Strona Główna

niedziela, 27 maja 2018

,, Zapisane w gwiazdach'' Short story 8/8 Finał.



Kinowa sala wypełniła się błogą ciszą wraz z gasnącymi światłami. Umilkły szepty, ustało szeleszczenie opakowaniem po jedzeniu. Ludzie skupili się na filmie wyświetlanym na wielkim ekranie. Z wielkim zaangażowaniem śledzili losy wymyślonych bohaterów. Na tyłach ktoś obrzucał się popcornem uniemożliwiając innym oglądanie. Mężczyzna w ciemnej kamizelce dyskretnie zwrócił im uwagę. Ula ułożyła głowę na ramieniu Dobrzańskiego. Ogarnęła ją niespodziewanie senność. Marek oderwał wzrok od filmu dotykając czule jej skroni i zakładając kosmyk za ucho.
Moja słodka królewna.
Ula posapywała cichutko uśmiechając się przez sen. Przebudziła wraz z włączeniem świateł i podnoszeniem się ludzi z foteli.
- Zasnęłam? Bardzo cię przepraszam- posłała mu przepraszające spojrzenie.
- Film  niskich lotów. Nie masz czym się przejmować i żałować ,że nie dotrwałaś do zakończenia. Spodziewałem się czegoś lepszego po trzech recenzjach
- Nie warto polegać na opinii innych. Jak widać okazać się może zawodna- podsumowana.- Gdybyś nie czytał nie rozczarowałbyś się- dodała.
- Historia miała wywołać emocje ,a wywołała niesmak- kontynuowała.- Nie ,żebym przepadała za ckliwymi historyjkami- broniła się.
 -Jasne. Przypomnieć ci kto wybierał film?- popatrzył na nią z ukosa.
- To bez znaczenia- rzuciła lekceważąco.- Chodźmy coś przekąsić . Strasznie zgłodniałam i tym razem zdam się na twój gust kochanie.
Uśmiechnął się nieznacznie.
Zjechali po ruchomych schodach dyskutując o planach na najbliższy weekend. W piątek Marek podpisywał intratny kontrakt z Francuską siecią butików. Znalazł świetnego tłumaczkę. Ula nie dawała po sobie poznać ,lecz była zazdrosna. Kobieta o figurze( z początków kariery) Kate Moss brytyjskiej modelki. Marek nie gustował w wieszakach i nic poza Ulą się nie liczyło. Zależało mu na dwóch kobietach, które kochał. Uli i córeczce Zuzi.
- Chińszczyzna, kuchnia Włoska ,Francuska?-  zapytał zatrzymując się pośrodku centrum handlowego złotych tarasów. – Zaszalejmy – stwierdził.
- Chińszczyzna- odparła z przekonaniem.- Weźmy na wynos. Pospacerujemy po starówce? Skorzystajmy ,że Zuzią zajmuje się Ala z moim tatą- spojrzała na nieprzekonanego Marka. Ludzie czasem zerknęli w ich stronę . Dobrzański położył jej ręce na ramionach i namiętnie pocałował. Pocałunek wywołał przyjemne ciepło rozpływające się po ciele.

                        ****

Marek wniósł ciężkie pudła do mieszkania ustawiając je przy krętych schodach prowadzących na górę do sypialni i dziecięcego pokoiku. Odsapnął chwilę i wrócił po następne pudła ,w których były szklane naczynia. Część rzeczy Uli przywieźli dwa dni temu . Po rozpakowaniu walizki kobieta poukładała ubrania na przygotowanych przez Marka półkach w szafie w sypialni uśmiechając się do niego z wdzięcznością ,że pomyślał o wszystkim uwzględniając w to wolne miejsce w łazience na jej kosmetyki i garderobę całą do jej dyspozycji. Oprowadził ją po mieszkaniu podczas snu Zuzi w dziecięcym pokoiku. Dodatki wybierali przyjaciele ,a ubranka i maskotki kupili dziadkowie szczęśliwi dowiadując się o wnuczce. Krzysztof podszedł do tego z sceptycznie. Przełknął fakt ,iż został dziadkiem ,ale miał żal o tak późne poinformowanie go o tym. Helena zaś szybko oswoiła się z nową sytuacją i rozpoczęła maraton po sklepach w celu znalezienia akcesoria dla niemowląt. Dobrzański zaprosił rodziców na niedzielną kolację. Nie napomknął jeszcze o tym ukochanej licząc ,że się ucieszy i nie będzie się nadmiernie stresować wizytą przyszłych teściów. W planach miał pojąć ją za żonę. Zdając sobie sprawę jakim skarbem i szczęściem mieć ją blisko siebie i z dumą mógł patrzeć na córeczkę poznającą świat.  Wizje Marka wybiegały daleko w przyszłość. Marzył o wspólnych spacerach po plaży, wyjazdach w ustronne miejsca, o podróży w tropiki z małżonką ,gdy dzieci podrosną i się nieco usamodzielnią. Nie zamierzał poprzestać na jednym. Sam był jedynakiem i żałował ,że nie ma brata z którą mógłby dzielić na przykład pasje do motoryzacji lub młodszej siostry ,której robiłby psikusy i miałby przed kim uchodzić za dojrzalszego ,mądrzejszego ,co niekoniecznie oznaczałaby ,że jest taki w istocie.
 Nowoczesny styl , luksusowe przestronne wnętrze  mimo  surowego stanu robiło na kobiecie imponujące wrażenie. Nie przywykła do bogactwa i w tak ogromnym domu czuła się trochę zagubiona. Skrycie wierząc jednak ,że w krótkim czasie przywyknie do wygody i poczuje się tu jak w rodzinnym domu. Rano dokupili kilka drobiazgów oraz tapety ponieważ Uli nie przypadł do gustu kolor ećri w sypialni. Zasugerowała Markowi położenie tapety. Namawiał ją na zwykłe przemalowanie ściany. Po zastanowieniu przystał na jej propozycję. Przekonały go zdjęcia w Internecie . Zadecydowała o kolorze i wyborze nie dając Markowi wyboru.
W rogu postawił doniczkę z hibiskusem tuż przy oknie. Szare firanki zastąpiły białe wijące się do lakierowanej jasnej podłogi. W sypialni znajdowały się drugie drzwi prowadzące do garderoby. Naprzeciwko pomieszczenia był pokoik Zuzanny.  Kobieta po cichutku wślizgnęła się do pokoju przeczesując ręką malutkiej ciemne włoski , pochylając się nad nią szepcząc pieszczotliwie i poprawiając zasłonkę.
- Jutro pojedziemy po resztę twoich rzeczy- oznajmił Dobrzański przystając zza plecami ukochanej. Położył dłonie na jej ramiona zanurzając nos w jej pachnących włosach. Przytulił się do jej pleców spoglądając na śpiące niemowlę.
- Nie ma pośpiechu. Zabiorę je w sobotę. Obiecaliśmy wpaść do Rysiowa i wstąpić na cmentarz  na groby dziadków. Przed Wielkanocą nie wyrobiliśmy się. Babcia kochała jaskry. Dziadek zrywał je dla niej mówiąc ,że jest jego słońcem. ,, Słoneczko’’ tak ją nazywał ,gdy zostawali sami. Mama opowiadała mi tą historię wielokrotnie. W piwnicy musiał zapodziać się album z fotografiami babcia Antoniny i wujka Franciszka. Zdjęcia mamy ze ślubu ,moich chrzcin ,pierwszej komunii ma tata. Po jej śmierci zamknął się w sobie, on nadal za nią tęskni.
- Opowiadałaś mi o  mamie. Żałuję ,że nie jej nie poznałem. Mieć taką teściową to prawdziwy skarb. Ty jesteś moim skarbem- zakończył Obejmując ją swymi ramionami. W nich czuła się jak w schronie. Były jej azylem.
- Traktowałam cię z rezerwą. Nie zawiadomiłam o narodzinach córeczki starannie ukrywając ten fakt. Kryłam się z uczuciami , chowałam głowę w piasek. Nie zauważałam u ciebie zmiany.
- Nie wypominajmy sobie przeszłości. Wyznanie uczuć do najprostszych nie należy. Nie raz już próbowałem…- otoczył ja ramionami wbijając wzrok w jej błyszczące  niebieskie tęczówki. W powietrzu unosiły się niewypowiedziane słowa. Nie potrafiła ująć w słowa tego ,co czuła w danej chwili. Serce biło o wiele szybciej niż zwykle.
Zetknięcie ich warg trwałoby dłużej gdyby nie płacz dziecka dobiegającego z dziecięcego pokoiku. Bez słów ustalili ,że to on pójdzie do Zuzi.
Pierwszy raz przekraczając próg domu nie wiedziała czego się spodziewać. Niespodzianka okazała się być urządzonym pokoikiem dla małej i romantyczną kolacją przygotowaną przez Dobrzańskiego. Oczarowana nakrytym stołem, sałatką i pieczenią zasiadła do kolacji. Niestety jedzenie trochę wystygło.
- Wyśmienite gdzie nauczyłeś się tak gotować ?
- Z książek kucharskich. Cieszę ,że ci smakuję. Wiesz ,że dziś jest nasza rocznica?
- Rocznica….?
- Pierwszego spotkania.
- Marek ty pamiętasz takie rzeczy?- z szerokim uśmiechem i niedowierzaniem przeniosła na niego spojrzenie błękitnych oczu.
- Tak, moje najpiękniejsze szczęście- ucałował jej dłoń.- Wcinaj ,bo znów wystygnie.
- Marek chcesz mnie utuczyć?- uśmiechnęła się  zniżając głos do szeptu. Kokietowała go i uwodziła  pięknym spojrzeniem. Zamiast jeść spoglądał na nią.
Po kolacji zaśmiewali się z filmu oglądanego na kanapie. Przytuliła się do niego w pewnym momencie odpinając guziki od koszuli. Usadowił ją sobie na kolanach wyłączając telewizor ,a dalsza część wieczoru upłynęła im równie przyjemnie zaczynająca się w salonie przed telewizorem ,a kończąca się w sypialni.  
Czuły, troskliwy, rodzinny i zaangażowany w pracę taki właśnie był Marek Dobrzański. Ula postrzegała go inaczej ,ale z czasem uświadomiła sobie, że bez niego czekałyby ją szare dni pozbawione sensu i wieczną tęsknotą. Z bawidamka zmienił się w porządnego faceta umiejącego zadbać o rodzinę.

                       ****


Pokaz jesiennej kolekcji przyczynił się do zniknięcia w zastraszającym tempie nowych ubrań. W magazynach ,co prawda zalegały jeszcze rzeczy ze strach kolekcji Pshemko ,ale po głowie Uli chodziło kilka pomysłów. Podzieliła nimi z Markiem. Córeczka Dobrzańskich była częstym gościem w firmie. Projektant chętnie tworzył  dziecięce ubrania ,które trafiały do butików także poza Warszawą. Ula stroiła małą zachwycona kreacjami otrzymanymi od mistrza.
Ukoronowaniem pokazu był występ taneczno- muzyczny młodych artystek ze szkoły tańca. Krzysztof z Heleną poparli ten pomysł. Szczerze byli zachwyceni utalentowaną młodzieżą ,a dla Pshemko stali się źródłem nowej inspiracji. Marek na koniec podziękował wszystkim za przybycie ,a Ula dostała ogromny bukiet kwiatów. Ze wzruszeniem dziękowała za przybycie na pokaz , za wysiłek włożony w jego przygotowanie , za występ ,a także osobie odpowiedzialnej za dodatki i pozostałym zaangażowanych przy widowisku.
Dziadkowie wzięli małą do siebie ,a Marek po bankiecie na którym nie tknął alkoholu czekał na nią przy aucie. Podeszła niepewnym krokiem z zaciekawionym wyrazem twarzy.
- W palmiarni czeka niespodzianka – oznajmił przerywając ciszę.
Poczuła pokusę wypytania go o szczegóły. Jego twarz wydawała się być poważna i surowa. W samochodzie patrzyła uważnie przed siebie rozmyślając nad powodem dziwnego i tajemniczego zachowania Marka.
Po kilkunastu minutach bez korków dojechali na miejsce. Nieoświetlone więc trudno było jej stwierdzić gdzie się znajdują. Ostrożnie wysiadła ,a on otoczył ją czule ramieniem i poprowadził do oświetlonego budynku. W środku znajdowała się jedna osoba w ciemnej marynarce z przygładzonymi brązowymi włosami. Wszędzie znajdowały się zapalone świeczki. Mężczyzna odszedł na bok z Markiem. Porozmawiali chwilkę po czym szatyn się ulotnił ,a Marek wyjął z zarośli kwiaty i klęknął.

- Jesteś mą nadzieją na lepsze jutro, tęczą po burzy, słońcem. Nie umiem cytować znanych ludzi ,ani układać wierszy ,ale wiedz że zawsze będę cię kochał i nie zmieni tego upływ czasu zazwyczaj nie działający na naszą korzyść to nic się nie zmieni. 
- W moim sercu też zawsze będziesz ty i nigdy nie przestanę cię kochać. 
 Jesteś mym słońcem rozjaśniającym ,każdy dzień, deszczem przynoszącym orzeźwienie. głupotą byłoby zrezygnować z szansy jaką daję los na słodkie życie. 
 Obierając zły kierunek  straciła czujność, pielęgnowała w sobie uczucie nienawiści do ojca swojego dziecka. Czas niepewności, zawieszenia minął i nastały spokojne dni. 
- Zostaniesz moją żoną?- Jego szare oczy spoczęły na jej twarzy oświetlonym blaskiem świec.
-  Pragnęłam być kochana i ty spełniłeś to marzenie. kocham cię do szaleństwa i nie wyobrażam sobie nic innego jak powiedzieć ,,tak’’.- wpadła w jego ramiona czując jak ze wzruszenia płyną jej łzy po policzkach. Scałował je i przywarł do jej warg. Odtąd śliczny pierścionek z małym oczkiem zdobył jej dłoń.

                                 ***
Wiatr przyjemnie owiewał ich twarze ,a księżyc zanurzał się w ciemnym toni Wisły. Leżeli na kocu wpatrując się w gwieździste niebo z nostalgią wracając do młodzieńczych lat od momentu poznania ,aż do stanięcia na ślubnym kobiercu. Zuzia skończyła dziewięć lat i marzyła o zostaniu pianistką. Rodzice próbowali jej wybić ten pomysł z głowy. Marek zawoził ją na lekcje baletu, gry na pianinie, gitarze i basen. Mała była strasznie ambitna i uparta. Dziadkowie namawiali młodych na drugie dziecko ,ale najpierw oboje skupili się na rozwoju osobistym i karierze ,a później nie mieli szczęścia. Ale któregoś dnia Ula oznajmiła Markowi radosną nowinę. 
- Jestem w ciąży- oznajmiła ,a Marek z radości podniósł ją i zakręcił ,a następnie przycisnął usta do jej słodkich warg.
 Byliśmy sobie pisani. Tak miało być. 
Dziewczynka usłyszawszy o rodzeństwie przyjęła bez emocji.Powiedzieli jej dopiero ,gdy minął pierwszy trymestr. Wcześniej ukrywali ten fakt mimo ,że łatwo nie było. Ulę dręczyły mdłości ,ale znalazła się też w grupie szczęśliwców,którym nie dokuczają straszne wymioty czy bóle głowy oraz inne objawy. Ula odczuwała jedynie zmęczenie i lekkie mdłości. Po rozmowie z mamą przytuliła ją i ucieszyła się,że będzie miała siostrę albo brata. 
- Kocham cię mamo- wyszeptała wtulając się w nią.- Ale nie będę musiała dzielić z nim albo nią pokoju?- zapytała z obawą.
- Oczywiście ,że nie skarbie. Twoja siostrzyczka albo braciszek będzie mieć swój pokoik ,choć na początku pewnie będzie spał lub spała w naszej sypialni.
- To dobrze- westchnęła z ulgą.
- Kochanie, już jestem!- krzyknął Dobrzański wchodząc do mieszkania.
Zuza uściskała tatę wracającego z Krakowskich targów mody , a Ula ucałowała męża. Strasznie się za nim stęskniła podczas jego nieobecności ,gdy był na targach i przez większość czasu miał wyłączony telefon. Bardzo ucieszyła się widok męża przywożącego jej z podróży piękną biżuterię ,a córce wymarzoną książkę i misia.

 KONIEC!

środa, 16 maja 2018

,, Prezent od losu'' Miniaturka

Przepraszam za dłuuugą przerwę i mam nadzieję ,iż ta mini się przypadnie komuś do gustu. Pozdrawiam 😊
Kwiaciarka wykazała się sporą życzliwością wobec kobiety zamawiającej na ostatnią chwilę bukiet ślubny. Zestresowana przyszła panna młoda  zadzwoniła do matki przyjaciela pytając o postępy w przygotowaniu menu na wesele. Nie planowała hucznej imprezy liczącej sto czy dwieście osób ,a kameralne przyjęcie  w ogrodzie. Pogoda sprzyjała zabawie na dworze , w razie nagłej jej zmiany mogli przenieść się do sporego salonu. Po remoncie dom stał się przytulniejszy i piękniejszy. Wszędzie królowały ciepłe barwy jakie uwielbiał jej ojciec. Po ślubie miała przeprowadzić się do mieszkania męża w Warszawie.  Ojciec zmarł trzy lata temu na rozległy zawał. Bardzo przeżyła jego śmierć i trafiła do szpitala. Brat opuścił się w nauce i musiał poprawiać z dwóch przedmiotów ,a siostra płakała i straciła apetyt. Piotra Sosnowskiego  poznała  ,gdy wykryto u niej poważną  wadę serca. Błyskawicznie ukazał swe oblicze i skutecznie zniechęcił ją do siebie. Wkrótce poznała miłość swojego życia i czuła ,że to właściwy wybór.
 Codzienne czynności sprawiały jej trudność. Zdarzały jej wcześniej zasłabnięcia ,lecz zrzucała na karb zmęczenia. Nie podejrzewała ,iż ma chore serce. Zaniepokoiła się dopiero czując ból w klatce piersiowej i ciągłe zmęczenie. Schody stanowiły dla niej nie lada wyzwaniem.
 Piotr jawił się jako ideał. Pielęgniarki go chwaliły ,lecz Ula nie podzielała ich zdania. W stosunku do niego długo pozostawała nieufna. Bezpośredni , chamski typ na pierwszym spotkaniu  po jej wypisie ze szpitala wciskający wizytówkę z numerem. Musiała przychodzić na wizyty kontrolne.
 Wsunęła ją w kieszeń dżinsów z obojętną miną .
- Co z moimi wynikami?
- Nie powinna pani ciągnąć dziecka po szpitalach. Dlaczego nie zostawiła jej pani z   którymś z rodziców?
- Mówiłam panu. Ojciec zmarł trzy temu ,a mama podczas wydawania mojej siostry na świat- człowiek stojący w białym kitlu przed nią działał jej strasznie na nerwy. Zachowywał się jak niepełnosprawny umysłowo.  Ilekroć coś mu mówiła udawał ,że nie wie i brnął dalej zadając durne pytania na ,które nie miała najmniejszej ochoty odpowiadać. Liczyło się jej własne zdrowie ,a nie prowadzić bezsensowne dyskusje o jej historii rodzinnej czy jeszcze nie wiadomo o czym. Nie mogła się denerwować po tak poważnym zabiegu jakim jest przeszczep serca.
- Za rogiem podają wyśmienitą kawę  pani proponuję herbatę lub sok.  Akurat kończę dyżur…
- Nie pójdę z panem na kawę- przerwała  ostro Sosnowskiemu.- Nie rozumie pan ,że nie znaczy nie?
- Nic złego nie robię. Proponuje pani tylko kawę a nie iście do łóżka- zabrzmiało to złośliwie.- Z  pani podejściem to męża pani prędko nie znajdzie.
- Z pańskim charakterem żadna kobieta pana nie chce- odgryzła się.
- Wariatka- wysyczał przez zęby.
Kobietę oburzało jego impertynenckiego zachowanie.
Bezczelny typ – pomyślała rozeźlona.   
Wyminęła go nie zważając na zaciekawione spojrzenia personelu medycznego.
- Udało się pani porozmawiać z doktorem Sosnowskim?- spytał brunet unosząc wzrok na kobietę . Przysiadła się nie zauważając go. Czekała na  swoje wyniki. Beatka wystraszona nie odzywała się lustrując uważnie nieznajomego. Z powodu panującej w jej klasie ospy odwołali dzisiaj zajęcia i nie miała jej z kim zostawić. Markowi nie przeszkadzało wcale przyglądające się mu dziecko. Jan studiował architekturę. Marzył o zostaniu świetnym architektem. Wiązał z tym swoją przyszłość.
- Nie nazwałabym tego rozmową- mruknęła bardziej do siebie aniżeli do siedzącego w  jasnej koszuli  mężczyzny z nałożonym jedynie na ramiona zielonym płaszczem ochronnym. W jego  srebrnych oczach mignęło coś na kształt zrozumienia. Rozpoznała go. Firma Febo & Dobrzański przechodziła kryzys finansowy i zaciągnęli w banku kredyt. Pamiętała eleganckiego mężczyznę w szarym garniturze podobnego do młodego człowieka z którym aktualnie prowadziła konwersację. Nazwała to dziwnym zbiegiem okoliczności ,bo od skończeniu studiów pracowała w tymże banku. O Marku Dobrzańskim słyszała niewiele i to głównie z brukowców ,a w wyczytane z nich informacje nie wierzyła. Nie ufała plotkom zwłaszcza nie znając człowieka. W późniejszym czasie spotkała go na szpitalnym korytarzu nie od razu  uświadamiając sobie kim jest ów facet.
- Niech się pani nie martwi. Wyleczą ją. To dobry szpital- rzekł po minucie przerwy.
- Moja siostra nie jest chora- wyjaśniła.- Pan Sosnowski jest marnym kardiologiem  nie transpatologiem. Nie dokonał on przeszczepu i śmiem sądzić ,że nie uczestniczył przy zabiegu. Przepraszam bardzo ,a co pana to obchodzi.
- Słyszałem wyraźnie o przeszczepie serca- kontynuował niezrażony jej szorstkim tonem.- Moja dziewczyna  nie chorowała na serce ,ale miała problemy z nerkami. Czekała na przeszczep. Lista stale się wydłużała . Stan się jej pogarszał z każdą godziną- mówił z trudnością. Wziął głęboki oddech spoglądając na szpitalną podłogę. – Chciała żyć pełnią życia. Wybrała się z kimś na motocykl i zginęła. 
- Przykro mi- wyszeptała chcąc go dotknął ,ale uznała ,iż nie wypada. Nie znają się . Zrobiło się jej żal tego człowieka. Szczerze mu współczuła. Kilka lat wstecz straciła matkę ,a po niej ojca.
- Ulcia miała operację ,bo jej serduszko było zepsute tak jak taty- wypaliła dziewczynka.- Tatuś umarł ,ale ty Ulcia mnie nie zostawisz ?- zwróciła się do siostry.
Ta ucałowała jej jasne włoski.
- Oczywiście ,że nie skarbie- zapewniła Ula speszona nieco ,że Marek jej się przygląda.
- Dawno temu miała pani przeszczep? I wybaczy pani moje wścibstwo...
Zainteresowanie Marka nie budziło w niej niepokoju. Znalazła wreszcie kogoś komu może się wygadać bez ryzyka ,że będzie musiała widywać tą osobę codziennie. Nie wiedziała wtedy jak bardzo się myli. 
- Niedługo będzie rok. Wiem ,że dawcą była młoda kobieta ,którą potrącił samochód i zapadła w śpiączkę  po czym w niedługim czasie zmarła ,a rodzina podpisała dokumenty zgadzając się pobranie organów. Anastazja Bilecka.
Beatka nudziła się  machając nogami i mrucząc pod nosem słowa piosenki z zerówki.
- Mój ojciec leży w tamtej sali- ruchem głowy wskazał drzwi.
- Coś poważnego ?- zaciekawiła się odwracając się w jego stronę. – Przepraszam nie powinnam pytać. To osobiste- bąknęła próbując ukryć zmieszanie.
Brunet zmarszczył brwi przyglądając się jej wnikliwie. Nie wyróżniała się strojem ani makijażem. Jednak było w niej coś intrygującego. Mówiła spokojnym głosem , nie usiłowała zwrócić na siebie jego uwagi ,a większość kobiet ,które znał właśnie takie były. Na ich tle wyglądała blado ,ale to mu zupełnie nie przeszkadzało. Widział ją już kilka razy podczas wizyt w szpitalu u ojca. Okazja do rozmowy jakoś się nie nadarzała. Nie chciał wyjść na desperata lub natręta. Spodobała mu się ,ale obecnie nie był zainteresowany poszukiwaniem nowej miłości.

                                 ****
- Zawał. Ojciec od kilku lat ma poważne problemy z sercem. To moja wina ,że znalazł się w szpitalu. Ja się do tego przyczyniłem  obciążając go. Harował jak wół i jego serce nie wytrzymało ,a ja się obijałem zamiast mu pomóc. - poruszył się niespokojnie. – Mama pojechała przywieść mu parę najpotrzebniejszych rzeczy ,a ja  wciąż czekam na jakieś wieści o stanie jego zdrowia. Z tym lekarzem nie sposób się porozumieć.
- Dokładnie takie odniosłam wrażenie rozmawiając z nim o Beatce. Mojej siostrze- wyjaśniła ja dla ścisłości.
- Miło ,że pani się ze mną zgadza- uśmiechnął się prezentując dołeczki w policzkach.
Odwzajemniła uśmiech ,poważniejąc nagle.
- Ale ze mnie gapa- dotknęła ręką czoło.- Nie przestawiłam się i zanudzam pana swoim gadaniem.
- Wcale pani nie zanudza- nie zgodził się z nią. - Marek Dobrzański.
- Urszula Cieplak- przyciągnęła dłoń ,którą on z atencją ucałował. Zarumieniła się lekko. Przytrzymał jej dłoń dłużej niż to konieczne.
Dwa dni później natknęła się na Marka przy automacie do kawy. Rozpromieniła się na jego widok. On jej zawtórował. Szukała uporczywie drobnych ,aby kupić sobie batonika . Z odsieczą przyszedł jej Dobrzański ,który wrzucił pieniądz i podał jej batona.
- Dziękuję. Miło z pana strony- zaczęła nieco skrępowana.
Wrodzona nieśmiałość utrudniała jej nawiązywać kontakty z ludźmi. Zwłaszcza płcią przeciwną. Często się denerwowała i mówiła wtedy jak najęta. Wielu osobom się to nie spodobało i nie byli zainteresowani kontynuowaniem znajomości. Jej randki też często okazywały się porażką.
- Mów mi po imieniu. Marek.
- A mi Ula.
- Nikt nie nazywa cię Urszulą?- spytał z półuśmiechem upijając łyk kawy.
- W pracy owszem. Urszula brzmi tak oficjalnie. Dla przyjaciół jestem po prostu Ula lub Ulką , a młodszej siostry Ulcią.
- Zawsze tak dużo mówisz?- zainteresował się nie spuszczając z niej wzroku. Intrygowało go czy kolor jej oczu jest naturalny czy nosi soczewki ,bo nigdy nie spotkał się takim odcieniem niebieskich tęczówek. Wprost go urzekały i nie mógł oderwać od nich oczu. Podobały mu się również drobne piegi na nosie , jej brak makijażu nie licząc błyszczyka na ustach.
Wyniki badań nie wykazały niczego niepokojącego więc Ula nie zamartwiała się na zapas i skorzystała z zaproszenia Marka na ciastko w uroczej kawiarence całkiem niedaleko od szpitala. Rozmawiało im się wspaniale. Dwie godziny były dla nich zaledwie kwadransem. Opowiadał jej o Paulinie uchodząca za kobietę z klasą ,co nie pokrywało się w rzeczywistości. Ich związek przeżywał nieustannie kryzys. Największą wartością dla Pauli stanowiły pieniądze. Dowiadując się o zawale Krzysztofa zarzucała Markowi brak poświęcania jej czasu. Twierdziła ,że tylko jej zależy na tym związku ,a jemu nie. Nie angażował się w przygotowania ślubne. Wynajęła organizatorkę  chcąc mieć perfekcyjne przyjęcie weselne z setką ludzi. Marek nie podzielał jej zdania ,co doprowadzało do częstych awantur. Męczyło go to i uciekał od niej spędzając czas na upijaniu się w klubie.
W wypadach towarzyszył mu zawsze wieloletni przyjaciel. Nie podrywali  panienek jak w młodości.
Przy alkoholu lepiej im się rozmawiało. Marek żalił się przyjacielowi ,a ten proponował mu zostawienie  panny Febo. Nie przepadał za nią. Po swoich doświadczenia wiedział ,że nie warto tkwić w czymś ,co nie ma przyszłości. Jak jego małżeństwo z Karoliną. Dziewczyną poznaną na sylwestrze u znajomych ze studiów.
 Kawaler z odzysku. Ożenił się z pustą lalką ,która zdradziła go z jego kuzynem w ich łóżku. Wyrzucił ją z mieszkania nie zwlekając z złożeniem pozwu rozwodowego.  Rozwód z orzeczeniem o winie. Marek zrezygnował z klubu poznając Agnieszkę. Ładną brunetkę o łagodnych rysach twarzy. Pełną życia, optymizmu studiującą prawo. Wyglądała bardziej na artystkę  chodząc w kolorowych apaszkach, tunikach i mając  długie włosy do pasa. Czarne z brązowo- rudymi pasemkami. Kierunek studiów zupełnie do niej nie pasował. Właśnie kończyła będąc na ostatnim roku. Spontaniczna, wesoła z miejsca go oczarowała. Szybko zostali parą. Umarła  ,a on po jej śmierci zaczął znów zaglądać do klubu ,lecz na nowe znajomości nie miał ochoty. Zdążył poprosić ją o rękę wiążąc z nią plany na przyszłość. Minęły cztery lata odkąd umarła. Czasami ją wspominał.

                                                      ***

Lato dobiegało końca ustępując bardzo powoli jesieni. Marek spotykał się z Ulą od wielu tygodni ,lecz byli jedynie przyjaciółmi. Dobrzański wiedząc ,iż jest nieufna i trochę nieśmiała nie popędzał jej. Dzięki temu mógł lepiej ją poznać. Chętnie przystała  na spacer w pobliżu firmy F&D. Sosnowski rozpowiadał o niej nieprawdopodobne rzeczy. Straciła pracę w banku ,a znajomi z pracy się od niej odwrócili. Załamana zwierzyła się Markowi . Zasugerował jej ,że mogłaby podjąć pracę u niego w firmie. Co prawda miał asystentkę ,ale Aleks złożył rezygnacje i nie znalazł nikogo na jego miejsce. Dał ogłoszenie do prasy i Internetu ,ale jak dotąd zgłosiły się dwie osoby nie nadające się zbytnio na to stanowisko.
- Rozważę twoją propozycję i ci powiem- rzekła zajmując miejsce na ławeczce w otoczeniu zieleni.
- Trudno będzie ci znaleźć coś na szybko – stwierdził. – Wiesz jak jest na rynku pracy.
- Wiem- przytaknęła.- Mój przyjaciel nadal poszukuje czegoś dla siebie w swoim zawodzie.
- Maciej Szymczyk?- spytał przypominając sobie ich rozmowę sprzed dwóch tygodni.
- Tak. Pracuję w barze u Ryśka. Marna płaca ,ale co ma zrobić?- uśmiechnęła się kwaśno.
- Może mógłbym coś na to poradzić.
 Po drodze kupili po gałce lodów idąc w milczeniu słuchając w śpiew ptaków. Dookoła otaczały ich kwietniki i szumiące zielone drzewa przez ,które świeciło słońce. W obrębie paru metrów zaobserwowali całującą się  parę na kocu.
Uszli kawałek przystając przy stawku blisko siebie. Czuła wyraźnie jego perfumy. Jej myśli biegły w zaskakującym kierunku.
- W piątek wypadają moje urodziny. Byłoby miło ,gdybyś wpadła.
- Ty zapraszasz mnie na urodziny?
Przytaknął i odważył się dotknąć jej policzka.
- Zależy mi ,żebyś tam była- szepnął pocierając leciutko kciukiem jej miękką skórę. Zmrużyła oczy . Dotyk Marka był fantastycznym doznaniem. Zapragnęła więcej. Spojrzała na niego spod rzęs. Wplótł rękę w jej włosy wpijając się namiętnie w jej usta.
Rozpromieniła się odzyskując  oddech i jej spojrzenie zatrzymało się na jego roziskrzonych oczach z zachwytem wpatrujących się w nią.


                                         ***

- Cześć, kochanie- cmoknął narzeczoną w policzek i zerknął na porozkładane na stole zaproszenia ślubne.- Co robisz?
- Zastanawiam się nie zapomniałam o kimś. Wiesz głupio będzie jak się okażę ,że kogoś pominęłam. Niechcący ,ale jednak. 
- Nie, sprawdzałaś już kilka razy.
- Na wszelki wypadek sprawdzę jeszcze raz. Nie lubię wtop.
Marek roześmiał się.
- Niezła z ciebie organizatorka może ty minęłaś się z powołaniem ,co?
Jej brwi poszybowały ku górze.
- Jestem ekonomistką nie organizatorką ślubną. Chcę tylko mieć piękny ślub. Każda kobieta marzy...
- O sukni księżniczki i ślubie jak z bajki?- wtrącił Dobrzański nie tracąc dobrego nastroju i przyciągnął ją do siebie. Z zaskoczenia upuściła koperty.
- Kocham cię- powiedział gdzieś pomiędzy pocałunkami.- Ja ciebie też bardzo kocham- odparła odzyskując oddech. 
Przeszczep serca oferował jej nowe życie ,a szpital z którym łączyły ją wyłącznie złe wspomnienia stał się początkiem wielkiej miłości. Dostała prezent od losu w postaci długiego życia u boku fantastycznego faceta kochającego ją do szaleństwa. 

Wsunął na jej palec złoty krążek i ucałował usta świeżo poślubionej żony. Goście rozpromienieni życzyli im długich szczęśliwych dni rzucając płatkami róż. Uniosła lekko długą biała suknię i odwróciła się rzucając ślicznym bukietem. Złapała druhna i dyskretnie spojrzała na mężczyznę stojącego tuż obok. Pan młody podał Uli  dłoń pomagając wsiąść do bryczki  konnej i odjechali zostawiając za sobą spory tłum ludzi zgromadzonych pod kościołem. 
I ŻYLI DŁUGO I SZCZĘŚLIWIE.

KONIEC!

sobota, 21 kwietnia 2018

,,Spróbujmy jeszcze raz'' Short story 4/4 + epilog.



W poniedziałek stan małego nie uległ  poprawie pomimo podanego leku. Zwiększono dawkę i czekano na rezultat. Lekarz poinformował rodziców o problemach Mikołajka z przyjmowaniem pokarmów, utrzymującą się gorączką. Badania krwi  wykazały wysoką leukocytozę (wzrost liczby białych krwinek). Lekarz poprosił rodziców do gabinetu.
- Niestety nie mam dla państwa dobrych wieści- oznajmił lekarz.- Muszę zatrzymać państwa syna w klinice. Zrobiliśmy wstępne badania i czekamy na wyniki. Mały ma niską odporność. Proszę mi powiedzieć czy zdarzały się w czasie trwania choroby krwotoki z nosa , utraty przytomności , podwyższona temperatura?
- Ostatnio gorączkował ,ale byłam pewna ,że to zwykła infekcja. Przechodził takich wiele. Raz zdążyło się niewielki krwotok. Za to nigdy nie stracił przytomności ,aż do dnia dzisiejszego- wyjaśniła zwięźle. Marek śledził wzrokiem lekarza poprawiającego nieustannie okulary w drucianej oprawce. – Panie doktorze …
- Nie znamy bezpośredniej przyczyny pogorszenia stanu zdrowia dziecka- odparł doktor jakby czytając jej w myślach.
W oczach Dobrzańskich zamigotały łzy słuchając dalej lekarza. Ula ukryła twarz w dłoniach cicho szlochając. Marek położył jej rękę na plecach dodając otuchy ,a gdy zostali na moment sami w gabinecie ,aby podjąć decyzję o przeszczepie ,przytulił ją do swojego boku. Oparła na nim swój policzek czując bliskość drugiej osoby. Nie była sama z problemami. W Marku miała oparcie nie zdawała sobie nawet sprawy jak bardzo jej tego brakowało.
- Nasz synek wyzdrowieje. Znajdę specjalistów ,którzy go wyleczą. Jeszcze będzie biegał po ogrodzie za piłką. Zobaczysz wszystko się ułoży.
- Ułoży- powtórzyła głucho.- Nie wyobrażam sobie by miało być inaczej.
- Czy możemy go zobaczyć?- zapytał Marek pragnąc uzyskać twierdzącą odpowiedź.
Lekarz pokręcił głową.
- Chłopiec dostał lek przeciwgorączkowy i śpi. Jest bardzo osłabiony. Chciałbym porozmawiać z państwem o kosztach leczenia. Zanim znajdzie się dawca i proces jego poszukiwań mały musi zostać odpowiednio przygotowany do zabiegu- tłumaczył lekarz onkologii o dość nietypowym imieniu Horacy.- Uprzedzam ,że lek jest bardzo drogi.
- Cena nie gra roli jeśli chodzi o życie mojego syna- powiedział stanowczo Dobrzański.- Naszego- poprawił zerkając na siedzącą nieruchomo żonę.
Ula przejrzała go wiedząc ,że pomyślał o matce i fundacji. Dzięki niej mogli znaleźć środki na leczenie swojego synka. Marek zamierzał poruszyć niebo i ziemię ,żeby tylko uratować Mikołajka. 
-  Mikołajek leży na OIMiE. Ma podłączoną kroplówkę- mówiła przejętym głosem ,a jej niebieskie oczy zachodziły łzami.- Chciałabym oszczędzić mu cierpienia. Nie mogę patrzeć na te małe ciałko…
- Wiem, skarbie- składając pocałunek w czubek głowy żony.- Bez chemioterapii nie możemy liczyć na wyzdrowienie malca.
- A słyszałeś ,co lekarz mówił o leczeniu?
- Marek on już miał chemioterapię. Niby było w porządku ,a…
- Często to tylko złudzenie. Nic nie daje stuprocentowej pewności…, ale Mikołaj jest w dobrych rękach.
- Czy po zakończeniu chemioterapii brany będzie pod uwagę przeszczep?- dopytywał Marek chcąc uzyskać informację o dalszym leczeniu synka.
- Nie wykluczone ,że tak.

                   ***
Kobieta rozpłakała się widząc swojego synka leżącego w łóżeczku z podłączoną rurkę pod noskiem. Na małej rączce znajdowały się małe krostki i podłączona kroplówka. Przerażała ją jego kredowy kolor skóry. W przeciągu dwóch dni kilka razy krwawił z nosa i raz z ust. Nie mógł jeść, płakał z bólu i patrzył na nią wielkimi bezradnymi oczkami nie mając siły się podnieść. Drżały mu usta , mówił niewyraźnie powtarzając ,, mama to boli’’, mama boli’’. Markowi przyglądał się nieufnie ,a gdy ten do niego podchodził i chciał dotknąć zakrywał oczy i powtarzał ,żeby sobie poszedł. Ula tłumaczyła ,że to jego  tatuś ,ale malec nie chciał jego obecności. Był rozdrażniony i płaczliwy.
Marek nie zniechęcał się słowami dziecka przychodząc codziennie do kliniki onkologii, rozmawiając z lekarzami i wspierając żonę. W firmie znalazł zastępstwo. Pracownicy rozumieli powagę sytuacji , nie zadawali zbędnych pytań ,jedynie milczeli i współczuli lub podchodzili do tego obojętnie. 
- Mały spójrz do  ciebie przyszedł- zagadnął Marek zapraszając ruchem ręki Aleksa ,aby wszedł do środka. Musiał przed tym założyć strój ochronny i maseczkę. Zbliżył się do małego i położył pluszową zabawkę.
- Dzięki ,że przyszedłeś. Co w firmie?
- Pshemko zwolnił Izę i przyjął nowego asystenta. Człowiek o niczym nie ma pojęcia. Praca z nim idzie mistrzowi dwa razy wolniej. Nie wiem skąd go wziął.
- Mistrz ma talent do znajdywania dość oryginalnych ludzi.
- I z tym się z tobą zgodzę. A u was widzę nie wesoło. Może mógłbym jakoś pomóc?
- Na razie mały dostaje leki. Raz pomagają , a raz nie. Różnie. Góry i doły jak to mówią. Lekarz rozważa przeszczep.
- Mówił kto może zostać rzekomym dawcą?
- Nie , ale podejrzewam ,iż członkowie najbliższej rodziny.
- A gdybyś ty mógł zdecydowałbyś się?
- Nie wahałbym się ani minuty- odparł zdecydowanie.- Nic nie jest cenniejsze niż moja rodziną ,którą tworzą Ula i Miki. Nie wyobrażam sobie bez nich życia.
                 ****
- Marek?- zdumiony Krzysztof odłożył gazetę, witając syna.- Przyjechałeś z Ulą?  Słyszałem ,że się pogodziliście. Niech zgadnę znowu coś popsułeś?
- Tym razem nie chodzi o mnie. Nie pokłóciłem się z Ulą, jesteśmy razem i tak zostanie. Nie zamierzam jej zostawiać.
- A ona ciebie?
- Ula mnie kocha i nie przyjechałem rozmawiać tu o naszym małżeństwie i nie porozumieniach. Najlepiej wyjaśni to zdjęcie- wręczył zszokowanemu ojcu fotografię małego chłopczyka.

 Krzysztof pogrążony w kontemplacji trzymał w dłoni zdjęcie. Helena słysząc głos Marka przyszła zaciekawiona wyjmując z rąk męża obrazek i uśmiechając rzucając pytające spojrzenie synowi.
- Coś ty ośle narobił! Nie dość ,że zdradziłeś żonę , naraziłeś nas na hańbę i pośmiewisko. Później niby przyjaciel okazał się podłą szują. Zarzekałeś się ,że nie zdradziłeś jej więc skąd to dziecko?
- Wina leży po stronie Sebastiana. Nie skrzywdziłem Uli.  Kocham tą niezwykłą ,silną , piękną i mądrą kobietę ,którą poślubiłem kilka lat temu. Nie zrezygnuję z niej nigdy ,bo ona nadaje barw mojemu życiu.  
- Wszyscy mówią o waszym rozwodzie i ,że żona od ciebie uciekła ,a teraz gdy dobrodusznie ci wybaczyła ,bo cię kocha ty cholerny idioto – wycelował w niego palec nie spuszczając z ostrego tonu to gardzisz jej uczuciami i pokazujesz nam jakieś dziecko twojej kochanki? Przyczyny rozpadu waszego małżeństwa?
- Dziecko nie jest przyczyną rozpadu małżeństwa- zaprotestował gwałtownie Marek.- Tylko owocem miłości. Nie błędem wynikającym ze skoku w boku ,bo go nie było. Tato nie ufasz mi? Według ciebie mógłbym być tak zepsuty i głupi ,żeby niszczyć własne szczęście?
Spojrzeli po sobie zmieszani.
- Twój tata ma rację. Nie możemy uznać tego dziecka za twojego wnuka. Nie mamy żadnych wątpliwości ,że jesteś jego ojcem ,ale nigdy nie akceptujemy jego matki. Kto to w ogóle jest- do rozmowy włączyła się Helena.
- Ula- odparł krótko.
Na ich pobladłych twarzach malowało się niedowierzanie. Przerażone oczy ojca wbijały się w niego ,aż czuł lniana koszula zaczęła go uwierać ,a kołnierzyk gryźć. Poluzował krawat przyglądając się poważnej minie matki.
- Urszula Dobrzańska moja żona jest matką dziecka z fotografii. Ma na imię Mikołaj i od mniej więcej szóstego miesiąca życia cierpi na ostrą białaczkę limfatyczną. Obecnie przebywała w klinice onkologii dziecięcej. Zapiszę wam na kartce adres ,żebyście nie zapomnieli jeżeli zdecydujecie się na odwiedziny- mówił jak nakręcony nie dając dojść do słowa matce układającej sobie wszystko w głowie.
- Straszne- odezwała się poruszona do głębi Helena.- Ten malec jest twój i Uli?
Z niedowierzaniem zamknęła usta milcząc zawzięcie.
- Dlaczego nam nie powiedziałeś? Nie zwróciłeś się do nas o pomoc?- zapytał przyciszonym głosem Krzysztof.- Pomoglibyśmy w granicach możliwości. Przecież chodzi o naszego wnuka.
- Wyleciało mi to z głowy. Byliśmy stale przy małym i szukaliśmy ratunku dla niego.
- Wszystko się poukłada. Mały wyzdrowieje w końcu Dobrzańscy to silne istoty. Ty też taki byłeś ,a to krew z twojej krwi.
- Dzięki mamo- posłał jej niewymuszony lekki uśmiech. Objęła syna dodając mu otuchy i obiecując ,iż nie zostawi ich z problemem samych.

                                                    ****
Drugie urodziny Mikołajek spędził w klinice onkologicznej. Obyło się bez tortu, świeczek, gości i prezentów. Nikt nie śpiewał ,,sto lat’’. Ula kupiła pluszaka ,piżamkę ,a Marek książeczki z obrazkami  nową bluzeczkę z miszką miki. Dziadkowie pokochali malca od pierwszego spotkania. Helenie pociekły łzy z oczu na widok chorego chłopczyka patrzącego na nią i Krzysztofa z nieufnością i zaciekawieniem. Widziała małe rączki ściskające misia i te słodkie dołeczki w policzkach ,które miał po Marku.
 Wstał chwiejnie wyciągając rączkę z zabawką uderzającą na twarde podłoże.
 Rozpłakał się wyciągając rączki. Marek je podniósł biorąc Mikołajka na ręce i uspokajając go. Miki przywykł wkrótce do obecności dziadków i chętnie spędzał z nimi czas ,gdy czuł się w miarę dobrze. W gorszych dniach marudził i nie chciał się bawić, jeść i ciągle płakał.  
 Aleks wpadał czasami przynosząc coś maluchowi. Marek wrócił do pracy zajmując się obowiązkami i przychodząc do synka po niej. Obojgu zmęczenie mocno dawało się we znaki. Rozmawiali z lekarzami, na zmianę siedzieli przy dziecku. Ula widziała wyraźne zaangażowanie Marka i doceniała jego pomoc , wsparcie i czerpała radość z jego obecności. Nie drążyła tematu domniemanej zdrady w rzeczywistości w ogóle nie miała ona miejsca. Brakowało im czasu dla siebie ,ale liczyli ,że gdy malec wróci do domu nadrobią stracony czas. Marzyła o wyjedzie z mężem w miejsce z romantyczną scenerią. Odpocząć , nacieszyć się przyrodą i swoim towarzystwem. Nie myślała już o rozwodzie. W ich życiu zaszło trochę pozytywnych zmian. Czekali na ostatnią. Pokonanie białaczki.   
Przeglądała stronę za stroną dołując coraz bardziej uzyskanymi tam informacjami. Załamywała ręce nie wierząc w wyzdrowienie synka. Marek na próżno usiłował oderwać jej uwagę od zaczytywaniu się o nowotworach.
- Kochanie  w ten sposób nie pomożesz małemu ,a samej zaszkodzisz. Doskonale wiem ile cię to kosztuje.Nie potrzebnie się tym katujesz- argumenty męża do Uli nie docierały.- Marek nie jestem ślepa. Mikołajek umiera i ja muszę na to patrzeć.
- Postaw się na moim miejscu. Ula ja też się boję. Jestem przerażony tym ,co może się stać w najbliższej przyszłości. Drżę każdego dnia o zdrowie Mikołajka. Nie poddawajmy się Ulka tak łatwo- utkwił wzrok w jej twarzy. Wydawała mu się zagubiona i bezradna wobec okrutnego losu , który chciał odebrać jej synka.
Wypłakiwała się w ramiona Marka znużona bezustanną walką o życie dziecka. W pamiętniku opisywała wizyty w klinice, czuwanie przy chłopczyku i każdą zmianę dotyczącą jego zdrowia. Czytała mu bajeczki z ściśniętym gardłem patrząc na wątłe blade ciałko synka. Siniaki po licznych nakłuciach, ranki niechcące się zbyt szybko goić. Chłopczyk wykazywał zainteresowanie opowieściami zawartymi na kartach powieści. Głaskała jego czarną czuprynkę licząc na cud. Zmieniali się , jechali do domu i wracali do małego. Przywozili zabawkę. Marek kupił dużego niebieskiego słonika.
Mały czuł się tego dnia lepiej. Siedział w łóżeczku bawiąc się samochodzikiem przyniesionym przez tatę. Uśmiechał się do niego jeżdżąc po  krawędzi mebelka i zagadując do bruneta.
- Kocham cię mój mały- szepnął.- Chciałbym z mamusią zabrać cię do domku.
- Do domku- powtórzył malec.- Nie  cie mieć zepsutej krwi- wyznał z poważną minką.
- Kto powiedział ci o zepsutej krwi? Mama opowiadała o chorobie?
- A cio to jeś?
- Choroba to taki niefajny wirus atakujący nasz organizm.
- Potwór – wtrącił rezolutnie Mikołajek.
- Tak. Może być ,że potwór.
- Czy on mnie zje?
- Nie- zaśmiał się pod nosem ,chociaż w tej sytuacji do śmiechu Markowi nie było. – Znajdziemy lekarstwo na  tego potwora i pozbędziemy się go- poczochrał małemu włosy.
-  Tatusiu zaspewaj – poprosił.
- Nie umiem śpiewać. Kochanie….
- Szukasz ratunku?- spytała rozbawiona. – Okey ja mu zaśpiewam. Ma jedną ulubioną piosenkę. 
Dobrzańska wybawiła męża z opresji. Nie tylko ich synek uwielbiał słuchać jej głosu. Pięknie śpiewała. Z pozoru sprawiali wrażenie idealnej rodzinki walczących z przeciwnościami losu.
Dwa miesiące po ukończeniu dwóch lat przez chłopczyka odbył się wyczekiwany przez wszystkich przeszczep. Lekarze mówili o zgodności tkankowej i dużej szansie na wyleczenie. Wykończona Ula przysnęła na korytarzu siedząc przy teściowej ,która przyniosła jej kawę i kanapkę. Wczoraj zastąpiła ją czuwając z mężem przy wnuku ,a ona z Markiem pojechali się odświeżyć i przespać. Ula nie zamykała mężowi drzwi do sypialni. Zabrała rzeczy ze swojego pokoju przenosząc się do ich wspólnej. Zajęło jej to mnóstwo czasu. Niby wybaczyła ,ale dalej trzymała go trochę na dystans tylko w trudniejszych chwilach czyli podczas byciu przy synku pozwalała na czulsze gesty. Przełomowy moment nastąpił po zawiadomieniu o stanie zdrowia Mikołajka ,rodziców. Seniorzy Dobrzańscy rozpieszczali wnuka jak tylko mogli. Rodzice starali się zachować trochę zdrowego rozsądku zwłaszcza Ula ,bo Marek z trudnością powstrzymywał się od kupowania małemu co rusz nowych zabawek, ubranek jakby chciał nadrobić czas ,gdy go nie było. Żonie też sprawiał niespodzianki w postaci kwiatów, biżuterii czy wyjazdów. 

 Powoli zaczęli od nowa zabierając dziecko do domu i ciesząc się dobrymi wynikami malca.
 Ula poważnie rozmyślała nad powrotem do pracy wysyłając małego do przedszkola po skończeniu trzech lat. 
Ula nie żałowała powrotu do męża. Nieporozumienia od razu wyjaśniali, zdarzała się różnica zdań i przekomarzanie ,ale nigdy nie kończyło się to awanturą. Podejrzeń także nie miewała ponieważ Marek nieustannie ją zaskakiwał i udowadniał jej ,każdego dnia jak bardzo kocha ją i dziecko.  

 
                             
                                                      Epilog 



- Tatusiu z jakiej to bajki? - pytał podchodząc do coraz nowych figur z różnych bajek i wskazywał rączką śmiejąc się i skacząc. Rozpierała go energia. Marek i Ula za nim nie nadążali. Biegał wokół nich wypytując o wszystko. Dobrzański cierpliwie odpowiadał malcowi na trudne pytania. Pośród drewnianych rzeźb był Shrek z Fioną, Jaś i Małgosia, Smerfy , Gucio i Maja, Prosiaczek i Kubuś i wiele innych postaci z bajek. 
- Mamusiu zrobisz mi zdjęcie z tym panem?
- To Pinikio- wyjaśniła z uśmiechem Ula.
Porobiła kilka zdjęć. Przeszła przez drewniany mostek ,a Marek wziął chłopca na barana i tak zwiedzali dalej ogród bajek w Międzygórzu. Pięcioipółletni  Mikołajek cieszył się miłością ,którą otaczali go rodzice, dziadkowie i przyjaciele. Wyrastał na mądrego chłopca.

- Kochanie zobacz źródło miłości- rzekła zachwycona Ula.
- Ja się w to nie bawię- z trudem utrzymywał powagę.- Zamierzasz całować innego księcia to ja nie jestem tym jedynym?
- Oczywiście ,że jesteś - zapewniła całując go namiętnie. 
Mikołajek bawił się taty telefonem i niecierpliwił się ,kiedy zrobią mu zdjęcie. Uwielbiał być fotografowany. Dziadkowie nazywali go małym modelem. 
Chodził z mamą na kontrolne badania. Nie wykazały niczego niepokojącego. Przeszczep się przyjął ,a Ula była niesamowicie dumna z męża ,że podarował ich synkowi coś tak cennego jak życie. Jej podarował coś jeszcze. Siebie, swoją miłość, wsparcie, dobre słowo i tą małą istotkę rozwijającą się pod jej sercem. Śmiali się , robili zdjęcia i usiedli przy drewnianym wielkim stole odpoczywając i spożywając posiłek. Jakaś para poprosiła ich o zrobienie fotki. Mieli dwójkę dzieci. 
- Bajkowe to nasze życie- podsumował Marek. - A jak nasza kruszynka?- spytał przykładając dłoń do lekko zaokrąglonego brzucha.
- Dobrze. Ale znów mam ochotę na sok z grejpfruta i maliny. A wracając do nas to nie zawsze nasze życie przypominało bajkę. W większości raczej dramat i nie przewidywałam ,że mogłoby się to tak potoczyć. Nie ufałam ci , mało rozmawialiśmy dałam się ponieść emocją i uwierzyłam w plotki i wyobraziłam po prostu za dużo. Przepraszam obiecuję nie popełniać więcej podobnych błędów.
- Człowiek całe życie uczy się na błędach
- Tak. Po drodze do szczęścia spotkała nas lawina nieszczęść i splot nieszczęśliwych zdarzeń. Cieszę się ,że spróbowaliśmy i mamy siebie i Mikołajek jest już zdrowy.
- Kocham was - ucałował usta ukochanej i posadził  sobie synka na kolanach. - Jutro z rana po zjedzeniu śniadania bajko trwaj i ahoj przygodo zabieram was do ducha gór i nad wodospad - wykrzyknął ,a mały i ona wybuchnęli śmiechem.- O ile dobrze będziesz się czuła i Nikolka.  
- Nikolka?
- Albo Mateuszek jeśli to będzie drugi chłopczyk.
- Wolałabym dziewczynkę. 
- Księżniczkę?- spytał mały Miki.- A będzie bawiła się ze mną w wyścigi?
- Dziewczynki przeważnie bawią się lalkami,ale są takie ,które lubią samochody i klocki. 
- lalki są głupie. E to ja wolę braciszka.
- I za to was kocham. Nigdy nie brak wam energii i tryskacie humorem jak to robicie?
- Słodka tajemnica- odparł  Marek.

KONIEC!