Strona Główna

niedziela, 9 kwietnia 2017

,,Ocal moje serce'' 9


Rozdział zawiera wulgaryzmy !

Dzwo­niąc po raz trzeci uświa­do­miła sobie dopiero powód nie­ode­bra­nych połą­czeń. W War­sza­wie docho­dziła trze­cia w nocy. Zdą­żyła się dawno już przy­zwy­czaić do zmiany cza­so­wej i innego kli­matu. Wio­sna w Geor­gii wyglą­dała nieco ina­czej niż w Pol­sce i ta zmiana doty­czyła rów­nież pozo­sta­łych pór roku. Zde­cy­do­wała, że póź­niej spró­buje ponow­nie o innej godzi­nie. W port­felu znaj­do­wał się bilet kole­jowy ode­brany rano w spe­cjal­nym kio­sku, gdy kupo­wała go w Pol­rail Service. Zapla­no­wała podróż do Nowego Jorku, bo od pół­tora mie­siąca tam miesz­kała jej nowa przy­ja­ciółka Maddy z mężem Wilia­mem i trzy­let­nią Lisą oraz trzy­na­sto­let­nim Bil­lem z pierw­szego mał­żeń­stwa. Maddy zała­twiła dla niej pracę. Nie­stety nie w zawo­dzie, ale na począ­tek wystar­czy. Musiała zacząć nowe życie na razie zagra­nicą zbie­ra­jąc pie­nią­dze na sprawę roz­wo­dową i powrót. Wyobra­żała sobie, że jest już z rodziną. Betti, która nie­wąt­pli­wie za nią tęskni, tata nie­ma­jący poję­cia o jej życiu w USA. Nie wspo­mi­na­jąc o przy­ja­cio­łach i pew­nym czło­wieku cze­ka­ją­cym na nią jak dziecko na gwiazdkę. Wiele rze­czy zasko­czyło ją tu, ale też poszcze­gólne sytu­acje. Deko­ra­cje domów na Halloween, ruch lewo­stronny i drzewka wiel­ka­nocne, które miała oka­zję widzieć oraz poszu­ki­wa­nie jajek orga­ni­zo­wane dla naj­młod­szych. Nie­stety nie dla wszyst­kich, ale Maddy z dziećmi się zała­pała i ze szcze­gó­łami jej o tym opo­wie­działa, gdy wpa­dła z wizytą. Piotr wyszedł zaraz po przyj­ściu kobiety i powie­dział, że idzie do jakie­goś kolegi. Nie uwie­rzyła, bo potra­fił zra­zić do sie­bie nie­mal wszyst­kich.
**** Przy­tknęła twarz do zim­nej szyby w pociągu i wodziła wzro­kiem po roz­ma­zu­ją­cych się obra­zach za oknem. Znu­dziło ją bez­myślne patrze­nie, więc zabrała za prze­glą­da­nie jed­nej z teczek. Z nie­do­wie­rza­niem czy­tała infor­ma­cje zawarte na pew­nym doku­men­cie. Nie zauwa­żyła, że pła­czę dopóki jedna ze sło­nych kro­pel nie spa­dła na zadru­ko­waną kartkę. To było niczym wyrok śmierci. Oparła się o zagłó­wek sie­dze­nia i wes­tchnęła ciężko z roz­pa­czy. Spa­dło to na nią jak lodo­wany deszcz w środku lata. W tym wypadku nie koniecz­nie przy­no­szący ulgę i uko­je­nie. W nie­bie­skich tęczów­kach zawi­tał bez­kre­sny smu­tek, ból i nie­do­wie­rza­nie. Zada­wała sobie pyta­nie, które zada­łaby sobie nie jedna osoba w jej sytu­acji. Dla­czego ja? Z całych sił pra­gnęła zakoń­czyć etap życia z Pio­trem, a tu oka­zało się, że to mał­żeń­stwo i bycie z nim mogło napięt­no­wać ją czymś nie­zma­zy­wa­nym i pogrze­bać wszyst­kie nadzieje i plany na przy­szłość. Liczyła jedy­nie na cud. Nie skon­tak­tuje się z Mar­kiem. Nie chcę wię­cej robić mu złud­nej nadziei. Po policzku spły­nęła kolejna gorzka łza, a za nią następne. Prze­tarła je lekko odgar­nia­jąc przy­kle­jone do twa­rzy włosy i skon­cen­tro­wała myśli na czymś innym. Zasnęła śniąc o pięk­nym, baj­ko­wym życiu z księ­ciem u boku i cudow­nym dziec­kiem śmie­ją­cym się i bie­ga­ją­cym po świeżo sko­szo­nej tra­wie w ogro­dzie. Prze­bu­dziła się będąc już pra­wie na miej­scu. Zabrała bagaże. Wiele ich nie miała. Zale­d­wie mała torebka i walizka śred­niej wiel­ko­ści.
***
Manhattan, Nowy Jork
Pijąc sok limo­nowy na tara­sie z Maddy opo­wia­dała jej pokrótce o dziw­nych tecz­kach i poka­zała szo­ku­jący doku­ment. – O Fuck- Maddy wyba­łu­szyła oczy i zer­k­nęła na Ulę. Ta zaś czuła się zagu­biona i potrze­bo­wała wspar­cia kogoś bli­skiego. Pochy­liła głowę patrząc w błę­kitną toń. Ciemny włosy przy­sło­niły się jej nieco twarz i przy­ja­ciółka trudno miała okre­ślić stan emo­cjo­nalny Uli. Maddy kale­czyła dość mocno język pol­ski, więc kon­wer­sa­cję pro­wa­dzili po angiel­sku. Kupu­jąc bilet napo­tkała się na dro­dze na Azjatów i emi­gran­tów z róż­nych miejsc, ale zasko­czyło ją, że tra­fiła aku­rat na polkę roz­ma­wia­jącą z kimś przez tele­fon. – Boję się– wyją­kała Ula. – Czego? Rozwodu? – Inda­go­wała. – Nie zamie­rzasz, chyba się wyco­fać. Bądź kon­se­kwentna w tym, czego pra­gniesz. W twoim przy­padku wol­no­ści i życia z tym. Jak on miał? – Marek – odpowie­działa nie patrząc w jej stronę kobieta. – Wła­śnie. Mark obie­cał zacze­kać, prawda? – Szu­kała odpo­wie­dzi, lecz ta długo mil­czała. – Obiet­nice zazwy­czaj są łamane. Mar­kowi wie­rzę, cho­ciaż zawiódł już moje zaufa­nie. Jego zapew­nie­nia o uczu­ciach uwa­żam za praw­dziwe. Tyle, że ten doku­ment sta­wia naszą przy­szłość pod dużym zna­kiem zapy­ta­nia- wyznała przy­gnę­biona zdej­mu­jąc cie­niutki czarny swe­te­rek i usia­dła na brzegu basenu zanu­rza­jąc wody w cie­płej, prze­zro­czy­stej wodzie. Czerw­cowy upał dawał się we znaki. W kwiet­niu cho­dziła już w krót­kim rękawku, a co dopiero mówiąc o pozo­sta­łych mie­sią­cach. Tu jest pięk­nie i cie­pło, ale … – Nic nie wia­domo. Z góry nie jest prze­są­dzone, że się zara­zi­łaś. Zabez­pie­cza­li­ście się? – Nie cały czas- mruk­nęła zda­jąc sobie sprawę ze swej lek­ko­myśl­no­ści. – Myśla­łam, że nie mogę mieć dzieci to… – Jezu, ależ Ty głu­pia jest. Nikt nie uświadomił cię ,że tu chodzi o coś więcej? Sama doskonale wiesz o co. Oj głupia. – No, dzięki- wymam­ro­tała pod nosem Ula i wsko­czyła do basenu ochla­pu­jąc przy­ja­ciółkę. Ta podnio­sła się z pasko­wa­nego leżaka i w biało-nie­bie­skim stroju sko­czyła do wody i ode­grała się ochla­pu­jąc Ulę dużo moc­niej niż ją. – Te wyniki są wia­ry­godne? – docie­kała. – Sądzisz, że mógł je ktoś sfał­szo­wać? – Nie –od­parła krótko. – Mia­łam na myśli twoje wyniki. – Moje? – Zdzi­wiła się. – Te stwier­dza­jące bez­płod­ność? – Tak. Strasz­nie trudno mi uwie­rzyć w ich wia­ry­god­ność. –Wi­dząc kon­ster­na­cje na twa­rzy Uli zde­cy­do­wała się jed­nak kon­ty­nu­ować. – Gdy­bym potra­fiła Ci pomóc zdrob­ni­ła­bym to, ale jestem. Pro­wa­dzę szkołę klub fit­ness, a to z pra­wem i medy­cyną nie ma nic wspól­nego. W rodzi­nie tylko dwóch kuzy­nów poszli na medy­cynę i jeden mieszka w New Jer­sey, a drugi tam gdzie twój mąż. Ula stłu­miła wes­tchnię­cie. Maddy usi­ło­wała jej pomóc, ale z tymi dwoma spra­wami musiała radzić sobie sama. – Pań­stwo Dowell pytało o cie­bie- wtrą­ciła cicho Maddy. – Masz, tylko jeden pro­blem. Pani Agnes zależy na cza­sie, więc posta­raj się jak naj­szyb­ciej zro­bić prawo jazdy. – Nie, pole­gnę na egza­mi­nach – rze­kła poważ­nie. – Ruch lewo­stronny mnie prze­raża i te skrzy­żo­wa­nia. – A co z nimi nie tak? Zacho­wu­jesz jak­byś dziś przy­je­chała. A nie miesz­kała w Bosto­nie kilka mie­sięcy, a u mnie już ponad mie­siąc. Dzwo­ni­łaś do Marka? – Po, co? – Wzru­szyła obo­jęt­nie ramio­nami. – Jestem wybra­ko­wa­nym towa­rem- szep­nęła i wysko­czyła z basenu zni­ka­jąc za drzwiami tarasu. – Lał, ale laska! – Usły­szała okrzyk i gwiz­da­nie nie­zna­jo­mego. Zatrzy­mała się w półmroku, aby zari­po­sto­wać, lecz zre­zy­gno­wała mając przed sobą ciem­no­skó­rego faceta w samych kąpie­lów­kach. Zigno­ro­wała go i ruszyła przed sie­bie z prze­pa­sa­nym na bio­drach bia­łym ręcz­ni­kiem. Nie słu­chała, aż do momen­tu… – Podasz mi swój numer tele­fonu? – Zapy­tał licząc na pozy­tywną odpo­wiedź wpa­tru­jąc się w nią ciem­nymi oczami. – Sorry, jestem mężatką – odpowie­działa widząc zawód na twa­rzy ciem­no­skó­rego z bry­tyj­skim akcen­tem. Na pomoc Uli przy­szła Maddy i po kil­ku­mi­nu­to­wej roz­mo­wie męż­czy­zna, poszedł.
*** Wiliam był jed­nym z mena­dże­rów nowo­jor­skich gwiazd. Nie­speł­niony muzyk i swego czasu zago­rzały fan komik­sów. Maddy poznał tuż po roz­wo­dzie na kon­wen­cie. Inte­re­so­wała się obse­syj­nie anime i nie wsty­dziła się tego. Przy­ja­ciele uwa­żali ją za dzie­cinną i zbyt sku­pioną na sobie. Dawna przy­ja­ciółka uwa­żała ją za dumną divę i ego­istkę. Pani Col­lins urwała kon­takt i zaprzy­jaź­niła się z dwiema dziew­czy­nami z fit­ness clubu, a obec­nie z Ulą nie­zna­jącą jesz­cze nader dobrze Nowego Jorku. – Ty prze­klęta dziwko! – wydzie­rała się sto­jąc przed apar­ta­men­tow­cem nale­żą­cym do pań­stwa Col­lins. – Po cho­lerę przy­sze­dłeś?! – Ula nie kryła zło­ści i zasko­cze­nia z nie­za­po­wie­dzia­nej wizyty. – Okra­dłaś mnie i prze­sła­łaś przez tego kuta­fona to! – wydarł się macha­jąc pozwem roz­wo­do­wym. Odważ­nie zaci­ska­jąc bla­do­ró­żowe usta spoj­rzała mu w oczy. – Czego nie rozu­miesz? – zapy­tała siląc się na spo­kojny ton. Sosnow­ski zlu­stro­wał ją i zatrzy­mał wzrok na bia­łej bluzce lekko roz­pię­tej spod któ­rej wysta­wał rąbek czar­nej miseczki od biu­sto­no­sza. – Ja się kurwa, nie zga­dzam – ude­rzył w nie­przy­jemny ton i walnął ręką w białą futrynę. – Nie obcho­dzi mnie twoje zda­nie- oznaj­miła lodo­wato. – Otrzy­mam roz­wód nawet bez two­jej obec­no­ści na roz­pra­wie. Zazna­czam, że twoja zgoda jest zbędna, cho­ciaż nie ukry­wam lepiej byłoby, abyś jed­nak poja­wił się w sądzie. – Cie­bie kom­plet­nie popier­do­liło- syk­nął. – Nie chcę roz­wodu. – Mię­dzy nami nic nie ma. Piotr czego ty ocze­ku­jesz? – Dziecka- rzekł poważ­nie. – Żar­tu­jesz? Maddy i Wiliam z pew­no­ścią prędko z pracy nie wrócą, a Bill gra w dru­ży­nie koszy­kówki po zaję­ciach lek­cyj­nych. Lisę musiała ode­brać o dru­giej po połu­dniu. Zaśmiała się sar­ka­stycz­nie. – Wie­dzia­łaś o eks­mi­sji? Powiedz! – zażą­dał nie pozwa­la­jąc żonie zamknąć drzwi przed nosem. – Naro­bi­łeś bała­ganu w swoim życiu to sobie radź, ale nie brudź w moim – powie­działa dobit­nie. – Kie­ru­nek do furtki znasz- dodała. – Doigrasz się nie­wdzięcz­nico, kurew­ska! – zawo­łał z wro­go­ścią. Prze­ko­nasz o tym wkrótce, panie Sosnow­ski. Ja teraz roz­daję karty nie ty.
****
Z hukiem zamknęła drzwi i wypi­ja­jąc dusz­kiem szklankę soku i z impe­tem ją odsta­wiła wyle­wa­jąc resztę zawar­to­ści. Sło­wem nie wspo­mniał o wyni­kach i cho­ro­bie. Przy­go­to­wała wszystko do zro­bie­nia sałatki. Umyła owoce i chwy­ciła nóż. Rozłosz­czona kro­iła owoce do sałatki owo­co­wej i ska­le­czyła się w palec.
Nie do pomy­śle­nia…daw­niej Marka mia­łam za naj­gor­szego dra­nia na świe­cie. Marek jest w niczym z porów­na­niu z tym gadem. Chorym skurwysynem bez serca. Brakuję mi Marka.

– Kon­tak­to­wa­łaś się z Jame­sem Robey'em? – spy­tała bez wstę­pów. Klap­nęła na dużą beżową kanapę i podała Uli szejka z mango i banana. Pokrę­ciła prze­cząco głową i przy­mknęła na moment powieki. Ból głowy nie ustę­po­wał i nasi­lał się, gdy myślała o roz­wo­dzie i Pio­trze zna­ją­cym jej nowy adres. Nie poda­wała mu go. Nawet nie dzwoniła więcej do Dobrzańskiego ani nikogo z Polski.
– Nie zwle­kaj. Pogoń tego pie­przo­nego dupka, który bzyka się z tanimi dziw­kami- mówiła bez­ce­re­mo­nial­nie. – Ja bym dawno kop­nęła go w.
– Stop, lito­ści- zasto­po­wała ją Ula. – Nie jestem taka jak Ty. – To wła­śnie widzę– odparła sucho. – Nie, cho­dziło mi …ach…– nie umiała ubrać myśli w słowa. – Mówisz tak otwar­cie o wszyst­kim. – Ta i klnę bar­dziej od cie­bie, ale nało­gów nie mam- przyznała szcze­rze. – No chyba, że… – Że, co? – zacie­ka­wiła się Ula. – Nie, nic- ucięła. – A Ty lepiej postaw sprawę jasno. Rozwiedź się z nim i koniec- dodała ostro. – Skon­tak­tuję się z panem Jame­sem- przy­się­gała. – Rano zadzwo­nię i umó­wię się na spo­tka­nie. – Pan Robey jest świet­nym adwo­ka­tem. Pomoże ci szybko uzy­skać roz­wód – zachwa­lała pani Col­lins. – Mi też pomógł. – Dzięki. Bez Cie­bie nie dawa­ła­bym rady. Rudo­włosa dotknęła ręki Uli. Kobieta wzdry­gnęła się. – Osza­la­łaś?! Nie doty­kaj mnie!
– Prze­pra­szam, zapo­mnia­łam- kobieta podnio­sła ręce w geście kapi­tu­la­cji.
– Dzwo­nił wczo­raj, gdy by­łaś pod prysz­ni­cem ten twój Mark. – Co?! – Na­pi­sa­łam do niej sms’a w twoim imie­niu. Nie je­steś zła? – Za­biję cię!
____________
Tym razem Marka brak ,ale w następnej będzie. Ps. Marek oddzwonił na ten nieznany numer i przedstawił Maddy jakby ktoś pytał. Pozdrawiam 💖.

wtorek, 4 kwietnia 2017

,,Ocal moje serce'' 8



Klub, 69’’ * -Ula wraca do War­szawy i poin­for­mo­wała o tym Violę? Wie­rzysz w to? – Dopy­ty­wał wąt­piąco bru­net. – Nie bar­dzo- mruk­nął Olszań­ski. – Jeżeli to prawda, to wkrótce będziesz miał oka­zję jej wszystko wyja­śnić. – I co z tego- udał obo­jętny ton i prze­lot­nie zer­k­nął na przy­ja­ciela i popro­sił o następną por­cję alko­holu. – Z resz­tą…– wes­tchnął. – Ula jest mi winna bar­dziej wyja­śnie­nia niż ja jej. Ona moją prawdę zna, a ja jej nie. Mści się czy, co? – Marek… może już wystar­czy- Seba zer­k­nął na szklankę trzy­maną w dłoni przy­ja­ciela? – Sam o tym zade­cy­duję– burk­nął. – Przed­wczo­raj pijany pła­ka­łeś w łazience na podło­dze oglą­da­jąc jej zdję­cie i mówi­łeś, Moja mała dziew­czynka, biedna dziew­czynka’’. Odwio­złem Cię do domu, bo sam nie byłeś w sta­nie zro­bić paru kro­ków, żeby na nie wpaść na jakieś przedmioty w miesz­ka­niu. – Nic nie pamię­tam – wyznał dra­piąc się po brwi. – Jesteś pewny, że przed­wczo­raj? – Tak – potwier­dził. – Zapro­wa­dzi­łem Cię do łazienki i zasta­łem Cię w takim sta­nie, że lepiej nie pytaj. Maza­łeś się i uża­la­łeś. Mówi­łeś o krzyw­dzie, jaką zro­bi­łeś Uli i o jakimś dziecku. – Jakim dziecku? – Zdu­miał się. – Nie wiem. – Mówi­łem lub zro­bi­łem… – Pow­ta­rza­łeś w kółko wyzna­nie miło­ści i jej imię. – Pamię­tam jak piłem chyba w Twoim albo moim gabi­ne­cie. Nie pamię­tam powrotu do domu i …– uciął patrząc na przy­ja­ciela. – Stary głu­pio mi, że tak wyszło. Masz rację na dziś koniec. Wypił nie­wiele, ale wie­dząc jak skoń­czyło się to poprzed­nim razem wolał poprze­stać na dokoń­cze­niu tej szklanki i wyj­ściu z klubu. – Naprawdę nic dla Cie­bie nie zna­czy jej powrót? – Nie – skła­mał. – Nie wie­rzę – powie­dział cicho i pokrę­cił głową. – Nie wci­skaj mi kitu. Myślisz o niej cały czas. – Może wynajmę detek­tywa i ścią­gnę ją tu z powro­tem? – Gło­śno się zasta­na­wiał. – Pro­si­łem wręcz bła­ga­łem, by podała mi adres lub numer tele­fonu. Piotr pew­nie zabro­nił jej kon­tak­tów ze mną. Podła kana­lia, sukin­syn, pada­lec. Nie daruję mu tego. O nie! – Krzyk­nął, aż zwró­cił uwagę innych ludzi znaj­du­ją­cych się w klu­bie. – Ula nie wyznała mi całej prawdy. On znęca się nad nią, a może ją więzi? –
Cią­gnął dalej. – Prze­sa­dzasz …cho­ciaż– Seba­stian bez­gło­śnie przy­nał rację. Nie znał Pio­tra zbyt dobrze,ale podob­nie jak Marek nie cier­piał go. W sumie nie znał osoby, która pozy­tyw­nie o nim mówiła. – Cze­kaj, no… wspo­mnia­łeś, że roz­ma­wiała z Vio­lą…– zaczął nachy­la­jąc się w kie­runku przy­ja­ciela mówiąc dość cicho. Olszań­ski obej­rzał się i zauwa­żył, że obok sie­dzi jakaś dziew­czyna w zie­lo­nej sukience i piję nie­bie­skiego drinka przez słonkę posy­ła­jąc im spoj­rze­nia i uśmie­chy zwłasz­cza bru­netowi. Zało­żyła nogę na nogę odkry­wa­jąc nieco za dużo ciała w krót­kiej obci­słej sukience. – Rozma­wiała około trzech-czte­rech dni temu. – Trzy czy cztery. Zasta­nów się i spre­cy­zuj- podniósł się z baro­wego stołka. – Cztery- odparł pew­nie blon­dyn. – Mam jej numer. – Ty bęcwale jeden! Dawaj go! – Omal nie rzu­cił się na Seba­stiana. – Stary, Spo… spo­koj­nie- uniósł ręce i naka­zał usiąść Mar­kowi, który pode­rwał się nagle ze sie­dze­nia. – Macie szansę. Zoba­czysz, a nie­długo będę świad­kiem na Waszym ślu­bie. A pro­pos mał­żeń­stwa to urzą­dzę Ci nie­zły wie­czór kawa­ler­ski. Taki dzień nie nadej­dzie’’– prze­mknęło przez głowę Dobrzań­skiego. – Prę­dzej ona zosta­nie matką – prych­nął i zwie­sił głowę. – Nasze światy są nie do pogo­dze­nia. Dwie roz­chi­cho­tane dziew­czyny na uła­mek sekundy zwró­ciły uwagę dwójki przy­ja­ciół, ale oboje zain­te­re­so­wani nimi nie byli. Mieli wybrane wybranki serca. – Matką? – Spy­tał zszo­ko­wany, a widząc minę Marka wybuch­nął śmie­chem. – Porą­bało cię– zde­ner­wo­wany odsta­wił szklankę i posłał mor­der­cze spoj­rze­nie. – Ależ Ty ner­wowy – Daruj sobie te głu­pie gadki. Seba­stian krztu­sił się ze śmie­chu, a inni patrzyli na nich jak na świ­rów. – Zaraz obiję Ci tę mordę jak nie przesta­niesz- zagro­ził. – Podać coś jesz­cze? – Zwró­cił się do nich bar­man. – Nie, dzię­kuję– odrzekł Marek spoglą­da­jąc na roz­ba­wio­nego kum­pla. Prze­cze­sał kolejny raz heba­nowe włosy i dys­kret­nie rozej­rzał się po lokalu. Dziew­czyna w zie­lo­nej sukience bez­czel­nie obli­zała uma­lo­wane na krwi­stą czer­wień wargi i gapiła się na niego. – Sorry- wyksztu­sił. – Nic nie wiesz? – Wbił w niego wzrok. – O czym? – Przyj­rzał mu się bacz­nie. – Ula i Piotr są w sepa­ra­cji. Nie sypiają ze sobą. Wyga­dała się przy­pad­kiem Violi jak roz­ma­wiały trzy dni temu na Skype. – Że, co? – Zapy­tał otwie­ra­jąc usta i wycze­ku­jąco spoglą­da­jąc mu w oczy. – Ula śpi sama. Dociera? Kąciki ust zadrżały i wygięły się w lek­kim uśmieszku. ,,Czemu nie ze mną roz­ma­wia­łaś? Dla­czego? Pra­gnę od tak dawna ujrzeć Cię, usły­szeć Twój głos… Pro­szę, wróć i kochaj. Tyle i aż tyle. ’’ – Marek, Marek – Seba­stian potrzą­snął ramie­niem bru­neta. – Mani­pu­lo­wa­łem … – A teraz robi to Piotr – Porównujesz mnie do tego…tego…popa­prańca?-zaci­snął mocno wargi. – Zaraz wra­cam- rzu­cił znie­nacka Olszań­ski. – Ale… Długo nie wra­cał z toa­lety. Marek pomy­ślał, że Seba wyszedł jedy­nie na chwilę, a tym cza­sem prze­cią­gała się ona do gra­nic moż­li­wo­ści. Gło­śna muzyka nie prze­szka­dzała wcze­śniej męż­czy­znom w roz­mo­wie, ale teraz bru­neta zaczęła powoli draż­nić i te laski chi­cho­czące i pary oble­pia­jące się w róż­nych miej­scach bez skrę­po­wa­nia. Prze­siadł się na kanapę mając syn­drom ucieczki z tego miej­sca. Daw­niej wyszedłby z pla­sti­kową lalą i zaba­wiał w hote­lo­wym łóżku, a rano bez słowa wymknął z pokoju nie­zau­wa­żany i wra­cał do wiecz­nie wście­kłej, despo­tycz­nej zołzy robią­cej mu wyrzuty z powodu późnych powrotów i kolejnych zdrad. Mają­cej nie­ustan­nie ochotę wydra­pać mu oczy zwłasz­cza, gdy bru­kowce roz­pi­sują się o roz­wią­złym życiu Marka Dobrzań­skiego. Naj­więk­szego Casa­novy w War­sza­wie. Pre­zesa modo­wej firmy Febo&Dobrzań­ski. Zmie­nił się. Dla niej. Urszuli Cie­plak. Skrom­nej, uczci­wej, mądrej, spon­ta­nicz­nej i rodzin­nej
dziew­czy­nie. Zaska­ki­wała go. Poka­zała mu świat, któ­rego nie znał. Żył w sieci kłamstw, nie­zdolny do uczuć, a jedy­nie wie­dział jak zaspo­koić swoje rzą­dze cie­le­sne. Dzięki niej odkrył wnę­trze czło­wieka. Zako­chał się zanim prze­mie­niła się z brzyd­kiego kaczątka w pięk­nego łabę­dzia. Po meta­mor­fo­zie zyskała pew­ność sie­bie i nabyła nowych cech, które nie­zbyt podo­bały się Mar­kowi. Sta­wała się opry­skliwa, ozię­bła nie dawna cie­pła gotowa do poświę­ceń Ula. Wią­żąc się z Pio­trem już nie przy­po­mi­nała daw­nej wer­sji sie­bie. Mimo tlą­cej się miło­ści w ser­cach żyją osobno z dala od sie­bie. Śniąc o sobie wza­jem­nie.
Nie­za­prze­czal­nie połą­czyło ich coś wyjąt­ko­wego, bo zapo­mnie­nie nie nad­cho­dziło, a każdy dzień oddał ich coraz bar­dziej zamiast przy­bli­żać.
***** Dziew­czyna w zie­lo­nej sukience rów­nież wstała i pode­szła do bru­neta. – Sabina – przed­sta­wiła się wymy­ślo­nym imie­niem. – Prze­pra­szam, ale śpie­szę się – Dokąd? – Zatrze­po­tała dłu­gimi, mocno wytu­szo­wa­nymi rzę­sami. Dziew­czyna usy­tu­owała się na wprost Dobrzań­skiego, żeby odse­pa­ro­wać go od blon­dynki nagle zja­wia­ją­cej się niczym duch. Nachy­liła się ku niemu pre­zen­tu­jąc swoje wdzięki. Marek zabrał jej ręce z mocno ści­snął, aż jęk­nęła z bólu. Bły­ska­wicz­nie wstała i popraw­szy kró­ciutką sukienkę wybie­gła z klubu. Zro­biło się lek­kie zamie­sza­nie. Pla­ty­nowa blon­dynka wyko­rzy­stała oka­zję i wdzię­czyła się do męż­czy­zny, ale ujrzaw­szy jego czy ciska­jące gromy, odsu­nęła się. – Ja żar­to­wa­łam- usi­ło­wała się wytłu­ma­czyć. – Rzu­cił mnie chło­pak i… – Nie dzi­wię się – prze­rwał się. – Ja też nie chciał­bym mieć dziew­czyny, która się pusz­cza. Dziwki nie zasłu­gują na miano żon i matek- rzekł z pogardą. – Nic złego nie zro­bi­łam- tłu­ma­czyła się dalej. – Jestem tu pierw­szy raz- szła w zaparte
brnąć w kłam­stwa. – Pierw­szy – zaśmiał się iro­nicz­nie. – Chyba w tym mie­siącu. – No, dobra. Byłam z kole­żanką z dwa razy- przy­znała nie­chęt­nie ukry­wa­jąc liczbę praw­dziwą liczbę w tym klu­bie. – Tań­czy­łaś na sce­nie- drą­żył dalej. – Jestem sio­strą Mira­beli- wyja­śniła. – Ona śpiewa, a ja… – Rozbie­rasz się przed bandą napa­lo­nych face­tów i wymy­ślasz nie­stwo­rzone fakty o mnie do gazet. Po jaka cho­lerę się pytam?! – Uniósł się mając pro­blem z opa­no­wa­niem gniewu, ale nie będzie prze­cież robił scen i tak zwró­cił uwagę nie­któ­rych ludzi prze­by­wa­ją­cych w klu­bie. Sprzeczce przy­glą­dał się bar­man zza lady z opar­tymi o blat, rękami. – Naopo­wia­dała Ci o daw­nym moim życiu, ale nie­które rze­czy ule­gają zmia­nie. – Święty się zna­lazł– prych­nęła i wywró­ciła piw­nymi oczami, co wku­rzyło bru­neta. Miał już ochotę powie­dzieć, że żona rodzi i musi jechać do szpi­tala, żeby ewa­ku­ować się stam­tąd jak naj­prę­dzej. Był zde­spe­ro­wany i zły na przy­ja­ciela. Seba, nie daruję Ci tego. Kum­pla nie zosta­wia się w pubie ot tak.’’ – Napi­szesz spro­sto­wa­nie i… – Nie zro­bię tego chyba, że…-urwała uśmie­cha­jąc się szy­der­czo. – Chyba, że…– powtó­rzył i zmru­żył oczy. – Mów!– zażą­dał. – Zapła­cisz mi odpo­wied­nią sumę– odpowie­działa. – Przyjdź tu jutro o dwu­dzie­stej dru­giej trzy­dzie­ści. Piąty sto­lik po lewej stro­nie, do zoba­cze­nia.
****
War­szawa, Most Ponia­tow­skiego Bru­net przy­ci­snął zmar­z­niętą, dłoń do porę­czy, a drugą ści­skał komórkę. Wzdry­gnął się, bo metal wywo­łał lodo­wany dreszcz po ciele. Silny wiatr czo­ch­rał kru­czo­czarne włosy. Męż­czy­zna utkwił wzrok w czar­nej nico­ści, którą roz­pra­szały jedy­nie odle­głe świa­tła mia­sta i ich blask odbi­ja­jący się na heba­nowej powierzchni wody. Dokład­nie Wisły. Miej­sca, które zapa­dło w pamięć jemu i Uli. Zaczerp­nął gwał­tow­nie lodo­wa­tego powie­trza. Nie potra­fił dłu­żej zadrę­czać się wspo­mnie­niami. Pra­gnął mieć ją przy sobie. Chro­nić ją, spra­wić, aby poczuła się bez­pieczna i szczę­śliwa. Tele­fon pra­wie wypsnął się mu z ręki. Gdyby wpadł do wody nie mógłby wybrać jej numeru . Zadzwo­nił z nadzieją, że ją usły­szy. – Cho­lera- jęk­nął zimi­to­wany Dobrzań­ski. Nie odbie­rała. Zerk­nął na pod­świe­tlony wyświe­tlacz. Pierw­szy zero trzy. Zdzi­wił się, że nie odbie­rała prze­cież u niej był wcze­sny wie­czór. Wąt­piłby o dzie­więt­na­stej poło­żyła się spać. Chyba, że wyje­chała już z Bostonu i jest na przy­kład w Los Ange­les? Wtedy mogła być jesz­cze w pracy, jeśli pra­co­wała albo wyszła gdzieś. Z tego, co mówił mu
Seba­stian nie opusz­czała stanu Mas­sa­chu­setts. Kolejny sygnał i brak odpo­wie­dzi.
– Ula- wymó­wił jej imię z rezy­gna­cją w gło­sie. – Halo? – Wych­ry­piała. – Ula? Ja chyba śnie. To nie może być on. – Pesto z maka­ro­nem jest w lodówce. Wystar­czy pod­grzać. Nie byłam dzi­siaj w skle­pie. – Prze­pra­szam, ale nie mogę teraz roz­ma­wiać– rzu­ciła i roz­łą­czyła się.
***

Boston, Geor­gia Sosnow­ski nie spusz­czał z niej wzroku. Pod­szedł do niej z zacię­tym wyra­zem twa­rzy i przy­ci­ska­jąc ją swoim cia­łem do lodówki wyjął z rąk komórkę i wrzu­cił do srebr­nego, nieco brud­nego zle­wo­zmy­waka. – Pio­tr… – Milcz jak do Cie­bie mówię, suko. Rozma­wiałaś z nim, a co mi obie­ca­łaś? – Prze­je­chał pal­cem po jej szyi i napie­rał coraz bar­dziej na jej szczu­płe ciało. – Nie roz­ma­wia­łam z nim… tylko z Maddy- wyją­kała jej ciało napięte było jak struna. Przełknęła ner­wowo ślinę. – Z tą świ­ru­ską? Znów prze­ko­ny­wała Cię być mnie zosta­wiła? – Zapy­tał ści­ska­jąc jej ramiona. Zerk­nęła na czer­wony ślad powstały w wyniku wczo­raj­szego opa­rze­nia. – Piotr, dokąd Ty codzien­nie wycho­dzisz? – Spy­tała nie­śmiało oba­wia­jąc się gwał­tow­nej reak­cji męża. – Jak to gdzie? – Twarz blon­dyna stała się kamienna. – Do pracy zara­biać pie­nią­dze na nasze utrzy­ma­nie. – Dzi­siaj nie byłeś– słusz­nie zauwa­żyła. Rozluź­nił uścisk i odsu­nął się na odle­głość ramie­nia. Ula opie­rała się w dal­szym ciągu o lodówkę prze­szy­wa­jąc błę­kit­nym, zim­nym spoj­rze­niem męża. Ocze­ki­wała wyja­śnień. Nie nie­ustan­nych kłamstw. Mydlił jej nie­ustan­nie oczy. Wycho­dził nie wia­domo gdzie i z kim. Poznała rano, gdy spał jego naj­więk­szą tajem­nice zakra­da­jąc się do pokoju, który stał pusty i był pod klu­czem.
W kurtce zna­lazła klucz i prze­szu­kała rze­czy męża. Została zlek­ce­wa­żona na poli­cji. Nie zamie­rzała jed­nak odpusz­czać. Wraz z Maddy omó­wiła swój plan dzia­ła­nia. Prze­ko­nana była, że wyj­dzie z tego zwy­cię­sko, ale musi jesz­cze tro­chę wytrzy­mać. Pocier­pieć, aby zawal­czyć o swoje szczę­ście. Nie stać było ją na adwo­kata i sprawę roz­wo­dową. Dosko­nale wie­działa, że nie skoń­czy się na jed­nej, a Piotr nie da jej tak po pro­stu odejść. Raz przy­szła poli­cja i pytała o sprawy, o któ­rych nie miała zie­lo­nego poję­cia. Nie zastali go w domu. Zapy­tała go po powro­cie, ale stwier­dził, że nic mu nie zro­bią, bo ma alibi i nie pój­dzie sie­dzieć. Zastrze­gał, że nie zła­mał prawa i ktoś chce mu zro­bić na złość nasy­ła­jąc na niego funk­cjo­na­riu­szy. Nie wie­rzyła w ani jedno jego słowo.
**** Piotr spał na kana­pie mocno chra­piąc. Obe­szła dookoła kanapę i zabrała komórkę męża, bo jej nie chciała się włą­czyć po wrzu­ce­niu do zlewu, gdzie stały brudne naczy­nia. Wczo­raj zmy­wała, ale tyle nazbie­rało się od rana. Nigdy nie przypusz­czała, że Piotr sta­nie się takim bała­ga­nia­rzem. Wcze­śniej taki nie był. A przy­naj­mniej nie wie­działa o tym. Pił, nie dbał o nic, zni­kał i prze­pa­dał, a potem wra­cał. Histo­ryjki o lecze­niu ludzi i szpi­talu jej kom­plet­nie do tego obrazka nie paso­wały. To absurd, aby ktoś tak kom­plet­nie nieodpo­wie­dzialny rato­wał ludz­kie życie. Nie­po­jęte dla niej. Dawno zosta­łoby to zgło­szone i miałby nie­złe kło­poty. Upew­nia­jąc się, że mąż nie obu­dzi się otwo­rzyła powoli z mocno biją­cym ser­cem szafkę i wyjęła czarną teczkę. Zawiera akt nota­rialny, mał­żeń­stwa i jej pasz­port oraz ksią­żeczkę zdro­wia. Kil­ka­na­ście róż­nych zdjęć w kre­mo­wej koper­cie oraz wyniki badań z labo­ra­to­rium. Prze­pa­trzyła resztę doku­men­tów i wyjęła nie­znany jej doku­ment. Na arku­szach był pod­pis Sosnow­ska. Oszo­ło­miona zabrała dwie pozo­stałe teczki i natknęła się na coś, czego w ogóle się nie spo­dzie­wała. Zamarła i zbla­dła ści­ska­jąc teczki i spoj­rzała z nie­na­wi­ścią na pijanego, śpią­cego męża. W jasnej, cien­kiej bluzce i prze­tar­tych na kola­nach jean­sach i czer­woną z bia­łym walizką wyszła z miesz­ka­nia. Z lito­ści na sto­liku poło­żyła mu parę cen­tów i dola­ró­wek. Zosta­wia­jąc krótką wia­domość.
*** ,,Piotr to koniec. Odcho­dzę, bo nie potra­fię z Tobą być. Doszłam do wnio­sku, że nasze mał­żeń­stwo nie ma przy­szło­ści. Nie rozu­miemy się, nic o sobie nie wiemy. A to wszystko to jedna wielka mani­fe­sta­cja. Nie szu­kaj mnie. Głu­pia myśla­łam, że urato­wałeś życie mojemu tacie. Z wdzięcz­no­ści i ucie­ka­jąc od czło­wieka, który zadał mi bole­sny cios pozwo­li­łam byś Ty zadał mi o sto­kroć więk­szy. Nie oszu­kasz, nie zdra­dzisz, nie wyko­rzy­stasz. To ostatni raz. Wię­cej na to nie pozwolę. Za kilka dni otrzy­masz pozew roz­wo­dowy z orze­cze­niem o winie. Podziału majątku nie będzie, bo to miesz­ka­nie nie należy do nas, pamiątki i moje pre­zenty od Marka sprze­da­łeś na alko­hol. Jak mogłeś być tak bez­czelny i łgać w żywe oczy, że zapła­ci­łeś za ope­ra­cję? A pracę w szpi­talu stra­ci­łeś dawno temu. Żałuję wszyst­kiego. Najbar­dziej pozna­nia Cie­bie. Pie­kło, kie­dyś się o Cie­bie upo­mni. Obyś nie zatruł już nikomu życia tak jak mi. Żegnaj, Ula.” *** Wystu­kała na doty­ko­wej kla­wia­tu­rze z pamięci ciąg cyfr i rozej­rzała się czy przy­pad­kiem Piotr nie udał się, w ślad za nią.
___________
*- Początek rozmowy w klubie jest w poprzedniej części.
Na pocieszenie dodam ,że w następnej części Piotra będzie bardzo mało ,a potem... Pozdrawiam serdecznie 😏🌺.

wtorek, 28 marca 2017

,,Grzechy młodości'' miniaturka 2/2

Prawie zapomniałam ,że miałam wstawić tą drugą część dzisiaj.
 Zakończenie zmieniłam i mam nadzieję ,że przypadnie Wam do gustu.
 Pozdrawiam i do zobaczenia wkrótce. 😉♡💖
, Grzechy młodości’’
2/2
Miniaturka

, Nienawiść to miłość, która poszła złą drogą’’ L.M.Montgomery.
Dobrzański rozważał spędzenie dwóch tygodni w Kenii, ale z drugiej strony źle czułby się zostawiając Lenkę po opieką swoich rodziców, aż na czternaście dni. Zachowanie niedojrzałego, egoistycznego człowieka. Nie mógł tak postąpić, choć ostatni miesiąc okazał się strasznie pracowity i ledwie starczało mu na cokolwiek czasu. Sytuacja, w jakiej się znalazł nie należała do najprostszych. Z Pauliną podróżował i zostawiał Lenkę pod opieką niani lub dziadków, ale po drugim rozwodzie nie chciał jeździć sam. Przeglądał właśnie oferty last minute all inclusive . Perspektywa kilku dni poza krajem kusząca, ale chyba nie dla mnie.  
Nie zabukował jeszcze biletu. Położył się na brązowej, skórzanej kanapie i sięgnął po czasopismo sportowe, ale szybko je odłożył i włączył pięćdziesięcio dwucalową plazmę. Rzadko oglądał, a jak już to filmy ze szybkimi zwrotami akcji lub mecze. Przeważnie piłki nożnej. Sam, kiedyś grał w drużynie piłkarskiej i marzył, aby stać się jednym z tych na boisku, ale z powodu kontuzji zrezygnował z marzeń o karierze piłkarza i poszedł w ślady ojca kończąc ekonomię i zarządzanie, żeby przejąć rodzinny interes. Firmę odzieżową. Z początku moda niewiele go interesowała, ale z ubiegiem czasu zaczęło się to zmieniać. Ze sportu całkowicie jednak nie zrezygnował. Ćwiczył sporo na siłowni wraz z najlepszym przyjacielem. Poznali się na studiach. Przyjaźń przetrwała do dziś. Zerknął na zegarek. Matka z Lenką powinna być dwadzieścia pięć minut temu. Spóźniała się, czego nigdy nie robiła. Lena kończyła zajęcia o czternastej czterdzieści, ale potem godzinę miała basen, na, który zawoziła ją Helena. Zaczął powoli się niepokoić.  Zadzwonił, ale usłyszał jedynie dźwięk automatycznej sekretarki. Zrezygnowany zajął ponownie miejsce na kanapie. Spojrzał na ekran telewizora.
- Spotykamy się już drugi raz w tym jakże pięknym mieście. Wiele osób twierdzi, że tu wolniej się żyje niż na przykład w Warszawie. Jakbyś się do tego odniosła?- Zapytała dziennikarka.
- Warszawa jest moim miastem rodzinnym. Mieszkałam tam do rozpoczęcia studiów. Stolica zawsze będzie dla mnie w pewien sposób ważna. Natomiast Kraków poznałam, jako młoda studentka, która nie do końca wiedziała, czego chce.
- Słyszałam, że miałaś problem z mówieniem, nie’’. Jak poradziłaś sobie z asertywnością?
- Wcale ( śmiech). Miewam takie momenty w życiu, gdy mam spory problem z odmawianiem. Wciąż się tego uczę.
-Jako nastolatka leczyłaś się z kompleksów?
- Zawsze nie lubiłam swoich piegów.
- Poważnie?
- Tak. Mając dziewięć lat podebrałam mamie kosmetyki i użyłam za ciemnego podkładu. Szczerzę mówiąc wyglądałam nie fajnie.
- Co na to mama?
- Omal mnie nie zabiła. ( śmiech). A poważnie dostałam szlaban i na tym się skończyło. Oprócz piegów nienawidziłam swojej figury. Inne dziewczyny jadły niemal wszystko i nie przybierały na wadze. Ze mną było inaczej. Wyrzeczenia nie są czymś, co lubię. Zwłaszcza nieraz przychodzi ochota na batonik czy na przykład kotleta schabowego. (śmiech). Jestem wegetarianką od kilku lat.
- Słyszałam, że zostałaś nią po walce z chorobą.
- Wolałabym pozostawić to bez komentarza.
-Dlaczego nie chcesz o tym mówić?
- Zrobiłam, coś, czego nie potrafię sobie wybaczyć …
- Nie próbowałaś?
- Wielokrotnie, ale odpuszczała mnie odwaga, bo to wiązało się z zmierzeniem się z przeszłością, lękami i stanąć twarzą w twarz z pewnym człowiekiem.
- Był ważny w twoim życiu?
- Najważniejszy.
- Mowa o twoim byłym mężu?
- Tak. Rozwiodłam się po półtora roku. Byliśmy młodymi, zakochanymi przekraczającymi granice, ludźmi. Nie dojrzeliśmy do stałego związku.
- Aktualnie szukasz miłości czy może ją znalazłaś?
- Lepiej zmieńmy temat.
- Oczywiście. A wracając do tematu aktorstwa właśnie skończyłaś prace nad nowym projektem. O czym będzie? Uchylisz rąbka tajemnicy?
- Film opowiada o przyjaźni, trudnej miłości i poświęceniu. Natan gra mojego narzeczonego.
- Znaliście się wcześniej?
- Spotkaliśmy się w teatrze, ale nie mieliśmy okazji razem zagrać.
- O czym jeszcze będzie ta produkcja?
- Przede wszystkim o uczuciach i tym, że czasami ufamy komuś za bardzo.
- Gdzie można cię obecnie spotkać?
- W teatrze, Komedia’’ w Warszawie.
- Tylko dla, Życie gwiazd’’ Urszula Lena Mazur.
Mężczyzna chciał wyłączyć telewizor, ale powstrzymała go dziewczynka, która od pięciu minut oglądała z nim nie zdejmując nawet cienkiego deszczowego płaszczyka w odcieniu bladego różu.
- Znam tą panią – odezwała się niespodziewanie machając nogami w powietrzu.  
- Skąd ją znasz?- Zapytał podejrzliwie przyglądając się małej. – Przecież to aktorka.
- Ze spotkania w szkole
-, Jakiego spotkania?- Dociekał, a jego szare komórki pracowały na najwyższych obrotach. – Cała moja klasy była na tym spotkaniu. Opowiadała o aktorstwie i jak radzić sobie z tremą. Zrobiłam sobie z nią zdjęcie.
– Nie wyraziłem zgody na żadne zdjęcia …- zamilkł. – Nie masz przecież komórki ani aparatu.
- Babcia mi kupiła ostatnio i mówiła, że to wcześniejszy prezent urodzinowy. Ta pani jest znaczy była miła. Dała mi taką bransoletkę chcesz to ci pokaże.   
- Nie wolno rozmawiać z obcymi. Zwłaszcza osobami z telewizji.
- Dlaczego?- Wpatrywała się wielkimi okrągłymi oczami w mężczyznę. – Ola ją oglądała w serialu i mówi, że jest fajna.
- Nie używaj przy mnie słowa, fajna’’. Pamiętasz, co ci mówiłem?
Pokręciła przecząco główką i zaciskała dłoń na jasnej sukience.
- Nie wolno ufać ludziom i wierzyć we wszystko, co mówią- odparł oschło.
-, Ale dlaczego?  Ola mówi, że jej mama chodzi do teatru i …
- Po prostu… nie możesz z nimi rozmawiać. Koniec tematu- uciął dyskusję.
- Tatusiu, to nie argument- wtrąciła cicho. – Pani Ula nie zrobiła nic złego.
- Idź odrób lekcje – rozkazał.
Wstała i uszła parę kroków zatrzymując się nagle.
- Tatusiu...- Zaszkliły się jej oczy.
- Tak?
- Nie kochasz mnie …Nie chcesz tak jak mama, prawda?- Wydusiła płaczliwie i pobiegła na górę.
- Lena, Lenka!- Zawołał.
W odpowiedzi usłyszał trzaśnięcie drzwiami.  Zastanawiał się czy usłyszała telefoniczną rozmowę z jego matką.

                           ,, Dom bez drzwi i okien dryfujący na śnie, 
                                 po jeziorze ślepoty, naiwności mgle. ''
                                               ****

Następnego dnia śniadanie mijało w kompletnej ciszy. Lena mieszała łyżeczką w płatkach w kształcie gwiazdek, ale ich nie jadła. Marek przeglądał coś na laptopie i przez przypadek trafił na zdjęcie aktorki z wczorajszego programu.
Nareszcie cię odnalazłem. Pytanie czy nasze spotkanie coś zmieni? Wpłynie na moją i twoją przyszłość?
 Zamknął stronę i odłożył laptopa. Rozbolała go głowa. Za oknem świeciło słońce w przeciwieństwie do poprzedniego dnia.
- Jedz, za chwilę jedziemy- odezwał się przerywając ciążącą cisze.
- Tato pamiętasz mamę?
- Zbieraj się, jeśli nie chcesz spóźnić się na lekcje- zmienił temat. – Czy mama naprawdę nie żyje?
- Tak- skłamał. – Ubieraj kurtkę i buty.
- Jest za ciepło na kurtkę. Przeziębię się i będziesz musiał zawieść mnie do lekarza. Przynajmniej nie pójdę do szkoły.
- Nie wolno opuszczać lekcji- oznajmił. – Nie lubisz szkoły?
- Lubię, ale Dawid śmieje się ze mnie. Mówi, że mama zostawiła mnie, bo jestem brzydka.
- Nie jesteś brzydka- zaprzeczył. – Jesteś najpiękniejszą dziewczynką na świecie- powiedział z uśmiechem głaszcząc ją po ciemnych włosach.
- Chciałabym mieć mamę jak inne dzieci- w głosie słyszał nutą smutku.
Pragnął stworzyć małej normalny dom, ale to nie było takie proste. Praca, dom, córka. To jego cały świat. Paulina odeszła w niebyt. Przed nim spotkanie z Ulą.
                            ****
W połowie kwietnia temperatura wzrosła do ponad dwudziestu stopni. Wieczór również był zaskakująco ciepły. Lenka nocowała u dziadków, a perspektywa samotnego wieczoru mu nie odpowiadała. W domu znalazł dwa bilety do teatru. Nie pamiętał, od kogo. Postanowił pójść. Nic o tej sztuce nie wiedział. Postanowił zaryzykować i udać się do teatru na spektakl.
Na scenę weszła nieznana aktorka. Skupił się na sztuce. Podobało mu się. Naprawdę podobało się. Kobieta spojrzała przelotnie w jego kierunku i zeszła ze sceny. Odnosił dziwne wrażenie, że ją skądś kojarzy.
Czyżby przyjaciółka Uli?
              ,,Bo świat czarno - biały kolor ma, 

bajka żyła tylko raz, 

rzeczywistość tego dnia wita nas''


Przypadek sprawił, że w pierwszym rzędzie dostrzegł swoją pierwszą żonę.
Oglądał z nią zaledwie dwa wywiady. Ostatnio w sobotę była w telewizji śniadaniowej. Opowiadała o fundacji dzieci chorych na białaczkę. Temat poruszył go i sam postanowił wpłacić na konto pieniądze. Sądził, że Ula nie ma serca tymczasem jej zachowanie przynajmniej to, na świetliku’’ wyraźnie temu przeczyło.
Kochał swoją pracę, a ludzie szanowali go, jako prezesa dużej firmy. W życiu prywatnym nie układało mu się pomyślnie, chociaż cieszył się, że ma śliczną, mądrą córkę i żałował jedynie, że jej matka okazała się podłą suką. Lence mówił, że umarła, bo tak było prościej. Dwa małżeństwa za sobą, ale bez przerwy czuł coś do pierwszej żony.
-  Marek !
Odwrócił się niepewnie słysząc swe imię.
- Przyszedłeś, bo pomyślałeś, że gram w tej sztuce?- Spytała zaciskając drżące palce na czarnej kopertówce.
- Dzisiaj nie liczyłem cię tu spotkać- odpowiedział nie ukrywając zdenerwowania. W szarych oczach dominował ból.
- Ja również
- Doprawdy?- Spytał z sarkazmem. – W szkole też pojawiłaś się przypadkiem? Akurat, do której uczęszcza moja córka? – Ironizował.
- Przyznaję. Wiedziałam o tym, bo śledziłam was.
-, Co?!- Krzyknął. - Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego- syknął.
- Pozwól mi…
- Nie – przerwał jej brutalnie. – Miałaś mnóstwo czasu na wyjaśnienia. Porzuciłaś dziecko? Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, co zrobiłaś- spojrzał jej głęboko w oczy?
Zwiesiła ciężko głowę pod ciężarem wspomnień i wyrzutów sumienia. Zdawała sobie sprawę z swych grzechów popełnionych w młodości. Z lazurowych oczu zniknął nagle chłód i obojętność. Zastąpiło ją napięcie i tęsknota. Stał przed nią człowiek, z którego biła obojętność i gniew, ale gdzieś w środku tliły się uczucia.
- Po powrocie z Hiszpanii wykryto u mnie raka.
- Chcesz wziąć mnie na litość?!- Oburzył się. – Kariera była dla ciebie ważniejsza. A może sypianie z coraz to nowym celebrytą?
- Nie masz prawa mnie oceniać!- Zawyrokowała. – Szybko się pocieszyłeś po moim odejściu. Pokonałam chorobę. Skończyłam chemioterapię, a ty byłeś już z Pauliną. Nie wiedziałam, że wyzdrowieję. Nie oddałam jej przecież do domu dziecka ani nie porzuciłam na śmietniku- rzekła z lekką irytacją. – Za kogo ty mnie masz?
- Gwiazdę, której uderzyła woda sodowa do głowy. Wiesz, kim jesteś dla córki?
Pokręciła głową z dezaprobatą. Słowa raniły jak ostrza.  W oczach kobiety coś się zmieniło. Czyżby dostrzegł skruchę w dwóch błękitach?
Musiał myśleć przede wszystkim o córce. Mała żyje w przekonaniu, że mama nie żyje. Jak miał wytłumaczyć, że kłamał?
- Odpowiem ci- dodał po chwili. – Nikim. Nic dla Leny nie znaczysz- powiedział szorstko.
- Przepraszam- wydusiła.
Zaśmiał się nerwowo. Wpatrywała się w niego osłupiała.
-Mogliśmy być szczęśliwi. Wychowywać razem córkę, ale wszystko zniszczyłaś- ciągnął głosem przesiąkniętym jadem. – Wolałaś zabawiać się z jakimś dupkiem. Skąd wiedziałaś, że dziecko jest moje?
Milczała. Wpatrywała się w swoje granatowe paznokcie.
- No, powiedz mi –ponaglił ją. – Dalej!
Powoli tracił cierpliwość. Szczęka mu zadrżała. Byli w miejscu publicznym. Emocje musiał trzymać w ryzach. Czy tego chciał czy nie?
- Nie spałam z nikim oprócz ciebie. Nie zdradziłam cię. Powiedziałam tak, żebyś pozwolił mi odejść. Zniósłbyś codziennie patrzeć na moje chore ciało? Wypadły mi włosy. Wyglądałam okropnie. Ciągle wymiotowałam i chudłam. Wyglądałam jak anorektyczka. W dodatku łysa. Lekarze dawali mi średnie szanse, ale złe znosiłam chemię. To najgorsze chwile w moim życiu. Przy życiu trzymało mnie, że moja córeczka jest bezpieczna. Mieszkałam wtedy u rodziców. Oni nie mieli pojęcia o małej, bo od kilku lat mieszkają w Toruniu. Rozpoczęłam leczenie dopiero po urodzeniu. Lekarka zrobiła jej zdjęcie. Mam je nawet teraz w torebce. I jeszcze jedno. To Lilka przyniosła niemowlę w nosidełku pod twoje drzwi. Ja nie mogłam już wstać z łóżka. Dali mi małą na krótki moment. Potem straciłam przytomność. Według Lilki oddanie dziewczynki pod twoją opiekę było najlepszym rozwiązaniem. Znała moją historię, a ja walczyłam o każdy dzień.
Wyciągnęła i podała mu fotografię dziecka. 

Przypadkiem dotknęła jego dłoń. Zapatrzyli się w swoje źrenice jakby widzieli się po raz pierwszy. Wzrok mężczyzny ześlizgnął się na jej usta. Poczuła gorąco w brzuchu.
Zmniejszyła się odległość między nimi. Napięcie było mocno wyczuwalne. Nie zwracali uwagi na nic.
Nie ufaj jej! To oszustka i manipulatorka. Znów kłamie i pragnie zniszczyć życie Lenki i moje.
Ostrzegał w głos głowie. Bez niej czuł się niepełny, a z nią wątpiłby czekała go spokojna przyszłość. Lenka nie powinna żyć w blasku fleszy. Sam o swoim życiu prywatnym nie opowiadał. Podobnie jak Ula od czasu do czasu można zobaczyć go na okładce jakiegoś magazynu modowego, brukowca. Na bankiety bez córki. Zostawała u Heleny i Krzysztofa. Mała podbiła ich serca. Ciekawa, mądra, żywiołowa i strojnisia.
- Gdybyś nie zataiła prawdy i kłamała byłbym przy tobie. Poradzilibyśmy sobie z tym razem- odpowiedział spokojnie i ujrzała przez ułamek sekundy niegdyś widziane iskierki w oczach.
- Wybaczysz mi?- Spytał z nadzieją. – Proszę- wyszeptała głaszcząc czule jego szorstki policzek. Ukradkiem zerknęła na lewą dłoń. Uśmiechnęła się z ulgą.
- A Lenka?
- Nie jest gotowa na taką rewolucję w życiu. Osiem miesięcy temu rozwiodłem się z Pauliną. Chociaż Lena jej nie polubiła.
Marek wypomniał pewnego czerwcowego dnia Uli wszystko, co dotyczyło małej. Zajmował się nią, gdy była malutka. To on chodził do przedszkola i zabierał ją na plac zabaw czy lody. Towarzyszył jej w tym ważnym dla niej dniu. Mianowicie pierwszego września w szkole. Zawoził do dziadków i odbierał. To on w wieku trzech lat przerażony zawiózł małą do szpitala z wysoką gorączką. Siedział przy łóżku w czasie szpitalnego pobytu. Paulina zabierała ją jedynie na zakupy i do kawiarni, ale mała podchodziła do niej z dystansem. Traktowała chłodno i obojętnie. Ignorowała jej polecenia. Paulinie brakowało cierpliwości do tego dzieciaka, choć przy mężu próbowała zachować spokój i nie odnosiła się do dziewczynki źle.
Panna Mazur zaczynała rozumieć jak wiele straciła. Marek był uparty i nie chciał dać drugiej szansy. Spotykali się w sprawie Lenki i oboje tłamsili wewnątrz uczucia.
                                       ****
Chwyciła skraj połyskującej srebrnej sukni mieniącej się w blasku reflektorów. Dziennikarze i fotoreporterzy nie odstępowali jej ani na krok. Ujęła kieliszek z szampanem w szczupłe, długie palce i posłała brunetowi uroczy uśmiech. Tysiące par pożerało ją wzrokiem, co niekoniecznie podobało się jej byłemu mężowi. Zabrał ją na bankiet. Pshemko rozpływał się od komplementów na temat nowej kolekcji. Długie suknie z długimi rękawami i odkrytymi plecami stał się hitem. Zarówno modelki jak i pozostali ludzie z show-biznesu chętnie ubierały takie sukienki na różnego rodzaju wyjścia. Projektant zaprojektował na prośbę Marka także kreacje dla Urszuli. Nie prowadzili wojny i nie szli do sądu, aby ustalić, kiedy Ula może zobaczyć się z córka. Uzgodnili to między sobą, lecz nie wyjawili małej jeszcze tajemnicy. Dobrzański przestawił, Ulę jako swoją znajomą. Nawet nie dziewczynę. Lenka średnio odnajdywała się w tej nowej sytuacji. Zwykle tata nie przyprowadzał do domu koleżanek oprócz Pauliny, którą przedstawił od razu, jako narzeczoną i zamieszkała z nimi.
Marek oczekiwał na Ulę siedząc jak na rozżarzonych węglach w salonie. Lenka kucając na dywanie w białych rajstopach i błękitnej sukience czesząc włosy ulubionej Barbie. Zadzwonił dzwonek
- Tatusiu ja otworzę!- Krzyknęła i popędziła do drzwi rzucając lalkę i grzebień na podłogę.
- Witaj- przykucnęła przy małej i wyjęła z dużej papierowej torby dużego, białego misia z czerwoną kokardką.
- Nie chcę głupiego misia – rzekła ze złością i cisnęła w Ulę.
- Lenka – próbowała mówić do niej łagodnie.
- Słyszałam. Wszystko słyszałam- wykrzyczała ze łzami w niebieskich tęczówkach.
-, Co takiego?
Marek stanął za dziewczynką przysłuchując się rozmowie i nie wtrącając się.
- Tato …powiedz, że to nie moja mama- zachlipała i spojrzała na niego.
- Lenka, widzisz…- uciął zakłopotany.
- Jestem twoją mamą- wyręczyła go kobieta.
- Nie mam mamy! Nie kochasz mnie jak tatuś- wykrzyczała i wtuliła się w tatę. – Idź stąd. Nie chcemy cię. Ty umarłaś!
- Lena nie wolno tak mówić- zwrócił jej uwagę. – Twoja mama była chora i nie mogła się tobą zająć – wyjaśnił przykucając, by być na poziomie córki. Spojrzał w zapłakaną twarz małej szatynki i przytulił ją.
Ula zmieszana stała wciąż w progu trzymając w dłoniach dużego misia.
- To ja już pójdę- wycofała się i zostawiła zabawkę.
Następne dni okazały się krokiem milowym w relacjach matka- córka. Towarzyszył im Marek, ale mała oswajała się stopniowo z nową sytuacją i nie chowała urazy do Uli. Nie pozwała jednak się przytulać ani czytać bajek. Ten przywilej miała, tylko babcia Helena albo tata. Czasami w razie wyjątku wujek Aleks, który odwiedzał Marka i jego rodziców. Paulina zaszyła się w Grecji i spokojnie żyła u boku Jaspera. Podróżnika i pisarza.
                                   *****

Zataczał kółeczka na jej brodawce i przyglądał się jej ślicznej alabastrowej skórze lśniącej od potu i granatowe oczy intensywnie utkwione w jego szarych. Podniosła głowę i położyła na nagim torsie i wodząc opuszkami palców po ciele bruneta. Oddechy nieco już się wyrównały od przeżytego przed kilkunastoma minutami stosunku. Truskawki w czekoladzie leżały na tacy obok stojącej butelki szampana. Zeszłej nocy karmili się nimi nawzajem popijając szampanem, a potem kochali do białego rana. Budząc się dopiero przed południem. Marek wziął wolne z pracy po wczorajszym bankiecie i tak kazał wszystkim przyjść na dziesiątą, a Violetta ze względu na wyjazd z Sebastianem na miesiąc miodowy mieli wolne.
- Kocham cię – nachyliła się musnęła jego usta.
- Kocham cię- powtórzył.
- Przepraszam, że byłam taką pieprzoną egoistką. Zaoszczędziłabym wszystkim cierpienia.
- Przestań. Wybaczyliśmy ci. Lenka i ja. Mamy szansę stworzyć normalną rodzinę- podniósł się lekko na łokciu i dotknął jej włosów.
- Nienormalną- poprawiła go. – Tabloidy uważnie śledzą moje losy – usiłowała go przekonać, że to się nie uda.
- Nie tylko twoje- odparł. – Uda się nam. Kochamy się, mamy dziecko, co więcej trzeba?
- Ślubu- podpowiedziała.
- I on też będzie – zapewnił. – Cywilny, bo oboje nie chodzimy do kościoła. Coś zmieniło?
- Nie- zaprzeczyła. – W dalszym ciągu jestem niewierząca.
Podniosła się z łóżka bez skrępowania pokazując mu się naga. Pożerał wzrokiem jej ciało. Kształtne pośladki, wcięcie w talii, długie nogi i jędrne piersi. Włożyła z powrotem złotą suknie i zerknęła na niego.
- Za parę dni opuszczam Warszawę. Jadę do Madrytu- rzuciła mimochodem.
- Do Madrytu?- Upewniał się czy dobrze usłyszał.
- Na parę dni. Mam podpisany kontrakt z pewną marką i reklamuję perfumy- wyjaśniła. – I niedługo premiera nowego spektaklu i rusza pilotażowy odcinek nowego serialu ze w mną w roli głównej.  
Wstał ubierając jedynie bokserki w kratkę.
- Wiem. Umówmy się, że spotkamy się dwa dni po twojej premierze. Przyjdź na dwudziestą pierwszą. Adres znasz?
- Znam.
- Śródmieście ulica Wilanowska 21
- Okej. Do zobaczenia- uśmiechnęła się.
- Do zobaczenia – rzekł odwzajemniając uśmiech i uścisnął jej dłoń.
-  Nie mogę się doczekać- szepnął jej do ucha.
- Ja też

Marek położył dłoń na jej plecach i nie zastanawiając się pocałował mocno.

                                         ****


                             ****
- Nadal nie umiem gotować – wyznała bez skrępowania.
- Czyli nic się nie zmieniło- podsumował i uśmiechnął się do niej odsłaniając garnitur białych zębów.
Zachwycony zlustrował ją zachwyconym wzrokiem konesera piękna. Płócienna czerwona sukienka średniej długości z odkrytymi rękawami. Włosy lekko podpięte na czubku głowy. Brunetka w dłoni trzymała butelkę półwytrawnego wina.
- Jestem za wcześnie?
- Wejdź- zaprosił ją do środka.
- Lenka śpi?- Spytała cicho.
- Właśnie zasnęła po dwukrotnym przeczytaniu,, Alicji w krainie czarów’’.
- To jej ulubiona bajka?
- Zaraz po, Calineczce’’.
Mieszkanie zrobiło na niej duże wrażenie. Przestronny hol i duży salon połączony z kuchnią. Wielki stół, przy którym mogło się zmieścić, co najmniej dziewięć osób. Ciemne meble i bladoniebieskie ściany oraz czarna wyspa kuchenna z lekkim połyskiem.
Zabrał od niej wino i poszukał korkociągu. Przegarnęła ciemne kosmyki wysunięte z upięcia, które co chwilę opadały na czoło i obserwowała Marka. W białej koszuli w szarą kratkę i ciemnych spodniach od garnituru prezentował się świetnie. Trzydniowy zarost nadawał jego twarzy surowości i męskości. Bez wątpienia był w jej typie i znów od nowa zakochiwała się w nim. Przypomniała sobie ich podróże i wyjścia do restauracji. Nigdy nie gotowali.
Ściany białe połączone z błękitem. Szklany żylandor. Na półkach różnorodne opasłe tomiska. Pobieżnie czytała tytuły. Zasiadła do udekorowanego stołu. Paliły się czerwone świece.
Zamówili jedzenie, a kolacja upływała w miłej atmosferze. Zakończyli ją wspólnym prysznicem i namiętną nocą.

Rankiem obudziła się bardzo szczęśliwa i pełna nadziei na przyszłość. Nie zamierzała zmarnować szansy jaką dał jej Marek i jej córka. Również tej podarowanej od losu. badała się regularnie ,aby mieć pewność ,że nowotwór nie wraca i naprawdę jest zdrowa. Nie oznaczało to jednak długiego życia bez nawrotu raka tarczycy. Postanowiła cieszyć się z tego ,co ma.  
- Spróbujmy- rzekła odwracając się w jego stronę. – Stworzyć prawdziwą rodzinę- dodała psikając się perfumami.
- Zgadzasz się zamieszkać ze mną i Lenką?
- Uhm- mruknęła. - Tylko czasami będę wyjeżdżać - ostrzegła. 
- Damy radę- oparł pewnie. - Weźmiemy ślub i postaramy się o rodzeństwo dla Lenki. 
Zbladła. 
- Nie mówisz serio- wyjąkała. 
- Mówię. Nie chcesz?
- Teraz nie ,ale po ślubie ...i jak skończą się zdjęcia do serialu to może...Będziemy
 szczęśliwi. Do trzech razy sztuka- zaśmiała się. 
Podszedł do niej i obrócił w swoją stronę wpijać się zachłannie w malinowe usta.
- O fuj!- usłyszeli głos Lenki ,która zakryła oczy.
Wybuchnęli śmiechem i potargali jej włosy.
- Jak ja wyglądam?- zrobiła zabawną minę i pobiegła po szczotkę. 
 Koniec!