być moja ,a wszystko się popsuło. Nie mam nic i pieniędzy też nie otrzymałam ,ale na rozwodzie mogę zarobić.
- Tylko ,że on nic już nie ma.
- To co mam według ciebie zrobić ?!
- Uspokój się. Nie wiem. Cholera. Jeśli nie rozwiedzie się to nie będzie mógł ułożyć sobie życia.
- Masz rację. Nie dam mu rozwodu niech się pomęczy tylko może jemu nie zależy na rozwodzie ,bo przecież ma kochanki.
- To go zabij.
- Nie mówisz poważnie. Miałam go zabić ,ale widzisz przeżył. Nie moja wina ,że wpadł do wody i tylko go zaćmiło ,a nie zdechł.
- To się lepiej postaraj albo zrobię to ja.
- I zabiję te wywłokę z którą mnie zdradza.
- Ta nowa nazywa się Ula Cieplak to siostra tego co leży w starej latarni.
- Skąd to wiesz?
- Z pewnych źródeł. Nie było mnie na wyspie tylko parę dni.

                           ******
Jan ocknął się z tępym bólem głowy. Dotknął tyłu głowy i poczuł coś mokrego na dłoni. Z trudem podniósł się i pomału ruszył na dół. Po długim wysiłku udało mu się wyjść z latarni. Rozejrzał się czy tamtych ludzi już nie ma i ruszył wolnym krokiem obolały do pensjonatu. Rano chciał zgłosić próbę zabójstwa i pobicie. Zanim wyszli facet kopnął go jeszcze w brzuch kilka razy. Janka bolały żebra ,ale jakoś doszedł do pensjonatu.
o Time to Die

czwartek, 14 maja 2020

,, Sekret morza'' 4


Rozdział 4 

 Złożyłem wniosek o rejestracje w szwedzkim spisie ludności, ale niestety odrzucono go. Co mam teraz zrobić ? - Zapytał zdruzgotany siedząc w kuchni gdzie gospodyni szykowała deser na podwieczorek. Ula zmywała właśnie naczynia po obiedzie i zastanawiała się co odpowiedzieć Dobrzańskiemu. Postanowiła powiedzieć prawdę co naprawdę o tym sądzi.

- Będziesz musiał opuścić Szwecję . Może pogodzisz się z rodzicami ? 

- Nie sądzę by było to możliwe- Odparł z rezygnacją.

- Czyli jesteś na straconej pozycji?

- Nie widać? Nic mi ostatnio nie wychodzi- mówił z rozdrażnieniem. 

- Marek wiem ,że to delikatna sprawa i trochę świeża ,ale czy byłeś na pogrzebie Pauliny ,która rzekomo została uznana za zmarłą? Nie słyszałam ,żeby jej ciało zostało odnalezione. 

- To panienka nie słyszała?- Do kuchni wszedł starszy rybak i położył dwa okonie i dwie płotki na stole. 

- Nie, jest coś o czym nie wiem ? Nowe informacje ?- Ula wytarła ręce w ściereczkę i spojrzała na rybaka zaskoczona. 

- Ciało niejakiej Pauliny Febo nie zostało znalezione ,mimo że wynajęto do tego płetwonurków. 

- Kto ich wynajął - spytał wprost Marek

- Aleks Febo jej brat ,ale opuścił wyspę dwa dni temu.

Rozmowa była prowadzona w języku angielskim. Zarówno Ula jak i Marek dobrze go znali i niektórzy wyspiarze. 

 Podejrzana sprawa- przemknęło Markowi przez myśl. Nie wiedział jak to możliwe, że nikt jej nie odnalazł, a pogrzeb ponoć się odbył tylko był wtedy chory i nie mógł w nim uczestniczyć.

- Marek ,a ty masz numer personalny?- zapytała nagle Ula. 

- Nie ,nie wiedziałem ,że zostanę tu na dłużej. Więc nie wszystko mam załatwione. 

-Pomogłabym ci, ale teraz mam inne sprawy na głowie. Jutro jest pogrzeb mojego taty i muszę ustalić, ile osób przyjdzie po pogrzebie na stypę i porozmawiać z duchownym, bo trumna, kwiaty są wybrane. Goście powiadomieni tylko najbliższa rodzina, czyli ja z bratem i parę osób z okolicy. Ty też możesz przyjść.

- Oczywiście ,że przyjdę.

- Dzięki. 

- Za co?

- Nie chciałam być sama w takim dniu. 

- Nie będziesz sama- odparł przyglądając się jej uważnie.

Spojrzała na niego swoimi niebieskimi oczami spod firanki długich rzęs. 

- Mimo wszystko dziękuję za twoje wsparcie- zdobyła się na słaby uśmiech. 

Pogrzeb odbył się następnego dnia. Ula stała nad mogiłą w czarnej sukni lekko zgarbiona trzymając w dłoniach szkarłatną różę jej dłonie siniały z zimna, a wargi powtarzały słowa pieśni żałobnej, a jej oczy napełniały się co rusz nowymi łzami. Twarz nieco skrywał kapelusz z czarną woalką. Serce przeszywał ból po stracie rodzica. Gospodyni z pensjonatu,, Czarna perła'' także płakała. Brat stał ze skamieniałą twarzą, a Marek z lekko pochyloną głową zerknął raz na Ulę po czym słuchał słów duchownego. Marynarze stali nieco dalej ubrani na galowo, a ktoś z tyłu grał na trąbce. Rybacy z pochylonymi głowami trzymali w rękach czapki. Ula w momencie, gdy zniknęła trumna pod ziemią rozpłakała się, upadła na kolana, a ręce zaczęły jej drżeć. Marek bez słowa pomógł jej wstać i przytulił ją pozwalając się jej wypłakać w jego czarny płaszcz. Pogrzeb odbył się parę kilometrów od wyspy. Tam, gdzie zginął na morzu.


-Józek był naprawdę świetnym kapitanem i przyjacielem- odezwał się jeden z marynarzy. 

- Świetnie wypełniał swoje obowiązki. Pomagał innym szkoda Bóg tak szybko zabrał go do siebie - rzekł stając przy grobie.

Ula skrępowana nagłą bliskością Marka wysunęła się z jego ramion. Zaskoczyło ją to, że nie czuła obrzydzenia jak to było, gdy przyjechała na wyspę. Młody mężczyzna podrywał ją i umówiła się z nim na spacer nad wodą, ale zastała ich burza. Błyskawica przeszyła nagle niebo, a ona odruchowo wpadła w jego ramiona. Nie czuła się komfortowo później spotkała się z nim jeszcze parę razy, ale gdy chciał czegoś więcej niż spotkań poczuła strach. Gdy chciał ją pocałować zrobiła unik i pobiegła do pensjonatu, który jej ojciec kupił za oszczędności i pieniądze ze sprzedaży domu.

-To prawda- poparł go drugi.

 - Nigdy go nie zapomnę. Wiele mu zawdzięczam. Można też było mu powiedzieć wszystko. Człowiek z sercem na dłoni.

-Mój ojciec miał tyle planów. Przeprowadziłam się tu z bratem by pomóc spełniać mu marzenia. Bardzo kochał mamę, a odeszła zbyt wcześnie. To podwójna strata, bo mama była przy nadziei.

-Tak mi przykro- rzekł przyjaciel jej ojca Ariel. - Wyrazy współczucia.

Ludzie złożyli jej i Jankowi kondolencje, a po nich udali się na stypę. Marek całą drogę powrotną nic nie mówił tylko odruchowo zerkał na załamaną Urszulę. A ta wciąż ukradkiem ocierała łzy.
Zasiadła do stołu ze smętną miną i grzebała widelcem w sałatce, a jej brat jadł śledzia w słodko-słonym sosie. Marek nałożył sobie trochę sałatki z awokado. Bardzo mu ona smakowała, ale się nią jakoś nie najadł więc zjadł jeszcze drożdżowe placuszki przygotowane przez AhneJan wyszedł trochę wcześniej i poszedł do Portu.

- Przepyszne- powiedział do Ahne

Ta ucieszyła się i po szwedzku zapytała, czy chcę dokładki. Ula przetłumaczyła Markowi, bo nie rozumiał w dalszym ciągu zbyt wiele po szwedzku. Porozumiewał się w dużej mierze po angielsku. Po tym co dowiedział się niedawno nie chciał wracać do Polski, ale czas tutaj też mu się kończył. Uli trochę było smutno z powodu jego wyjazdu. Z każdym dniem coraz bardziej się do niego przyzwyczajała.

                                              *******

-Nie chcesz sprzedać pensjonatu? - zapytał, ale szybko pożałował tego pytania widząc jej groźny wzrok.

-Nie - odparła krótko. - Zostaję tutaj. Tu jest moje życie i chociaż planowałam wyjazd to jednak zmieniłam zdanie. Może tylko wyniosę się z wyspy i przeniosę do Sztokholmu, a pensjonat nadal będzie moją własnością, lecz będę dojeżdżać i doglądać go, a resztą zajmie się mój brat.

-Nie głupi pomysł, ale jesteś pewna, że chcesz gnić na tej wyspie? Bez żadnych perspektyw.

-Nie obchodzi mnie twoja opinia- rzekła wzburzona. - Ty chcesz jedź. Nie zatrzymuję cię, ale mi daj spokój.

Nie zatrzymam, bo nie mam takiego prawa. Nie wiem czemu, ale chciałabym mieć.
,,Czarna perła’’ nie przyciągała nadal zbyt więcej gości ,ale kolejny miesiąc przyniósł lepsze zyski i wreszcie Ula postanowiła zatrudnić nową pokojówkę ,bo tamta niestety zachorowała na poważną chorobę i nie mogła już pracować. Marek pomagał Uli w prowadzeniu biznesu. Robił raporty, a czasem zajmował się listą gości. Głównie pomagał w sprawach organizacyjnych. Złożył ponownie wniosek i tym razem nie został odrzucony dzięki czemu był podliczany jako mieszkaniec Szwecji i miał dostęp do konta bankowego.
Marek znalazł też parę sposobów na przyciągnięcie gości do pensjonatu. Zaczęli organizować skromne imprezy. Organizowali targi z wypiekami i ręcznie robioną biżuterią, bo nowa pokojówka robiła świetną biżuterię. Zbierała też muszelki, kamyki i bursztyny, a Ula chętnie jej towarzyszyła w tych pieszych wędrówkach nad brzegiem wody.


Sprawa z Pauliną nieco ucichła, ale nadal w jej sprawie niewiele było wiadomo. Dobrzański w dalszym ciągu nie pogodził się z tym, że był w związku z przyrodnią siostrą. Czuł się strasznie oszukany. Snuł się jak cień. Spacerował wieczorami niedaleko klifu. Dzięki nowej pracy nie miał już myśli samobójczych, lecz nie mógł sobie wybaczyć, że wcześniej nic nie wiedział. Postanowił, że nigdy nie zwiąże się już z żądną kobietą i będzie sam. Instynkt podpowiadał mu, że najbliższy czas nie będzie dla niego zbyt korzystny. Doskonale zdawał sobie sprawę, iż jeszcze długo będzie dźwigał ciężar przeszłości na swoich barkach. Ten ciężar nieco go przygniatał. Nie miał nikogo z kim mógłby o tym porozmawiać, bo z Ulą nie chciał.

-Mogę? - spytała pokojówka wślizgując się do jego pokoju. Siedział na łóżku i tępym wzrokiem w podłogę niechętnie spojrzał na nią.  

- Wejść . Coś cię dręczy?

- Powiedzmy- odpowiedział zdawkowo. - Nie mam ochoty na zwierzenia.

-Ja też nie. Ja przyszłam tylko na moment pozwolić by wspomnienia odeszły i umilić ci czas- mówiąc to odchyliła płowy szlafroka.

-Wyjść stąd- krzyknął.

Zatkała mu usta ręką i nakazała mu był cicho.

-Naprawdę tego chcesz? - spytała szeptem.- Mam powiedzieć wszystkim ,że mnie zgwałciłeś?- zaczęła drzeć rękawy od szlafroka i potargała włosy.

- Natychmiast przestań!

-Ratunku! Pomocy! Zboczeniec! - darła się na całe gardło.

Dobrzański chcąc ją uciszyć zamknął jej usta namiętnym pocałunkiem i w tej samej chwili drzwi się otworzyły, a w drzwiach stanęła Ula. Na jej twarzy malował się szok. Otworzyła usta nie mogąc wydobyć z siebie głosu. Serce boleśnie ją zakuło.

-Przepraszam- wykrztusiła i wybiegła ukrywając się w łazience. Pukał, lecz mu nie otworzyła.

-Odejdź! - krzyknęła wciąż nie mogąc się pozbierać po tym co widziała.

 -Musiałem ją pocałować. Z resztą nie wiem o co ci chodzi. Nie zachowuj się jak histeryczka. Ogarnij się.

-Spadaj. Idź do swojej dziewczyny, a mi daj spokój.

Od tamtego pocałunku z pokojówką minęły dwa tygodnie i romans kwitł w najlepsze, a Ula nie mogła znieś ich widoku razem, chociaż twierdził, że to nie jest jego dziewczyna tylko to otwarty związek nie żadna poważna relacja.
Ula nie dopytywała, bo sam fakt, że z kimś sypia był nie do zniesienia. Widziała go codziennie, jedli razem śniadania, obiady, kolacje. Razem w pracy i czasem spacerowali też nocą i rozmawiali.
Powoli go rozbierała. Pocałowała lekko jego usta. Niechętnie odwzajemnił pocałunek.
                   💔💔💔💔


,,Nie mogłam cię zatrzymać

Może kiedyś wrócisz tu
Czas leczy rany
Ktoś otwiera cicho drzwi
Karmi złudzeniami
Tanią miłość daje mi...'' A. Wyszkoni z ciszą pośród czterech ścian.

Pewnego dnia zastała go pakującego małą torbę i zabierał ze sobą aparat. Zdziwiło ją to i jednocześnie zaniepokoiło.

- Jadę zwiedzić trochę Sztokholmu. Wybiorę się może tam do jakieś knajpie.
-Mogę dotrzymać ci towarzystwa? - spytała nieśmiało.
-Jasne tylko może...-spojrzał na jej strój lekko się krzywiąc. - Załóż coś lepszego.
- Ok- zgodziła się.
-Mógłbyś traktować ją trochę lepiej- zwrócił mu uwagę Jasiek. - Jak znowu coś jej zrobisz to obije ci mordę, rozumiesz?- mierzyli się morderczym wzrokiem.- Nie chcę by znów przez ciebie idioto cierpiała.
- Jakie znów? To ona przeze mnie cierpiała? Kiedy niby?
- Ależ ty głupi i ślepy. Sam się domyśl.
Marek niestety nie wiedział o co chodzi Jankowi. 

Nie podejrzewał, że Ula jest w nim zakochana. Przez myśl mu to nie przeszło. On za to uważał się za wolnego człowieka i miał romans z pokojówką Wierą, z którą zerwał po przeszło dwóch tygodniach i wdał się w kolejny romans z córką rybaka Alice.

Ula bardzo ciężko to znosiła i przepłakiwała noce marząc o tym, że jej los się odmieni i on dostrzeże w niej wreszcie kobietę, a nie tylko straszydło. Nie była w niego typie. Nie zwracał kompletnie na nią uwagi i nie podobała się mu, a jej stroje krytykował dzięki czemu czuła się jeszcze gorzej, a mimo wszystko w jej serce tliło się uczucie z dnia na dzień coraz mocniejsze.
Nie pojadę z tobą- odparła godzinę później.
To dobrze- odparł szybko. - Nie jadę do Sztokholmu. Rano mam zamówiony rejs. Wracam do Polski. Nie wiem potoczy mi się tam życie, ale tu nie mogę być.
Powiedziałeś to Alice?
Nie. Wczoraj z nią skończyłem. W sensie romans. Nic nas już nie łączy. Życie tutaj nie jest dla mnie. Chcę wrócić do swojego świata. Tam, gdzie moje miejsce.
-Przecież mówiłeś...
-Nie ważne co, kiedyś mówiłem. Wyjeżdżam i już.
-Zostań - poprosiła cicho.
-Ula nie mogę - odrzekł patrząc w jej zapłakane oczy. 

Wpatrywał się w te niebieskie oczy i zapomniał co miał powiedzieć. Kierując się impulsem przyciągnął ją do siebie. Objął w talii i chwilę stali patrząc się w swoje oczy po czym musnął jej usta. Chciał przerwać pocałunek, ale mocno chwyciła jego koszule i nie chciała puścić. Oddali się nagłemu pożądaniu zapominając o świecie. Ula pozwalała Markowi na coraz odważniejsze pieszczoty. Na szczęście w porę przerwała im pokojówka, bo wszystko zmierzało w niebezpiecznym kierunku. Zakochana Ula była gotowa pójść nawet z Markiem do łóżka sądząc ,że może tym sposobem go zatrzyma przy sobie.

- Ty świnio- wysyczała zazdrosna Wiera z którą od jakiegoś czasu już nie był. - A z tobą się jeszcze policzę- zwróciła się do Uli.

Marek wykorzystał moment i biorąc wielką torbę wyszedł z pokoju. Odnalazła go przy porcie. Nieoczekiwanie podszedł do niej i znów mogła poczuć smak jego ust. Nie rozumiał czemu nagle zapragnął Uli i to było tak niespodziewane i silne ,iż nie umiał nad tym zapanować. Tym razem sądził ,że to coś więcej niż pożądanie. Lubił się z nią droczyć, rozmawiać i po pierwszym pocałunku miał ochotę na więcej.
- Jeszcze tu wrócę- szepnął jej na ucho.
- Wrócę po ciebie- dodał. Wszedł na statek. Nieoczekiwanie słyszała sygnał ,że statek odpływa. Nie zdążyła zejść z pokładu ,bo zbyt długo zajęło jej żegnanie się z Markiem. Zorientowała się dopiero ,gdy byli kawałek od brzegu. W między czasie okazało się ,że statek płynie zupełnie gdzie indziej niż myślał Marek. Pomylił rejsy i w ten sposób znalazł się z Ulą na jednym pokładzie. Ula w głębi duszy cieszyła się ,bo była blisko Marka.