piątek, 14 kwietnia 2017
niedziela, 9 kwietnia 2017
,,Ocal moje serce'' 9
Rozdział zawiera wulgaryzmy !
Dzwoniąc po raz trzeci uświadomiła sobie dopiero powód nieodebranych połączeń. W Warszawie dochodziła trzecia w nocy. Zdążyła się dawno już przyzwyczaić do zmiany czasowej i innego klimatu. Wiosna w Georgii wyglądała nieco inaczej niż w Polsce i ta zmiana dotyczyła również pozostałych pór roku.
Zdecydowała, że później spróbuje ponownie o innej godzinie. W portfelu znajdował się bilet kolejowy odebrany rano w specjalnym kiosku, gdy kupowała go w Polrail Service. Zaplanowała podróż do Nowego Jorku, bo od półtora miesiąca tam mieszkała jej nowa przyjaciółka Maddy z mężem Wiliamem i trzyletnią Lisą oraz trzynastoletnim Billem z pierwszego małżeństwa. Maddy załatwiła dla niej pracę. Niestety nie w zawodzie, ale na początek wystarczy. Musiała zacząć nowe życie na razie zagranicą zbierając pieniądze na sprawę rozwodową i powrót. Wyobrażała sobie, że jest już z rodziną. Betti, która niewątpliwie za nią tęskni, tata niemający pojęcia o jej życiu w USA. Nie wspominając o przyjaciołach i pewnym człowieku czekającym na nią jak dziecko na gwiazdkę. Wiele rzeczy zaskoczyło ją tu, ale też poszczególne sytuacje. Dekoracje domów na Halloween, ruch lewostronny i drzewka wielkanocne, które miała okazję widzieć oraz poszukiwanie jajek organizowane dla najmłodszych. Niestety nie dla wszystkich, ale Maddy z dziećmi się załapała i ze szczegółami jej o tym opowiedziała, gdy wpadła z wizytą. Piotr wyszedł zaraz po przyjściu kobiety i powiedział, że idzie do jakiegoś kolegi. Nie uwierzyła, bo potrafił zrazić do siebie niemal wszystkich.
****
Przytknęła twarz do zimnej szyby w pociągu i wodziła wzrokiem po rozmazujących się obrazach za oknem. Znudziło ją bezmyślne patrzenie, więc zabrała za przeglądanie jednej z teczek. Z niedowierzaniem czytała informacje zawarte na pewnym dokumencie. Nie zauważyła, że płaczę dopóki jedna ze słonych kropel nie spadła na zadrukowaną kartkę. To było niczym wyrok śmierci. Oparła się o zagłówek siedzenia i westchnęła ciężko z rozpaczy. Spadło to na nią jak lodowany deszcz w środku lata. W tym wypadku nie koniecznie przynoszący ulgę i ukojenie. W niebieskich tęczówkach zawitał bezkresny smutek, ból i niedowierzanie. Zadawała sobie pytanie, które zadałaby sobie nie jedna osoba w jej sytuacji. Dlaczego ja?
Z całych sił pragnęła zakończyć etap życia z Piotrem, a tu okazało się, że to małżeństwo i bycie z nim mogło napiętnować ją czymś niezmazywanym i pogrzebać wszystkie nadzieje i plany na przyszłość. Liczyła jedynie na cud.
Nie skontaktuje się z Markiem. Nie chcę więcej robić mu złudnej nadziei.
Po policzku spłynęła kolejna gorzka łza, a za nią następne. Przetarła je lekko odgarniając przyklejone do twarzy włosy i skoncentrowała myśli na czymś innym. Zasnęła śniąc o pięknym, bajkowym życiu z księciem u boku i cudownym dzieckiem śmiejącym się i biegającym po świeżo skoszonej trawie w ogrodzie.
Przebudziła się będąc już prawie na miejscu. Zabrała bagaże. Wiele ich nie miała. Zaledwie mała torebka i walizka średniej wielkości.
***
Manhattan, Nowy Jork
Pijąc sok limonowy na tarasie z Maddy opowiadała jej pokrótce o dziwnych teczkach i pokazała szokujący dokument.
– O Fuck- Maddy wybałuszyła oczy i zerknęła na Ulę. Ta zaś czuła się zagubiona i potrzebowała wsparcia kogoś bliskiego.
Pochyliła głowę patrząc w błękitną toń. Ciemny włosy przysłoniły się jej nieco twarz i przyjaciółka trudno miała określić stan emocjonalny Uli.
Maddy kaleczyła dość mocno język polski, więc konwersację prowadzili po angielsku.
Kupując bilet napotkała się na drodze na Azjatów i emigrantów z różnych miejsc, ale zaskoczyło ją, że trafiła akurat na polkę rozmawiającą z kimś przez telefon.
– Boję się– wyjąkała Ula.
– Czego? Rozwodu? – Indagowała. – Nie zamierzasz, chyba się wycofać. Bądź konsekwentna w tym, czego pragniesz. W twoim przypadku wolności i życia z tym. Jak on miał?
– Marek – odpowiedziała nie patrząc w jej stronę kobieta.
– Właśnie. Mark obiecał zaczekać, prawda? – Szukała odpowiedzi, lecz ta długo milczała.
– Obietnice zazwyczaj są łamane. Markowi wierzę, chociaż zawiódł już moje zaufanie. Jego zapewnienia o uczuciach uważam za prawdziwe. Tyle, że ten dokument stawia naszą przyszłość pod dużym znakiem zapytania- wyznała przygnębiona zdejmując cieniutki czarny sweterek i usiadła na brzegu basenu zanurzając wody w ciepłej, przezroczystej wodzie. Czerwcowy upał dawał się we znaki. W kwietniu chodziła już w krótkim rękawku, a co dopiero mówiąc o pozostałych miesiącach.
Tu jest pięknie i ciepło, ale …
– Nic nie wiadomo. Z góry nie jest przesądzone, że się zaraziłaś. Zabezpieczaliście się?
– Nie cały czas- mruknęła zdając sobie sprawę ze swej lekkomyślności. – Myślałam, że nie mogę mieć dzieci to…
– Jezu, ależ Ty głupia jest. Nikt nie uświadomił cię ,że tu chodzi o coś więcej? Sama doskonale wiesz o co. Oj głupia.
– No, dzięki- wymamrotała pod nosem Ula i wskoczyła do basenu ochlapując przyjaciółkę. Ta podniosła się z paskowanego leżaka i w biało-niebieskim stroju skoczyła do wody i odegrała się ochlapując Ulę dużo mocniej niż ją.
– Te wyniki są wiarygodne? – dociekała.
– Sądzisz, że mógł je ktoś sfałszować?
– Nie –odparła krótko. – Miałam na myśli twoje wyniki.
– Moje? – Zdziwiła się. – Te stwierdzające bezpłodność?
– Tak. Strasznie trudno mi uwierzyć w ich wiarygodność. –Widząc konsternacje na twarzy Uli zdecydowała się jednak kontynuować. – Gdybym potrafiła Ci pomóc zdrobniłabym to, ale jestem. Prowadzę szkołę klub fitness, a to z prawem i medycyną nie ma nic wspólnego. W rodzinie tylko dwóch kuzynów poszli na medycynę i jeden mieszka w New Jersey, a drugi tam gdzie twój mąż.
Ula stłumiła westchnięcie. Maddy usiłowała jej pomóc, ale z tymi dwoma sprawami musiała radzić sobie sama.
– Państwo Dowell pytało o ciebie- wtrąciła cicho Maddy. – Masz, tylko jeden problem. Pani Agnes zależy na czasie, więc postaraj się jak najszybciej zrobić prawo jazdy.
– Nie, polegnę na egzaminach – rzekła poważnie. – Ruch lewostronny mnie przeraża i te skrzyżowania.
– A co z nimi nie tak? Zachowujesz jakbyś dziś przyjechała. A nie mieszkała w Bostonie kilka miesięcy, a u mnie już ponad miesiąc. Dzwoniłaś do Marka?
– Po, co? – Wzruszyła obojętnie ramionami. – Jestem wybrakowanym towarem- szepnęła i wyskoczyła z basenu znikając za drzwiami tarasu.
– Lał, ale laska! – Usłyszała okrzyk i gwizdanie nieznajomego. Zatrzymała się w półmroku, aby zaripostować, lecz zrezygnowała mając przed sobą ciemnoskórego faceta w samych kąpielówkach.
Zignorowała go i ruszyła przed siebie z przepasanym na biodrach białym ręcznikiem.
Nie słuchała, aż do momentu…
– Podasz mi swój numer telefonu? – Zapytał licząc na pozytywną odpowiedź wpatrując się w nią ciemnymi oczami.
– Sorry, jestem mężatką – odpowiedziała widząc zawód na twarzy ciemnoskórego z brytyjskim akcentem.
Na pomoc Uli przyszła Maddy i po kilkuminutowej rozmowie mężczyzna, poszedł.
***
Wiliam był jednym z menadżerów nowojorskich gwiazd. Niespełniony muzyk i swego czasu zagorzały fan komiksów. Maddy poznał tuż po rozwodzie na konwencie. Interesowała się obsesyjnie anime i nie wstydziła się tego. Przyjaciele uważali ją za dziecinną i zbyt skupioną na sobie. Dawna przyjaciółka uważała ją za dumną divę i egoistkę. Pani Collins urwała kontakt i zaprzyjaźniła się z dwiema dziewczynami z fitness clubu, a obecnie z Ulą nieznającą jeszcze nader dobrze Nowego Jorku.
– Ty przeklęta dziwko! – wydzierała się stojąc przed apartamentowcem należącym do państwa Collins.
– Po cholerę przyszedłeś?! – Ula nie kryła złości i zaskoczenia z niezapowiedzianej wizyty.
– Okradłaś mnie i przesłałaś przez tego kutafona to! – wydarł się machając pozwem rozwodowym.
Odważnie zaciskając bladoróżowe usta spojrzała mu w oczy.
– Czego nie rozumiesz? – zapytała siląc się na spokojny ton.
Sosnowski zlustrował ją i zatrzymał wzrok na białej bluzce lekko rozpiętej spod której wystawał rąbek czarnej miseczki od biustonosza.
– Ja się kurwa, nie zgadzam – uderzył w nieprzyjemny ton i walnął ręką w białą futrynę.
– Nie obchodzi mnie twoje zdanie- oznajmiła lodowato. – Otrzymam rozwód nawet bez twojej obecności na rozprawie. Zaznaczam, że twoja zgoda jest zbędna, chociaż nie ukrywam lepiej byłoby, abyś jednak pojawił się w sądzie.
– Ciebie kompletnie popierdoliło- syknął. – Nie chcę rozwodu.
– Między nami nic nie ma. Piotr czego ty oczekujesz?
– Dziecka- rzekł poważnie.
– Żartujesz?
Maddy i Wiliam z pewnością prędko z pracy nie wrócą, a Bill gra w drużynie koszykówki po zajęciach lekcyjnych. Lisę musiała odebrać o drugiej po południu.
Zaśmiała się sarkastycznie.
– Wiedziałaś o eksmisji? Powiedz! – zażądał nie pozwalając żonie zamknąć drzwi przed nosem.
– Narobiłeś bałaganu w swoim życiu to sobie radź, ale nie brudź w moim – powiedziała dobitnie. – Kierunek do furtki znasz- dodała.
– Doigrasz się niewdzięcznico, kurewska! – zawołał z wrogością.
Przekonasz o tym wkrótce, panie Sosnowski. Ja teraz rozdaję karty nie ty.
Nie do pomyślenia…dawniej Marka miałam za najgorszego drania na świecie. Marek jest w niczym z porównaniu z tym gadem. Chorym skurwysynem bez serca. Brakuję mi Marka.
– Kontaktowałaś się z Jamesem Robey'em? – spytała bez wstępów. Klapnęła na dużą beżową kanapę i podała Uli szejka z mango i banana. Pokręciła przecząco głową i przymknęła na moment powieki. Ból głowy nie ustępował i nasilał się, gdy myślała o rozwodzie i Piotrze znającym jej nowy adres. Nie podawała mu go. Nawet nie dzwoniła więcej do Dobrzańskiego ani nikogo z Polski.
****
Z hukiem zamknęła drzwi i wypijając duszkiem szklankę soku i z impetem ją odstawiła wylewając resztę zawartości. Słowem nie wspomniał o wynikach i chorobie. Przygotowała wszystko do zrobienia sałatki. Umyła owoce i chwyciła nóż. Rozłoszczona kroiła owoce do sałatki owocowej i skaleczyła się w palec.Nie do pomyślenia…dawniej Marka miałam za najgorszego drania na świecie. Marek jest w niczym z porównaniu z tym gadem. Chorym skurwysynem bez serca. Brakuję mi Marka.
– Kontaktowałaś się z Jamesem Robey'em? – spytała bez wstępów. Klapnęła na dużą beżową kanapę i podała Uli szejka z mango i banana. Pokręciła przecząco głową i przymknęła na moment powieki. Ból głowy nie ustępował i nasilał się, gdy myślała o rozwodzie i Piotrze znającym jej nowy adres. Nie podawała mu go. Nawet nie dzwoniła więcej do Dobrzańskiego ani nikogo z Polski.
– Nie zwlekaj. Pogoń tego pieprzonego dupka, który bzyka się z tanimi dziwkami- mówiła bezceremonialnie. – Ja bym dawno kopnęła go w.
– Stop, litości- zastopowała ją Ula. – Nie jestem taka jak Ty.
– To właśnie widzę– odparła sucho.
– Nie, chodziło mi …ach…– nie umiała ubrać myśli w słowa. – Mówisz tak otwarcie o wszystkim.
– Ta i klnę bardziej od ciebie, ale nałogów nie mam- przyznała szczerze. – No chyba, że…
– Że, co? – zaciekawiła się Ula.
– Nie, nic- ucięła. – A Ty lepiej postaw sprawę jasno. Rozwiedź się z nim i koniec- dodała ostro.
– Skontaktuję się z panem Jamesem- przysięgała. – Rano zadzwonię i umówię się na spotkanie.
– Pan Robey jest świetnym adwokatem. Pomoże ci szybko uzyskać rozwód – zachwalała pani Collins. – Mi też pomógł.
– Dzięki. Bez Ciebie nie dawałabym rady.
Rudowłosa dotknęła ręki Uli. Kobieta wzdrygnęła się.
– Oszalałaś?! Nie dotykaj mnie!
– Przepraszam, zapomniałam- kobieta podniosła ręce w geście kapitulacji.
– Dzwonił wczoraj, gdy byłaś pod prysznicem ten twój Mark. – Co?! – Napisałam do niej sms’a w twoim imieniu. Nie jesteś zła? – Zabiję cię!
____________
Tym razem Marka brak ,ale w następnej będzie. Ps. Marek oddzwonił na ten nieznany numer i przedstawił Maddy jakby ktoś pytał. Pozdrawiam 💖.
– Dzwonił wczoraj, gdy byłaś pod prysznicem ten twój Mark. – Co?! – Napisałam do niej sms’a w twoim imieniu. Nie jesteś zła? – Zabiję cię!
____________
Tym razem Marka brak ,ale w następnej będzie. Ps. Marek oddzwonił na ten nieznany numer i przedstawił Maddy jakby ktoś pytał. Pozdrawiam 💖.
wtorek, 4 kwietnia 2017
,,Ocal moje serce'' 8
Klub, 69’’ * -Ula wraca do Warszawy i poinformowała o tym Violę? Wierzysz w to? – Dopytywał wątpiąco brunet. – Nie bardzo- mruknął Olszański. – Jeżeli to prawda, to wkrótce będziesz miał okazję jej wszystko wyjaśnić. – I co z tego- udał obojętny ton i przelotnie zerknął na przyjaciela i poprosił o następną porcję alkoholu. – Z resztą…– westchnął. – Ula jest mi winna bardziej wyjaśnienia niż ja jej. Ona moją prawdę zna, a ja jej nie. Mści się czy, co? – Marek… może już wystarczy- Seba zerknął na szklankę trzymaną w dłoni przyjaciela? – Sam o tym zadecyduję– burknął. – Przedwczoraj pijany płakałeś w łazience na podłodze oglądając jej zdjęcie i mówiłeś, Moja mała dziewczynka, biedna dziewczynka’’. Odwiozłem Cię do domu, bo sam nie byłeś w stanie zrobić paru kroków, żeby na nie wpaść na jakieś przedmioty w mieszkaniu. – Nic nie pamiętam – wyznał drapiąc się po brwi. – Jesteś pewny, że przedwczoraj? – Tak – potwierdził. – Zaprowadziłem Cię do łazienki i zastałem Cię w takim stanie, że lepiej nie pytaj. Mazałeś się i użalałeś. Mówiłeś o krzywdzie, jaką zrobiłeś Uli i o jakimś dziecku. – Jakim dziecku? – Zdumiał się. – Nie wiem. – Mówiłem lub zrobiłem… – Powtarzałeś w kółko wyznanie miłości i jej imię. – Pamiętam jak piłem chyba w Twoim albo moim gabinecie. Nie pamiętam powrotu do domu i …– uciął patrząc na przyjaciela. – Stary głupio mi, że tak wyszło. Masz rację na dziś koniec. Wypił niewiele, ale wiedząc jak skończyło się to poprzednim razem wolał poprzestać na dokończeniu tej szklanki i wyjściu z klubu. – Naprawdę nic dla Ciebie nie znaczy jej powrót? – Nie – skłamał. – Nie wierzę – powiedział cicho i pokręcił głową. – Nie wciskaj mi kitu. Myślisz o niej cały czas. – Może wynajmę detektywa i ściągnę ją tu z powrotem? – Głośno się zastanawiał. – Prosiłem wręcz błagałem, by podała mi adres lub numer telefonu. Piotr pewnie zabronił jej kontaktów ze mną. Podła kanalia, sukinsyn, padalec. Nie daruję mu tego. O nie! – Krzyknął, aż zwrócił uwagę innych ludzi znajdujących się w klubie. – Ula nie wyznała mi całej prawdy. On znęca się nad nią, a może ją więzi? –
Ciągnął dalej. – Przesadzasz …chociaż– Sebastian bezgłośnie przynał rację. Nie znał Piotra zbyt dobrze,ale podobnie jak Marek nie cierpiał go. W sumie nie znał osoby, która pozytywnie o nim mówiła. – Czekaj, no… wspomniałeś, że rozmawiała z Violą…– zaczął nachylając się w kierunku przyjaciela mówiąc dość cicho. Olszański obejrzał się i zauważył, że obok siedzi jakaś dziewczyna w zielonej sukience i piję niebieskiego drinka przez słonkę posyłając im spojrzenia i uśmiechy zwłaszcza brunetowi. Założyła nogę na nogę odkrywając nieco za dużo ciała w krótkiej obcisłej sukience. – Rozmawiała około trzech-czterech dni temu. – Trzy czy cztery. Zastanów się i sprecyzuj- podniósł się z barowego stołka. – Cztery- odparł pewnie blondyn. – Mam jej numer. – Ty bęcwale jeden! Dawaj go! – Omal nie rzucił się na Sebastiana. – Stary, Spo… spokojnie- uniósł ręce i nakazał usiąść Markowi, który poderwał się nagle ze siedzenia. – Macie szansę. Zobaczysz, a niedługo będę świadkiem na Waszym ślubie. A propos małżeństwa to urządzę Ci niezły wieczór kawalerski. Taki dzień nie nadejdzie’’– przemknęło przez głowę Dobrzańskiego. – Prędzej ona zostanie matką – prychnął i zwiesił głowę. – Nasze światy są nie do pogodzenia. Dwie rozchichotane dziewczyny na ułamek sekundy zwróciły uwagę dwójki przyjaciół, ale oboje zainteresowani nimi nie byli. Mieli wybrane wybranki serca. – Matką? – Spytał zszokowany, a widząc minę Marka wybuchnął śmiechem. – Porąbało cię– zdenerwowany odstawił szklankę i posłał mordercze spojrzenie. – Ależ Ty nerwowy – Daruj sobie te głupie gadki. Sebastian krztusił się ze śmiechu, a inni patrzyli na nich jak na świrów. – Zaraz obiję Ci tę mordę jak nie przestaniesz- zagroził. – Podać coś jeszcze? – Zwrócił się do nich barman. – Nie, dziękuję– odrzekł Marek spoglądając na rozbawionego kumpla. Przeczesał kolejny raz hebanowe włosy i dyskretnie rozejrzał się po lokalu. Dziewczyna w zielonej sukience bezczelnie oblizała umalowane na krwistą czerwień wargi i gapiła się na niego. – Sorry- wyksztusił. – Nic nie wiesz? – Wbił w niego wzrok. – O czym? – Przyjrzał mu się bacznie. – Ula i Piotr są w separacji. Nie sypiają ze sobą. Wygadała się przypadkiem Violi jak rozmawiały trzy dni temu na Skype. – Że, co? – Zapytał otwierając usta i wyczekująco spoglądając mu w oczy. – Ula śpi sama. Dociera? Kąciki ust zadrżały i wygięły się w lekkim uśmieszku. ,,Czemu nie ze mną rozmawiałaś? Dlaczego? Pragnę od tak dawna ujrzeć Cię, usłyszeć Twój głos… Proszę, wróć i kochaj. Tyle i aż tyle. ’’ – Marek, Marek – Sebastian potrząsnął ramieniem bruneta. – Manipulowałem … – A teraz robi to Piotr – Porównujesz mnie do tego…tego…popaprańca?-zacisnął mocno wargi. – Zaraz wracam- rzucił znienacka Olszański. – Ale… Długo nie wracał z toalety. Marek pomyślał, że Seba wyszedł jedynie na chwilę, a tym czasem przeciągała się ona do granic możliwości. Głośna muzyka nie przeszkadzała wcześniej mężczyznom w rozmowie, ale teraz bruneta zaczęła powoli drażnić i te laski chichoczące i pary oblepiające się w różnych miejscach bez skrępowania. Przesiadł się na kanapę mając syndrom ucieczki z tego miejsca. Dawniej wyszedłby z plastikową lalą i zabawiał w hotelowym łóżku, a rano bez słowa wymknął z pokoju niezauważany i wracał do wiecznie wściekłej, despotycznej zołzy robiącej mu wyrzuty z powodu późnych powrotów i kolejnych zdrad. Mającej nieustannie ochotę wydrapać mu oczy zwłaszcza, gdy brukowce rozpisują się o rozwiązłym życiu Marka Dobrzańskiego. Największego Casanovy w Warszawie. Prezesa modowej firmy Febo&Dobrzański. Zmienił się. Dla niej. Urszuli Cieplak. Skromnej, uczciwej, mądrej, spontanicznej i rodzinnej
dziewczynie. Zaskakiwała go. Pokazała mu świat, którego nie znał. Żył w sieci kłamstw, niezdolny do uczuć, a jedynie wiedział jak zaspokoić swoje rządze cielesne. Dzięki niej odkrył wnętrze człowieka. Zakochał się zanim przemieniła się z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia. Po metamorfozie zyskała pewność siebie i nabyła nowych cech, które niezbyt podobały się Markowi. Stawała się opryskliwa, oziębła nie dawna ciepła gotowa do poświęceń Ula. Wiążąc się z Piotrem już nie przypominała dawnej wersji siebie. Mimo tlącej się miłości w sercach żyją osobno z dala od siebie. Śniąc o sobie wzajemnie.
Niezaprzeczalnie połączyło ich coś wyjątkowego, bo zapomnienie nie nadchodziło, a każdy dzień oddał ich coraz bardziej zamiast przybliżać.
***** Dziewczyna w zielonej sukience również wstała i podeszła do bruneta. – Sabina – przedstawiła się wymyślonym imieniem. – Przepraszam, ale śpieszę się – Dokąd? – Zatrzepotała długimi, mocno wytuszowanymi rzęsami. Dziewczyna usytuowała się na wprost Dobrzańskiego, żeby odseparować go od blondynki nagle zjawiającej się niczym duch. Nachyliła się ku niemu prezentując swoje wdzięki. Marek zabrał jej ręce z mocno ścisnął, aż jęknęła z bólu. Błyskawicznie wstała i poprawszy króciutką sukienkę wybiegła z klubu. Zrobiło się lekkie zamieszanie. Platynowa blondynka wykorzystała okazję i wdzięczyła się do mężczyzny, ale ujrzawszy jego czy ciskające gromy, odsunęła się. – Ja żartowałam- usiłowała się wytłumaczyć. – Rzucił mnie chłopak i… – Nie dziwię się – przerwał się. – Ja też nie chciałbym mieć dziewczyny, która się puszcza. Dziwki nie zasługują na miano żon i matek- rzekł z pogardą. – Nic złego nie zrobiłam- tłumaczyła się dalej. – Jestem tu pierwszy raz- szła w zaparte
brnąć w kłamstwa. – Pierwszy – zaśmiał się ironicznie. – Chyba w tym miesiącu. – No, dobra. Byłam z koleżanką z dwa razy- przyznała niechętnie ukrywając liczbę prawdziwą liczbę w tym klubie. – Tańczyłaś na scenie- drążył dalej. – Jestem siostrą Mirabeli- wyjaśniła. – Ona śpiewa, a ja… – Rozbierasz się przed bandą napalonych facetów i wymyślasz niestworzone fakty o mnie do gazet. Po jaka cholerę się pytam?! – Uniósł się mając problem z opanowaniem gniewu, ale nie będzie przecież robił scen i tak zwrócił uwagę niektórych ludzi przebywających w klubie. Sprzeczce przyglądał się barman zza lady z opartymi o blat, rękami. – Naopowiadała Ci o dawnym moim życiu, ale niektóre rzeczy ulegają zmianie. – Święty się znalazł– prychnęła i wywróciła piwnymi oczami, co wkurzyło bruneta. Miał już ochotę powiedzieć, że żona rodzi i musi jechać do szpitala, żeby ewakuować się stamtąd jak najprędzej. Był zdesperowany i zły na przyjaciela. Seba, nie daruję Ci tego. Kumpla nie zostawia się w pubie ot tak.’’ – Napiszesz sprostowanie i… – Nie zrobię tego chyba, że…-urwała uśmiechając się szyderczo. – Chyba, że…– powtórzył i zmrużył oczy. – Mów!– zażądał. – Zapłacisz mi odpowiednią sumę– odpowiedziała. – Przyjdź tu jutro o dwudziestej drugiej trzydzieści. Piąty stolik po lewej stronie, do zobaczenia.
****
Warszawa, Most Poniatowskiego Brunet przycisnął zmarzniętą, dłoń do poręczy, a drugą ściskał komórkę. Wzdrygnął się, bo metal wywołał lodowany dreszcz po ciele. Silny wiatr czochrał kruczoczarne włosy. Mężczyzna utkwił wzrok w czarnej nicości, którą rozpraszały jedynie odległe światła miasta i ich blask odbijający się na hebanowej powierzchni wody. Dokładnie Wisły. Miejsca, które zapadło w pamięć jemu i Uli. Zaczerpnął gwałtownie lodowatego powietrza. Nie potrafił dłużej zadręczać się wspomnieniami. Pragnął mieć ją przy sobie. Chronić ją, sprawić, aby poczuła się bezpieczna i szczęśliwa. Telefon prawie wypsnął się mu z ręki. Gdyby wpadł do wody nie mógłby wybrać jej numeru . Zadzwonił z nadzieją, że ją usłyszy. – Cholera- jęknął zimitowany Dobrzański. Nie odbierała. Zerknął na podświetlony wyświetlacz. Pierwszy zero trzy. Zdziwił się, że nie odbierała przecież u niej był wczesny wieczór. Wątpiłby o dziewiętnastej położyła się spać. Chyba, że wyjechała już z Bostonu i jest na przykład w Los Angeles? Wtedy mogła być jeszcze w pracy, jeśli pracowała albo wyszła gdzieś. Z tego, co mówił mu
Sebastian nie opuszczała stanu Massachusetts. Kolejny sygnał i brak odpowiedzi.
– Ula- wymówił jej imię z rezygnacją w głosie. – Halo? – Wychrypiała. – Ula? Ja chyba śnie. To nie może być on. – Pesto z makaronem jest w lodówce. Wystarczy podgrzać. Nie byłam dzisiaj w sklepie. – Przepraszam, ale nie mogę teraz rozmawiać– rzuciła i rozłączyła się.
***
Boston, Georgia Sosnowski nie spuszczał z niej wzroku. Podszedł do niej z zaciętym wyrazem twarzy i przyciskając ją swoim ciałem do lodówki wyjął z rąk komórkę i wrzucił do srebrnego, nieco brudnego zlewozmywaka. – Piotr… – Milcz jak do Ciebie mówię, suko. Rozmawiałaś z nim, a co mi obiecałaś? – Przejechał palcem po jej szyi i napierał coraz bardziej na jej szczupłe ciało. – Nie rozmawiałam z nim… tylko z Maddy- wyjąkała jej ciało napięte było jak struna. Przełknęła nerwowo ślinę. – Z tą świruską? Znów przekonywała Cię być mnie zostawiła? – Zapytał ściskając jej ramiona. Zerknęła na czerwony ślad powstały w wyniku wczorajszego oparzenia. – Piotr, dokąd Ty codziennie wychodzisz? – Spytała nieśmiało obawiając się gwałtownej reakcji męża. – Jak to gdzie? – Twarz blondyna stała się kamienna. – Do pracy zarabiać pieniądze na nasze utrzymanie. – Dzisiaj nie byłeś– słusznie zauważyła. Rozluźnił uścisk i odsunął się na odległość ramienia. Ula opierała się w dalszym ciągu o lodówkę przeszywając błękitnym, zimnym spojrzeniem męża. Oczekiwała wyjaśnień. Nie nieustannych kłamstw. Mydlił jej nieustannie oczy. Wychodził nie wiadomo gdzie i z kim. Poznała rano, gdy spał jego największą tajemnice zakradając się do pokoju, który stał pusty i był pod kluczem.
W kurtce znalazła klucz i przeszukała rzeczy męża. Została zlekceważona na policji. Nie zamierzała jednak odpuszczać. Wraz z Maddy omówiła swój plan działania. Przekonana była, że wyjdzie z tego zwycięsko, ale musi jeszcze trochę wytrzymać. Pocierpieć, aby zawalczyć o swoje szczęście. Nie stać było ją na adwokata i sprawę rozwodową. Doskonale wiedziała, że nie skończy się na jednej, a Piotr nie da jej tak po prostu odejść. Raz przyszła policja i pytała o sprawy, o których nie miała zielonego pojęcia. Nie zastali go w domu. Zapytała go po powrocie, ale stwierdził, że nic mu nie zrobią, bo ma alibi i nie pójdzie siedzieć. Zastrzegał, że nie złamał prawa i ktoś chce mu zrobić na złość nasyłając na niego funkcjonariuszy. Nie wierzyła w ani jedno jego słowo.
**** Piotr spał na kanapie mocno chrapiąc. Obeszła dookoła kanapę i zabrała komórkę męża, bo jej nie chciała się włączyć po wrzuceniu do zlewu, gdzie stały brudne naczynia. Wczoraj zmywała, ale tyle nazbierało się od rana. Nigdy nie przypuszczała, że Piotr stanie się takim bałaganiarzem. Wcześniej taki nie był. A przynajmniej nie wiedziała o tym. Pił, nie dbał o nic, znikał i przepadał, a potem wracał. Historyjki o leczeniu ludzi i szpitalu jej kompletnie do tego obrazka nie pasowały. To absurd, aby ktoś tak kompletnie nieodpowiedzialny ratował ludzkie życie. Niepojęte dla niej. Dawno zostałoby to zgłoszone i miałby niezłe kłopoty. Upewniając się, że mąż nie obudzi się otworzyła powoli z mocno bijącym sercem szafkę i wyjęła czarną teczkę. Zawiera akt notarialny, małżeństwa i jej paszport oraz książeczkę zdrowia. Kilkanaście różnych zdjęć w kremowej kopercie oraz wyniki badań z laboratorium. Przepatrzyła resztę dokumentów i wyjęła nieznany jej dokument. Na arkuszach był podpis Sosnowska. Oszołomiona zabrała dwie pozostałe teczki i natknęła się na coś, czego w ogóle się nie spodziewała. Zamarła i zbladła ściskając teczki i spojrzała z nienawiścią na pijanego, śpiącego męża. W jasnej, cienkiej bluzce i przetartych na kolanach jeansach i czerwoną z białym walizką wyszła z mieszkania. Z litości na stoliku położyła mu parę centów i dolarówek. Zostawiając krótką wiadomość.
*** ,,Piotr to koniec. Odchodzę, bo nie potrafię z Tobą być. Doszłam do wniosku, że nasze małżeństwo nie ma przyszłości. Nie rozumiemy się, nic o sobie nie wiemy. A to wszystko to jedna wielka manifestacja. Nie szukaj mnie. Głupia myślałam, że uratowałeś życie mojemu tacie. Z wdzięczności i uciekając od człowieka, który zadał mi bolesny cios pozwoliłam byś Ty zadał mi o stokroć większy. Nie oszukasz, nie zdradzisz, nie wykorzystasz. To ostatni raz. Więcej na to nie pozwolę. Za kilka dni otrzymasz pozew rozwodowy z orzeczeniem o winie. Podziału majątku nie będzie, bo to mieszkanie nie należy do nas, pamiątki i moje prezenty od Marka sprzedałeś na alkohol. Jak mogłeś być tak bezczelny i łgać w żywe oczy, że zapłaciłeś za operację? A pracę w szpitalu straciłeś dawno temu. Żałuję wszystkiego. Najbardziej poznania Ciebie. Piekło, kiedyś się o Ciebie upomni. Obyś nie zatruł już nikomu życia tak jak mi. Żegnaj, Ula.” *** Wystukała na dotykowej klawiaturze z pamięci ciąg cyfr i rozejrzała się czy przypadkiem Piotr nie udał się, w ślad za nią.
___________
*- Początek rozmowy w klubie jest w poprzedniej części.
Na pocieszenie dodam ,że w następnej części Piotra będzie bardzo mało ,a potem... Pozdrawiam serdecznie 😏🌺.
wtorek, 28 marca 2017
,,Grzechy młodości'' miniaturka 2/2
Prawie zapomniałam ,że miałam wstawić tą drugą część dzisiaj.
Zakończenie zmieniłam i mam nadzieję ,że przypadnie Wam do gustu.
Pozdrawiam i do zobaczenia wkrótce. 😉♡💖
, Grzechy młodości’’
2/2
Miniaturka
, Nienawiść
to miłość, która poszła złą drogą’’ L.M.Montgomery.
Dobrzański rozważał spędzenie dwóch
tygodni w Kenii, ale z drugiej strony źle czułby się zostawiając Lenkę po
opieką swoich rodziców, aż na czternaście dni. Zachowanie niedojrzałego,
egoistycznego człowieka. Nie mógł tak postąpić, choć ostatni miesiąc okazał się
strasznie pracowity i ledwie starczało mu na cokolwiek czasu. Sytuacja, w
jakiej się znalazł nie należała do najprostszych. Z Pauliną podróżował i
zostawiał Lenkę pod opieką niani lub dziadków, ale po drugim rozwodzie nie
chciał jeździć sam. Przeglądał właśnie oferty last minute all inclusive . Perspektywa kilku dni poza krajem kusząca, ale chyba
nie dla mnie.
Nie zabukował jeszcze biletu. Położył
się na brązowej, skórzanej kanapie i sięgnął po czasopismo sportowe, ale szybko
je odłożył i włączył pięćdziesięcio dwucalową plazmę. Rzadko oglądał, a jak już
to filmy ze szybkimi zwrotami akcji lub mecze. Przeważnie piłki nożnej. Sam,
kiedyś grał w drużynie piłkarskiej i marzył, aby stać się jednym z tych na
boisku, ale z powodu kontuzji zrezygnował z marzeń o karierze piłkarza i poszedł
w ślady ojca kończąc ekonomię i zarządzanie, żeby przejąć rodzinny interes.
Firmę odzieżową. Z początku moda niewiele go interesowała, ale z ubiegiem czasu
zaczęło się to zmieniać. Ze sportu całkowicie jednak nie zrezygnował. Ćwiczył
sporo na siłowni wraz z najlepszym przyjacielem. Poznali się na studiach.
Przyjaźń przetrwała do dziś. Zerknął na zegarek. Matka z Lenką powinna być
dwadzieścia pięć minut temu. Spóźniała się, czego nigdy nie robiła. Lena
kończyła zajęcia o czternastej czterdzieści, ale potem godzinę miała basen, na,
który zawoziła ją Helena. Zaczął powoli się niepokoić. Zadzwonił,
ale usłyszał jedynie dźwięk automatycznej sekretarki. Zrezygnowany zajął
ponownie miejsce na kanapie. Spojrzał na ekran telewizora.
- Spotykamy się już drugi raz w tym
jakże pięknym mieście. Wiele osób twierdzi, że tu wolniej się żyje niż na
przykład w Warszawie. Jakbyś się do tego odniosła?- Zapytała dziennikarka.
- Warszawa jest moim miastem rodzinnym.
Mieszkałam tam do rozpoczęcia studiów. Stolica zawsze będzie dla mnie w pewien
sposób ważna. Natomiast Kraków poznałam, jako młoda studentka, która nie do
końca wiedziała, czego chce.
- Słyszałam, że miałaś problem z
mówieniem, nie’’. Jak poradziłaś sobie z asertywnością?
- Wcale ( śmiech). Miewam takie momenty
w życiu, gdy mam spory problem z odmawianiem. Wciąż się tego uczę.
-Jako nastolatka leczyłaś się z
kompleksów?
- Zawsze nie lubiłam swoich piegów.
- Poważnie?
- Tak. Mając dziewięć lat podebrałam
mamie kosmetyki i użyłam za ciemnego podkładu. Szczerzę mówiąc wyglądałam nie
fajnie.
- Co na to mama?
- Omal mnie nie zabiła. ( śmiech). A
poważnie dostałam szlaban i na tym się skończyło. Oprócz piegów nienawidziłam
swojej figury. Inne dziewczyny jadły niemal wszystko i nie przybierały na
wadze. Ze mną było inaczej. Wyrzeczenia nie są czymś, co lubię. Zwłaszcza
nieraz przychodzi ochota na batonik czy na przykład kotleta schabowego.
(śmiech). Jestem wegetarianką od kilku lat.
- Słyszałam, że zostałaś nią po walce z
chorobą.
- Wolałabym pozostawić to bez
komentarza.
-Dlaczego nie chcesz o tym mówić?
- Zrobiłam, coś, czego nie potrafię
sobie wybaczyć …
- Nie próbowałaś?
- Wielokrotnie, ale odpuszczała mnie
odwaga, bo to wiązało się z zmierzeniem się z przeszłością, lękami i stanąć
twarzą w twarz z pewnym człowiekiem.
- Był ważny w twoim życiu?
- Najważniejszy.
- Mowa o twoim byłym mężu?
- Tak. Rozwiodłam się po półtora roku.
Byliśmy młodymi, zakochanymi przekraczającymi granice, ludźmi. Nie dojrzeliśmy
do stałego związku.
- Aktualnie szukasz miłości czy może ją
znalazłaś?
- Lepiej zmieńmy temat.
- Oczywiście. A wracając do tematu
aktorstwa właśnie skończyłaś prace nad nowym projektem. O czym będzie? Uchylisz
rąbka tajemnicy?
- Film opowiada o przyjaźni, trudnej
miłości i poświęceniu. Natan gra mojego narzeczonego.
- Znaliście się wcześniej?
- Spotkaliśmy się w teatrze, ale nie
mieliśmy okazji razem zagrać.
- O czym jeszcze będzie ta produkcja?
- Przede wszystkim o uczuciach i tym, że
czasami ufamy komuś za bardzo.
- Gdzie można cię obecnie spotkać?
- W teatrze, Komedia’’ w Warszawie.
- Tylko dla, Życie gwiazd’’ Urszula Lena
Mazur.
Mężczyzna chciał wyłączyć telewizor, ale
powstrzymała go dziewczynka, która od pięciu minut oglądała z nim nie zdejmując
nawet cienkiego deszczowego płaszczyka w odcieniu bladego różu.
- Znam tą panią – odezwała się niespodziewanie
machając nogami w powietrzu.
- Skąd ją znasz?- Zapytał podejrzliwie
przyglądając się małej. – Przecież to aktorka.
- Ze spotkania w szkole
-, Jakiego spotkania?- Dociekał, a jego
szare komórki pracowały na najwyższych obrotach. – Cała moja klasy była na tym
spotkaniu. Opowiadała o aktorstwie i jak radzić sobie z tremą. Zrobiłam sobie z
nią zdjęcie.
– Nie wyraziłem zgody na żadne zdjęcia
…- zamilkł. – Nie masz przecież komórki ani aparatu.
- Babcia mi kupiła ostatnio i mówiła, że
to wcześniejszy prezent urodzinowy. Ta pani jest znaczy była miła. Dała mi taką
bransoletkę chcesz to ci pokaże.
- Nie wolno rozmawiać z obcymi.
Zwłaszcza osobami z telewizji.
- Dlaczego?- Wpatrywała się wielkimi
okrągłymi oczami w mężczyznę. – Ola ją oglądała w serialu i mówi, że jest
fajna.
- Nie używaj przy mnie słowa, fajna’’.
Pamiętasz, co ci mówiłem?
Pokręciła przecząco główką i zaciskała
dłoń na jasnej sukience.
- Nie wolno ufać ludziom i wierzyć we
wszystko, co mówią- odparł oschło.
-, Ale dlaczego? Ola mówi, że
jej mama chodzi do teatru i …
- Po prostu… nie możesz z nimi
rozmawiać. Koniec tematu- uciął dyskusję.
- Tatusiu, to nie argument- wtrąciła
cicho. – Pani Ula nie zrobiła nic złego.
- Idź odrób lekcje – rozkazał.
Wstała i uszła parę kroków zatrzymując
się nagle.
- Tatusiu...- Zaszkliły się jej oczy.
- Tak?
- Nie kochasz mnie …Nie chcesz tak jak
mama, prawda?- Wydusiła płaczliwie i pobiegła na górę.
- Lena, Lenka!- Zawołał.
W odpowiedzi usłyszał trzaśnięcie
drzwiami. Zastanawiał się czy usłyszała telefoniczną rozmowę z jego
matką.
,, Dom bez drzwi i okien dryfujący na śnie,
po jeziorze ślepoty, naiwności mgle. ''
****
Następnego dnia śniadanie mijało w
kompletnej ciszy. Lena mieszała łyżeczką w płatkach w kształcie gwiazdek, ale
ich nie jadła. Marek przeglądał coś na laptopie i przez przypadek trafił na
zdjęcie aktorki z wczorajszego programu.
Nareszcie cię odnalazłem. Pytanie czy
nasze spotkanie coś zmieni? Wpłynie na moją i twoją przyszłość?
Zamknął stronę i odłożył laptopa.
Rozbolała go głowa. Za oknem świeciło słońce w przeciwieństwie do poprzedniego
dnia.
- Jedz, za chwilę jedziemy- odezwał się
przerywając ciążącą cisze.
- Tato pamiętasz mamę?
- Zbieraj się, jeśli nie chcesz spóźnić
się na lekcje- zmienił temat. – Czy mama naprawdę nie żyje?
- Tak- skłamał. – Ubieraj kurtkę i buty.
- Jest za ciepło na kurtkę. Przeziębię
się i będziesz musiał zawieść mnie do lekarza. Przynajmniej nie pójdę do
szkoły.
- Nie wolno opuszczać lekcji- oznajmił.
– Nie lubisz szkoły?
- Lubię, ale Dawid śmieje się ze mnie.
Mówi, że mama zostawiła mnie, bo jestem brzydka.
- Nie jesteś brzydka- zaprzeczył. –
Jesteś najpiękniejszą dziewczynką na świecie- powiedział z uśmiechem głaszcząc
ją po ciemnych włosach.
- Chciałabym mieć mamę jak inne dzieci-
w głosie słyszał nutą smutku.
Pragnął stworzyć małej normalny dom, ale
to nie było takie proste. Praca, dom, córka. To jego cały świat. Paulina
odeszła w niebyt. Przed nim spotkanie z Ulą.
****
W połowie kwietnia temperatura wzrosła
do ponad dwudziestu stopni. Wieczór również był zaskakująco ciepły. Lenka
nocowała u dziadków, a perspektywa samotnego wieczoru mu nie odpowiadała. W
domu znalazł dwa bilety do teatru. Nie pamiętał, od kogo. Postanowił pójść. Nic
o tej sztuce nie wiedział. Postanowił zaryzykować i udać się do teatru na
spektakl.
Na scenę weszła nieznana aktorka. Skupił
się na sztuce. Podobało mu się. Naprawdę podobało się. Kobieta spojrzała
przelotnie w jego kierunku i zeszła ze sceny. Odnosił dziwne wrażenie, że ją skądś kojarzy.
Czyżby przyjaciółka Uli?
,,Bo świat czarno - biały kolor ma,
bajka żyła tylko raz,
rzeczywistość tego dnia wita nas''
Przypadek sprawił, że w pierwszym
rzędzie dostrzegł swoją pierwszą żonę.
Oglądał z nią zaledwie dwa wywiady.
Ostatnio w sobotę była w telewizji śniadaniowej. Opowiadała o fundacji dzieci
chorych na białaczkę. Temat poruszył go i sam postanowił wpłacić na konto
pieniądze. Sądził, że Ula nie ma serca tymczasem jej zachowanie przynajmniej
to, na świetliku’’ wyraźnie temu przeczyło.
Kochał swoją pracę, a ludzie szanowali
go, jako prezesa dużej firmy. W życiu prywatnym nie układało mu się pomyślnie,
chociaż cieszył się, że ma śliczną, mądrą córkę i żałował jedynie, że jej matka
okazała się podłą suką. Lence mówił, że umarła, bo tak było prościej. Dwa
małżeństwa za sobą, ale bez przerwy czuł coś do pierwszej żony.
- Marek !
Odwrócił się niepewnie słysząc swe imię.
- Przyszedłeś, bo pomyślałeś, że gram w
tej sztuce?- Spytała zaciskając drżące palce na czarnej kopertówce.
- Dzisiaj nie liczyłem cię tu spotkać-
odpowiedział nie ukrywając zdenerwowania. W szarych oczach dominował ból.
- Ja również
- Doprawdy?- Spytał z sarkazmem. – W
szkole też pojawiłaś się przypadkiem? Akurat, do której uczęszcza moja córka? –
Ironizował.
- Przyznaję. Wiedziałam o tym, bo
śledziłam was.
-, Co?!- Krzyknął. - Nie chcę mieć z
tobą nic wspólnego- syknął.
- Pozwól mi…
- Nie – przerwał jej brutalnie. – Miałaś
mnóstwo czasu na wyjaśnienia. Porzuciłaś dziecko? Czy ty zdajesz sobie sprawę z
tego, co zrobiłaś- spojrzał jej głęboko w oczy?
Zwiesiła ciężko głowę pod ciężarem
wspomnień i wyrzutów sumienia. Zdawała sobie sprawę z swych grzechów
popełnionych w młodości. Z lazurowych oczu zniknął nagle chłód i obojętność.
Zastąpiło ją napięcie i tęsknota. Stał przed nią człowiek, z którego biła
obojętność i gniew, ale gdzieś w środku tliły się uczucia.
- Po powrocie z Hiszpanii wykryto u mnie
raka.
- Chcesz wziąć mnie na litość?!- Oburzył
się. – Kariera była dla ciebie ważniejsza. A może sypianie z coraz to nowym
celebrytą?
- Nie masz prawa mnie oceniać!-
Zawyrokowała. – Szybko się pocieszyłeś po moim odejściu. Pokonałam chorobę.
Skończyłam chemioterapię, a ty byłeś już z Pauliną. Nie wiedziałam, że
wyzdrowieję. Nie oddałam jej przecież do domu dziecka ani nie porzuciłam na
śmietniku- rzekła z lekką irytacją. – Za kogo ty mnie masz?
- Gwiazdę, której uderzyła woda sodowa
do głowy. Wiesz, kim jesteś dla córki?
Pokręciła głową z dezaprobatą. Słowa
raniły jak ostrza. W oczach kobiety coś się zmieniło. Czyżby
dostrzegł skruchę w dwóch błękitach?
Musiał myśleć przede wszystkim o córce.
Mała żyje w przekonaniu, że mama nie żyje. Jak miał wytłumaczyć, że kłamał?
- Odpowiem ci- dodał po chwili. – Nikim.
Nic dla Leny nie znaczysz- powiedział szorstko.
- Przepraszam- wydusiła.
Zaśmiał się nerwowo. Wpatrywała się w
niego osłupiała.
-Mogliśmy być szczęśliwi. Wychowywać
razem córkę, ale wszystko zniszczyłaś- ciągnął głosem przesiąkniętym jadem. –
Wolałaś zabawiać się z jakimś dupkiem. Skąd wiedziałaś, że dziecko jest moje?
Milczała. Wpatrywała się w swoje
granatowe paznokcie.
- No, powiedz mi –ponaglił ją. – Dalej!
Powoli tracił cierpliwość. Szczęka mu
zadrżała. Byli w miejscu publicznym. Emocje musiał trzymać w ryzach. Czy tego
chciał czy nie?
- Nie spałam z nikim oprócz ciebie. Nie
zdradziłam cię. Powiedziałam tak, żebyś pozwolił mi odejść. Zniósłbyś
codziennie patrzeć na moje chore ciało? Wypadły mi włosy. Wyglądałam okropnie.
Ciągle wymiotowałam i chudłam. Wyglądałam jak anorektyczka. W dodatku łysa.
Lekarze dawali mi średnie szanse, ale złe znosiłam chemię. To najgorsze chwile
w moim życiu. Przy życiu trzymało mnie, że moja córeczka jest bezpieczna.
Mieszkałam wtedy u rodziców. Oni nie mieli pojęcia o małej, bo od kilku lat
mieszkają w Toruniu. Rozpoczęłam leczenie dopiero po urodzeniu. Lekarka zrobiła
jej zdjęcie. Mam je nawet teraz w torebce. I jeszcze jedno. To Lilka przyniosła
niemowlę w nosidełku pod twoje drzwi. Ja nie mogłam już wstać z łóżka. Dali mi
małą na krótki moment. Potem straciłam przytomność. Według Lilki oddanie
dziewczynki pod twoją opiekę było najlepszym rozwiązaniem. Znała moją historię,
a ja walczyłam o każdy dzień.
Wyciągnęła i podała mu fotografię
dziecka.
Przypadkiem dotknęła jego dłoń. Zapatrzyli się w swoje źrenice jakby
widzieli się po raz pierwszy. Wzrok mężczyzny ześlizgnął się na jej usta.
Poczuła gorąco w brzuchu.
Zmniejszyła się odległość między nimi.
Napięcie było mocno wyczuwalne. Nie zwracali uwagi na nic.
Nie ufaj jej! To oszustka i
manipulatorka. Znów kłamie i pragnie zniszczyć życie Lenki i moje.
Ostrzegał w głos głowie. Bez niej czuł
się niepełny, a z nią wątpiłby czekała go spokojna przyszłość. Lenka nie
powinna żyć w blasku fleszy. Sam o swoim życiu prywatnym nie opowiadał.
Podobnie jak Ula od czasu do czasu można zobaczyć go na okładce jakiegoś
magazynu modowego, brukowca. Na bankiety bez córki. Zostawała u Heleny i
Krzysztofa. Mała podbiła ich serca. Ciekawa, mądra, żywiołowa i strojnisia.
- Gdybyś nie zataiła prawdy i kłamała
byłbym przy tobie. Poradzilibyśmy sobie z tym razem- odpowiedział spokojnie i
ujrzała przez ułamek sekundy niegdyś widziane iskierki w oczach.
- Wybaczysz mi?- Spytał z nadzieją. –
Proszę- wyszeptała głaszcząc czule jego szorstki policzek. Ukradkiem zerknęła
na lewą dłoń. Uśmiechnęła się z ulgą.
- A Lenka?
- Nie jest gotowa na taką rewolucję w
życiu. Osiem miesięcy temu rozwiodłem się z Pauliną. Chociaż Lena jej nie
polubiła.
Marek wypomniał pewnego czerwcowego dnia
Uli wszystko, co dotyczyło małej. Zajmował się nią, gdy była malutka. To on
chodził do przedszkola i zabierał ją na plac zabaw czy lody. Towarzyszył jej w
tym ważnym dla niej dniu. Mianowicie pierwszego września w szkole. Zawoził do
dziadków i odbierał. To on w wieku trzech lat przerażony zawiózł małą do
szpitala z wysoką gorączką. Siedział przy łóżku w czasie szpitalnego pobytu.
Paulina zabierała ją jedynie na zakupy i do kawiarni, ale mała podchodziła do
niej z dystansem. Traktowała chłodno i obojętnie. Ignorowała jej polecenia.
Paulinie brakowało cierpliwości do tego dzieciaka, choć przy mężu próbowała
zachować spokój i nie odnosiła się do dziewczynki źle.
Panna Mazur zaczynała rozumieć jak wiele
straciła. Marek był uparty i nie chciał dać drugiej szansy. Spotykali się w
sprawie Lenki i oboje tłamsili wewnątrz uczucia.
****
Chwyciła skraj połyskującej srebrnej
sukni mieniącej się w blasku reflektorów. Dziennikarze i fotoreporterzy nie
odstępowali jej ani na krok. Ujęła kieliszek z szampanem w szczupłe, długie
palce i posłała brunetowi uroczy uśmiech. Tysiące par pożerało ją wzrokiem, co
niekoniecznie podobało się jej byłemu mężowi. Zabrał ją na bankiet. Pshemko
rozpływał się od komplementów na temat nowej kolekcji. Długie suknie z długimi
rękawami i odkrytymi plecami stał się hitem. Zarówno modelki jak i pozostali
ludzie z show-biznesu chętnie ubierały takie sukienki na różnego rodzaju
wyjścia. Projektant zaprojektował na prośbę Marka także kreacje dla Urszuli.
Nie prowadzili wojny i nie szli do sądu, aby ustalić, kiedy Ula może zobaczyć
się z córka. Uzgodnili to między sobą, lecz nie wyjawili małej jeszcze
tajemnicy. Dobrzański przestawił, Ulę jako swoją znajomą. Nawet nie dziewczynę.
Lenka średnio odnajdywała się w tej nowej sytuacji. Zwykle tata nie
przyprowadzał do domu koleżanek oprócz Pauliny, którą przedstawił od razu, jako
narzeczoną i zamieszkała z nimi.
Marek oczekiwał na Ulę siedząc jak na
rozżarzonych węglach w salonie. Lenka kucając na dywanie w białych rajstopach i
błękitnej sukience czesząc włosy ulubionej Barbie. Zadzwonił dzwonek
- Tatusiu ja otworzę!- Krzyknęła i
popędziła do drzwi rzucając lalkę i grzebień na podłogę.
- Witaj- przykucnęła przy małej i wyjęła
z dużej papierowej torby dużego, białego misia z czerwoną kokardką.
- Nie chcę głupiego misia – rzekła ze
złością i cisnęła w Ulę.
- Lenka – próbowała mówić do niej
łagodnie.
- Słyszałam. Wszystko słyszałam-
wykrzyczała ze łzami w niebieskich tęczówkach.
-, Co takiego?
Marek stanął za dziewczynką
przysłuchując się rozmowie i nie wtrącając się.
- Tato …powiedz, że to nie moja mama-
zachlipała i spojrzała na niego.
- Lenka, widzisz…- uciął zakłopotany.
- Jestem twoją mamą- wyręczyła go
kobieta.
- Nie mam mamy! Nie kochasz mnie jak
tatuś- wykrzyczała i wtuliła się w tatę. – Idź stąd. Nie chcemy cię. Ty
umarłaś!
- Lena nie wolno tak mówić- zwrócił jej
uwagę. – Twoja mama była chora i nie mogła się tobą zająć – wyjaśnił
przykucając, by być na poziomie córki. Spojrzał w zapłakaną twarz małej
szatynki i przytulił ją.
Ula zmieszana stała wciąż w progu
trzymając w dłoniach dużego misia.
- To ja już pójdę- wycofała się i
zostawiła zabawkę.
Następne dni okazały się krokiem milowym
w relacjach matka- córka. Towarzyszył im Marek, ale mała oswajała się stopniowo
z nową sytuacją i nie chowała urazy do Uli. Nie pozwała jednak się przytulać
ani czytać bajek. Ten przywilej miała, tylko babcia Helena albo tata. Czasami w
razie wyjątku wujek Aleks, który odwiedzał Marka i jego rodziców. Paulina
zaszyła się w Grecji i spokojnie żyła u boku Jaspera. Podróżnika i pisarza.
*****
Zataczał kółeczka na jej brodawce i
przyglądał się jej ślicznej alabastrowej skórze lśniącej od potu i granatowe
oczy intensywnie utkwione w jego szarych. Podniosła głowę i położyła na nagim
torsie i wodząc opuszkami palców po ciele bruneta. Oddechy nieco już się
wyrównały od przeżytego przed kilkunastoma minutami stosunku. Truskawki w
czekoladzie leżały na tacy obok stojącej butelki szampana. Zeszłej nocy karmili
się nimi nawzajem popijając szampanem, a potem kochali do białego rana. Budząc
się dopiero przed południem. Marek wziął wolne z pracy po wczorajszym bankiecie
i tak kazał wszystkim przyjść na dziesiątą, a Violetta ze względu na wyjazd z
Sebastianem na miesiąc miodowy mieli wolne.
- Kocham cię – nachyliła się musnęła
jego usta.
- Kocham cię- powtórzył.
- Przepraszam, że byłam taką pieprzoną egoistką.
Zaoszczędziłabym wszystkim cierpienia.
- Przestań. Wybaczyliśmy ci. Lenka i ja.
Mamy szansę stworzyć normalną rodzinę- podniósł się lekko na łokciu i dotknął
jej włosów.
- Nienormalną- poprawiła go. – Tabloidy
uważnie śledzą moje losy – usiłowała go przekonać, że to się nie uda.
- Nie tylko twoje- odparł. – Uda się
nam. Kochamy się, mamy dziecko, co więcej trzeba?
- Ślubu- podpowiedziała.
- I on też będzie – zapewnił. – Cywilny,
bo oboje nie chodzimy do kościoła. Coś zmieniło?
- Nie- zaprzeczyła. – W dalszym ciągu
jestem niewierząca.
Podniosła się z łóżka bez skrępowania
pokazując mu się naga. Pożerał wzrokiem jej ciało. Kształtne pośladki, wcięcie
w talii, długie nogi i jędrne piersi. Włożyła z powrotem złotą suknie i
zerknęła na niego.
- Za parę dni opuszczam Warszawę. Jadę
do Madrytu- rzuciła mimochodem.
- Do Madrytu?- Upewniał się czy dobrze
usłyszał.
- Na parę dni. Mam podpisany kontrakt z
pewną marką i reklamuję perfumy- wyjaśniła. – I niedługo premiera nowego
spektaklu i rusza pilotażowy odcinek nowego serialu ze w mną w roli głównej.
Wstał ubierając jedynie bokserki w
kratkę.
- Wiem. Umówmy się, że spotkamy się dwa
dni po twojej premierze. Przyjdź na dwudziestą pierwszą. Adres znasz?
- Znam.
- Śródmieście ulica Wilanowska 21
- Okej. Do zobaczenia- uśmiechnęła się.
- Do zobaczenia – rzekł odwzajemniając
uśmiech i uścisnął jej dłoń.
- Nie mogę się doczekać- szepnął jej do
ucha.
- Ja też
Marek położył dłoń na jej plecach i nie
zastanawiając się pocałował mocno.
****
****
- Nadal nie umiem gotować – wyznała bez
skrępowania.
- Czyli nic się nie zmieniło- podsumował
i uśmiechnął się do niej odsłaniając garnitur białych zębów.
Zachwycony zlustrował ją zachwyconym
wzrokiem konesera piękna. Płócienna czerwona sukienka średniej długości z
odkrytymi rękawami. Włosy lekko podpięte na czubku głowy. Brunetka w dłoni
trzymała butelkę półwytrawnego wina.
- Jestem za wcześnie?
- Wejdź- zaprosił ją do środka.
- Lenka śpi?- Spytała cicho.
- Właśnie zasnęła po dwukrotnym
przeczytaniu,, Alicji w krainie czarów’’.
- To jej ulubiona bajka?
- Zaraz po, Calineczce’’.
Mieszkanie zrobiło na niej duże
wrażenie. Przestronny hol i duży salon połączony z kuchnią. Wielki stół, przy
którym mogło się zmieścić, co najmniej dziewięć osób. Ciemne meble i
bladoniebieskie ściany oraz czarna wyspa kuchenna z lekkim połyskiem.
Zabrał od niej wino i poszukał
korkociągu. Przegarnęła ciemne kosmyki wysunięte z upięcia, które co chwilę
opadały na czoło i obserwowała Marka. W białej koszuli w szarą kratkę i
ciemnych spodniach od garnituru prezentował się świetnie. Trzydniowy zarost nadawał
jego twarzy surowości i męskości. Bez wątpienia był w jej typie i znów od nowa
zakochiwała się w nim. Przypomniała sobie ich podróże i wyjścia do restauracji.
Nigdy nie gotowali.
Ściany białe połączone z błękitem.
Szklany żylandor. Na półkach różnorodne opasłe tomiska. Pobieżnie czytała
tytuły. Zasiadła do udekorowanego stołu. Paliły się czerwone świece.
Zamówili jedzenie, a kolacja upływała w
miłej atmosferze. Zakończyli ją wspólnym prysznicem i namiętną nocą.
Rankiem obudziła się bardzo szczęśliwa i pełna nadziei na przyszłość. Nie zamierzała zmarnować szansy jaką dał jej Marek i jej córka. Również tej podarowanej od losu. badała się regularnie ,aby mieć pewność ,że nowotwór nie wraca i naprawdę jest zdrowa. Nie oznaczało to jednak długiego życia bez nawrotu raka tarczycy. Postanowiła cieszyć się z tego ,co ma.
- Spróbujmy- rzekła odwracając się w jego
stronę. – Stworzyć prawdziwą rodzinę- dodała psikając się perfumami.
- Zgadzasz się zamieszkać ze mną i Lenką?
- Uhm- mruknęła. - Tylko czasami będę wyjeżdżać - ostrzegła.
- Damy radę- oparł pewnie. - Weźmiemy ślub i postaramy się o rodzeństwo dla Lenki.
Zbladła.
- Nie mówisz serio- wyjąkała.
- Mówię. Nie chcesz?
- Teraz nie ,ale po ślubie ...i jak skończą się zdjęcia do serialu to może...Będziemy
szczęśliwi. Do trzech razy sztuka- zaśmiała się.
Podszedł do niej i obrócił w swoją
stronę wpijać się zachłannie w malinowe usta.
- O fuj!- usłyszeli głos Lenki ,która
zakryła oczy.
Wybuchnęli śmiechem i potargali jej
włosy.
- Jak ja wyglądam?- zrobiła zabawną minę
i pobiegła po szczotkę.
Koniec!
Subskrybuj:
Posty (Atom)










