Strona Główna

środa, 15 lutego 2017

,,Rytm naszych serc'' Miniaturka

Mini z okazji Walentynek z lekkim opóźnieniem. Narracja pierwszoosobowa z perspektywy Uli. Pozdrawiam Wszystkich ;).

,,Rytm naszych serc''
Miniaturka

Obserwując parę tańczących przy wolnej melodii ogarnął mnie bezdenny smutek. Otulił niczym mgła moje serce. Czułam się jakbym w tej sekundzie utraciła kogoś bliskiego.
- Proszę państwa o chwilę uwagi- usłyszałam jego łagodny głos.
W pomieszczeniu zaległa cisza. Wszyscy zwrócili spojrzenia ku kobiecie w krwistej sukni i mężczyźnie w czarnym garniturze.
Przy moim stoliku zjawiła się blondynka chwytając kieliszek z szampanem i obdarzyła  uśmiechem blondyna, w brązowej marynarce. Na pierwszy rzut oka widać ,że się kochają. Pożerając spojrzeniami ,czego nie dostrzegałam między młodym Dobrzańskim ,a jego dziewczyną widując ich na firmowym korytarzu. Do firmy trafiłam dwudziestego drugiego czerwca z ogłoszenia znalezionego w Internecie. Na łut szczęścia ,długo czekałam. Poszukałam informacji na temat młodego prezesa i firmy Febo& Dobrzański. Podpieram podbródek na ręce i przywołuje w pamięci wspomnienia z początków w pracy. 

Spoglądam w górę na wielki gmach firmy. Od szyb odbijają się promiennie słoneczne. Patrzę na szyld i utwierdzam się w przekonaniu ,że dobrze trafiłam. Poprawiam  grzywkę ,która opada na oczy. Poprawiam okulary .Podchodzę do szklanych drzwi i spotyka mnie niemiła niespodzianka. Pocieram ręką delikatnie czoło i odwracam się. Wmurowuję mnie w chodnik. Z budynku wychodzi mężczyzna. Z potarganymi hebanowymi włosami ,w błękitnej koszuli i tymi niesamowitymi oczami. Koloru nie jestem w stanie określić. Stoję z otwartymi ustami ,a po chwili wołam.
- Proszę pa..- głos więźnie mi w gardle.
- Nie mam więcej – oznajmia beznamiętnym tonem dając mi dziesięć złotych. Ściskam banknot w ręce nie zauważając nawet ,kiedy mężczyzna się oddalił. Odjeżdża czerwonym wozem ,którego marki nie potrafię określić, mimo że brat interesuje się   motoryzacją. W końcu wpuszcza mnie miły ochroniarz. Przyszłam za wcześnie. Cieszę się ,że nie wypiłam rano tych ziółek ,bo pewnie zasnęłabym nie dotarłszy na rozmowę kwalifikacyjną.
Szczupła brunetka kieruje mnie do działu kadr. Na miejscu zastaję blondynkę z perfekcyjnym makijażem i figurą modelki. Również ubiega się o stanowisko sekretarki.
Pierwsze dni upłynęły ekspresowo. Pokaz w pomarańczarni należałby do udanych ,gdyby nie moja głupia wpadka z mikrofonem. A to nie był koniec katastrofy. Niechcąco potrąciłam modelkę ,a czerwona plama zdobiła białą koszulę mojego przyszłego pracodawcy. Szare tęczówki nabierają dzikiego błysku ,a zaciśnięta szczęka zdradza emocje władające mężczyzną. Wybiegł nie oglądając się. Ludzie taksowali spojrzeniami. Spuściłam głowę i ogarnął mnie wstyd.
Siedząc na schodach marzyłam o tym by ten dzień się już skończył. Zauważając młodego Dobrzańskiego pobiegłam za nim. Usiłowałam się wytłumaczyć ,przeprosić. Posłał mi lodowate spojrzenie.
Zamknęłam oczy ,gdy wsiadał do czerwonego auta. Mam złe przeczucia. Odwracam się i rozlega się głośny huk.
 Zastygam w bezruchu ,by po minucie biegnąc ,co tchu w piersiach  do  płonącego samochodu. Przerażenie prawie odbiera mi oddech. Bez namysłu uderzam nogą w drzwi pojazdu i próbuję go wydostać. Cudem się udaje. Odciągam mężczyznę od płomieni . Jest nieprzytomny. Jednego pragnę najbardziej na świecie. Żeby przeżył. Opadam z sił. Te chwile grozy potęguje wybuch samochodu. Z rozciętej rany bruneta broczy krew. Opadam z sił.
Marek wychodzi cało z wypadku. Po wyjściu ze szpitala zwołuje pracowników i wręcza kwiaty Violetcie dziękując za uratowanie życia nieświadomy ,że to dzięki mnie ocalał.
Mijają tygodnie niewiele zmieniające w moim życiu oprócz poprawy budżetu domowego. Kupiłam Beatce,Jaśkowi i ojcu drobne upominki i cieszę się móc widzieć Marka codziennie,w firmie.  Zauroczenie nie mija. Z upływem czasu uświadamiam sobie ,że to nie ,tylko fascynacja ,a rodzące się w mym sercu uczucie. Uczucie nie mające prawa się pojawić. Ono skomplikuje jeszcze bardziej i tak zagmatwane moje życie. To dziwne ,ale dopóki tu nie trafiłam ,nie musiałam kłamać .Oszukiwać bliskich. Zwłaszcza przyjaciół. 
W dodatku łudzę się ,że zostanę zauważona przez największego playboya w Warszawie i nieodpowiedzialnego człowieka. Potrafi nie jednemu zepsuć dzień. Raz nieźle zabalował . Pewnie razem z tym przyjacielem ,bo on też wyglądał ,jak z krzyża zdjęty.
Podrzucił mi dwie zielone teczki i kazał je przejrzeć. Potem doszły jeszcze trzy segregatory. Miałam znaleźć umowę ,którą niedawno podpisał z Niemcami. Pamiętam to dokładnie. Pełniłam rolę tłumaczki. Ingrid chwaliła mnie ,a ja czułam dumę. Wreszcie zostałam  doceniana i pochwalona. Marek rzadko to robił ,a za zatrudnienie Violetty udusiłabym go gołymi rękami. Blondynka nie posiada żadnej wiedzy na temat finansów. Praktycznie prawie nic nie robi. Czasami coś skseruje albo zrobi kawę. W dodatku ohydną. Marek podziela moje zdanie na temat kawy. Szkoda ,że w innych sprawach mamy nieco odmienne zdania.
Paulina to diabeł w ludzkiej skórze. Naburmuszona ,wiecznie niezadowolona z uniesioną głową i pragnąca by traktować ją ,jak królową Anglii ,bądź inną.
Siedząc przy biurku ślęczę nad cyferkami i mój mózg domaga się odpoczynku. Ta praca wykańcza mnie ,a jednocześnie kocham ją. Nie tylko ją.
- Hej ! – rozbrzmiewa za plecami  wesoły męski głos.
Wystraszona przez nieuwagę strącam stos piętrzących się na biurku papierów ,a one pokrywają podłogę. Biorę do rąk kawę ,ale filiżanka wypada mi z nich  ,gdy on znajduje się ,tak blisko.
- Ups- mówię  i wychodzę zza biurka. Mam zamiar prędko pozbierać te papiery. W jednym momencie schylamy się po nie ,a nasze dłonie stykają się. Przenika mnie dreszcz. . Z zarumienionymi policzkami wbijam wzrok w podłogę. Milczymy wpatrując się w swe oczy. Dzielą nas milimetry. Koncentruję uwagę na jego ustach. Tknięta impulsem dotykam je swoimi. Odwzajemnia pieszczotę. Całujemy się . Nie biorąc pod uwagę tego ,że ktoś może zaraz się zjawić . Przyłapać nas .
- O przepraszam
Na dźwięk czyjegoś głosu odsuwamy się od siebie. Dotykam warg siedząc w dalszym ciągu na podłodze. Tak zastaję mnie Kubasińska z pudełkiem pomidorów.
- A tobie ,co ? – pyta. – Chodzić nie umiesz i się przewracasz?
- Nie- burczę i podnoszę się poprawiając kremową spódnicę.
W pamięci mając wciąż smak ust Marka.
Zamyślona nie zauważam opustoszałego biura . Wyłączam komputer. Zbieram rzeczy i ruszam ku windom .
- Ula ,zaczekaj - woła Marek.
- Słucham ? Zapomniałam o czymś? Miałam zostać dłużej ? – zasypuję go pytaniami nie dając dojść mu do słowa.
- Nie- odpowiada. – To ,co się  dziś wydarzyło … – milknie. Drapie się  po potylicy ,a ja przyglądam się mu uważnie.
W następnym tygodniu są święta Bożego Narodzenia. Czas spędzany z najbliższymi.
- Wchodzisz?
- Nie znaczy tak – odpowiadam zmieszana.
Atmosfera w windzie się zagęszcza. Mierzymy się spojrzeniami. Zapach perfum mąci mi zmysły.
- Nie planowałam tego . ..to się po prostu stało – zaczynam nie mogąc znieść jego przenikliwego spojrzenia.
- O czym ty mówisz?- unosi wysoko brew .
- Niczym – kłamię obawiając się wyznać prawdę.
Wybiegam omal nie tracąc równowagi. Boję się ,że okażę słabość i zostanie to źle przez niego przyjęte. Nie chcę stracić pracy .Zerwać nici nas łączącej . Nici przyjaźni.
Biegnąc słyszę swe imię ,lecz nie zatrzymuję się. Mam dość. Tego miejsca. Marka. Tej niespełnionej miłości.
W domu wykręcam się zmęczeniem i zamykam w pokoju. Leżąc z twarzą w poduszce połykam łzy i czuję się winna . Dopuszczając serce do głosu. Pozwalając, by uczucia zawładnęły mym ciałem i duszą.
Nazajutrz nie zjawiam się w pracy. Jako powód podaję przeziębienie. Alicja mi nie wierzy ,gdy rozmawiamy przez telefon.
Po świętach Marek jest wyłącznie szefem. Nikim więcej. Nie prowadzimy już otwartych rozmów ani w biurze ,ani poza nim.
Brakuję mi tego. Ta miłość nigdy się nie spełni. To nierealne marzenia.
Paulina i Marek afiszują się ze swą miłością w całej firmie. Udają zakochanych ,ale ja widzę jakie to sztuczne. Nie darzą się silnym uczuciem. W sekrecie zdradziła mi to Ala. Czasem się kłócą ,a potem znów  grają zakochanych.
- Ula, zasnęłaś?- Alicja macha mi ręką przez oczami.
- Nie , zamyśliłam się. 
Otrząsam się ze wspomnień , powracając do teraźniejszości.
- Bez sensu jest tak udawać- wymyka mi się ,a słowa zawisają w powietrzu.
- Co ,udawać?
- Miłość – odpowiadam bez zająknięcia.
- Ja nie udaję –  Marek przysiada na krześle.
- Nie – udaję zdziwienie.
- Nie – powtarza stanowczo. -  Chciałem to zrobić ,ale coś  . . .- ucina i delikatnie głaszcze mój policzek. - Zatańczysz?- spogląda mi w oczy czekając na odpowiedź.
- Tak- zgadzam się automatycznie ,podając dłoń.
Tańczyliśmy niemal płynąc po parkiecie w blasku kolorowych świateł. Paulina oburzona wybiegła z bankietu. Nie może znieść współczujących spojrzeń. Miały być zaręczyny ,a wyszła klapa. Nie oświadczył się. Jutro napiszą o tym w niejednym brukowcu. Panna Febo z pewnością zwieje z kraju i poczeka ,aż wszystko ucichnie. Tego wydarzenia o nieudanych zaręczynach nikt nie zapomni.   Zastanawiałam się dlaczego. Leciała kolejna melodia ,a my wtuleni w siebie. Przymykamy powieki. Kołyszemy się w rytm melodii, rytm naszych serc. 
Wsłuchuję się w kolejne słowa  angielskiej piosenki doszukując się w niej sensu i nawiązania do nas. Cicho nucę znając ją na pamięć. Często leci w radiu. Ktoś nawet zaśpiewał na weselu na którym byłam cover w wersji polskiej i przyznaję ,że w oryginale brzmi zdecydowanie lepiej to i wykonanie dedykowane  nowożeńcom. ,spodobało mi się.
.


,,Ponieważ nie chcę stracić Ciebie teraz,

Szukam dobra w innej połowie mnie.

Największe? W moim sercu.

Tu jest przestrzeń, ale teraz Ty jesteś w domu.

Pokaż mi jak walczyć dla teraźniejszości.

I będę mówić Tobie kochanie, to było łatwe.

Wracam do Ciebie, raz zrozumiałem to,
Ty byłaś tu cały czas.
To jest tak jak Ty jesteś moim lustrem.
Moim lustrem wpatrującym się we mnie.
Ja nie mógłbym dostać nic większego.
Z nikim więcej obok mnie,
i teraz to jest jasne jak ta obietnica,
że my jesteśmy zrobieni z dwóch odzwierciedleń w jedną.
Ponieważ tak jest jak Ty jesteś moim lustrem.
Moim lustrem wpatrującym się we mnie,wpatrującym się we mnie...''

                         
 Zamknęliśmy powieki i nic się nie liczyło. Tylko taniec. Bicie naszych serc.
- Nie wiedziałem ,że tak dobrze tańczysz- uśmiecha się i kierujemy się do 
stolika. Czuję suchość w ustach.
Wypijam podany przez Marka kieliszek z szampanem i tonę w jego szarych tęczówkach. Oddech przyspiesza.

                              ****
- Zjadłbym ,coś ,a ty?- głowa Marka wychyla się zza drzwi.
Uśmiecham się.
Jest czerwcowy wieczór ,a my siedzimy po godzinach w pracy.  Kiwam głową i biorę torebkę. Poprawiam biała sukienkę w niezapominajki . Przygładzam potargane włosy. Zawsze takie są ,a poświęcam im codziennie rano sporo czasu. Może nie tyle ,co Viola swoim paznokciom .
Objadając się pączkami z lukrem ,wcześniej zapiekankami idziemy w kierunku Wisły. Rozmawiamy o przeszłości. Niechętnie odpowiada na moje pytania o te niedoszłe zaręczyny.
- Paulinę znam od lat. Rodzice jej i Aleksa zginęli dawno temu. Wychowywaliśmy się razem ,a potem zostaliśmy parą. Moi rodzice liczyli na ślub i wnuki ,ale w ostatnim momencie zrozumiałem ,że popełniam błąd. Unieszczęśliwię zarówno ją jak i siebie
-ciągnie dalej. - Nie wyobrażam sobie życia z nią ,a z kimś innym. Raz zachorowałaś na grypę i nie było cię kilka dni ,a ja niemal oszalałem. 
- Dzwoniłeś ,co dziesięć minut pytając ,czy nic nie potrzebuje. Wypytywałeś o zdrowie i  byłeś gotowy , w każdej chwili pojawić się w Rysiowie- wypominam mu ,choć to miłe ,że niepokoił się o mój stan . 
- Martwiłem się. Mówiłaś ,tak zachrypniętym głosem. 
- To zdecydowanie były  najgorsze walentynki w  moim życiu- mruczę cicho. - Nie chcę ich wspominać. Do następnych jeszcze daleko. 
Chciałabym je spędzić z Markiem. 
- Następne spędzimy razem - mówi ,a ja milknę z wrażenia. 
To ciekawe ,bo ja nic o tym nie wiem. Czyżby czytał mi w myślach i wiedział ,że tego pragnę? A może on pragnie tego samego ,co ja? Nie ,jesteśmy wyłącznie przyjaciółmi.
Ściągam buty i siadam na zimnym piasku. Płynąca woda i  rosnące na brzegu trzciny nucą miłosną balladę. Nie zważając na nic Marek przysiada obok . Milczymy. Zapatrzeni w atramentową wodną taflę i gwieździste niebo mamy wrażenie ,że śnimy. Przepiękny sen z którego żadne z nas nie chce się obudzić. Drżę i pocieram  zimne dłonie.
- Zamarzniesz- odzywa się z nutą troski w głosie. Kładzie na mych nagich ramionach marynarkę. Siedzę z głową ułożoną na jego ramieniu i wsłuchuję się w nocną ciszę przerywaną dźwiękami natury. Chłodny wiaterek smaga nasze twarze. Ku mojemu zaskoczeniu Marek odwraca głowę i całuje . Najpierw delikatnie ,a następnie zapamiętale ,namiętnie . Nie wzbraniam się przed jego dotykiem. Nieco  zapominamy się.
- Kocham cię – wyznaje.
Mrużę niebieskie oczy i podnoszę się z piasku. Otrzepuję drobinki przylegające do skóry i posyłam mu przelotne spojrzenie.
- Co?- pytam.
- Zakochałem się w tobie. Zrozumiałem to na bankiecie, kiedy tańczyliśmy. Znaczy podejrzewałem to w czasie twojej choroby i nieobecności w pracy ,ale  . ..
- Kocham cię- szepczę ,a głos mi drży.
Usiłuję zapanować nad łzami wzruszenia. Spływają po mej twarzy.  Unosi podbródek i robi krok bliżej. Stoimy naprzeciwko siebie.  Nasze usta odnajdują się i łączą w czułym pocałunku. Wtulam się w ukochanego i chłonę zapach wody kolońskiej . Jestem niewyobrażalnie szczęśliwa ,po roku wreszcie odwzajemnił moją miłość.

                                ****
Mijam witrynę sklepową i zauważam prześliczne malutkie ubranka. Na środku stoi manekin odziany w niebieskie spodnie  na szelkach  i koszulę w kratkę . Ściskam ramiączko torebki i oniemiała patrzę na malutkie buciki. Wchodzę do sklepu. Rozbrzmiewa dźwięk dzwoneczków ,gdy popycham drzwi.
- Pomóc w czymś?- pyta miła kobieta po czterdzieste w turkusowym żakiecie i czarnej dłuższej spódnicy.
- Tak , szukam czegoś …wyjątkowego i  . ..- zastanawiam się.
- Szuka pani ,czegoś na prezent? Chrzciny? Urodziny?
- Dowiedziałam się właśnie ,że spodziewam się dziecka- mówię nie kryjąc radości . W głębi duszy zastanawiam się ,jak przyjmie to Marek. Nic mu nie wspominałam. Nie rozmawialiśmy nawet o dzieciach. Jesteśmy świeżo poślubioną parą.  A dziś są Walentynki.
Kobieta uśmiecha się tajemniczo i znika na moment. Wraca z ślicznym kremowym pudełkiem z czerwoną wstążką. Pośród tysiące różnych rzeczy malutkie ubranka, pluszowe misie ,mięciutkie kolorowe kocyki ,zabawki. 
Wybieram słodkie malutkie buciki i słodki breloczek z aniołkiem. Dokupuję jeszcze pozytywkę do postawienia na komodzie. 
Na jednym sklepie się nie kończy ,bo nie mogę oderwać oczu od tylu pięknych ubranek i akcesoriów dla dzieci. Chociaż na takie zakupy jest zdecydowanie za wcześnie. Przyjdzie na to czas. Za kilka miesięcy. 

                              ****


Wstępuję do cukierni i na sam widok słodkich babeczek cieknie mi ślinka. Dzwoni telefon. Odbieram.
- Tak , jestem niedaleko… skończyłeś już pracę? Nie ja będę w domu za jakieś- zerkam na zegar na ścianie.
- Pół godziny. Nie w porządku… To rutynowe badania …Nie nie musisz po mnie przyjeżdżać(…). Też cię kocham- kończę rozmowę.
- Smacznego i gratuluję- mówi nieśmiało młoda dziewczyna zapakowując mi sześć
Muffinów na wynos. Z kolorową posypką ,kremem i serduszkami.
To takie słodkie- rozczulam się.
Przede mną stoi parą trzymająca się za ręce. Nie mają więcej niż siedemnaście-osiemnaście lat. Mając tyle lat ,co oni nie znałam jeszcze Marka. Miałam chłopaka ,który od początku oszukiwał i wyciągał pieniądze. Odkryłam prawdę trochę później. Wyleczyłam złamane serce ,a rozpoczynając pracę w firmie zakochałam się od pierwszego wejrzenia w przyszłym szefie ukrywając dość długo ze swymi uczuciami. Wówczas oficjalnie był wtedy z Pauliną ,ale nie oświadczył się jej. Miał to zrobić na bankiecie . Nie zrobił ,bo żywił już wtedy cieplejsze uczucia do kogoś innego. Tym kimś byłam ja ,o czym przekonałam się nad Wisłą. Nasz związek od początku opierał się głównie na szczerości i zaufaniu. Bywały tak zwane ,,ciche dni'' zazwyczaj krótko. Śmiało przyznaję ,że jestem szczęściarą ,a nie pechowcem ,jak  niegdyś uważałam. 

- Dziękuję- odpowiadam . – Do widzenia.

              ****
Naciskam klamkę ,ale drzwi nie drgną. Powtarzam jeszcze raz. Najwidoczniej nikogo nie ma w domu. Gdzie jest Marek? Przeszukuję torebkę w celu znalezienia zapasowego kompletu kluczy. Z pełnymi siatkami nie łatwo jest coś znaleźć.
- Skarbie , mam dla ciebie niespodziankę – niczym spod ziemi wyrasta przede mną mój ukochany.
Zabiera z moich rąk reklamówki i przekręca klucz w zamku. Kładzie zakupy na blacie i muska pośpiesznie me wargi. 
- O ,co ci chodzi?- pytam dostrzegając dziwne zachowanie męża.
- Pośpiesz się. Zamówiłem kolację w Książęcej – oznajmia podekscytowany. – Chodź ,bo spóźnimy się.
- Marek- wymawiam wolno jego imię. – Stop. Cały dzień chodziłam po mieście. Mam opuchnięte nogi od tych szpilek. Burczy mi w brzuchu i jestem wykończona. Marzę o pachnącej kąpieli i poinformowaniu go o zostaniu wkrótce ojcem. 
- Kochanie ,a co z kolacją?- dopytuje.
- Przykro mi- mówię ze skruchą . – Innym razem. Zjeść kolację możemy w domu. Zamów ,coś dobrego .
Z kieszeni kurtki  wyciąga małe ,podłużne opakowanie. Wyjmuje z niego złoty wisiorek z literką ,,U'' i zawiesza na szyi. Biorę w dwa palce zawieszkę i bezgłośnie dziękuję mu za ten upominek. 
Całuję leciutko jego usta. 
- Śliczny- stwierdzam. - W brązowej torbie jest prezent dla ciebie - informuję go. 
Nowa koszula  w odcieniu karminowym wraz z czarnym krawatem . Do tego jeszcze zegarek .Zapomniałam dołączyć kartki walentynkowej z życzeniami.  
- A ta rozmowa to ,czego ma dotyczyć? Mówiłaś o lekarzu. Dolega ci coś?- zmienia temat. 
Nie domyśli się. Za nic. 
- Hm… najlepiej będzie ,jak wypakujesz wszystkie zakupy. W jednej znajduje się takie pudełko . Otwórz je ,a przekonasz się – zachęcam go-  A ja idę wziąć kąpiel.
- Może tą kąpiel. . .
Nie pozwoliłam mu dokończyć zamykając  usta namiętnym ,gorącym pocałunkiem.
                              ****
- Niezły rozgardiasz – Krztuszę się ze śmiechu.
Nie zdążyliśmy zrobić romantycznego nastroju. Nie zapaliliśmy świeczek. Nie dotarliśmy do sypialni. Wylądowaliśmy w wannie ,a kafelkową podłogę pokrywają ubrania . Leżymy cali mokrzy w pianie ,śmiejąc się i patrząc sobie w oczy.
- No, rzeczywiście. Zalaliśmy pół łazienki-  przyznaje mi rację. – Kto to posprząta?
- Ty- wbijam lekko palec w klatkę piersiową męża.
 Kręci przecząco głową.
 Uderzam ręką w wodę ,aż rozpryskuję się na wszystkie strony.
- Jeśli stąd nie wyjdziemy ,nie pokażę ci niespodzianki- oświadczam udając poważną ,po czym wybucham śmiechem. 
- To nie była ta?- marszczy czoło i odsuwa się i wychodzi z wanny ochlapując . Wstałam okrywając się puchowym czerwonym ręcznikiem.
- Nie . Zajrzałeś do pudełka ze wstążką?
- Umh… Nie sądziłem ,że tak szybko postarają się o potomka. Dopiero dwa miesiące temu się pobrali.
- O czym ,ty mówisz?- pytam z zaskoczeniem.
- O Violi i Sebastianie- odpowiada poważnie ,a ja się śmieję.
- Nic mi nie wiadomo o ciąży Violetty natomiast o tym ,że za niecałe siedem miesięcy urodzę dziecko  . . .
- Skarbie . . .- przerywa w pół słowa i porywa mnie w ramiona.- Będziemy mieli bobasa?- dopytuje ze śmiejącymi się oczami. 
- Tak- przytakuję. 
 – To zdecydowanie najlepsze walentynki ,a dziecko to najpiękniejszy prezent.  Nie mogę uwierzyć- mówi wzruszony.  
- Bardzo ,bardzo cię kocham - szepczę wtulona w niego. 
- A ja was- mówi konspiracyjnym szeptem. - Bardzo ,bardzo -  dodaje.

*- Frag. piosenki Mirrors - Justin Timberlake  

poniedziałek, 6 lutego 2017

,,Bolesna strata'' 9

Ostrzeżenie: Rozdział zawiera brutalne sceny i wulgaryzmy oraz nawiązuje do scen z poprzedniej części.
Info: Po wyjściu ze szpitalu Ula pełna nieufności ucieka przed Markiem wpadając w szpony przeszłości i ludzi ,którzy  bardzo  skrzywdzili. Rozpoznaje ich po głosach ,a koszmar wraca. Życie głównych bohaterów zawisa na włosku. A siostra Maćka umiera. 
Ps. Mam nadzieję ,że nie udusicie mnie za ten rozdział !

Krew odpłynęła z twarzy Marka i zrobił się strasznie blady. Mężczyźni nie spuszczali z niego zaciekawionego i nienawistnego spojrzenia. Jeden z nich podszedł do niego ,zaciskając grubą ,dużą dłoń na jego przemoczonym płaszczu. Brunet wzdrygnął się.
- Nie róbcie mu krzywdy!- krzyknęła ponownie.
Uwagę mężczyzn odwrócił donośny głos dziewczyny. Odwrócili się w jej stronę i postanowili nauczyć ją jak się , milczy. W przeszłości im uciekła ,ale teraz nie zamierzali jej na to pozwolić.
,,- Znajdziemy cię . Nie uciekniesz ,mała dziwko’’- pamiętała te słowa do dziś.  Ta sytuacja miała miejsce tuż po powrocie do Polski ,gdy wszystko jedno jej było co się ,stanie. Umarłaby ,ale w akcie desperacji zadzwoniła do Patrycji. Przyjaciele otworzyli przed nią serce. Zanim jednak tam trafiła ,spotkała ,,ich’’ . Ula przywołała w pamięci obraz z przed kilku lat. Nie należało do miłych i dobrych wspomnień. Przypominały o piekle ,które przeszła.
                                     ****
Biegła ile sił w nogach nie oglądając się za siebie. Cienki beżowy płaszcz ze szkarłatnymi plamami trzepotał na wietrze ,jak  żagiel na maszcie.  Potykała się ,co chwilę o nierówną kostkę brukową. Serce łomotało w piersi ,oszalałe z przerażenia. Omal nie wyskoczyło z piersi. Obraz przed oczami stawał się coraz bardziej zamazany z powodu toczących się łez po zaróżowionych z wysiłku policzkach. Włosy przykleiły się do czoła i twarzy. Z rany na nodze broczyła krew. Z oddali dobiegł ją głośny chichot i wulgaryzmy. Nie zatrzymała się prawie ,osuwając się na brudny asfalt. Po paru sekundach potknęła się ,upadając wprost na chodnik. Uniosła lekko głowę i obejrzała ,a puls mimowolnie przyspieszył. Dotknęła opuszkami palców pękniętej wargi i syknęła czując nieprzyjemne pieczenie. Po plecach spłynęły kropelki potu. Zamknęła oczy ze świstem ,wypuszczając powietrze i podniosła się. Nie miała dokąd uciec. Policzki przybrały barwę dojrzałego buraczka ,a z nosa ciekła przezroczysta maź.  Otarła poranionymi dłońmi twarz i ruszyła biegiem przed siebie. Włączyła się adrenalina. Walczyła o przeżycie. Wiedziała ,że musi biec ,bo inaczej ją dorwą i marnie skończy. Rządziły nią  dwie sprzeczności. Dołączyć do córeczki i pozostać przy życiu.  Czuła pulsujący ból w nodze, lecz nie mogła się zatrzymać. Ledwo łapiąc oddech ,schowała się za zaułkiem. Tu nawet światło ulicznych lamp ,nie dochodziło. Usiadła na kamiennych schodach nieznanego lokalu. O tej porze był zamknięty. To koniec. Oni mnie znajdą i zabiją. Nie ma dla mnie ratunku- myślała przerażona ,a ból w kostce i płucach nie ustępował. Skrzywiła się ,zagryzając wargę. Wąska strużka poleciała po brodzie i kapnęła na zabłocone ubranie.
- Tu jesteś ,mała dziwko- dobiegł ją mrożący krew w żyłach głos.
Przewróciła się i bezradnie próbowała stanąć znów na nogi.
Zadrżała i już miała się podnieść ,gdy poczuła ostre szarpnięcie.
- Zostawcie mnie – wyjąkała – Nie macie  prawa mnie tak traktować !- podniosła głos.
Prawdą było ,że to jej mąż nasłał ich na nią ,by ją zabili i upozorowali samobójstwo lub nieszczęśliwy wypadek. Podejrzewała ,że Rosjanin maczał w tym palce ,ale nie posądzała go o coś tak okropnego. Nieświadoma gniewu męża i zemsty za śmierć dziecka.
- Milcz kurewko!- potrząsnął nią. – Pozwól ,że ja o tym będę decydować. Będziesz robić to ,co ci każę albo twoja rodzina dowie się ,czym się zajmujesz- wycedził przez zaciśnięte zęby.
- O czym pan mówi ?- wykrztusiła zszokowana . Nie znała tego mężczyzny. Miał nieco rosyjski akcent. Pozostali również ,o czym przekonała się później. Zaśmiał się szyderczo i spojrzał na nią spod przymrużonych powiek. Pojawiło się obok niego dwóch dobrze zbudowanych mężczyzn. Nie widziała ich twarzy. Było zbyt ciemno. Nagle rozległ się ryk silnika motoru. Strach ścisnął jej gardło. Usłyszała wolne kroki ,zbliżające się do niej. Niemal wstrzymała oddech. Nie miała możliwości ucieczki. Zablokowali jej drogę. Omiótł ją śmierdzący zapach tytoniu i przetrawionego alkoholu. Naparł na nią ,przyciskając do chropowatej ściany.
- Laleczko ,pojedziesz ze mną – wyszeptał jej do ucha ,aż się wzdrygnęła.
- Ratunku!- krzyknęła zrozpaczona i z trudem panowała nad rozdygotanym ciałem. Łzy płynęły ,zatrzymując się w kącikach ust. Zaschnięta krew szpeciła jej twarz i szyję. Poczuła ich słony smak.
- Nie krzycz ,dziwko ! Tu i tak cię nikt ,nie usłyszy- syknął  lekko niezrozumiale mężczyzna.
Zakrył jej usta dłonią ,ale ugryzła go. Zamknął siarczyście i zaczął rozdzierać na strzępy ubranie Uli.
- Pomocy! Zostawcie mnie! Błagam!- próbowała się wyrwać ,ale jeden uderzył ją w twarz ,a drugi w brzuch. Zgięła się wpół ,osuwając na ziemię. Nim ją zostawili facet przycisnął ją ciężarem swojego ciała do twardego podłoża i chciał zgwałcić. Wiła się i usiłowała go odepchnąć ,ale inny ją przytrzymał. Zgwałcił ,a po wszystkim podciągnął spodnie i zapiął pasek. Czuł się bezkarny ,bo w słabym dalekim świetle lamp nie mogła dostrzec dokładnego stroju ,ani twarzy. Więc gwałciciel czuł się bezkarny.
Szarpnął ją za włosy prawie je ,wyrywając . Trzęsła się ze strachu i krztusiła łzami. Puścił ją gwałtownie ,iż uderzyła głową o krawędź schodów. Zostawili Ulę zakrwawioną i ledwie żywą.
Z  rozpaczą stwierdziła ,że nie uda się jej wstać. Krew sączyła z rozciętej wargi i powodowała ostre pieczenie i ból. Kręciło się jej w głowie ,a ciało niemal parzyło. Ogarnęło ją obrzydzenie do samej siebie. Po nogach ciekła czerwona ciecz. Miejsca intymne bolały niemiłosiernie. Wiał silny wiatr ,plącząc jej długie kasztanowe włosy. Ocknęła się jakiś czas później. Podążała wąskimi nieznanymi uliczkami Pragi.  Niezbyt pochlebnie wyrażali się o niej mieszkańcy stolicy oraz przejezdni. Pamiętała ,że tata ,kiedyś coś wspominał o tej dzielnicy. Szumiało jej w głowie ,a nic nie piła. Na ulicy było całkiem pusto. Żadnej żywej duszy. Gdzieś szczekał pies. Pragnęła uciec stąd ,aby nikt nie musiał oglądać jej w tym stanie. Obojętnie jej było ,czy przeżyje. Naprawdę nie miała dokąd się udać. Zwłaszcza w środku nocy   ranna i  gorączką. Zemdlała.

                   *****


Ocknęła się ,gdy jakiś facet kazał się jej wynosić.W dalszym ciągu znajdywała na schodach prowadzących do jakiegoś budynku. Wysoka temperatura i obolałe mięśnie uniemożliwiały jej skupienie się na takich szczegółach ,jak nazwa lokalizacji ,w której obecnie się znajdowała. Zaczęła mocno kaszleć i z wielkim trudem chwytała powietrze. Wrzeszczał na nią ,a za nim zjawiła się gruba kobieta. Wszędzie była intruzem. Brudną włóczęgą niezasługującą na cokolwiek.
Wytarła dłonie w wytarte stare niebieskie jeansy. Z trudem dotarła do budki telefonicznej. Niestety nie miała karty ani gotówki. Z bezsilności załkała i osunęła się na ziemię , nie pamiętając już nic. Po kilku tygodniach zadzwoniła ze szpitala pożyczając od  innej pacjentki na chwilę telefon. Znała numer na pamięć mimo ,że nie dzwoniła od dawna do Maćka ani Patrycji.  Przyjaciółka znalazła ją dwa dni po opuszczeniu murów szpitalnych w przemokniętej kurtce ,którą ktoś jej kupił . Następnie ponownie znalazła się w tym samym miejscu z podłączoną kroplówką. Przeszła ostre zapalenie płuc. Ale otwierając oczy w szpitalnym łóżku napotkała wzrok przestraszonych i zmartwionych przyjaciół. 

Strach ścisnął bruneta za krtań ,a lodowata strużka potu spłynęła wzdłuż kręgosłupa. Pistolet znajdował się na poziomie szarych oczu bruneta. Dziewczyna usiłowała wydostać się z ramion jednego z osiłków ,ale zabrakło jej siły. Osłabione długim pobytem w szpitalu ciało szatynki ,nie umiało się bronić. Przycisnął ją mocniej ,aż zakaszlała gwałtownie ,łapiąc haustami tlen.
Mokre strąki włosów przylegały do twarzy niczym druga skóra . Brunet ,wykorzystując nieuwagę mężczyzny z tatuażami ,wytrącił mu broń. Pistolet upadł z głuchym łoskotem na mokry asfalt. Drugi podniósł natychmiast narzędzie walki i obrał za cel Ulę. Dobrzański wkroczył do akcji . Broń ponownie upadła. Łysy facet trzymający kobietę niespodziewanie ją puścił i upadłaby, gdyby nie błyskawiczny refleks Marka. Jego ramiona amortyzowały ją przed bolesnym upadkiem. Teraz oboje znaleźli się w niebezpieczeństwie. Pod ich skórą obojga czaił się strach. Serca łomotały ,zagłuszając spadające z nieba krople i kołaczące w głowach myśli. Broń wypaliła. Usłyszeli strzał. Z ust Uli wyrwał się stłumiony jęk.
Marek chwycił mocno dłoń Uli ,nie zastanawiając się biegli przed siebie. Dziewczyna dławiła się słonymi kroplami i oddech stawał się urywany. Po przebiegnięciu krótkiego odcinka, Ula prawie zemdlała z wycieńczenia. Kurczowo zacisnęła dłoń na płaszczu bruneta. Marek  bez namysłu porwał ją na ręce . Paraliżujący strach zawładnął nią i nie zareagowała. Taka bliskość onieśmielała ją i powodowała panikę. Wziął ją bez wyraźnego wysiłku, bo szatynka była zadziwiająco lekka. W gardle Uli zawiązał się węzeł. Oczy strasznie piekły Ulę od łez ,a płuca od próby unormowania oddechu. Marzyła ,by Dobrzański postawił ją na ziemi i zniknął ,a zjawił się Maciek i zapewnił ,że wszystko będzie dobrze . Jemu nie opowiedziała o gwałcie. Wspomniała jedynie o tym ,że została potrącona przez samochód  i paru innych faktach ze swojego życia ,lecz nie o koszmarze tuż po powrocie z Rosji do Warszawy.
Niestety Szymczyka tu nie było. Przy nim się nie bała o swoje życie.
Miasto nieustannie tonęło w deszczu. W momencie grożenia brunetowi bronią ogarnęło ją przerażenie i coś krzyczało w niej ,by tego nie robili. Nie znosiła go, ale nie życzyła śmierci. W dodatku bezwzględnej ,bez skrupułów. Z zimną krwią . Rozgrywającej się na jej oczach. Poczucie winy i wizja zakrwawionego ciała to dla niej widok ponad siły. Wystarczała szatynce jej osobista tragedia ,której dramat przeżywa po dzisiejszy dzień.
W tunelu unosił się nieprzyjemny zapach zgnilizny i nieczystości. Mrok potęgował uczucie niepokoju i swoistego lęku. Gdzieś po   po ścianie leciała woda . Mężczyzna trzymał na rękach bezwładne ciało kobiety. Usiłował wydostać się z tego dziwnego i mrożącego krew w żyłach ,miejsca. Mokre ubrania lepiły się do ciała ,a on czuł się coraz gorzej. Z kolejnym krokiem obraz rozmazywał się przed jego oczami . Brudna woda chlubotała w przemoczonych i zabłoconych butach.

                                        ****


Patrycja ze szklistymi zielonymi tęczówkami patrzyła na ciemno-brązową trumnę znikającą pod  czarną warstwą ziemi. Maciej stał obok ,otoczył ją ramieniem ,na którym ułożyła delikatnie głowę. Dzieci zostały z osobą z rodziny mamy. Oliwka głośno płakała i wyrywała się z rąk sąsiadki Eweliny ,która była również najlepszą przyjaciółką zmarłej. Organizacja pochówku, stypa i zawiadomienie wszystkich o śmierci Eweliny zaprzątało przez ostatnie dni głowę Maćka. Nie myślał o niczym innym ,tylko tym ,że nie ma już siostry. Zapomniał ,zadzwonić do Marka ,by dowiedzieć  się ,co z Ula. Nie zwrócił uwagi na brak wiadomości z jej strony ,jak i Dobrzańskiego.  Pozostał jeszcze nierozwiązany problem związany z opieką nad małym dzieckiem Eweliny. Dziewczyna za życia nie zdradziła absolutnie żadnych informacji dotyczących biologicznego ojca małej. Prócz brata i najbliższej dwójki przyjaciół nie miała nikogo. Niegdyś Maciek przypuszczał ,że ona i pewien blondyn ,są parą. Przypuszczenia nie okazały się trafne. Roman był gejem i świetnym baristą oraz cukiernikiem. Prowadził własną cukiernię ,a Ewelina często do niej zaglądała. Dzieliła ich spora różnica wieku. Więcej niż dekada. Maciej niejednokrotnie miał okazję spróbować jego wypieków i kawy.
Cmentarz powoli pustoszał. Maciej i Patrycja z bólem spojrzeli na przysypaną ziemię i ułożone na niej wieńce ,stojące palące znicze. Matka Patrycji została w domu z Bogną ,która przygotowywała dla żałobników skromny obiad i poczęstunek. Blondynka w ostatnich dniach ,nie potrafiła się skupić na wykonywaniu podstawowych czynności.

- Szkoda dziewczyny. Kto to widział ,by Bóg zabierał tak młode osoby z tego świata- odezwała się starsza kobieta w czarnej garsonce.
- Takie nastały czasy. Dawniej były choroby zakaźne i różne świństwa ,wojny ,a dziś nie trzeba wojny ,by ludzie schodzili z tego świata za młodu. Paskudne raki. Oto przyczyna wszystkiego i jeszcze jedzenia.
- Dawniej człowiek wiedział ,co je ,a dziś? Wiadomo ,co tam dodają? Ulepszacze, konserwanty i inne. Sama chemia. A jeszcze mówią o ekologicznej żywności. Może ja też przejdę na ten wegetarianizm albo weganizm?
- Co panie wygadują?!- wtrącił oburzony mężczyzna z ciemnym wąsem.
- Mięso jest niezbędne do normalnego funkcjonowania organizmu . Poza tym ja mam gospodarstwo i wiem ,co jest dobre.
- Ha- zaśmiała się jedna z kobiet i przygładziła siwe pasma średniej długości włosów. – A pan widzę bardzo zdrowo się ,odżywia – dodała z sarkazmem, mierząc go wzrokiem i zatrzymując spojrzeniem na wielkim brzuchu.
Mężczyzna poczerwieniał ze złości i wyszedł z salonu. Kobieta uśmiechnęła się z triumfem i dalej prowadziła ożywioną konwersację z drugą kobietą.
Patrycja podparła podbródek na dłoni i lustrowała ludzi prowadzących rozmowę , gestykulując. Nie podobało się jej ,że dwie kobiety dyskutują na tematy niezwiązane ze śmiercią Eweliny i zachowują ,jak hrabianki lub królowe z minionej epoki. W tej chwili kłóciły się ,kto lepiej się odżywia i ma lepszą figurę. Wspomniały też o bękarcie Eweliny i ,że to była  z niej niezła ladacznica.

- Myślałaś już ,kto zajmie się Oliwką?- zapytał znienacka Maciej, zajmując miejsce przy stole. 
- Nie wiem - odparła drącym głosem. 
 - Do ojca małej nie możemy się zwrócić . Nie mamy pojęcia ,kim on jest i gdzie go szukać- rzekł Szymczyk z ponurą miną. 
- Nie chcę ,by mała trafiła do domu dziecka - przyznała. - Ale my jesteśmy rodzicami dwójki jeszcze małych dzieci. Z trzecim sobie nie poradzimy ,a nawet jeśli to cały proces adopcyjny...  Zresztą  naszą przyjaciółką wciąż nie jest najlepiej i nas potrzebuje.
-  Patka jej nie pomożemy ,bo ona tego nie chcę. 
- Skąd to możesz wiedzieć!- oburzyła się. 
- Od pięciu lat nic się nie zmieniło i ukrywa część prawdy- powiedział patrząc w oczy żonie. 
- To ,co mam robić,aby było dobrze? Liczysz ,że Markowi uda się wyciągnąć Ulę z depresji? Staram się  ją zrozumieć . Miała nieudane małżeństwo i straciła córeczkę ,ale minęło tyle czasu. 
 - Słyszałaś o czym ,rozmawiają te dwie kobiety?
- A ty lubisz zmieniać temat ,prawda? Szczerze mówiąc mało mnie to ,interesuję – mruknęła blondynka. – No ,może oprócz tego ,jak ją określiły przed paroma minutami. Nie zapraszałam ich . Same się wprosiły. 
- Kto to w ogóle?
Wzruszyła obojętnie ramionami.
- Przedstawiły się jako rodzina. A jedna z nich ta z kapeluszem powiedziała ,że jest siostrą twojej matki.
- Moja matka nie miała siostry ,tylko brata- oznajmił zdziwiony.
- Dzwoniłeś do Marka ?- zmieniła błyskawicznie temat.
- Przed pogrzebem ,ale komórka nie odpowiadała.
Patrycja sposępniała z powodu złych przeczuć.
- Zadzwoń . Tam mogło się coś stać – odparła przejęta.
- Uli z Markiem nic nie grozi – zapewnił.
-Zadzwoń- powtórzyła z naciskiem.

środa, 1 lutego 2017

,, Zapach pamięci'' Miniaturka

              Mini pisana jeszcze w starym roku ,lecz dopiero dziś zdecydowałam ,że ją wstawię.                                                                              Miłego czytania !
                                                          ,,  Zapach pamięci ''
                                                                  Miniaturka

- Daria dlaczego nie śpisz?- zapytał mężczyzna wchodząc do pokoju córki.  Usiadł na łóżku i spojrzał na nią. Podniosła wzrok. Zauważył łzy a w dłoniach coś trzymała.  Wziął od niej kawałek papieru i zauważył ,że to stara fotografia.
 – Tęsknisz za nią  prawda ?- zapytał.  
Pokiwała głową ,a w jej oczach znów zalśniły łzy. Przytulił ją lekko.
 – Opowiesz mi o niej ?- zapytała. 
Bił się z myślami. Nigdy wiele nie opowiadał o niej. To nadal tak bardzo bolało. Minęło już tyle czasu, ale on czuł jakby czas się zatrzymał na tej jednej dacie.  Szesnasty grudnia. To wtedy odeszła na zawsze. Dziś mija sześć lat od jej śmierci. 
 – Tato, poczytasz mi ?-zapytał chłopiec wbiegając do pokoju.  
– Oczywiście, synku- odparł brunet. Posadził go na kolanach i otworzył książeczkę.  
– Szkoda ,że mama nie może was zobaczyć ,przytulić- jego oczy się zaszkliły ,chociaż starał się być silny. Przychodziło mu to z nie lada trudem. Musiał grać. Na scenie zwanej prozą życia.  
Gubił w plątaninie myśli i echa dawnych lat. Niespełnione plany ,marzenia , pragnienia ,urwane w jednej chwili . Gdy serce Uli przestało bić czuł ,jakby jego też za moment miało się zatrzymać. Ponure myśli nawiedzały Marka niemal ,każdej nocy. 
– Jaka była?- zapytał sześciolatek.  Jego o niecałe trzy lata starsza siostra  również chciała dowiedzieć się czegoś o mamie. Zdjął delikatnie chłopca z kolan i poszedł po album. Otworzył go i wyjął jej zdjęcie.


W pamięci miał zawsze, jako uśmiechniętą i pełną życia. Dopiero po ślubie zmieniła swój wygląd. Wcześniej nosiła okulary i długie włosy. Gdy zobaczył ją pierwszy raz nie miała okularów. To był dzień w ,którym zdała maturę.  Chciała wyglądać w ten dzień inaczej. Ładniej i dlatego założyła soczewki. Jednak jemu nie przeszkadzał jej wygład. Dla niego była zawsze najpiękniejsza. Szybko zdobyła jego serce. Był wtedy już po rozstaniu z Julią.  Właśnie zaczął prace w Febo&Dobrzański rodzinnej firmie.  Za to jej nie przeszkadzało ,że jest od niej starszy o siedem lat.  W wieku dwudziestu jeden została jego żoną. Jednak była bardziej dojrzała niż jej rówieśniczki.  Rok później szczęśliwi witali na świecie  córeczkę.  Niecałe trzy lata później na świat przyszedł ich synek ,ale los bywa okrutny. Zabrał ją. Na zawsze odeszła .  W wieku niespełna dwudziestu sześciu lat.  Nikt nie mógł pogodzić się z jej odejściem.

                                                                  Dziewięć lat wcześniej…
Stała przy drzewie. Patrząc w dal. Powoli podszedł do niej. Położył dłoń na dopiero lekko zaokrąglonym brzuchu.
Oboje  byli bardzo szczęśliwi ,że wkrótce zostaną rodzicami.  Często chodzili do parku. Mieli ulubiona ławkę. Czasem karmili kaczki ,które pływały po stawku. Godzinami spacerowali i nic poza nimi się nie liczyło.  Wiele kobiet patrzyło na niego z zazdrością ,że wybrał właśnie ją. A ona czuła jakby urodziła się pod szczęśliwą gwiazdą. Miała prace ,męża i piękny dom a niedługo na świecie miało pojawić się ich maleństwo. Jeszcze nie wiedzieli czy to będzie chłopczyk czy dziewczynka. Najważniejsze było dla nich aby było zdrowe. Pilnował aby się nie przemęczała i dobrze odżywiała.  Troszczył się o nią. 
– Jak myślisz będzie to chłopczyk czy dziewczynka?- zapytała patrząc w jego stalowe oczy.  Uśmiechnął się lekko.  Przez krótka  chwilę wyglądał ,jakby nad czymś się intensywnie zastanawiał .
 – Chciałbym, aby była to dziewczynka i podobna do ciebie- odparł.   
– Ale z twoim uśmiechem- dodała.  
 Zanim wyszli z parku Marek poprosił starszą kobietę o zrobienie im zdjęcia. Następnie podziękował ,wziął Ulę za rękę i objęci wyszli z parku.

                                                  ********

-  Jestem podobna do mamy?- zapytała dziewczynka patrząc na tatę mrużąc oczy ze zmęczona. Dochodziła dwudziesta druga. 
– Tak, masz jej piękne oczy niebieskie, nosek usiany piegami.
- A uśmiech twój ?
- Tak- potwierdził. Dokładnie ,jak chciała Ula .Kochanie ,wróć. Dlaczego mnie zostawiłaś? Nie daję rady bez ciebie. Mój aniele...gdzie jesteś?  
 Strasznie brakowało mu żony ,ale patrząc na córkę widział jej wierną kopię. Za to syn był jego miniaturką. Czarne włosy, jego szare oczy i również dołeczki w policzkach. Dzieci  były dla niego wszystkim. Po śmierci Urszuli nie potrafił ułożyć sobie życia z żadną inną kobietą. Wciąż ją kochał.  
– Dobrze dzieci idźcie spać bo jutro szkoła- rzekł przykrywając Darię i opuszczając pokój. Wziął chłopca na ręce i zaniósł do pokoju obok. Położył na łóżku i również przykrył.
 – Dobranoc Alan- odparł i  opuścił pokój. 
Miał teraz trochę czasu dla siebie.  Jednak zamiast żyć przyszłością wciąż wspominał przeszłość. Nie umiał się z tym pogodzić.  Usiadł na kanapie z szklanką wishy . Przy dzieciach nie pił ,ale teraz mógł sobie pozwolić ,chociaż na jedną ,dwie szklanki.  Myślami był znów daleko. Dni tak szybko płynęły. Puste miejsce obok niego na łóżku ,puste krzesło w kuchni, brak jej głosu...W sercu Marka skrywał się okropny ból i tęsknota. Nie dająca opisać się słowami. Żadne słowa nie przyniosłyby ukojenia. Nic nie mogło... Dotyk jej zimnych dłoni, ust. To ostatnie ,co zapamiętał. Nie wyrzucił jej ubrań. Wciąż wisiały w szafie na wieszakach. Przytulając jej ubranie ronił łzy i klęczał na podłodze ,czując miękkość w nogach. W głowie pragnął zachować jej zapach ,dotyk ...Wszystko ,co kojarzyło mu się z nią. Dzieci wtedy już spały. Przy nich musiał być silny. Nie mógł się załamać. Marzył zestarzeć się przy boku Uli.  Okrutny los mu ją zabrał. Wzdrygnął się na myśl o jej bezwładnym ciele leżącym w zimnym ,ciemnym grobie.  Gdyby nie dzieci pewnie upił by się i zabił na przydrożnym drzewie ,byle być z nią. Dla niej nie ma powrotnego biletu.  Cisza dźwięczy ,w uszach. Śmierć żony spowodowała spustoszenie i rozpacz w jego sercu. 

,, Jak wstrzymać myśl, co nie zaginie,
Słowem wyrazić pamięć jasną,
Kiedy mówimy o dziewczynie ,
Której życie zgasło''.

Rano przetarł zaspane oczy i rozejrzał się po pomieszczeniu. Nawet nie pamiętał ,kiedy usnął chociaż pijany nie był. Nigdy się nie upijał. Starał się być odpowiedzialnym i dobrym ojcem.  Wstał z kanapy i udał się do łazienki.  Stanął przed umywalką opłukał twarz zimną wodą .Nałożył piankę na twarz i wziął maszynkę. 
– Tato!- krzyknęła Daria zbiegając po schodach. Przestraszył się nagłego krzyku i zaciął się. Pomasował policzek gdzie się skaleczył.  Po chwili zauważył swoją latorośl w białej piżamie z misiem na środku. 
– Co się stało?
- Alan… on …- jej głos się łamał, a do oczu napłynęły łzy.  Podszedł do niej i ją przytulił po czym szybko pobiegł w kierunku pokoju syna. Otworzył drzwi. Na podłodze leżał chłopiec nieprzytomny. Dotknął szyi był puls. Kazał córce przynieś natychmiast komórkę. Szybko wykręcił numer na pogotowie. Ręce mu się strzęsły. Czuł się prawie tak samo jak wtedy gdy czekał pod salą na ukochaną. Teraz bał się o syna. Miał nadzieję ,że on nie odejdzie. Przypomniał sobie moment, w którym po raz pierwszy wziął go na ręce.

Tą małą i jakże kruchą istotę. Był dumny z tego ,że ma syna ,ale jego ból był nie do opisania, gdy lekarze poinformowali go o śmierci żony. Został sam z dwu i pół letnią córką i niemowlakiem. Czuł się bardzo zagubiony. Wsparciem okazała się matka. Pomagała mu na początku, aby mógł pracować. Krzysztof również był zachwycony dziećmi tak samo jak i Helena. Współczuli mu. Nie umieli sobie wyobrazić co czuje. Przecież była taka młoda a już musiała pożegnać się z życiem. Nie wiedzieli co powiedzieć gdy dzieci zapytają o mamę.  Załamał się ,ale wiedział ,że musi być silny. Jej już nie ma a życie biegnie dalej. Była jego największą miłością i nigdy nikogo nie pokocha tak jak jej. Tego był pewien. Chciał wychować dzieci na mądrych ludzi. Chciał ,aby były takie jak ona. Dobre i wrażliwe.  Ją zawsze uważał za swojego anioła stróża.
                                      *******

Dojechali dość szybko. Warszawa o tej porze na szczęście nie była zakorkowana co można było uznać za sukces. Rzadko można była przejechać bez korków przed dziewiątą rano.  Dopiero teraz przypomniał sobie ,że nie dał córce nic do zjedzenia przed wyjściem z domu. – Wstąpię potem na jakieś fast-foody –pomyślał   . Zatrzymał samochód przed dużym budynkiem z szyldem,, szpital kliniczny w Warszawie’’ . Odpiął pasy i spojrzał na dziewczynkę była smutna ale nic nie mówiła. Odpięła pas i wysiadła z auta. Udali się w kierunku wejścia. Podszedł do recepcji. 
  – Dzień Dobry  Marek Dobrzański ja szukam chłopca sześcioletniego ,który został niedawno przywieziony …
- Pan jest kimś z rodziny?- zapytała recepcjonistka
- Jestem jego ojcem – odparł .
- Sala segregacji na końcu korytarza po prawej stronie  numer  dziewiętnaście.
- Dziękuję –odparł i biorąc dziewczynkę za rękę udał się w tym kierunku.  Otworzył  pomału drzwi.  Jego syn leżał  podłączony do respiratora i aparatury.  Na ekranie monitora można było zaobserwować prace serca.   Wszedł i usiadł na krześle  patrzył na pogrążoną we śnie twarz chłopca.  Daria stała obok i patrzyła smutnymi oczami na brata.
- Czy z tego wyjdzie?- zapytała cicho.
- Na pewno nie martw się. Wszystko będzie dobrze.  Sam też chciał wierzyć w to ,że jego syn będzie zdrowy i szybko opuści szpital.
                                ****
W dniu pierwszego listopada Dobrzański udał się na cmentarz i odwiedził grób żony. Na czarnym marmurze położył czerwoną róże. Dzieci stały obok niego ze smutnymi minkami.  Zapalił kolorowe znicze i przyklęknął  by się pomodlić za jej duszę. Wierzył ,że kiedyś się spotkają. Będą na wieki razem i już nikt ,ani nic ich nie rozdzieli. Najważniejsze były teraz dla niego dzieci. Daria i Alan ,który choruje na astmę
Ujął za rączki dzieci i skierował kroki ku wyjściu. Zimny wiatr smagał ich policzki. Pojechał do rodziców. Gospodyni napełniła talerze gorącym rosołem i podała dzieciom. Jedynie Marek nie jadł. Był jakiś  nieobecny. Wizyty na cmentarzu zawsze kompletnie go rozbijały. Ile by dał by znów ujrzeć te piękne niebieskie oczy . I widział je. Codziennie w snach ,we wspomnieniach i  patrząc na twarz córki. Marek nieustannie miał wrażenie ,że Ula wyszła na chwilę i zaraz wróci. Znów zarzuci mu dłonie na szyję i obdarzy ślicznym uśmiechem. Powie. ,,Cześć ,kochanie już jestem''. Niestety nigdy już tego nie zrobi. To jakby spacer bez powrotu.  Śmierć przyszła nagle bez zapowiedzi.  
- Tato, a ty od nas nie odejdziesz prawda?- zapytała Daria. 
- Nie ,będę przy was- odpowiedział smutnym głosem. 
- Opowiesz nam jeszcze o mamie?- spytał cicho Alan. 
Posadził chłopca na kolanach. Sześciolatek przytulił się do niego. 
Codziennie wspominał z dziećmi zmarłą żonę. Odstawił picie i szukał teraz ukojenia w pracy i opiece nad dziećmi. Matka pomagała mu ,gdy na przykład dzieci zachorowały . Lata płynęły. 
Doczekał się dnia ,w którym tak bardzo żałował znów ,że Uli nie ma przy nim. Daria potrzebowała mamy. Jej wsparcia w tym wyjątkowym i przepięknym dniu. 
Daria stała się śliczną młodą kobietą . Marek widząc córkę w sukni ślubną odnosił wrażenie ,że widzi żonę sprzed lat. Ujął córkę pod ramię wolno przemierzając próg kościoła.  Udekorowanego czerwonymi dodatkami i białymi płatkami kwiatów. Daria trzymała mały bukiet z białych i herbacianych róż. Alan przyszedł z żoną i półtora rocznym synkiem. Mały biegał po kościele . Mama podniosła go i usiadła z nim w drugiej ławce. Ceremonia ślubna się zaczęła. 
                                         ******
Parę lat później Daria przyszła zapalić znicz na grobie rodziców. Od teraz Marek był już z jej mamą. Chociaż wolałaby mieć go przy sobie. Tu na ziemi. Nie zobaczył swojej najmłodszej wnuczki Igusi . Urodziła się już po jego odejściu. Lekarze twierdzą ,że to był zawał. Umarł we śnie. Wychował ją i jej brata na dobrych ludzi. Poświęcał im swój cenny czas ,kochał bezwarunkową miłością. Mogli na niego liczyć. Zwierzali mu się z problemów. Czasami o czymś nie miał pojęcia. Wtedy pomocna okazywała się  babcia lub dziadek. Pomoc cioci ,która często ich odwiedzała. Siostra Uli Beata. Jan wyjechał i nie utrzymywał kontaktu z rodziną. Potem w Rysiowie mówili ,że zginął na motorze .  
Zasnął już nigdy się nie budząc. Jego powieki zamknęły się na wieki. Mała wierciła się na jej rękach.  Ostatni raz spojrzała na płonące promyki i wyszeptała:
- Bardzo was kocham ...- zadrżał jej głos. - Kiedyś wszyscy tam się spotkamy. 

Wiedziała ,że niedługo przyjdzie tu ponownie zapalić rodzicom jasne światełka i przynieść kwiaty. 
_________________