Strona Główna

środa, 20 września 2017

,, Bolesna strata'' 17



, Możemy wziąć najgłębszą nienawiść
I przemienić ją w miłość
Podążaj za naszą religią tej nocy
Nasze bijące serca będą krwawić lecz będziemy walczyć’’
I.Otrębus-Larsson- Voiceless
Wepchnięta siłą do ciemnego pokoju kobieta skuliła się w kącie, czekając na karę, jaką poniesie za zniszczenie stropu w zamkniętej części budynku. Nic takiego nie nastąpiło. Ciężkie drzwi zamknęły się odcinając jedyny dostęp światła. Pogrążona w ciemnościach przywarła do ściany i wrzasnęła czując jak coś włochate włazi jej na rękę. Strzepnęła pająka i błądziła po omacku po ścianach. Ciało pokryła gęsia skórka. Zanim została wrzucona do tej klitki rzucili na podłogę jej rzeczy traktując w okropny sposób. Niczym śmiecia. Przeleżała na podłodze wystarczająco długo, by stwierdzić, że pora kolacji musiała minąć. Próbowała zasnąć. Wysuszone na wiór nie były jedynym powodem uniemożliwiającym spokojny sen. Pusty żołądek, mrok, zimno to zaledwie połowa. Po dwóch tygodniach znów wychodziła na zewnątrz. Nie rozmawiała z ludźmi, chodząc wszędzie sama trzymając pod ręką zniszczoną książkę. Czas upływał, a zmieniająca się pogoda utwierdziła ją w przekonaniu, iż zostanie tu na zawsze. Nigdy nie ujrzy świata poza murami psychiatryka i nie nawiąże normalnych relacji. Przyjaciele zniknęli z jej życia na dobre. Dobrzański wydawał się podstacją powstałą pod wpływem przyjmowanych leków. Pacjenci zaczepiali, zagadywali, lecz ignorowała ich zaczepki. W lutym nastrój się jej bardzo pogorszył, waga spadła. Niewiele wychodziła, odizolowała całkowicie od świata. Pod bluzą z kapturem ukrywała swoją twarz schodząc wszystkim z drogi. Nie patrzyła nikomu w oczy. Psychiatra stwierdził u niej syndrom pourazowy po niemiłym incydencie w łazience drugiego lutego w godzinach wieczornych. Zachowywała się jak spłoszone zwierzę, unikając dotyku, rozmów, czegokolwiek. Komunikacja z nią okazała się niemożliwa. Nie szukała z nikim kontaktu. Po prostu nie chciała. Nie z osobami z zaburzeniami psychicznymi. Jako nieliczna trzeźwo myślała i nie dawała się zastraszyć . Żyła nadzieją ,że wyjdzie z psychiatryka i rozpocznie nowe życie i może znajdzie kogoś z kim będzie je dzielić. Wkrótce odebrano jej tą nadzieję. 
                                                      ***
                  Jedenaście miesięcy później...                         
 Po posiłku wróciła do swojej sali, ujrzawszy owiniętą w kolorowy papier sporą paczkę. Usadowiła się na podłodze i układając prezent na kolanach rozdarła papier czując podekscytowanie. Jej oczom ukazała się okładka nowej książki. Skrawek nieba

Urszulo
Zwlekałem z napisanie, choćby kilka słów. Uznałem, że list będzie odpowiedniejszy niż spotkanie w cztery oczy. Nie oczekuj ode mnie niemożliwego, nie spodziewaj się, że odwiedzę Cię i powiem.,Nic się nie stało’’ Jakież ma to znaczenie, że pragnęłaś mojej śmierci? Szukałem usprawiedliwienia, ale go nie znalazłem. Nie wiem, czym się kierować. Działaś świadomie lub nie. Chcę znać odpowiedź. Poznać najgorszą prawdę. Nie jestem w stanie uwierzyć, że pragnęłaś mojej śmierci. Czym się naraziłem? Chęcią pomocy, o którą prosili mnie twoi przyjaciele? Wydawałaś się zagubiona, krucha potrzebująca bliskiej osoby. Współczułem Ci straty córeczki, nie byłem w stanie wyobrazić ogromu bólu, jaki doświadczyłaś. Mój w porównaniu z Twoim jest niczym. Nie widzieliśmy się trzynaście miesięcy.Pomimo wszystko się martwię i nie umiem Ci wybaczyć.  Najdłuższe miesiące w moim życiu. Nie wiem, co jadasz na śniadanie, jak Cię traktują. Masz nowych przyjaciół? Nie wiem nawet czy żyjesz. Błagam odpisz, jeśli to przeczytasz. Jesteś zdrowa? Zażywasz leki? Wbrew temu, co myślisz o mnie myślisz nie postąpiłbym jak on. Nie podniósł ręki, nie zrzucił ze schodów, nie zrobiłbym niczego szkodząc czyjemu zdrowiu bądź życiu. Chroniłbym, dbał o bezpieczeństwo osób, które bym kochał. Nie oszukujmy się o Twoje też, gdybyś nie odtrąciła pomocnej dłoni, nie usiłowała pozbyć się mnie w najgorszy i ostateczny sposób. Zniszczyłaś coś cennego i nie odbudują tego żadne słowa. Nie próbuj, nie szukaj przebaczenia, to koniec. Prześlę Ci następne egzemplarze i zakończymy tą znajomość. Jesteś nieuleczalnie chora.  Między nami nigdy dobrze nie będzie. Może, kiedyś dane będzie zaznać Ci szczęścia u czyjegoś boku lub los okaże się bardziej łaskawy i zostaniesz jeszcze mamą? Życzę Ci wszystkiego dobrego. Raczej się zobaczymy więc, Żegnaj.
                                                                                                         Marek
Marku
 Dziwnie czuję się pisząc do mężczyzny, którego nie nazwę przyjacielem, bo to za wielkie słowo. Znajomym? Nie, oni nie piszą do siebie listów. Nie łączą nas więzi krwi. Nie znamy się ze szkoły ani studiów. Z pracy również. Jak więc nazwać pana i mnie? Nieznajomi? Niedoszli kochankowie? Wiadomo, że nimi nigdy nie będziemy rzecz jasna. Wolałabym jednak spotkać się z Tobą i prosić o wybaczenie. Odczuwałam z początku gniew, żal, nienawiść w stosunku do Ciebie. Przeszło mi. Nie potrafię  żyć ze świadomością tego, co chciałam zrobić. Wiem nic mnie nie usprawiedliwia. Rozumiem to. Miałeś na mnie dziwny wpływ. Nie rozumiałam siebie ani Ciebie. Zwierzałam się obcemu facetowi. Tak nienormalność to moje drugie imię jak szaleństwo. Jestem daleka od ideałów. Nie wiem, po, co powstrzymywałeś od samobójstwa wariatkę . Niemal przypłaciłeś życiem naprawdę chcesz się w to bawić? Brnąć w bagno? Życzę Ci odnalezienia kobiety, która doceni, co dla niej robisz, pokocha Cię takiego, jakim jesteś. Obdarzy Cię gromadką dzieci i będziecie żyć długo i szczęśliwie. Przepraszam za wszystko. Bardzo żałuję ,Marek tego ,co się stało. Wybacz mi.                                                                                                                                                                                             
- Listy piszesz do ukochanego?- Zaśmiała się szyderczo jedna z pacjentek, drąc kartkę na strzępy. Ula wytrzeszczyła na nią niebieskie oczy.- A jeśli tak? Łatwiej żyć ze świadomością bycia kochaną, prawda?
- Cześć – przywitał Szymczyk się zachowując odpowiednią odległość. - Z Patką mieliśmy istny kocioł w domu, pracy i w szkole. Łukasz znowu się pobił z kolegą. Kasia opuściła w nauce, a Oliwka…- westchnął głęboko. – Ula, Boże, kto ci to zrobił?!

Dotknęła sinego policzka zasłaniając go włosami. Zachowywała się dziwnie. Odwróciła wzrok, aby nie patrzeć na dawnego przyjaciela.
- Gówno cię to obchodzi- warknęła. – Nie było cię tutaj prawie dwa lata. Ty i ten popapraniec jesteście siebie warci. Odkąd zaprzyjaźniłeś się z nim, mnie olałeś. Tak zachowuje się prawdziwy przyjaciel? W dupie mam taką przyjaźń. Jesteś drugim Markiem. Tylko jemu zawdzięczam bardzo wiele i gdyby mi nie odbiło bylibyśmy może dobrymi znajomymi? Przyjaciółmi? Żal mi, że to nierealne. Jestem życiowym rozbitkiem. Kto mnie uratuję? Stanowię zagrożenie dla wszystkich. On tu nie przyjdzie.
- Nie przyjdzie- potwierdził Maciej podchodząc do Uli. Zaskrzypiało łóżko podczas siadania – Zostały ci trzy tygodnie, do opuszczenia ośrodka.
- Tu ludzie nie piszą piórem, długopisem, a krwią po ścianach. To miejsce to prawdziwy horror,a ludzie bardziej przypominają zombie niż istoty ludzkie.
- Widziałem co nieco i niemal nie zszedłem na zawał, a młody jeszcze jestem.
Uśmiechnęła się ponuro, unosząc wzrok.
- Zabierz mnie stąd dopóki żyję- powiedziała zdławionym przez łzy głosem.- Opowiesz mi jak tam w firmie? Jak Marek?
 Zarzuca robotą? Poderwał jakąś laskę? Sandra pokazała mi zdjęcie spod klubu z młodą dziewczyną. To jego dziewczyna, kochanka?
Zdumiony wbił w nią wzrok. Zatkało go.
- Sam ci nie powiedział? W sumie wstyd się przyznawać do czegoś takiego. Zdurniał po prostu.
- Nie- westchnęła. – Zakończył znajomość. Ja nie chcę niczego kończyć! Powiedz mu, aby przyszedł najlepiej jutro w południe. Będzie spokojniej, bo pacjenci jedzą wtedy obiad. Ja nie jem z nimi obiadów przynoszę jedynie jedzenie do pokoju. Niejednokrotnie mnie przyłapali i było fatalnie.
- Ostatnio  rozmawiam z Markiem wyłącznie o sprawach służbowych-skłamał prywatne też poruszali ,lecz unikając tematu Uli.
- Porozmawiaj z nim, proszę- nalegała.
- Ula, nie mogę- wykręcał się.- Wpadnę pojutrze.
- Maciej!
- Marek zaczął znowu chodzić do klubów i upijać się do nieprzytomności. W nałóg chyba wpadł. Unika ludzi, w pracy jest zamyślony lub wściekły. On pięć lat żył jak mnich, później się tobą opiekował i znowu powrócił do dawnego życia.
Pieprzony pijak, egoista, śmieć, a ja głupia chciałam błagać go o wybaczenie i przeprosić. Myślałam… idiotka, idiotka…, czemu poświęcał mi czas? Rozmawiał, troszczył się, całował, składał obietnice. Gdyby kochał nie minęłoby to prędko… chyba… mi miłość do Sisiniy’a minęła. Nie, ja przenigdy nikogo nie kochałam prócz dzieci. Emiliy'a była moim promyczkiem.  
- Patrycja kazała cię pozdrowić- wycofał się z pomieszczenia.- Pa.

                                                     ****

 - Marek- wysapał Maciej wpadając z impetem do gabinetu prezesa. Dobrzański oderwał wzrok od Sebastiana przenosząc go na Szymczyka.
– Coś się stało?
- Musimy porozmawiać. Ula w tarapatach- oznajmił bez wstępów.
- Seba pogadamy później.
- Nara
Szymczyk miotał się w dziwnym szale po gabinecie Dobrzańskiego. Brunet udawał ,iż temat Uli go nie dotyczy.
- Niech zgadnę… próbowała…
- Nie! Uwolnij ją od nich. Rozszarpią ją ,powieszą ,zabiją. Byłeś ,kiedyś w jakimś psychiatryku?
Marka zamurowało ,przysiadł na fotelu. Zastanowił się poważnie.
- Nie było potrzeby- odparł wiercąc się na siedzeniu.- Twoim zdaniem wyglądam na psychola?
- Skądże. Ulka prawie wyzdrowiała. świetnie sobie radzi ,ale potrzebuje kogoś bliskiego.
- Akurat mnie ,tak?- pokręcił głową nie dowierzając.
- Pytała o ciebie.
- Żartujesz czy poważnie mówisz? Serio Ula pytała o mnie? Kiedy niby?
- Dzisiaj- poinformował.
- Usiądź – rozkazał Marek.- Nie łaź ,usiądź wreszcie. Maciek ,do cholery! O co konkretnie pytała?
- Wspomniałem jej o pijaństwie, klubach- rzucił lekceważąco.- Z resztą widziała cię z kimś na zdjęciu.
- Cholera! – gwałtownie wstał i uderzył pięścią w fotel. – Odkręcisz to- odparł ostro.- Dwa razy raptem  zdarzyło mi się upić góra trzy- zdobył się na półprawdę.- Tak zachowuje się prawdziwy przyjaciel? W dupie mam takich przyjaciół!
Maciej uśmiechnął ,a ten popatrzył dziwnie na niego.
- Ulka mówiła to samo o tobie. 
Ula uważa mnie za swojego przyjaciela? Nowość.
 Zdarzało się mu częściej zajrzeć do kieliszka. Nie radził sobie z uczuciami do Uli i pustką jaką po sobie zostawiła. Nigdy nie czuł się tak potwornie jak po oddaniu jej na przymusowe leczenie.
- Raz opijałem z Sebą drugą ciążę Violetty. Kobieta pod klubem przyczepiła się do mnie. Zamówiłem jej taksówkę i tyle.
- Sorry, stary nie wiedziałem. Pewnie zniechęciłem ją do ciebie. Wciąż zależy ci na Ulce?
- Bardzo. Próbuję o niej zapomnieć. Nie wychodzi- zwiesił głowę ,a głos mu zadrżał.- Wmawiałem sobie różne rzeczy. Boję się jej zaufać jeśli znowu wpadnie na pomysł pozbycia się mnie?
- Nie pozwoliła ci. Działa w afekcie. Nie zrobiłby tego świadomie- przekonywał go Maciej. - Spotkaj się z nią.
- To zły pomysł. Ula wychodzi za trzy tygodnie wychodzi ,tak?
- Tak.
Następnego dnia Maciej przyniósł Uli ogromne pudło. Zdziwiła się i dziękowała mu ze łzami w oczach ,a po przejrzeniu zawartości uśmiech zamarł na jej ustach. Rozłożyła puszysty koc na twardym łóżku i ułożyła rzeczy. Błękitny sweter, bawełnianą piżamę, skarpety, bluzkę, parę kosmetyków w tym szampon i żel pod prysznic. Czekoladki,pomarańcze i książki.
 Przeczytała tytuły książek: Morze niepokoju, Pustynny wiatr,Cień miłości i Oddech gwiazd. 
Ponownie zagościł uśmiech na jej twarzy ,bo zerknęła na ostatnią część kończącą serię. 
- Historia kończy się szczęśliwie tylko nie moja- wyznała z żalem.
- Twoja też może - odstawił karton na podłogę. 
- Paczka jest od Marka- stwierdziła.- Dlaczego nie przyniósł mi jej osobiście?
- Prawda paczka jest od Marka. Prosił ,abym ci ją przekazał.  
- Część rzeczy ukradną mi w nocy. Nic nie można tutaj mieć.
- Wiem. Powiedziałem lekarzowi ,że to wyłącznie ciepłe ubrania.
- Dzięki- uśmiechnęła się leciutko. - Podziękuj w moim imieniu Markowi.

                                    &
14 Grudnia
 Poranne przebudzenie okazało się trudniejsze niż przypuszczał Dobrzański. Pogrążony jeszcze w półśnie sięgnął po budzik i zawisł z ręką nad szafką.
Łóżko nie należało do niego wówczas pamiętał ,że wczoraj był nieźle rozgniewany, sfrustrowany z uczuciem poniesionej porażki na polu uczuciowym. Ukojenie mogła przynieść wyłącznie szklanka dobrej whisky po ból głowy doszedł do wniosku ,że nie skończyło się na jednym trunku. Poszukiwał w głowie obrazów ,wspomnień. Po któreś szklance siedząc przy barze zadzwonił do kogoś. Pytanie czyj numer wybrał w stanie upojenia alkoholowego. Nieudana próba zabójstwa krążyła bezustannie w umyśle mężczyzny. Od dwóch lat. Zadawał sobie setki pytań. Dlaczego? Co ją skłoniło do tego? Czyżby ,aż tak jej się naraził i rzeczywiście pragnęła jego śmierci? Nie zauważała uczucia jakie żywił do niej? Powtarzał jak mantrę ,że działa w afekcie i usprawiedliwia ją beznadziejny stan psychiczny ,ale posunęła się za daleko. On nigdy nie zaplanowałby morderstwa z zimną krwią ,a popełniła dwa przestępstwa. Kradzież leków i usiłowanie zabójstwa. Pomimo tegoż wydarzenia wciąż martwił się o nią. W barze pił w samotności ,czasem barman dotrzymywał mu towarzystwa. Spławił niską kobietę o bujnych kształtach z lokami do ramion. Uśmiechała się ,kokietowała i gadała mnóstwo bzdur o jakiś relacjach z pism ,których prawdopodobnie za dużo się naczytała. Pod ścianą z czerwonej cegły siedziała kobieta spoglądająca w stronę bruneta. Sączyła sok pomarańczowy przez słonkę . Marek odnosił wrażenie ,że  szła za nim od opuszczenia biura i śledzi go. Nieznajoma przeczesywała teren niczym szpieg, przystawała i chowała się za rogiem udając niewidzialną.
Policzymy się ,kiedyś. Pożałujesz wszystkiego, dopilnuję tego! Śmierć jest zbyt prosta, pora zagrać w grę.
- O co chodzi?- zapytał wgapiając się w ekran komórki, w zimnym pomieszczeniu ,półleżąc na mobilnym łóżku z twardą pościelą, w murach panował ziąb. Jasno-szare ściany nie poprawiały samopoczucia ,a szczególnie zakratowane okno i ciężkie drzwi z szybką i kratką.
- Kim pan…- wykrztusiła blondynka z przesiąkającą krwią raną na głowie. – Gdzie Ula?
- Jestem… w psychiatryku?
- W domu- weszła mężczyźnie w słowo.- Fajnie, fajnie. Będziesz moim chłopakiem?
- Nie- warknął. – Zaprowadź mnie do Uli.
- Zniknęła- wzruszyła ramionami.- I dobrze.
Zło czyha za zaułkiem, możesz je minąć ,ale ono powróci i cię dopadnie. Od ciebie zależy czy zginiesz czy przeżyjesz. Wchodzisz w to?
Pomyłka. Nie znam cię- odpisał.
- Zabiła ją- odparła drapiąc się po ręce ,aż czerwona ciecz skapnęła na podłogę. – No , niemowę- dodała niemrawo dziwnie się rozglądając po pokoju. 
Ależ doskonale znasz. Jestem twym niepokojem, podświadomością i obsesją. Niespełnioną fantazją. Ucieleśnieniem twoich marzeń. Jestem owocem ,który chcesz zjeść ,ale musisz obyć się smakiem. Gorzką pigułką przełykaną codziennie.
Odczep się wariatko! Nie pisz! Nie wiem skąd wzięłaś numer?
Nie domyśliłeś się? Oj smutno mi ,że nie poznajesz.
Zadzwonię na policję- zagroził dopisując wykrzykniki.
- Kto zabi…- puls Dobrzańskiemu przyspieszył ,zaczął się poważnie  zaniepokoić.
Nie bądź taki prędki panie Dobrzański. Twój rozbryźnięty na ścianie mózg będzie najpiękniejszym widokiem, skrobaczką zetrą twe ciało z białych ścian, a czarny worek stanie twoim nowym odzieniem ,lecz jeszcze nie teraz. Dopóki nie zakończymy gry ,ty pozostaniesz wśród żywych. Zaczynamy? Jesteś gotów rozpocząć tą rozgrywkę?
Nie zagram w żadną gierkę. Żegnam.
Skoro tak spodziewaj się niemiłej niespodzianki. Do usłyszenia.
- ,,Czarna''- podła odpowiedź.
- ,,Czarna''? 
- No ,zniknęła zaraz po niemowej. Zabiła takie dwie, szukają jej. 
- Uli! Nie niemowej! Uli! Ona nic nie mówi czy jak?
-Mało. Płacze, że ją zostawił- do pomieszczenia zajrzała inna kobieta.- Bo w ciąży.
- Jakiej ciąży?- Marek zakrztusił się niemal własną śliną.- Z kim?
Oni nie mówią prawdy. Ula żyje. Musi. Błagam Ula ,żyj. Daj jakiś znak. Zostawiłem ci  w jednej z  książek numer telefonu. Odezwij się. Przepraszam ,że mnie  przy tobie nie było.
-Chyba z nim- wtrącił chłopak z czapką zsuniętą prawie na oczy.- Takie książki czytała. Nie kocha mnie ,nie kocha- mamrotał do siebie. 
- No- potwierdziła blondynka rozrywając opatrunek na nadgarstku, wzrok miała nieprzytomny. Wyciągnęła rękę w kierunku twarzy bruneta.
-  Nie masz czekoladowych oczu jak Jerzyk- uśmiechnęła się smutno.- Mój Jerzyk.
- On nie istnieje- powiedziała lodowato lekarka.- Rozejść się. Do swoich pokoi natychmiast! A pan przepraszam kto?
- Marek Dobrzański ja… przyszedłem w odwiedziny i…
- A pan nie ten ,którego znaleźli pijanego w nocy na ławce?
- Nie… nastąpiła pomyłka. Czekałem na kogoś i zasnąłem… z przyjacielem opijaliśmy …yy… narodziny syna- dokończył kulawo.
- Na kogo pan czekał?- zapytała podejrzliwie. – Jakąś pacjentkę?
- Ulę Iwanow
- Żadna Urszula nie przebywa na terenie naszej placówki i proszę stąd iść.
- A nie wie pani dokąd poszła?
- Żegnam pana- wypchnęła go za drzwi.- Do wyjścia pan trafi?
- Trafię.
Ula uciekła? Pytanie dokąd?

Dobrzański przeżywając najgorszą noc w swoim życiu uświadomił sobie ile zła mógł wyrządzić jej ten ośrodek. Żałował ,iż nie sprawdził ,nie odwiedził i skreślił ją całkowicie. Za cel postawił odnalezienie jej całej i zdrowej. 
Info: Marka znaleźli na ławce na terenie zakładu psychiatrycznego ,a nie na ławce w parku. A w rozmowie z lekarką po prostu kłamał. Sam nie pamięta jak się tam znalazł.

13 komentarzy:

  1. Ta część jest na przemian pozytywna i negatywna. Ula powoli odzyskuje rozum, wiele sobie przypomina i wiele żałuje. Ma jednak żal do przyjaciół, że w najcięższych dla niej chwilach nie ma ich przy niej. W końcu pojawia się Maciek a ona nie bez powodu wyrzuca mu brak nią zainteresowania przez długie dwa lata. On plecie bezmyślnie o Dobrzańskim i dodatkowo miesza Uli w głowie. Dobrze, że Marek przełamał się i napisał do niej list. Nie dziwię się, że nie potrafił się przemóc i pojechać do niej, ale w liście wiele wyjaśnia. Szkoda tylko, że Uli nie udało się wysłać odpowiedzi.
    Trochę niezrozumiały jest dla mnie ostatni fragment rozdziału. O ile dobrze zrozumiałam Dobrzański się upił i zgarnęli go z parkowej ławki. Nie rozumiem tylko, dlaczego trafił do psychiatryka a nie do izby wytrzeźwień. Pijaków nie zamykają w psychiatryku a przynajmniej nie wtedy, gdy zgarniają ich po raz pierwszy z różnych miejsc. Abstrahując jednak od wszystkiego wychodzi na to, że Ula kolejny raz wymknęła się ze swojego więzienia i to z pozytywnym skutkiem. Czy dotrze do domu Marka? Przecież to tam swojego czasu stworzył jej prywatny azyl.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ula mętlik w głowie ma już po samym liście,a Maciej nie ułatwił jej sprawy.W wysłaniu listu przeszkodziła jej wariatka ,a drugi raz napisać i wysłać nie próbowała.
      Życie jej się całkiem posypało,obmyślała bardzo długo jak wyrwać się z piekła i udało się ,lecz nie przemyślała gdzie się podzieje po opuszczeniu murów psychiatryka.Dobrzański rozpocznie jej poszukiwania.Dzięki za wpis. Pozdrawiam serdecznie :).

      Usuń
  2. Biedna Ula, tam mieli jej pomóc a ona tam także przechodziła przez piekło. Dobrze że Maciek w końcu postanowił ją odwiedzić i dowiedział się co ona przeżywa. Marek mógł iść do niej prędzej to by ją tam spotkał a teraz jeśli ona uciekła to może być wszędzie. Mam nadzieję że Marek ją szybko znajdzie i zaopiekuje się. G

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieli pomóc ,nie pomogli ,chociaż jest z nią lepiej niż wcześniej.Nie ma myśli samobójczych,nie miewa ataków ani jest niebezpieczna. Pogubiona,przybita ,zdołowana ,obdarta z godności. Brutalnie potraktowana przez życie.Cudem jeszcze żyje. Nie wszędzie,a w drodze do znanego jej niegdyś miejsca.Dzięki za wpis. Pozdrawiam serdecznie :).

      Usuń
  3. Nareszcie Marek zaczyna się martwić o Ulę. Oby ją odnalazł i z czasem może jej wybaczy to co chciała zrobić.
    Pozdrawiam serdecznie
    Julita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marek chowa do niej urazę doskonale pamiętając próbę pozbawienia go życia,ale niezależnie jakby się wypierał i zaprzeczał tli się w nim uczucie do niej wbrew jego woli.Dzięki za wpis. Pozdrawiam serdecznie :).

      Usuń
  4. Ale jak to się stało że Marek się znalazł na terenie tego zakładu psychiatrycznego? Marek i Ula oboje cierpią. W końcu Marek zaczął poważnie martwić się o Ulę. Widać że mu na niej zależy, nawet jeśli Ulka chciała go zabić. :( A właśnie co się stało z Ulą, dokąd ona uciekła. Oby Marek odnalazł ją całą i zdrową.
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprzez odział osób trzecich. Ktoś mu wyciął numer podczas stanu upojenia alkoholowego.Kobieta ,której naraziła się Ula przebywa poza zakładem psychiatrycznym. Ula nocuje u sąsiadki Szymczyków owszem ma obrażenia ,lecz rany w sercu i duszy są w jej przypadku dotkliwsze.
      Dzięki za wpis. Pozdrawiam serdecznie :).

      Usuń
  5. Nie rozumiem dlaczego Marek wylądował w psychiatryku.
    Ula powoli zaczyna przypominać sobie fakty z przeszłości, zyskuje świadomość i powoli czuje wstyd za swoje zachowanie. Jest rozgoryczona tym, jak potraktowali ją przyjaciele. Oby Marek i Ula szybko się znaleźli i wybaczyli sobie nawzajem.
    Pozdrawiam serdecznie
    Andziok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ula rzeczywiście odzyskuje świadomość,wstydzi się swoich błędów ,żałuje i nie pojmuje jak mogła chcieć wysłać kogoś na tamten świat.Wiele zrozumiała,ale na rozmowę z nim nie jest gotowa.Dzięki za wpis. Pozdrawiam serdecznie :).

      Usuń
  6. Piszesz smutne historie o psychiatryku itp ja nie lubie takiego czegoś ale dla twoich opowiadań warto się poświęcić. Są piękne i dobrze przemyślane. Skąd ty bierzesz te wszystkie pomysły na te wszystkie opowiadnia? Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysły przychodzą zazwyczaj nagle ni stąd ni zowąd.Jeżeli coś mnie interesuje staram się na dany temat dowiedzieć jak najwięcej nie zawsze jest to łatwe, zainspiruje otaczającym światem
      i przede wszystkim używam wyobraźni. Pisałam wielokrotnie ,że w smutnych historiach lepiej się odnajduję spowodowane jest to trochę moją przeszłością ,ale nie ważne.
      O psychiatryku jedynie słyszałam rożne historię, nieco poczytałam i przyznam ,że raz znalazłam się w pobliżu takiego miejsca.Znam osobę ,która odwiedzała kogoś na oddziale psychiatrycznym.Ale nie wiem kogo i nie mam kontaktu już z tą osobą.A moja historia przypomina chyba horror w miejscu obłąkanym ludzi i zielonego pojęcia nie ma skąd miewam takie pomysły na pisanie.
      Dziękuję ,że mimo wszystko je czytasz ,choć wolisz weselsze historię.Staram się nie iść na żywioł ,chociaż czasem bywa to trudne.Dzięki za wpis. Pozdrawiam serdecznie :).

      Usuń
    2. Nie obiecuję,ale coś bardziej weselszego też postaram się napisać.( nawet mam już takiego w planach) Tylko na razie skupiam się na ,,Bolesnej stracie''i muszę zająć się jeszcze niedokończonymi opowiadaniami ponieważ nie znoszę porzuconych historii.Pozdrawiam :).

      Usuń