Strona Główna

środa, 20 listopada 2019

,,Pokochaj mnie '' 7


, Pokochaj mnie’’

Rozdział 7



Poszukania małej dziewczynki nie przynosiły żadnych rezultatów. Nadal trwało śledztwo jedno prowadzone przez policje, a drugie przez detektywa wynajętego przez Marka. Codziennie kontaktował się z nim w celu ustalenia pobytu córki Uli. A kobieta coraz trudniej znosiła przymusowe rozstanie z dzieckiem. Nie sypiała, nie dojadała posiłków. Józef nie umiał dotrzeć do Uli, bo ta straciła całą radość życia. Nie miała siły na wojny sprzeczki między rodzeństwem, ojcem. Zwyczajnie wyłączyła się z życia twierdząc, że jej córeczka jest dawno martwa, a ona nie miała szansy się z nią pożegnać. Ula nie zasmakowała nawet macierzyństwa, nie poczuła, jak to jest tulić codziennie do piersi niemowlę, patrzeć na jej spokojny sen, nie ujrzała, gdy jej pierwszego uśmiechu. Życie poszarzało, stało się monotonne i dla Uli beznadziejne. 
Pociągnęła suwak kurtki aż pod szyję, by się ochronić przed wiatrem I śniegiem. Pogoda z minuty na minuty się pogarszała, a ona nie przejmowała się, że zamarznie stojąc tu na tym ziąbie. Dłonie posiniały jej z zimna, bo zapomniała rękawiczek. Listopad okazał się dla Uli jednym z najgorszych miesięcy. Zapaliła znicz I usiadła na ławeczce znajdującej się nieopodal nagrobka.
Staruszka zerknęła na nią bez słowa zabierając ze sobą wypalony znicz i uschnięte bordowe chryzantemy. Ula rozejrzała się po cmentarzu dyskretnie i  spojrzała ponownie na grób rodzicielki.
- Boże mamo, dlaczego mnie opuściłaś? - rzuciła pytanie w przestrzeń chcąc uzyskać odpowiedź, ale wiedziała, że to niemożliwe.
- Nie ma cię, gdy najbardziej cię potrzebuję. Nie nam z kim porozmawiać i poprosić o radę. Nie wiem skąd brałaś tyle cierpliwości do wszystkiego? Teraz wiem, że zrobiłabym wszystko by mieć przy sobie moją córeczkę. Przepraszam mamo, iż cię nie rozumiałam, gdy podjęłaś decyzje o urodzeniu Beatki mimo choroby. Brakuję mi ciebie mamo, proszę niech moja córeczka odnajdzie się cała i zdrowa, bo ja nie wiem co bez niej zrobię. Jest dla mnie wszystkim. Marek też chce ją odnaleźć, ale nie wiem czemu mi tak pomaga. To tylko dobry kolega może przyjaciel? Nie przyjaciel z pewnością nie.
Mówiła  i mówiła, dopóki jej powieki nie zamknęły się, a ona nie spadła z ławki tracąc przytomność. Twarz oświetlało kobiecie pobliskie światło latarni. Na cmentarzu o tej porze już nikogo nie było tylko zapalone kolorowe znicze przypominało, że ktoś tu zagląda, pamięta o bliskich, którzy odeszli z tego świata. Ula nie widziała dla siebie ratunku po zniknięciu córki. Nie planowała też samobójstwa, lecz straciła poczucie czasu.

                *********

Z trudem odnalazł wolne miejsce na parkingu, zapłacił za postój  i udał się do siedziby stacji telewizyjnej. Co prawda wątpił, że bez wcześniejszego umawiania się na spotkanie. Zadzwonił rano i udało mu się umówić na spotkanie z dziennikarzem z kanału informacyjnego. Po drodze spotkał jeszcze Janka odpowiedzialnego w stacji za fakty sportowe. 
- Cześć, co cię do mnie sprowadza? - zapytał zaskoczony wizytą Dobrzańskiego swojego dawnego niewidzianego znajomego.
- Bardzo ważna sprawa – rzekł Dobrzański.
- To zapraszam – zaprosił go do pomieszczenia, gdzie mogli usiąść I spokojnie porozmawiać, chociaż Marek tylko udawał opanowanego, a wewnątrz targało nim mnóstwo emocji. Głównie strach O Ulę, bo dwie godziny temu Józef zadzwonił, iż nie wróciła na noc do domu. Dochodziła ósma, a Marek od dawno był już na nogach. Noc też była dla niego nienajlepsza.
- Dwie kawy- zwrócił się do młodej dziewczyny dziennikarz.
- Ja podziękuję. Śpieszę się do pracy w firmie. Wracając do sprawy chodzi o zaginięcie najpierw małej dziewczynki o imieniu Zosia, a matką jej jest Ula, która zaginęła wczoraj wieczorem…- Marek wyjaśnił dawnemu znajomemu po czym pożegnali się uściskiem dłoni.

   **************

W głębokiej hipotermii trafiła do warszawskiego szpitala. Stan Uli po dwóch dniach wreszcie uległ poprawie. Wybudziła się czując kompletnie zagubiona. Nie pamiętała jak tu się znalazła jedynie to, że była na cmentarzu na grobie matki I prowadziła pusty monolog czując się bardzo samotnie. Tęskniła bardzo za matką.

Nagle na sobie czyjś wzrok. Mocny, przewiercający na wskroś. Odwróciła powoli głowę i zerknęła w kierunku drzwi. Spojrzenie mężczyzny złagodniało, podszedł bliżej kładąc w nogach łóżka bombonierkę w kształcie serca i siatkę pomarańczy. Uśmiechnęła się do niego zaskoczona jego wizytą.

- Mogę usiąść? - zapytał grzecznie wskazując na krzesło.

- Tak- odparła nieco ochryple lekko pokasłując.

- Strasznie się załatwiłaś. Co robiłaś o tej porze na cmentarzu?

- Odbiło mi po prostu. Czułam się beznadziejnie po prostu…możesz mnie przytulić?

- Co?

- Dobra zapomnij- rzuciła lekceważąco rozczarowana. – Myślałam, że skoro tak mi pomagasz.... Zaangażowałeś się w pomoc w odnalezieniu mojej córeczki, mimo że wcale nie musisz tego robić.  

- Nie muszę potwierdził, ale bardzo chcę pomagać ci, być blisko ciebie i codziennie patrzeć, jak się uśmiechasz.

- Co chcesz przez to po. Wiedzieć- zająknęła się.

Marek bez słowa wziął ją w ramiona, czekając, aż się uspokoi, bo rozpłakała się, gdy przypomniała sobie, że jej córka jest gdzieś daleko stąd.

- Ci… -szepnął jej do ucha. - Zależy mi na tobie. Martwiłem się o ciebie, gdy twój ojciec powiedział o twoim zniknięciu.

- A jak dowiedziałeś się o moim pobycie tutaj? - Dociekała patrząc uważnie na Marka.

- Z radia – odparł z lekkim uśmiechem.

- Radia? – zdumiała się niedowierzając. - Marku co ty zrobiłeś?

- Byłem w paru miejscach nagłaśniając sprawę w mediach. Zależy mi, żeby mała trafiła z powrotem do ciebie.

- Dziękuję. Jesteś niesamowity- popatrzyła na niego tak, że musiał poluzować krawat w jej wzroku był  tlący się jakiś płomyk. Przysunął się do niej spojrzał odważnie w oczy i nie widząc w nich sprzeciwu musnął delikatnie jej usta. Zaczęła kaszleć więc odsunął się I usiadł z powrotem na krześle.

- Nieźle się załatwiłaś, przyjdę do ciebie jutro, a mała się odnajdzie cała i zdrowa. Wiem, że nie mogę ci niestety tego obiecać, ale będę się starał…

- Marku nie ty jesteś jej ojcem i proszę nie całuj mnie więcej- powiedziała odwracając głowę by ukryć spływającą po policzku łzę.

- Ula ja myślałem, że ty się domyślasz…

- Domyślam czego?

- Nie ważne pójdę już- rzekł tylko i zamknął trochę zbyt gwałtownie drzwi, aż kobieta leżąca obok na łóżku obudziła się. Odwrócił się gwałtownie i wparował do sali, chwycił jej twarz w dłonie  i musnął jej usta. Pocałunek był stanowczy i namiętny z zaskoczenia odwzajemniła go, ale po chwili przyszło opamiętanie i dostał w twarz. Policzek zapiekł go, w jej oczach była tylko złość.

- Myślałeś, że jak  leżę w szpitalu to jestem taka bezbronna? Powiedziałam, żebyś tego nie robił- przybrała ostry ton. - Nie rozumiesz, że nie znaczy nie? Świnia z ciebie.

- Staram się, bo jesteś jedyną kobietą w moim życiu, na której mi zależy.

- Tylko ci się tak wydaje.

- Kocham cię- zdobył się na wyznanie licząc, że ono coś zmieni.

- Nieprawda- Pokręciła głową. - Tobie tylko się tak wydaje- odrzekła.

- Ula…

- Idź już proszę. Ludzie dają sobie szansę, gdy się kochają i jeśli ta osoba chce naprawić błędy. Może i ja będę mogła, kiedyś mu wybaczyć i moja córka pozna swojego ojca?

Dobrzański poczuł się jakby dostał czymś ciężkim w głowę. Plany związane ze wspólną przyszłością z Ulą okazały się tylko dalekim marzeniem niemożliwym do realizacji. Nie wiedział czy powiedziała to by zadać mu ból? Sprawić przykrość czy nadal czuła coś do Wrońskiego.

Opuścił szpital nie chciał już tam wracać, ale sprawy związane z poszukiwaniem małego dziecka pragnął doprowadzić do końca.

                           *****

Detektyw skontaktował się z Markiem podając mu dokładny adres,  miejsca pobytu dziecka. Zdziwił się ,że jest to siostry zakonne sprawują opiekę nad dzieciakami. Nowi rodzice zdali sobie sprawę, że to nie są w stanie zapewnić tej dziewczynce należytej opieki ani jej pokochać. Kobieta zajmowała się małą, ale miała ogromne wyrzuty sumienia, by ją zdobyć musiała za nią zapłacić.
 Uważała ,że powinna od początku legalnie udać się do domu dziecka przechodząc odpowiednie testy psychologiczne i jak inni w takiej sytuacji złożyć wniosek, który będzie później rozpatrzony. Nie znała procesu adopcyjnego, chcąc iść na skróty, zaś jej mąż stwierdził, że nie da rady sprawować opieki nad chorym dzieckiem. Nie akceptował, że dziecko miało operacje serca i wcześniej zaraz po porodzie konflikt  krwi o którym wspomniał im Sławomir sprzedając im dziewczynkę. Spełnił marzenie żony, ale nie podała. Kobieta oddała dziecko do sióstr zakonnych. To właśnie tam Marek miał się  udać po małą i oddać ją matce.
Wcześniej zadzwonił do Uli, gdy podjechał pod furtkę była już gotowa. W długim płaszczu, rozpuszczonych brązowych włosach i z uśmiechem przyklejonym na ustach.

- Nie myśl, że jestem szczęśliwa z powodu twojego widoku- tą uwagą sprowadziła go na ziemię. Powiało chłodem. – Marek nie wyobrażaj sobie bóg wie czego- dodała.

- Nic sobie nie wyobrażam ostatnio skutecznie dałaś mi do zrozumienia, że nie jesteś mną zainteresowana, chociaż wcześniej odnosiłem inne wrażenie- pochylił się muskając jej policzek na powitanie i zatrzymując wzrok na jej pełnych pomalowanych jedynie błyszczykiem ustach. Wciągnęła powietrze, a gdy się odsunął wypuściła je ze świstem.

- Jesteś piękna szkoda, że Sławek jest głupcem i nie umiał tego docenić- odezwał się przerywając panującą od kilku minut ciszę w aucie.

- Marku ty znowu zaczynasz?

- Nic nie zaczynam- automatycznie zaprzeczył. - Widzę, jak jest.

- Nie wysilaj się. Jesteś spragniony orgazmów to zadzwoń sobie po kobietę, która świadczy takie usługi, ale jeśli myślisz, że to ja to pomyliłeś adres- jej słowa spowodowały, że przejechał na czerwonym świetle i zatrzymała ich policja. Ula siedziała cicho, gdy policjant poprosił o dokumenty i wypisywał mandat.

- Jedziemy po twoją córkę, jeśli jeszcze raz powiesz coś takiego źle się to skończy.

- Zabijesz mnie i przy okazji siebie? - rzuciła mu pełne nienawiści spojrzenie. -

- Nie, chciałem tylko ci pomóc, bo cię…

- Skończ z tymi bzdurami. Ja muszę skupić się teraz na dziecku, a nie na mężczyźnie, który dawno nie był z kobietą I przelewa na mnie swoje frustracje.

- Ula…

- Wysiadam- warknęła. - Nie dzwoń do mnie więcej.

Kobieta udała się pod wskazany adres. Nie podobało się jej w ogóle to miejsce. Przywitała ją siostra zakonna, a ona powiedziała tylko ,,dzień dobry’’ I zapytała, gdzie jej córka. Ta zaprowadziła ją długim korytarzem. Tam w łóżeczku zobaczyła swoje dziecko. Z niedowierzaniem podeszła bliżej i wyciągnął ręce unosząc je lekko i przytuliła do siebie małą.

-Wreszcie cię odnalazłam – odparła.

Pożegnała się z siostrą zakonną wzięła rzeczy. Włożyła małą do nosidełka Dziewczynka była ciepło ubrana ,bo pogoda była nienajlepsza . Na zewnątrz ujrzała samochód Dobrzańskiego. Czekał na nie. Bez słowa otworzył jej tylne drzwi i zawiózł do Rysiowa.

- Dziękuję- powiedziała zanim odjechał spod jej domu.

                             *****

Pierwsze tygodnie z małą nie należały do najlepszych, a Ula ciężko miała przywyknąć do nowej roli.  Kochała tą malutką istotkę o niebieskich oczach ,lecz roli mamy okazała się ponad jej siły zwłaszcza ,że dziecko prawdopodobnie nie będzie miało kochającego ojca. Pragnęła dla  Zosi prawdziwego domu. Czy to jednak było możliwe? Marek czasem odwiedzał jej ojca, bo ona z nim prowadziła tylko utarczki słowne i często zarzucała mu, że chce zaciągnąć ją do łóżka i dlatego tak się stara. Zosia rosła jak na drożdżach, a Ula nie zauważyła, że jej dziecko polubiło Marka, a on traktuje ją jak swoją córkę i faktycznie zaczął ją tak traktować, bo pokochał tą małą miniaturkę Uli tak jak ją samą i wciąż pragnąłby spojrzała na niego łaskawiej. Sebastian stanowczo mu odradzał wiązanie się z kobietą, która ma dziecko z innym mężczyzną. W firmie sprawy się w miarę układały,  tylko modelki miały konflikt ,ale on został już za żegnany, strat nie było . Firma dobrze prosperowała ,a Paulina wyjechała  i nikt nie wiedział, gdzie obecnie się znajduje. Dobrzański wiedział, że to cisza przed burzą. Wciąż pragnęła go odzyskać nie słuchać żadnych argumentów świadczących o tym, że nigdy parą już nie będą. Z drugiej strony brunet bardzo liczył na to ,iż między nimi coś będzie. Zauważył jej ukradkowe uśmiechy, spojrzenia ,a jednocześnie mówiła mu aby trzymał się od niej z daleka. Co prawda on był trochę od niej starszy o te kilka lat ,ale różnica wieku i mała Zosia wcale mu nie przeszkadzały wręcz przeciwnie z chęcią więcej czasu by spędzał z nimi. 
Niespodziewanie zadzwonił do niej Marek ,a ona wytarła ręce w ścierkę ,bo właśnie robiła ciasto na pierogi i  zerknęła na komórkę. Na wyświetlaczu widniał napis ,, Marek''.
                        

wtorek, 22 października 2019

,,Jedno życzenie'' 15 (Singielka)




- Piękna z nich para ,prawda?- zagadnęła jakoś dziewczyna Monikę. Rudowłosa stała z boku przyglądając się tańczącym parą i od czasu Natalii i Mikołajowi ,którzy jedli i uśmiechali się do siebie. Parę osób poszło się przejść ,bo pałac w nocy wyglądał przepięknie.
- Kto?
- No jak to kto. Para młoda. Wyglądają świetnie ,idealnie do siebie pasują- westchnęła z ukłuciem lekkiej zazdrości.
- Prawda piękna ,ale wybacz nie wiem kim jesteś.
- Koleżanką z redakcji. Pani Sława mnie zaprosiła ,bo sporządziła jakoś listę. Wiem moja obecność tutaj nie jest mile widziana zwłaszcza ,że to ja powinnam być z Mikołajem.
- Ty? Blogerka modowa trzymająca się wiecznie z Maleną ? Nikt nawet nie zna twojego imienia ,bo go nie podajesz tylko durny pseudonim- wytknęła jej Monika.- A Mikołaj jest z Natalią. Przed chwilą mówiłaś ,że pasują do siebie idealnie. Nie wtrącaj się do ich małżeństwa. Jak zauważyłaś oni nie są tylko parą ,ale będą rodziną.
- Okey. Zrozumiałam ,nie unoś się tak- odparła dziewczyna opuściła budynek.
- Kto to był- Natalia ściągnęła brwi.- Nie było jej wcześniej. Co robi na weselu? Nie znam jej zbytnio. Kogo ta matka pozapraszała ,a miała się nie mieszać. W kościele tylu ludzi nie było ,a teraz nagle widzę osoby z redakcji. Już wystarczy ,że z rodziny wszystkich nie znam.
- Co się stało, kochanie?- szepnął Mikołaj do ucha Natalii.
- A nic zjawili się nieoczekiwani goście ,a chyba muszę się przewietrzyć. Mam ochotę na spacer.
- Idźcie jest piękna noc ,mnie nogi już bolą od chodzenia ,ale zdjęcia wyszły rewelacyjnie nie Tomasz?- Ela zerknęła na narzeczonego.
Na zewnątrz księżyc świecił tak jasno ,że nie potrzebne było dodatkowe oświetlenie. Po bokach schodów stały zapalone białe lampiony ,a w środku nich błękitne świece. Para spacerowała po wielkim ogrodzie. Natalia zdjęła na moment buty i zanurzyła je w zroszonej rosą trawie. Mikołaj zamyślił się patrząc w gwieździste niebo. Siedzieli tak bez słowa jak w dni ,gdy przychodzili na próby tańca.

-  W podróż poślubną jedziemy na Maderę ?- zapytał wywołując tymczasem u kobiety niemały szok na twarzy.
- Podróż poślubną? Gdybyśmy wzięli ślub bez opóźnienia to owszem ,ale ja będąc w połowie siódmego miesiąca nigdzie się nie ruszam. Pojedziemy tam ,kiedyś ,ale z dziećmi ,a podróż poślubną  mam kilka innych propozycji i nie są one zagranicą tylko w Polsce.
- W Polsce- Suszyński był zaskoczony.- Tylko nie Karpacz, Zakopane, Kraków, Sopot ani Gdynia. W sumie Gdańsk ,Szczecin chociaż to miasto lubię i z pewnością polubi je Ela lub wręcz przeciwnie ,bo mieszkają tam rodzice Tomasza. A wracając do miejsc to w Polsce zwiedziłem bardzo dużo miast …
- Mikołaj ,ale mi nie chodzi o miasta.
- W górach i nad morzem również byłem i to nie raz.
- Miki ja to wszystko wiem, ale nie chcę daleko podróżować więc pomyślałam o Krynicy Morskiej, Białki Tatrzańskiej. Jest jeszcze wyspa bardzo mi się ona podoba. Czytałam o niej artykuł ,ale jest poza obszarami naszego kraju. Znajduje się na Oceanie Indyjskim.
- Łał. Ocean Indyjski ? Nie słyszałem ani nie czytałem, bo ten temat akurat do tej pory mnie nie zainteresował ,a jak wiesz piszę o czym innym.
- Mauritius się nazywa i leży 900 km od Madagaskaru. Z pewnością nie jest to na naszą kieszeń.
- Hm… Po urlopie znów wrócisz do pracy, a zarabiamy nie mało. Ja z wcześniejszych długów dawno wyszedłem …
- Mikołaj ,ale na dzieci sporo się wydaje. Poza tym z maluchami ciężko jest tak daleko podróżować. Pewnie teraz żałujesz ,iż nie jesteśmy sami tylko we dwoje?
- Nie, jedynie może tej podróży poślubnej na Maderę. Poza tym cieszę się ,że zostanę ojcem trochę zszokował mnie fakt podwójnego  ,lecz damy sobie radę.
- Ach tu się ukryliście?- Górski wystraszył ich tym nagłym pojawieniem się.
- Zawału prawie przez ciebie dostałem- rzucił Mikołaj.- Co ty wyprawiasz ,człowieku?
- Szukałem was ,bo znikliście tak nieoczekiwanie. Zrobić wam zdjęcia? Pogoda taka piękna?
- Czemu nie?
- Gdzie się wybieracie w podróż poślubną?
- Jeszcze tego nie uzgodniliśmy- odparła Natalia.
Wyszli na zewnątrz ustawili się do zdjęcia. Natalia spojrzała głęboko w oczy Mikołajowi i przejechała dłonią po jego szorstkim policzku. Co chwilę zmieniali ustawienie. Suszyński ułożył na jej ogromnym brzuchu dłonie tak ,że tworzyło serce. Panna młoda uśmiechała się szczęśliwa do obiektywu. Tomasz ujął także ich splecione dłonie na których lśniły obrączki. Radość biła z ich oczu ,a serce przepełnione były miłością.
- Może usiądźcie jeszcze na tej ławeczce i obejmijcie się- zwrócił się do młodych.
- Mały wyjść- krzyknął ktoś zza plecami fotografa. Natalię oślepiło słońce i nie wiedziała początkowo kto to ,ale po chwili ,gdy ponownie usłyszała głos miała pewność. To Ela.
- Uciekaj gówniarzu, już- machnęła ręką i uśmiechnęła się sztucznie do pary młodej.
- Zostaw go. Mały jak masz na imię?- Mikołaj podniósł się z ławki i przykucnął przy chłopcu do ,którego teraz dołączyła dziewczynka.
- Kacper ,a to Maja – odpowiedział grzecznie patrząc na mężczyznę o jasnym spojrzeniu.
- Zrobisz sobie ze mną i Natalią zdjęcia?
- A mogę?
- Pewnie ,jeśli nie będzie to dla Tomasza problem.
- Żaden ,a dla ciebie skarbie?- zwrócił się do żony.
- Zgadzam się. Chodźcie dzieci . Tomek zrobi mam ładne zdjęcia- dziewczynka usiadła jej na kolanach chociaż była lekko onieśmielona i trochę się wstydziła ,a chłopiec bez protestu ustawił się do zdjęcia z Mikołajem ,który wziął go na ręce. Po kilku fotkach dzieci pobiegły do rodziców ,a Ela wyraziła swoje niezadowolenie krzyżując ręce na piersi i kręcąc głową.
- Jesteście nienormalnie. Sobie róbcie zdjęcia ,ale po co męczyć jakieś dzieci. Po za tym…
- Oj Ela one same przyszły- weszła jej w słowo Natalia.- Powinnaś się powoli przyzwyczajać do dzieci ,bo będziesz ciocią bliźniąt ,a sama zostaniesz wkrótce matką.
- Zawsze mogę wyjąć opiekunkę i nie będę musiała siedzieć non stop z dzieckiem- rzekła zaskakując wszystkich zebranych.
- Nie zgadzam się ,aby ktoś obcy zajmował się moim dzieckiem- wyraził swoje zdanie Tomasz.- Nie chcę o tym słyszeć.
Świeżo upieczeni małżonkowie poszli się dalej bawić zostawiając sprzeczającą się parę. Ruszyli na parkiet tańcząc do wolnej melodii ,z głośników zaczęła lecieć ich ulubiona piosenka. Nie odrywali od siebie zwrotu tańcząc  w blasku migoczących świateł i mgły. 
Kamerzysta nagrywał ich taniec. Później panna młoda musiała odpocząć . Nie było jej łatwo uczestniczyć w weselu będąc w zaawansowanej bliźniaczej ciąży.

                      ❤️❤️❤️

- Ślubu nie będzie! Nic nie będzie ,rozumiesz?- krzyczała Ela wkurzona ,że nie pozwolił jej jechać do siostry. – Nie będziesz mi też zabraniał wychodzić do pracy ani gdziekolwiek. Natalia wróciła z podróży poślubnej ,a ty zabraniasz mi się z nią zobaczyć.
- Przedwczoraj zabrało cię pogotowie. Lekarz kazał leżeć ,a ty chcesz narażać życie swoje i naszego dziecka.
- Nie obchodzi mnie to dziecko!- fuknęła i zatrzasnęła się w łazience.
- Co?- spytał przerażony Górski.- Jak to cię nie obchodzi nasze dziecko, Ela?- stanął przy drzwiach łazienki.
- Nie będę dobrą matką- usłyszał zza drzwi stłumiony szloch.
- Kochanie , nie mów tak. Ja też trochę się boję jak to będzie i z pewnością Natalia z Mikołajem również mają takie obawy . Jak chcesz mogę poprosić Monikę ,żeby cię odwiedziła i z tobą porozmawiała. Ona wie już jak to jest. W końcu jest mamą małej dziewczynki.
- Nie chcę z nią rozmawiać- burknęła wciąż nie wychodząc z łazienki.- Monika nic mi nie pomoże. 

Do wieczora Elka zdążyła się już uspokoić i leżała na łóżku z Tomaszem oglądając film sensacyjny pijąc gorącą czekoladę. Nie szczędzili sobie czułości,wymieniali spojrzenia i cieszyli się sobą. Dla Eli najważniejsze było ,że on po prostu był obok. Tuż przy niej i mogła się do niego przytulić. Nie mieli dziś ochoty na nic więcej. Tomasz nie chciał ,aby Elka poroniła ,a ostatnio w skutek silnego  stresu zaczął ją pobolewać brzuch i zaczęła lekko krwawić na szczęście nie straciła ciąży ,ale lekarz kazał się jej oszczędzać ,a ona nie potrafiła być spokojna.
 Blondynka prawie zasnęła nie nadążając za akcją rozgrywającą się na szklanym ekranie. Tomasz objął ją i zerkał od czasu do czasu na nią ciesząc się ,iż ją ma i wreszcie opanowała swój gniew. Nie rozumiał jej podejścia do niektórych spraw. Denerwowała go ,często podnosiła głos ,ale mimo wszystko kochał ją i chciał spędzić z nią resztę życia. Uspokajał ją ,że porodzą sobie z opieką nad dzieckiem.
Zadzwoniła komórka ,a Ela nagle drgnęła wystraszona.
- Mikołaj  ja bym wpadł ,ale muszę zostać z Elą. Chyba ,że poproszę matkę ,żeby do niej wpadła po ostatnim incydencje boję się zostawiać ją bez opieki. Prawie poroniła- dodał szeptem powoli wstając z łóżka i przeszedł do kuchni. W ich nowym domu było mało jeszcze sprzętów i mebli ,bo niedawno się do niego wprowadzili. Pokój dla dziecka również nie był skończony. Dla Szymka ,bo wiedzieli już ,że urodzi się chłopiec. 
- Szczerze to odradzałem Nati organizowanie baby shower ,bo to nie Stany ,ale uparła się i zamówiła już dwa torty. Jeden różowy dla córeczki i drugi niebieski dla synka. To nie jest najlepszy pomysł tuż przed narodzinami robić coś takiego. Zwłaszcza ,że Natalia ostatnio szybko się męczy ,skarży się na bóle nóg i kręgosłupa ,a chcę organizować imprezę. Monika i Anka znajoma mojej żony tak ją nakręciły mówię ci koszmar.
- Będziecie mieli parkę? Nie wspominałeś mi o tym. A z tą imprezą faktycznie przesada ,ale skoro jej tak na tym zależy?

- Tak jakoś wyszło,że nie wspomniałem płci dzieci- odparł dziennikarz.- Tyle spraw ,ślub ,wesele, podróż poślubną 
 ,a powiem ci ,że mimo iż nie tak ją planowaliśmy to mamy co wspominać.  Dzwonię tak późno ,bo Natalia miała dzisiaj dość dziwny dzień. Cały dzień spędziliśmy razem. Wyłączyła mi budzik w telefonie, gdy wstaliśmy za nic w świecie nie chciała mnie wypuścić z domu tylko po drobne zakupy udało mi się pojechać ,później nie odstępowała mnie na krok.
- A Elka zamknęła się dziś w łazience więc pojechałem do redakcji ,a jak wróciłem brała kąpiel ,a później chciała ze mną oglądać film sensacyjny ,a ona ich nie cierpi.
- Co my mamy z tymi kobietami- zaśmiał się Mikołaj ,a Tomasz mu zawtórował.
- Znosimy to ,bo je kochamy- stwierdził fotograf.- One też znoszą nasze dziwactwa.
- Przyjdziesz na te baby shower? Porobić zdjęcia? Natalia nie przeżyje jak nie będzie mieć pamiątek w tym dniu. Mówiła mi ,że oprócz ślubu i narodzin to będzie najpiękniejszy dzień w życiu.
- A o swoich urodzinach nie mówiła ,iż to wyjątkowe święto i o twoich.
- Natalia lubi po prostu celebrować chwilę i uwieczniać je na pięknych fotografiach. Chcę nawet zrobić foto książkę. Ze ślubu taką właśnie mamy ,plus teledysk i sesje.  No i oczywiście film.

                                  *****
Impreza z okazji nienarodzonych jeszcze dzieci się przybrała nieoczekiwany zwrot akcji. Wydarzyło się coś czego nikt się nie spodziewał. Monika przyszła z córką ,Natalia zaprosiła również kilka przyszłych matek i parę osób z którymi nie utrzymywała dawno kontaktu. Zachwycała się małą Michasią.  Wszędzie zawieszone były balony Miszki Mini i Miki. Suszyński sądził ,iż oszalała widząc pełno kokardek, balonów ,Gilard, serpentyn.  Goście nie narzekali ,ale Mikołaj zgodził się na przyjęcie tylko z dwóch powodów. Kochał bardzo żonę i nienarodzone dzieci i tylko dlatego się na to zgodził.
- Nati wszystko w porządku?- spytał z niepokojem jej mąż.
- Tak ,tak- mruknęła machając odjeżdżającym gościom. – Nic mi nie jest. Po prostu mocno kopią- skłamała.
- Upuściłaś szklankę z sokiem zanim wyszłaś na zewnątrz- przypomniał jej.
- Nic mi nie jest- odparła z upartością. – Wymsknęła mi się.
- A dlaczego twoja sukienka jest mokra?- zerknął na dół jej sukienki ,która niespodziewanie zrobiła się mokra. Stali na trawie patrząc na podjazd.
- Wpadłam po drodze na taką jedną- kłamała dalej i na moment się skrzywiła ,lecz Mikołaj akurat zerknął w innym kierunku.
- Ał- wydukał nagle.- Chole..ra- piknęła zginając się .
- Mikołaj zrób coś. Boli…ał…straszniee…boli..- jej głos dotarł do niego jakby z oddali.
- Mikołaj…rodzę…
- Co?!- krzyknął spanikowany.- Teraz?
- Rusz się…ał- coraz bardziej zginała się z bólu.
- Oddychaj ,spokojnie kochanie ,oddychaj.
Mikołaj podszedł do niej i pomógł jej powoli wejść do środka. Trzymała się jego kurczowo czując coraz silniejsze skurcze.
Krzyknął do Andrzeja stojącego przy wejściu by wezwał pogotowie.
- Kochanie ,oddychaj. Jestem przy tobie.
- Nienawidzę cię- wrzasnęła tak ,że inni spojrzeli w jej kierunku.
- Mikołaj ona nie zdąży do szpitala- odparł mąż koleżanki Natalii. – Zaprowadź ją do sypialni. Natychmiast- rozkazał.
- Ale- w oczach Mikołaja malowało się przerażenie. - Znasz się na tym?
- Tak ,ja i moja żona jesteśmy lekarzami. Nic się nie bój ,nic jej ani dzieciom się nie stanie.
- Lepiej dla ciebie by nic im się nie stało- rzucił gniewnie.- Są dla mnie wszystkim i nie chcę ich stracić.
- Rozumiem.
Położyli Natalię w wielkim łóżku. Karetka miała przyjechać z opóźnieniem ponieważ na jednej z warszawskich ulic doszło do wypadku. Lekarz kazał przynieść Suszyńskiemu wodę i czyste ręczniki.
- Może lepiej ,gdy ona urodziła w szpitalu- odezwał się wciąż przerażony Mikołaj.
- Nie ma czasu. Pierwsze dziecko za chwilę będzie na świecie.
Zanim przyjechała karetka Natalia trzymała malutkie zawiniątko i przemawiała do niego czule ,a Mikołaj z przejęciem wpatrywał się w drugie maleństwo spoczywające w jego ramionach. Nikt nie sądził ,że sprawy przybiorą taki obrót ,a Suszyńska tak szybko urodzi. Niektórzy się śmiali ,że dzieci bardzo śpieszyły się na świat.
- Jezu jakie one malutkie, kocham cię Nati i te dwa maluchy.
- Ja też cię kocham – musnął usta żony przytrzymując ostrożnie dziecko po czym przyjechał ambulans i zabrali Natalię i dzieci do szpitala. Impreza dobiegła końca ,a gdy jego ukochana zmęczona porodem spała podszedł do wózeczków z dziećmi i zrobił im zdjęcie by poinformować matkę i innych ,że został ojcem Jasia i Jaśminki.

Wszyscy im pogratulowali i następnego dnia mieli zjawić się w szpitalu. Ela napisało tylko jedno słowo ,, Gratuluję’’.
Następnego dnia dowiedział się od żony ,iż lekkie bóle miała wcześniej ,ale nie chciała jechać na porodówkę i odwoływać imprezy. Mikołaj wytłumaczył jej jak bardzo nierozsądnie postąpiła ,a ona skruszona przerosiła ,że mu o niczym nie wspomniała i niepotrzebnie tak pragnęła to organizować. Mikołaj zapewnił ,że się na nią nie gniewa ,ale poprosił by o wszystkim go informowała. Patrząc na maluchy czuł dumę i miłość. Zakochał się w tych maleństwach tak samo jak jego żona od pierwszego wejrzenia i wiedział ,iż nigdy nie zapomni tego uczucia jakie towarzyszyło mu ,gdy brał je po raz pierwszy na ręce i mógł ucałować ich czółka. Dzieci urodziły się zdrowe ,mieli odpowiednią liczbę punktów , nie stwierdzono im żadnej wady.  

- Co ja bym bez ciebie zrobiła- wyznała wzruszona ,gdy odebrała wypis ze szpitala. – Tak bardzo cię kocham.
- Wiem ja ciebie też najdroższa.
- Jacy szczęśliwi rodzice- uśmiechnął się Tomasz ,a Ela stała obok nie odzywając się ani słowem. Ledwo zerknęła na dzieci w nosidełkach.
- Jak się nasze urodzi też będziemy tacy szczęśliwi- oznajmił blondyn zerkając na Elę.- Śliczne dzieci,gratulację.
- Raczej niewyspani, zmęczeni i mający ochotę kogoś udusić.
- Nie przesadzaj. Nie jest tak źle prawda , Miki?
- To się okażę ,gdy wrócimy do domu ,a oni dadzą nam w nocy koncert. Za różowo chyba nie będzie ,ale jakoś damy radę. 
- O nie wiedziałam ,że będzie nas ,aż tylu- powiedział z niemałym zaskoczeniem Ewa. – Cześć synku- cmoknęła go w policzek.- Witaj Natalko- z nią również przywitała cmoknięciem w policzek.- A tu są maleństwa. Jaś i Jaśmina tak?
- Tak- potwierdził Mikołaj.
- Dziwiaczne imię- dodała oschło Ela. – Jaśmina- prychnęła.- Lepszych nie było?
- Może i były ,ale my wybraliśmy wspólnie takie- odparł spokojnie Suszyński. 


wtorek, 1 października 2019

,,Pokochaj mnie '' 6


,,Pokochaj mnie’’
Rozdział 6

Po bezowocnych poszukiwaniach chciała się już poddać ,ale przypomniała sobie o prawniku wynajętym przez Marka. Nie zamierzała jednak korzystać z jego usług. Postanowiła pójść w innym kierunku. Natrafiła na ogłoszenie i się zgłosiła. Niestety okazało się ,że informacje w Internecie nie były do końca prawdziwe ,a ona nie ma pracować jako barmanka a striptizerka. Nie zgodziła się.
 Do klubu przyszła o dwudziestej pierwszej w krótkiej sukience i wysokich szpilkach. Chciała się upić ,bo nie bardzo wiedziała już co robić. Nie przyszła tu w celu poznania kogoś tylko upicia się z rozpaczy ,iż jej córeczka prawdopodobnie nie żyje. Wcześniej miała już styczność z alkoholem i nigdy dobrze się to nie kończyło. Nie uważała jednak tego za problem ,bo rzadko się  upijała.

Facet przy barze postawił jej drinka i uśmiechnął się do niej szeroko wodząc wzrokiem po jej talii zatrzymując się na pośladkach ,które ledwo były zakryte przez skąpy materiał sukienki. Po wypiciu paru drinków tańczyła z trzema facetami po kolei , jeden nie chciał jej zostawić w spokoju. Zaprowadził ją do toalety siłą wepchnął jej język do ust. Ścisnął jej pierś ,aż zapiszczała z bólu. Popłakała się ,aż makijaż rozmazał na policzkach tworząc czarne smugi od tuszu. Kopnęła go kolanem w krocze próbując się bronić.
- Co jest kurwa!?- krzyknął po czym się lekko odsunął.
- Niedobrze mi- zdoła jakoś wykrztusić po czym zwymiotowała na jego buty. Uderzył ją z całej siły w twarz.
Szybko się ulotnił. Nic  nie  chciała pamiętać z tej nocy. Absolutnie nic. W akcie desperacji zadzwoniła jeszcze pijana do ojca prosząc by ją stamtąd zabrał i telefon wypadł jej z ręki ,a ona straciła przytomność.

          ****

Rozsunął zasłony ,aby do środka wpadło trochę światła. Za oknem rozpościerał się widok na szpitalny parking i jezdnie. Obserwował toczące się za szybą życie. Zerknął odruchowo na kobietę ,która jeszcze się nie obudziła. Lekarze podali jej coś na uspokojenie ,bo gdy tu przyjechała była bardzo roztrzęsiona ,aż dostała gorączki i musieli podać jej lek. Siedział przy niej całą noc. Uznał ,że w domu i tak nikt na niego nie czeka odkąd zakończył długoletni związek. Tęsknił za domowym ciepłem ,szczekaniem psa .Niestety nie mógł go mieć ,bo jego eks nie lubiła zwierząt.  Odkąd poznał Beatkę i Jaśka zatęsknił  także śmiechem dzieci i miał nadzieję ,że kiedyś to marzenie się spełni. Nie znosiła też jego dziwactw. Jak jeżdżenie rowerem po mieście. Czasem chciał coś zmienić i dla zdrowia przesiąść się na rower i pozwiedzać okolice. Pojechali ,kiedyś nad morze i zdecydował się na kąpiel w morzu i namówił ją . Ochlapał ją lekko ,a ona się zdenerwowała i go spoliczkowała na oczach ludzi. Lubił chodzić boso po piasku , czasem się zatrzymać i spojrzeć na niebo. Dla niej takie zachowanie było nie do pomyślenia. Był  romantykiem i lubił spontan ,a Paulina tego nie znosiła.
- Co pan tu robi?- zapytała piskliwie z lękiem pomieszanym ze złością. Poprawiła piżamę i dodatkowo  okryła się kołdrą i rozejrzała się po pomieszczeniu. Wystraszyła się uświadamiając sobie ,iż są w szpitalu.
Dochodziła druga po południu. Naprawdę długo spała ,a on zdążył wrócić do domu, wykąpać się ,przespać parę godzin i wypić kawę oraz zjeść prowizoryczne śniadanie, przebrać się  w zwykłą koszulę i dżinsowe spodnie. Ubrania wrzucił od razu do pustego kosza na brudne rzeczy i umył podłogę w łazience. Nie lubił bałaganu. Nie uznawał się za perfekcyjnego pana domu ,ale lubił czystość. Postanowił nie iść dziś do pracy.
Musiał odwieź ją do domu ,a najpierw dowiedzieć się co robiła w klubie i dlaczego bełkotała ,że nie ma już nic ,ani domu ,ani sensu życia i jest przegrana. Nic nie rozumiał i liczył ,iż po obudzeniu mu to wyjaśni.
- Ty… zboczeńcuuuu!- zaczęła wrzeszczeć i automatycznie złapała się za głowę. Ze wściekłością i łzami w oczach patrzyła na mężczyznę w jasnej koszuli. Mierzyli się przez kilka minut wzrokiem.
- Nie jestem zboczeńcem- zaprzeczył.- Nie krzycz ,bo miałaś wstrząśnienie mózgu i rozciętą głowę.
- Ty świnio- rzekła wściekła.- Jak mogłeś mnie tak potraktować.
- To nie ja tylko jakiś facet z klubu. Ja zjawiłem się tam później na prośbę twojego ojca. Uratowałem cię– dodał z półuśmiechem.
- Uratowałeś mnie? Ja się przesłyszałam? Niby w jaki sposób? Mam nazywać cię bohaterem tak?
- Zastanów się co by się stało ,gdybyś została w tej łazience kompletnie pijana ,w skąpym ubraniu i bez niczyjej pomocy. Po za tym mój prawnik zajmuję się tą sprawą. We krwi wykryto substancje ,która wchodzi w skład pigułki gwałtu. Do niego na szczęście nie doszło.
- O boże!- zakryła usta ręką.- Jaka ja byłam głupia. Upiłam się z rozpaczy. Ja nie daję już rady. Błagam pomóż mi ją odnaleźć.
- Kogo?
- Moją córeczkę- odpowiedziała.-  On ją porwał- ukryła twarz w dłoniach.
Usiadł na łóżku i położył jej dłoń na ramieniu. Spojrzał na nią ze współczuciem. Odsłoniła twarz i zatrzymała spojrzenie na jego oczach.
- Kto porwał twoją córeczkę?- zapytał wstrząśnięty.- Twój były?
- tak , myślę ,że Sławek stoi za porwaniem dziecka a on jest nieobliczalny i tak bardzo się boję. Mam złe przeczucia. Marek bardzo złe.
- Módlmy się ,aby tak nie było- dodał pocieszająco nachylając się w jej kierunku i zajrzał jej głęboko w oczy.- Pomogę ci ją odnaleźć.
Przeszył ją przyjemny dreszcz ,gdy tak spoglądał swymi szarymi oczami w jej niebieskie tęczówki. Spuściła wzrok ,bo przestraszyła się tego co zobaczyła w jego spojrzeniu.
- Przywieść ci coś czy wszystko masz?- podniósł się z łóżka podchodząc do szafki upewniając się ,że na pewno niczego jej nie brak.
- Chyba mam wszystko- odparła nieobecna myślami.- Marek…
- Tak?
- Dziękuję ,że przyszedłeś złapała go za dłoń.-  To naprawdę miłe ,że chcesz pomóc w odnalezieniu Zosi.
- Nie ma sprawy- uśmiechnął się szeroko.- Jak coś by się działo jestem pod telefonem. Pa ,Ula.
                                ****
Następnego ranka westchnął ciężko opierając się o umywalkę i wpatrując się swe odbicie w lustrze. Według większości uznawany był za atrakcyjnego i przystojnego faceta ,ale mimo powodzenia u płci pięknej czuł się samotny. Bywało już tak podczas trwania jego związku z Paulą. Nieustannie robiła awantury ,często wyjeżdżała nie wiadomo dokąd. Markowi najczęściej przychodził kierunek Włoch ,ale pewności nie miał ,co do jej wierności również chociaż i on w swoim życiu święty nie był ,ale od jakiegoś czasu spojrzał na swoje życie z innej perspektywy i postanowił coś w nim zmienić.

                                            ****

Mężczyzna sączył białą kawę przeglądając przy kuchennym stole poranną prasę. Czytał akurat artykuł dotyczący wypadku ,który zdarzył się niedawno na Mokotowskiej. Do pomieszczenia wparowała brunetka ubrana w jasnoczerwony kostium na dziesięciocentymetrowych szpilkach w misternym makijażu i fryzurze.  Wyjęła z szafki kubek i nalała sobie z dzbanka aromatycznego czarnego płynu. Upiła łyk i skrzywiła się i wylała ją płucząc dokładnie usta. Brunet podwinął rękawy białej koszuli i upił łyk kawy nie zaszczycając spojrzeniem kobiety.
- A ty od rana musisz siedzieć  z nosem ,w gazecie i czytać te bzdury ?- wbiła w niego pełne nienawiści i furii spojrzenie ciemnych oczu. Znowu jest wściekła. Ciekawe o co jej chodzi tym razem.
- To nie są żadne bzdury- odparował – Poza tym ja nie czepiam się twoich pisemek ,których nawet nie mogę dotknąć.
- A gdzie byłeś dzisiejszej nocy?
- U Sebastiana
- Jasne- prychnęła krzyżując dłonie na piersi ,a zacięty wyraz twarzy mówił ,że tak łatwo nie odpuści. – Pytam gdzie byłeś !- wrzasnęła tracąc cierpliwość.
- Mówiłem już ,a z resztą to moja sprawa- odparł nadzwyczaj spokojnie.
- Co?! Jak możesz ty …ty…- zabrakło jej słów.
Podeszła do niego i wyrwała mu gazetę z rąk rozrywając ją na strzępy i wyrzucając do kosza naśmieci.
- Paula, kochanie…- próbował załagodzić sytuacje .W ostatniej chwili udało mu się uniknąć lecącego w jego stronę brązowego pękatego wazonu.
Po raz pierwszy widział ją w takim szale. Nigdy niczym nie rzucała. Głównie czepiała się drobiazgów i robiła awantury. Przypomniał sobie tylko raz ,gdy zamknęła go w łazience w której spędził parę godzin. Przypomniał sobie coś jeszcze i podjął decyzję. Wreszcie rozsądną.

                             *****

Wrócił do teraźniejszości nie chcąc wspominać przeszłości. Martwił się o Ulę jak zniesie ona ,gdy policja nie odnajdzie małej. Siadł pospiesznie do laptopa i szybko wyszukał potrzebne mu dane.
- Mam- krzyknął z entuzjazmem.
Wpisał numer do komórki i natychmiast połączył się z detektywem. Umówił szczegóły spotkania ,podziękował. Spotkanie mam dziś o siedemnastej trzydzieści czyli zaraz po pracy. Niestety Błażej nie mógł w tym dniu zjawić się w parku, ale umówił się na inny termin ,dwa dni później.


Ula po wyjściu ze szpitala postanowiła,że ostatni raz postąpiła tak nierozsądnie. Przysięgła sobie nigdy więcej alkoholu i klubów. Nieustannie poznawała niewłaściwych mężczyzn ,którzy patrzyli ją tylko wykorzystać w najgorszy sposób. Zaś Marek stanowił całkowite przeciwieństwo tych nieodpowiedzialnych chłystków. On był kulturalny,wykształcony, pomocny ,troskliwy i jedyną wadą było ,że był kobieciarzem dlatego nie wyobrażała sobie jego jako jej faceta. Chciała go mieć blisko siebie ,ale jako przyjaciela ,bo zbyt wiele razy spotykała dupków ,a teraz musiała skupić się na odnalezieniu córeczki i swojej przyszłości. 

                                                         * ** *


- Dzień dobry.
Marek podszedł do stolika przy którym siedział detektyw. Poznał go po czarnym kapeluszu ,trochę przypominał mu jedną postać ,ale powstrzymał się by się nie zaśmiać na to głupie porównanie ,bo sytuacja  była poważna.
- Błażej Jakubczyk – odparł.
- Marek Dobrzański- uścisnęli sobie dłonie i usiedli przy stoliku.
- Przez telefon powiedział pan ,że sprawa jest bardzo poważna ,bo chodzi o jakieś odnalezienie dziecka.
- Tak. Dziecko ma dwa i pół miesiąca. Dziewczynka miała poważną operacje serca urodziła się też z konfliktem krwi. Po wykonaniu operacji była zdrowa i miała zostać tylko trochę na obserwacji ,ale ktoś zabrał ją ze szpitala.
- Szpitalne kamery nic nie zarejestrowały ,a lekarze nie zauważyli?
- Nie wiem ,ale skoro nie ma ograniczonych praw rodzicielskich to mógł ją po prostu zabrać jest jej ojcem- wyjaśnił.
Do stolika podeszła kelnerka ,lecz Dobrzański ledwie na nią spojrzał. Odkąd w jego życiu pojawiła się Ula nie oglądał się już za panienkami zwłaszcza ,że się zakochał. Pierwszy raz prawdziwie i miał nadzieję ,że kiedyś Ula także go pokocha.
- Podać coś?
- Wodę z cytryną – poproszę.
- Pan podejrzewa ,że to on? Wiem pan jak on wygląda?
- Przed spotkaniem przejrzałem konto Uli na portalu społecznościowym i tam natknąłem się na jego zdjęcie.
- Ma pan je przy sobie?- zapytał rzeczowo detektyw.
- Tak ,od razu je wydrukowałem- podał mu zdjęcie.- A zdjęcie dziecka mam ,bo z Ulą zdecydowaliśmy się porozwieszać ulotki po mieście. Jak się nazywa były pana…
- Przyjaciółki.  Sławomir Wroński – odpowiedział Marek.- Z tego co słyszałem jest nieobliczalny.
Życie Uli za wesołe nie jest i te jej złe wybory dotyczące facetów ,ale nie powinien jej oceniać ja też w tej kwestii lepszy nie byłem.
- Dobrze sprawdzę go i wszystkie możliwe miejsca ,gdzie może być znajdować się Zofia Cieplak.
- Dziękuję pana- pożegnał się z detektywem. Dopił wodę ,zapłacił rachunek i ruszył w kierunku parkingu.

środa, 25 września 2019

,,Pokochaj mnie'' 5


,,Pokochaj mnie’’
Rozdział 5

,,Potrafię też skrzywdzić, zranić, zwątpić
i odejść jak nikt
i zamknąć na klucz
każdą z tych wad
wiesz niewiele chcę
tylko tyle mi daj...'' Frag. pios. ,,Niewiele chcę'' M.Wiśniewski


Prawnik  wynajęty przez Marka Dobrzańskiego zjawił się nazajutrz rano punkt dziewiąta. Kobieta uważnie wysłuchała co ma jej do powiedzenia i jaki ma pomysł na wyjście z tej sytuacji. Ula bała się konfrontacji ze Sławkiem. Mężczyzna uspokoił ją ,że nie ma czego się obawiać z jego strony. Za tydzień miał odbyć się proces uniewinnienia Urszuli i skazanie za winnego Sławomira.
Policja trafiła na trop przestępny w tym czasie Ula nadal przebywała w więzieniu czekając na dzień ,aż wyjdzie na wolność. Narzekała na samopoczucie ze względu na zaawansowaną ciąże. Chciała mieć to już za sobą. Urodzić i nie dźwigać więcej tego wielkiego brzucha do ,którego nagle czuła nagle wściekłość.
- Nie będę sama wychowywać bachora i to w więzieniu- powiedziała do siebie chodząc niespokojnie po celi.
- Przymknij się. Mi odebrali syna jak miał trzy lata teraz szedłby do pierwszej klasy ,ale jak widzisz nie zanosi się ,żebym miała stąd szybko wyjść także stul pysk i siedź cicho. Oddaj dzieciaka najlepiej do adopcji będzie miał pełną rodzinę.
- Nie chcę oddawać dziecka- wepchnęła ciężko.
- Głupia jesteś. Jak zamierzasz wychować dziecko siedząc w więzieniu?
- Znajomy wynajął adwokata. Chce mi pomóc- odparła wierząc w słowa Dobrzańskiego ,choć zaniepokoiło ją ,iż nie odezwał się kilku dni ,a adwokat mówił ,że nie może się z nim skontaktować.
- Ma cię w dupie jak ,każdy tutaj. Pierdolone kurwa życie- splunęła na posadzkę. Zachowywała się trochę jak facet zwłaszcza ,że Wera miała krótko ostrzyżone blond włosy ,a na plecach miała wielki tatuaż anakondy. Opowiadała o dawnym życiu . Uli nie bardzo chciało się słuchać. W więzieniu żałowała ,że poznała człowieka przez ,którego trafiła do tego bagna.
- Nie becz , weź się idiotko w garść – warknęła Wera.- Spać przez ciebie nie mogę.
Do celi wpadł nagle strażnik i poinformował ,iż Ula ma się zbierać. Nie rozumiała o co chodzi. Wepchnęli ją siłą do innej celi nie zważając na to ,że jest w ciąży.
- Pani chłopak został zatrzymany pod zarzutem usiłowania zabójstwa. Ofiara znajdowała się w szpitalu ,ale wypisał się na własne życzenie. Został ranny w brzuch i przetrzymywany przez parę dni w opuszczonej fabryce ,gdzie został pobity. 
- Ale żyje? Nie chcę by miał zginąć przez mojego eks człowiek ,który nikomu nic nie zawinił. To dobry człowiek i cieszę się jest ktoś kto wierzy w moją niewinność i chce mnie stąd wyciągnąć. Mam nadzieję tylko ,że żyje i będę mogła go jeszcze ,kiedyś zobaczyć.

- Żyję- odparł wywołując tymczasem szok na jej twarzy.- Wszystko w porządku?– spojrzał na nią, a ona lekko się do niego uśmiechnęła. Odwzajemnił ten drobny gest. 
- Mogę cię przytulić?- zapytała trochę onieśmielona.
- Pewnie- odrzekł zaskoczony.
Poczuł się dziwnie tuląc ciężarną kobietę. Dokładnie rzecz ujmując Ulę. Poczuł dziwne ciepło wokół serca. Od pierwszej wizyty zapadły mu w pamięć te śliczne niebieskie oczy ,ale teraz pamiętał także jej uśmiech. Nie wiedział co się z nim dzieje, lecz wcale nie zmuszał się do tego ,aby jej pomagać.
- Przepraszam cię za niego to nie powinno się stać. 
- To nie twoja wina.
- Czuję się winna- wyznała.- I to bardzo ,bo mój były niepotrzebnie napada na ludzi. Ja nie miałam pojęcia ,że on taki jest i będzie się mścił. Na pewno się dobrze czujesz?
- Tak czyżbyś martwiła się o mnie?- zmarszczył brwi.
- Ja? Ja nie mam serca. Nie słyszałeś o tym? Tak o mnie mówią. Kobieta bez uczuć. Nawet nie umiałam zaopiekować się rodzeństwem, nie wiem czy podołam jako samotna matka ,a ty twierdzisz ,że się przejmuję? 
- Nie wierzę w to co mówią o tobie inni. Wolę sam poznać prawdę- odparł szeptem ,bo kawałek dalej stał strażnik ,a nie chciał by słyszał.- Przychodząc tu odniosłem zupełnie inne wrażenie.
- Mylne. 
- Nieprawda. Masz szansę jeszcze naprawić błędy. Nikt idealny nie jest ani moi rodzice ani moja była.
- Wiem wspominałeś już o niej.  Myślisz ,że moi bliscy ,kiedyś mi wybaczą?- zapytała uważnie na niego patrząc. Siedzieli przy stoliku ,bo Ula i tak nie mogła w swoim stanie długo stać. Strasznie jej się dłużyły już dni i pragnęła ,aby mała się już urodziła tylko nie w takich warunkach. 
- Jestem tego pewien- odrzekł z pewnością w głosie kładąc swą dłoń na jej dłoni. 


                             ****

Proces zakończył się dla niej pomyślnie. Wróciła do Rysiowa jako marnotrawna córka. Józef przyjął z powrotem do domu pomimo tego ,co ,kiedyś zrobiła. Beatka widząc ją schowała się za nogami taty i powiedziała ,żeby sobie poszła.
- Betti co ty mówisz?
- Dlaczego nas zostawiłaś? – do rozmowy włączył się Jasiek.- Nie pilnowałaś nas jak należy tylko porzuciłaś. Beatka bardzo to przeżyła. Nie kochasz Beatki . Nie interesujesz się co w domu. Nienawidzisz nas.
Te słowa cięły jak noże. Nie spodziewała  się usłyszeć ich od  brata.
- Jasiek to nie tak- westchnęła ciężko mając w oczach łzy.- To długa historia. Wiem tato ,że prawda o mnie cię zszokuje.
- Wiem o więzieniu i Sławku. Wyciągnąłem to od Marka. Długo zastanawiał się ile mi powiedzieć ,ale w końcu uznał …
- Powiedział ci o wszystkim?
- Tak. Wiem niestety wszystko. O Sławku, narkotykach. Mówisz się zastanowić nad swoim życiem. Marek prosił ,żebym dał ci szansę nie wiem o co mu chodziło.
- Nie wiem. Nie znam go. Widziała go dwa razy. Nic więcej.
Mijała się mocno z prawdą ,ale ojcu nie chciała zdradzać ,że Marek po prostu jej się podoba i to że widziała go więcej razy.
- Dużo mu o tobie opowiadałem, wiesz stał się prawdziwym przyjacielem rodziny. Jasiek i Betti go uwielbiali.
- Sławek chciał zrobić mu krzywdę w sumie zrobił ,ale Marek to przeżył. To moja wina. Gdyby mi nie pomagał- usiadła na krzesło i wyżyła się krojąc pomidory.
- Siostra coś ty zrobiła. To były pomidory do sałatki- skarcił ją Jasiek.
- Nie ma dzidzi?- zapytała Beatka.
- Tato- Ula spojrzała na niego oskarżycielsko.
- Ula wiem o ciąży. Dowiedziałem się w więzieniu. Wybacz nie mogłem tam wejść. Zostawiłem dzieciaków z sąsiadką i pojechałem do Warszawy. Chciałem cię zobaczyć ,lecz miejsce mnie odstraszało i ci ludzie.
- Rozumiem. Nikt nie chciałby być w takim miejscu.  Dziecko przenieśli po prostu do innego szpitala bez powiadomienia mnie o tym. Nie wiem czy przeżyje. Jest chore.
- Jak to?
- Robią badania i przebywa w inkubatorze. Gdy tylko się prześpię pojadę do niej. Pojedziemy z tobą.
- W porządku ,ale Beata zostanie u sąsiadki.
- Ja chcę jechać i zobaczyć niemowlę.
- Tato nie powiedziałam ci jeszcze o czymś- powiedziała jakby czegoś się obawiała.
Pojawienie się w więzieniu Marka ucieszyło ją choć sama nie wiedziała dlaczego.  Serce też dziwnie tłukło się w jej piersi. Pierwszy raz doświadczała tak silnych uczuć i do  osoby ,której prawie nie zna. Wiele dla niej robił. Nie opuściła jeszcze aresztu ,ale wkrótce miało to nastąpić.
Trzy dni z rzędu Dobrzański odwiedzał Ulę w więzieniu. Niestety nie dane było im porozmawiać na osobności bez strażników ani nie było mowy o żadnym spacerze ,który obiecał jej po wyjściu na wolność. 
Skurcze ,które odczuwała były coraz silniejsze. Strażnik nie zważał mną jej stan sądząc ,że udaje. W zimnej brudnej celi z odrapanymi ścianami miała powitać na świecie swoje pierwsze dziecko.
Ojciec jej dziecka był bandziorem, człowiekiem nieobliczalnym. Nie przypuszczała ,że Marek chcąc jej pomóc narazi się mu i ten zechce się go pozbyć.
Szarpała za kratę , padła na kolana ,gdy złapał ją potężny skurcz. Oparła ręką pot z czoła. Nikt nie przyszedł ,płakała ,krzyczała. Przyszedł drugi strażnik i kopnął ją w nogę ,gdy siedziała na podłodze. Odruchowo osłoniła brzuch. Cała noc walczyła z skurczami. O świcie czuła ,że już nie daję rady. W końcu sprowadzili pomoc medyczną.. Wykończoną zabrali ją do szpitala . 

W szpitalu ujrzawszy po raz pierwszy córeczkę wyciągnęła do niej ręce pokazali jej ją ,ale za chwilę zabrali do,inkubatora,bo zaczęła sinieć i zamilkła.Nie mogła jej nawet zobaczyć. Łzy spłynęły po twarzy. Dopiero podczas pobytu w szpitalu i rodząc dziecko zrozumiała co musiała czuć jej matka. Beatka urodziła się zdrowa ,ale Magda niestety zdrowa nie była. Tu było odwrotnie. To jej córeczka potrzebowała pomocy. Wtedy w jej głowie zawitała myśl ,że nazwie małą drugim imieniem swojej zmarłej matki. Czyli nada jej Zofia jak nazywała się jej babcia.
Musiała uzbroić się w cierpliwość ,żeby móc wrócić z córką do domu. Dzień po narodzinach odwiedził ją Marek co okazało się wielkim zaskoczeniem. Tłumaczył jej ,że nie mógł wcześniej przyjść. Wręczył jej bukiet pięknych frezji i ładnego misia dla małej. 


 Podał jej też średnią torbę z ubrankami dla dziewczynki.
- Dziękuje ci Marek ,ale nie musiałeś - odparła ze wzruszeniem.
- Wiem ,ale chciałem. 
- Jeszcze raz ci dziękuję.
Uśmiechnął się do niej po czym z atencją ucałował jej dłoń.
- Do usług. Jeśli będziesz potrzebować pomocy ,zadzwoń.
- Jak ci się odwdzięczę?
- Wystarczy ,że zaprosisz mnie po wyjściu ze szpitala na kawę i dobre ciasto. Słyszałem od twojego ojca ,że potrafisz piec świetne ciasta.
- Prawda ,ale dawno tego nie robiłam.
- Dobra ja muszę już iść. Nie będzie mnie trochę ,ale mam nadzieję ,że zobaczymy się jak wrócę. , Pa. 
- Pa. 
 Kwiaty zabrała pielęgniarka ,bo nie można ich było wnosić na odział. Podziękowała mu  gdy stali przy inkubatorze cmoknęła go zupełnie spontanicznie w policzek. Poszedł tam z nią ,bo chciał ujrzeć małą pomimo ,że to nie on jest jej ojcem. Uśmiechnął się do niej szeroko ,a ona dopiero teraz zwróciła uwagę na dołeczki w jego policzkach i czuła jak jej serce znów przyspiesza. Wydawał się idealnym materiałem na partnera ,lecz ona została mocno zraniona i nie szukała na ten moment nowej miłości. Będąc ze Sławkiem zgubiła ją namiętność i zauroczenie nie było tam miejsca na miłość.

- Zosia jest ciężko chora ,a ja nie mam na jej operacje. Muszę znaleźć na nią jakieś fundusze. Mała z chorym sercem a dokładnie lewą komorą serca i chorobą hemolityczną długo nie przeżyje. Ten konflikt krwi nie zagraża jej niby już życiu ,ale chore serduszko owszem.
- O Boże. Nie miałem pojęcia ,że z moją wnuczką jest ,aż tak źle. 
W ciągu następnych tygodni dowiedziała się ,że są pieniądze na operacje i jednak będzie ona przeprowadzona. Czuła ,że los się do niej wreszcie uśmiechnął.

                                   **** 
Bezradna i zrozpaczona zaczęła na własną rękę poszukiwania córeczki. Nie mogła jej odnaleźć. Chodziła po szpitalach, szukała informacji w Internecie. Dziecko miało tylko ją. Nie wiedziała ,że do akcji wkroczył jej eks ,który zwiał z aresztu. Niedawno go zamknęli i im uciekł. 

Operacja została opłacona przez nieznajomego. Ze względu na pogarszający się stan Zosi lekarze podjęli się jej bardzo szybko ,a Ula zjawiła się natychmiast w szpitala bojąc się o życie swojego dziecka. Przeżywała prawdziwe katusze czekając na koniec operacji. Nikogo z nią nie było. Ojciec nie mógł się denerwować poza tym został z jej młodszym rodzeństwem w domu.
Sławek pragnął jak najszybciej pozbyć się córki i miał już uknuty plan.

Z rozpaczy postanowiła udać się na miasto ,upić się i zapomnieć o wszystkim. Pragnęła zagłuszyć myśli i wyrzuty sumienia za to jak traktowała siostrę i w dalszym ciągu nie potrafiła pokochać rodzeństwa ,a w jej przekonaniu nikogo. 
- Gdybym kochała córkę siedziałabym non stop przy niej i nikt by jej nie zrobił krzywdy,nie porwał ,a tak Zosia zaginęła bez śladu. Zgłosiła sprawę na policję ,ale wątpiła by szybko odnaleźli jej dziecko ,a najbardziej obawiała się tego ,że Zosia dawno jest już martwa ,bo minęły dwa miesiące ,a ona nadal  nie została powiadomiona o postępie w sprawie. Policja nie wpadła na trop jej córki. Jeśli chodzi o Marka nie zapomniała o nim. Zastanawiała się czasami gdzie jest i czy ułożył sobie jakoś życie po rozstaniu o którym zdążył jej opowiedzieć. Miała nadzieję ,że tak chociaż czuła dziwny ucisk w sercu na myśl ,że on jest z kimś innym.  Nie wiedziała dlaczego przecież widzieli się tylko parę razy i pierwsze spotkanie do najprzyjemniejszych nie należało. Czuła wdzięczność  do niego ,bo dzięki niemu odzyskała wolność. 
                        ****
- Seba uznasz mnie pewnie za wariata ,ale nie mogę wymazać jej z pamięci- rzekł odkładając podpisane dokumenty. Wyłączył laptopa i westchnął ciężko. - Nie daję rady. Myślę ciągle o niej ,a przecież nie widzieliśmy się dwa miesiące. Ciekawe co robi? Czy wróciła już z córeczką do domu?
- Marek przecież ona ma dziecko,niedawno rozstała się z facetem. Porwali cię ,pobili,masz blizny ,a ty chcesz się w to pakować?
- Ula nie jest niczemu winna. Trafiła tylko na niewłaściwego faceta. 
- Dawno ,bo rzucił ją jak tylko dowiedział się o ciąży- poinformował przyjaciela- A Ula miała ponoć jakieś problemy z grupą krwi i mała urodziła się chora. Teraz jest już chyba w porządku nie wiem. Ja tylko opłaciłem operacje na serce.
- Co zrobiłeś?- Olszański zrobił wielkie oczy.
- Zapłaciłem za operacje- powtórzył Dobrzański.- Zrobiłem to nie tylko dlatego ,że zakochałem się w Uli ,ale po prostu zrobiło mi się żal tego dziecka. Mała jest już zdrowa tylko szkoda ,że Ula się nie odzywa ,a przecież ma mój numer telefonu i zna miejsce pracy.
- Może pojedź do niej skoro tak za nią tęsknisz- rzekł kpiąco. - Nie lubił opowieści o Uli ,która miała taką przeszłość i dziecko z innym. 
- Masz rację. Tak zrobię.
- Ale dokąd ty idziesz?- próbował go zatrzymać. 
- Jadę do Uli. Muszę jej powiedzieć...
- Poczekaj ona nie jest gotowa na takie wyznania. Marek najpierw gdzieś ją zaproś,umów się ,poznaj ,a dopiero potem działaj i wyznawaj jej miłość. 
- Chyba masz rację. Nie chcę 
dostać  kosza już na starcie i w dodatku wyjść na wariata- stwierdził Marek.
- Dokładnie- zgodził się z nim Sebastian.