Strona Główna

sobota, 5 listopada 2016

,, Bolesna strata'' 6


Spała zaledwie trzy godziny w głowie przywołując przykre wspomnienia. Niestety te dobre ,szczęśliwe momenty rozmyły się ,jak krople deszczu na szybie. Zostając na szkle tylko na tą jedną chwilę. Zerknęła na drzwi z nikłą nadzieją ,że zobaczy Irminę . Poznała ją przyprowadzając pewnego razu do przedszkola  Emily . Zaś kobieta przyszła z Nastią. Zaczęło się od pomylenia kurtek ich córek i to zapoczątkowało  przyjaźń w przyszłości.   
Żałowała ,że ojciec nie żyje. Pragnęła go teraz zobaczyć ,porozmawiać i by po prostu był. Wystarczyłaby sama jego obecność. Niestety to nierealne. Odszedł tuż po jej maturze. Zmarł na serce ,a był jej  jedyną  rodziną . Nie miała nikogo ,a mamy nigdy nie poznała. 
Myśli były rozsypane niczym, jesienne liście na parkowej alejce. W pomieszczeniu znajdowała się jeszcze nieco starsza pacjentka. Przed chwilą wzięli ją na badania. Spojrzała w stronę okna. Dzisiaj wyjątkowo nie obudziły ją promiennie słoneczne jak zazwyczaj. Dziwiło ją to ,bo w zimie słońce nigdy nie świeci ,tak mocno. Przeważnie jest zimno ,ponuro lub całkiem biało ,a kwiaty nie kwitną ,a na szafce drugiej pacjentki stały w wazonie świeże polne kwiaty.  A Maciek przyszedł ostatnio w koszulce. W ogóle stąd on się wziął ? Jak dowiedział się gdzie jest? Ula nie znała odpowiedzi na te pytania. Wszystko wydawało się jej dziwne i niezrozumiałe. Wciąż czuła się obolała ,a leki przeciwbólowe powodowały senność. W nocy budziła się z krzykiem . Co noc śnił się jej jeden sen, w którym ginie jej córeczka.
Jeden dzień przekreślił jej pozorne szczęście ,ale zapominała o tym mając obok kogoś bardzo bliskiego. 
               ~~~~~~~~
Trzynaście lat wcześniej…
Pociąg zatrzymał się przy peronie pierwszym. Wysiadła z niego bardzo młoda kobieta w długim czarnym płaszczu ,szarej czapce targając brązową walizkę. Nerwowo rozejrzała się po dworcu kolejowym i zatrzymała wzrok na tablicach informacyjnych.  Zapytała pierwszego napotkanego przechodnia jak dotrzeć do wybranej ulicy. Docierając na miejsce i zatrzymując się na noc w trzy gwiazdkowym hotelu. Po śmierci ojca nic ją już nie trzymało w Polsce. Ojciec napisał wcześniej testament .w którym ją uwzględnił. Otrzymała mieszkanie i trochę oszczędności. Przygotowywała się na tą podróż parę miesięcy. Chociaż nie do końca wszystko zaplanowała. Postanowiła sprzedać dom po siedmiu miesiącach zgłosili się do niej kupcy zainteresowani nieruchomością. Wcześniej dwóch zrezygnowało ,a trzech zbyt długo zastanawiało się ,a jej zależało na czasie. Ojciec był nauczycielem matematyki ,ale miał też talent do języków. Ona również łatwo się ich uczyła. Co roku otrzymywała świadectwo z paskiem. Tata był z niej dumny. Jego jedyna córka wzorowa wygrywała konkursy historyczne i językowe. Niestety jej największą słabością była dziecięca naiwność i ufność. Trafiała na niewłaściwych chłopaków. Pozostawała zawsze ze złamanym sercem i garścią wspomnień. 
Pierwsze dni w nowym kraju mijały na życiu w ciągłym biegu. Złożyła dokumenty do jednej z rosyjskich uczelni. Wybrała Irkucki Uniwersytet Państwowy . Niedługo potem rozpoczęła w nim naukę. Na jednej z pierwszych lekcji usiadła obok dziewczyny z długimi niemal do pasa włosami . Ula poczuła się bardzo niepewnie wśród tylu nowych ludzi w obcym kraju. Bez nikogo. Mogła liczyć tylko na siebie. Bywały dni ,że chciało się jej zaszyć się w miejscu ,gdzie nikt ją nie znajdzie i płakać. Wiedziała jednak ,że nic by to nie dało. Musiała stawić czoła trudnością jakie napotykała na swej drodze. Uwierzyć w siebie i swoje możliwości. Zyskać sympatię nowych ludzi wtedy nie będzie jej życie tak puste i samotne. 
Ula skoncentrowała się na słowach profesora. W sali znajdowali zarówno chłopacy jak i dziewczyny. Większość pochłonięta rozmową między sobą ,inna część znudzona udająca ,że uważnie słucha wywodu nauczyciela. Tylko nie liczni naprawdę skupieni byli na lekcji. 
Dziewczyna z ławki odwróciła się w jej stronę.
- Cześć, jestem Jana- odparła z uśmiechem .- A ty jesteś. . .
- Ula – odpowiedziała szybko po polsku. – Ursula- zreflektowała się mówiąc po rosyjsku. 
- Jesteś z Polski?- zainteresowała się niespodziewanie nowo poznana. 
- Tak- przytaknęła i z powrotem wróciła do słuchania nauczyciela. 
Nim się spostrzegła był czas na przerwę. Spakowała zeszyt i książkę do torby oraz wrzuciła długopisy i ołówki do małej przegródki. 
Jana znikła jej już z oczu. Przemierzała samotnie korytarz z torbą na ramieniu i czuła się jak intruz. Uczniowie ubrani zupełnie inaczej i mówiące  po rosyjsku. Mimo ,że wydawało się jej ,że dobrze zna ten język  słowa brzmiały obco. To przez akcent i młodzież ,która zawsze używała nieco innych zwrotów niż dorośli . 
Pod jednym z okien stała Jana rozmawiając z jakimś chłopakiem. 
Minęła ich i zaszła do stołówki. Uczniowie głośno rozmawiali i śmiali się. Nikt nie zaszczycił ją nawet spojrzeniem. Przy jednym ze stolików siedział młody chłopak. Zauważając ją przysiadł się i miał już coś powiedzieć ,ale wpadła Jana i wyprowadziła ją z stołówki nie wyjawiając nawet powodu. 
Czas dzieliła między naukę a przyjaciółkę Jane. Oszczędności powoli się kończyły i musiała znaleźć jakieś źródło dochodów.  Szukała coś wieczorowego by mieć możliwość studiowania nie omijając zajęć. 
Wkrótce znalazła pracę jako hostessa i dostała pierwszą pensję. Jana niedługo obchodziła urodziny i z tej okazji postanowiła zrobić imprezę. Ula początkowo sceptycznie nastawiona zgodziła się na nią  przyjść. 

Z głośników brzmiała głośno muzyka. Dziewczyny w krótkich sukienkach i ostrych makijażach pili alkohol i flirtowali z chłopakami. Jedna brunetka siedziała jednemu na kolanach i całowała się z krótko ostrzyżonym blondynem. W przedpokoju unosił się zapach tytoniu i marihuany. Ula odkrywając ,że na tej imprezie są narkotyki i alkohol ,a ludzie nie mają żadnych zahamowań ,chciała uciec. Odwróciła się już w stronę wyjścia. Miała na sobie czarne biodrówki z ćwiekami na tylnych kieszeniach i białą tunikę z nadrukiem czarnej gitary. 
- Wypij to i wyluzuj- powiedziała Jana podając jej kieliszek z drinkiem. 
Umoczyła lekko usta i spojrzała na przyjaciółka ,która posłała jej sztuczny uśmiech .
- Pij. Nie otrujesz się. Przyrzekam- zachęcała ją i odwróciła się do chłopaka odchodząc nagle gdzieś z nim. 
                     ******
Rankiem nie wiele pamiętała z poprzedniego wieczora. Podniosła się do pozycji siedzącej będąc tylko w czarnej koronkowej bieliźnie. Przyjaciółka spała po lewej stronie łóżka na brzuchu z jedną ręką ,zwisającą poza materac. Włosy zasłaniały jej twarz. Skrzypnęły drzwi i wszedł mężczyzna w spodniach od piżamy w drobną szarą kratkę. Bezmyślnie gapiła się na niego. 
Odwrócił się i rzucił w nią jej ubrania ,które leżały na krześle. 
- Ubierz się ,czekam na ciebie na dole- powiedział do niej z krzywym uśmiechem. 
Spojrzała na niego zszokowana zakrywając się kołdrą. 
- Kim ty jesteś?
Otworzył szafę przeszukując ją. Zachowywał się bardzo swobodnie. 
- Jana ci nie powiedziała?- zdziwił się i zmarszczył brwi wbijając w nią brązowe oczy. 
Pokręciła głową z dezaprobatą. 
- Musicie tak głośno rozmawiać?- skrzywiła się nieznacznie brunetka zwlekając się jeszcze nierozbudzona z łóżka. 
- Dmi . ..
- Jestem jej bratem- przerwał brutalnie.- Nazywam się Sisinij Iwanow –dodał. 
Siostra wpatrywała się w niego z niedowierzaniem. Otworzyła usta by coś powiedzieć ,ale nie pozwolił jej dość do głosu. 
Ursula  zdezorientowana nic nie mówiła wymykając się z pokoju. Od tamtej pory często ,gdy wpadała  do domu przyjaciółki trafiała na  jej brata. Sama ,zaś zamieszkała wynajętym tanim pokoju z kuchnią i łazienką. Warunki mieszkaniowe nie należy do najlepszych ,lecz na razie na inne nie było ją stać . Potem załapała się na pracę w hotelu .Ubiegała się o nią dość długo ,aż w końcu za szóstym razem ,dostała w jednym z nich pracę. 
W przyszłym roku dotarło do niej ,że wiza się jej kończy. Przedłużyła ją tylko do roku ,bo jadąc mu nie myślała ,że zostanie na dłużej i ,że pogodzi pracy z uczelnią. Wtedy brat przyjaciółki zaoferował pomoc. Znali się długo ,ale do tej pory żadne z nich nie było niczym więcej niż dobrymi znajomymi. Chociaż dziewczyna była nim zauroczona.  Złożył jej propozycję ,którą musiała poważnie przemyśleć. Albowiem to miało zmienić jej dotychczasowe życie.  Zaryzykowała nie wiedząc ,że kiedyś uzna to za największy błąd swojego życia.   
                  *****
- Wynoś się stąd – rzekł ostro Dobrzański po niemiecku. Rosjanin nie zareagował ,a po chwili roześmiał się  mu w twarz. 
- A co mi zrobisz  chłopczyku?- zadrwił . – Jestem jej mężem i to ja mam prawo tu być ,nie ty – zmierzył go surowym spojrzeniem. 
- Z tego co wiem ona nie jest zachwycona twoimi wizytami. Wręcz przeciwnie ona nie chce cię widzieć ,bo to jej szkodzi- odparł chłodno - Znikaj albo zawiadomię policję- warknął wbijając w niego wściekły wzrok. 
Na potwierdzenie tych słów wyjął telefon .
- I co im powiesz? Nawet nie wiesz jak się nazywam – zaśmiał się szyderczo.
To zdanie zbiło Marka z pantałyku. Czyżby nie był tym za kogo się podaje?
- Nie boje się ciebie- odrzekł stanowczo brunet.
Dowiem się kim jesteś i tak skończysz w więzieniu.
- Policję zainteresuję z pewnością to co mam do powiedzenia. Wiem o wszystkim i mam świadków ,którzy potwierdzą moją wersje zdarzeń- odpowiedział w dalszym ciągu mówiąc po niemiecku by mężczyzna zrozumiał . Rosjanin znał albowiem dobrze niemiecki ponieważ po rozwodzie rodziców. Przeprowadził się z matką do Niemiec. Jego młodsza siostra została w Rosji z ojcem i dziadkami. Po uzyskaniu pełnoletniości wrócił do kraju.
 Iwanow cofnął się o krok i nie odwracając się rzekł:
- To jeszcze nie koniec. Wrócę tu i się policzymy- zagroził. – Nie uratujesz tej zdziry i morderczyni. - mruknął na odchodne. 
Dobrzański zacisnął wargi i westchnął ciężko. Co za chory człowiek. Przypomniał sobie o prezencie w pudełku ,które wciąż trzymał w ręce. Rosjanin opuścił pośpiesznie szpital ,lecz brunet wiedział ,że nie kłamał i jeszcze  tu wróci. Niepewnie wślizgnął się do środka nie do końca wiedząc czego się dziś spodziewać. Rozmowa z Rosjaninem skutecznie popsuła mu humor


Kobieta szybko skierowała wzrok na drzwi. Zauważając bruneta podchodzącego do jej łóżka zamknęła oczy udając ,że śpi. Ujął jej dłoń w swoją. Odwróciła głowę wbijając w niego spojrzenie pełne smutku i lęku. Gwałtownie cofnęła dłoń i odwróciła się do niego plecami krzywiąc się z bólu zapominając o chorym barku. 
- Wszystko w porządku? Zawołać lekarza?- zapytał wystraszony ,że nagle stan się jej pogorszy. 
Szepnęła coś ,lecz nie zrozumiał.  
- Pewnie i tak nie przyjmiesz ,ale przyniosłem coś specjalnie dla ciebie- powiedział cicho i położył na łóżku średniej wielkości pudełko ,zapakowane w ładny kolorowy papier. 
Wpatrywała się w niego zaskoczona i przeniosła spojrzenie na pakunek. 
Rozdarł papier i z pudełka wyjął szklaną kulę  i potrząsnął nią lekko ,a   białe płatki zawirowały i opadły wprost na siedzącego białego aniołka. Postawił ją na szafce obok wazonu z różowymi tulipanami. 
Uśmiechnęła się nieśmiało i przypomniała sobie ,gdy mijała witrynę sklepową przed świętami.  To było ostatnie święta spędzone z córeczką. Zadrżały jej usta ,a oczy zrobiły się szkliste. 
- Ula?- odezwał się przerywając krępującą ciszę. 
- Spokojnie – rzekł łagodnie. – Nie masz się czym martwić. Pogoniłem tego twojego męża. W ogóle co to za człowiek? 
- Potwór- odrzekła po rosyjsku. – Ktoś kto zniszczył mi życie. Uważa mnie za morderczynie . W życiu nie zabiłabym dziecka. Ale to przeze mnie umarła. 
Głos się załamał ,a łez nie udało się powstrzymać. 
Czuł się mocno rozczarowany ,że znowu go ignoruje. Mówi w obcym języku . Z Maćkiem rozmawiała normalnie ,a jego traktowała z rezerwą. A on tylko pragnął jej pomóc. Tak naprawdę teraz sam nie wiedział dlaczego dokładnie to robi. Na początku przejął się jej historią i współczuł jej. Potem Szymczyk poprosił go o pomoc ,a on zgodził się . Jej przyjaciele byli również jego przyjaciółmi. 
Serce pękało jej z rozpaczy ,a poczucie winy przygniatało jak głaz. Najgorsze ,że nie miała komu się zwierzyć i wyjawić prawdy. Obawiając się ,że będą ją obwiniać tak jak jej mąż. 
                       ******
Maciej przypominał sobie rozmowę z przyjaciółką tuż przed popełnieniem samobójstwa. Patrycja zabrała dzieci na zakupy.  Miał wybrać się z nimi ,ale wziął się za sprawdzenie poczty i dokonał przelewu na konto  młodszej siostry ,która potrzebowała pieniędzy na operacje. 
– Ula musimy porozmawiać –odparł poważnie siadając na skraju łóżka. Odwróciła się i spojrzała na niego.
– O czym?- rzuciła obojętnie. 
- Nie możesz ciągle się zadręczać. Nie chcesz powiedzieć mi to może otworzysz się przed kimś innym. Będziesz miała okazję ,bo wyjeżdżam na weekend i mam zamiar poprosić mojego szefa i zarazem przyjaciela by został z tobą przez te dwa- trzy dni. Znam go i wiem ,że można mu ufać. W firmie.. .
- Maciej mnie nie interesują sprawy jakieś firmy- odparła przerywając mu . Jednak jego to nie zniechęciło i kontynuował dalej. – Prawdopodobnie zostały zatrzymane na granicy i trzeba wykupić polski patent na import .
- Z tego co słyszałam to nie ty jesteś prezesem tej firmy
- To prawda nie ja, ale Marek mnie poprosił abym jechał i zgodziłem się. To tylko dwa góra trzy dni. 
- Nie jestem dzieckiem poradzę sobie – rzekła ostro
- Chodzi o to ,że Patrycja jedzie z dziećmi do kuzynki i będziesz sama, a ja martwię się o ciebie.
- Niepotrzebnie – powiedziała naburmuszona. On nie ma prawa traktować mnie jak małego dzieciaka. – Nie potrzebuję niańki umiem się o siebie zatroszczyć 
- Właśnie widzę- dodał ironiczne – Pamiętasz co zrobiłaś w zeszłym roku albo wcześniej ? Historia powtórzyła się jeszcze trzy razy. 
- Jeśli będę chciała odebrać sobie życie nie powstrzymasz mnie. Nie uchronisz . To moje pieprzone życie! - podniosła głos prawie do krzyku- Nie ty przeżyłeś piekło. Moje serce jest martwą tkanką ono, umarło pięć lat temu. Nic tego nie zmieni. Czas nie ukoi mojego bólu. Me rany krwawią . Nie zagoi go czas .
- Dobrze wiesz ,że nie wychodzisz z domu. A ktoś musi zrobić zakupy i nakarmić  Bonifacego .
- I kto niby miałby tu przyjść? – zapytała z ironią 
- Marek Dobrzański. To w porządku człowiek. Polubisz go. 
- Nie chce tu nikogo widzieć !
- Liczę ,że zmienisz zdanie i zaczniesz wychodzić z domu i normalnie jeść
- Nie jestem głodna i nie mów mi co mam robić!- wrzasnęła.
                  ********
Marek nieobecnym wzrokiem wodził po sali. W głowie miał kompletną pustkę. Był bezradny ,bo ona nawet nie zwracała na niego uwagi. Zastanawiał się odwiedziny w szpitalu i przesiadywanie tutaj ma jakikolwiek sens. Tracił powoli nadzieję. Ewidentnie nie chciała jego pomocy. W sumie czego mógł się spodziewać. Był obcym człowiekiem ,który pojawił się nagle. Co mogło być dla niej nie zrozumiałe. Jednak chciał aby Szymczykowie skupili się bardziej na swojej rodzinie ,a Maciej potrzebny był przede wszystkim siostrze ,którą czekała poważna rodzina. On nie miał zobowiązań. Wolał siedzieć tu niż w pustych czterech kątach i patrzeć bezmyślnie w sufit lub ekran komputera. Poza tym z trudem przychodziło mu patrzenie na cierpienie innych. Jego matka założyła klinikę ,gdzie wybudzają dzieci ze śpiączki. Była też prezesem fundacji dla domu samotnej matki. Paulina nigdy nie chciała mu towarzyszyć w takich miejscach. Mówiła ,że ma inne plany. Nie przepadała też szczególnie za dziećmi i brakowało jej wrażliwości. Zawsze zadbana ,pachnąca i pragnąca błyszczeć w blasku fleszy. Zapatrzona w siebie i nie dostrzegająca innych. Długo dochodził do tego ,że ona nie jest kobietą dla niego. A dodatkowo pomogło mu to wejście do sypialni i przyłapanie na gorącym uczynku. W łóżku z innym mężczyzną. Pojechał na delegacje na trzy dni. Wrócił o dzień wcześniej. 

- Moja mała córeczka. . .-szepnęła niemal bezgłośnie nadal po rosyjsku. 
- Czasem warto się otworzyć i nie tłumić w sobie złych emocji. To nie sprawi ,że zapomnisz o tragedii ,która cię spotkała. Tego się nie zapomina. Sam nie wiem co bym zrobił ,gdyby..  .- uciął spuszczając głowę i nie mając nadziei ,że odpowie po polsku. 
Milczała. 
- Szczęście to ulotna chwila ,która może zmienić się w koszmar. Jeden dzień sprawić ,że nic będzie już nie ważne- mówiła nie utrzymując z brunetem kontaktu wzrokowego. 
Zupełnie jakby mówiła to ,w pustą przestrzeń i nie zwracała uwagi czy ktoś to usłyszy. 
Zaskoczony otworzył szeroko oczy wciąż nie dowierzając ,a przez twarz przemknął cień uśmiechu. 
- A próbowałaś ,kiedyś zatrzymać ten szczęśliwy moment na dłużej?- dotarł do niej nieznany męski głos.
Dotarło do niej ,że powiedziała to w swoim ojczystym języku. 
- Szczęście to iluzja. Dlaczego prawie wszyscy mówią tu po polsku?- spytała niepewnie. – Przecież jesteśmy w Rosji prawda? 

niedziela, 30 października 2016

,,Bolesna strata'' 5



,,To była chwila i życie przerwane
W jednej sekundzie wszystko stracone, oczy zapłakane''

Zacisnęła powieki  czując zbierające się pod nimi łzy. Szmery ,szepty ,pikanie maszyny i szum . To wszystko mieszało się w jej głowie tworząc hałas. Za wszelką cenę starała się nie słyszeć i nie czuć tego bólu . Docierały do niej stłumione dźwięki. Nie jest w stanie ich rozpoznać. W głowie widzi tylko pustkę. Chciałaby unieść powieki ,ale są niczym z ołowiu. Nawet nie drgną. Ma wrażenie jakby znalazła się w pułapce. Panika narastała. Oddech jej słabnie. Stał się płytki ,urywany. Dusiła się.
Ujrzała jasny oślepiający blask. Przyciągał ją w swoją stronę. Wszędzie dokoła pustka i nicość i ta przerażająca jasność. Lekkość ,której nigdy wcześniej nie doświadczyła. Z oddali dochodziły nierozpoznawalne dźwięki. Zapadł mrok jakby ktoś niespodziewanie wyłączył światło. W pewnym momencie znów poczuła ból ,a dziwna lekkość zniknęła podobnie jak ciemność.
Zniknęło wszystko niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Lekarze trudem odratowali pacjentkę. Przywrócili ją do życia. Jej serce zatrzymało się na dwie minuty i parę sekund. Maciej dowiadując się o zatrzymaniu akcji serca przeżył nie mały szok. To była najgorsza wiadomość szczęście ,że nie skończyło się to tragicznie. Dobrzański miło ,iż uważał ,że to jego nie dotyczy, przejął się. Nie mógł wymazać z pamięci dźwięku maszyny monitorującej funkcje życiowe.  
Pił już trzecią kawę z plastykowego kubka. Szymczyk przysnął zmęczony mimo ,że powinien dawno być z żoną i dziećmi w domu.  Marek spojrzał na przegub lewej ręki. Siódma dwanaście. Podszedł do szklanych drzwi. Niepewnie je popchnął. Pozbył się wczoraj tego wrednego Rosjanina . Nic nie zrozumiał z jego słów ,ale po minie wywnioskował ,że źle jej życzy. Na miłego nie wyglądał ,a jego oczy płonęły gniewem. Ten Sininij przerażał go. W życiu nie powiedziałby ,że to jej były mąż.
                             *****
Szymczykowie zaprosili Marka na niedzielny obiad. Chętnie się zgodził. Obiad upływał w rodzinnej ,ciepłej atmosferze. Nawet dzieci nie czuły się skrępowane obecnością Dobrzańskiego. Dziewczynka polubiła go i przestawiła mu nawet swoje lalki. Udawał ,że słucha uważnie błądząc myślami w zupełnie innym kierunku.
- Wujek ty mnie nie słuchasz- powiedziała robiąc obrażoną minę.  Spojrzał na nią i jej zabawkę.
- Co?- spytał wytrącony z transu.
- Zgodziłeś się ze mną pobawić- rzekła wlepiając w niego małe jasne oczka.
- Kaśka ,nie męcz Marka- wtrąciła Patrycja zbierając talerze po obiedzie.
- Wujek ,a chcesz zobaczyć mój pokój?- odezwał się nagle Łukasz wstając od stołu.
- Oczywiście- odrzekł uśmiechając się szeroko.
- Ale najpierw zobaczy moje lalki – powiedziała stanowczo ciągnąc go rękę.
- Nie ,bo moją kolekcje samochodów i komiksów- przerwał siedmiolatek.
- Dzieci ,uspokójcie się- poprosił Szymczyk.
Marek dziś był zaskakująco milczący i zamyślony. Poszedł za dziećmi na górę. Najpierw do dziewczynki pokoju ,gdzie było wszystko prawie różowe ,a na półkach siedziały lalki ,a nad łóżkiem stały kolorowe książeczki z bajkami. Następnie do drugiego pokoju. Z ścianami obklejonymi postaci z dziecięcych komiksów. Narzuta na łóżku w duże czerwone auto. Kosz z zabawkami. Biurko na ,którym leżały zeszyty i podręczniki do szkoły. Plecak rzucony koło łóżka. Kilka porozrzucanych na dywanie zabawek .
- A gdzie jest pokój Uli?- zainteresował się nagle chodząc po dziecięcym pokoju.
- Chodź – blondyneczka pociągnęła go energicznie za rękę.
Przekroczył próg od razu jego uwagę przykuła duża tablica ze zdjęciami . Podszedł bliżej by przyjrzeć się pamiątkom. Dostrzegł spore rysy zbitej szyby.
- Ciocia Ulka miała dzidzię – odezwała się cichutko Kasia. – Mamusia mówi ,że poszła do nieba i aniołki się nią opiekują. To prawda?
- Prawda – przyznał – A mama opowiadała ci o tej dziewczynce?
- Nie- pokręciła główką ,aż zawirowały jej warkoczyki. – Powiedziała tylko ,że jest w niebie z aniołkami i ,że ciocia bardzo za nią tęskni- posmutniała ,bo przypomniała sobie płaczącą Ulę ,a nie lubiła jak ktoś płacze. 
Zauważając smutek w oczach dziewczynki ,poczuł ukłucie żalu ,że zapytał w ogóle o to. Nie powinien był. Zdecydowanie te pytania były niestosowne. Odkąd Maciej opowiedział mu o Uli i co ją spotkało nie mógł wyrzucić tego z pamięci. Usiłował zająć się innymi sprawami by to nie spędzało mu snu z powiek, aczkolwiek bezskutecznie. 
 
Domyślił się ,że to malutkie dziecko to jej nieżyjąca córka. Nie usłyszał ,że do pomieszczenia weszła Patrycja.
Zapadła niezręczna cisza. Marek wciąż wpatrywał się we zdjęcia. Zastanawiał się co się stało z jej małą córeczką. Czyżby zginęła w jakimś wypadku? Zachorowała? I czego od niej chce były mąż. Czy zrobiła coś czego on nie potrafi wybaczyć? Ale Maciej mówił ,że to on ją skrzywdził. Co takiego przeszła i dlaczego nie wyjawiła tego nawet przyjaciołom?
- Ulka ,kiedyś zarażała optymizmem. To była radosna dziewczyna – dobiegł do Marka łagodny kobiety głos.
Odwrócił się zaskoczony sądząc ,że jest sam. Dzieci pobiegli pobawić się na dole. Maciej obiecał im ,że zagra z nimi w piłkę w ogrodzie.
- Dobrze się uczyła. Interesowały ją dalekie kraje i fascynowała historia. Uwielbiała opowieści o I i II wojnie światowej. W liceum zaczęła uczyć się języka rosyjskiego- ciągnęła dalej.
Mężczyzna oparł się o regał z książkami. Miały zakurzone grzbiety, ale dla nikt się tym nie przejmował. Tak samo jak nieodkurzoną podłogą i bałaganem .
- Na jednych z zajęć poznała chłopaka . Połączyły ich te same zainteresowania i zakochała się w nim. Spotykali się w tajemnicy przed ojcem. Nie akceptował go. Bał się ,że ją wykorzysta i zostawi i… -przerwała i zawahała się. – Nie wiem czy powinnam ci o tym mówić – dodała niemal szeptem.
- Nikomu o tym nie powiem- zapewnił .
- Dobrze- zgodziła się przełykając ślinę. – Mówiąc wprost wykorzystał ją i porzucił. Przeniósł się po wakacjach do innej szkoły.
- Czy to był ten ...- zaczął - Sisinij?- przypomniał sobie jego imię. 
- Nie. Rosjanina poznała tuż po wyjeździe z Polski - wyjaśniła.
Chciała powiedzieć coś więcej ,ale przeszkodziły w tym dzieci wbiegające do pokoju.
- Mamo on mnie bije- poskarżyła Kaśka
- Nieprawda- zaprotestował chłopiec- To ona zaczęła- pokazał jej język.
- Dzieci jak wy się zachowujecie? 
- Mamo!- wrzasnęła Kasia ,gdy brat ją kopnął. 
Otworzyła usta by zwrócić im uwagę ,ale zniknęły z jej z oczu. 
- Ciesz się ,że nie masz dzieci- rzekła niemal bezgłośnie.
- Wcale się nie cieszę. Przynajmniej miałbym wesoło- odparł beztrosko uśmiechając się lekko. 
- Mówisz tak ,bo nie masz tego na co dzień - odpowiedziała poirytowana. 
Bolała ją dziś głowa i marzyła o ciszy ,a dzieci wyjątkowo dziś były nieposłuszne i głośne. 
- Kasia ,Łukasz!- zawołał brunet pojawiając się w ogrodzie. - Pogramy?- zapytał widząc zmęczonego Maćka siedzącego na plastikowym krześle. Popijał wodę z butelki i zerkał na dzieciaki biegające po ogrodzie. 
- Ale stajesz na bramce  - rzucił Łukasz odbierając podaną przez Marka piłkę. 
- Okay- zgodził się mężczyzna . 
Kaśka dołączyła do ich gry mimo ,że słabo kopała.
 Po kwadrancie i Maciej zagrał z nimi ,a Patrycja z uwagą się im przyglądała żałowała ,że ma na sobie dziś długą spódnicę inaczej przyłączyłaby się do zabawy. Szkoda ,że Ulki tu nie ma. Może by ,chociaż na chwilę zapomniała o smutkach i tragedii ,która ją spotkała?  Wróciła do mieszkania i wzięła tabletkę przeciwbólową i położyła się . Wykorzystując ,że dzieci są na zewnątrz. 
                     ******
Po odczytaniu maili i wypiciu drugiej filiżanki kawy zajął się bieżącymi sprawami. Na asystentkę nie miał co narzekać ,bo wywiązywała się ze wszystkich swoich obowiązków. Maciej zaczął bywać w firmie tylko sporadycznie. Coraz więcej czasu poświęcał rodzinie i wizytom w szpitalu.  Ula nadal była bardzo słaba ,lecz jej stan zdrowia lekko się poprawił. Była przytomna ,lecz niewiele mówiła ,a do Marka nie odzywała się lub mówiła w obcym języku.
 Marek po pracy również do niej zaglądał. Minęło prawie pięć tygodni odkąd nastąpiło zatrzymanie serca. Przeżyła śmierć kliniczną. Sisinij nie pojawił się jak na razie w szpitalu. 
Dobrzański podniósł się gwałtownie ,aż obrotowy fotel uderzył w szafkę. Zaczął chodzić po gabinecie. Miał złe przeczucia odnośnie tego jej byłego męża. 
                       ****
   Pięć i pół roku wcześniej .. .
        Styczeń, Rosja          
Uniosła senne powieki i zmrużyła je pod wpływem ostrego światła. Znajdowała się w nieznanym dla niej pomieszczeniu. Z tyłu głowy pojawiały się jakieś obrazy ,nieco zamazane i niezrozumiałe. 
Mroźne powietrze i marznący deszcz . Droga oblodzona i  padał coraz mocniej śnieg. Siedziała za kierownicą powoli zmierzając do miasteczka Penza ,gdzie mieszkała jej szwagierka Jana. Radosny śmiech dziewczynki siedzącej w foteliku jedzącej orzechowe kuleczki.
-Mamusiu ,pójdziemy zobaczyć osiołka?- spytała pięciolatka.
Przejeżdżali akurat niedaleko ulicy przy której była szopka betlejemska z żywymi zwierzętami.
Odwróciła się na moment w stronę córeczki.
- Oczywiście ,kochanie- odpowiedziała z powrotem patrząc na drogę .
Włączyła wycieraczki ,bo mokry śnieg na przedniej szybie znacznie utrudniał widoczność.
- Mamusiu!- zawołała Emiliy’a .
Kobieta usiłowała przypomnieć sobie coś więcej ,lecz nie mogła.
Potem usłyszała ogromny huk ,czyjś głos i wszędzie było rozbite szkło i krew. Głowa pulsowała ,a ból pozostałych części ciała odbierał jej siły. Obraz stracił ostrość ,a ją pochłonął mrok.
-Halo? Słyszy mnie pani?- starszy człowiek w białym kitlu z niepokojem wpatrywał się pacjentkę notując coś.
- Co z Emiliy'ą? Moją córeczką?- zapytała czując narastającą w jej gardle gulę.
- Przykro mi- odpowiedział lekarz z współczuciem.
Jak dla niej udawanym. Jej oczy momentalnie stały się szkliste.
Dlaczego ?Moja córeczka . . .Mała Emi…
- Pan się myli. Ona nie mogła... - wciągnęła gwałtownie powietrze i starała się uwolnić od tych wstrętnych kabelków. Usiadła na łóżku i spuściła na podłogę bose stopy.
- Co pani robi? -oburzył się Dr. Derwinow – Pani Urszulo proszę się położyć. Przeszła pani poważną operację. 
- Chcę zobaczyć Emi- powiedziała stanowczo.
Nie minęła minuta jak w sali zjawiła się pielęgniarka i wstrzyknęła jej środek uspokajający.
Ula opadła na poduszkę i poczuła ,że ogarnia ją senność. Nim odpłynęła szepnęła imię swej córki.
W następnym tygodniu zjawił się w szpitalu ktoś kogo nie chciała więcej widzieć na oczy. Lecz on w ogóle nie przejmował się jej niechęcią do niego i urazą jaką żywiła. Prawdę powiedziawszy starała się za wszelką cenę wymazać obraz ich wspólnie spędzonych lat. Zdradził ją i to z młodszą od niej Rosjanką.
Słoneczne promiennie wpadały przez duże szpitalne okno. Rozświetlały to smutne pomieszczenie . W pościeli leżała kobieta o błękitnych oczach niczym pogodne  niebo w Toskanii. Dominował w nich ogromny smutek ,strach ściskający gardło i cierpienie. W kącikach oczu pojawiły się słone kropelki spływające bezwiednie po porcelanowej twarzy. Jedynym dźwiękiem było bicie jej własnego serca. Usłyszała szmer ,stłumione głosy zza drzwi. Zacisnęła pościel czując narastającą panikę. Lęk ogarnął jej ciało. Zawładnął nią. Serce łomotało jej w piersi i miała wrażenie ,że stanie.  Przymknęła powieki.
Błagam ,zabierz mnie. Zamknij w swych czarnych objęciach. Me serce jest martwe. Pozwól bym i ja umarła.
Słyszała kroki i wciągnęła gwałtownie powietrze. W środku była jak galareta. Cała się trzęsła. Miała ochotę krzyczeć ,ale powstrzymała się. Nadal nie uchyliła powiek.
Poczuła ostry zapach perfum skrzywiła się nieznacznie. Nagle mężczyzna przytknął jej poduszkę do twarzy. Dusiła się. Nie mogła oddychać. Chciała odejść z tego świata ,ale nie w ten sposób. Nie z rąk byłego męża.
- Zabije ją pan! - krzyknął  lekarz odpychając z całych sił Iwanow i odsuwając od jej twarzy poduszkę. Wszystko trwało zaledwie kilka sekund może minutę. Dla Uli wydawało się to być wiecznością. Zaczerpnęła kilka gwałtownych wdechów ,kaszlała.
Ty kurwo - zwrócił się do niej  - Nie umiesz jeździć samochodem ani zajmować się dzieckiem.  -dodał lodowato.
           *****

W sobotnie przedpołudnie Dobrzański zjawił się przed salą Ursuli Pawłowicz- Iwanow. Przyniósł dziś dla niej prezent i miał nadzieję ,że się ucieszy. Jeśli nie zignoruje go ,bo przed ostatni miesiąc ,gdy ją odwiedzał właśnie to robiła. Udawała ,że go nie rozumie lub mówiła po rosyjsku i wtedy to on nie wiedział o co jej chodzi. Mimo to nie zniechęcił się. Przed nim nagle wyrósł Sisinij i zmierzył go morderczym spojrzeniem.

wtorek, 25 października 2016

,, Bolesna strata'' 4




                             J'ai tout quitté, mais ne m'en veux pas
                            Fallait que je m'en aille, je n'étais plus moi
                                 Je suis tombée tellement bas. ..

                        Pozostawiłam wszystko, ale nie wiń mnie
Musiałam odejść, nie byłam już sobą
Upadłam tak nisko...

Maciej godzinę temu wybiegł z gabinetu śpiesząc się do szpitala. Stan Uli się poprawił mimo ,że nie odzyskała jeszcze przytomności. Zaczęła samodzielnie oddychać.  Za to Marek  starał się skupić na pracy ,ale zamiast tego myślał o życiu.  Ile w życiu przegapił? Ile zmarnował dni i nocy? Naszły go refleksyjne myśli.  Dawno w jego szarym życiu nic się nie działo . Była tylko pracy i praca. Czasem oglądanie meczu z kumplami lub granie w kosza.  Zapomniał już co to randki.  Nigdy nie poznał prawdziwej miłości.  Jego związek z Pauliną córką współwłaścicieli firmy ,którzy zginęli. Nie należał do udanych.  Na początku wszystko się układało ,ale z czasem zaczęli się kłócić. Najczęściej o drobnostki.  Wciąż jej coś nie pasowało. Aby uniknąć kolejnych awantur szedł z Sebastianem do klubu. I tak się zaczęła historia z jego zdradami i romansami.  Jednak pewnego dnia powiedział. ,, Dość’’ . Zerwał zaręczyny ,bo dowiedział się o zdradzie narzeczonej. Odwołał ślub i wyprowadził się z ich wspólnego mieszkania. Po kilku tygodniach wprowadzał się już do swojego własnego. Skończył z romansami, klubem i zaczął  wieść smutne życie singla. I tak minęło już pięć lat odkąd jest sam. Przez ten czas dojrzał i wiele zrozumiał. A zabawy nie były mu już w głowie. Całą swą uwagę i czas poświecił pracy i przyjaciołom. Zapominając o własnym życiu prywatnym.
Położył się na kanapie pozwalając myślom płynąć w nieznanym kierunku. 
Ciężkie powieki opadły .
Huśtawka poruszała się w górę i dół lekko skrzypiąc. Brunet zatrzymał się przed metalową czarną furtką i popchnął ją wchodząc na plac zabaw. Wokół niespodziewanie zapanowała idealna cisza. Nawet wiatr ustał ,gdyż jeszcze przed chwilą kołysał nagie gałęzie. Liście dawno opadły na zmarzniętą ziemię. Z nieba spadały różnokształtne płatki śniegu osiadając na włosach brunetki. Dostrzegł ją . Ich spojrzenie zatrzymało się na moment. Uśmiechnęła się nikle i ręką wskazała huśtawkę obok. Usiadł i chwycił jedną ręką łańcuch nie odrywając wzroku od jej twarzy. Bladej z zaróżowionymi policzkami. W szczupłej twarzy najbardziej dominującą rzeczą były jej duże niesamowicie niebieskie oczy okolone woalką długich rzęs. 
- Widzisz te płatki śniegu?- zwróciła się do mężczyzny.
Spojrzał na nią nic nie rozumiejąc.
Wyciągnęła dłoń otworzyła ją . Płatki topiły się po zetknięciu z jej ciepłą skórą.
- Istnieją dopóki się nie stopią. Zostawią na ułamek sekundy mokry ślad ,a potem ich nie ma. Tak jak ludzie.
- Po ludziach zawsze pozostaje ślad- odezwał się cicho.
Pokręciła głową ,a włosy rozsypiały się na jej ramionach. Nie miała na sobie czapki. Ubrana tylko w długi szary płaszcz i wytarte jasnoniebieskie dżinsy i czarne długie kozaki. Za to on cały ubrany na czarno oprócz brązowych butów i fioletowego szalika.
- Jeśli bliscy zachowają ich w swoich sercach. Lecz nie wszyscy ich mają- wyszeptała ze smutkiem spuszczając głowę i szurając nogą po zmarzniętej ziemi.
- Każdy ich ma- odezwał się dotykając nagle jej dłoni. Musnął kciukiem jej miękkiej skóry.
- Nie ja – mruknęła . –Nie mam powodu by żyć. Kiedyś tym powodem była moja córeczka . Nie miłość ,bo ona tylko niszczy człowieka.
- A co jeżeli się mylisz? Moim zdaniem to samotność niszczy i zabija- odrzekł nieco zamyślony i spojrzał na nią bez uśmiechu, bez iskier szczęścia w oczach. Jej też pozostawały nadzwyczaj smutne.
- Przyjdzie dzień ,że pokochasz i znów będziesz szczęśliwa- odezwał się łagodnym głosem. 
- Ja zapomniałam jak smakuje szczęście- odrzekła. - Życie nauczyło mnie ,że to co dobre trwa tylko chwile. A one są ulotne jak ludzkie życie. Dziś jesteś ,a jutro zamieniasz się w proch. Każda droga prowadzi do śmierci. Od tego nie ma ucieczki. Tak jak od przeszłości. 
Jej słowa mocno zaskoczyły go ,ale również zszokowały. Nie znał osoby ,która tak pesymistycznie jest nastawiona do świata i widzi tylko same negatywy. 
Odwrócił na moment wzrok ,a gdy spojrzał ponownie na huśtawkę jej już nie było. 
Obudził się tuż przed siódmą. Przetarł dłonią zmęczoną twarz i rozejrzał się wokoło przypominając sobie ,że najwyraźniej zasnął wczoraj na kanapie. Rozmasował bolący kark i wyciągnął z pogniecionej marynarki komórkę. Siedem nieodebranych połączeń. Cztery od Seby. Dwa od matki i  od jeden od Maćka.
                                               *******
W bufecie  Olszański prawie  na niego wpadł.
- Zwariowałeś?- rzucił ostro brunet
- Sorry ,ale śpieszę się- wyjaśnił
- Gdzie?- zaciekawił się Dobrzański
-  Mam ważna sprawę na mieście , ale jutro obejrzymy mecz
- Jutro nie mogę
- Jak to nie możesz? -zapytał zaskoczony blondyn bacznie się przyglądając mężczyźnie.
- Obiecałem Maćkowi ,że zajmę się jego kotem- skłamał .
- To jakiś żart?- oburzył się Sebastian
- Nie – zaprzeczył Dobrzański.
- No dobra- westchnął. – Nie chodzi wcale o kota tylko o kobietę.
- Wreszcie!- zawołał entuzjastycznie Olszański. – Kto to jest?
- Jest w śpiące i jadę do szpitala- powiedział nie licząc nawet ,że Seba coś zrozumie.
Ten zrobił wielkie oczy ze zdumienia i czekał ,aż Marek powie coś więcej.
- Obiecałem Maćkowi ,że do niej zajrzę. On nie chcę by była sama.
- Ty siebie słyszysz?- spytał.
- Nie rozumiem o co ci chodzi? Odwiedzę tylko ją jak dzieci w klinice – rzucił z niechęcią nie mając siły z niczego się zwierzać ani tłumaczyć Sebastianowi.
- I co będziesz tam robił? Patrzył sobie jak śpi?- zadrwił z niego.
- Moja sprawa- burknął Dobrzański.
- A ty taki samarytanin?- zapytał ze śmiechem Sebastian.
- To nie jest śmieszne – obruszył się  Marek.
- Powinieneś sobie kogoś znaleźć- wtrącił
- A ty w kółko o tym samym- rzekł zirytowany.
- Bo to prawda ,bo kiedyś.. .
- Mnie nie interesuje co było kiedyś . Liczy się przyszłość a ,nie przeszłość ,a teraz muszę iść popracować. 
- Praca?- prychnął - W życiu trzeba pozwolić sobie też na przyjemności. Gdybym był wolny sam bym chętnie  . . .
- Za stary już na to jestem na wyrywanie dup. Z resztą nie szukam dziwki ,a żony- zaakceptował ostatnie słowo. - I ty powinieneś coś o tym wiedzieć. 

- No widzę ,że się starzejesz ,ale nie miałem pojęcia ,że aż tak.  Violki nie zamieniłbym na żadną inną ,ale rozmawiamy o tobie ,a nie o mnie- przypomniał mu. - A bo ty szukasz grzeczniutkiej panieneczki? Oj to chyba takiej nie znajdziesz- zaśmiał się. - A ta twoja jak jej tam ...Ula? Znałeś ją wcześniej prawda? Zanim zapadła w śpiączkę?

Kadrowiec nie uzyskał odpowiedzi ,bo brunet wyszedł z bufetu . Zapominając nawet po co tu przyszedł.                       
                                  ,, J'aimerais revenir , j' n'y arrive pas
                                     J'aimerais revenir

                           Chciałabym wrócić, nie mogę tego zrobić
                                        Chciałabym wrócić''.

Otworzyła oczy zmrużyła je pod wpływem światła. Obraz był rozmyty ,pozbawiony kształtów. Przymknęła powieki i spróbowała jeszcze raz. Wzrok zatrzymał się na kroplówce. Bardzo powoli przeniosła spojrzenie na swoją dłoń  ,którą ktoś trzymał. Czuła nadchodzący atak paniki. Niepewnie wodziła wzrokiem po białej pościeli koncentrując nagle uwagę na twarzy nieznajomego. Skrzywiła czując ból głowy i dziwny szum w uszach. Gwałtownie zaczerpnęła powietrza.
- Ula- wyszeptał zdumiona będący w niemałym szoku.
Dostrzegł w jej oczach przerażenie i zagubienie.
No ,no  - odezwał się męski głos  za plecami Marka.
Odwrócił głowę i dostrzegł  wysokiego mężczyznę z zaczesanymi do tyłu włosami związanymi w mały kucyk. Elegancko ubranego na czarno. W jego  brązowych oczach płonął gniew . Nie była to jednak zazdrość ,a mianowicie coś zupełnie innego. 
Nienawiść ,że ktoś zamierza ją ratować. Jedynym marzeniem Sisinija była jej śmierć.
 Czekał na nią jak na wielkie święto. Jednak wciąż się ktoś koło niej kręcił. Niszcząc to co zaplanował. Ostatnim razem opuścił tak szybko salę ,że jedyną osobą ,która zauważyła ,że on odłączył respirator był Szymczyk. Ale on tego nie zgłosił. 
Poinformował lekarza o odłączeniu respiratora nie zdradzając tożsamości tej osoby, która chciała pozbawić Ulę życia. Od tamtej pory minęło trochę już czasu. Obyś smażyła się w piekle.

 - Kim jesteś i czego od niej chcesz?wycedził  rosjanin przez zęby niespodziewanie łapiąc bruneta za koszulę. Odepchnął go .
- Łapy przy sobie. Jestem jej przyjacielem – mruknął siadając ponownie na krześle obok łóżka Uli.
Kochankiem ,narzeczonym ,przyjacielem?- wymieniał Iwanow  próbując zgadnąć kim jest ten człowiek dla tej suki.
Dobrzański milczał nie rozumiejąc ani jednego słowa. Nie znał rosyjskiego. Raz miał kontrahenta z Rosji ,ale pomogła mu Klara pracująca w jego firmie na stanowisku asystentki. Wystąpiła w roli tłumacza.  
- Coś dużo ma tych przyjaciół- rzekł tonem wyprutym z emocji. – Matsey'a,Patrisyja, ciebie . ..- wymieniał ucinając nagle.
- Wyjdź stąd !- zażądał Marek podnosząc się z krzesła. – Nie słyszałeś ? wyjdź!- dorzucił podnosząc nieco głos. 
Rosjanin bardzo słabo znał polski ,ale za to znał jeszcze dwa inne języki w których mógł się dogadać z ludźmi w Polsce.
 -Ausfahrt! - rzucił zdenerwowany po niemiecku. 
- Zostanę ,jestem jej mężem- odrzekł  Sisinij zabijając go niemal wzrokiem. – Ula jest moją żoną- dodał po rosyjsku niepewny ,czy brunet coś zrozumiał.
- Byłą- padło z ust Uli tak cicho ,że tylko Marek usłyszał ,ale nie zrozumiał.
- Co?- z niedowierzaniem odwrócił się w jej stronę. Pochylił się nad nią chwytając delikatnie jej dłoń. Była zbyt słaba by wyrwać ją z  lekkiego uścisku. 

Całkowicie ignorując obecność Dobrzańskiego, zwróciła się do,, byłego'' męża bardzo słabym głosem. 
- Twoja byłą żoną Sini.. .- nie kończyła zamykając niebieskie oczy i maszyna zaczęła pikać ,a tętno gwałtownie spadać. Dłoń wysunęła się z jego dłoni i bezwiednie opadła na pościel.
- Nie!- wyrwało się z ust polaka. Ona nie może umrzeć. Maciej i Patrycja załamią się. 
Natychmiast zawiadomił lekarza. Maciej czekający na korytarzu ukrył twarz w dłoniach totalnie załamany i zdruzgotany. Lekarze wbiegli do sali zauważając na monitorze ciągłą zieloną linię.
- Defibrylacja!