Strona Główna

poniedziałek, 5 listopada 2018

,, Pokochaj mnie'' 2


, Pokochaj mnie’’

Rozdział 2

- Mamo- szepnęła widząc wpół otwarte powieki, ścisnęła leciutko jej rękę spoglądając na mizerną twarz. Nieprzytomny wzrok skierowała na córkę nic nie mówiąc. Powoli budziła się kolejnej dawce morfiny. Do oczu Uli cisnęły się łzy. Tata z Jaśkiem siedzieli przed drzwiami. Lekarze zwiększyli dawkę. Ból stawał się czasami nie do zniesienia. – Mamo.
- Dobrze, że jesteś- wyszeptała Magda.- Widziałaś małą? Urodziła się pięć tygodni przed terminem, ale lekarze zapewniają, że to zdrowa dziewczynka. Tylko nie wiem… nie wiem czy zdołam ją zobaczyć… czy wezmę ją na rę…- wzięła w płuca powietrze i wypuściła je gwałtownie.
- Mamo źle się czujesz?- Zaniepokoiła się Ula zrywając z krzesła i kierując spojrzenie na szybę.
- Usiądź- wychrypiała.
Ula podała jej szklankę z wodą i włożyła słonkę do ust przytrzymując naczynie. Uśmiechnęła się z wysiłkiem do Uli.
- Mogę cię o coś prosić?- Ula pochyliła się leciutko by usłyszeć cichy głos mamy.
- Proś, o co chcesz- odpowiedziała.
- W górnej szufladzie jest zeszyt w błękitnej okładce z motylkiem na środku- zmarszczyła brwi i zawołała lekarkę.
- Mama majaczy. Mówi o jakimś zeszycie w błękitnej okładce- wyjaśniła doktorce.
- Nie majaczę- zaprzeczyła bardzo cicho.- Przeczytaj go po… mojej śmierci.
- Mamo…
- Obiecałaś. I opowiedz o mnie Beatce. Kocham was, a teraz muszę odpocząć.
- Kocham cię mamo- pochyliła się nad łóżkiem ucałowała blady policzek mamy i zerknęła jeszcze w jej kierunku ze łzami w oczach.

                                *****
Rano tata przyniósł jej gorącą herbatę. Jasiek spał na jej ramieniu. Obudziła go i zerknęła na zegarek na ręce. Nie mogła uwierzyć. Znów nie pojawiła się na uczelni, ale najważniejsza była mama. W gardle miała ogromną gulę. Nie poszła na oddział noworodkowy. Nie mogła się przemóc. W myślach nazywała siostrę, potworem’’ nie rozumiała poświęcenia ze strony matki. Nie potrafiła, nie próbowała jej zrozumieć. Nie akceptowała jej decyzji.
- Gdyby nie ta rycząca gówniara, nieznośny sraluch.… Mama wcześniej zaczęłaby leczenie i może…
- Tata nie każę tak się wyrażać o siostrzyczce-strofował ją młodszy brat.
- Od kiedy ty taki mądry się zrobiłeś?- Rzuciła opryskliwie.- Tata tak pięknie się wyraża o swojej córeczce, że cała opieką spadnie na mnie – dodała z sarkazmem.
- Jesteś okropna- Jasiek pokazał jej język.- Nie kochasz siostrzyczki, a ja tak-powiedział ze skargą w głosie.
Ula umilkła nagłym wybuchem młodszego brata. Zmęczona napiła się kawy, co ojcu by się nie spodobało. Uważał, że kofeina szkodzi zdrowiu, a ona jest za młoda, aby pić kawę. Przypomniała ojcu, że jest pełnoletnia, lecz on jakby był głuchy i wciąż przestrzegał ją przed używkami, chłopakami i dyskotekami. W tajemnicy przed rodzicami była na, dwóch, bo nie chciała psuć sobie opinii ani tracić cenny czas, który chciała poświęcić nauce.
Choroba mamy wywróciła jej świat do góry nogami. Całej jej rodziny. Jasiek jak na swój wiek był bardzo mądry. W nocy szlochał w poduszkę i mówił, że chce do mamy. Chciał usłyszeć jej głos, gdy kładła go do łóżka. Ula nie opowiadała bajek. Nigdy. Nie zaprowadzała brata do szkoły. Zajmowała się swoim życiem tylko podczas nieobecności rodziców czasami zostawała z Jaśkiem i nie było jej to na rękę. Nie pałała sympatią do dzieci. Po cichu marzyła o byciu jedynaczką. Wolałaby to niż użerać się teraz z młodszym rodzeństwem, gdy jej mamy zabraknie, bo ojciec skupi się jedynie na zarabianiu i przeżywaniu żałoby. Rodzice głośno nie mówili o uczuciach, ale okazywali sobie ją w gestach.
Uniosła zmęczone powieki po bezsennej nocy. Odrzuciła koc z fotela, w którym przysnęła na godzinę. Mała płakała całą noc, a ojciec nie mogąc polegać na starszej córce chodził z dzieckiem po pokoiku i przemawiał do niej łagodnie, ale dziecko uspokajało się tylko na krótki czas.
Przejrzała zawartość szafy i wyciągnęła ciemne dżinsy, luźny podkoszulek i czarny rozciągnięty sweter. Wrzuciła książki i zeszyty do plecaka. Z kuchni słyszała nawoływania ojca. Zlekceważyła je śpiesząc się na autobus.
- Samobójczyni?- Spytał wpatrując się  w płynącą wodę. Oparł dłonie na balustradzie i zerknął w jej kierunku.
- Spadaj- warknęła.- Nie twój zakichany interes.
- Może nie mój- przyznał.- Ale głupio kończyć życie w ten sposób. Nie uważasz, że życie jest piękne?
- Jesteś ćpunem czy coś z głową?- Wspięła się wyżej i lekko wychyliła.
- Nie- odpowiedział po dłuższej chwili.
- Wagary?
- Nie, rzuciłem studia w pioruny, tak w ogóle Radek- wyciągnął do niej dłoń.
- Ula- odpowiedziała drętwo.- Co tu, więc robisz?
- Szwendam się, rozmyślam, takie tam- odparł.- O życiu, śmierci i całym tym popapranym świecie. Chcesz się dołączyć?
- Czy ja wiem?- Wahała się, ale poszła za nieznajomy ubranym w wytarte dżinsy i skórzaną brązową kurtkę i czapkę z daszkiem. Nie wydawał się jej podejrzanym kolesiem. Poszli na piwo. Wypiła jedno, drugie. W lokalu było głośno, parę ludzi tańczyło, inni sączyli drinki. Znalazła się w miejscu gdzie miała okazję być po raz pierwszy.
Usiadła przy wielkim orzechowym stole z nieznaną dziewczyną z kolczykiem w nosie i wardze. Dziewczyna miała mocno rażący makijaż, aż gryzł w oczy, obcisłą bluzkę z cekinami . Rozglądała się jakby szukała kogoś, kto wyciągnie ją z tego miejsca. Radek nowy znajomy był mocno wstawiony i obmacywał coraz śmielej blondynkę z wielkim biustem. Zdegustowana odwróciła wzrok.
Zadzwoniła po Maćka. Mógł się okazać jej ostatnią deską ratunku.

                        ***
- Skąd pomysł na nieznany lokal z nieznajomym?- Zapytał z wyrzutem.- Jak możesz być tak kompletnie nie odpowiedzialna? Wagarujesz, zawalasz sesje- wyliczał.
- Nie oceniaj mnie. Gówno wiesz, co znaczy straci… -w porę ugryzła się w język.
- Tak się składa, że wiem, bo przeszedłem przez to będąc nieco młodszy od ciebie. Rodzina cię potrzebuje. Liczy na twoją pomoc, wsparcie. Tata, brat, a twoja siostra potrzebuje przede wszystkim opieki i miłości.
- Ten dzieciak mnie nie obchodzi- rzekła bez zająknięcia.- Nie będę siedzieć w kupkach, zupkach, kaszkach i czym tam jeszcze. Chcę normalnego życia. Znajomych, wyjść na miasto, a najchętniej chciałbym przestać istnieć.
- Wiem, że przeżywasz śmierć mamy.
- Poddała się, nie walczyła- zmienił jej się automatycznie ton.- Odmówiła dalszego leczenia, aby na świat wydać dziecko. To idiotyczne.
- Pomyśl ,kiedy z tobą była w ciąży i chciała zdecydować się ją przerwać po to,by uratować swoje życie ,mimo że byłoby o wiele za późno?
Pomyśl czy ty przerwałabyś ciążę w takiej sytuacji?
- Tak. Przerwała.
- A gdybyś wyzdrowiała jakimś cudem i nie mogłabyś mieć już dzieci.
- Trudno- rzuciła, chociaż słowa przyjaciela dały jej dużo do myślenia.
- Tak naprawdę nie wiem, co bym zrobiła, bo nigdy nie znalazłam się w podobnej sytuacji. Brakuję mi mamy. Odeszła kilka miesięcy temu, ale ja wciąż czuję jej obecność- przyznała zawstydzona.
Maciej westchnął nie wiedział jak pocieszyć przyjaciółkę cierpiącą po śmierci matki.

                               ****

Dziewczyna przystąpiła do sesji poprawkowej. Pilnie się do niej przygotowywała poświęcając niemal cały swój czas nauce. Pani Maria zajmowała się Beatką. Zabierała ją codziennie na dłuższy spacer, żeby Ula mogła się skupić. Utrudniał jej to nowy znajomy bezustannie pisząc do niej sms-y i wydzwaniając. Namawiał ją na wspólne wyjścia do klubu. W klubie była może z dwa razy i więcej nie chciała. Nie należała do dziewczyn lubiących imprezy. W życiu liczyła się dla niej wiedza i doświadczenie. Chciała je zdobyć po studiach i pracować w biurze. Interesowała ją praca biurowa. Najchętniej w jakieś dobrze prosperującej firmie. Do Polski wrócił Bartek Dąbrowski jej znajomy z liceum. Nie dostał się na studia uganiając się za dziewczynami ze starszej klasy. Nie zwracała na niego uwagi dopóki nie zaczął się do niej przystawiać. Na pomoc przyszedł jej jak zawsze Maciek i walnął go w nos. Więcej jej nie zagadywał. Odpuścił i znalazł nowy obiekt westchnień.
- Cześć, brzydka- wypalił nieznajomy wyszczerzając zęby w szerokim uśmiechu. Ze złością zarzuciła plecak na ramię i próbowała wyjść z klasy, ale zatarasował jej drogę.
- Przepuść mnie!- Warknęła.- Śpieszę się debilu- przymrużyła niebezpiecznie oczy i zbliżyła się do niego patrząc w brązowe niemal czarne tęczówki.-  Jestem Paweł i wygląda na to, że jesteśmy na jednym roku. Może byśmy się poznali bliżej?
- Próbujesz mnie poderwać?
- Nosisz te czarne szmatki, ale twoje oczy sprawiają, że jestem w niebie- odparł.
- Najgłupszy tekst, jaki słyszałam- wypaliła.-  Nie wysilaj się. Mam chłopaka.
- A. Niby, kogo?
- Maćka.
- Macieja Szymczyka tego awanturnika, co przywalił Bartkowi?
- Dokładnie tego, a noszę czarne ubrania, bo mam żałobę po mamie. Umarła niedawno.- Powiedziała klarownie.
- Przykro mi- zmieszał się i zwiesił głowę, a przydługie brązowe włosy przysłoniły mu czoło i oczy.
Kolejne dni upływały jej błyskawicznie. Udało jej się zaliczyć sesję i to z całkiem dobrymi stopniami. Odzyskała nieco motywację do dalszej nauki i realizowaniu swoich marzeń. Do domu wracała i siadała do książek. Nie wychodziła nigdzie poza uczelnią.
Józef, żeby pokryć spłaty kredytu sprzedał sad i wydzierżawił pole. Dogadali się z sąsiadem i starali się żyć skromnie. Józef wrócił do prac przy remontach i zasilał budżet, Ula odrywając się od nauki gotowała obiady i zajmowała się domem tylko zajmowanie się siostrą i bratem było dla niej problemem. Dzisiaj pani Szymczyk nie przyszła i obowiązek opieki nad Betti przypadł Uli.
Z nietęgą miną pochyliła się nad łóżeczkiem wyjmując płaczące dziecko i delikatnie układając ją sobie na ramieniu. Chodziła z nią chwilę po pokoju i odłożyła z powrotem. Dziecko wykrzywiło twarz w płaczu.
- Beata, czego ty chcesz?- Zapytała ze złością.- Tata cię przewinął i karmił po obiedzie. Uspokój się wreszcie!- Podniosła głos. – Ucisz się, bo nie zniosę twojego ryczenia dłużej. Musisz się tak wydzierać.
- Nie krzycz na nią- wtrącił się jej brat.- Ulcia, czemu krzyczysz? Zrobisz mi kanapkę?
- Przecież niedawno był obiad.
- Zgłodniałem. Pani w szkole chciała cię widzieć, bo powiedziałem, że tata nie ma czasu. Jest zebranie z rodzicami- podał jej kartkę z informacją.
- Ja też nie mam czasu latać po zebraniach. Do diabła z wami!- Zirytowała się.
Rozzłoszczona wyjęła małą i poszła z nią do kuchni. Posadziła ją w krzesełku i zajęła się przygotowaniem jej mleka w proszku. Niestety dziecko nie chciało pić wyrzucając butelkę. Zadzwoniła do pani Marii błagając ją o pomoc, ale ta wyjechała na parę dni na jakieś zabiegi. Nie dopytała gdzie i na jakie dokładnie. Maciej poszedł do dziewczyny, która mu się podobała. Nie była z ich uczelni. Pracowała w sklepie odzieżowym na kasie. Młoda, drobna nieco nieśmiała zrobiła ogromne wrażenie na Szymczyku zwłaszcza, że była w jego wieku i dorabiała sobie do studiów.
Wykończona zasnęła w pokoju dziecięcym. Mała cicho bawiła się w łóżeczku. W końcu nakarmiła ją mlekiem i przyrządziła jej tarte jabłuszko z marchewką. Ojciec nie kupował deserków, zupek i obiadków ze słoiczków, a Uli nie przyszło to nawet do głowy, a takich rzeczy nauczyła ją jeść matka Maćka. Gdy udało się jej nakarmić mała, przewinąć i sprawić, że Beatka przestała płakać była dumna z siebie.  Nawet odwzajemniła uśmiech, gdy dziewczynka uśmiechnęła się do niej po swojemu gaworząc.
Jasiek grał w piłkę na podwórku. Zawołała go na kolacje. Tym razem to ojciec przygotował parówki w cieście drożdżowym.
- Świetnie się córeczko spisałaś- pochwalił ojciec rozglądając się po czystej kuchni.- Betti śpi?
- Zaglądałam do niej przed kwadransem to spała z swoją ulubioną maskotką. Wyprowadziła mnie dzisiaj troszkę z równowagi. Nie mam podejścia do dzieci. Kompletnie się nie nadaję do opieki nad nimi.
-, Co ty wygadujesz, Ula? Mi też jej strasznie brakuję i codziennie proszę Boga bym odnalazł siły, żeby zająć się Jasiem i Betti. Ty wiem, że sobie poradzisz- przykryła swoją dłonią dłoń ojca.- A jak na uczelni?
- Bardzo dobrze. Tato, a co robisz jutro o siedemnastej?
- Jestem w pracy. Zostaję akurat dłużej, a co?
- Tato mogę iść do swojego pokoju?
- Najpierw kąpiel, a później wskakuj w piżamę i spać.
- Ula poczytasz mi?- Zapytał z prośbą w oczach.
Zaskoczona oderwała wzrok od talerza i spojrzała na brata. Nigdy nie pytał ją o czytanie bajek. Zawahała się.
- No dobrze- westchnęła.- Poczytam ci.
- U Jaśka w szkole jest zebranie- zwróciła się do ojca po wyjściu brata. Ojciec odłożył sztućce i wyprostował się na krześle. – Ula… córcia…
- W porządku. Ten raz pójdę na wywiadówkę i dowiem się jak się uczy mój brat- odrzekła.
                                            ***
Opieka nad dzieckiem męczyła ją ,ale wypełniała obowiązki. Studiowała i opiekowała się rodzeństwem żywiła do nich jakieś uczucia ,lecz do Betti podchodziła z dystansem. Częściej zostawiała małą pod opieką pani Marii niż sama się nią zajmowała. Wolała spędzać czas z Bartkiem ,a później Radkiem.  Beatkę zapisała do przedszkola. Mała skończyła trzy latka i nie znała  jeszcze prawdy o zmarłej mamie.  Nie do końca rozumiała dlaczego mama odeszła ,bo tłumaczyli jej tylko ,że była bardzo chora. Ula unikała tematu ,bo pomimo upływu lat wciąż za nią tęskniła. Jasiek coraz więcej rozumiał i nie sprawiał kłopotów wychowawczych. Józef nadal pracował i późno wracał do domu. Z dziećmi zostawała pani Maria. Maciej chodził z dziewczyną poznaną w sklepie,która teraz zatrudniła się jako recepcjonistka w firmie Febo&Dobrzański. Pod wpływem rozmowy z Maćkiem Ula pomyślała ,że może i ona powinna tam spróbować. Myślała o stażu. Nie szukała stałego zatrudnienia ,bo studia i zajmowanie się domem pochłaniało cały jej wolny czas i do niedawna chłopak. To był ten sam ,którego poznała na moście. Poszła na domówkę i tam go spotkała Bartka. Wydawał jej się fajnym chłopakiem.  Tańczyli ,a później doszło do pocałunku. Nie czuła motylków. Tej samej nocy przeżyła swój najgorszy pierwszy raz. Upił ją i wykorzystał. Rano nic nie pamiętała. Nikt o niczym nie wiedział. Żałowała ,że poszła na tą imprezę. Czuła się okropnie. Ponoć sama tego chciała. Tak jej powiedział. Uwierzyła mu ślepo nim zauroczona. Potem coraz częściej ją wykorzystywał. Był z nią dla seksu. Nie kochał jej i któregoś dnia powiedział  ,że zrywa z nią ,bo jest beznadziejna. Jej pierwszy raz nie należał do przyjemnych ani romantycznych. Zrobili to w jego mieszkaniu podczas nieobecność jego rodziców. Chłopak był brutalny i rzucił ją na drugi dzień ,a ona chodziła na uczelnie załamana. Po otrząśnięciu się wolny czas zaczęła spędzać z Radkiem. Historia zaczęła się podobnie po pół roku zdecydowała się pójść z nim do łóżka. On od dawna marzył,żeby  mu się oddała.  Po wspólnej nocy ulotnił się.
Tydzień leżała w łóżku płacząc. Zakochała się w nim ,ale gdy mu to wyznała wyśmiał ją ,a po dwóch tygodniach ujrzała go w objęciach innej. Długo nie potrafiła wymazać go z pamięci. W końcu przebolała to rozstanie. Upłynęło od tego czasu rok.Przeklinała swoją naiwność.
Lustro nie kłamie. Jak ktoś mógłby zakochać się w takim paszczaku jak ja? Zwłaszcza Radek. Nie był królem towarzystwa i jest dziwny ,ale myślałam ,że jesteśmy podobni. Chodziliśmy własnymi ścieżkami ,ale okazał się podrywaczem i dupkiem tak samo jak Bartek.
 Na żadnego faceta nigdy już tak nie spojrzę i się nie zakocham. Nigdy. Przysięgam. Wystarczą mi te miesiące zmarnowane z Radkiem. 
Po powrocie z kiosku usiadła w pokoju i zaczęła przeglądać gazetę.
 Jej uwagę przykuł pewien artykuł i zdjęcie. 

Zainteresowało ją ponieważ Ania dziewczyna Szymczyka pracowała w tej firmie ,a poza tym pierwszy raz widziała tego człowieka.
- Taki młody prezes?-zdziwiła się.- Przecież on pewnie niewiele jest starszy ode mnie.
Czyli firma Febo&Dobrzański odpada. Nie chcę mieć do czynienia z kimś poniżej czterdziestki. Żadnych młodych szefów- skrzywiła się czując wstręt,bo jej przyjaciółka Dorota z którą w końcu się skontaktowała mailowo odeszła z powodu zakochania.
 Prezes był przed trzydziestką i miał na imię Peter. 
- Wybiorę firmę ,którą zarządza ktoś po czterdziestce lub pięćdziesiątce. Przynajmniej nie będę musiała obawiać się ,że się zakocham. Nigdy więcej głupiej miłości.  
 Ania ,którą poznała opowiadała jej o Krzysztofie, coś słyszała o rodzeństwie Febo. Brunetka niewiele mówiła o pracy ,a one były koleżankami widywały się czasu do czasu. Nie wiedziała o niej wszystkiego za to Maciek wpatrzony był w nią jak w obrazek. 
Zaczynały się wakacje. Jasiek bardzo chciał jechać nad morze. Obiecała mu ,że go zabierze i Beatkę również chociaż obawiała się czy poradzi sobie z trzyletnim dzieckiem na plaży bez niczyjej pomocy. Nie wyjeżdżała nigdy sama z rodzeństwem. 

piątek, 26 października 2018

,, Pokochaj mnie'' 1



Rozdział 1
Rodzina stanowiła ważny element w jej życiu. Poprawka ,najważniejszy. Nie liczyło się poza dobrem najbliższych. Dobre stopnie, wzorowe zachowanie, przejmowanie części domowych obowiązków tylko po to ,aby rodzice byli z niej dumni. Ne imprezowała ,nie ćpała ,nie paliła jak jej rówieśnicy. Nie spotykała się na mieście z koleżankami ze szkoły. Zawsze trzymała się na uboczu. Niczym widz w końcowym rzędzie w kinie. Mama zajmowała się domem i wypiekami. Robiła ciasta na zamówienie do cukierni. Piekła także ciastka, rogaliki jej wspólniczką była sąsiadka Maria mieszkająca z synem Maćkiem. Ich dzieci trzymały się razem. Traktowały jak rodzeństwo.  Ojciec pracował przy remontach ,umiał też zrobić stolik, altanę czy bujaną ławkę do ogrodu. Dziewczynie brakowało pieniędzy na studia. Wybrała ekonomię i marketing. Nie miała problemu z dostaniem się. Nazywana często prymuską trzymała się wyłącznie z Maćkiem i Dorotą. Obawiała się studiów. Zdała właśnie maturę i rozpoczynała studia. Rodzicom jakoś udało się uzbierać brakującą sumę. Nie pytała skąd wzięli. 
 Tkwiła w niej obawa przed nowym miastem. Opuszczeniem gwiazda rodzinnego. Bała się braku akceptacji innych ludzi. Żadna z niej klasyczna piękność. Lustro było jej wrogiem. Dojeżdżała do Warszawy codziennie nie chcąc zamieszkać w akademiku.
Poranek nadszedł szybciej niż się spodziewała. Mama zapukała do drzwi. Dziewczyna zakryła twarz poduszką. Odwróciła się w drugą stronę. Po jej policzku spłynęła łza. Podsłucha wczorajsza rozmowa zniszczyła jej poukładany świat.
- Mamo dlaczego mi nie powiedziałaś?- spytała odkładając poduszkę i patrząc rodzicielce prosto w oczy.- Na coś się umawialiśmy. Nie traktuj mnie jak małej dziewczynki. Twoja córka jest prawie dorosła nie zauważyłaś?
- Wiem kochanie- odparła spokojnie Magda przysiadając na pościeli i gładząc córkę po ręce. Spuściła wzrok na swoje krótkie paznokcie próbując ukryć emocje.- Tata kazał mi poczekać z informowaniem cię o ciąży.
- Mamo – zaczęła niepewnie.- Dobrze wiesz ,że tu nie chodzi o dodatkowe rodzeństwo tylko o twoje zdrowie. Martwię się o ciebie. Od roku biegasz do lekarza , ukrywacie coś z tatą i …-pod powiekami zebrały się jej łzy.- ja nie chcę cię stracić ,rozumiesz?- Magda przytuliła mocno córkę i uśmiechnęła się uspokajająco.
- Nic mi nie jest. To rutynowe badania- podniosła się z łóżka.
- Mamo ja znam prawdę- Ula oparła się o poduszki i spojrzała matce w twarz.- Nie oszukuj mnie. Gdybyście zdecydowali się powiedzieć mi w końcu prawdę wiecie gdzie mnie szukać- rzuciła szorstko narzucając na koszulkę szlafrok i udając się do łazienki.
- Córeczko- zawołała stojąc przy drzwiach łazienki.- Porozmawiaj ze mną.
- Nie!- odkrzyknęła i puściła wodę zagłuszając słowa matki.
Magda poczłapała rozczarowana do kuchni. Zabrała się za przygotowanie śniadania siedmioletniemu Jasiowi. Usmażyła jego ulubione naleśniki z serem i poszła go obudzić.
- Mamusiu ja dziś nie idę do szkoły- odparł z poważną miną.- Boli mnie noga.
- Nie wymyślaj. Doskonale wiem ,że nie lubisz wychowania fizycznego i mogę wyjątkowo dzisiaj napisać ci zwolnienie z zajęć ,ale do szkoły i tak pójdziesz. Proszę mi tu nie dyskutować- dodała stanowczo.
- Ale mamo…
- Powiedziałam ,bez dyskusji śpiochu. Myj ząbki, rączki ,a potem ubierz się i chodź do kuchni. Usmażyłam twoje ulubione naleśniki.
- Naleśniki? Z serem?- chłopcu zaświeciły się oczy.
Chłopiec pałaszował naleśniki opowiadając mamie o nowym koledze, nowo nabytych umiejętnościach plastycznych i osiągnięciach w nauce. Magda była z niego dumna. Poczochrała jego brązowe włosy i zajęła się po skończonym posiłku zmywaniem naczyń. Ula zaoferowała pomoc ,ale ta zaprotestowała.
- Idź się dziecko lepiej poucz. Dobrymi wynikami w nauce sprawisz mi większą przyjemność- odrzekła.
Ula nie dyskutowała zaszywając się w swoim pokoju z lekturą. Zamiłowanie dziewczyny do nauki często było powodem kpin w szkole i rzucaniem niewybrednych epitetów pod jej adresem. Zamykała się wtedy w toalecie łkając żałośnie. Tylko Basia koleżanka z ławki ją rozumiała i często pocieszała. Przeprowadziła się do Rysiowa po śmierci taty. Zamieszkała z mamą i o półtora roku młodsza siostrą Marzeną. W podstawówce trzymała się z Dorotą i Maćkiem. Maciek został jej wierny od lat przyjaciel ,którego od zawsze traktowała jak brata. Dorota wyjechała z rodzicami zagranice i kontakt się urwał.
Odsłoniła firankę i ujrzała kawałek sadu. Na podwórku stały kałuże przypominające małe i większe błotne jeziorka. W dzieciństwie często wychodziła w taką pogodę w kaloszach i płaszczu puszczając na wodzie statki ,które zbyt szybko szły na dno i nic z nich nie zostawało. Zauważyła na dworze brata. Kopał piłkę nie zważając na deszczową pogodę. Wyszedł bez kurtki.
Pewnie mama nie zauważyła- pomyślała i wybiegła za młodszym bratem na dwór podając mu zgarniętą w pośpiechu z wieszaka kurtkę.
- Nie włożę jej.
- Przeziębisz się i mama będzie musiała wzywać lekarza- dodała ostrzegającym głosem.- Jesteś już dużym chłopcem i powinieneś...
- Dzień dobry.
- Dzień dobry- odpowiedziała grzecznie.
- Pani ojciec w domu? Byłem z nim dziś umówiony w sprawie sadu.
- Tata sprzedaje sad?- przestraszyła się stojąc w żółtym ociekającym wodą płaszczu i zielonych kaloszach. Gruby niski mężczyzna w kapeluszu przyglądał jej się z dobrą minutę po czym drapiąc się gęstej brodzie ,odparł.
- Zostawię pani namiary do mnie ,a pani ojciec się później odezwie.- wręczył jej kawałek przybrudzonego lekko kartoniku.
Wsunęła go do kieszeni i uśmiechnęła się łagodnie.
- Przekaże ,że pan był!- krzyknęła do oddalającego się mężczyzny. – Do widzenia.
Mężczyzna  skinął jej głową i odjechał granatową furgonetką.  Mama pogoniła ich do domu. Ula wróciła do przerwanej nauki ,a jej brat bawił się w pokoju obok. Nie umiała się skupić na nauce myśląc jakie to interesy prowadzi ojciec w tajemnicy przed rodziną i skąd ojciec zna faceta z hurtowni? 
Odłożyła książkę słysząc dźwięk dzwonka wybiegła z pokoju ledwo wyhamowując przed gościem. Zatkało ją kobieta emanowała pewnością siebie ,a stojący przy jej boku mężczyzna prezentował się niezwykle szykownie mimo podstarzałego wieku.
- Dzień dobry ,a państwo do kogo?
- Państwo Cieplak?
Magda wyjrzała z kuchni ,zdejmując fartuszek podeszła do starszego małżeństwa.
- Magda Cieplak – przestawiła się.
- Joanna Borowicz ,a to mój mąż Janusz- dokonała prezentacji ładna brunetka. – Możemy wejść? My w sprawie pani córki.
- Ula zostaw nas samych- zwróciła się do córki.
- Wolałabym zostać przy tej rozmowie- skrzyżowała ręce na piersi.- Nie wrócę do Dominika.
- Ulka…
- Nie! Dominik zaprosił na urodziny Kasię i nie zamierzam się wtrącać.
- Dominiś żałuje i chcę ,żebyś dała mu szansę- Joanny idealnie udawała załamaną kobietę ,ale Ula nie dała się nabrać na te sztuczne łzy i płaczliwy głos. – On całkiem się załamał.
- Może córeczko warto…
- Nie mamo – przerwała jej ostro. – Dominik gdyby żałował sam by tu przyszedł a nie wyręczał się rodzicami. Nie ma chłopak jaj.
- Ula- skarciła ją matka.
- No co? Mam siedzieć cichutko jak mysz pod miotłą jak on klei się co chwilę do innej?- wybuchła.
Rodzice Dominika zrobili się czerwieni ze wstydu. Joanna zaciskała dłonie wbijając sobie paznokcie w skórę ,a Janusz był opanowany ,lecz w środku kipiał ze złości. Nie podobał mu sposobów w jakim wyraża się ta dziewczyna o jego synu.
                                            ***
- Chciałam z tobą porozmawiać- poważny ton matki zaniepokoił Ulę. Bezszelestnie odłożyła telefon pisała właśnie z przyjaciółką licząc ,że poszczęści się im i znajdą sobie pracę ,którą będą mogły pogodzić ze studiami. Ula pomagała rodzicom w prowadzeniu  interesu cukierniczego,ale chciała spróbować czegoś nowego ,w mieście. 
- Mamo, mów co się stało- ponagliła ją.- Coś z małą?
Od paru tygodni wiedzieli ,że do rodziny dojdzie dziewczynka. Magda wybrała dla niej imię Beata i poprosiła męża ,aby tak jej nadał w razie ,gdyby ona nie mogła. Przeczuwała najgorsze.
- Okłamałam cię córeczko ,ale musiałam. Wykryto u mnie nowotwór- mówiąc to zadrżał jej głos ,a w oczach zgromadziły się łzy gotowe do spłynięcia.
- Mamo- wydukała przerażona Ula przytulając ją do siebie.
Płakały i płakały z trudem łapiąc oddech. Ula oparła łzy i spojrzała z przerażającym bólem i smutkiem na mamę bojąc się dalej szych słów.
- Nowotwór okazał się nie być złośliwy i zakwalifikowali mnie do operacji. Usunęli guza z lewej piersi ,nie straciłam przy tym piersi. Niestety później z drugą było podobnie i tym razem….
- Amputowali ci pierś?
Pokiwała głową nie zdolna nic wykrztusić.
- Ale wyszłaś z tego? Mamo powiedz ,że jesteś zdrowa- błagała.
- Nie , córeczko. Będąc w połowie czwartego miesiąca wykryto u mnie przerzuty. Dwa miesiące temu usunęli mi drugą pierś ,a przedwczorajsze wyniki…
- Nie! Tylko nie to! Mamo- wydała z siebie zdławiony dźwięk ,a łzy wciąż płynęły.
- Zostało mi niewiele czasu- wyznała nie patrząc na córkę.
- Tata  wie?
- Tak. Widział wyniki. Nic nie mów Jasiowi ,błagam. Obiecaj mi ,że… gdy… mnie już …
- Mamo nie mów tak- zaprotestowała.- Wyzdrowiejesz. Musisz żyć dla nas. Co z  
- Ze względu na ciążę zrezygnowałam z leczenia.
- Nie, nieeee! Jak mogłaś?!- wykrzyczała jej ze złością w twarz.
- Mała jest najważniejsza.
- Nie mamo. Ty jesteś najważniejsza. Ja nie chcę głupiej drącej się po nocach siostry! Ja chcę ciebie mamo. Kocham cię i nie możesz tak po prostu odpuścić. Zrezygnować z leczenia.
- Robię to dla jej dobra- odparła nie rozumiejąc Uli.
- A twoje dobro?- zapytała.- Twoje zdrowie nic nie znaczy? Tata, Jaś i ja cię potrzebujemy.
- Wiem ,ale …uwierz mi to była bardzo trudno decyzja. Podjęłam ją wspólnie z twoim tatą i ją uszanuj. Obiecaj mi ,że zaopiekujesz się nimi. I tą małą- wskazała na zaokrąglony brzuch.- Także. 
- Nie powinniście mieć dziecka w tym wieku!- fuknęła.- Jesteście kompletnie nieodpowiedzialni. Totalnie popaprani!- wyszła z pokoju trzaskając drzwiami , a Magda ukryła twarz w dłoniach.

                                ***



Cichy zabójca w postaci choroby czekał na odpowiedni moment ,żeby zebrać krwawe żniwo. Z współczuciem patrzyła w przygaszone oczy matki, jej  wychłodzoną twarz i cienie pod nimi. W łóżeczku posapywało cichutko dziecko ,którego Magda nie miała siły wziąć na ręce. Umarła tydzień później. Józef zajął się pogrzebem. Tęsknił rozpaczliwie za żoną. Siadał przy stole w kuchni wgapiając w jeden punkt. Stracił zainteresowanie pracą, dziećmi i domem. Ulę przerastała opieka nad niemowlęciem i młodszym bratem czasami myślała o oddaniu ich i wypytywała ojca o rodzinę i czy ktoś nie mógłby ich przygarnąć ,bo ona nie daję  rady ,a dziecka drącego się ,co noc nie cierpi. Mała przypominała jej o śmierci mamy. Świeżych ranach.
Dzień po pogrzebie ojciec wyraził stanowczy sprzeciw. Nie chciał słyszeć o oddaniu Beatki ani Jaśka mimo że ograniczał się jedynie do odwożenia syna do szkoły i robienia mu kanapek. Od Beaty trzymał się z dala. Nie wiedział jak postępować z niemowlakiem. Ula do opieki nad dzieckiem wołała matkę Maćka ,a sama zamykała się w drugim pokoju i wkładała zatyczki do uszu ,żeby jej nie słyszeć.
Kolejne miesiące okazały się koszmarniejsze pd poprzednich. Ula przypominała zombi. Nie sypiała wiele ,bo Beatka non stop płakała ,a ojciec nie potrafił jej uciszyć. Nauka szła jej coraz gorzej. Nie zdała sesji i obawiała się o swoją przyszłość za wszystko winiła nieżyjącą matkę i dziecko ,które działało jej na nerwy. Mimo wszelkich starań nie potrafiła znienawidzić siostry i oddać jej obcym ludziom i nie dlatego ,że ojciec jej zgłosił przeciw ,ale sama uznała to za błąd.

środa, 24 października 2018

,, Jedno życzenie'' 11/ ( Singielka)




- Nie w porę?- zapytała blondynka wchodząc do salonu.
Sięgnął po pilota i wyłączył telewizor. Zegar wskazywał dwudziestą drugą osiemnaście. Skoncentrował wzrok na Elce i foliowej reklamówce ,którą trzymała w ręku. Uśmiechnęła się nieco zakłopotana widząc Igora bez koszulki.
- Tomka nie ma- odezwał się po chwili.- Przekaże mu ,że byłaś.
- Słuchaj miałam nadzieję ,że go zastanę. Nie odbiera ode mnie telefonu.
- Zapomniał telefonu. Wyszedł do sklepu.
- O tej porze?
- Lubi spacerować nocą po mieście. Mój brat to dziwak- dodał z delikatnym uśmiechem.
- No tak przytaknęła.
- Co masz w tej reklamówce?
- Ciasto z najlepszej cukierni. Masz ochotę się poczęstować?
- Jasne. Poczekaj tylko przyniosę talerzyki ,a ty się rozgość- Igor popędził do kuchni.
Rozsiadła się na wygodnej kanapie wykładając ciasto. Lubiła tu przychodzić. W mieszkaniu widać było brak kobiecej ręki. Na stoliku do kawy leżała paczka chipsów, na oparciu kanapy bluzy należące do Igora w przeciwieństwie do brata był strasznym bałaganiarzem. Tomasz często go upominał ,ale ten miał w dupie prośby ,żeby posprzątać po sobie. Igor długo nie przychodził Elka pomyślała już ,że zabłądził we własnej kuchni ,albo nie może znaleźć czystych talerzyków. W końcu wyłonił z pomieszczenia z naczyniami i zaproponował Elce.
- Elka?- Tomasz nie krył zaskoczenia.- Ty tutaj?
Podeszła do niego i wtuliła się w jego ramiona. Zaskoczony objął ją ramionami czując na sobie wzrok brata.
- O znowu przyniosłaś ciasto? Widzę ,że stałaś się stałą klientką cukierni- uśmiechnął się.
- A Owszem . mają tam wyjątkowe pyszności. Powiem więcej. Wzięłam przepis na tort bezowy i wiśniową poezję.
- O to muszę spróbować.
- O ile nie wyjdzie mi zakalec- odrzekła z kwaśną miną.
Igor  założył bluzę po czym zgarnął z wieszaka kurtkę i wyszedł na miasto.
Elka podzieliła się z Tomaszem historiami kobiet żyjących w toksycznych związkach ,zeszli też na temat nowej książki ,która przeczytała w ramach reaserchu i o zaległym artykule do zredagowania. Siedzieli w domowym zaciszu jedząc ciasto ,później Tomasz odgrzał gołąbki ,które kupił rano. Nie należały do najlepszych ,ale pozwalały zabić głód.
                              ©©©
Nagłe załamanie pogody pokrzyżowało plany Suszyńskiego. Zarezerwował bilet na najbliższy lot z kilkudniową obsuwą. Trzymając w jednej ręce walizkę ,w drugiej bilet był dziwnie niespokojny. Pierwszy raz jechał prosić kobietę swojego życia o powrót i strach przed odrzuceniem był równie wielki jak siła uczucia jakim obdarzył Natalię. Na wysokości jedenastu tysięcy kilometrów dotarło do niego ,że nie ma odwrotu. Oparł się wygodnie o fotel i marzył ,aby podróż szybko minęła i mógł ją zobaczyć. Przed wylotem napisał do dziewczyny. Nie otrzymawszy wiadomości zwrotnej nieco się podłamał ,ale postanowił się nie podawać. Odkąd z całą świadomością dotarło do niego ,że bez młodej Nowackiej odczuwa przeogromną pustkę ,nie może spać bez jej ,,dobranoc’’, nie może przytulić się do jej ciepłej pachnącej skóry, że cisza stała się przerażająca ,a serce tak cholernie tęskni.
Wyjrzał przez malutkie okienko i ujrzał błękit nieba przetykany białymi chmurami. Chłonął ten obrazek ,który koił jego zmysły, nim spostrzegł zasnął. Śnił o  wyspach, złocistym piasku ,słońcu i oceanicznej wodzie. Siedział na piasku jedząc egzotyczny owoc ,a przy nim siedziała w krótkiej zwiewnej sukience piękna dziewczyna we włosach miała czerwony kwiat. Pochylił się nad nią muskając jej usta ,jego zwinne palce zsunęły ramiączka sukienki. Wtem obudził go dotyk czyjeś ręki na ramieniu.  Stewardessa pochylała się nad nim z zaintrygowaniem i coś na kształt niepokoju.
- Wszystko w porządku?- zapytała odsuwając się zachowując lekką odległość.
- Tak. W porządku- odrzekł półprzytomnie wciąż pod powiekami miał obraz Natki i jej pełne ,zmysłowe usta dające niebywałą rozkosz.
- Krzyczał pan więc pomyślałam ,że coś się stało?
- Co krzyczałem- spytał z zmieszany.
- Natalia.
- Ach- westchnął.- To narzeczona , przyszła właśnie jadę się jej oświadczyć i poprosić o powrót do kraju- zwierzył się obcej osobie. Poczuł taką potrzebę widząc jej przenikliwy wzrok.
- Powodzenia- powiedziała tylko obojętnym tonem z niedostrzegalnym uśmiechem i odeszła.
                             ****
  Pukanie nie ustawało. Podała Amber pluszowego króliczka i zostawiła ją na chwilkę bawiącą się na kocyku wśród zabawek. Otworzyła na oścież drzwi i zamurowało ją. W progu z tajemniczą torebką stał Suszyński. W jej oczach niedowierzanie mieszało się ze łzami wywołanymi wspomnieniami i tęsknotą ,a serce zalała przyjemna fala ciepła.


.
- Mi… Mikołaj- wykrztusiła.
- Przyjechałem ,bo musiałem cię ujrzeć i powiedzieć ,że…- nie pozwoliła mu dokończyć rzucając mu się wzruszona na szyję. Ucałowała jego nos, policzki ,usta.
- Bo cię bardzo kocham- dokończył.- Zaniepokoiła mnie twoja nieobecność na lotnisku . Informowałem cię przecież o przyjeździe ,wiem miałem być w ubiegłym tygodniu ,ale plany pokrzyżowała mi  zła pogoda.
- Najważniejsze ,że jesteś i mnie kochasz- odparła nadal nie wypuszczając go z ramion. Z salonu dobiegał głośny pisk dziecka.
- Właśnie dlatego nie zjawiłam się na lotnisku- wyjaśniła.- Nie mogłam zostawić samej Amber ,a opiekunka się nie zjawiła.
- A jej matka?- podjął wątek.
- Ma wyłączony telefon od paru godzin. Nie wiem. Boję się ,że coś się stało- spojrzała mu prosto w oczu wysuwając się z jego ramion.
- Bardziej niepokoi mnie człowiek ,którego nazywasz psycholem- stwierdził poważnie Suszyński pełen niepokoju i złych przeczuć.
- Mogę wejść?
- Ann może w każdej chwili wrócić ,a nie pozwala mi przyjmować gości. Muszę stosować się do jej zaleceń inaczej wyrzuci mnie na bruk ,a stąd mam doskonały dojazd do pracy i nie chcę spędzać czasu na poszukiwaniach czegoś do wynajęcia. Chcę zaoszczędzić na podróż życia może to egoistyczne ,ale jestem sama więc komu sprawiać przyjemność jak nie sobie?
- Nati nie jesteś sama. Chyba nie chcesz powiedzieć ,że rezygnujesz z nas na rzecz jakieś podróży i pracy nie dającej ci satysfakcji ,nie sprawiającej ci radości. Tylko się w niej męczysz i utrudniasz życie. Jesteś młoda i powinnaś żyć pełnią życia. Podróżować możemy razem jako małżeństwo ,a jak urodzi się dziecko trochę przystopujemy ,a jak dziecko podrośnie zabierzemy je ze sobą. Przecież to w niczym nie przeszkadza owszem trzeba podchodzić do podróży poważniej i liczyć się z dobrem dziecka ,ale nie musimy z niczego rezygnować. Praca w ,,Co tam’’ obojgu nam odpowiadała z resztą Tomasz ma pomysł na własny biznes tylko potrzebuje wsparcia. Po cichu liczy na nas i nie zawiedziemy go ,prawda , Nati?- spojrzał na nią.
Stała z zaróżowionymi policzkami ,otwartymi ustami i wielkimi oczami wpatrującymi się w niego bardzo uważnie.
- Natalia, kochanie…- zwrócił się do niej. Nie zareagowała.
- Natalia…
- Co?- spojrzała na niego przytomniej.- Nic nie rozumiem. Jaki biznes Tomasza, małżeństwo ,dziecko. Z tego co wiem nie masz dzieci.
- Mówiłem o naszym dziecku- wciąż miał rozmarzoną minę.
- Mikołaj ja nie jestem w ciąży- powiedziała stanowczo.- Nie  zostanę matką- powiedziała wyraźnie.- Skąd w ogóle przyszło ci to do głowy?
- Tak jakoś- rzucił lekceważąco z pobłażliwym uśmiechem.
- Sprawka Eli?
- Eli? Ona nam przecież nie kibicuje więc tymbardziej nie wymyśliłaby …chociaż mogłabym powiedzieć ,że poznałaś kogoś w tym Londynie i z nim jesteś w ciąży.
- To prawdopodobne- powiedzieli razem  – Choć mam nadzieję ,że Ann mnie nie zabije jak cię wpuszczę do mieszkania. 
Zdjął płaszcz podał go Natalii. Odwiesiła go na wieszak i zaprosiła do salonu. Podał jej torebkę. Wyraźnie ucieszyła się na widok czekoladek na dnie znalazła małego pluszowego pieska.
- To dla małej- wyjaśnił i wziął zabawkę przykucając przy dziewczynce. Ta ochoczo wzięła pluszowego pieska i wyciągnęła rączki do Mikołaja.
- Ona zawsze taka odważna?- przelotnie zerknął na Natalię.
- Tak. Opiekunki zmieniają się błyskawicznie. Odkąd tu jestem było już jedenaście albo dwanaście. Żądna nie przypadła do gustu mojej kuzynce.
- Przerażające.
- Nie myśl ,że mała jest taka straszna.
- Ta ślicznotka ,straszna chyba kpisz. Spójrz na nią. Jesteś grzeczną księżniczką prawda? – poprawił małej opaskę na włoskach. Dziewczynka słuchała go uważnie bawiąc się nową zabawką.
- Zostaniesz z nią na momencik? Muszę skoczyć  do sklepu po mleko do kawy.
- Mleko?
- Okey. Lodówka świeci pustkami ,a ja od przedwczoraj nie mogłam wyjść z domu ,bo mała ma temperaturę i lekarz zabronił wychodzenia na zewnątrz. Wzięłam parę dni wolnego z pracy ,a telefon Ann wciąż milczy. Zaczynam się bać.
- Nie panikuj. Wszystko powinno się wkrótce wyjaśnić- uspokajał ją dziennikarz.- Kotku tylko wracaj szybko.
- Naprawdę zajmiesz się nią?
- O nic się nie martw. Księżniczko poradzimy sobie ,prawda?- dziecko w skupieniu się przyglądało.
- Mommy!- wykrzyknęła i rozpłakało się.
- Tęskni za mamą i zwracaj się do niej po angielsku. Ona nie rozpoznaje polskich słów ,bo pomimo ,że matka jej ma korzenie polskie nie uczy jej tego języka.
- Okey.
- Nie wiem czy powinnam cię zostawiać z tak małym dzieckiem. Amber  ma niespełna jedenaście miesięcy ,a ty nie masz absolutnie żadnego doświadczenia…
- Poradzę sobie- odparł pewnie starając się przekonać nie tylko ją ,ale i siebie.
- No ,nie wiem- uśmiechnęła się z przymusem.
- Zaufaj mi ,kotku- podszedł do niej i ujął jej twarz w dłonie.- Małej pod moją opieką nic się nie stanie.
- Trzeba ją przebrać ,bo wybrudziła sukieneczkę soczkiem…
- Wiem ,że nie widzisz mnie w innej roli jak pasjonata motoryzacji, zwolennika seksu przedmałżeńskiego, fana adrenaliny i spragnionego wciąż nowych wrażeń- odparł z nutą goryczy.- Wykorzystującego ludzi do niecnych celów, omijający obowiązki i uciekający od konsekwencji ,ale Natalia , to nie jestem ja- zaczął gestykulować lekko podenerwowany.- Ela mnie tak widzi. W krzywym zwierciadle ,ale ty…
- Miki- westchnęła.- Elka widzi to co chce widzieć wyłącznie ona. Ja dostrzegam w tobie znacznie więcej inaczej nie zakochałabym się w tobie ani nie dała ci szansy na odbudowanie naszych relacji. Tylko w roli ojca trudno mi sobie ciebie wyobrazić ponieważ dopiero się pogodziliśmy i uczymy być ze sobą.
 - Nie uczymy- zaprzeczył zerknął na płaczącą małą.- Jesteś kobietą mojego życia- musnął jej wargi. Pogłębiła pocałunek kładąc rękę na karku i żarliwie całowała jego usta. Dziecko płakała coraz głośniej. Niechętnie oderwali się od siebie. Natalia z pomocą mężczyzny przewinęła w końcu dziewczynkę. Mikołaj jak na niego szybko się uczył ,co ogromnie ucieszyło Natalię ,ale uśmiech jej zszedł momentalnie z twarzy uświadomiwszy sobie ,iż on może tylko żartował i wcale nie pragnie założyć rodziny ,a może pragnie ,ale nie z nią. Naszły ją wątpliwości.
 Ku jej zaskoczeniu po powrocie ze sklepu Mikołaj świetnie się bawił pluszakami naśladując różne dźwięki. Nie sądziła ,że ten sztywniak może złapać taki świetny kontakt z dzieckiem. Zwłaszcza ,że po rozstaniu z Eryką był przygaszony i dla niego świat pogrążył się w szarości , a ona stała się jego światłem rozpraszając ciemność i wnosząc w jego życie kolory. Dzięki niej znowu chciał żyć pełnią życia i czuł się szczęśliwy ,a Natalia stała się uzależniona od jego słów, uśmiechu, dotyku ,umierała bez tego i nie chciała tracić go teraz ponownie wypuszczać z rąk.

                                               ****
- Nati śpisz?- podszedł do jej łóżka i dotknął policzka.- Ann mała śpi ,wykąpałam ją,przebrałam ,założyłam nową pieluchę i dałam kaszkę.
- Natalia, to ja Mikołaj- odpowiedział powstrzymując śmiech. Podniosła się pozycji siedzącej i oniemiała.
- Coś ty zrobił z pokojem?- wpadła w panikę. 
- Nic. Chciałem romantycznie. Mikołaj! - wyskoczyła z łóżka. Wszędzie stały  zapalone zapachowe świeczki. Na szafkach ,podłodze , pólkach, stoliku nocnym i parapecie. Języki ognia powoli lizała już firanki i story.  Suszyński pobiegł po wodę. Udało im się ugasić pożar bez interwencji straży. Nadpaliły się tylko firanki i story . Pogasili świeczki i w całkowitych ciemnościach opuścili pokój zostawiając uchylone okno ,aby wywietrzyć spaleniznę. 
- Świetnie , naprawdę świetne- skwitowała zachowanie Mikołaja udając obrażoną. - Wczoraj spaliłeś pieczeń ,dziś to ,a przedwczoraj mówiłeś ,że ta kolacja i masz prezent szkoda tylko ,że zasnąłeś ,gdy przenieśliśmy się z winem na kanapę. Nie wspomnę ,o restauracji w ,której nie było wolnych stolików. Zapomniałeś zarezerwować i chodziliśmy z Amber po mieście w końcu lądując knajpce gdzie jedzenie było ohydne ,a ja to odchorowałam cały następny poranek. Mikołaj  ja cię błagam nic już nie wymyślaj. Zaczynam się bać tych twoich pomysłów. Przez ciebie nie mam gdzie spać- rzekła ze złością. 
- Natalia, Nati- usiłował załagodzić sytuacje.
- Nie możesz być normalny!- w pewnym momencie podniosła głos.- Elka miała racje odradzając mi spotykania się z tobą...
- Kochanie...- złożył na jej ustach siarczystego buziaka.- Wiem jestem patafianem, kretynem ,idiotą i nazwij mnie czym chcesz ,ale planowałem coś wyjątkowego  i wciąż nie idzie po mojej myśli. 
- To nie twoja wina- powiedziała uspokajając się nieco.- A z ciebie nie zrezygnuję.
- Bardzo mnie to cieszy ,kotku- uśmiechnął się do niej ,a ona odwzajemniła ten gest.
Usłyszeli przekleństwo po angielsku. Odwrócili się jak na komendy w kierunku drzwi. Ann mocno obejmowała dobrze zbudowanego wytatuowanego mężczyznę w pasie i śmiała się głośno ,chociaż Natalia nie wyczuła od niej alkoholu. Zaciągnęła ją nieco ostentacyjnie do drugiego pomieszczenia i nawrzeszczała na nią. Natalia wybiegła z płaczem szepcząc Mikołajowi ,, zabierz mnie stąd'' . Przytulił ją i pocałował w usta. Ta spakowała się i pojechali do hotelu w środku nocy. Rano po namiętnej nocy z bijącym sercem wspominała szał namiętności jaki ich wczoraj ogarnął. Leżące ubrania, jego palący wzrok, jej ręka sunąca od torsu ,aż do intymnego miejsca. Jego sprawne palce bawiące się guziczkami od jej bluzki i gorące usta całujące jej ,każdy skrawek ciała. W tym miłosnym akcie było wszystko tęsknota, uwielbienie ,pożądanie, miłość ,czułość. Kilkukrotnie powiedział jej ,że ją kocha. Ona odpowiedziała mu tym samym. 
                                                    ****
Wrócili do Polski bardzo szczęśliwi nie jako narzeczeni jak planował Suszyński ,ale para. Pojechali od razu do mieszkania mężczyzny. Ustalili ,że zamieszkają razem i chcąc cieszyć się swoją miłością. Odespali po podróży,a wieczorem Mikołaj przygotował uroczystą kolację dla nich dwojga. 

Ujrzawszy na talerzu pudełko pomyślała o jakieś kolii ,ale pomyliła się. 
- Pierścionek! To pierścionek!- pisnęła uradowana i spojrzała ze szklistymi oczami na dziennikarza.
- Jesteś moim światłem ,mą nadzieją  wiarą ,że można zacząć od nowa i nadzieją na prawdziwą miłość. Dla ciebie stałem się romantykiem ,bo nikt wcześniej nikt ode mnie tego nie oczekiwał. Chcę być świadkiem ważnych i miej ważnych rzeczy. Natalio, kochanie... zostaniesz moją żoną- zapytał klęcząc przed nią. Przeczesała jego włosy i ucałowała z miłością usta.
- To znaczy?
- Tak , tak , tak!- rzuciła mu się na szyję. 
Wsunął jej na palec śliczny pierścionek ,a ona zrobiła zdjęcie i wysłała z telefonu narzeczonego zdjęcie najpierw Tomaszowi, potem siostrze ,a później również do Monika i Andrzeja ,bo nie mogła uwierzyć ,że została narzeczoną. 
- Tak , bardzo cię kocham Miki.
- Ja ciebie też- usiadł do stołu.- A teraz jedzmy. Kolacja stygnie. 
- Zrobię tylko zdjęcie i odkładam już telefon- odparła widząc jego krytyczny wzrok.












- Nati zrobiłaś już chyba ze sto.
- Ale marudny jesteś.
- Jestem starszy i...
- No i zaczyna się- przewróciła oczami.- Nie głoś mi teraz tyrad , staruszku- dodała żartobliwym tonem.
- Jedz, dziecko- odpowiedział w podobny sposób. 

                                            *****

Śnieg skrzypiał pod nogami ,a dookoła czuć było powoli atmosferę świąteczną. Płatki śniegu wirowały nad głowami przechodniów. Powolnym krokiem spacerowali Ela z Tomaszem. Nie przeszkadzał im zmierzch ani mróz strzykający w policzki. Szli obok siebie z rękami opuszczonymi i bezradnymi jakby zapomnieli do czego służą dłonie i palce. Unikali dotyku ,mimo że oboje podświadomie o tym marzyli. O choćby malutkiej bliskości. Bez podtekstów. Po prostu by poczuć ciepły dotyk tej drugiej osoby. Drzemały w nich niespełnione marzenia o miłości. Elka zraziła do siebie Tomka i musiała postępować ostrożnie ,żeby nie wystraszyć go jeszcze bardziej. Nagle zaczęło zależeć jej na poprawnych stosunkach z Górskim. Jednak poruszony niespodziewanie przez fotografa  temat Natalii rozzłościł blondynkę.
- Matka dała Mikołajowi adres Natalii z jakiej racji?!- Tomasz nie przejął się zbytnio jej nagłym wybuchem.- Słyszysz?
- Kocha ją , ma wobec niej poważne plany. Przekonał do siebie waszą matkę ,a ją nie łatwo jest przekonać z tego co zaobserwowałem.
- Jesteś świetnym obserwatorem- odparła zgryźliwie.- Szkoda ,że nie zauważyłeś. Mikołaj ją rzucił ,bo gardzi jej miłością.
- To ty gardzisz miłością. Wystrzegasz się wszystkiego ,co mądre ,dobre i szlachetne. Sprawia ci frajdę niszczenie czyjegoś szczęścia. Napisz książkę i tam wykreuj sobie bohaterów.
- Nie kłóćmy się- powiedziała ugodowo.- Zgłodniałam masz ochotę na gorący rosół?
- Ela nie mogę tam iść.
- Możesz- zadecydowała.- Mama gotuje  genialnie i koniecznie musisz jej to powiedzieć ,bo uwielbia komplementy. Jeśli nie  pójdziesz to się obrażę.
-  To jest szantaż- wytknął jej.- Ale przekonałaś mnie- odpowiedział Tomasz.
- O Pan fotograf- Sława wydawała się zaskoczona. - Elka czemu mi nie powiedziałaś ,że jesteście razem?
- Bo...
- Jedzmy ,bo zupa wystygnie- Sława wybawiła go z opresji. 
Atmosfera się po paru minutach się rozluźniła. Tomasz rozmawiał chętnie o swojej pracy z Sławą , Genowefą i nawet Olgierdem. Matka Eli opowiadała o kuchni ,konfiturach i zbliżających się świętach Bożego Narodzenia. Tomasz usiłował unikać zakazanego tematu. Po konflikcie z rodzicami nie obchodził świąt. Najczęściej wyjeżdżał.
- Natalia przyjdzie z panem Mikołajem?- zgrabnie zmieniła temat Sława. - Oni są parą ,tak?
- Nie- odrzekła Ela.- Mamo pomyliłaś coś. Ja i Tomek przyjaźnimy się ,a Natalia i Mikołaj rozstali się. 
Tomasz przyglądał się ukradkiem Elce. Gdy rozmawiała z matką o wypiekach jej oczy się śmiały była w swoim żywiole , z pasją opowiadała o swojej pracy ,ale Sława przestała ją słuchać. Zostali na chwilę sami w ogrodzie.
- Pięknie ,prawda- położył na jej ramionach kurtkę. Uśmiechnęła się do niego ciepło. 
- Dziękuje. Lubię przyjeżdżać w rodzinne strony i podobnie jak siostra wspominać dzieciństwo- objął ją ramieniem i pocałował w skroń. 
Dni spędzone z Elą sam na sam z dala od redakcji bardzo ich do siebie zbliżyły. W weekend wyjechali w Tatry. Szlach górski był nieco ośnieżony. Trzymała go za rękę i patrzyła na ubranego w zieloną kurtkę, patrzyła w cudownie zielonego oczy przypominające jej wiosenne pejzaże górskie pokryte szmaragdową peleryną. Chwycił mocniej jej dłoń i spojrzał na zarumienione od wiatru policzki i blond włosy wystające pod popielatej czapki.
- Zakochałem się w tobie , Ela- z szoku odebrało jej mowę. 
- Kocham cię , Ela. Mimo ,że twoje zachowanie nie zdołało mnie zniechęcić ,próbowałem się wycofać , odpuścić ,ale nic na to nie poradzę. Kocham cię- starł z jej policzka zabłąkaną łzę. Ucałowała jego usta i objęła go mocno stojąc na szlaku górskim.
- Kocham cię Tomek- powiedziała głośno i przytknęła rękę do ust.- Jeszcze wywołam lawinę -zaśmiała się cicho.
- Ty głuptasie- przyciągnął ją do siebie. 
Po powrocie do małego pensjonatu odczytał wiadomości i ujrzał   mms'a od Mikołaja. 

Uśmiechnął się szeroko widząc pierścionek i podpis. ,, Jesteśmy tacy szczęśliwi💝💝💝'' 
,, My też. Wyznałem Elce miłość ,a ona ją odwzajemnia''- odpisał równie szczęśliwy Tomasz.
- Pokaż- Elka zrobiła wielkie oczy i przeczytała podpis.- Od kogo to?
- Natalia i Mikołaj się zaręczyli- odparł z uśmiechem.- Szykuje się wesele.
Pierścionek ładny jej kupił ciekawe jak wyglądały oświadczyny? Może Mikołaj wbrew moim przekonaniom jest jej wymarzonym księciem tak jak dla mnie Tomasz? 
Po raz pierwszy szczerze cieszyła się szczęściem młodszej siostry ,chociaż po cichutku jej zazdrościła  pierścionka i romantycznych zaręczyn ,bo spodziewała się ,że pewnie Suszyński zrobił to w eleganckiej restauracji.   
- Ela, kochanie zasnęłaś na stojąco ?
- Nie- zaprzeczyła.- Myślałam o czymś. Tęsknie za siostrą niech już wracają.
- Wracają? 
- Znaczy niech Natalia wraca. Oj przejęzyczenie ,bo skoro się zaręczyli to i jego trzeba brać pod uwagę zwłaszcza ,że moja mama z pewnością go zaprosi na wigilię. Chcąc nie chcąc będziemy rodziną. 
- Tylko ja się wykluczam.
- Jesteśmy razem więc i ty musisz uczestniczyć w rodzinnej wigilii chyba ,że masz inne plany?
- Nie , brat pojedzie do Szczecina i chyba zabierze dziewczynę ,a ja spędzam zwykle święta na stoku narciarskim. Czasem jechałem z Mikołajem,ale ...- spojrzał na nią.
- Spokojnie- zaczęła łagodnie.- Nie mam pretensji przecież wtedy się nie znaliśmy ,rok temu...rozumiem ,że będzie chciał spędzić czas z moją siostrą. Nie mogę uwierzyć ,że on się oświadczył- dodała cicho.  Od tego roku będzie inaczej. To nasze pierwsze święta razem- wydawała się być podekscytowana.- Muszę jeszcze Natkę wypytać o te zaręczyny.
- A jednak cię zainteresowały?
,,Miki mi się oświadczył ! Nie do wiary!  Widziałaś fotkę z pierścionkiem?'' Natka.
,, Widziałam. Gratulację. Piękny pierścionek. A było tak normalnie z kwiaty i klękaniem na kolano?
,, Oczywiście i z kolacją '' więcej powiem ci jutro jak się spotkamy u ciebie. Znaczy ja przyjdę rano ,bo później mamy z Mikim plany.''
,, Widzę pełna sielanka ,a spotkamy się u rodziców na wigilii,bo jestem w górach z Tomkiem.
,, A jakże. Pa ,bo Mikołaj będzie zazdrosny myśląc ,że pisze z kochankiem.
,,Trzymaj się siostra. Pa. Tylko o antykoncepcji pamiętaj.
,,Tylko do ślubu. Wy też nie zapomnijcie się zabezpieczyć ''- odpisała z tajemniczym uśmiechem. 
Tomasz po rozmowie z jednym z górali wrócił do Elki. Stała przy oknie spoglądając na ośnieżone góry za szybą.
Przygarnął ją do siebie i pocałował w usta. 
- Zgadzam się.
- Na co?- nie rozumiała
- Spędzić z twoją rodziną i tobą święta.
- Bardzo się cieszę ,że spędzimy tyle czasu razem ,a po Nowym roku czeka nas sporo roboty w redakcji.
- Nie myśl o pracy, chodź- pociągnął ją w stronę drzwi na zewnątrz - niepewnie chwyciła jego dłoń w pośpiechu się ubierając. Wybłagała dziesięć minut. Zajęło jej troszkę dłużej i razem poszli na stok narciarski. Tomasz czuł się w swoim żywiole ,ale Ela niekoniecznie. Do pensjonatu wróciła z poobijanym tyłkiem, chorą kostką przez co Górski musiał nieść ją ,a później pomóc jej zdjąć jej buta. Pomasował nogę i sprowadził lekarza na szczęście skręciła tylko lekko kostkę więc jechanie do szpitala sobie odpuścili ,ale musiała przez kilka dni uważać i o górskich wędrówkach mogli zapomnieć. Tomasz obiecał doktorowi się nią zaopiekować ,a ona się nie sprzeciwiała.