Strona Główna

środa, 20 grudnia 2017

,,Zapisane w gwiazdach'' Short story 2/



Zaniepokojone szare oczy wpatrywały się w dziewczynę w okularach ,a twarz zastygła w oczekiwaniu na odpowiedź. Ciszę przerwał dźwięk klaksonu. Ula drgnęła zaskoczona i odsunęła się na długość ramienia. Mężczyzna nie spuszczał z jej wzroku ,nie bardzo wiedząc ,co powiedzieć. Od ich ostatniego spotkania trochę minęło i nie należało do miłych.
- Dlaczego mi to robisz?- zapytała ostrzejszym tonem niż zamierzała.- Zjawiasz znikąd i udajesz troskę? Nie rzucałam się pod koła taksówki tylko zamyśliłam się.
- Mogło dojść do nieszczęścia. Ula gdzieś ty się podziewała? Od dawna chcę wyjaśnić…
- Co ,chcesz wyjaśniać? Parę wyjść po pracy? Byliśmy przyjaciółmi ,a przyjaciele…
- Wiesz ,że nie o przyjaźni mówię- spojrzał jej prowokująco w oczy.
Bartek zamiast być księciem okazał się obślizła żabą i kolejny potwierdza przekonanie ,iż faceci myślą wyłącznie o sobie. Marek też do nich należy. Chce zdobyć ,co nieosiągalne. Nie bawią mnie jego gierki.
- Nie jestem twoją przyjaciółką- burknęła.- I nie będę słuchać twoich lamentów ,że Paulina…
- Jaka Paulina?- uniósł brew.- Co ma Paulina do nas?
- Nie żadnych nas.
- W liście napisałaś…
- Nie pisałam żadnego listu do ciebie!- podniosła głos zdenerwowana zarzucaniem jej czegoś o czym nie miała pojęcia. – Nigdy nie napisałam do ciebie listu. Chyba ,że listem nazywasz moje wypowiedzenie. Raz mnie poniosło ,no ewentualnie dwa. Nie myśl sobie bóg wie ,co.
-  Nie zgodziłem się na twoje odejście. Chciałem cię zatrzymać- przyznał obserwując jej wyraz twarzy.
- Niepotrzebnie. Odeszłam z firmy z pewnych powodów i…
- Odeszłaś z mojego powodu- sprostował.- I wyjechałaś zaraz na drugi dzień rano ,abym nie mógł cię powstrzymać. Nie chciałem tracić..yyy… tak wspaniałego ,oddanego pracownika i dobrej przyjaciółki- ostrożnie dobierał słowa. Zauważyła jego zawahanie i zmieszanie ,gdy spojrzała mu w oczy.
Coś kręcisz Dobrzański. Nie ujdzie ci to płazem.
- Chodź ,ja stawiam i nie mów nie- puścił do niej oczko.
- Nie- odparła szybko wsuwając zmarznięte ręce do kieszeni. Oboje mocno przemarzli stojąc na mrozie i rozmawiając.
- Marek – usiłowała protestować.
- Rozgrzejemy się przy gorącej herbacie. Znam fajne miejsce. Ula nie odmawiaj mi. Przyrzekam ,że później bezpiecznie odwiozę cię do domu.
- Wrócę autobusem.Poza tym jestem z Bartkiem znaczy byłam. 
- Nie rozstaliście się?- zdziwił się.
- Rozstaliśmy ,ale obiecywał poprawę ,więc dałam mu ostatnią szansę ,ale dziś udowodnił ,że nie warto. Będzie miał dziecko- powiedziała bardzo cicho- Nie ze mną- dokończyła.
- Przykro mi. Może jednak dasz się namówić na herbatę? Znajomi przecież czasami się spotykają na herbacie czy kawie. 
- Nie , Marek. 
- Uparciuch z ciebie- rzekł z uśmiechem.- Nie jesteś głodna? Bo ja mam ochotę na ruskie pierogi.
- W takim razie pro… wadź – odpowiedziała szczękając lekko zębami i pocierając skostniałe palce u rąk.
- W samochodzie się ogrzejesz. 
Miałam unikać facetów ,nie dać się zranić ,a umawiam się na kolację w restauracji w dodatku z byłym szefem i nieodpowiednim stroju.
Dobrzański zabrał Ulę w urokliwe miejsce przepełnione zapachem pomarańczy, imbiru, pierników i innych świątecznych aromatów. W oknie wisiały białe gwiazdki ,a nad nimi kolorowe światełka. Stoliki były okrągłe z ładnymi jasnymi obrusami i malutkimi stroikami stojącymi na środku blatu.
Po złożeniu zamówienia jedli wsłuchując się w sączącą się z radia świąteczną melodię. Nie znali tytułu ani wykonawcy ,ale piosenka bardzo się im podobała i wprawia w iście świąteczny nastrój.

          Dwanaście miesięcy wcześniej…


W popłochu zwiała do domu, zatrzaskując drzwi. Przyłożyła dłoń do dudniącego serca i osłupiała spoglądała na klamkę. Oparła się plecami o drewno ,zamykając topazowe tęczówki. Kalkulowała w myślach za i przeciw złożenia wypowiedzenia. Nie mogła ,nie potrafiłaby z nim więcej pracować. Powiodła opuszkami palców po rozgrzanych wargach. Uśmiechnęła się na wspomnienie jego ust ,na swoich. To ona zainicjowała ten pocałunek.
Pocałowałam zajętego faceta. Swojego szefa. Domyśli się ,że …i co ja po wiem Bartkowi przecież to jego powinnam całować ,a nie Marka. Kurde blaszka ,no. A najgorsze jest ,że nie wiem czy żałuję… znaczy żałuję . Kocham tylko Bartka.
Zdjęła szalik i potarła kark czując kropelki potu spływające wzdłuż kręgosłupa. Przyłożyła dłonie do rubinowych policzków, oddychając głęboko.
Nic nie obchodzi mnie Marek ,nic a nic.
- Ulcia- z zamyślenia wyrwał ją głos Betti.- Ulcia-powtórzyła głośnie.
- Przepraszam ,zamyśliłam się- odpowiedziała kobieta zdejmując płaszcz i z suwając okulary by otrzeć łzy.
- Ulcia ,nie płacz- przytuliła się do nóg siostry. – Co się stało?
- Nic ,kochanie- przykucnęła przy małej. – Miałam ciężki dzień w pracy i chyba się przeziębiłam. Nie martw się napiję się gorącej herbaty i mi przejdzie.
- Zrobisz naleśniki z czekoladą ?- spojrzała niebieskimi oczami na Ulę.
- Nie dziś. Pamiętasz jest wigilia. Muszę ugotować pierogi, barszcz ,zrobić panierkę do ryby, upiec ciasto- wyliczała.
- Możesz zrobić pierogi z truskawkami
- Skąd wezmę ci o tej porze truskawki?
- Kupisz. A pan hydraulik do nas przyjdzie?
Dlaczego ona pyta o Marka jak ja nie chcę o tej osobie rozmawiać?
- Marek jest moim szefem i spędza czas ze swoją rodziną.
- On jest fajny.
Najfajniejszy- pomyślała szatynka z rozmarzonym wyrazem twarzy.- Wróć, Bartek jest ...mniejsza o to. Ciekawe dlaczego nie widziałam go od kilku dni. Marleny też...nie...może nie ma po prostu czasu?
-  Rozmawiacie o Marku?- włączyła się do rozmowy Alicja wycierając mokre dłonie o fartuch.
- Nie ,przecież jestem z Bartkiem.
- Ula ,ile jeszcze zamierz wybaczać mu i wierzyć w jego przemianę?- spytała Ala.- Pije, okłamuje cię ,a może i …
- Przestań. Bartek mnie kocha. Nie zrobiłby mi takiego świństwa ,a wracając do temu Marka. Owszem przyjaźnimy się i jest moim szefem i nic nas nie łączy.
- Widziałam jak ty na niego patrzysz.
- Nie patrzę. Marek  ma narzeczoną.
- On cię bardzo lubi…
- Ala ,błagam przestań. Nie mów mi o nim! – krzyknęła. – A w ogóle co ty tu robisz?
- Przyjechałam pomóc ci w wigilii i zabrałam się za lepienie pierogów. Dobrze ,że jesteś. Rozbieraj się i chodź do kuchni.
- Ala ,ja muszę na chwilę ...zostawiłam taką teczkę u Maćka- skłamała gładko i wybiegła z domu.
- Maciek wyjechał dwie godziny temu do rodziny- odparł zdezorientowany Józef wyłaniając się z kuchni. – Ostatnio jej zachowanie jest dziwne. Alicja ty coś wiesz- spojrzał na kobietę ,ta zwiesiła głowę.
- Nie więcej niż ty. Chodzi pewnie o Bartka albo…
- Albo?- Józef popatrzył na nią wyczekująco.
- Marek. Coś czuję ,że Ulka nie mówi mi wszystkiego. Ostatnio coraz częściej gdzieś wychodzą , Ula dostała kwiaty i nie były raczej od Bartka.
 - Sama ,kiedyś powie.
Ula w nieświadomości wychwalała Bartka i czekała ,aż przyjdzie i ją przeprosi ,ale jednocześnie nie potrafiła zapomnieć smaku ust bruneta i emocji jakie wywołał. Nie wiedziała ,iż wkrótce jej chłopak pokażę swoją prawdziwą twarz ,a jej serce zostanie złamane.  

                            ****
Z bijącymi w głowie myślami podszedł do metalowej furtki ,zawahał się spoglądając na dom przyjaciółki i zajął ponownie miejsce za kierownicą. Wciąż nie wierzył w to ,co się stało. Rozmawiali ,śmiali się ,chodzi po zaśnieżonym parku karmiąc kaczki. Jechali samochodem w ciszy ,by po zatrzymaniu chwilę porozmawiać o świętach. Zaproponowała mu ,aby wszedł. Odmówił nie wypadało zakłócać tą rodziną atmosferę zwłaszcza ,że był jej szefem i jednocześnie przyjacielem. Tak przypuszczał ,aż do dzisiaj. Pocałunek wywołał mętlik w jego głowie i strach. Pytanie czego tak bardzo się obawiał? Zapomniał na moment o rodzicach ,firmie ,nawet swojej narzeczonej Paulinie. Zadzwonił telefon rzucił go na siedzenie obok i z piskiem opon ruszył przed siebie. Włączył radio na przypadkową stacje. Spiker poinformował o mocnych opadach śniegu i zmożonej ostrożności na drogach. Następnie popłynęła spokojna świąteczna melodia. Zwolnił na ułamek sekundy skupiając się na słowach ,ale wspomnienie tego ,co stało się  pod domem Uli powróciło jak bumerang. Westchnął ciężko poirytowany i natrafił na patrol policyjną . Musiał się zatrzymać ,uchylając szybę. Policjant z grobową miną przejrzał dokumenty i oznajmił mężczyźnie ,że przejechał na czerwonym świetle. Zdumiony Dobrzański nie miał zielonego pojęcia jakim cudem nie zauważył czerwonego światła. Skończyło się na pouczeniu ,gdy rozpoznał w nim jednego z ze współudziałowców firmy Febo&Dobrzański. Czytał nieraz o  niej w gazetach.
Przypomniał sobie słodki smak ust Uli. Próbował zepchnąć to wspomnienie w najdalsze zakamarki umysłu ,ale mu marnie to wychodziło ,a w zasadzie nic nie szło po jego myśli. W ostatnich tygodniach dużo spędzał czasu w towarzystwie Uli i świetnie się w nim czuł. Mieli ulubione miejsca , mogli godzinami milczeć lub rozmawiać o czymkolwiek. Jedynym tematem ,który jakoś zaczął go drażnić był Bartek Dąbrowski. Chłopak Uli. Na ,każdym kroku podkreślała ,iż jest z nim szczęśliwa czego nie zauważał patrząc na nią. Parę razy zastał ją płaczącą w łazience. Widok niebieskich oczu nieprzysłoniętych okularami wstrząsnął Markiem do głębi. Wylewał się z nich taki smutek. Miał ochotę zamknąć ją w swoich ramionach i obić mordę tego całemu Dąbrowskiemu.  

Paulina mówiła bezustannie o Aleksie. Wspomniała o udziałach. Marek myślał ,że zwariuje. Dość miał jej paplaniny o ukochanym braciszku. Jak nie brat to przygotowania do ślubu. Zabrał szlafrok i zamknął się w łazience. Ciepłe strumienie wody nie zagłuszyły jego myśli. Rozbolała go głowa. Trwał tak oparty o kabinę prysznicową ,aż Paulina zaczęła dobijać się do drzwi.
- Zaraz wychodzę- warknął ,zaciskając szczękę. Zakręcił kurek ,owinął biodra ręcznikiem ,zostawiając mokre ślady na podłodze podszedł do szafy ,zgarniając z wieszaka bordową koszule.
- Kurde blaszka - mruknął zorientowawszy się ,że kupiła ją Ula ,gdy udawał się na lotnisko.
- Marek ,ty dobrze czujesz?- usłyszał w jej głosie fałszywą troskę.- Słuchasz mnie w ogóle?
- Słucham ,słucham- przytaknął.
- Tak o  czym mówiłam?- spytała mierząc go zimnym wzrokiem. – Myślisz o swojej kolejnej kochance? Tobie na mnie wcale nie zależy. Wszyscy są ważniejsi. Ostatnio nawet Brzydula. Poświęcasz jej więcej czasu niż mnie. Kolejnej głupiej sekretarce, nie… asystentce- mówiła z błyskiem furii w ciemnych oczach. – Jak może to bezguście być ważniejsze ode mnie?- wpadła w histerię.
- Przestań – zaoponował. – Ula to ciepła ,serdeczna osoba w porównaniu do ciebie. Nie liczą się dla niej luksusy, sława ,prestiż i obracanie się w kręgach śmietanki towarzyskiej. Straciła matkę w młodym wieku. Jest dobra ,współczująca ,można jej zaufać.
- To się z nią ożeń!- wykrzyknęła rozgoryczona.
- Paulina…
- Pamiętaj ,że mamy pojawić się dziś u twoich rodziców- odrzekła szorstko i zamknęła się w sypialni. Roztrzaskała ramkę z ich zdjęciem. Wybebeszyła szufladę i podarła fotografię. Marek bez efektu usiłował ją powstrzymać. Trzasnęła go w twarz z całej siły i ,gdyby się nie uchylił dostałby ramką z fotografią lecącą nad jego głową. Rozbiła doniczkę ,która roztrzaskała się przed stopami Dobrzańskiego.
- Zdradzasz mnie z nią!- fuknęła biorąc kolejny przedmiot i cisnęła nim o podłogę z całej siły.
- Paulina- z uniesionymi rękami podchodził powoli do rozwścieczonej ,znajdującej się w szaleństwie narzeczonej. 
- Nic nie mów!
Zrzuciła wszystko z łóżka i wywalała z szafek demolując ich wspólną sypialnie. Nieoczekiwanie złapała za flakonik z perfumami od Chanel, zamachnęła się stając przy oknie celując w mężczyznę. Flakon rozpadł się na części na środku salonu. Intensywna woń wdzierała się do nozdrzy. Marek popatrzył osłupiały z malującym się przerażeniem. Paulina z nienawiścią i mordem w oczach. Czoło przecięła pionowa lekka zmarszczka. Kobieta odwróciła się plecami do drzwi. Niezauważalnie Dobrzański wymknął się z pomieszczenia i zbiegł po schodach. Zawiadamiając policję. Czekał na ich przyjazd . W głowie zadawał sobie tysiące pytań. Jedno z nich brzmiało jak mógł związać się z kimś takim. Złapał się na tym ,że nieświadomie porównuje Ulę do Pauliny.  Różnica była między nimi diametralna.

Zgarnął płaszcz i wyszedł na mroźne powietrze zostawiając w mieszkaniu niezrównoważoną psychicznie narzeczoną. Zastanawiał się czy nie podjął złej decyzji wiążąc się z nią.

niedziela, 17 grudnia 2017

,,Zapisane w gwiazdach'' Short story 1/



Nasunęła na głowę ciemną czapkę ,zapięta płaszczyk pod szyją i trzymając w dłoni telefon wyszła na zewnątrz. Ulice pokryła gruba warstwa śniegu . Ścisnęła w drobnej dłoni telefon i ruszyła żwawym krokiem stawiając kołnierzyk zielonego płaszcza. Wiatr owiewał jej policzki ,a nos zrobił się czerwony jak nos klauna. Dziewczyna pociągnęła nosem i rozejrzała się słysząc stłumiony chichot zza rogu. Czyżby znowu natknęła się na Bartka z idiotką Marleną. Rok temu widziała dokładnie taką samą scenę. Oprócz jednego szczegółu pod kurtką wyraźnie odznaczał się sporych rozmiarów brzuch dziewczyny. 
 Przystanęła zaintrygowana jak i pełna obaw. Czyżby miały potwierdzić  się jej najgorsze obawy? ,Nie to niemożliwe… proszę ..nie…’’- pomyślała rozpaczliwie. Chłopak od dłuższego czasu posyłał spojrzenia cycatej Marlenie spod piątki. Jej znienawidzonej sąsiadki- myślała wtedy. 
 Pod płotem namiętnie całowała się para. Dziewczynie ta dwójka wydawała się znajoma. Podchodząc bliżej zauważyła Marlenę i Bartka.
- Ty świnio!- wykrzyknęła odwracając się na pięcie i biegnąć ,co tchu w płucach.
- Uleńka, Uleńka , wracaj no! Ula! Wyjaśnię ci wszystko!
Nie słuchała jego kłamstw. Łkała przemarzając coraz bardziej. Poszła na długi spacer zraniona ,oszukana i zdradzona. Serce pękło jej na pół. Nadal coś do niego czuła ,ale czy to była miłość? 
Kiedyś nie widziała nic poza nim. Kochała bezgranicznie ,a on?
Zabawiał się pod płotem z tanią zdzirą. Każdy znał prawdę na temat Marleny. Zmieniała chłopaków jak rękawiczki. Łasiła się jak wygłodniała sucz do ,każdego faceta.. Dokładnie sześć lat temu w  zimie  na świat przyszła malutka blondyneczka nie poznając mamy ,która zmarła podczas ciężkiego porodu. Maleńkie zawiniątko przekazano starszemu mężczyźnie,który oddał je najstarszej latorośli wychodząc z sali bez słowa i opuszczając budynek szpitalny. Nic nie miało znaczenia. Wszystko zostało gdzieś w tyle. Zapłakał gorzko nad okrutnym losem ,a z oczu wydzierał się ból po stracie żony i tęsknota.
Dziewczyna położyła dłoń na ramieniu mężczyzny milcząc i zamykając oczy spod których wymykały się łzy. Młodszy braciszek pytał o mamę i bezustannie czekał na jej powrót. Maleństwo zostało odrzucone przez ojca. Nie był w stanie podnieść się po śmierci ukochanej. Pomagała im najbliższa sąsiadka. Matka Maćka. Najlepszego przyjaciela najstarszej z Cieplaków. Dziewczyna skupiła się na nauce i poświęcała czas swojemu chłopakowi. Urodziwa nie była ,ale jemu niby to nie przeszkadzało. Jego określali chuliganem i złodziejaszkiem. Nie wierzyła w pomówienia zapatrzona w niego jak w obrazek. Kupował drobne prezenty. Nigdy nic wartościowego ani drogiego ,ale pieniądze ją nie interesowały. Kochała go i tylko to się liczyło. W dniu osiemnastych urodzin jednych z najsmutniejszych w jej życiu przyjaciółka zabrała ją do wróżki. Ula wyśmiała jej pomysł i pokręciła głową ,ale nieugiętość ,upór i zacięty wyraz twarzy mówił wszystko. Dorota nigdy nie odpuszczała. Ula zgodziła się.

                                      ***
Pojechały do Warszawy w autobusie rozmawiając przyciszonym głosem o chłopaku Doroty, szkole i planach po maturze. Ula denerwowała się wizytą u wróżki mimo ,iż nie uznawała wróżb. Przesądna też nie była. Po wyjściu z autobusu natknęły się na dziewczynę w czerwonym szaliku i hebanowych włosach. Nie zwróciłyby może uwagi szatynki ,gdyby nie jej głośna rozmowa przez komórkę.
- ,,Czekam pod salonem jubilerskim… zmarzłam ,a ciebie nie ma… sama mam kupić sobie ten cholerny pierścionek?’’
- I co się gapisz?!- wydarła się na nieznajomą. – Chcesz coś powiedzieć? – spytała twardo przewiercając ją przenikliwym spojrzeniem.- No ,co jest niemowo?
- Nie …przepraszam panią ,ale śpieszę się.
- Panią?- Dorota popatrzyła oniemiała na przyjaciółkę.- Przecież ona była niewiele starsza od nas.
- I co z tego?- wzruszyła ramionami.- Twoim zdaniem miałam zwrócić się do niej na ,, Ty’’? Nie znam jej i nie poznam. Jesteśmy w Warszawie przejazdem. Nigdy nie zamieszkam tutaj i na studia wybieram się do  Płocka. Nie zostanę w Warszawie. Nie cierpię tego miasta.
- Ulka ,ale Płock? Nie przemyślane decyzję źle się kończą. Ja muszę wyjechać ,ale ty? Warszawa nie jest zła. Miasto jak miasto.
- Nie , mnie tutaj się nie podoba.
-  W Płocku zamieszkam w internacie i poznam interesujących ludzi. Skończę marketing ,ekonomię i zatrudnię się w księgowości lub w banku.
- Bartek wie o twoich planach? Nie boisz się ?
- Czego? Związku na odległość? Prawdziwa miłość przetrwa wszystko.
- Właśnie. Prawdziwa. Nie zasługuję on na ciebie. Ty kulturalna ,pilna ,dobra uczennica ,przyjaciółka i córka ,a on chuligan i bawidamek.
- Bartek mnie kocha. Nie wyobraża sobie życia beze mnie i ja bez niego. Jest moim słońcem. Jasnym i gorącym. Uwielbiam w nim dosłownie wszystko. Roześmianą twarz ,blond włosy i gdy porywa mnie w ramiona. Dora ,jestem taka niewyobrażalnie szczęśliwa. Cudownie jest być zakochanym wiesz? Patrzeć na tą osobę , trzymać się za ręce ,przytulać i całować. W walentynki zabrał mnie na długi spacer i dał słodką maskotkę. Kupił też żółtą róże.
- Nie cierpisz żółtych róż- wtrąciła Dorota.- Ani czekoladek z rumowym nadzieniem.
- Tak ,ale głupio było mi mu o tym wspomnieć. Wiesz jak jest. Obraziłby się i poszedł do domu unikając mnie przez kolejnych parę dni. Nie odbierałby ,nie odpisywałby- wyraźnie posmutniała i straciła ochotę na prezent urodzinowy. Nie chciała iść do wróżki.
Pchnęła drzwi z dzwoneczkami nad nimi zawieszonymi. Zadzwoniły mocno, odsunęła czerwoną zasłonkę i przeszła kawałek prowadzona przez kobietę w dziwnej kolorowej chuście podtrzymującej długie czarne kręcone włosy. Na stoliku paliły się małe świece i czuć było zapach kadzideł. Dziewczyny usiadły przy stole obserwując starszą kobietę. Na palcach miała pełno pierścieni ,a na nadgarstkach błyszczały złote bransoletki i hałasowały przy każdym ruchu.
Wróżka rozłożyła karty tarota spoglądając spod długich rzęs na szatynkę w okularach i uśmiechnęła się niepewnie odsłaniając pierwszą kartę.
- Widzi pani coś?- zapytała z ekscytacją Dorota.
- A czego chciałabyś się dowiedzieć?- zwróciła się do Uli.
- Czy mój obecny chłopak …- zawahała się.
- Chcesz dowiedzieć się czy jest tym na całe życie?- dopowiedziała wróżka.
- Tak.
- I czy jej nie zdradza- wtrąciła cicho przyjaciółka.
- Dora…
- Przeżyjecie wzloty i upadki ,ale wasze drogi któregoś dnia rozejdą się. Ja widzę tu kogoś nowego.
- Blondyn?
- Nie , brunet. Przystojny brunet o pięknym uśmiechu i hipnotyzującym spojrzeniu. Pochodził będzie z zamożnej rodziny.
- Co? Bogaty brunet? Jakieś bzdury- oburzyła się.- Bartek jest mi przeznaczony.
- Karty uważają inaczej. Przeznaczenia dziecko nie oszukasz ,a karty nie kłamią. W twoim związku nie dzieję się dobrze. Przekonasz się ,iż warto zaufać czasami kartom. Los bywa przewrotny. Ja swoje wiem.
- Nie wierzę w wróżby!- zerwała się z miejsca wzburzona. – Dora idziemy.
- Proszę usiądź. Nie wiesz jeszcze ,co kryje …
- Co jest pod ostatnią kartą?- przerwała jej brutalnie siadając ponownie. W płaszczu   było jej za gorąco . Po odkryciu karty przez tarocistkę  krew odpłynęła z twarzy Uli i stała się kredowa. Zadrżały usta.
Niedługo później od spotkania z wróżbitką szlochała zamknięta w pokoju i powtarzała ,że nie wierzy w boga ,bo gdyby istniał nie pozwoliłby odejść jej mamie tak wcześnie. Nie odebrałby jej rodzinie kogoś ukochanego i najwspanialszego na świecie. Czasami złościła się na mamę i kłóciły się ,ale kochała ją i zaraz przepraszała. W szpitalu w inkubatorze leżała jej siostrzyczka. Maleńka ,bezbronna i bez mamy.
Wreszcie zrozumiała ,co mówiła starsza dziwna kobieta. Ostatnia karta oznaczała nieszczęście ,śmierć jej mamy. Usiadła na łóżku ocierając łzy i analizując dokładnie jej słowa. W rozstanie z Bartkiem nie wierzyła i nową miłość.  Nie potrzebowała jej ,bo już kogoś kochała i nie wyobrażała być z innym.

                                       ***


Brunetka odwróciła się na bok ściągając kołdrę z mężczyzny. Zerknął na jej ciało ukryte pod jedwabną krótką koszulką. Włożył ręce pod głowę wpatrując się w ciszy w sufit. Po Wczoraj pokłócili się ,a potem udobruchał ją uprawiając z nią dziki seks w jego pokoju. Dziś zasnęła zmęczona po powrocie od znajomej. Nie dopytywał jakiej. Nie interesowało go to. Mało rzeczy w życiu miało dla Marka tak naprawdę znaczenie.  Cierpiał dziś na bezsenność. Jutro miał sesje. Nic nie pamiętał z powtarzanego w kółko materiału. Rodzice wyjechali na trzy dni ,a on zaprosił na noc Paulę, córkę zmarłego współwłaściciela firmy. Jego rodzice nie mieli przeciwko ich związkowi. Dobrzański ponownie zerknął na Paulinę i zastanawiał się czy przebudzi się ,gdy teraz opuści po cichu pokój. Upewnił się ,że śpi i poderwał z łóżka spuszczając ostrożnie nogi, podszedł do szafy. Wyjął z jej koszulę ponieważ wtedy miał większe powodzenie u płci przeciwnej. Ubrał dżinsy i użył nowego zapachu wody kolońskiej otrzymanej od matki na urodziny. Postawił  czarne włosy na żel ,przeczesał je lekko i uśmiechnął się do swego odbicia  w lustrze gotowy podbijać świat. Zawsze uważał ,że może mieć każdą jakiej zapragnie. 

- No, Dobrzański pora  pokazać, kto jest zawodowym uwodzicielem. Królem życia- wyszeptał na głos przekonany o swojej doskonałości. Zatelefonował do Seby najlepszego kumpla i gotowy był do wyjścia.
W klubie dudniła muzyka. Kobiety w króciutkich sukienkach popijały kolorowe drinki przez słomki, inne tańczyły lub zabawiały się na gdzieś z facetami. Sebastian gwizdnął z zachwytu ,bo blondynka puściła mu oczko i uśmiechnęła się szeroko. Dobrzański zbliżył się do barmana zamawiając trunek i zmierzył od stóp do głów dziewczynę siedzącą przy barze. Przeczesał włosy ,uśmiechnął się uwodzicielsko i komplementował jej urodę. Udała zawstydzoną kręcąc ciemnym kosmykiem włosów.
- Ewa-przestawiła się mu nie spuszczając z niego figlarnego spojrzenia.
- Pozwolisz ,że będę twoim Adamem ?- pochylił się w jej stronę. Zachichotała i wstała opierając dłonie na jego koszuli. Zacisnęła je patrząc mu w oczy.
- I zabierzesz mnie do raju?
- O tym właśnie marzę- odpowiedział licząc na seks bez zobowiązań. – Zaczekaj chwilkę tylko powiem kumplowi ,że wychodzimy.
- Ok.
Olszański zajęty był całowaniem się na skórzanej kanapie z blondynką w kusej czarnej kiecce. Niemal się pożerali ,a ich dłonie były wszędzie. Marek postanowił im nie przeszkadzać wychodząc ze swoją nową zdobyczą.

                              ***
- Zostaniesz moją żoną?- z nadzieją na twierdzącą odpowiedź ,odsunął jej talerz z niedokończoną lazanią i podniósł podbródek zmuszając ,aby na niego spojrzała.
Umknęła wzrokiem unikając jego brązowych oczu ,które w blasku słońca stawały się bursztynowe. Fascynujące i zarazem nie wzbudzające już tych samych uczuć ,co dwa , pięć czy sześć lat temu. Bezpieczna przystań stała się tratwą na środku wzburzonego morza. Otworzyła usta wpatrując się w pierścionek . Powietrze zgęstniało między nimi. Chwila ciągnęła się w nieskończoność. W pubie zostało kilka osób. Bawiła się zieloną serwetką odwlekając moment udzielenia odpowiedzi. Nikt ich nie zauważał. Lokal znała niemal na pamięć przychodząc od początku studiów. Siadała pod ścianą przy brązowym stoliku oczekując na zamówienia. Najczęściej przychodziła z chłopakiem ,który odkąd pamięta nie lubił zapiekanek, kebabów ,ale kochał burgery i pizzę z podwójnym serem i szynką. Zamawiał nie czekając na nią. W jej towarzystwie czuł się bardzo swobodnie więc po paru latach związku wkradła się rutyna. Romantyczność uleciała gdzieś chociaż nigdy za romantyczny nie był. O urodzinach niejednokrotnie zapomniał tłumacząc najpierw nauką ,chorobą babki, pomocą matce czy pracą.
- Nie mówię nie- odpowiedziała w końcu. – Martwi skąd weźmiemy na wesele i…
- To tak czy nie?
- Tak. Uznajmy ,iż daję ci ostatnią szansę i się zgadzam ,ale bez wykręcania numerów. Żadnego wracania o czwartej nad ranem. Nie weźmiesz więcej alkoholu do ust.
- Uleńka, weselem się nie przejmuj. Moja w tym głowa. Nie kłopocz się ja wszyściutko ogarnę ,a kasę zarobi się ,zobaczysz. I przysięgam ,że nigdy ,ale to przenigdy , Uleńka ty moja nie wezmę alkoholu do gęby. Słowo marynarza.
- Nie byłeś marynarzem- wytknęła mu.- Bartek jeśli nie przestaniesz pić nasz związek nie ma sensu. Nie mogę być z alkoholikiem. Idź na odwyk ,zrób cokolwiek ,ale nie sięgaj po alkohol. To zaprowadzi cię na samo dno- ciągnęła swój monolog. - W świętego Mikołaja dawno przestałam wierzyć- mruknęła.- A tą bajeczkę sprzedawałeś mi… niech pomyślę- zrobiła pauzę udając ,że się zastanawia.- Setki razy jak nie tysiące. Udowodnij mi ,ale przede wszystkim sobie ,że potrafisz zrezygnować z picia ,bójek i zapożyczania się u sąsiadów czy kumpli. Bartek dorosłe życie to nie przelewki. Trzeba być odpowiedzialnym, sumiennym i liczyć się z konsekwencjami. A konsekwencją bójki może być noc w areszcie lub więzienie. Pomyśl ten jeden raz o mnie. Naszej przyszłości- pogładziła jego policzek patrząc mu w oczy. Pocałował ją i prosząc o rachunek, zgarnęli z wieszaków płaszcze,  opuszczając pub.
                                                    ****
Wsunęła dłoń do kieszeni. Telefonu w niej nie było. Zbierała na niego całe wakacje imając się różnych dorywczych prac ,by kupić sobie parę nowych rzeczy, w tym telefon i prezent na urodziny Beatki taki o jakim marzyła. Po ujrzeniu swojego chłopaka z inną w objęciach wsunęła go do kieszeni płaszcza ,ale musiał wypaść podczas biegu. Zrozpaczona zapłakała głośno nie umiejąc poradzić sobie z tym czego była świadkiem. W kieszeni miała parę drobniaków. Kupiła bilet wsiadając do nadjeżdżającego autobusu. Usiadła na końcu spuszczając głowę i nasuwając mocniej na głowę czapkę ,zdjęła okulary ,przetarła je chusteczką i włożyła z powrotem na nos. Wysiadła na przypadkowym przystanku w Warszawie. Ze zdumieniem odkryła ,iż znajduję się nieopodal znanego miejsca. W rzeczywistości była tu pierwszy raz ,ale w snach nieustannie krążyła po tej uliczce i zatrzymywała się przed ogromnym wieżowcem ,a spod niego wyjeżdżało srebrne auto. Z niego  wysiadał wysoki mężczyzna. Nigdy nie widziała twarzy ,bo obraz był zamazany. Budziła zanim zdążyła zamienić z nim choćby słowo. Po głębszych dywagacjach zrozumiała ,że to wydarzyło się naprawdę. A człowieka ,który jej się śni doskonale zna. To przez niego odeszła z pracy. Została zatrudniona w firmie na stanowisko asystentki Marka po tym jak uratowała go z płonącego auta. Od razu jej serce szybciej zabiło na jego widok. Za wszelką cenę chciała zdusić to uczucie w zarodku. Posunęła się o krok za daleko całując go. Po pierwsze oboje byli w związkach ,po drugie planowali z kimś innym ślub. Serce nie słuchało rozumu. Podjęła decyzję o odejściu z firmy ,gdy robiło się mniej ciekawie i prezes zaczął wysyłać jej kwiaty, posyłać jej uśmiechy i być dziwnie miłym. Zazwyczaj miał dobry humor i świetnie im się pracowało ,ale wspólna praca ,lunche i nadgodzinny oraz długie rozmowy sprawiły ,że w jej sercu rodziło się coraz głębsze uczucie. Złożyła wypowiedzenie. Chłopak zaproponował jej wyjazd. Spakowała się więc bez protestów i wyjechała . Od roku nie spotykała się z nikim. Uczucie do Bartka pozostało wspomnieniem. Jedna osoba nie dawała jej tylko spokoju.
 Od pewnego  czasu regularnie śniło się jej to miejsce ,biurowiec , szary sportowy samochód oraz płonące auto i krew. Budziła się wtedy z krzykiem.



Przestań człowieku mnie prześladować. To prawda od razu coś poczułam ,ale...to Bartek był   moim całym światem. Wszystkim. Pierwszą miłością , słodką udręką , snem ,marzeniem ,  Koniec. Bartek to zdrajca i oszust ,a ten drugi nie pokocha przenigdy Brzyduli. Nie żaden Marek , nie on. Kurde blaszka...on ...brunet, bogaty o hipnotyzującym spojrzeniu...- nagle usłyszane niegdyś słowa u wróżki ułożyły się w logiczną całość. - Że ja prędzej na to nie wpadłam. Marek niby mnie przeznaczony? Absurd. Ja nie dam się już zranić. Od tej pory nie wierzę w miłość  ,a  Marka nigdy nie spotkam. 
Zamyśliła się wolno przechodząc przez jezdnie. Samochód wyjeżdżający z zza krętu zaczął ostro hamować. Ujrzała blask reflektorów stając na środku  drogi jak sparaliżowana. Otworzyła szeroko przerażone oczy godząc się z losem. Jeśli ma zginąć niech tak się stanie. Bez niego nic się miało sensu.
Z taksówki wysiadł wysoki mężczyzna z zaciętym wyrazem twarzy.
- Co pani do cholery wyprawia? Włazi na środek ulicy niemal nie powodując wypadku- jego ciemne oczy lśniły złowrogo. Cofnęła się ,skuliła w sobie i zeszła z jezdni. 
Brunet zacisnął dłoń w pięść i wsiadł do taksówki poprawiając szal i zwracając się do taksówkarza ,żeby szybko odjechał. Ten o ,coś pytał ,ale nie usłyszał od Aleksa odpowiedzi. Poczuła niepokój,bo ktoś stał za jej plecami. Bała się wykonać jakikolwiek ruch. Mógłby być groźnym przestępcą.  Nie widziała jak  dwóch mężczyzn ,którzy kłócili się przy ulicy i jeden z nich wsiadł do taksówki ,a drugi pozostał na chodniku obserwując mające minutę później zdarzenie.
  Znieruchomiała prawie nie oddychając. Złapał ją za ramię i odwrócił ku sobie.


- Ula?- wbił w nią zaciekawione spojrzenie.- Co ty tu robisz na tym mrozie? Czemu  omal weszłaś pod koła taksówki?Wiesz jak mnie przestraszyłaś? Nic ci nie jest? Boże ,ty cała drżysz...- ni to stwierdził ,ni zapytał. 
                           ______________

wtorek, 12 grudnia 2017

,,Ocal moje serce'' 21 Finał.



W wielkim pośpiechu ubrał ochronne ubranie ,żeby być przy rodzącej żonie. Wieźli ją na porodówkę. Zatrzymał przed drzwiami z zawahaniem. Wziął głęboki wdech. Nie zostawi jej samej ,nie w chwili ,gdy potrzebne jest jej wsparcie i jego obecność. Odczuwał strach. Nienawidził szpitali ani krwi. W studiu tatuażu pokonał lęk więc i teraz nie opuści jej w najważniejszym dla nich momencie życia. Chciał ujrzeć kruszynki tuż po narodzinach. Usłyszeć pierwszy krzyk , poczuć w pełni ,iż został ojcem ślicznych córeczek.
- Jesteś- szepnęła zduszonym głosem ściskając jego silną dłoń.
- Wszystko będzie dobrze… jestem tu z tobą- odszepnął zanim jej twarz ponownie wykrzywiła się w grymasie.
- Aaaa… jeśli…- znów się skrzywiła.- Zaopiekuj się nimi jeśli ja…- nie dokończyła wydając z siebie krzyk. Zagryzała zęby ,a z czoła leciał pot. Marek otarł jej mokre czoło przemawiając do niej czule. Widząc jej mękę modlił się  w myślach ,aby wreszcie poród się zakończył.
- Skarbie dasz radę – powtarzał ,gdy traciła siły.- Jeszcze troszkę i córeczki będą z nami.
Słowa męża podziałały na nią motywująco ,bo po niecałych dziesięciu minutach usłyszeli krzyk pierwszego dziecka.   
- Mają państwo zdrową dziewczynkę- usłyszeli świeżo upieczeni rodzice na ich twarzach rozlał się szczęśliwy uśmiech. Ula oddychała ciężko wykończona i marząca jedynie by wziąć wreszcie na ręce swoją kruszynkę.  
Wykończona Ula nie miała siły przeć ,obraz jej się zamazywał ,a skurcze odbierały wdech. Instruowana przez położną parła dalej robiąc przerwę na oddech. Trwało to strasznie długo. Opadła na poduszki wypruta całkowicie bez sił.
Mężczyzna nie odstępował jej łóżka na moment odwracając się tylko spoglądając na maleństwo w ramionach lekarki.
Po niecałym kwadransie druga malutka zaalarmowała swoją obecność donośnym krzykiem. Od razu wiedzieli ,że ma mocne płucka.
Ucałował usta żony wzruszony z szerokim szczęśliwym uśmiechem.  Młodzi Dobrzańscy wiedzieli ,że córki mają zdrowe płuca i bardzo ucieszył ich fakt ,iż nie urodziły się z żadną wadą lub niewydolnością oddechową. Marek ani Ula nie mogli uwierzyć  w ten cudny obrazek. Dziewczynki zostały ułożone na piersi Uli.
- Śliczne , cudowne dziękuję ci za nie. Kocham cię i te kruszynki spojrzał na maleństwa leżące na jej brzuchu.
- Ja ciebie też- zaszkliły się jej oczy.- Nasze piękne słoneczka- wzruszenie odbierało jej głos.- Kocham cię i dziewczynki.
Lekarz wygonił Marka z sali wyjaśniając ,że muszą jego żonę oczyścić i zawieźć na salę poporodową gdzie będzie mógł później do niej zajrzeć.

                                  ****
- Puk ,puk można- zapytała Violetta z czerwoną papierową torebką.
- Jasne, wejdź- rzekła Ula poprawiając się na łóżku i zerkając  w bok na kruszynki.
- Jejku, są takie maleńkie. Basieńka była trochę większa.
- Bliźniaki zawsze są mniejsze- Dobrzański znienacka przerwał milczenie. – I ciszej bądź ,bo dzieci śpią- upomniał ją.
- Przyszłam w iście pokojowych stosunkach ,nie wkurzaj się tak. W końcu mam większe doświadczenie niż ty.
Ta uwaga zabolała Marka. Faktycznie o noworodkach posiadał niewielką wiedzę.
Będę musiał nauczyć się w praktyce – pomyślał.
Zakładanie tak małych rozmiarów pieluch przerosło go. Lekarka mu pokazywała ,bo Ula była zbyt słaba ,żeby wstawać i nie chciał jej forsować po trudnym porodzie. Madzia i Michasia były jak dwie krople wody. Czarne czuprynki, błękitne oczka i dołeczki. Obie je po nim odziedziczyły dostrzegł to ,gdy płakały i wykrzywiały malutkie różowe usteczka.
Ula obserwowała męża z jaką delikatnością obchodzi się z ich dzieciaczkami. Sporo do nich mówił, bez przerwy na nie spoglądał, dotykał ich drobniutkich rączek.
- Viola – zaczęła Ula.- On jest przewrażliwiony na ich punkcie. Nie oswoił się jeszcze ,że są maleńkie i jest ich tatą. Szczerze ja też mam z tym problem. Ciągle pytam się Marka ,lekarki czy kogoś odwiedzającego czy oddychają i nie sinieją im przypadkiem rączki ,nóżki czy buzia.
- Nieprawda , wcale nie jestem przewrażliwiony- zaprzeczył gwałtownie.- Po prostu się boję i martwię. To chyba normalne w przypadku osób ,które są ci najdroższe? Ulka- ujął jej dłoń splatając jej palce ze swoimi.- Kocham was i nie umiałbym bez was żyć- musnął czule jej wargi.
Violetta chrząknęła przypominając o swojej obecności. W końcu wyjęła z torebeczki kilka par różowych śpioszków i dwa małe misie.
W sali znajdował się spory zestaw pluszaków ,ubranek, i kolorowych baloników.
- Odpoczywaj ,kochana. Pogadamy ,kiedy indziej ,a ty Marek dbaj o nią i maluszki- pożegnała się.
Nazajutrz przyszli rodzice Marka z czekoladkami dla synowej i drobiazgami dla wnuczek. Ula tuliła do siebie Michasię ,a Madzia słodko spała w ramionach Marka ,który chodził z nią po pomieszczeniu.
- Nie przeszkadzamy?- spytała szeptem Helena.- Jak się czujesz? Dzieci zdrowe?
- Zdrowe, dostały po dziesięć punktów to silne dziewczyny- powiedział z rozpierającą go dumą Marek.- I strasznie podobne do mnie ,ale po Ulce mają piękne oczy.
Helena w milczeniu chłonęła ten uroczy obrazek.  Jedna dziewczynka poruszyła się ,zamlaskała nie otwierając oczek.
Do rozmowy włączył się Krzysztof  zachwycony małymi wnuczkami jak jego żona. Kazali Uli odpoczywać i udzielali rad młodym rodzicom. Beatka przyszła z ojcem powtarzając ciągle ,że przypominają śpiące laleczki ,gdy leżały ubrane  w śpioszki we wzorki i malutkie czapeczki. 

                         *****
 Ula po dojściu do siebie z nutą żalu pomyślała o weselu ,które ją ominęło ,ustrojonej sali ,gościach i atrakcjach zorganizowanych przez teściów oraz męża. Marek obiecał jej pokaz fajerwerków po północy przed salą restauracyjną. Zespół muzyczny , catering wszystko było opłacone ,a ona nawet tego nie zobaczyła lądując na porodówce tuż po złożonych życzeniach gości od weselników i przysiędze małżeńskiej. Niemniej jednak powitanie na świecie dzieci było jedną z najwspanialszych dla niej i Marka chwil i wspaniałym prezentem ślubnym. Ze strony teściów , ojca ,przyjaciół oraz Marka miała wielkie wsparcie.
Od porodu minęły równe  trzy miesiące. Najcięższe w życiu młodych rodziców. Oboje bali się ,iż zrobią coś nie tak. Zmęczeni wstawali w nocy ,a Marek w pracy był ledwie przytomny. W końcu wziął wolne ,a w firmie zastępował go ojciec. Rękę na pulsie trzymał także Sebastian ,a Violetta wpadała do nich z Basią.
,,Kochane aniołki, nasze córeczki ,naprawdę nasze ‘’- powtarzał przejęty Dobrzański jakby  w dalszym ciągu nie dowierzał.
,,Zapewniam cię ,że nasze. Nie widzisz podobieństwa?- mówiła na wpół rozbawiona przejeżdżając leciutko jednej z  dziewczynek po policzku. Ta śmiała się ,a na jej policzkach ukazywały się dołeczki.
Ula nazywała je słoneczkami ,bo były dla niej jak promyk słońca po burzy i nadzieją na lepszą przyszłość po niezbyt przyjemnej niewartej wspomnień przeszłości. W końcu poczuła ,że oddycha pełną piersią po zmianie nazwiska. Tamto przypominało jej o popełnionym błędzie.

                             ****
Otuliła się ciemnym pledem czytając książkę o romantycznej miłości. Oczy śledziły tekst ,ale myśli biegły zdecydowanie w inną stronę. Niepokoił ją wybuch Aleksa. Nie oczekiwała od niego niemożliwego, wspaniałych niespodzianek, śniadań do łóżka , drogich prezentów ani wielce romantycznych gestów ,choć skrycie marzyła ,żeby jej mąż od czasu ,do czasu zdobędzie się na bardziej czułe gesty , zaskoczy ją. Żeby zabrał do restauracji na kolację,kupił na urodziny kwiaty czy zabrał w fajne miejsce. Poruszony przez nią temat dziecka wystraszył go na tyle ,że wyniósł się z ich sypialni sypiając na kanapie. Trzy długie miesiące sypiała sama w wielkim małżeńskim łożu i wylewała gorzkie łzy pragnąc naprawić ich relację i sprawić ,aby wrócił nie do sypialni ,ale przede wszystkim do niej. Kochała go. Niezmiennie od kilku lat. Nie zapomniała gwałtownej pieszczoty jego ust, namiętności ,której dali nieraz się porwać ,listów słanych do siebie , samotnych dni bez niego. Nocy upływających na myśleniu czy ułożył sobie życie? Czy jej powrót by coś zmienił? Pytania namnażały się w jej głowie z zabójczą prędkością. Julka poprawiła zsuwający się pled, odrywając na chwilę wzrok od treści książki.
- Julka… Julia- poprawił się szybko opierając się o framugę drzwi. Podskoczyła przerażona przykładając dłoń do serca. – Aleks…
- Co czytasz romantyczna Julio?- usłyszała pogardę w jego głosie.- Nie jestem pieprzonym romantykiem przynoszący kwiatki, czekoladki i inne bzdety.
- Odrobina romantyczności nie jest zła- próbowała łagodnie obawiając się wybuchu złości z jego strony. – Kocham cię i nie zgodzę się na rozwód. Będę walczyć o naszą miłość- poderwała się z kanapy stając z nim w twarzą w twarz. Omiótł jej sylwetkę i zatrzymał na lśniących oczach.
- Julia przepraszam. Jestem zimnym sukinsynem i nic tego nie zmieni ,ale wiedz jedno. Nie pozwolę ci odejść. Zachowałem wszystkie twoje listy. Nie miałem siły ich wyrzucić. Nie umiałem ułożyć sobie z kimś innym życia ,bo… nienawidziłem Marka za to ,co zrobił. Pragnąłem was  znienawidzić i zniszczyć oboje,chociaż nie do końca się udało ,bo gdybym zniszczył  ciebie ,zniszczyłbym siebie. Ty byłaś i jesteś dla mnie ważna. Wybaczyłem wam i nie chcę do tego wracać. Z Markiem przyjaciółmi nie będziemy ,ale zemsta nic nie da. On sam wiele zrozumiał i doświadczył.  Kocham cię- wyszeptał w jej blond włosy.
- Ja też cię kocham- odpowiedziała czując silnie oplatające ją ramiona. – A z dziećmi poczekam ,aż będziesz gotowy.
- Może nie czekajmy?- zagadnął.- Widziałem dzieci Marka i Uli. Marek podał mi dziewczynkę w pierwszej chwili spanikowałem i prawie ją upuściłem ,ale po tamtej wizycie zacząłem dużo o tym myśleć.
Przyciągnął ją do siebie ,kładąc jedną dłoń na karku z gwałtownością całując jej wargi. Pogrążenie w szaleństwie skierowali się w stronę miękkiego dywanu przy kominku.

                                                 *****
Sześć  lat później…

Woda przyjemnie chłodziła stopy w trzydziestostopniowym upale. Kobieta kroczyła piaszczystą plażą w blasku gdańskiego słońca przytulona do ramienia męża. Niezmiennie zakochana w nim bez pamięci, nie uznająca innych mężczyzn za  wyjątkowo atrakcyjnych. Dla niej liczył się jeden facet. Marek Dobrzański. Kochający ,czuły i zapracowany mąż oraz cudowny ojciec ich  dwóch córeczek. Byli zgodnym małżeństwem, prawie nigdy się nie kłócili ,a sprzeczki zdarzały się im wyjątkowo rzadko. Dużo ze sobą rozmawiali, spędzali czas ,a córki wyrosły na piękne dziewczynki  grzeczne kochające i szanujące swoich rodziców.Wszyscy je rozpieszczali. Szczególnie dziadkowie.
 Spotkanie tuż przed biurowcem odmieniło jej życie na zawsze. Pokonali mnóstwo przeszkód ,by zaznać szczęścia.
- Madzia nie ciągnij tak siostry!- krzyknęła Ula próbując przekrzyczeć hałasujące nad ich głowami mewy.
Biegnący pies zatrzymał się podnosząc rzucony przez Marka patyk. Popatrzył na właściciela i otrzepał się ochlapując ich wodą.
- Reks!- krzyknęła Ula przywołując psa do porządku.- Chodź tutaj. Reks!
Dobrzański podniósł patyk i zamachnął się rzucając. Dziewczynki roześmiane nie chciały wracać. Uwielbiały gorący piasek i kąpiele w ciepłym  morzu. Trzy lata temu Marek i Ula udali się w podróż  bez dzieci do Dalmacji znajdującej się w południowej Chorwacji. Zwiedzali ,cieszyli się sobą i robili mnóstwo zdjęć. Album wypełniony był ich różnymi fotografiami z różnych okresów ich życia.
Marek objął ramionami żonę i złożył na jej wargach namiętny pocałunek. Madzia z Michasią pogładziły długą sierść psiaka mówiąc coś do niego.
- Ocaliłeś moje serce ,uchroniłeś przed samotnością i sprawiłeś ,że nie zamieniłabym mojego życia na nic. Kocham cię , Marek. Zawsze będę.
- Ja też cię kocham i nigdy nie przestanę. Obiecuję. Jesteście dla mnie najważniejsi- zapewnił gorliwie i pocałował jej czoło.
- Tato! Wracamy?- zapytały jednocześnie. – Mamusiu , Reks zniszczył moją sukienkę.
- Moją też- poskarżyła druga. – Najlepszą sukienkę- posmutniała.- Jest brudna i poszarpana. Nie mogę tak pokazać się ludziom.
Oboje zaśmiali się na tą uwagę. 
- Kupimy nową niedaleko widziałem taki sklep z kapeluszami, letnimi strojami i okularami przeciwsłonecznymi.
Pies biegł przed nimi rozbryzgując mokry piasek. 
- O nie nie mieliśmy iść na pizzę?- spytała Michalina.- Tatusiu, obiecałeś.
- Michalina ma rację- poparła siostrę.- I lody. Góra lodów.
- Góra?- zaśmiała się Ula.- Nie możecie tyle jeść,bo rozbolą was brzuszki.
- Wiemy nie jesteśmy takie małe- rzekła z wyższością Magda.
- Dla nas zawsze pozostaniecie kochanymi słoneczkami- powiedziała Dobrzańska.
Marek  złapał Michasię za rękę ,a Ula Madzie i udali się do pobliskiej budki z jedzeniem. 

              KONIEC!