Strona Główna

środa, 25 lipca 2018

,, Niedoszła panna młoda'' miniaturka 1/2




Zielona polana przynosiła ukojenie zszarpanym zmysłom i pozwalała na wyciszenie. W odległości kilkunastu metrów znajdował się drewniany domek pośrodku gór. Przyjemny wiatek unosił zapach świerków i sosny z pobliskiego lasku. Turyści z przyjemnością korzystali z uroków przyrody i pięknej pogody wybierając się w wycieczkę wąską dróżką prowadzącą w góry. Pod ich stopami rosła gęsta trawa pokryta miejscami niewielkimi białymi płatami. Śnieg pod wpływem majowych promieni słonecznych w zatrważającym tempie topniał. Dziewczyna zdjęła ciężki plecak stawiając na dużym kamieniu i wyjęła z bocznej kieszonki lornetkę. Domek w przybliżeniu wydawał się dosłownie taki jaki ujrzała w Internecie.



 Przytknęła butelkę z wodą do rozgrzanych z wysiłku policzków i łapczywie zaczęła pić wodę. Nagły szelest za jej plecami przeraził ją. Upuściła butelkę podlewając tym sposobem krokusy. Z przestrachem obejrzała się za siebie napotykając rozbawiony wzrok wysokiego mężczyzny w brązowej kurtce i szarym swetrze. Położyła rękę na sercu oddychając płytko.
- Turystka?- zagadnął.- W okolicy grasują niedźwiedzie. Tak słyszałem więc należy uważać . A pani tak sama? W górach?



- Narzeczony dołączy do mnie później. Rozumie pan praca. Nie ,każdy ma tyle czasu ,aby zagadywać nieznajomych i ich straszyć- burknęła.
- Przepraszam – odrzekł z udawaną skruchą.- Ale miała pani minę
- Jak pan śmie?!- zdenerwowała się piorunując nieznajomego wzrokiem.- Naprawdę zabawne.
- W ramach rekompensaty może pomogę pani z bagażem ?- zaproponował.- O ile powie pani swoje imię i który domek wynajęła.
- Ula- wyciągnęła dłoń w kierunku nieznajomego.
- Marek- uścisnął jej rękę spoglądając w szafirowe oczy.
Umknęła spojrzeniem zabierając pozostawiony na skale bagaż i zarzuciła z niemałym wysiłkiem na plecy, wydała z siebie cichy jęk ,bo coś ją zabolało w kręgosłupie. W malowniczej okolicy pragnęła odciąć się codzienności. Złapała autostop przyjeżdżając do Tatr. Pakowała się w pośpiechu ponieważ od trzech miesięcy podróżowała bez planu. Budżet skurczył się jej mocno i musiała zacisnąć pas i zacząć oszczędzać. Podróż zagranicę nie wypaliła. Nie dostała wizy. Zmęczone nogi dawały o sobie znać.
- Pani nie jest góralką?- spytał idąc wolno ścieżką prowadzącą do górskiej chatki otoczonej sosnowym laskiem.
- Nie, urodziłam się na wsi z dala od górskich widoków- uśmiechnęła się ze skrępowaniem. – A Pan?- odważyła się zapytać.- Pan też nie mówi jak góral i szczerze wcale go nie przypomina. Przepraszam za wścibstwo ,ale wynajmuję pan domek w pobliżu?
- Tak się składa ,że obok pani. A góralem nie jestem. Mieszkam na stałe w Warszawie- wyjaśnił.
- Aha. Na długo pan przyjechał?
- Jeszcze nie zdecydowałem- uśmiechnął się nikle.- Pomogę jednak pani- wziął z trudem jej plecak i dalej szli rozmawiając o tutejszych turystach, pogodzie i wspinaczce górskiej. Kobieta otworzyła się przed nowo poznanym mężczyzną ,zdołał ją nawet dwa razy rozbawić. Odprowadził ją pod same drzwi.
- Dziękuję za pomoc- uśmiechnęła się.
- Do usług- uścisnął ponownie jej dłoń i odszedł zostawiając dziewczynę na niewielkich schodkach. Przystojniak- pomyślała i znikła we wnętrzu domku.
Rozpakowała się wykładając ubrania na półkę w niewielkim pokoiku. Nie przebierając się ułożyła się na miękkiej pościeli , łóżku i zapadła w głęboki sen. Nazajutrz obudził ją hałas za oknem. Zszokowana i zaspana niemrawo podeszła do okna ,otwierając je i wpuszczając do środka świeże powietrze. Na dole jakiś człowiek rąbał drzewo ,a drugi siedział na pieńku odwrócony do niej tyłem.
- Dzień dobry!- zawołał po czym dodał ,coś czego Ula nie zrozumiała. Zamknęła pośpiesznie okno i poszukała czegoś do ubrania. Ogarnęła się ,związała włosy w kucyk i zrobiła kanapki popijając herbatą. Śniadanie przerwało jej pukanie do drzwi. Wszystkie pomieszczenie czyli łazienka, pokoik na poddaszu ,przedpokój na dole i mała kuchnia urządzone były skromnie ,z drewna. Jasnoniebieskie okiennice, ładne szafki z ziołami w środku, kominek i świeże powietrze górskie które wpadało do pomieszczenia sprawiała ,iż Ula czuła się być w bliskim kontakcie z naturą. Obawiała się trochę nocy jako ,że przyjechała tu sama. Poprzednią noc przespała spokojnie w ogóle nie obudziły ją dziwne dźwięki. Nad ranem wystraszył ją jedynie facet rąbiący drewno na opał.
- Przyniosłem trochę drewna. Wieczory bywają chłodne- rzekł widząc jej pełen dezaprobaty wzrok.
- Nie kłopocz się pan. Narzeczony…
- Okłamała mnie pani czyż nie?- zapytał niewinnie układając drzewo przy kominku. Podwinął rękawy kraciastej koszuli ,stała parę kroków od niego bacznie przyglądając się jego dłonią. Nie wyglądały na spracowane, bez zadrapań, bruzd, zadbane. Przypomniała sobie jego uścisk i ich gładkość. Szybko otrząsnęła się z tych myśli.
- Tak. Okłamałam pana. Nie mam narzeczonego. Przyjechałam sama chcąc odpocząć.
- Mam wrażenie ,że to nie jedyny powód. Stało się coś?- podniósł się z klęczek ,otrzepał ciemne spodnie i popatrzył na nią.
- Nie, przyjechałam odpocząć. Tyle.- wymigała się od odpowiedzi. Nie wyjawi przecież ,co bądź obcemu facetowi prawdziwych powodów przyjazdu. Łatwości nawiązywania kontaktów nie nawiązywała. Na studiach miała tylko dwóch przyjaciół oraz chłopaka ,który zawiódł jej zaufanie. Denerwowała się wystąpieniami publicznymi. Niedawno zmieniła trochę wygląd ,bo dość miała wysłuchiwania kpin na swój temat. Poza tym jako właścicielka Hotelu musiała dobrze się prezentować. Hotel odziedziczyła w spadku po śmierci dziadka. 

                          &&&

Z rana dzwonił do kumpla chwaląc się ,że poznał interesującą kobietę.
- Noo, stary – powiedział z entuzjazmem Olszański.- Jak Paulina się dowie.
- Nie dowie ,bo ty nie piśniesz jej ani słowa. Poza tym nie wiem czy mam u niej szansę.
- U kogo?- zainteresowanie Sebastiana rosło ,z każdą minutą.
- Turystki. Znam ją od dwóch tygodni i nic. Proponowałem spacer po górach ,odmówiła. Przy ognisku nie zamieniliśmy więcej niż parę słów. W ogóle jakaś skryta jest i nie chce gadać. Praktycznie siedzi całymi dniami w chatce.
- Stary z tą laską musi być ,coś nie tak. Nie oczarowałeś ją tym swoim słodkim uśmiechem?
- Niestety nie. Kombinuje jak się z nią umówić ,ale marnie mi to idzie. Za dwa tygodnie wracam do Warszawy i…
- Marek zostaw tą pannę w spokoju i wracaj. Bez sensu uganiasz się jakaś laską ,która ma cię gdzieś.
- Ty nic nie rozumiesz. Ja ciągle o niej myślę- podkreślił ostatnie słowo.- Marzę poznaniu jej bliżej ,odkryciu jej tajemnicy, o pocałunkach ,trzymaniu jej w ramionach…- rozmarzył się.- Ma takie ładne usta i oczy.
- Ty jesteś chory- stwierdził Sebastian.- Tylko nie zakochaj się w niej. Pamiętaj ,że w Warszawie czeka na ciebie wściekła Paulina ,bo wyjechałeś bez słowa. Rodzice też o ciebie wypytują.
Marek zadumał się milcząc i analizując słowa przyjaciela. Miłością tego by nie nazwał ,ale coś ciągnęło go do niej. Zaintrygowała go ta Urszula Cieplak pochodząca z niewielkiej miejscowości jakim jest Rysiów.
- Powiedz im ,że jestem w górach i  niedługo wracam. Na razie- rozłączył się.

                                                         *****

Dwa lata później...  dwunasty czerwca.


Mijana z obojętnością bądź współczuciem siedziała na kamiennych schodkach kościoła nie zważając na śnieżnobiałą suknie. Podwinęła materiał owijający się wokół jej kostek. Ludzie prezentowali się w eleganckich strojach.Widziała osoby ,które były dla niej obce.zaprosił ich Piotr nie pytając ją o zgodę. Planował huczne wesele ,a ona wolała skromną ceremonię. Nie wykłócała się z nim bojąc się kolejnej awantury. Twarz przybrała wyraz niepokoju i  a  w żołądku czuła ucisk. Goście gromadzili się pod drzwiami budynku ,a ona czekała na znaną kobiecie markę samochodu. Brała ślub w przekonaniu ,iż to ten jedyny i ,że w każdym narzeczeństwie zdarzają się drobne spory.Ojciec uwielbiał Piotra i pchał ją w jego ramiona nie zdając sobie sprawy ,iż krzywdzi przy tym swoją córkę. Chmury przesłoniły słońce. Spojrzała w niebo modląc się ,aby nie padało ,bo wyglądałaby jak panda. Ksiądz poganiał wszystkich i nerwowo zerkał na zegarek. Narzeczonego ani śladu. Oddychała spokojnie w głębi duszy czując wyraźny lęk. Ścisnęła bukiet ślubny i z pomocą nieznajomego. Wyrósł jak z spod ziemi. Bez wahania chwyciła jego dłoń. 
- Panna młoda tutaj?- zagadnął unosząc wysoko brwi najwyraźniej nie spotkawszy się wcześniej z kobietą w sukni siedzącą na schodach zamiast czekającą wraz z innymi. Na oko miał ponad metr osiemdziesiąt wzrostu i świetnie skrojony czarny garnitur. Zamrugała powiekami ,bo raziły ją promienie słoneczne. Osłoniła twarz ręką zauważając ,że zna tego człowieka. Spotkali się podczas pobytu w górach. Nie miała pojęcia ,co tutaj robi i kto go zaprosił.
To musiała być Celina pracująca w F&D asystentka prezesa ,ale dlaczego nie przyszła z Aleksem? Przecież Marek był krótko po rozstaniu z Pauliną i dziewczyna była zakochana bez pamięci w Febo.
Nie podejrzewała przyjaciółki o romans z Markiem. Nic się jej nie zgadzało.
 Rozejrzała się w tłumie pragnąc odszukać ukochanego. Na próżno. Nigdzie go nie widziała. Łzy cisnęły się do oczu. Nie uronię ani łzy postanowiła w myślach.
- Czekam na narzeczonego- odpowiedziała zgodnie z prawdą.- Spóźnia się czterdzieści minut ,a zawsze był punktualny- oznajmiła zerkając kolejny raz na komórkę wściekła na niego.
- Może mu coś wypadło? Albo zdarzył się wypadek?
- Piotr jeździ zazwyczaj ostrożnie. Nie dostaje mandatów i jest cenionym kardiologiem.
- Aha. Nie rozumiem jego zachowania ,powinien chociaż zadzwonić. Porzucić kogoś bez uprzedzenia to jedna z najgorszych rzeczy jaką można zrobić człowiekowi- mówiąc to spuścił wzrok jakby mówienie o porzuceniu i jemu sprawiało ból.
- Piotr przyjedzenie czy nie?- spytała kuzynka podchodząc do kobiety i kładąc jej dłoń na ramieniu.- Może dobrze się stało.
- Dobrze się stało? Kocham Piotra ,chcę zostać jego żoną ,a on nie odbiera telefonu i nie przyjeżdża.- Przepraszam poniosło mnie- powiedziała ze skruchą.
- Nie szkodzi, kochana. To nerwy- zerknęła kątem oka na nieznajomego.- Ilona Oliwczuk.
- Marek Dobrzański- ucałował jej dłoń ,- a my już się znamy - zwrócił się do panny młodej.
- Tak ,a gdzie się poznaliście?
- Długa historia. W górach.
- W górach? Łał. fajnie. A opowiesz mi coś więcej?
- Kiedyś.
Marek uniósł dłoń Uli. Zarumieniła się ,gdy jego usta musnęły jej dłoń. Przez ciało przepłynął dreszcz. Nikt dotąd tak nie robił. Kuzynka wróciła do gości. Komórka milczała. Goście byli na skraju wytrzymałości cierpliwość się im kończyła. Rozjeżdżali się powoli w swoje strony. Podchodząc klepali ją po ramieniu i pocieszali. Podążyła ku bramie kościelnej w połowie drogi wyrzuciłam bukiet do pobliskiego kosza i podążała dalej przed siebie czując na twarzy zdradzieckie łzy. Upokorzona, porzucona z złamanym sercem nie wiedziałam dokąd idę ,ale na spojrzenie rodzinie w oczy bym się nie odważyła. Nad Wisłą nikogo nie zauważyła. Usiadłam na pieńku rysując coś patykiem znalezionym na piasku. Usłyszała szum wśród zarośli . Zlękła się. Nade nią rozciągał się przepiękny błękit. Przed nią stanął znów nieznajomy brunet.
- Kiedyś przychodzenie tu sprawiało mi ból. Nie mogłem patrzeć na pomost i…- uciął zmieszany.
- Coś się stało?- błękitnymi oczami błądziła po twarzy mężczyzny. Spuściła wzrok uświadomiwszy sobie nadmierną ciekawość i przypatrywanie się. Zastanawiała dlaczego nagle uciął i podniósł się z pieńka znajdującego się nieopodal niej.
- Nie powinienem zwierzać się  prawie obcej osobie. 
- Znamy się z gór.
- Krótko. Wyrzuciłaś moja wizytówkę.
- Nie wyrzuciłam- te słowa go zaskoczyły.- Nie zebrałam się na odwagę ,żeby zadzwonić ,a później spotkałam dawnego znajomego i zaczęliśmy się spotykać. 
Milczał rozczarowany ,że nie zadzwoniła.
- W pierwszej chwili cię nie poznanej w tej białej sukni, ale wiem ,że to ty.
Piotr to sukinsyn jak można porzucić tak piękną,uroczą dziewczynę i w dodatku wcale nie głupią. Od Celiny wiem ,że prowadzi Hotel ,, Aleja róż'' i pomaga w fundacji biednym dzieciom angażując się w pomoc po śmierci mamy ,która pracowała tam jako kucharka po stracie najmłodszego dziecka. 
- Wiem o tobie wystarczająco ,abym nie mógł cię nazywać nieznajomą.
- Celina wypaplała?
-  Trochę. Przyznaję podsłuchałem rozmowę w bufecie. tak dowiedziałem się o ślubie.
- Ok. W zasadzie nic nie ryzykuję,bo i tak nie wygadasz.
- Pewności nie masz- ostrzegła.- Aniołem to ja nie jestem.
- Ale w tej sukni go przypominasz.
Uśmiechnęła chociaż zabrzmiało to banalnie.
 -Raczej się więcej nie spotkamy.
- Właśnie- potwierdził ze smutkiem.
Nie pozwolę ci więcej zniknąć. Tak łatwo się nie poddam. 
-  Chwila,spotykamy się po raz drugi. 
- Wiem ,ale tamto spotkanie wymazałaś z pamięci.
- Nie do końca. Powiedz coś o sobie ,bo ty wiesz tak dużo ,a ja o tobie nic- skłamała i ona coś tam o nim słyszała.
- Cieszyłem się opinią podrywacza, kobieciarza. Nie zważałem na uczucia ,ale Paulinie znaczy mojej byłej narzeczonej niby przeszkadzały zdrady… dążyła do doprowadzenia ślubu do końca. Rodzice uważali poślubienie jej za błąd. Nie pochwalali decyzji o jej poślubieniu. Aleks dyrektor finansowy w Febo&Dobrzański znalazł miłość w pracy. W księgowości zatrudniła się Celina…
- Celina to moja przyjaciółka i wiem o Aleksie- przerwała mu w pół zdania. – Nie pojawiła się na moim ślubie.
- Niedoszłym ślubie- sprostował lekko się uśmiechając.
- Ja tu przeżywam dramat ,a ty się śmiejesz- udała oburzenie nie umiejąc się na niego zezłościć ,a utrudniały to dołeczki w policzkach ,które wydawały się jej słodkie.  
- Paulina tez nie zjawiła się kościele. Czekałem przed ołtarzem. Czułem się idiotycznie- przyznał szczerze.- Tydzień później ciało Pauliny wyłowili z wody. Wykonali sekcje zwłok. Utopiła się. Policja i technicy badający teren oraz nurkowie zgodnie uznali to za  samobójstwo. Sprawa została zamknięta ,ale mi to do dzisiaj nie daję spokoju.
- Tak , mi przykro- dotknęła jego ramienia.
- W porządku- zacisnął usta.- Minęło bardzo wiele czasu. Chodźmy stąd.
- Oczywiście- podniosła materiał sukni i podążyli brzegiem wzdłuż Wisły po czym zamówili taksówkę po dojściu do drogi i pojechali do hotelu gdzie odbywało się wesele.

sobota, 14 lipca 2018

,,Jedno życzenie'' 4/ ( Singielka)




„Niech ludzie nie znający miłości szczęśliwej twierdzą, że nigdzie nie ma miłości szczęśliwej. Z tą wiarą lżej im, będzie żyć i umierać.”
Wisława Szymborska
©©©

Słyszał wokół siebie krzątaninę. Nieznane dźwięki biegały zniekształcone do jego uszu. Powieki strasznie ciążyły i nie mógł ich podnieść. Przeszywający ból przenikał jego ciało mimo leków odczuwał ból. Wkładał cały wysiłek w poruszeniu ,choćby ręką lecz okazało się to niemożliwe. Ktoś przy nim czuwał. Nie wiedział kim jest ta  osoba i dlaczego tak przejęła się jego losem. Ostatnie wspomnienie kończyło się na wizycie nieproszonych gości i to jakieś przebłyski. 
- Mikołaj- wyszeptała przebudzając się z nadzieją spoglądając na twarz mężczyzny. Ściskała jego rękę nie hamując łez kapiących na nią i pościel. – Walcz, bądź silny nie poddawaj się. Walcz dla mnie, proszę- wyszeptała przepełnionym bólem.
Widziała światełko w tunelu. Z trudem łapała powietrze myśląc o jego śmierci. Głowę zatruwały złe obrazy ,których nie chciała oglądać. W siostrze nie miała wsparcia. Ludzie pozbawieni emocji przemykali się przez korytarze. Słowa czytane stały się jedną plamą. Dzisiaj przyniosła tomik poezji. Odezwała się po raz kolejny w niej dusza romantyczki. Przeczytała jeden ze smutniejszych.
- Przyjdę później- szepnęła nachylając się i obejrzawszy się czy nikogo nie ma przycisnęła usta do jego czoła i pogładziła czule policzek.- Jeszcze tu wrócę. Czekaj na mnie.
Opuszki palców delikatnie zaciskają się jej wokół nadgarstka. Zdumiona zerknęła na dłoń. Mikołaj wciąż leży śmiertelnie blady ,nieruchomo z posiniaczoną twarzą i milionem kabli podłączonych do klatki piersiowej. Natalia wyraźnie poczuła dotyk jego palców na swej skórze. Po chwili pokręciła głową pewna ,że jej się wydawało i zaczyna wariować od tych godzin spędzonych w szpitalu przy łóżku dziennikarza. Od napadu minęły dwa tygodnie ,a stan Mikołaja nie uległ poprawie.
Praca w redakcji i antypodach zeszła na dalszy plan. Rodzina poszła jakby w odstawkę ,a Elka i jej złośliwe komentarze oraz durne rady Nati miała głęboko gdzieś.
Nad ranem obudził ją Tomasz ,który przyszedł ją zmienić. Sporadycznie odwiedzał Suszyńskiego w szpitalu i rozmawiał z lekarzami podając się za jego przyjaciela, Natalia za narzeczoną ,a matka niestety musiała pilnie jechać do sądu. Od lat była cenioną panią adwokat i konsekwentnie dążyła do celu. Usiłowała wybić synowi z głowy dziennikarstwo i zainteresowanie sztuką. Bezskutecznie. W końcu odpuściła ,chociaż nie tak łatwo jej było pogodzić się z faktem ,że syn nie zostanie prawnikiem, architektem czy lekarzem ,a dziennikarzem ,których w kraju jest jak pszczół w ulu.

 Tomasz spóźnił się nieco do redakcji z rana zaglądając do szpitala. Od kilku tygodni  Mikołaj leżał w śpiączce bez oznak życia. Nadzieja powoli umierała. Lekarze bezradnie rozkładali ręce i powtarzali znane formułki. Czekali ,aż mózg zaprzestanie swojej pracy i będą mogli go odłączyć od aparatury podtrzymującej życie. Fotograf wierzył podobnie jak Natalia z Ewą w jego wyzdrowienie. Nikomu nie wyjawił ,iż miał  spotkał Mikołaja  zanim  trafił do redakcji ,bo to on mu ją polecił po tym jak stracił robotę przez swoją pierwszą dziewczynę. 


                                                 *****

Błądziła wzrokiem  po pościeli przesuwając wyżej na mizerną ,bladą twarz syna i maszynę monitorującą prace jego serca. Nogi pod nią się prawie ugięły. Przy łóżku siedziała długowłosa dziewczyna z rozmazanymi łzami na policzkach. Trzymała kurczowo rękę bruneta szepcząc coś rozpaczliwie. Obejrzała się za siebie wyczuwając obecność kogoś w sali. Kobieta nie odzywała się ,bo z nadmiaru emocji nie mogła wydobyć z siebie głosu.
- Wszystko ok.?- spytała podchodząc do kobiety.- Pani jest kimś z rodziny.
Pokiwała energicznie głową spoglądając ukradkiem na syna.

- Tak. Co z Mikołajem?
- Przepraszam nie mogę udzielać takich informacji- mruknęła nieuprzejmie Natalia.- Pani jest mamą Mikołaja?- nagle doznała olśnienia.
Ta zrobiła wielkie oczy zaskoczona ,iż ta wie.
- Ewa Suszyńska – przestawiła się.- A ty dziewczyno?
- Natalia Nowacka bliska przyjaciółka- wyszeptała z zażenowaniem.- W zasadzie tylko  koleżanka z pracy.
Dziewczyna pokrótce opisała stan zdrowia dziennikarza. Opowiedziała o braku poprawy i śpiączce. Rokowania lekarzy nie były za dobre. Uprzedzali ją na ,co powinna się przygotować. Niestety nie wyobrażała sobie ,że Mikołaj nigdy nie odzyska świadomości lub może być sparaliżowany. Usunęli mu krwiaka uciskający płat czołowy ,ale nie obudził się po operacji. Natalia wiedziała ,że coś poszło nie tak i obawiała się najgorszego.
- Pójdę już. Przyjdę w niedziele. Wcześniej nie mogę ,bo mam zmianę na rano ,a na drugi dzień jestem w redakcji mam okropne zaległości ,a wieczorem muszę być na wykładach.
- Studiujesz?
- Tak. Wieczorowo i pracuję w redakcji ,, Co tam’’ jak poprzednio Mikołaj i jestem kelnerką w ,, Antypodach’’- wyznała trochę z zażenowaniem. Nie lubiła opowiadać o robocie w knajpie ,bo większość uważało ,że nie ma ambicji i czyści podłogi.
- Nie pragnęłaś czegoś na pełny etat? W biurze albo może awansować w tej redakcji?
- Myślałam ,ale z szefową w ,, Co tam’’ nie da się rozmawiać. Prawdziwa żyleta.
Ewa zaśmiała się i pokiwała ze zrozumieniem głową.
- W poprzedniej pracy miałam fatalnego szefa. Zanim pracowałam w sądzie. zatrudniłam się w korporacji. Miki chodził wtedy do podstawówki. Nie opowiadał ci?

- Nie, nie opowiadał. W ogóle mało mówił o sobie.
- Czekaj. Chciałabym poznać osobę ,która jest ważna dla mojego syna- odparła ku zaskoczeniu Natki, Ewa. – Proponuję kawę w szpitalnym bufecie.
                                   ***
Natalia nawiązała świetny kontakt z matką Mikołaja. Rozmawiały , umawiały się również poza szpitalem. Prawie codzienne wizyty w odwiedzinach u bruneta zbliżyły ich do siebie. Upłynęły już dwa miesiące. Suszyński miał załatwioną dobrą opiekę. Któregoś dnia otworzył wreszcie oczy. Nic nie mówił. Podawali mu kartkę i długopis. Nie za bardzo rozumieli o co mu chodzi. Lekarze twierdzili ,że powinien niedługo zacząć mówić. Któregoś dnia to nastąpiło.
- Pamięta pan jak się nazywa?- zapytał lekarz.
- Mikołaj Su-szyński- lekko się zająknął.
- A pracę? Wie pan kim gdzie pracuje i kim są te panie?- ruchem głowy wskazał matkę i przyjaciółkę.
- We Wrocławiu?
- Nie. Znajduje się pan w klinice w Warszawie.
Zastanawiał się nad czymś i zerknął na Natalię.
- Ery-ka?
- Nie, Natalia. Nie pamiętasz mnie?- w oczach zamigotały łzy.- Pracowaliśmy razem w ,, Co tam’’. Poznaliśmy się w pracy. Byłeś później na moich urodzinach- jego wielkie zdziwione oczy wpatrywały się w nią.
- Proszę nie męczyć narzeczonego.
Przymknął powieki czując tępy ból głowy. Po czym jeszcze raz spojrzał na matkę, jakąś dziewczynę ,której nie znał ,ale zauważył jej piękne niebieskie pełne łez oczy.
- Na- Natalia- z trudem powtórzył kaszląc.-  Gdzie Ery-ka?
- Przykro mi , Miki- wtrąciła matka.- A mnie poznajesz.
- Tak – zaczął się krztusić.
Lekarz założył mu maskę tlenową ponieważ nie mógł oddychać.

                                            *****
Minęło dwa tygodnie. W międzyczasie ,gdy Natalia wpadała tylko czasem do kliniki zaczął o niej myśleć i polubił jej obecność. Przypomniało mu się gdzie ujrzał ją po raz pierwszy, ich rozmowy, spacery po mieście i wścibską siostrę. Ciągle  mieszała mu się teraźniejszość z przeszłością i miał problemy z mową. Jedna ręka pozostawała wciąż nie do końca sprawna. Poruszał nią ,ale nie był w stanie nic w niej utrzymać ,zaś drugą mógł robić wszystko.Wzrok czasami stawał się zamazany.

                                      ****

Elka umówiła się z siostrą na mieście w nowej knajpce. Zerknęła na zegarek. Zmierzchało ,a Natalia wciąż nie dotarła na miejsce. Znudzona czekaniem blondynka sprawdziła trzy razy czy nie dzwoniła. Nie znalazła ani jednej wiadomości. Rutyna ją zabijała i samotność ,którą tak doskonale znała. Doświadczała jej ,każdego dnia. O blasku dnia nie miał kto jej budzić pocałunkiem ,ani aromatem świeżo zaparzonej kawy. W nocy nie miała w kogo się wtulać i zasypiać otulona męskim tym jednym ukochanym zapachem. Rano straszyła potarganymi włosami, bladą cerą i rozciągniętą koszulką ,w której spała. Nieogarnięta ,bez makijażu otworzyła drzwi. Natalia zajęła miejsce przy stole wgryzając się w jabłko. Elka dostrzegła zmęczenie na jej twarzy i jakąś iskierkę w oczach.
- Odbyłam wczoraj najtrudniejszą rozmowę w życiu. Brzmiała jak przesłuchanie. Ewa jest strasznie dociekliwą kobietą i wylewną. Sporo dowiedziałam się o Eryce i zmarłym ojcu Mikołaja. Ona myśli ,że jestem jego narzeczoną. W szpitalu tak powiedziałam lekarce ,bo by mnie wyrzucili ,ale pani Ewa traktuje to niezwykle poważnie i nie wiem jak to odkręcę- spuściła wzrok.- Ela ,co mam robić?
Elka czuła się w kropce. Nie wiedziała ,co poradzić młodszej siostrze. Zamyślona dziewczyna patrzyła gdzieś w przestrzeń między krzesłem ,a blondynką.
- Zaczekasz ,aż się ogarnę i zaraz wracam. A co z Mikołajem?- zapytała z obojętnością w głosie.
- Zaczął samodzielnie oddychać i ścisnął mi rękę. Mówię ci tak lekko potem odrobinę mocniej. Nikt mi nie wierzy ,ale ja naprawdę to czułam. Nie pomyliłam się. On niedługo się  wróci do zdrowia i odzyska całkowicie pamięć. Nikt nie wierzył ,że się obudzi,a jednak stało się- rozbłysły jej nagle oczy.- Bo on z tego wyjdzie ,prawda?- zadrżał jej głos.- Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, że tak mi będzie go brakować. Nie myślałam o nas jako parze …No dobra przyszło mi to ,kiedyś do głowy ,ale on nie był mną zainteresowany.
- Chyba jesteś ślepa ,chociaż teraz to nie ma już znaczenia. Czy  od początku mu się podobałaś czy nie. Z resztą tak jest lepiej. Mógł stracić pamięć nie brałaś tego pod uwagę? Ale Erykę i inne osoby sobie przypomina.
- Nie , nie brałam. Doznał poważnego urazu ,ale ja wierzę ,że jest silny i wyzdrowieje- starała się przekonać samą siebie, co do najłatwiejszych nie należało.
-Pożerał cię wzrokiem, bo marzył o nocy z tobą ,a nie związku. A naopowiadał Tomkowi bzdur ,że chciał być z tobą i takie tam. Tacy nie zakochują się. Tak powiedział Tomkowi trochę innymi słowami. 
Natalia marzyła o odpoczynku. Czuwanie przy brunecie wykańczało ją. Nie miała czasu zadbać o siebie.
                                         ***
 Jak huragan wpadła do domu Eli ,wzięła kąpiel przymykając oczy i czując jak jej ciało się odpręża. Siedziała w pianie ,słuchając na słuchawkach relaksującej muzyki. Rękę zacisnęła na krawędzi wanny i przymknęła oczy nie mogąc wyrzucić z pamięci  pewnych zdarzeń .Owinęła się w puchowy ręcznik dokładnie wycierając się do sucha. Po doprowadzeniu się do porządku poszła coś zamówić i usiadła z siostrą do stołu.

-  Dzięki, Ela.
- Dlaczego nie pojechałaś do akademika?
- yyy...Bo zepsuł się tam prysznic. jakaś awaria jest i żaden nie działa- wymyślała na poczekaniu.
- Jak ci idzie na studiach?
- Dobrze- nie kłamała ,bo nauka naprawdę jej szło tylko brakowało jej czasu na wyjście z przyjaciółmi, spotkanie z rodziną czy pójście na imprezę. Poświęcała czas Mikołajowi, Ewie ,uczelni i dwóm pracom. Przychodziła do domu ledwie żywa. Tomasz także ofiarował swoją pomoc i Natalia zawsze mogła na nim polegać. Tylko Elka nie chciała się w nic angażować i myślała wyłącznie o sobie. Monika także postanowiła wspierać Nowacką. Andrzej nie wnikał w ich sprawy ,ale po długiej nieobecności dziennikarza zaczął dopytywać się o jego powrót. ,, On nigdy tu nie wróci''- ucinała krótko Dorota. ,, zabierzcie się do pracy zamiast plotkować o byłych pracownikach''.
Do redakcji doszedł dziennikarz,który nie zrobił na nikim dobrego wrażenia.Strasznie pewny siebie, nienagannie ubrany i czepiający się wszystkich wokół oprócz Elki. Spodobały mu się jej cięte riposty i szybko nawiązali kontakt ,a Tomasza olewała udając niezwykle zajętą lub w czasie ,gdy był w pracy ona wychodziła na wywiad albo jechała gdzieś. Mijali się bez przerwy mówiąc sobie wyłącznie ,, cześć''. 
 - Jak twój nowy felieton?
- Nieskończony. Nie mam dobrego tematu ,a artykuł o tym schronisku dla zwierząt co ostatnio pisałam nie wyszedł. Dorota się strasznie czepiała.
-  A co z Tomaszem? Powiedziałaś mu?
- Oszalałaś? Jasne zadzwonię i powiem mu cześć to ja Ela wiesz ,co prawie ze sobą nie rozmawiamy ,ale musisz o czymś wiedzieć. Kocham cię to tyle ,pa- rzekła z kpiącym uśmiechem.
- Stanowczo odradzam ci dzwonienia. najlepiej spotkaj się z nim w cztery oczy i porozmawiaj.
- z Tomaszem się nie da. Nie rozmawiamy ze sobą od końca lutego czy początku marca..
- Od Lutego lub marca? Mamy połowę kwietnia.  Z każdym się da o ile wykaże się odrobinę dobrej woli- stwierdziła Natalia.- Wszystkich źle oceniasz po pozorach ,a one mylą. Tak jak pamięć zawodzi. A wracając do Mikołaja dlaczego tak go nie lubisz?
- A ty ciągle o nim mówisz- odbiła piłeczkę. 
- Ok.- westchnęła.- Zależy mi na nim. Oczywiście jako na przyjacielu.
- No oczywiście. 
 - A może on kocha nadal żonę skoro nawet po rozwodzie nie odmówił jej pomocy?
 Nie miała nikogo ,a on opłacił jej leczenie…
Nie kocha żony ,ale Elka tego nie wie. 
Pominęła od kogo pożyczył pieniądze i ,że wpadł w niezłe tarapaty. Również o groźbach nie wspomniała i paru informacjach do których udało się jej dotrzeć.
- Nie rób z niego świętego!
- Nie robię. Nie krzycz. To dobry człowiek i koniec.
-  Znalazł specjalistów i jeździł do niej. Robił to z własnej woli. Wcale nie musiał. Po śmierci ojca mieszkał z matką ,która miała depresję dzięki niemu na nowo stanęła na nogi, a teraz on potrzebuje pomocy i ja mu pomogę. Dla matki porzucił Wrocław i przeniósł się do Warszawy. Nie zostawię go samego. Robi duże postępy. Co prawda musi poruszać się o kulach i słabo mu jeszcze idzie ,ale poradzi sobie.
- Nadal jest w klinice?
- Nie. Oczywiście ,że nie. W mieszkaniu.
- Jakim mieszkaniu? 
- Idę się przewietrzyć. I zaraz przyjdzie Tomasz.
- Jak to Tomasz? Natalia!
- Normalnie, pa.
- Nie odpowiedziałaś na pytanie!- zawołała za nią. 

                                             ***
Promienie słońca przebijające się przez szpitalne żaluzje jej nie cieszyły. Pogrążona w szarym świecie pozbawionym barw liczyła na cud. Oczekiwała nagłej zmiany, znaku z góry. Chciała ,żeby któregoś dnia wstał z łóżka ,ale na razie liczyła na wypowiedzenie przez niego swojego imienia. to tak niewiele ,a znaczyło dla niej bardzo dużo. 
 Upadła na kolana szlochając tak rozpaczliwie ,że nikt nie potrafił jej opanować. Odpychała ich i krzyczała z bezsilności. Zakryła dłonią usta czując jakby pękało jej serce. Szepty, szumy nic do niej nie docierało. Ktoś usiłował przebić się przez ten mur ,aby mogła usłyszeć ,co ma do powiedzenia lekarz. Niestety nie była w stanie. Zapłakana uniosła głowę podnosząc się powoli z kolan usiłując opanować ich drżenie i odwróciła się spoglądając na kobietę wielkimi zrozpaczonymi niebieskimi oczami.
- Obiecaliście- wydukała.- obiecaliście zrobić wszystko… jak mogliście… dlaczego pozwaliście mu odejść? Dlaczego? Pytam się ?! Nie mógł mnie zostawić! Nie mógł! Kocham go! Tak bardzoooo kocham.
Lekarz próbował przerwać jej potok słów. Nie zwracała na niego uwagi szlochając.   
-  Nati , słyszysz mnie? 

sobota, 7 lipca 2018

,,Jedno życzenie'' 3/ ( Singielka)




,, Bo ta noc – to ona płacze deszczem, 
zostań, bo jak nikt przynosisz mi powietrze, 
zostań, bo ta noc – to ona płacze deszczem,
tak jak ja, a ty przynosisz mi powietrze…
Jak nikt, jak nikt, jak nikt 
przynosisz deszcze mi, 
niesiesz deszcze mi…’’  frag. -Mafia- Imię deszczu.

Podparła podbródek na ręce wodząc zmęczonym, zaspanym wzrokiem po szpitalnych ścianach. Ścierpła jej skóra na karku ,gdy serce spowalniało rytm. Sięgnęła po jego rękę zupełnie bezwładną podłączoną do aparatury i zacisnęła palce bojąc się ją wypuścić . Tkwiące w niej lęki wyraźnie dawały o sobie znać i jak kolejna noc spędzona przy łóżku mężczyzny. Lekarz przyszedł sprawdzić stan pacjenta, spojrzał na parametry życiowe i wpisał do karty. Uśmiechnął się współczująco do kobiety. Od napaści minęły całe trzy dni. Natalia w dalszym ciągu nie udała się na komisariat. Czuła się potwornie przygnębiona, nieustannie powstrzymywała się od płaczu.  Mimo to oczy piekły ją od łez.
Mężczyzna leżał nieruchomo z posiniaczoną twarzą , obandażowaną głową , ręką w gipsie i w drugą również owiniętą , bo musieli mu ją zszywać. Był po pierwszej operacji czekała go druga. Lekarze załamywali ręce i nie bardzo wierzyli w jego całkowity powrót do zdrowia. Natalia opowiadała mu o sobie, redakcji i pracy w ,,antypodach’’ usiłowała zmusić się do leciutkiego uśmiechu ,lecz jej nie wychodziło ,bo oczy wypełniały co rusz nowe łzy. Przyniosła dwie książki ,ale litery zbytnio jej się zamazywały ,żeby mogła czytać. W szpitalnym bufecie zjadła coś na szybko i wypiła kawę z automatu. Z bólem patrzyła na jego białą jak prześcieradło twarz. Serce jej się krajało na ten widok.   
  Tomasz odwiózł Elę do domu. Natalia za nic nie dała się przekonać do opuszczenia szpitala. Ubłagała lekarza ,żeby zostać. Przekonała także fotografa ,który z rezygnacją wyszedł z Elką z budynku.

- Natalia oszalała i nic nie odwiedzie jej od tej głupoty. Kto o zdrowych zmysłach sam siebie wykańcza? – zapytała wściekła na siostrę i jej zachowanie.
- Ela twoja siostra dobrze wie ,co robi. Postaw się choć raz w jej  sytuacji. Natalia nie jest dzieckiem poza tym obowiązek rodzicielski jak sama nazwa wskazuje mają rodzice. Nie zbawisz świata i nie uchronisz ją przed wszystkimi nieszczęściami tego świata i myślę ,że Mikołaj nie jest tak zły jak sądzą inni.
- O! Odezwała się ta wasza męska solidarność! Bronisz go ,a gówno o nim wiesz.
Tomasz zmierzył ją wrogim spojrzeniem. Nie pojmując dlaczego tak nienawidzi Mikołaja. Zaczynał coś podejrzewać.
- Ty przypadkiem się w nim nie podkochujesz?- zapytał wprost.- Nie rozumiem twojego oburzenia.
- Natalia w ogóle przestała mi się zwierzać. Nie jest jak dawniej. Odkąd pojawił się ten Suszyński mam wrażenie jakbym traciła siostrę. Z każdym dniem coraz bardziej. Przedtem byliśmy sobie bliskie oprócz tego ,że jesteśmy siostrami byłyśmy przyjaciółkami- westchnęła ciężko. Tomasz objął ją ramieniem i otworzył przed nią drzwi auta. Na moment ich spojrzenia się skrzyżowały niestety za ciemno było by mogła dostrzec ,co one kryją. Uwielbiała chwile ,gdy mogła bez skrępowania się mu przyglądać ,chociaż zdarzało się to niebywale rzadko. Tak bardzo pragnęła jego dotyku. Godzinami rozmyślała nad ich relacją.  
- Naprawdę musisz już iść?- wyszeptała wpatrując się w szmaragdowe oczy. Powietrze między naładowane było elektrycznością. Stojąc na progu pragnęła rzucić się mu na szyję i wpić w te zmysłowe usta i zapomnieć o całym świecie. Nikt jak on nie wyzwalał w niej takich uczuć i jej nie podniecał. Jednym dotykiem sprawiał ,iż miała ochotę zedrzeć z niego wszystkie ubrania i kochać się do utraty. Opanowanie Tomasza działo jej na nerwy. Śledziła wzrokiem jego rękę wędrującą w stronę jej twarzy. Dotknął podbródka po czym pogładził policzek.
- Dobrej nocy , Ela- wyszedł nim zorientowała się ,że go już nie ma. Jęknęła z frustracji. Leżała w łóżku  i czekała na sen. Zrywając się z łóżka sięgnęła po laptopa i zaczęła nagle pisać nie mogąc przestać. Pisała do bladego świtu ,aż zasnęła z porozrzucanymi kartkami na pościeli i otwartym laptopem. Nowy felieton miała skończony pisała go w takim amoku ,iż nie pamiętała co tam dokładnie na wypisywała. Musiała jeszcze raz go przeczytać na spokojnie.


Przeszukał szafki w celu znalezienia kapsułki do ekspresu. Znalazł ostatnią i po chwili delektował się swoją ulubioną kawą. Tego było mu potrzeba. Potarł skronie. Lekki ból głowy dokuczał mi od poranka. Nie wyspał się myśląc bezustannie o wczorajszej nocnej rozmowie z Elką i o znajdującym się w szpitalu Mikołaju. Nie zdążył go za bardzo poznać ,ale wywarł na nim dobre wrażenie. Nie wydawał mu się takim dupkiem jakim był Krzysztof ,który na każdym kroku przechwalał się swoimi podbojami łóżkowymi. Mikołaj od czasu zatrudnienia się w ,, Co tam’’ zwracał uwagę tylko na jedną kobietę. Tomasz wstał  bardzo wcześnie ze względu na Elkę.  Chciał dokończyć  tamtą rozmowę.  Zaś Ela nie zamierzała z rana iść do redakcji. Postanowiła wpaść do szpitala i przeprosić siostrę za swoje zachowanie. Nie miała prawa zabraniać jej spotykać się z Suszyńskim ani tymbardziej wybierać jej chłopaka i oceniać kto będzie dla niej odpowiedni. Posiłkowała się plotkami nie prawdziwymi informacjami. Bazowała na domysłach krzywdząc tym Natalię. A burzę rozpętała Malena ,która przypadkiem dowiedziała się o Eryce. Nikt nie wiedział kim owa dziewczyna jest i jaki ma to związek z Mikołajem. 
Przedwczoraj umówiła się na wywiad ze znanym komikiem. Nie uważał początkowo  to za trafny pomysł ,ale ta kobieta przekonałaby ,każdego. Ma siłę perswazji jak nikt inni.  Według Tomasza jest niesamowita. Dopóki Suszyński nie wylądował w szpitalu ,bo on tego czasu stała się wredna i narzucała swoje zdanie innym. Górski zwracał jej często na to uwagę.On do Mikołaja nic nie miał. Dzięki niemu spędził więcej czasu z Elką. A z Sylwią  nie pasowali.  Liczył ,że z Ela w końcu zauważy w nim faceta nie tylko przyjaciela.
 Z Flisówną zaś różniły ich gusta  w kwestii stylu jak i jedzenia. Wolał grono najbliższych przyjaciół ,a ona eleganckie wyjścia  wśród śmietanki towarzyskiej. Zachwycony nie był towarzysząc jej w miejsca ,w których nie chciał być. Po stokroć wolał pójść na spacer ,posiedzieć w knajpce lub w pierogarni i pogadać z kimś normalnym. Z Sylwią nie zawsze się dało na spokojnie. Ponosiły ją emocje. Kierowała nią chora ambicja. Nie odpuszczała i węszyła ciągle zdradę. Stało się dosłownie odwrotnie.
- O hej. Zrobisz mi kawę?- uśmiechnęła się odwracając się w jego stronę. – Przed minutą szukał cię Andrzej- rzuciła mimochodem wyjmując kubek w kropki. Zauważył drobną zmianę w jej nastroju. Przygarbione ramiona , ciche westchnięcia i oczy nie patrzące na niego. Upił łyk kawy zastanawiając się nad powodem złego humoru.
- A ciebie Dorota. Ponoć ma ważną sprawę.
- Nie wiesz jaką?- spytała Elka.
- Nie. Sądząc po minie nic miłego. Musisz ją czymś zaskoczyć i oddać wszystkie teksty na czas inaczej cię zwolni. Ciekawe ,co dalej będzie z Mikołajem?
- A co ma być?- rzuciła obojętnie.- Raczej tu nie wróci. Wątpię ,że przeżyje.
- Natalia nadal nie odstępuje jego łóżka?
- Nadal. Wiesz ,co ona mi wczoraj w nocny powiedziała jak do niej zadzwoniłam?
Tomasz pokręcił głową.
- Że Mikołaj jest jej niebem i wierzy w jego powrót do zdrowia. Powiedziała nawet ,że jeśli nie będzie chodził to go nie zostawi. Nie wiem ,co ona w nim widzi i ,kiedy zdążyła tak zwariować. Kompletnie jej nie rozumiem. To nienormalne. 
- Dziewczyna ma dobre współczujące serce i kocha go. Nie zauważyłaś? ty gdybyś kochała nie martwiałabyś się o drugą osobę? Jeśli ktoś ze sobą jest to albo na dobre i na złe albo wcale. 
- A ty Sylwię zostawiłeś?- przypomniała.
- Ale ona nie była prawdziwą miłością ,rozumiesz? Ona nawet nie wiem czy mnie kochała czy chciała po prostu zatrzymać przy sobie. A ty czemu jesteś sama?
Elka zrobiła wielkie oczy i wbiła w Tomasza. zabrakło jej słów. Wzięła kubek i speszona wyszła ukryć wstyd i by przypadkiem nie palnąć jakieś gafy i nie wyznać mu miłości. Myślała ,że się wygłupi i fotograf będzie się z niej śmiał.


                                      ****
Wysiadła z granatowego auta i rozejrzała się po nieznanej okolicy. Ładny domek z kamienną dróżką i pełno krzaków. Nie podobały się jej były szare i mokre. Osiadały na nich kropelki wody ,a wycieraczce spał czarny kot.
- Ale słodziak- zwróciła się do małego kotka zapiszczała dziewczynka wyrywając się z uścisku  mamy( traktowała ją jak pięciolatkę w wieku ponad dziesięciu lat) i podbiegła do kotka. Oswojone zwierzątko pozwoliło jej wziąć się na ręce i wtuliło w różowy płaszczyk i wbił w nią zielone oczka.
Dziewczynka uśmiechnęła i pogłaskała po łepku kotka. Kobieta obserwowała córkę z sceptyczną minę. W domu nie mieli zwierząt ,bo była na nie uczulona na szczęście jej córka nie.
- Witajcie! Jak minęła wam podróż? Nie było utrudnień ?- spytała od progu ze ścierką starsza uśmiechnięta kobieta w fioletowo-niebieskim fartuchu. Spojrzała na wnuczkę bawiącą się z kotkiem i nosidełko trzymane przez mężczyznę w brązowej skórzanej kurtce i wytartych czarnych dżinsach. 
- Trochę kropiło ,ale nie napotkaliśmy żadnych przeszkód. Mała przespała całą drogę i nawet nie zapłakała ,gdy wyjmowaliśmy nosidełko z samochodu.
- Prawdziwy aniołek. Ma to po tobie. Ty w jej wieku też przesypiałaś większość czasu. Nawet odkurzacz ci nie przeszkadzał. Ludzie mówili ,że jestem prawdziwą szczęściarą ,bo ich dzieci już tak dobrze nie śpią.
- Ja bym nie zachwalała dnia przed zachodem słońca- odparła Sława . – Natusia ma dopiero trzy i pół miesiąca.
- Chodźmy o domu. Upiekłam szarlotkę i zrobiłam pulpety w sosie koperkowym. Twoje ulubione.
- Mamo ,ja nie mam pięciu czy sześciu lat- rzekła oburzona. – Nie wiem czy pamiętasz ,ale robiłaś je tak często ,że potem ich nienawidziłam- odezwała się Elka z nadąsaną miną.
- Jak możesz?1- uniosła się Genowefa.
- Uspokójcie się- wtrącił Olgierd.
,,Ela chyba nadal przeżywa rozwód i nie akceptuję młodszej siostry''- pomyślał Nowacki.
 – Choćby lepiej do środka ,bo zimno.
- Ja chce zostać na dworze – wysepleniła dziewczynka i wbiła w mamę błagalne spojrzenie zielonych jak młode listki, oczu.  
- Nie możesz sama zostać na dworze- odpowiedziała logicznie za nią babcia małej.
- Ja mam dziesięć lat!- krzyknęła.- Nie jestem małym dzieckiem!
- A co tu się dzieje? Dlaczego nie wchodzicie?- spytał nieoczekiwanie starszy mężczyzna z przerzedzonymi siwymi włosami i w ciemnym swetrze. 
Nie odpowiadając weszli do dużego domu z czerwonym dachem. Sława inaczej zapamiętała ten budynek przed laty. Ostatni raz odwiedziła rodziców ,gdy na świat przyszła jej pierwsza córka, Elka. Była wtedy jeszcze ze Staszkiem. Między kobietami doszło do niemałej sprzeczki i od tego czasu nie utrzymywały kontaktu. Teraz znów zawitała do rodzinnego domu ,który bardzo od tego czasu się zmienił. Od ostatniej ich rozmowy minęła dekada.
Kominek w salonie działał ,jak za czasów ,gdy jako mała dziewczynka siadała przy nimi ,by się ogrzać. Wiosny bywały chłodne ,ale to tę porę roku najbardziej uwielbiała. Wszystko budziło się do życia. Śpiewały ptaki. Zazieleniały się łąki i pola oraz drzewa. Rodzice sprzedali dawniej na targu warzywa i owoce. Mieli bardzo duży sad z najrozmaitszymi owocami. Na wiosnę drzewa pokrywały się majowym kwieciem ,a trawę zdobił żółty dywan z mleczy.
Na szafce stało mnóstwo bibelotów i parę ramek z rodzinnymi fotografiami. Na środku stał duży stół z dzieciom krzesłami obitymi czerwoną biało-czarną tkaniną w paski. Na białej kanapie leżały kolorowe poduszki. W kuchni również były krzesła tapicerowane. W salonie stały książki medyczne i o sztuce. Pasją babci Natalii było malowanie obrazów i podróżowanie w poszukiwaniu inspiracji. Staruszka z zawodu była pielęgniarką.

                       ***
 Blondynka  zgrzana z ledwie trzymającymi się warkoczykami i ubrudzonym płaszczykiem wpadła do  domu niczym huragan. Obudziła drzemiącą w wózku dziewczynkę . Wbiegła do kuchni potrącając babcie z wazą w której znajdował się rosół . Kobiecie waza wyleciała z rąk i uderzyła o orzechowe panele. Nic z naczynia nie pozostało.
- Coś ty narobiła ! Tyle razy ci mówiliśmy ,że nie biega się po domu !- wrzasnął na nią ojciec.
Dziewczynka skuliła się pod jego surowym i oskarżycielskim wzrokiem i wbiła szmaragdowe oczy w plamę na podłodze. Zrobiło się jej wstyd. 
- Ja nie chciałam. To był wypadek i obiecuję ,że więcej się to nie powtórzy. – wyksztusiła i zaniosła się szlochem. Małe  ramiona zaczęły drżeć ,a przejrzyste krople spływać po twarzyczce i moczyć czerwoną sukieneczkę w groszki. Dziadek pomógł jej wcześniej zdjąć płaszczyk i szalik. Czapki nie miała ,bo nie dała jej sobie nałożyć mówiąc ,że zepsują się warkoczyki. Nic nie pomagały zapewnienia mamy ,że nic się z nimi nie stanie. Sława nie lubiła tej upartości w córce. Powtarza ciągle w kogo ona się wdała. Olgierd powtarzał non stop żonie ,że w nią ,gdy poznali się tuż przed maturą.
Czas biegł nieubłaganie. Sława przyjechała do matki na pogrzeb ojca. Elka smutna siedziała na huśtawce i patrzyła na biegającą małą siostrę zbierającą kwiatki.Kobieta zaproponowała matce po śmierci męża zamieszkanie u niej w warszawie. Genowefa długo się wahała ,ale zdecydowała się na to ,że względu na wnuczkę Natalię ,którą bardzo kochała. Ela mocno przeżyła śmierć dziadka i odsunęła się od rodziny i dzieci w szkole. Od tej pory stała się typem samotnika. Przez ,co wszyscy uważali ją za dziwaka.
  
Elkę obudziła dzwoniąca komórka. Podniosła głowę z blatu. Zamrugała gwałtownie i zatrzasnęła klapę od  laptopa ziewając przeciągłe. Śniło się jej dzieciństwo i wizyta u dziadków. Zwykle nie miała snów kładąc się spać wykończona. 
,,Proszę nie mów muszę.odejść,
tyle jeszcze na nas czeka
nawet jeśli to co było już nie wróci
nawet jeśli dziś już nic nie znaczy''

Komórka zadzwoniła ponownie. Usłyszała szloch Natalii.

-  Natalia jesteś tam?
- Jestem- wychlipała. –  Mam do ciebie prośbę. Przywieziesz mi coś na zmianę?- mówiła tak zachrypniętym głosem ,iż Ela z trudnością rozpoznawała słowa.
- Przywiozę, a jak ty się czujesz?- Kowalik przybrała troskliwy ton.- Przepraszam cię bardzo za tą kłótnie. Jest mi strasznie głupio ponieważ cię okłamałam.
- Co? Ty mnie… okłamałaś? Kiedy?
- W sprawie Mikołaja. Wiem to od Maleny. Nie jest to godne źródło informacji. Spisałam od ciebie ten numer ,który ciągle dzwonił i dziś odebrałam. Nie gniewaj się ,ale podała jej również twój i dzisiaj prawdopodobnie ją spotkasz w szpitalu. To matka Mikołaja.
Natce omal telefon nie wypadł z ręki po usłyszeniu tej wiadomości.
- A o Erykę się nie martw to jego była żona ,zmarła niedawno po  długiej walce z rakiem. Krzysiek się wygadał ,bo Dorota o wszystkim wiedziała.
Dziewczyna rozłączyła się uśmiechając się delikatnie pod nosem i poszła do sali. - Będę czekać na ciebie ile trzeba- wyszeptała całując go w policzek i  
ułożyła się na łóżku obok dziennikarza układając głowę tam gdzie biło jego serce i uspokojona jego równym rytmem, zamknęła powieki.
 Obudził ją podniesiony głos pielęgniarki. W progu stała starsza kobieta w fioletowej marynarce śledząca postać nieznajomej przy łóżku mężczyzny. Nati z czerwonymi policzkami ze wstydu podeszła do kobiety.