Strona Główna

czwartek, 24 listopada 2016

,, Ocal moje serce'' 1



 W kościele brzmiał cicho hymn. Czerwony dywan czekał aż przejdzie po nim panna młoda. Goście z niecierpliwością  czekali na rozpoczęcie ceremonii ślubnej. Niebieskooka szatynka żałowała ,że zgodziła się zostać świadkową na tym  ślubie . Poprosiła ją przyjaciółka ,więc się  zgodziła. Nie myśląc  ,że świadkiem będzie brunet o oczach w kolorze stali. Ten ,który niegdyś sprawił ,że serce pękło na pół. Nie chciała go spotkać i obawiała się sytuacji ,gdy będą ze sobą twarzą w twarz. Odeszła z firmy Febo& Dobrzański aby móc być jak najdalej od niego. Zrezygnowała z pracy ,gdy dowiedziała się o intrydze. Wtedy rozwiały się jej plany na przyszłość z nim. Nigdy nie powinna ich mieć. Karmił złudnymi marzeniami i nadziejami. Zasłonił jej oczy by podążała za nim w ciemności. Była gotowa iść z nim na koniec świata ,lecz on to zniszczył. Wyjechała na mazury by uleczyć złamane serce. Na nowo się odnaleźć.  Poznała tam kardiologa . Zwierzyła się mu wyjawiając to co najbardziej ją boli. W skrócie opowiedziała o rzekomym związku jej z Markiem.  Mimo upływu czasu rana w sercu nie zabliźniła się. Ono wyrywało się do niego niezależnie ,czy tego chciała czy nie. Decyzja o powrocie do F&D  tuż po metamorfozie wcale nie okazała się łatwa.  Zmieniła się dzięki Pshemko ,który uparł się ,że zmieni jej wizerunek. Metamorfoza szatynki wprawiła w zdumienie wszystkich pracowników firmy. Dostrzegła też zachwyt w oczach tego  przez, którego zamknęła serce na miłość i straciła cząstkę siebie. Wiele by dała aby zapomnieć.  
                                   ******* 
Ubrała czerwoną sukienkę do kolan, czerwone szpilki  ,a włosy upięła w luźny kok wpinając  sztuczną czerwoną lilię. Delikatny makijaż ,ledwo widoczny . Nie patrzyła na niego ,chociaż stał obok. W rozpiętym lekko czarnym garniturze spod ,którego wyłaniała się śnieżnobiała koszula. Również nie spoglądał w jej stronę. Trzymała bukiet białych róż. Na środku przy ołtarzu stał ksiądz. Brunet trochę się denerwował i z trudem powstrzymywał się by nie zerknąć na niebieskooką . Blondyn spojrzał na swojego przyjaciela ,a następnie na szatynkę. Wiedział ,że oboje cierpią ,bo nie potrafią już rozmawiać. Organista zaczął grać melodię weselną.  
Ku ołtarzowi zmierzała powoli przyszła panna młoda ,a parę blond loków wysunęło się z misternej fryzury. Pan młody nie mógł oderwać wzroku od ukochanej białej koronkowej sukni do ziemi i welonie dopinanym z tyłu. Z uśmiechem na ustach zajęła miejsce obok przyszłego męża.  
Brunet dyskretnie spojrzał na szatynkę posyłając jej niewinny uśmiech ,ale uciekła spojrzeniem gdzieś w bok.  W jej umyśle i sercu szalała burza. Niezauważalnie wzięła głębszy oddech i wbiła wzrok w czerwony dywan i buty. Z trudnością powstrzymała się by na niego nie spojrzeć ,nie dotknąć. Trudno było zachować dystans ,gdy znajdował się tak blisko. Zwłaszcza ,że uczucie do niego nie umarło. Nadal kochała go jak dawniej ,a nawet bardziej . Wtedy nie przypuszczała ,że ich losy tak się potoczą ,a oni rozpadną. Zamiast kochających serc zostały zgliszcza. Wspomnienie dawnych chwil ,tak szczęśliwych i niezapomnianych wywoływało smutek .  Nie sądziła ,że ją skrzywdzi. Podarował jej najpiękniejsze sny ,które zamieniły się potem w koszmary.  
Uważała ,że wyjazd pomoże jej zapomnieć o wszystkim co było między nimi. Nie pomogło ,a sprawiło ,że myślała o nim jeszcze więcej.  Sądziła ,że nadejdzie dzień ,gdy będą potrafili normalnie porozmawiać i zatrzeć złe wspomnienia .  
Teraz nie umiała znaleźć słów . Nie umiała spojrzeć mu w oczy. Tak naprawdę obawiała się co może z nich wyczytać. Mówi się ,że oczy są zwierciadłem duszy i zdradzają prawdziwe uczucia.  
                           *** 
Zarówno Marek jak i Ula nie bardzo potrafili skupić się na ślubie przyjaciół. Myśleli o tym co ich łączyło. On pewny ,że stracił już szansę na szczęście u jej boku. Ona bojąca się zaryzykować ponownie i niepewna uczuć Marka.  Mimo starań i jego próśb o rozmowę wciąż ich unikała.  
Dobrzański podał przyjacielowi złote obrączki . Symbol miłości i wierności. Poczuł smutek ,gdyż zdał sobie sprawę ,że kobietę którą kocha nad życie jest mu odległa ,pomimo ,że stoi niedaleko niego. A może Ula już mnie nie kocha? Wciąż ją raniłem i oszukiwałem ,więc zasłużyłem by być sam. Teraz mogę tylko na nią patrzeć . Nic więcej.  
Zastanawiało go i jednocześnie zaskoczyło ,że przyszła sama. Wiedział ,że była z Sosnowskim. Nie słyszał o ich rozstaniu. Rozejrzał się po kościele nigdzie nie zauważając doktorka. Nie wiedział albowiem ,czy oni są ze sobą tak na sto procent. 
Zerknął na nią i zauważył ,że jej oczy się zaszkliły. Coś mu mówiło ,że to nie wzruszenie ,a co innego. Inny powód.  Tylko jaki? Przecież powinna być szczęśliwa.  
Ich spojrzenia ponownie się skrzyżowały . Tym razem patrzyli się na siebie przez dobrych kilka sekund.  
Sebastian i Violetta właśnie przysięgli sobie miłość do końca swoich dni . Pocałowali się z szerokimi uśmiechami opuszczając kościół.  
,, Szczęśliwe małżeństwo to długa rozmowa, która wciąż wydaje się za krótka’’ 
Niespodziewanie Ula odwróciła się i wybiegła z kościoła. Biegła na tyle szybko na ile pozwalały jej szpilki. Makijaż wolno spływał po twarzy niczym farba po płótnie. Goście byli zszokowani ,a najbardziej Marek.  
Nowożeńców obsypano kolorowymi płatkami róż i ryżem. Wsiedli do białego przystrojonego samochodu . Odjechali ,a wszyscy ich machali.  
Dobrzański przeciskał się przez gości w poszukiwaniu Uli. Ludzie powoli rozjeżdżali się w kierunku sali na której miało być wesele.  
Wkrótce brunet został sam nie znajdując ukochanej. Gościom powiedział ,że na zabawę dołączy później. Tak naprawdę nie miał ochoty się bawić. Pragnął tylko porozmawiać z Ulą i wyjaśnić jej nieporozumienia i sprawić by uwierzyła ,że ją kocha. Szczerze i szalenie i jest gotów spędzić z nią resztę swoich dni.  Rodzice twierdzili ,że zapomni ,on wiedział ,że nigdy się tak nie stanie. Powtarzał w myślach jak mantrę ,że będzie tylko ona. Nikt inny. To ona była mieszkanką jego serca i wiedział ,że go nie opuści. Nawet ,jeżeli nie zechce już go w swoim życiu. 
,,Miłość może żywić się najmniejszą odrobiną nadziei ,ale zupełnie bez niej istnieć nie może’’ 
Postanowił się przejść w pamięci mając jej obraz. Z dnia na dzień była dla niego piękniejsza. Sprawiając ,że zapragnął jej dotknąć ,pocałować albo chociaż przytulić. Zdawał sobie sprawę jednak ,że to niemożliwe. Mogłoby być to przez nią źle odebrane.  Pragnął jej obecności ,dotyku ,głosu. Chciał zabrać ją w tyle miejsc, tak wiele jej powiedzieć.  Całować i kochać do utraty tchu.  
Myśli uparcie krążyły wokół niebieskookiej. Wsunął dłonie do garnituru. Niektórzy spojrzeli na niego ,lecz nie zwrócił na to uwagi. Nie liczyły się już inne kobiety. Liczyła się wyłącznie Ula. Jego kochana Uleńka.  
Obawiał się ,że nie chcę go nawet widzieć. Celowo unikała jego spojrzeń. Nagle uświadomił sobie ,że skoro nie miała odwagi by spojrzeć mu prosto w oczy to znaczy ,że coś czuję. Karmił się nadzieją ,że może jest jeszcze szansa. Mimo ,że tydzień temu widział ją całującą się z Piotrem. Dziś przyszła sama ,ale to nie znaczy ,że jest wolna. Świadomość ,że jest zajęta i u kogo innego układa sobie życie napełniała go niewyobrażalnym bólem.  
Szedł dalej czując ciepłe promiennie słońca na twarzy. Drzewa poruszyły się  pod wpływem niewielkiego podmuchu wiatru. Wrześniowy dzień nadzwyczaj był dziś ciepły.  
                                   ****

Siedziała na ławce ,a wszystkie wspomnienia związane z nim powracały. Nogi same zaprowadziła ją w to miejsce. Niegdyś szczególnie ważne dla nich. Ławka na której rozmawiali na rożne tematy. Staw gdzie karmili kaczki i alejką ,którą spacerowali.  Byli tu zarówno w chłodne jak i ciepłe dni. Oczami wyobraźni widziała znów jak spacerują ,rozmawiają ,śmieją się i karmią kaczki. Jak podziwiają przyrodę budzącą się do życia. Przypomniała sobie wigilijny dzień. To od niego zaczęła się historia ich rzekomej miłości.  
Podniosła głowę i objęła wzrokiem pobliskie drzewa. Ich liście miały różne odcienie. Od żółtego po brązowy. Zauważyła małą dziewczynkę ,której prawdopodobnie matka uczyła jeździć na różowo-białym rowerku z koszyczkiem.  Nie przyznawała się ,że Piotr jest zastępstwem za Marka. Obawiając się samotności i nie chcąc wracać do tamtych chwil związała się z lekarzem. Liczyła ,że Sosnowski pomoże jej uwolnić się od przeszłości i zapomnieć o utraconej miłości. Przyniosło to odwrotny skutek. Nie czuła się szczęśliwa ,bo wciąż myślała o Marku.  
Gdy go zobaczyła uczucia wróciły ze zdwojoną siłą. Życie ją nie oszczędzało i stawiało wciąż na drodze Dobrzańskiego. Cierpiała z miłości.  Budząc się dopadała ją szara rzeczywistość ,a świadomość ,że inna może zająć miejsce w jego sercu i w życiu sprawiała ,że rozpadała się na kawałki. Szukała ukojenia ,lecz tylko jego ramiona umiałyby ukoić ten ból . Już ponad rok udawali ,że nic dla siebie nie znaczą. Oddała mu prezesurę i z rezygnowała z pracy w firmie raz na zawsze. Utrzymywała tylko kontakt z Anią i Violą z którymi się zaprzyjaźniła . Nie wypytywała o niego . W jej życiu też zaszło sporo zmian i do dzisiejszego dnia udawała ,że już za nim nie tęskni . Okazało się to nieprawdą. Widok jego sprawił ,że na nowo rozbudziły się jej nadzieje na bycie blisko Marka. Odrzuciła szybką tą myśl . Między nami wszystko skończone. Nie istnieje słowo ,,my''  tylko ,,ja''. Poza tym nie jestem sama. Jest Piotr. 
Podniosła się z ławki ze łzami  w pośpiechu opuszczając park. Nie chciała go tu spotkać jeśli by tu przyszedł. 
                             _______________________________
Witajcie. Od razu wyjaśniam ,że nie porzuciłam opowiadania ,, Bolesna strata'' i będzie ono kontynuowane. Pozdrawiam :).

czwartek, 10 listopada 2016

,, Bolesna strata'' 7



Zatapiała się w bolesną przeszłość ,a serce nie umiało zapomnieć. Myślała ,że marzenia na zawsze pozostaną niespełnionymi.
Chciała zapytać niebios dlaczego zabrali jej ukochaną córeczkę. Coś najcenniejszego co kochała bezwarunkowo. Wiedziała ,że nikt nie odpowie. Pozostanie tylko cisza i pustka. Pamięć nie pozwalała wyrzucić obrazu uśmiechniętej ,małej buzi. Ten obraz towarzyszył jej codziennie ,gdy otwierała oczy. Wtedy docierało do niej ,że ten obraz jest tylko mglistym wspomnieniem zaszufladkowanym w umyśle. Jak stary film przywoływała wspomnienie mając nieco zakrzywiony obraz przyszłości. Stąpała po ruchomych piaskach ,a jej stopy zapadały się z każdym kolejnym krokiem.
Codziennie zamykała się w szczelnej skorupie nie pozwalając nikomu dostać się jego wnętrza. Utraciła szczęście i miłość ,której szukała przez całe życie. Nie wiedziała co to znaczy mieć pełną kochającą rodzinę. Gdy na świecie pojawiła się mała pragnęła dać jej to czego ona nie miała . Ojciec ją kochał ,lecz nie mógł zastąpić mamy. Brakowała jej szczególnie w ważnych momentach jej życia.
- Nie , jesteś w Polsce- odpowiedział nieco zdziwiony jej pytaniem. – Rozmawiałaś przecież z Maćkiem .
- Nie rozmawiałam z Maćkiem . To on mówił nawet nie wiem o czym. Jedynie pamiętam męża  krzyczącego o śmierci ,oskarżającego mnie o zabicie dziecka i pana siedzącego  tu prawie codziennie.
- To w takim razie nie wiesz chyba. ..
- O czym?- przerwała mu nagle mierząc go lekceważącym spojrzeniem.
- Kim jestem i ,że byłaś w śpiączce- wyjaśnił.
Zmarszczyła czoło i przetrawiając informację usłyszane od bruneta.
- Byłam w  śpiączce? -wykrztusiła zszokowana. – Nie rozumiem. Niedawno miałam wypadek i powiedzieli mi ,że… moja córka Emily . . .- urwała biorąc głęboki oddech.- Nie wspomnieli o śpiączce.
- Czy pamiętasz ,że próbowałaś popełnić samobójstwo?- zapytał ,a w jej błękitnych oczach ujrzał rozpacz .
Odwróciła wzrok cicho łkając.
Zacisnął usta zły na siebie ,że wykazał się nietaktem. 
Nie powinien był jej przypominać. 
Brunet milczał ze wzrokiem utkwiony w podłodze  po czym, podniósł na nią stalowe źrenice.
- Przepraszam – rzekł ze skruchą ujmując jej dłoń. 
- Długo byłam nieprzytomna? Jaki jest miesiąc ? – zapytała zmieniając automatycznie temat by nie poruszać bolesnej przeszłości.
- Dość długo - odpowiedział . – Jedenaście tygodni- sprecyzował.
Zamrugała powiekami i zerknęła na niego oszołomiona.
- Nazywam się Marek Dobrzański i od kilku lat jestem prezesem firmy Febo&Dobrzański . Wcześniej firma należała do mojego ojca Krzysztofa i jego wspólnika zmarłego Francesco .
Zginął wraz z żoną Agnieszką w katastrofie lotniczej. Pauliny i Aleksa ich dzieci nie było z nimi. Moi rodzice przygarnęli ich pod swój dach i w ten sposób zyskałem przyrodnie rodzeństwo. Obecnie są we Włoszech. Założyli własny biznes i nie myślą o powrocie. Popełniłem w życiu wiele błędów ,ale o tym opowiem ci może ,kiedy indziej- zakończył i spojrzał na nią .
- Kłamiesz- odparowała oschle.
- Nie , jeżeli mi nie wierzysz to zapytaj Maćka. Z pewnością wpadnie dziś do szpitala. Po co miałbym kłamać?- spojrzał jej w oczy.
 Odwróciła speszona wzrok pod wpływem jego przenikliwego spojrzenia.
- Niech już pan idzie- mruknęła odwracając się do niego plecami.
Obserwował ją przez krótką chwilę widząc ,że na nic zda się siedzenie tu i przekonywanie jej ,że nie kłamie.
- Przyjdę jutro- szepnął cicho podnosząc się z krzesła.
- Nie chcę cię tu więcej widzieć !- podniosła głos . – Nikt nie uwolni mnie od niego – ukrywała twarz w dłoniach.
- Chcę ci tylko pomóc
- Nie chcę niczyjej pomocy- burknęła .- A zwłaszcza twojej – przeszyła go surowym spojrzeniem. - Nie jesteś w stanie przywrócić jej życia .  
Spod przymkniętych powiek spłynęły przezroczyste krople.
Zapadła kilkuminutowa cisza.
- Pójdę już – powiedział w końcu podnosząc się z krzesła. Ujął jej dłoń zostawiając na niej delikatny pocałunek.
- Odpoczywaj, i nie martw się. On tu nie przyjdzie.
                    ******
Zacisnął mocniej dłonie na kierownicy i oparł głowę o zagłówek. Zatrzymał się na poboczu niedaleko lasku. Księżyc przedzierał się przez chmury ,a wiatr kołysał lekko drzewami. Ciszę przerywało tylko szczekanie gdzieś w oddali psa. Droga była pusta ,którą oświetlały pobliskie lampy i światło księżyca. Tej nocy męczyła go bezsenność. 
Zrobiło się zimno ,więc brunet postanowił wrócić do domu. Przespać się ,a jutro z samego rana zgłosić sprawę usiłowania zabójstwa na policję.
Ranek przywitał mieszkańców Warszawy i okolic porywistym wiatrem i deszczem. Termometr wskazywał ledwie osiem stopni.
Ubrał się ciepło i w pośpiechu wypił kawę . Omal nie zapomniał o teczce z dokumentami.
 Czekał na korytarzu z dobrą godzinę ze wzrokiem utkwionym w podłogę. Marzył by jak najszybciej stąd wyjść i mieć to już za sobą.
- Dzień dobry- męski szorstki głos wyrwał Dobrzańskiego z zamyślenia.
Komisarz Niemczyk zajął miejsce za dużym biurkiem i wskazał dłonią krzesło by mężczyzna usiadł.
- Jak pan wspomniał chce pan wnieść oskarżenie o usiłowanie zabójstwa tak?- policjant wolał się upewnić.
- Tak- przytaknął Dobrzański.
- To poważne oskarżenie- poinformował.
- Mam tego świadomość- odrzekł brunet.
- Dobrze. W takim razie słucham panie Dobrzański – rzucił chłodno.
- Nie wiem od czego zacząć- westchnął ciężko.
- Może zacznie pan od początku- zaproponował .
Marek pokrótce streścił mu nieprzyjemny incydent w szpitalu i wspomniał o wcześniejszym o którym się dowiedział jakiś czas temu. Policjantowi imię Sisinij nic nie mówiło podobnie jak nazwisko Iwanow. Nie był notowany. Jego kartoteka była czysta. Dobrzańskiego mocno to zaskoczyło. Przypuszczał ,że miał chociażby wyrok w zawieszeniu lub drobne przewinienia. 
Komisarz Niemczyk stukał coś na klawiaturze i nie odrywając wzroku od monitora komputera zapytał :
- Ma pan może zdjęcie? To znacznie ułatwiłoby sprawę i pomogło w śledztwie.
Brunet wyciągnął z portfela niewielkie zdjęcie i podał mężczyźnie z rudym wąsem .
-  Dmitrij Anton Zajcew – oznajmił i wprowadził dane do komputera.

                      ****
Osiem tygodni. Tyle udało mu się poświęcić wyłącznie pracy . Załatwił w między czasie bardzo ważne sprawy. Udał się na komisariat zgłosić próbę zabójstwa. Policja miała wystarczająco dość dowodów świadczących o winie Dmitrija by go zamknąć w więzieniu. Marek odetchnął z ulgą ,gdy ten trafił za kratki. Sąd skazał go na dwanaście lat pozbawienia wolności.Nie potrafił  przestać myśleć o tej sprawie.  Niepokoił się nadal o Ulę. Niby była bezpieczna ,ale to go nie uspokajało. Ostatnio nie rozmawiał nawet z Maćkiem i żył wyłącznie kawą i kanapkami z bufetu. Dawno nie jadł ciepłego posiłku ,bo nie robił zakupów. Nie sprawiało mu już przyjemności gotowanie dla samego siebie. 
- Cześć , możemy pogadać?
- Jasne
- Słyszałem o tej twojej Uli- zaczął Olszański rozsiadając się na kremowej kanapie.
- Ona nie jest moja- zaprotestował. – Tylko jej pomagam. Przyjaciołom się pomaga.
Sebastian wybuch śmiechem.
- Stary , znam cię nie od dziś. Chodzisz zamyślony i zaraz po pracy jedziesz do szpitala. Nie wliczając weekendów. Nawet na grilla nie przyszedłeś.
- Nie jeżdżę- zaprzeczył.
- O to nowość- zakpił. – Od kiedy?
- Odkąd mnie wyrzuciła z sali- powiedział patrząc bezmyślnie gdzieś w stronę okna.
- Wyrzuciła cię?- Seba zrobił wielkie oczy. – Maciej rozmawiał przez telefon z kimś mówiąc ,że Ula jeszcze się nie wybudziła.
- Jak to nie wybudziła?- wbił w blondyna przerażone spojrzenie.
- Nie wiem. Ej, ty przypadkiem nie przejmujesz się nią za bardzo?

- Chyba masz rację- przyznał niechętnie przeczesując czarne włosy .
- Problem w tym ,że ja nie potrafię tego tak zostawić. 
- Jej mąż siedzi ,a przy niej  przyjaciele. Odpuść i zostaw ją w spokoju.  Poznasz kogoś normalnego zakochasz się i założysz rodzinę. Po cholerę pchasz się, gdzie cię nie chcą? 
Pamiętasz Angelikę? 
Pokręcił głową. Obaj ,kiedyś mieli mnóstwo kobiet ,zdradzali ,oszukiwali. Sebastian się ożenił i założył rodzinę. Marek odkąd zerwał z Paulą wciąż był sam. 
- Przez nią miałem niezłe kłopoty ,a skończyła w psychiatryku. 
- Do czego zmierzasz ?- spytał ostro prezes. 
- Urszula też tam trafi. Odeślą ją tam po opuszczeniu . . .
- Ula nie jest wariatką- syknął.- Pomyśl jakbyś ty się czuł ,gdyś stracił syna. Nie załamałbyś się? 
Sebastian zamilkł . 
- Upiłbyś się pewnie i udawał ,że wszystko jest w porządku. 
- Po prostu dziwię się ,że pięć lat nie obejrzałeś się za żadną panną ,a tu pojawia się niedoszła samobójczyni i chcesz ją ratować. W dodatku wbrew jej woli. 
- Żałuję ,że tyle ci powiedziałem - burknął Dobrzański trzaskając drzwiami. 
        *****
- Widziałaś ,gdzieś Maćka?- zaczepił asystentkę .
- Wyszedł przed chwilą – odpowiedziała.
- Dzięki- rzucił pospiesznie i pobiegł w stronę wind.
Chciał się dowiedzieć czegoś więcej na temat Uli. To co powiedział Sebastian mocno go zaniepokoiło. Sam się dziwił ,że tak przejmuje się losem tej kobiety.
- Zaczekaj!- zawołał widząc Szymczyka przy samochodzie.
- Śpieszę się do . . .
- Wiem- przerwał mu. – Co z Ulą?
- Miała operację. Usunęli jej guza i powoli dochodzi do siebie.
- Ale się nie obudziła?
- Jeszcze nie- spochmurniał.
                  *****
Dobrzański dotarł do szpitala. Zatrzymał się przed drzwiami sali w której leżała Ula wahając się ,czy wejść do środka.  Przysiadł na twardym krześle i ukrył twarz w dłoniach bojąc się o nią.
Patrycja wyszedł z sali z smutkiem wymalowanym na twarzy. Nie spała od kilku godzin. Dzieci dawno już spały w domu. Zmieniała się z mężem.
- Długo tu siedzisz? -zwróciła się do Marka .
- Obudziła się?- zapytał z nutą nadziei w głosie.
- Tak ,ale na krótko. Nic nie mówiła ,a potem zasnęła.
- Zostanę z nią – zadeklarował.



Najciszej jak umiał zbliżył się do jej łóżka i pochylił lekko całując w czoło.  Przysiadł na brzegu łóżka i ujął jej chłodną dłoń zamykając w swojej. Wyglądała jak niewinnie i krucho. Porcelanowa cera , kilka piegów na nosie ,blade usta i bandaż na głowie ,wychudzone ciało okryte białą pościelą.  
 Poruszyła się nieznacznie i uchyliła ociężałe powieki. Narkoza nadal działała. Napotkała jego zatroskany wzrok. Śliczne ma oczy. Przypominają bezchmurne niebo w Toskanii .  Zrobię wszystko by przywrócić jej uśmiech. 
- Ula . ..
- Co pan tu  robi?- wykrztusiła słabym głosem.
- Jak się czujesz?- zapytał z troską .
- Fantastycznie wprost cudownie- ironizowała.
- Pytam poważnie
Puścił jej dłoń widząc jej chłodny wyraz twarzy.
Nie życzyła sobie jego dotyku ani obecności. Zastanawiał się tylko dlaczego. 
- Tak sobie- odparła beznamiętnie. – Niech pan.. .
- Mam na imię Marek- przypomniał jej. – Mów mi po imieniu.
- Wyjdź!- zażądała  powstrzymując z trudem łzy.
- Ula
-Wyjdź - powtórzyła. 
Spełnił jej prośbę ostatni raz odwracając się w jej stronę.       
                *****
Zdradzę ,że w następnej części Ula wreszcie opuści szpital. Wiem ,że akcja z Rosjaninem potoczyła się bardzo szybko. ..Pozdrawiam serdecznie tych ,którzy zaglądają tu i zostawiają po sobie ślad  jak i  tych niekomentujących również.                 

sobota, 5 listopada 2016

,, Bolesna strata'' 6


Spała zaledwie trzy godziny w głowie przywołując przykre wspomnienia. Niestety te dobre ,szczęśliwe momenty rozmyły się ,jak krople deszczu na szybie. Zostając na szkle tylko na tą jedną chwilę. Zerknęła na drzwi z nikłą nadzieją ,że zobaczy Irminę . Poznała ją przyprowadzając pewnego razu do przedszkola  Emily . Zaś kobieta przyszła z Nastią. Zaczęło się od pomylenia kurtek ich córek i to zapoczątkowało  przyjaźń w przyszłości.   
Żałowała ,że ojciec nie żyje. Pragnęła go teraz zobaczyć ,porozmawiać i by po prostu był. Wystarczyłaby sama jego obecność. Niestety to nierealne. Odszedł tuż po jej maturze. Zmarł na serce ,a był jej  jedyną  rodziną . Nie miała nikogo ,a mamy nigdy nie poznała. 
Myśli były rozsypane niczym, jesienne liście na parkowej alejce. W pomieszczeniu znajdowała się jeszcze nieco starsza pacjentka. Przed chwilą wzięli ją na badania. Spojrzała w stronę okna. Dzisiaj wyjątkowo nie obudziły ją promiennie słoneczne jak zazwyczaj. Dziwiło ją to ,bo w zimie słońce nigdy nie świeci ,tak mocno. Przeważnie jest zimno ,ponuro lub całkiem biało ,a kwiaty nie kwitną ,a na szafce drugiej pacjentki stały w wazonie świeże polne kwiaty.  A Maciek przyszedł ostatnio w koszulce. W ogóle stąd on się wziął ? Jak dowiedział się gdzie jest? Ula nie znała odpowiedzi na te pytania. Wszystko wydawało się jej dziwne i niezrozumiałe. Wciąż czuła się obolała ,a leki przeciwbólowe powodowały senność. W nocy budziła się z krzykiem . Co noc śnił się jej jeden sen, w którym ginie jej córeczka.
Jeden dzień przekreślił jej pozorne szczęście ,ale zapominała o tym mając obok kogoś bardzo bliskiego. 
               ~~~~~~~~
Trzynaście lat wcześniej…
Pociąg zatrzymał się przy peronie pierwszym. Wysiadła z niego bardzo młoda kobieta w długim czarnym płaszczu ,szarej czapce targając brązową walizkę. Nerwowo rozejrzała się po dworcu kolejowym i zatrzymała wzrok na tablicach informacyjnych.  Zapytała pierwszego napotkanego przechodnia jak dotrzeć do wybranej ulicy. Docierając na miejsce i zatrzymując się na noc w trzy gwiazdkowym hotelu. Po śmierci ojca nic ją już nie trzymało w Polsce. Ojciec napisał wcześniej testament .w którym ją uwzględnił. Otrzymała mieszkanie i trochę oszczędności. Przygotowywała się na tą podróż parę miesięcy. Chociaż nie do końca wszystko zaplanowała. Postanowiła sprzedać dom po siedmiu miesiącach zgłosili się do niej kupcy zainteresowani nieruchomością. Wcześniej dwóch zrezygnowało ,a trzech zbyt długo zastanawiało się ,a jej zależało na czasie. Ojciec był nauczycielem matematyki ,ale miał też talent do języków. Ona również łatwo się ich uczyła. Co roku otrzymywała świadectwo z paskiem. Tata był z niej dumny. Jego jedyna córka wzorowa wygrywała konkursy historyczne i językowe. Niestety jej największą słabością była dziecięca naiwność i ufność. Trafiała na niewłaściwych chłopaków. Pozostawała zawsze ze złamanym sercem i garścią wspomnień. 
Pierwsze dni w nowym kraju mijały na życiu w ciągłym biegu. Złożyła dokumenty do jednej z rosyjskich uczelni. Wybrała Irkucki Uniwersytet Państwowy . Niedługo potem rozpoczęła w nim naukę. Na jednej z pierwszych lekcji usiadła obok dziewczyny z długimi niemal do pasa włosami . Ula poczuła się bardzo niepewnie wśród tylu nowych ludzi w obcym kraju. Bez nikogo. Mogła liczyć tylko na siebie. Bywały dni ,że chciało się jej zaszyć się w miejscu ,gdzie nikt ją nie znajdzie i płakać. Wiedziała jednak ,że nic by to nie dało. Musiała stawić czoła trudnością jakie napotykała na swej drodze. Uwierzyć w siebie i swoje możliwości. Zyskać sympatię nowych ludzi wtedy nie będzie jej życie tak puste i samotne. 
Ula skoncentrowała się na słowach profesora. W sali znajdowali zarówno chłopacy jak i dziewczyny. Większość pochłonięta rozmową między sobą ,inna część znudzona udająca ,że uważnie słucha wywodu nauczyciela. Tylko nie liczni naprawdę skupieni byli na lekcji. 
Dziewczyna z ławki odwróciła się w jej stronę.
- Cześć, jestem Jana- odparła z uśmiechem .- A ty jesteś. . .
- Ula – odpowiedziała szybko po polsku. – Ursula- zreflektowała się mówiąc po rosyjsku. 
- Jesteś z Polski?- zainteresowała się niespodziewanie nowo poznana. 
- Tak- przytaknęła i z powrotem wróciła do słuchania nauczyciela. 
Nim się spostrzegła był czas na przerwę. Spakowała zeszyt i książkę do torby oraz wrzuciła długopisy i ołówki do małej przegródki. 
Jana znikła jej już z oczu. Przemierzała samotnie korytarz z torbą na ramieniu i czuła się jak intruz. Uczniowie ubrani zupełnie inaczej i mówiące  po rosyjsku. Mimo ,że wydawało się jej ,że dobrze zna ten język  słowa brzmiały obco. To przez akcent i młodzież ,która zawsze używała nieco innych zwrotów niż dorośli . 
Pod jednym z okien stała Jana rozmawiając z jakimś chłopakiem. 
Minęła ich i zaszła do stołówki. Uczniowie głośno rozmawiali i śmiali się. Nikt nie zaszczycił ją nawet spojrzeniem. Przy jednym ze stolików siedział młody chłopak. Zauważając ją przysiadł się i miał już coś powiedzieć ,ale wpadła Jana i wyprowadziła ją z stołówki nie wyjawiając nawet powodu. 
Czas dzieliła między naukę a przyjaciółkę Jane. Oszczędności powoli się kończyły i musiała znaleźć jakieś źródło dochodów.  Szukała coś wieczorowego by mieć możliwość studiowania nie omijając zajęć. 
Wkrótce znalazła pracę jako hostessa i dostała pierwszą pensję. Jana niedługo obchodziła urodziny i z tej okazji postanowiła zrobić imprezę. Ula początkowo sceptycznie nastawiona zgodziła się na nią  przyjść. 

Z głośników brzmiała głośno muzyka. Dziewczyny w krótkich sukienkach i ostrych makijażach pili alkohol i flirtowali z chłopakami. Jedna brunetka siedziała jednemu na kolanach i całowała się z krótko ostrzyżonym blondynem. W przedpokoju unosił się zapach tytoniu i marihuany. Ula odkrywając ,że na tej imprezie są narkotyki i alkohol ,a ludzie nie mają żadnych zahamowań ,chciała uciec. Odwróciła się już w stronę wyjścia. Miała na sobie czarne biodrówki z ćwiekami na tylnych kieszeniach i białą tunikę z nadrukiem czarnej gitary. 
- Wypij to i wyluzuj- powiedziała Jana podając jej kieliszek z drinkiem. 
Umoczyła lekko usta i spojrzała na przyjaciółka ,która posłała jej sztuczny uśmiech .
- Pij. Nie otrujesz się. Przyrzekam- zachęcała ją i odwróciła się do chłopaka odchodząc nagle gdzieś z nim. 
                     ******
Rankiem nie wiele pamiętała z poprzedniego wieczora. Podniosła się do pozycji siedzącej będąc tylko w czarnej koronkowej bieliźnie. Przyjaciółka spała po lewej stronie łóżka na brzuchu z jedną ręką ,zwisającą poza materac. Włosy zasłaniały jej twarz. Skrzypnęły drzwi i wszedł mężczyzna w spodniach od piżamy w drobną szarą kratkę. Bezmyślnie gapiła się na niego. 
Odwrócił się i rzucił w nią jej ubrania ,które leżały na krześle. 
- Ubierz się ,czekam na ciebie na dole- powiedział do niej z krzywym uśmiechem. 
Spojrzała na niego zszokowana zakrywając się kołdrą. 
- Kim ty jesteś?
Otworzył szafę przeszukując ją. Zachowywał się bardzo swobodnie. 
- Jana ci nie powiedziała?- zdziwił się i zmarszczył brwi wbijając w nią brązowe oczy. 
Pokręciła głową z dezaprobatą. 
- Musicie tak głośno rozmawiać?- skrzywiła się nieznacznie brunetka zwlekając się jeszcze nierozbudzona z łóżka. 
- Dmi . ..
- Jestem jej bratem- przerwał brutalnie.- Nazywam się Sisinij Iwanow –dodał. 
Siostra wpatrywała się w niego z niedowierzaniem. Otworzyła usta by coś powiedzieć ,ale nie pozwolił jej dość do głosu. 
Ursula  zdezorientowana nic nie mówiła wymykając się z pokoju. Od tamtej pory często ,gdy wpadała  do domu przyjaciółki trafiała na  jej brata. Sama ,zaś zamieszkała wynajętym tanim pokoju z kuchnią i łazienką. Warunki mieszkaniowe nie należy do najlepszych ,lecz na razie na inne nie było ją stać . Potem załapała się na pracę w hotelu .Ubiegała się o nią dość długo ,aż w końcu za szóstym razem ,dostała w jednym z nich pracę. 
W przyszłym roku dotarło do niej ,że wiza się jej kończy. Przedłużyła ją tylko do roku ,bo jadąc mu nie myślała ,że zostanie na dłużej i ,że pogodzi pracy z uczelnią. Wtedy brat przyjaciółki zaoferował pomoc. Znali się długo ,ale do tej pory żadne z nich nie było niczym więcej niż dobrymi znajomymi. Chociaż dziewczyna była nim zauroczona.  Złożył jej propozycję ,którą musiała poważnie przemyśleć. Albowiem to miało zmienić jej dotychczasowe życie.  Zaryzykowała nie wiedząc ,że kiedyś uzna to za największy błąd swojego życia.   
                  *****
- Wynoś się stąd – rzekł ostro Dobrzański po niemiecku. Rosjanin nie zareagował ,a po chwili roześmiał się  mu w twarz. 
- A co mi zrobisz  chłopczyku?- zadrwił . – Jestem jej mężem i to ja mam prawo tu być ,nie ty – zmierzył go surowym spojrzeniem. 
- Z tego co wiem ona nie jest zachwycona twoimi wizytami. Wręcz przeciwnie ona nie chce cię widzieć ,bo to jej szkodzi- odparł chłodno - Znikaj albo zawiadomię policję- warknął wbijając w niego wściekły wzrok. 
Na potwierdzenie tych słów wyjął telefon .
- I co im powiesz? Nawet nie wiesz jak się nazywam – zaśmiał się szyderczo.
To zdanie zbiło Marka z pantałyku. Czyżby nie był tym za kogo się podaje?
- Nie boje się ciebie- odrzekł stanowczo brunet.
Dowiem się kim jesteś i tak skończysz w więzieniu.
- Policję zainteresuję z pewnością to co mam do powiedzenia. Wiem o wszystkim i mam świadków ,którzy potwierdzą moją wersje zdarzeń- odpowiedział w dalszym ciągu mówiąc po niemiecku by mężczyzna zrozumiał . Rosjanin znał albowiem dobrze niemiecki ponieważ po rozwodzie rodziców. Przeprowadził się z matką do Niemiec. Jego młodsza siostra została w Rosji z ojcem i dziadkami. Po uzyskaniu pełnoletniości wrócił do kraju.
 Iwanow cofnął się o krok i nie odwracając się rzekł:
- To jeszcze nie koniec. Wrócę tu i się policzymy- zagroził. – Nie uratujesz tej zdziry i morderczyni. - mruknął na odchodne. 
Dobrzański zacisnął wargi i westchnął ciężko. Co za chory człowiek. Przypomniał sobie o prezencie w pudełku ,które wciąż trzymał w ręce. Rosjanin opuścił pośpiesznie szpital ,lecz brunet wiedział ,że nie kłamał i jeszcze  tu wróci. Niepewnie wślizgnął się do środka nie do końca wiedząc czego się dziś spodziewać. Rozmowa z Rosjaninem skutecznie popsuła mu humor


Kobieta szybko skierowała wzrok na drzwi. Zauważając bruneta podchodzącego do jej łóżka zamknęła oczy udając ,że śpi. Ujął jej dłoń w swoją. Odwróciła głowę wbijając w niego spojrzenie pełne smutku i lęku. Gwałtownie cofnęła dłoń i odwróciła się do niego plecami krzywiąc się z bólu zapominając o chorym barku. 
- Wszystko w porządku? Zawołać lekarza?- zapytał wystraszony ,że nagle stan się jej pogorszy. 
Szepnęła coś ,lecz nie zrozumiał.  
- Pewnie i tak nie przyjmiesz ,ale przyniosłem coś specjalnie dla ciebie- powiedział cicho i położył na łóżku średniej wielkości pudełko ,zapakowane w ładny kolorowy papier. 
Wpatrywała się w niego zaskoczona i przeniosła spojrzenie na pakunek. 
Rozdarł papier i z pudełka wyjął szklaną kulę  i potrząsnął nią lekko ,a   białe płatki zawirowały i opadły wprost na siedzącego białego aniołka. Postawił ją na szafce obok wazonu z różowymi tulipanami. 
Uśmiechnęła się nieśmiało i przypomniała sobie ,gdy mijała witrynę sklepową przed świętami.  To było ostatnie święta spędzone z córeczką. Zadrżały jej usta ,a oczy zrobiły się szkliste. 
- Ula?- odezwał się przerywając krępującą ciszę. 
- Spokojnie – rzekł łagodnie. – Nie masz się czym martwić. Pogoniłem tego twojego męża. W ogóle co to za człowiek? 
- Potwór- odrzekła po rosyjsku. – Ktoś kto zniszczył mi życie. Uważa mnie za morderczynie . W życiu nie zabiłabym dziecka. Ale to przeze mnie umarła. 
Głos się załamał ,a łez nie udało się powstrzymać. 
Czuł się mocno rozczarowany ,że znowu go ignoruje. Mówi w obcym języku . Z Maćkiem rozmawiała normalnie ,a jego traktowała z rezerwą. A on tylko pragnął jej pomóc. Tak naprawdę teraz sam nie wiedział dlaczego dokładnie to robi. Na początku przejął się jej historią i współczuł jej. Potem Szymczyk poprosił go o pomoc ,a on zgodził się . Jej przyjaciele byli również jego przyjaciółmi. 
Serce pękało jej z rozpaczy ,a poczucie winy przygniatało jak głaz. Najgorsze ,że nie miała komu się zwierzyć i wyjawić prawdy. Obawiając się ,że będą ją obwiniać tak jak jej mąż. 
                       ******
Maciej przypominał sobie rozmowę z przyjaciółką tuż przed popełnieniem samobójstwa. Patrycja zabrała dzieci na zakupy.  Miał wybrać się z nimi ,ale wziął się za sprawdzenie poczty i dokonał przelewu na konto  młodszej siostry ,która potrzebowała pieniędzy na operacje. 
– Ula musimy porozmawiać –odparł poważnie siadając na skraju łóżka. Odwróciła się i spojrzała na niego.
– O czym?- rzuciła obojętnie. 
- Nie możesz ciągle się zadręczać. Nie chcesz powiedzieć mi to może otworzysz się przed kimś innym. Będziesz miała okazję ,bo wyjeżdżam na weekend i mam zamiar poprosić mojego szefa i zarazem przyjaciela by został z tobą przez te dwa- trzy dni. Znam go i wiem ,że można mu ufać. W firmie.. .
- Maciej mnie nie interesują sprawy jakieś firmy- odparła przerywając mu . Jednak jego to nie zniechęciło i kontynuował dalej. – Prawdopodobnie zostały zatrzymane na granicy i trzeba wykupić polski patent na import .
- Z tego co słyszałam to nie ty jesteś prezesem tej firmy
- To prawda nie ja, ale Marek mnie poprosił abym jechał i zgodziłem się. To tylko dwa góra trzy dni. 
- Nie jestem dzieckiem poradzę sobie – rzekła ostro
- Chodzi o to ,że Patrycja jedzie z dziećmi do kuzynki i będziesz sama, a ja martwię się o ciebie.
- Niepotrzebnie – powiedziała naburmuszona. On nie ma prawa traktować mnie jak małego dzieciaka. – Nie potrzebuję niańki umiem się o siebie zatroszczyć 
- Właśnie widzę- dodał ironiczne – Pamiętasz co zrobiłaś w zeszłym roku albo wcześniej ? Historia powtórzyła się jeszcze trzy razy. 
- Jeśli będę chciała odebrać sobie życie nie powstrzymasz mnie. Nie uchronisz . To moje pieprzone życie! - podniosła głos prawie do krzyku- Nie ty przeżyłeś piekło. Moje serce jest martwą tkanką ono, umarło pięć lat temu. Nic tego nie zmieni. Czas nie ukoi mojego bólu. Me rany krwawią . Nie zagoi go czas .
- Dobrze wiesz ,że nie wychodzisz z domu. A ktoś musi zrobić zakupy i nakarmić  Bonifacego .
- I kto niby miałby tu przyjść? – zapytała z ironią 
- Marek Dobrzański. To w porządku człowiek. Polubisz go. 
- Nie chce tu nikogo widzieć !
- Liczę ,że zmienisz zdanie i zaczniesz wychodzić z domu i normalnie jeść
- Nie jestem głodna i nie mów mi co mam robić!- wrzasnęła.
                  ********
Marek nieobecnym wzrokiem wodził po sali. W głowie miał kompletną pustkę. Był bezradny ,bo ona nawet nie zwracała na niego uwagi. Zastanawiał się odwiedziny w szpitalu i przesiadywanie tutaj ma jakikolwiek sens. Tracił powoli nadzieję. Ewidentnie nie chciała jego pomocy. W sumie czego mógł się spodziewać. Był obcym człowiekiem ,który pojawił się nagle. Co mogło być dla niej nie zrozumiałe. Jednak chciał aby Szymczykowie skupili się bardziej na swojej rodzinie ,a Maciej potrzebny był przede wszystkim siostrze ,którą czekała poważna rodzina. On nie miał zobowiązań. Wolał siedzieć tu niż w pustych czterech kątach i patrzeć bezmyślnie w sufit lub ekran komputera. Poza tym z trudem przychodziło mu patrzenie na cierpienie innych. Jego matka założyła klinikę ,gdzie wybudzają dzieci ze śpiączki. Była też prezesem fundacji dla domu samotnej matki. Paulina nigdy nie chciała mu towarzyszyć w takich miejscach. Mówiła ,że ma inne plany. Nie przepadała też szczególnie za dziećmi i brakowało jej wrażliwości. Zawsze zadbana ,pachnąca i pragnąca błyszczeć w blasku fleszy. Zapatrzona w siebie i nie dostrzegająca innych. Długo dochodził do tego ,że ona nie jest kobietą dla niego. A dodatkowo pomogło mu to wejście do sypialni i przyłapanie na gorącym uczynku. W łóżku z innym mężczyzną. Pojechał na delegacje na trzy dni. Wrócił o dzień wcześniej. 

- Moja mała córeczka. . .-szepnęła niemal bezgłośnie nadal po rosyjsku. 
- Czasem warto się otworzyć i nie tłumić w sobie złych emocji. To nie sprawi ,że zapomnisz o tragedii ,która cię spotkała. Tego się nie zapomina. Sam nie wiem co bym zrobił ,gdyby..  .- uciął spuszczając głowę i nie mając nadziei ,że odpowie po polsku. 
Milczała. 
- Szczęście to ulotna chwila ,która może zmienić się w koszmar. Jeden dzień sprawić ,że nic będzie już nie ważne- mówiła nie utrzymując z brunetem kontaktu wzrokowego. 
Zupełnie jakby mówiła to ,w pustą przestrzeń i nie zwracała uwagi czy ktoś to usłyszy. 
Zaskoczony otworzył szeroko oczy wciąż nie dowierzając ,a przez twarz przemknął cień uśmiechu. 
- A próbowałaś ,kiedyś zatrzymać ten szczęśliwy moment na dłużej?- dotarł do niej nieznany męski głos.
Dotarło do niej ,że powiedziała to w swoim ojczystym języku. 
- Szczęście to iluzja. Dlaczego prawie wszyscy mówią tu po polsku?- spytała niepewnie. – Przecież jesteśmy w Rosji prawda?