Strona Główna

czwartek, 13 stycznia 2022

,, Zakręty'' Rozdział 14

                                Rozdział 14



 Wielkimi krokami zbliżał się pokaz zaręczynowej kolekcji. Marek miał dużo pracy w firmie i późno wracał do domu. Życie płynęło powoli. Ula zajmowała się domem i dzieckiem czekając na Marka z kolacją ,chociaż uprzedzał nieraz ,że wróci nieco później. Obiecał ,że po pokazie będzie wcześniej wracał i spędzą trochę czasu razem. Trzymała go za słowo.  Czuła się lepiej ,gdy Zuza podjęła pracę w Febo&Dobrzański.  Ula nie mogła znieść dłużej tego czekania. Chciałaby już ,żeby Marek był po rozwodzie. Swój czas poświęcała dziecku. W ostatnich dniach zauważyła ,że schudła. Zmiana nie była ,aż tak zauważalna ,ale się ważyła parę kilo było mniej ,co ją ucieszyło. Kierowana chęcią zmiany ruszyła w kierunku zamkniętych drzwi. Przekręciła kluczyk ,a jej oczom ukazała się mini siłownia. Dobrzański nie wspominał jej o tym pomieszczeniu ,ale korzystając z tego ,iż mały śpi w łóżeczku. Wsiadła na rowerek i postanowiła trochę poćwiczyć. 

 Dwa tygodnie temu odbyła się pierwsza rozprawa ,dzisiaj miała odbyć się druga.  Marek poprzednie mieszkanie przepisał na Paulinę ponieważ miał złe wspomnienia  z tym mieszkaniem. Firma i udziały miały zostać w rękach Marka i Aleksa. Paulina nie miała z tym nic wspólnego. Dobrzański zamierzał szybko się rozwieść ,ale adwokat chciał wyjawić prawdę o małżeństwie swojego klienta z panią Febo. Markowi zależało na czasie. Sprawa dla niego ciągnęła się w nieskończoność.



 Sprawa dla niego ciągnęła się w nieskończoność

- Hej - zagadnęła Zuza pojawiając się w domu Dobrzańskiego. - Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha- próbowała zażartować kuzynka Uli.

- Nie. Po prostu się ciebie nie spodziewałam ,ale cieszę się ,że przyszłaś. Całe dnie siedzę sama z dzieckiem i nie mam do kogo ust otworzyć- poskarżyła się Cieplak. 

- Marek chciał ,żebyś wróciła do pracy jak mały podrośnie. Wiem ,że nie powinnam ,ale podsłuchałam rozmowę. Pewnie pojawienie się mnie w firmie pokrzyżowało te plany.

- Nie mów tak. Jeśli Marek chce mojego powrotu do pracy to co z małym ?

- Wspominał coś o żłobku. Gadał z Sebą w bufecie. W ogóle ten twój Marek nie wraca uwagi na kobiety. Na mnie prawie nie patrzył tylko zdziwił się ,że jestem twoją kuzynką - powiedziała prosto z mostu.

- Chodź do kuchni. Nie będziemy rozmawiać w holu- rzekła Ula z uśmiechem. 

— A ty co taka zziajana ?

- Biegałam na rowerku- odparła Ula włączając czajnik.- Bardzo chcę schudnąć ,bo w ciąży sporo przytyłam. 

—Robisz to dla niego?

— Nie. Przede wszystkim dla siebie. Źle się czuję z dodatkowymi kilogramami. 

—Kawy ,herbaty ?

— Kawę poproszę. Cappuccino ,bo piłam już dwie czarne i nie wiem czy moje serce więcej wytrzyma. Tylko takie słabe.

— Nie wiem. Ja się się martwię o serce Marka— wyznała włączając ekspres. 

—A to dlaczego?—Zuza przyglądała jej się badawczo. 

Ta postawiła przed nią filiżankę z gorącym cappuccino. 

Ula chwilę milczała nie chcąc mówić o tym ,że przyłapała Marka na braniu jakiś leków. Nie wiedziała na co są ,a on nie chciał o tym mówić. Czeka na moment ,aż wyjawi jej tą tajemnice.  Obawiała się co skrywa jej ukochany. Nie byli parą ,ale uważała ,że powinien jej zaufać i powiedzieć o co chodzi. 

—Krzysztof czyli ojciec Marka choruje na serce i obawiam się ,że on mógł to odziedziczyć.

—Z pewnością jeśli byłoby to coś poważnego to by ci powiedział - upiła łyk kawy. - Wy jesteście razem?

— Niestety nie. Mieszkamy razem i wychowujemy dziecko.  Dzisiaj jest druga rozprawa i jestem ciekawa czy wreszcie Marek odzyska upragnioną wolność. 

Usłyszała trzaśnięcie drzwiami w holu. Wyszła na korytarz  chcąc dowiedzieć się jak z rozprawą ,ale widząc wściekł wzrok Marka mówił sam za siebie. Rzucił płaszcz zamiast powiesić i minął ją bez słowa opadając ciężko na fotel. Usiadła na kanapie przyglądając się mu i czekając ,aż zacznie mówić. 

- Nie dostałem rozwodu- wypalił prosto z mostu.

— Dlaczego ? Paulina nie chce rozwodu?

 Sąd nie miał pojęcia ,że Paulina jest w posiadaniu domu w Mediolanie. Okazuje się ,że wcale biedna nie była ,a niby była ze mną dla pieniędzy. Zupełnie tego nie rozumiem. Niedługo kolejna rozprawa. Muszę jeszcze zrobić badania DNA ponieważ dotarli do dokumentacji medycznej Pauliny i okazało się ,że na początku naszego związku miała dziecko. Wtedy przyjeżdżała tylko na wakacje. A potem wyjeżdżała do Mediolanu. Ja wiem ,że to może brzmi absurdalnie ,ale Paula ma dziecko i chcą sprawdzić czy nie jest ono moje. Szczerze mówiąc wątpię ,żeby było moje. Gdy tak się stanie to nie wiem co zrobię. Chyba wezmę go z domu dziecka i się nim po prostu zajmę. Nie mogę tak zostawić dziecka. Nie wiem wtedy co z nami- odważył się na nią spojrzeć.

— Marek nie wiem co mam powiedzieć. Zaskoczyłeś mnie. Jeśli faktycznie masz dziecko z Pauliną postaram się wychować to dziecko najlepiej jak umiem. Leoś miałby przynajmniej rodzeństwo tylko obawiam się Pauliny. Nie chcę by mieszała się do naszego życia - wyznała szczerze. - Kocham cię ,ale mam dość czekania ,aż Paulina zniknie z naszego życia. Chyba ,że ty nie chcesz ze mną być?

- Chcę być z tobą. Chciałbym wychowywać z tobą Leona. Cieszę się ,że tak do tego podchodzisz i byłabyś w stanie pokochać nowe dziecko jeśli Gloria jest moją córką. Jeszcze jej nie widziałem. Obawiam się trochę tego spotkania. Niedługo z nami zamieszka też twoja siostra. Nie wiem czy mnie polubi. Mam nadzieję ,że będzie czuła się dobrze w tym domu. 

—Ja też mam taką nadzieję. 

 Jest jeszcze jedna sprawa ,ale o tym powiem ci później ,ale myślę ,że się ucieszysz. 

— Teraz jak mi powiedziałeś to nie będę mogła się tego doczekać- wstała patrząc mu oczy z miłością. Odgarnął jej kosmyk z twarzy. Czuła jak miły dreszcz przepływa jej wzdłuż kręgosłupa. Pocałował ją lekko w usta ,a ona odwzajemniła pocałunek i zarzuciła mu ręce na szyję. Tą magiczną chwilę przerwał płacz dziecka. Odsunęli się od siebie czując niedosyt i pożądanie. Marek miał ochotę całować ją do utraty tchu. Powoli znaczyć ,każdy kawałek jej ciała ,znaczyć jej skórę mokrymi pocałunkami. Stał na środku salonu myśląc o jej pełnych różowych ustach. Dawno nie czuł czegoś tak silnego. Wiedział od długiego już czasu ,że to co czuję to do Uli to miłość. 

- Ula mówię do ciebie i mówię ,a ty nic. Zasnęłaś czy co?- spytała ją nieco zaniepokojona kuzynka. 

Dziewczyna ocknęła się i spojrzała trzeźwo na Zuzę. Zupełnie się wyłączyła nie słuchając co mówi kobieta. Obie znały się od dziecka. Drogi się ich rozeszły ,gdy poszły na studia. Ula weszła na portal społecznościowy i przypadkiem trafiła na profil kuzynki. Przejrzała zdjęcia i znajomych upewniając się ,że to jej kuzynka. Napisała do niej i dość szybko dostała wiadomość ,a później wymieliły się numerami telefonu. Ula cieszyła się ,że odnalazła rodzinę i nie jest zupełnie sama. Potrzebowała kogoś z kim będzie mogła porozmawiać i do kogo będzie mieć zaufanie. W dzieciństwie się przyjaźniły. Co prawda przyjeżdżali tylko kilka razy w roku to Ula i tak zawsze czekała na ferie i wakacje by móc spotkać się z kuzynką. 

- Nie zasnęłam. Zamyśliłam się tylko- rzekła wciąż błądząc gdzieś myślami. 

- Dobra ja się zbieram. pa- pożegnała się prędko Zuza i opuściła mieszkanie Uli.

Siedząc na kanapie zerkała co chwilę na telefon. Mały spał w łóżeczku ,a jej kończyła się cierpliwość. do Dobrzańskiego. W końcu napisała do niego sms'a. Chwilę czekała po czym dostała wiadomość ,że jest w drodze do domu i niedługo będzie.  Zaburczało jej w brzuchu. Czekając na niego zapomniała zjeść kolacji. Postawiła ,że zrobi w tym czasie sałatkę. Wyciągnęła deskę i potrzebne składniki. Gdy je już umyła i zaczęła kroić pomidorki koktajlowe zadzwonił dzwonek do drzwi. Zdziwiła się ponieważ nie spodziewała się gości. Wytarła ręce w ściereczkę i poszła tworzyć. Uchyliła je ,a w progu stanął Marek z bukietem róż. 

— Proszę to dla ciebie- podał jej bukiet czerwonych róż

— Proszę to dla ciebie- podał jej bukiet czerwonych róż. 

— Dziękuję—uśmiechnęła się niepewnie.— Marek kwiaty tu niczego nie zmienią. Chcę byś był ze mną szczery. Nic nie ukrywał- powiedziała prosto z mostu ,co leży jej na sercu.

— Cieszę się ,że w tej kwestii mamy takie samo zdanie ,bo właśnie miałem zamiar ci o wszystkim opowiedzieć. Mam też dobrą wiadomość ,ale to później ,gdy zjemy- uniósł reklamówkę do góry ,którą trzymał w ręce. - Zamówiłem jedzenie. Mam nadzieję ,że ci będzie smakować. 

— Chyba czytasz mi w myślach—zabrała od niego jedzenie i wypakowała je z plastikowych pudełek na porcelanowe  talerze. - Najpierw zjedzmy spaghetti ,a później porozmawiamy- dodała siadając do stołu. 


,, Zakręty'' Rozdział 13

                                            Rozdział 13 


Śniadanie upływało w miłej ,rodzinnej atmosferze. Funkcjonowali od paru tygodni jak rodzina. Betti była w ośrodku rehabilitacyjnym. Niestety po licznych obrażeniach ,których doznała podczas pobicia nie wróciła do pełni zdrowia. Wciąż nie chodziła po poważnym złamaniu nogi. Niedługo miała zamieszkać z nimi. Zaś Dobrzański czekał na kolejny termin rozprawy rozwodowej. Wysłał dokumenty rozwodowe do szpitala psychiatrycznego ,ale jeszcze nie wiedział czy Paulina podpisała. Nikt do niego nie dzwonił. Bardzo zależało mu na czasie ,ale musiał uzbroić się w cierpliwość. Marek nie chciał odpuszczać w sprawie rozwodu. Chciał udowodnić ,iż w momencie zawierania małżeństwa Paulina była niepoczytalna i je unieważnić.

Marek zaskoczył dzisiaj Ulę wstając godzinę wcześniej i przygotowując posiłek. Zdziwiła się ,gdy na stole ujrzała koszyk z świeżym pieczywem ,masło ,wędliny ,pokrojone pomidory na talerzyku ,ser w plasterkach ułożony na białym talerzyku oraz gotowane jajka. Na środku stał niewielki wazon z białymi tulipanami.

- Pięknie to przygotowałeś ,ale czuję ,że to tylko piękny sen ,a nie rzeczywistość - odparła czując ,że coś jest nie tak.

- Nie podoba ci się ? Starałem się - uśmiechnął się lekko do niej.

Ula nie podzielała jego entuzjazmu. Usiadła jednak do stołu i wzięła talerzyk robiąc sobie kanapkę.

- Kawy ?- zaproponował.

- Poproszę- powiedziała i wstała z krzesła słysząc płacz małego.

- Czekaj. Ja do niego pójdę.

Po paru minutach Marek wrócił z chłopczykiem na rękach. Nosił go ,ale mały nadal marudził. Ula na chwilę wyszła z kuchni ,po czym wróciła i wręczyła mężczyźnie butelkę.

- Nakarm go.

- A ty nie karmisz piersią?- spytał patrząc na nią zaskoczony

- A ty nie karmisz piersią?- spytał patrząc na nią zaskoczony.

- Ściągam pokarm ,bo mały nie chce inaczej pić mleka- szepnęła będąc krępowana mówiąc o karmieniu. Prawdą było ,że miała wrażliwe piersi i bolały ją ,gdy karmiła. Wolała unikać bólu, ale to już chciała zachować dla siebie.

Dobrzański o nic więcej już nie pytał. Po położeniu małego spać ,usiadł przy stole.

- Muszę wyjechać. W sądzie na razie wstawiać się nie muszę, a w z firmy odejdę.
- Uciekasz ?
- Nie ,muszę wyjechać i poukładać sobie kilka spraw.
- A mały ?
- Nie zapomnę o alimentach.
- Marek ,ale wiesz ,że tu nie chodzi o pieniądze - oburzona wstała z łóżka. - Jak ty sobie to wszystko wyobrażasz?
- W ogóle - mruknął pod nosem.- Ula - spojrzał na nią i się zreflektował. - Przepraszam. Wyjeżdżam nie na zawsze ,a na kilka dni- Widząc jej niezadowoloną minę kontynuował. - Wyjadę tylko na kilka dni. Jadę do Pauliny by dowiedzieć się czegoś na temat jej stanu psychicznego i leczenia.
- Marek ,ale przecież ona ,kiedyś usiłowała cię zabić, a ty chcesz tam jechać? Nie pamiętasz jak udawała ciąże? To przez jej kłamstwa...
- Wiem ,że gdyby nie ciąża to nie zgodziłbym się na małżeństwo z nią. Można powiedzieć, że to fikcyjne małżeństwo.
Ula otarła łzy ,które znaczyły mokre ślady na policzkach. Niestety kolejne pojawiły się w jej oczach.
- Ula nie płacz ,proszę
Marek próbował załagodzić sytuację i przytulił ją do swojego boku ,całując lekko w głowę.
- Wrócę za kilka dni. Jadę tą tak naprawdę tylko po to by podpisała te papiery rozwodowe. Chcę to zakończyć.
- Marek, a...
- Zostaniesz z małym tutaj. W sumie jeśli chcesz to od jutra możesz tu zamieszkać- nie pozwolił jej dokończyć.
- Mamy razem mieszkać?
- Tak. Czemu nie ? Będziemy dzielić się opieką nad Leosiem. Muszę tylko zamówić ci łóżko do pokoju gościnnego ,bo kanapa nie jest zbyt wygodna.
Boże a ja głupia już myślałamże będziemy razem. Może on czeka , jego małżeństwo z Pauliną zostanie unieważnione ? Może warto jednak poczekać? Dać mu trochę czasu ? Chciałabym by synek wychowywał się w pełnej rodzinie.
- Dobrze ,ale pod warunkiem ,że ja wybiorę ?
- Ok.
- Marek ,a co z moją siostrą ?
- Nie mam pojęcia. Kurde całkiem o tym zapomniałem.
- Zapomniałeś o mojej siostrze. Nie zawiozłeś mnie do szpitala ani nawet tam nie dzwoniłeś. Przecież to dziecko. Jest tam zupełnie sama.
- Mamy swoje dziecko - palnął zanim pomyślał.

- Mamy swoje dziecko - palnął zanim pomyślał

W efekcie usłyszał trzaśnięcie drzwiami. Wyszedł z sypialni w celu poszukania Uli. Zastał ją, w kuchni z małym na rękach.

- Marek jak mogłeś? Może czasem zastanów się co mówisz!
- Ula - poszedł za nią ,gdy weszła do innego pomieszczenia. - Nie chodź za mną. No chyba ,ze chcesz wyręczyć mnie w zmienianiu pieluchy Leosiowi ?
- Nie. Lepiej ty to zrób. A do twojej siostry pojedziemy obiecuję i zamieszka tutaj z nami. Miejsca przecież wystarczy.
- Naprawdę? - spytała zapinając synkowi pampersa.- Masz wyrzuć - podała mu brudną pieluchę.
Gdy Marek wrócił Ula zakładała śpioszki synkowi.
- Dobrze. Trzymam cię za słowo, ale jeśli znów kłamiesz to wyprowadzam się- ostrzegła.
- Dokąd?- uniósł brwi i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Tego akurat powiedzieć nie mogę - ubrała malca i z powrotem wzięła go na ręce. - Chyba trzeba dokupić ubranek ,bo niewiele ich ma ,a takie maluchy szybko rosną.
- Poczekaj tu ,a ja zaraz wrócę.
Po paru minutach Marek wrócił z tabletem. Poszli do salonu. Ula włożyła Leona do nosidełka i usiadła bliżej Marka na kanapie.

- Zamówiłem parę rzeczy dla Leona ,ale ubrań nie kupowałem.
- A nie lepiej pójść do sklepu?
- Przecież wiesz ,że nie bardzo mamy czas.
- Owszem ,ale mam jeszcze sporo spraw do załatwienia. Między innymi z pokoikiem.
- No dobrze to zamówmy.
Marek pokazywał Uli różne ubranka. Kupował też trochę większe ubrania wiedząc, że Leon szybko urośnie. Uli bardzo podobały się te z motywami zwierząt ,ale jej oczom nagle ukazały się rampersy w samochodziki.

 Uli bardzo podobały się te z motywami zwierząt ,ale jej oczom nagle ukazały się rampersy w samochodziki

- Marek to musimy kupić - pokazała na ekran zbliżając się na niebezpieczną odległość. Jej niebieskie tęczówki intensywnie się w niego wpatrywały.
- Bardzo mi się podobają - mówił zamawiając, ale wciąż czując jej spojrzenie na sobie i oddech na szyj. Nie umiał się skupić na zakupach. Obecność Uli zwłaszcza siedzącej tak blisko skutecznie mu to uniemożliwiała.
Spojrzał na nią odkładając na szklany stolik tablet. Ujął delikatnie jej twarz w dłonie. Czuł jej zapach. Przymknął oczy ciesząc się tą namiastką bliskości. Ostrożnie ich dotknął czując ich cudowny smak. Pachniała krówkami i kwiatową nutą ,której w tej chwili nie umiał rozpoznać. Używała kwiatowych ,słodkich perfum. Zbliżył swe usta by skosztować jej ust. Tak dawno ich nie całował , że zapomniał prawie jaki mają smak. W tej chwili nic innego się nie liczyło oprócz jej pełnych różowych warg na ,które miał ochotę. Dzieliły ich już milimetry od pocałunku, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Czar prysł. Poszedł otworzyć, a Ula próbowała ukryć rozczarowanie.

*****
Ula wspominała wczorajszą magiczną chwilę ,którą przerwała nagła wizyta Sebastiana. Nie spodziewała się gości o tej porze i widziała, że Marek również nie. Trochę była nawet zła na Sebę, że przerwał taki moment.
Wiele rzeczy jej mózg wyparł. Prawie zapomniała jak Marek traktował ją po powrocie ze Spa. Naiwnie zakochana w swoim szefie czekała, aż rozpoczną wspólne życie, lecz on nagle wybrał Paulinę ,a ona stała bezużyteczną zabawką. Zauważyła w nim dużą zmianę, ale nadal czuła niepokój. Nie wiedziała co siedzi w jego głowie i jaki będzie miało to wpływ na ich życie. Czy rozpoczną je razem czy osobno. Niby się rozwodziliśmy, ale wiedziała, że może to potrwać nawet kilka lat zwłaszcza, że jedna ze stron wcale tego nie chce. Zmęczona z podkrążonymi oczami siedziała przy blacie popijając letnią już kawę. Walczyła z opadającymi powiekami by nie zasnąć. To była dla bardzo ciężka noc.
Małego męczyła kolka. Ula przypomniała sobie jak to było, gdy Betti miała kilka miesięcy i też miewała kolki. W końcu zasnął nad ranem ,ale wtedy ja dopadła bezsenność.
Nie wiedziała czy Marek jeszcze śpi czy nie. W końcu późno się położył ,bo pół nocy na zmianę z Ulą usypiał małego.

Nigdy nie sądziła, że ktoś taki jak Dobrzański porzuci swoje dotychczasowe życie ,które polegały na podrywaniu i sypianiu z przypadkowymi kobietami. Bardzo chciała wierzyć, że zakończył on ten etap ,lecz po rozwodzie będzie mógł powrócić do dawnego życia i tego najbardziej się obawiała.
Nie chcę by był ze mną tylko ze względu na dziecko. W sumie my nigdy tak naprawdę razem nie byliśmy. Kocham go ,ale nie jestem pewna czy on czuję to samo. Co jeśli on nic do mnie nie czuję ?
Opłukała kubek i wstawiła go do zmywarki po czym wzięła książkę o macierzyństwie i nic przeczytała trzecią stronę zasnęła.
*******
Do mieszkania Dobrzańskiego ktoś zapukał. Marek niedawno wstał i właśnie się ubierał ,gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Szybko wciągnął niebieską koszulę w spodnie ,założył pospiesznie pasek i boso poszedł otworzyćZdziwił się widząc śpiącą Ulę na kanapie ,bo kiedyś mówiłaże lubi rano wstawać, a dochodziła dwunasta w południe.
Dzień Dobry.
Dzień dobry, pan Marek Dobrzański?
- Tak ,a o co chodzi ?
Przesyłka dla PanaProszę tu podpisać - poinformował podając mu urządzenie. Mężczyzna złożył elektroniczny podpis i zamknął drzwi zastanawiając się co może zawierać owa przesyłka.
- Dokumenty ? - zdziwił się otwierając kopertę.
Dopiero teraz spojrzał na adresata co wywołało szok na jego twarzy.
- Co się stało?
Marek trzymał się za serce i ciężko oddychał.
Boże co ci jest ?- wystraszyła się nie na żarty ,Ula.
Odrzuciła koc i czym prędzej do niego podeszła. Koperta upadła na podłogę ,a Marek był blady jak ściana.
- Nic takiego. Zaraz przejdzie - rzekł i podszedł do szafki w kuchni wyjmując jakoś fiolkę z lekami. Wziął jedną tabletkę popijając szklanką wody.
Jesteś na coś chory ?
- Ja ? - udawałże nie wie o kogo chodzi. Nie chciał zwierzać się jej z problemów. Nie był na to gotowy. Wolał sam się z tym uporać i nie zawracać jej głowy bzdetami.
- Tak ty. Nie udawaj głupiego. Marek ty coś przede mną ukrywasz.
- To nic strasznego. Nie martw się.
- Zdrowi nie biorą leków.
Mówiłemże to nic takiego - skłamał.
- Nie wierzę ci . Chyba nic tu po mnie - zaczęła zbierać rzeczy małego po czym kilka swoich włożyła do wielkiej torby i włożyła małego do wózka.
Była wdzięczna Sebastianowi ,że podrzucił tutaj rzeczy jej małego.
- Ula ,zostań- złapał ją za rękę w której trzymała torbę. - Nie odchodź. O wszystkim ci niedługo powiem. Naprawdę to nie jest to tak ciężka choroba. Nie mam chorego serca jeśli o to pytasz.
- Nie pytam ,bo i tak mi nie odpowiesz.
- O wszystkim niedługo ci powiem -ujął jej twarz w swoje dłonie.
- Wierzysz mi ?
- Nie - odpowiedziała patrząc mu prosto w oczy.
- Jak mam cię przekonać?
- Ty już nie możesz mnie przekonać. Nawet jeśli mówiłbyś prawdę dla mnie zawsze będzie to już tylko kłamstwo.
Stał i nie był w stanie nic powiedzieć.
Zostanę do końca miesiąca, a później odejdęBędziesz kontaktował się z moim prawnikiem w sprawie Leona.
- Ty nie masz prawnika.
- Nie mam ,ale będę mieć.
Rozpakowała z powrotem rzeczy. Usiadła na łóżku i westchnęła ciężko. Ta rozmowa nie należała do łatwych, ale cieszyła się ma ją już za sobą. Musiała być twarda i nie mogła się złamać tylko dlatego ,że on mówi to co chciałaby usłyszeć w danym momencie.


,, Zakręty'' Rozdział 12

                                          Rozdział 12



Dobrzański siedział z laptopem w łóżku  i dziecięce mebelki. Planował je kupić do pokoiku Leona. Trafił na łóżeczko turystyczne ,które mu się spodobało. Zadzwoniła komórka. Na ekranie pojawił się nieznany numer. Postawił mimo to odebrać.

— Dzień dobry rozmawiam z Panem Markiem Dobrzańskim ?
— Dzień dobry ,tak to ja. Słucham ,o co chodzi ?
— Nazywam się Cezary Wasiński i jestem lekarzem psychiatrą . Dzwonię w sprawie pani Pauliny. Podała pana jako osobę pierwszego kontaktu. Mówiła, że pan jest jej mężem.
— Tak jestem jej mężem ,ale rozwodzimy się. Paulina nie wstawiła się na rozprawę.
— Pani Paulina jest na leczeniu. Zatrzymała ją policja ,gdy chodziła w bieliźnie po mieście i groziła, że sobie coś zrobi. Policja przywiozła ją tutaj. Gdy tu trafiła miała przy sobie aparat ,który jest na komisariacie. Znajdują się tam pana zdjęcia jak wychodzącego z nosidełkiem i jakąś kobietą że szpitala.
— Śledziła mnie ? — zdziwił się. — Czy mogę ją odwiedzić?
— Niestety nie. Pani Paulina jest na silnych lekach. Reaguje na ludzi bardzo źle. Stanowi zagrożenie dla innych pacjentów więc jest w izolatce. Poza tym
Jest uznana za niepoczytalną.  Dźgnęła nożem niewinną osobę ,która obecnie przebywa w szpitalu.
Marek zamarł słysząc takie wieści.
Lekarz powiedział mu o zaburzeniach Pauliny. W końcu rozłączył się mając po prostu dość informacji o Paulinie.
— Cholera jasna — powiedział głośno do siebie.
— Marek stało się coś? — Do pokoju wpadła natychmiast Ula.
— Paulina jest w szpitalu psychiatrycznym i wygląda na to ,że z niego nie wyjdzie przez najbliższych kilka lat. Nie wiem co jej się stało. Całkiem oszalała. Może to moja wina ?
— Marek nie obwiniaj się — podeszła do niego i usiadła obok na łóżku. — Mój związek z nią był pomyłką. Może oszalała przez moje zdrady? To jak ją traktowałem ? Boże, ale ze mnie sukinsyn— ukrył twarz w dłoniach mając wyrzuty sumienia z powodu swojego dawnego życia.
— Najważniejsze, że zrozumiałeś, że robiłeś źle — odparła kładąc mu rękę na ramieniu. Spojrzał na nią z wdzięcznością, że go nie  potępia. Cieszył się, że była obok.
— Marek, a co z nami ? — zapytała cicho.
— Wiesz ,że nic  nie mogę ci obiecać, bo nadal jestem mężem Pauliny.  Niepotrzebnie brałem z nią ślub ,lecz czasu nie cofnę, a ona nie chcę dać mi rozwodu— wymsknęło się mu spojrzał na Ulę i poczuł coś dziwnego. Czuł się lepiej ,gdy była obok. Nie wiedział ile potrwa sprawa rozwodowa. Wolałby, żeby jak najszybciej.
— O czym myślisz ?
— Niczym istotnym — rzucił obojętnie. -  Dobra ,uciekam do pracy- pocałował ją w czoło i w locie wziął granatową marynarkę z oparcia krzesła. 

********

Marek pochłonięty był sprawami firmowymi. Na jego biurku piętrzyły się dokumenty ,a on nie dawał już rady. Jakiś czas temu dał ogłoszenie na asystentkę ,ale żadna z dotychczas zgłaszających swoją kandydaturę nie nadawała się na to stanowisko. Przeważnie brakowało jej odpowiednich kwalifikacji albo doświadczenia. Sebastian przeglądał setki CV ,ale gdy przychodził z nimi do przyjaciela ten kręcił nosem ,bo nikt mu nie odpowiadał. Olszański wracał zwykle do swoich obowiązków martwiąc się ,że w końcu jego przyjaciel zostanie bez asystentki. 

Prawdą było ,że Marek szukał asystentki podobnej do Uli Cieplak. Skromnej ,lojalnej ,pracowitej z wysokimi kwalifikacjami. Żałował ,że nie może zatrudnić Uli ,bo zajmowała się małym dzieckiem poza tym sama odeszła z firmy. Wpadł na pomysł ,że zatrudni stażystkę. Co prawda nie będzie znała się na robocie ,ale może wiele się nauczyć ,a w ten sposób ,gdy staż się skończy jego syn będzie już większy i będzie mógł pójść do żłobka ,a Ula wróci do firmy. Postanowił jej o tym powiedzieć wieczorem. 

—Marek znalazłem ci idealną asystentkę - rzekł Olszański przyprowadzając do gabinetu Marka jakąś młodą dziewczynę. - Zuza jest świeżo po studiach. Nie pracowała jeszcze w firmie odzieżowej ,ale szybko się uczy. A my teraz mamy dużo roboty przed zbliżającym się pokazem. 

—Dzień dobry—powiedział Marek wstając od biurka i zapinając guzik od marynarki.—Marek Dobrzański- wyciągnął dłoń. 

—Zuzanna Maciejczyk —podała mu dłoń ,a on lekko uścisnął. 

—Witamy na pokładzie. Violetta oprowadzi cię po firmie.

—Dobrze panie Marku. Ula mówiła ,że z pana dobry człowiek.

—Ula? Ula Cieplak ?

—No tak. Jestem jej kuzynką. Przyjechałam tu z Krakowa. Niedawno odezwała się do mnie.

Marek był w szoku. Ula nigdy nie wspominała mu o kuzynce. W ogóle nie rozmawiali o jej dalszej rodzinie. Myślał ,że oprócz ojca alkoholika ,brata w Anglii , małej siostry i teraz synka to nie ma nikogo. A nagle okazało się ,że posiada jakąś dalszą rodzinę. 

— Zna pan Ulkę ?

—Tak ,ale to skomplikowane. I mała prośba. Proszę mi mówić po imieniu. Tu wszyscy mówią sobie na ,,ty''

— Dobrze. To jakie jest moje pierwsze zadanie ?- zapytała z uśmiechem. 

—Zrób mam kawy— poprosił Dobrzański i usiadł na kanapie.

   Po jej wyjściu Sebastian zajął miejsce na kanapie obok przyjaciela. Seba rozsiadł się wygodnie. 

—Stary ja nie miałem pojęcia ,że to kuzynka Uli. Miała bardzo dobre CV więc uznałem ,że się świetnie nada na to stanowisko.

—Seba ja myślałem o stażystce ,bo chciałem by Ula wróciła do firmy ,gdy tylko mały podrośnie.

—Przecież Ulka może wrócić tu już jako twoja żona i współwłaścicielka firmy. 

—Seba ,aż tak dalekich planów nie mam. 

— Chyba zamierzasz się z nią ożenić no chyba ,że łączy was tylko dziecko.

—Nie gadaj głupot- oburzył się Marek. — Zależy mi na niej i na dziecku. Tylko nie mam jeszcze rozwodu z Pauliną ,a to znacznie komplikuje sprawę.

—Mówiłeś ,że się z nią rozwiedziesz.

—Paulina przebywa w szpitalu psychiatrycznym i nie mam jak nawet z nią pogadać ,bo nie dostałem zgody na widzenie. Zupełnie jak w więzieniu.

—To ona jest na oddziale zamkniętym ?—Olszański nie krył zaskoczenia.

—Na to wygląda. 

Dalszą rozmowę przerwało wejście nowej asystentki z kawą. Postawiła na stoliku i zabierając tacę szybko wyszła. Nie musiał jej nikt o tym mówić jak to bywało w przypadku Violetty ,która nadal tu pracowała ,lecz dziś wzięła dzień wolny ,bo miała wizytę u lekarza diabetologa.  Po wypiciu kawy wrócili do pracy. 

                       *****

Ula z minuty na minutę coraz bardziej się denerwowała. Zerkała na zegar ,a Marka wciąż nie było w domu. Mówił  przez telefon ,że wróci późno i by nie czekała z kolacją. Zachowywali się jak małżeństwo z wieloletnim stażem ,a nie byli nawet w związku. Mieszkali razem i wychowywali dziecko ,ale nic poza tym. Kobieta wiedziała ,że jej stan psychiczny nie był najlepszy podczas ciąży i sporo przybrała na wadzie. Niestety nie mogła teraz schudnąć. Bardzo chciała wrócić do wagi sprzed ciąży ,bo nieczuła się dobrze z tymi dodatkowymi kilogramami.  Po prostu wstydziła się wyjść z domu w takim stanie. 

—Cześć—usłyszała z holu.- Już jestem !- zawołał. 

—Cześć—odpowiedziała całując go w policzek.

—Gdzie mały ?—spytał zdejmując płaszcz i wieszając go na wieszaku. 

—Śpi. Długo nie mogłam go uśpić. Chyba ma gorączkę- zagryzła wargę.

—Ulka nie przejmuj się. To pewnie nic groźnego. Zaraz zobaczę czy ma gorączkę. 

—Może pojedźmy do lekarza albo zamówmy wizytę do domu- widząc jej zdenerwowanie ,zadzwonił po lekarza rodzinnego. 

Półgodziny później w domu Dobrzańskiego zjawił się Andrzej Mruczek. Ula uśmiechnęła się pod nosem ,gdy usłyszała nazwisko ukrywając się za plecami Marka. Brunet zaprosił go do środka i przyniósł małego. Lekarz usiadł na kanapie i osłuchał małego ,który nie chciał grzecznie leżeć tylko machał rączkami uderzając o stetoskop. 

—Chłopcu nic nie jest- odparł lekarz.- To tylko lekki katar —dodał i wypisał receptę na kropelki dla małego.

—A co jeśli mu się pogorszy?

—Wtedy proszę dzwonić- położył na stoliku wizytówkę. 

Gdy wychodził podszedł do Marka i powiedział.

—Proszę uspokoić żonę. Małemu naprawdę nic nie jest. Młode matki czasem są przewrażliwione.

—Czy to minie?

—Tak. Przy drugim albo trzecim dziecku zwykle mija ,ale są nadopiekuńcze matki. Takim nigdy nie przechodzi.

—Ula szybko straciła matkę i zajmowała się młodszym rodzeństwem w tym młodszą siostrą ,gdy ta była niemowlakiem.

— Niech pan będzie dla niej wyrozumiały. Pańska żona wydaje mi się ,że doszła jeszcze po porodzie.

— Dobrze.  Do widzenia— pożegnał się Marek i zamknął drzwi. 

Dobrzański nie chciał wyprowadzać lekarza z błędu. Poczuł miłe ciepło wokół serca ,gdy Andrzej nazwał Ulę jego żoną. 

*********

Dziewczynka leżała tyłem do drzwi. Nie zareagowała na głos lekarki. Jedzenie stało na stoliku w ogóle nie ruszone. Po jej rumianych policzkach leciały łzy ,których nie miała siły otrzeć ponieważ jej ręce pokrywały bandaże. Tak jak siedemdziesiąt procent jej ciała. Beatka znajdowała się na silnych lekach przeciwbólowych i zapalnych. Niedawno się obudziła ,ale nie było z nią kontaktu. Ojciec zgotował jej prawdziwe piekło. Ciało dziewczynki pokrywało mnóstwo siniaków i zadrapań oprócz tego miała poważniejsze obrażenia. Zagrożenia życia jednak nie było.

—Betti ,kochanie—wyksztusiła Ula podbiegając do łóżka siostry.— Co on ci zrobił ? Biedne maleństwo— pogłaskała ją po głowie. Ta skuliła się i nie chciała nawet na nią spojrzeć.

— Mam was zostawić same?—odezwał się dotąd milczący Marek.

— Zostań— padło z ust Uli. 

Marek wziął krzesło i usiadł trochę dalej od łóżka. Beatka w końcu odwróciła głowę w ich stronę. Próbowała się ruszyć ,ale nie mogła. Ula poprawiła jej poduszkę. 

—Betti potrzebujesz czegoś?- spytał spokojnym głosem Marek.

—Sok pomarańczowy—odparło dziecko.

—A ty Ula coś potrzebujesz ?

— Kup jej taki w kartoniku ze słonką wtedy łatwiej jej będzie pić. Może jeszcze jakieś owoce by się przydały zawsze to źródło witamin. 

—Po drodze widziałem takie gazetki o pupilach ? No wiesz takie czasopisma dla dzieci - wyjaśnił.

— Dobry pomysł —poparła Ula. 

Po wyjściu mężczyzny przyszła salowa. Ula poprosiła by przynieś dziecku ciepły posiłek ,a ona pomoże jej zjeść.

— To dziecko nie chce jeść. Dlatego trzeba ją dokarmiać kroplówką i nie ma siły na nic- odparła zrzędliwie grubsza kobieta. 

— Mimo wszystko spróbuję- Wzroku Uli było coś takiego ,że salowa nic nie powiedziała tylko wyszła. 

Marek wrócił z całą siatką zakupów

Marek wrócił z całą siatką zakupów. Zauważył ,że Ula zasnęła przy łóżku siostry. Ostrożnie podszedł do szafki i ułożył tam rzeczy. Kupił małej pluszowego  różowego misia z czerwoną kokardką. Miał nadzieję ,że się ucieszy, gdy zobaczy zabawkę. Brunet podszedł do Uli dotykając leciutko jej ramienia. Spojrzała na niego zaspana. Wziął jej beżowy płaszczyk i otaczając ramieniem skierowali się do wyjścia. Musieli od Sebastiana i Violetty odebrać Leosia. Mieli nadzieję ,że był grzeczny.   


,, Zakręty'' Rozdział 11

                                                          Rozdział 11

Koło południa Marka zaskoczył widok synka w nosidełku bawiącego się gryzaczkiem i Uli parzącej kawę. Przetarł oczy ,bo wydawało mu się, że śni i oni nie są tu naprawdę. Na patelni smażyła się jajecznica ,a mały na widok Marka uśmiechnął się.

- Cześć słoneczko - powiedział Marek do synka przykucając przy nosidełku.
- A jesteś już trzeźwy ?— spytała z obawą
- Ula byłem pijany ,ale już wytrzeźwiałem. Głowa też już mnie nie boli. Dzięki za tabletki i wodę.
- Nie ma za co. Może dzisiaj zostaniesz w domu ? - spytała niepewnie nakładając jajecznice na talerz.
- Mogę zostać ,a co masz jakieś plany ?
- Nie mam planów. Moja siostra leży w szpitalu ciężko pobita przez mojego ojca.
Na twarzy Marka pojawił się szok.
Ula postawiła kubek z gorącą kawą.
— Martwię się o nią. Tam nie jest bezpieczna. Nie mam dokąd jej zabrać. Ojciec wciąż pije ,a małą się nie zajmuje. Ostatnio zamknął ją samą w pokoju ,bo nie chciała zjeść kolacji. Dąbrowska do mnie dzwoniła. W sumie nie wiem stąd ma numer.

Marek upił łyk kawy  i zaczął kaszleć

Marek upił łyk kawy  i zaczął kaszleć.
- Uważaj gorąca
Ula podeszła do niego i mocniej poklepała po plecach. Kaszel ustał.
— Dziękuję — uśmiechnął się z wdzięcznością. — Znów ratujesz mi życie— Marek spojrzał na stół po czym przeniósł wzrok na Ulę.
-A ty nie jesz ?
- Jadłam wcześniej i jakbyś nie zauważył zrobiłam zakupy. W lodówce było tylko światło i ketchup.
- To dlatego ,że ja zamawiam albo jem u Seby i Violi. Chociaż im przejadła mi się już zupa pomidorowa, krem z pomidorów i sałatka z pomidorami. No i te nadziewane pomidory.
- Czyli ogólnie masz dość pomidorów i wszystkiego co jest z nich zrobione ?
- Niestety tak. Szkoda, że nie przerzuciła się na jakieś inne warzywo.
- Pomidory mają akurat dużo zastosowań w kuchni. Ale porozmawiam z nią. A tobie mogę coś ugotować. Lubię przygotowywać posiłki dla innych.
- Może pierogi. Twoje są najlepsze pod słońcem.
Ula zarumieniła się słysząc taką pochwałę z ust Dobrzańskiego.
Nagle przypomniał sobie o czym mówiła wcześniej.
- Twój ojciec pobił dziecko ? - Marek był w szoku jak można coś takiego zrobić. On nie wyobrażał sobie by miał uderzyć, kiedykolwiek synka. Pomyślał ,że trzeba pomóc siostrze Uli. Nie mógł tak po prostu zostawić tej sprawy.
- Musimy do niej jechać.
- Marek ,ale piłeś wczoraj.
- Ale to nie będę prowadził tylko ty - odparł patrząc na jej wielkie zdziwienie malujące się na twarzy.
- Dawno nie jeździłam. Może jednak pojadę autobusem ?
- Zawiozę cię wieczorem jeśli się boisz ,że piłem.
- Ok.
Po kolacji Marek wstawił naczynia do zmywarki. Leoś spał w nosidełko w salonie. Ula go pilnowała oglądając komedię na wielkim telewizorze plazmowym.
Gdy Marek wrócił do salonu ,Ula spała na kanapie. Przykrył ją kocem i patrzył jak śpi.

Marek wziął nosidełko i umocował je w samochodzie

Marek wziął nosidełko i umocował je w samochodzie. Ula zerknęła jeszcze na synka i na Marka po czym ruszyła w kierunku szpitala. Dawno nie prowadziła auta i odczuwała z tego powodu lekki stres. Po zdaniu prawo jazdy nie miała za co kupić auta. Po paru metrach stres minął. Marek wciąż z tyłu głowy miał sprawy związane z rozwodem. Nie wiedział z jakiego powodu Paulina nie pojawiła się na rozprawie. Ula zatrzymała się czekając na zielone światła. Marek położył dłoń na jej dłoni, ale speszył się, gdy na niego spojrzała znad okularów. Jej spojrzenie było intensywne. Dostrzegł w nich uczucie.
- Marek ,prosiłam cię.
- To dla mnie trudne ,Ula - odrzekł patrząc na nią w taki sposób, że miękły jej kolana. Cieszyła, że akurat siedzi ,bo gdyby stała byłoby o wiele gorzej. Światło zmieniło się na ziele ,a oni ruszyli dalej. Ich synek spał.
- Marek jesteś mężem Pauliny - przypomniała mu. - Nie chcę wplątywać się w romans z żonatym. Wiem ,że wcześniej popełniliśmy błąd ... ten romans.
- Żałujesz ?
- Oszukałeś mnie. Ciągle to robisz. Nie możemy być razem. Nie mogę być z oszustem.
- Ula ,pozwól mi...
- Nie , Marek. Dokonałeś już wyboru. Ja nie mogę wciąż wchodzić z buciorami w twoje życie.
- Patrz na drogę, bo jeszcze się rozbijemy.
- Przecież patrzę. Marek ja nie będę czekać na ciebie w nieskończoność. Wiem ,że mamy synka.
- Ula możemy stworzyć prawdziwą rodzinę.
- Nie możemy ,a co jeśli zmienisz zdanie i nas zostawisz ?
- Ula...
- Przestań. Wysiadaj - rozkazała.
- Ale?
- Już !
Marek widząc jej wybuch bez słowa wysiadł z auta ,a Ula położyła głowę na kierownicy i rozpłakała się. Po chwili wyszła z auta i spojrzała na Marka. Patrzył przed siebie zamyślony.
- Jaką mam pewność, że więcej nie odejdziesz ? - zapytała ledwo słyszalnie.
- Nie chcę nigdy odchodzić. Wiem ,że mi nie wierzysz ,ale kocham cię - powiedział głośno.
- Co ?
- Słyszysz? Kocham cię i chcę z tobą być. Ty i Leoś to cały nasz świat.
- Chyba muszę się przejść - powiedziała i ruszyła polną drogą. Znajdowali się poza obrzeżami Warszawy. Marek
Wziął z fotelika Leosia. Szedł obok niej w ciszy i rozglądał się po okolicy. Szli tak ,aż dotarli do lasku. Podał synka Uli. Ten zaczął lekko popłakiwać.
- Działka na sprzedaż - przeczytał na głos. Wyjął komórkę i zaczął coś wpisywać. Odszedł kawałek by zadzwonić. Po kilku minutach wrócił z zniewalającym uśmiechem na ustach. Ula zmarszczyła brwi trzymając małego na rękach.
- Ogłoszenie jest nadal aktualne.
- Jakie ogłoszenie ?
- O sprzedaży działki. Dzwoniłem pod ten numer i właśnie powiedziałem, że się zastanowię i odzwonię.
-Marek mów jaśniej ,bo nie rozumiem. Jaka działka?
- Ta obok ,której stoimy. Może być w przyszłości naszym domem. Mielibyśmy dom niedaleko lasu co ty na to ?
- Nie mogę się w tej chwili na to zgodzić. Po za tym mamy ważniejsze sprawy niż zakup działki. Twój rozwód, moja siostra leży w szpitalu. No i ja nie mogę mieszkać wiecznie u Seby i Violi. Zgadzają się, bo mają dobre serce i chcą pomóc, ale...
- Obiecuję, że załatwię tą sprawę z mieszkaniem i rozwodem. O to się nie martw. Daj mi jeszcze trochę czasu - podszedł po niej bliżej i pocałował w czoło. - Wszystko się jakoś ułoży tylko musisz mi zaufać.
- Postaram się, a teraz jeździć do szpitala.
Ruszyli przed siebie rozmawiając o mało istotnych rzeczach. Ula postanowiła nie drążyć więcej tematu rozwodu. Postanowiła poczekać na rozwój wydarzeń i nie skreślać całkowicie Marka.

Przebudziła się nagle i rozejrzała po pomieszczeniu. Była sama. Nosidełko stało na podłodze puste. Wystraszyła się. Szybko sięgnęła po okulary, które leżały przed nią na kawowym niewielkim stoliku. Nasunęła je na nos i ogarnęła ją panika ,że jej synka nie ma. Zapukała do sypialni Dobrzańskiego. Nikt jej nie otworzył. Nie usłyszała proszę ,ale mimo to weszła do środka. Uśmiechnęła się na widok Leosia śpiącego z tatą na łóżku. Oni byli jej sensem życia. Wszystkim co kochała. Niestety nie mogła całkowicie należeć do ich świata. Marek miał szansę być dobrym ojcem ,ale nigdy nie przekona się czy równie dobrym byłby partnerem. W tej chwili to Paulina jest jego żoną i to z nią ma prawo dzielić sekrety. Wiedziała ,że mieszkają osobno. Wielokrotnie słyszała o rozwodzie ,ale dopóki nie zobaczy dokumentu z sądu o rozwiązaniu małżeństwa to nie uwierzy. Po jej policzku popłynęła łza, za nią kolejna. Otarła je. Nie chciała teraz płakać. Wycofała się z sypialni i wróciła do salonu. Z powrotem położyła się na kanapie i próbowała zasnąć.

Co prawda miała obawy ,że nie będzie on wolny i nie stworzą kochającej się rodziny ,o jakiej zawsze marzyła. Nie ufała mu ,ale nie potrafiła wyrzucić go z serca.
W jej relacji z synkiem stopniowo nadchodził przełom. Nie bała się już brać go na ręce i się nic zajmować. Zniknął lęk ,który towarzyszył jej zaraz po jego urodzeniu. Powoli przyzwyczajała się do nowej roli.