Strona Główna

sobota, 8 października 2016

,, Bolesna strata'' 2



Kolejne łzy spadały na pamiątki ,które trzymała na kolanach. Nie mogła zasnąć.  Zapowiadała  się bezsenna noc. Nie pierwsza.  Minęło. Pięć długich lat a ona czuła jakby czas się zatrzymał. W ostatnim czasie bardzo schudła. Przyjaciele się o nią martwili. Nie czuła ,że żyje. Egzystowała.  Wszystko docierało do niej w zwolnionym tempie.  Nie pamiętała już czasów ,kiedy była radosną dziewczyną spełniającą swoje marzenia i zawsze znajdująca rozwiązanie . Nawet z sytuacji wydających się bez wyjścia.  Nikt już nie pamiętał jej szczerego uśmiechu.  Gdy była nastolatką nosiła okulary i aparat ortodontyczny ,ale wraz zdaniem matury jej wygląd się zmienił. To Patrycja ją zmieniła. Zabrała ją pewnego razu do swojego domu. Jej mama miała własny salon kosmetyczny.  Zrobili jej manicure ,pedicure ,depilacje woskiem. Na jej twarz nałożyli maseczkę, a potem krem i zrobili lekki makijaż. Efekt psuły tylko okulary i aparat oraz ubrania. Dostała kilka po Patrycji ,która ciągle dostawała i nie była w stanie ich przenosić.  Podcięła włosy i zmieniła kolor na ciemniejszy.  Ortodonta uwolnił ją od aparatu i wreszcie mogła pokazać światu w pełni swój śnieżno-biały uśmiech. Z czasem też okulary zniknęły, a na ich miejsce weszły soczewki.  Spojrzała na zdjęcia.
– Dlaczego życie jest takie okrutne? Czy mi nie jest pisane szczęście?- zapytała samą siebie. 
                                              *********
Maciek siedział nad dokumentami i próbował opracować nową strukturę inwestycyjną. Firmę nie było stać na inwestora, a kredyt nie wchodził w grę. Musiał znaleźć złoty środek ,dzięki ,któremu wyjdą z tego obronną ręką. Miał wielki dylemat. Wyniki sprzedaży były zdecydowanie za niskie. Jeśli będzie tak dalej będzie trzeba zwolnić kilka pracowników.
– A może tak kupić dobre materiały po niższej cenie? Albo znaleźć inwestora ,który będzie chciał wykupić stare kolekcje. 
Była sobota Patrycja zabrała Kasię i pojechała do teściowej odebrać Łukasza.  Jego przyjaciółka znów nie wyszła z pokoju. Była tylko w łazience i powrotem zamknęła się we swojej sypialni. Wziął laptopa na kolana i zaczął szukać sklepów w ,których mogli by sprzedawać stare kolekcje .
– A może zrobić kolekcje dla  zwykłych nastolatek? Przecież jest tyle dziewczyn ,które marzą aby wyjść na wybieg a zapłacą im mniej niż profesjonalnym modelkom i w ten sposób sporo zaoszczędzą a wtedy nie będzie bał się napić raportu. Jego rozmyślenia na temat kłopotów finansowych przerwał telefon.
- Cześć, sorry ,że dzwonię w sobotnie przedpołudnie ,ale jestem w domu sam i pomyślałem ,że może wpadniesz.
- A Sebastian ?
- Jest z żoną i synem we wesołym miasteczku ,a ja siedzę sam i w sumie się nudzę – odparł mężczyzna.
- To wpadnij . Właśnie próbuję znaleźć rozwiązanie jak wyciągnąć firmę z kryzysu i chyba mam pomysł.
- Pracujesz w sobotę? Maciek powinieneś   trochę przystopować ,bo niedługo zostaniesz pracoholikiem- zaśmiał się Dobrzański.
- Chyba masz rację ,ale ja nie umiem nic nie robić. Patrycja jest z dziećmi w Poznaniu. W odwiedzinach u matki, a ja nie mam nic do roboty to zająłem się tym.
- Dobrze ,wpadnę tylko podaj adres ,bo nigdy jeszcze u ciebie nie byłem.
- Czerniaków ulica bałtycka dwadzieścia pięć c – powiedział zbyt szybko. – Wiesz może lepiej . . . Nie chciał ,aby ktoś poznał sekret ,że wraz z żoną opiekują się cierpiącą na depresje Ulą.
- W porządku będę za parę minut – dodał i rozłączył się. Szymczyka znał bardzo dobrze zaczął pracować w Febo& Dobrzański  zaraz po studiach. Najpierw był asystentem dyrektora finansowego czyli Aleksa Febo. Jednak po zerwanych zaręczynach z Paulina oboje wyjechali do Milano. We Włoszech założyli własną filie firmy. Nosiła ona nazwę ,, Vacando’’ co oznaczało z włoskiego wakacje. Zajmowali się letnimi kolekcjami. Ten kraj należał do gorących. Piękne widoki zapierały wdech w piersiach. Paulina czuła tu ,że żyje. Od dwóch lat była żoną Andre Valli  . Była bardzo szczęśliwa pracując w firmie brata i mając u boku kochającego męża.
                                            ******
Po niedługim czasie do mieszkania Szymczyków zadzwonił dzwonek do drzwi.  Maciek wstał z kanapy kładąc laptopa na szklanym stoliku i udał się w kierunku drzwi.  Otworzył je widząc w progu prezesa FD ubranego ,w niebieską koszule i czarną marynarkę , spodnie.
– Witaj , wejdź – odparł z uśmiechem wpuszczając go do środka.
  Usiadł na kanapie rozglądając się po pomieszczeniu.
- Ładne mieszkanie- odparł po chwili namysłu Dobrzański. 
– Urządziłem go razem z Patrycją to na wybierała dodatki ,a ja zająłem się kolorystyką ścian i meblami.  Nagle jego wzrok padł na obrazek leżący na stole. Wziął go do rąk uważnie oglądając. 
– To twojej córki?- spytał patrząc na kartkę ,która przedstawiała rodzinę.
- Tak, Kasia uwielbia rysować  i jej prace wiszą już w przedszkolu . Za to Łukasz lubi grać w piłkę ,ale ja za nią niestety nie przepadam. Oglądać lubię ,ale grałem ostatnio będąc jeszcze w liceum. 
- Masz świetne dzieciaki. Ja zawsze uwielbiałem sport ,ale Sebastian ostatnio ma mało czasu aby pograć.  A jak wiesz nie mam syna.
- Wszystko może jeszcze się zmienić jak poznasz odpowiednia kobietę. Zakochasz się i zanim się obejrzysz zostaniesz ojcem.
– Raczej nie wierzę w taki scenariusz . Zbyt długo jestem sam.
- Najwyższa pora to zmienić. Wyjść do ludzi. Poznać kogoś.
- Wiesz ,że mam nieciekawą przeszłość, a większość kobiet patrzy na mój portfel ,a nie jakim jestem człowiekiem. Rodzice też chcą abym wreszcie kogoś poznał. Boją się ,że jak odejdą zostanę sam. Mówią ,że żyje przeszłością . A ja już nie myślę o byłej narzeczonej przecież ona jest szczęśliwa. Ma kochającego męża. Mieszka we Włoszech i prowadzi z bratem i kilkoma innymi osobami firmę.
  – Poczekaj tu na mnie zrobię kawy- odparł Szymczyk i zniknął w kuchni.
 Wstał z kanapy w celu znalezienia łazienki. Szedł korytarzem. Mieszkanie wydawało mu się duże, ale przytulne. Wszędzie stały jakieś zdjęcia. Na fotelu leżała lalka. Jasne kolory dawały efekt przestrzeni. Przez okna wpadały lekkie promienie słoneczne.  Nagle zatrzymał się słysząc czyjąś rozmowę. Nie miał pojęcia z kim jego przyjaciel rozmawia.
- Musisz wstać i coś zjeść. Nie mogę patrzeć jak się umartwiasz. Jesteś strasznie chuda. Proszę zjedz coś. –prosił ją Maciek stojąc przy jej łóżku z talerzem tostów z dżemem wiśniowym.
 – Nie chce jeść. Nie jestem głodna. Zostaw mnie w spokoju. –odpowiedziała chłodno.
 W jej sypialni panował lekki zmierzch, bo miała zasłonięte story. Leżała nieruchomo patrząc w sufit. Jej oczy były czerwone a cera blada.
 – Ula ja już nie mam na ciebie siły. Musisz jeść ,bo umrzesz.
- Moje życie i tak nie ma sensu. Nie mam dla kogo żyć. Jestem nikim. Marną egzystencją. Dryfuję na głębokim oceanie i czuje ,że tonę. Nie mam siły aby utrzymać się na powierzchni. Sama siebie okłamuje ,że jutro wyjdę na dwór ,ale gdy wstaje nowy dzień. Brakuje mi siły i odwagi. Rozumiesz?
- Wiem ,że nie jest ci łatwo. Dużo przeszłaś. Życie cię nie oszczędziło ,ale po każdej burzy wychodzi słońce. Masz szansę jeszcze pokonać własny lęk i strach i zobaczyć znów świat ,który nie składa się tylko z czerni i bieli. 
- Nie jesteś wstanie mnie zrozumieć- mruknęła – Nie mam nikogo – posmutniała .
- Masz mnie i Patrycję – powiedział cicho.
- Po co mnie uratowałeś?- rzuciła mu nienawistne spojrzenie.
- Każdy ma prawo do życia- odrzekł i zatrzymał się przy drzwiach .
Pokręciła głową i położyła się nakrywając głowę poduszką. Zaniosła się histerycznym płaczem. Twarz małej  córeczki znów stanęła jej przed oczami. Cały koszmar dawnych dni znów jak klatki filmu wyświetlał się w jej głowie. Poczuła silny ból w skroniach . 
Podniosła się i z trudem poczłapała do okna. Otarła rękawem luźnej piżamy mokrą twarz. Otworzyła okno i spojrzała w dół. Nie było ,aż tak wysoko jak oceniła. Rozejrzała się nerwowo po pomieszczeniu i po kilkunastu minutach stała już siedziała na parapecie. Okno wychodziło na ogród ,a na dole rosły kwiaty ,a w tym róże. Przerzuciła nogi na drugą stronę i drżącą dłonią trzymała się framugi ,lecz ręka ześlizgnęła się ,a ona straciła równowagę.
Brunet słuchając tych słów był coraz bardziej nimi poruszony. Nigdy nie sądził ,że ktoś może mieć tak niska samoocenę. Nie rozumiał jak można nie chcieć żyć. Chociaż jemu też nie układało się ono jak planował nie miał nigdy myśli o odejściu z tego świata.  Dlaczego ona chce odejść? Kim jest? I dlaczego nie wychodzi z domu? Te myśli pojawiły się niespodziewanie w jego głowie. Poszedł do łazienki a potem wrócił do salonu. Cały czas myśląc o tej dziwnej rozmowie ,którą prowadził Maciej z jakąś kobietą. Nigdy o niej nie mówił.  Zajął miejsce na kanapie i czekał na niego. – Przepraszam ,że tak długo ale musiałem jeszcze coś załatwić. Zajął miejsce w fotelu. Na stoliku postawił dwie filiżanki kawy. Brunet spojrzał na niego uważnie upijając łyk kawy. 
– Czy w tym domu jeszcze mieszka jakaś kobieta?- spytał.
- Dlaczego pytasz?- zdziwił się.
- Słyszałem przypadkiem twoją rozmowę z jakoś kobietą i trochę mnie zaniepokoiła. Nigdy nie słyszałem ,aby ktoś nie chciał żyć.
- Tak, moja i mojej żony przyjaciółka znamy się od dzieciństwa. Razem chodziliśmy do szkoły podstawowej potem liceum ,studia. Dawniej była wesołą ,mądrą dziewczyną ,ale pewne wydarzenia zmieniły ją pozbawiając ją energii i jakiejkolwiek chęci. Ona jest zamknięta w swoim bólu. Nikogo do siebie nie dopuszcza.
- To straszne. Nie sądziłem ,że ktoś może tak żyć.  Co ją tak zmieniło?
- To bolesny temat i nie chcę go poruszać. Ula pewnie by nie chciała. Martwię się o nią ,bo z ,każdym dniem jest coraz gorzej.
- Może potrzebuje psychologa? Terapii? Przecież ,kiedyś musi otrząsnąć się z tego nawet jeśli to bolesne. Nie może żyć przeszłością.
- Ja też jej mówię ,że pora zacząć od nowa ,ale ona mnie nie słucha. Ma trzydzieści dwa lata to nie wiek ,aby myśleć o śmierci. Ona powinna cieszyć się życiem.

Długo jeszcze siedzieli i rozmawiali. Jednak już nie o kobiecie, lecz o sprawach firmy. Maciek przedstawił swój plan rozwoju Markowi. Przejrzeli kilka papierów. Przeliczyli wszystkie koszty. I zrobili wstępną analizę. Byli pewni ,że to może się udać. Dali w Internecie ogłoszenie o castingu. Podali dane i wiek. Poszukali również kilka pobliskich sklepów odzieżowych ,którzy mogli być zainteresowani zakupem starych ubrań z kolekcji ubiegłych lat.  
Szymczyk podniósł się z sofy . - Pójdę zobaczyć czy Ula śpi- powiedział i udał się na górę. 
Niepewnie uchylił drzwi nie zastając kobiety w środku. Dostrzegł otwarte na rozcież okno. Zbliżył się do niego ,a przerażenie ścisnęło mu gardło. Miał wrażenie ,że ma deja vu.  
Mam nadzieję ,że mnie nie udusicie za ten rozdział . Pozdrawiam serdecznie :)

czwartek, 6 października 2016

,, Bolesna strata'' 1





Kolacja na stole- zawołała Patrycja nakładając na talerze zapiekankę makaronową.
Czekała na resztę domowników. Mężczyzna zajął miejsce przy stole. Spojrzał na szczupłą blondynkę o ciemnych brązowych oczach. Na jej twarzy gościł blady uśmiech.
– Znowu nie zeszła na kolację ?-spytał wkładając jedzenie do ust.
– Nie, zamknęła się w pokoju i nie chce wyjść.
– Może pójdę z nią porozmawiać?
- Nie sądzę oby to coś dało. Ona nadal to przeżywa . Nie łatwo takie coś zapomnieć.
W niej jest zbyt wiele bólu.
 - Masz rację ,ale minęło już pięć lat i powinna ułożyć sobie życie z kimś.
-Przecież ona nie wychodzi nawet z mieszkania to jak ma się to udać? -zapytał Maciej .  
Po skończonej kolacji blondynka wstawiła naczynia do zmywarki. Spojrzała na Maćka. Siedział przy stole zamyślony. Wiedziała ,że martwi się o przyjaciółkę. Ona również się o nią martwiła. Była w niej tyle bólu, cierpienia ,że nie potrafiła sobie z tym radzić. Od cięła się od świata zewnętrznego. Nic już nie miało dla niej sensu ani barw.
– Mamo -poczytasz mi? -zapytała mała blondynka wchodząc do kuchni.
- Oczywiście skarbie- odparła. Wytarła ręce w ścierkę i usiadła na krześle biorąc dziewczynkę na kolana. Zaczęła czytać jej ulubioną bajkę. Zawsze przychodziła do niej wieczorem . Zauważyła po dłuższej chwili ,że oczka małej się kleją. Odłożyła książeczkę na stół i wzięła ją na ręce idąc w kierunku pokoju dziecięcego.  Pokój był ciemno różowy z elementami białego. Łóżko stało niedaleko okna. Na półce siedziały misie i lalki Barbie.  W koncie stało czerwone biurko a na nim różowa lampka z naklejkami motylków. Na podłodze leżał puszysty fioletowy dywan. Ułożyła ostrożnie ją w łóżku . Przykryła kołdrą i całując w czoło opuściła pokój. Mała przekręciła się na bok obejmując ulubionego pluszowego Kubusia Puchatka.
                           ****
-Usnęła?- spytał siadając obok żony na kanapie. Przytuliła się do niego i spojrzała na szklany ekran. Leciał akurat jakiś kryminalny serial.
– Śpi jak aniołek – odparła.
Siedzieli wtuleni w siebie i szczęśliwi. Mieli dwójkę pięknych i grzecznych dzieci. Chłopiec nocował dziś u babci. To była jego pierwsza noc za domem. Ma dopiero siedem lat.  Poznali się na studiach. Na początku się zaprzyjaźnili ale potem przerodziło się to w głębsze uczucie.  Pobrali się po skończeniu studiów. Po dwóch latach na świecie pojawił się ich syn, a po kolejnych dwóch córka. Mieli wszystko o czym marzyli. Pracę ,rodzinę ,miłość  ale ze smutkiem patrzyli na życie przyjaciółki ,które już nie było tak kolorowe.
                        ****
-Ty żyjesz jak pustelnik – odparł blondyn do przyjaciela siedząc na kanapie w jego salonie.
- Przesadzasz wcale tak nie żyję. Przecież mam przyjaciół, prace  ,pieniądze i .. .
- Ale nie masz kobiety. Siedzisz tu ze mną i szklanką whisky czy chcesz aby tak wyglądało twoje życie? Nie chcesz żadnych zmian?
- Nie wierzę już ,że się ono zmieni. Wszyscy wokół mają żony ,dzieci ,ale ja wciąż jestem sam.
-Właśnie od czasu zerwanych zaręczyn nie byłeś z nikim na stałe.
-Dawno przestało bawić mnie życie jakie prowadziłem kiedyś. Nie chce już do niego wracać. Potrzebuję stabilizacji. Nie chce tracić czasu na kluby i chętne laski. One nie nadają się na życiową partnerkę. Potrzebuję kogoś kto mnie będzie rozumiał. Przy kim godzina będzie zaledwie kwadransem ,a każda chwila będzie cenna.
- Opamiętaj się gadasz jak jakiś poeta. Co ci się zebrało na takie rozważania?
- Życie stary po prostu życie. Mam trzydzieści pięć lat, a nadal jestem sam. Chciałbym być wreszcie ojcem.
To stwierdzenie zaskoczyło przyjaciela. Nie sądził ,że człowiek ,który kilka lat temu miał liczne romanse na swoim koncie i zdrady narzeczonej będzie myślał o poważnym związku. Sam też ,kiedyś tak żył ,ale od ponad trzech lat jest mężem i ojcem. Nie wyobrażał sobie aby mogło teraz nie być jego syna czy kobiety ,którą kocha. Brunet wstał z kanapy i podszedł do okna. Popatrzył na nocną panoramę miasta. Widział tylko nieliczne światła. Zegar wskazywał parę minut po północy.  Mieszkał sam w tym dużym mieszkaniu. Kupił je z myślą o poznaniu odpowiedniej kobiety i założeniu rodziny ,ale tak się nie stało. Nawet jego kumpel miał już żonę i dziecko. Sam też chciał aby ktoś powiedział do niego ,kiedyś ,, tata’’. Zdawał sobie sprawę ,że życie ucieka. Całkowicie poświęcił się pracy. Otworzył lekko drzwi od tarasu i wyszedł na zewnątrz. Poczuł chłodny powiew kwietniowego wiatru. Miał na sobie błękitną koszulę i jasne spodnie od garnituru.
Leżała na dużym łóżku z biała pościelą. Cisza ją otaczała. Po jej zapadniętych policzkach leciały słone krople. Wstała pomału i spojrzała na widok za oknem odsłaniając zasłonę. Miała na sobie długą kremową koszulę i bose stopy. Ciemne włosy sięgały do ramion. Oczy piekły od łez. Nie miała wiele siły. Pomału wyszła na taras. Poczuła chłodny podmuch kwietniowego wiatru. Nigdy nie wychodziła na taras. Dla niej nie było już nocy ani dnia. Wszystko było jedną czarną otchłanią pozbawioną jakiegokolwiek sensu. Jej chude ciało drżało z zimna. Nie pamięta ,kiedy czuła ciepło. To było tak odległe. Wspomnienia wciąż ją nawiedzały a noce były pełne dziwnych snów. Świat zewnętrzny przestał mieć dla niej znaczenie. Żyła ale czuła ,że dawno już umarła. Spojrzała na uliczne światła. Wiele osób o tej porze spało ale ona już nie pamiętała ,kiedy przespała spokojnie noc. Nie chciała dłużej tak żyć. Chciała umrzeć aby skończył się wreszcie ten ból. Nie potrafiła już z tym żyć. Tak bardzo cierpiała. Los odebrał jej to co miała najcenniejsze. Nie miała przy sobie osoby ,która by ją wspierała i kochała. Byli przyjaciele ale to nie to samo. Chciała mieć własne życie.
-Wejdź do pokoju bo się przeziębisz- odparł Maciek wchodząc do pomieszczenia z tacą. Postawił ją na nocnej szafce. Były na niej kolorowe kanapki i ciepła herbata oraz dwie pomarańcze.
- Nie martw się ,nic mi nie będzie – rzekła nie patrząc na niego. Jej głos był obojętny pozbawiony jakichkolwiek uczuć. Tylko osoby ,które bardzo dobrze ją znały wyczuwali w jej głosie ból.
- Chodź ,musisz coś zjeść- powiedział podchodząc do niej. Odwróciła się do niego. Mimo bladego światła nocnej lampki zauważył jej zaczerwienione oczy.
– Nie muszę ,ja już nie chcę żyć
- Co ty mówisz? Nie wolno ci nawet tak myśleć.
- Maciej moje życie skończyło się pięć lat temu i dobrze wiesz ,że czasu nie da się cofnąć. Nawet gdybym bardzo chciała. Ja już nie potrafię normalnie funkcjonować. Żyć jakby nic się nie stało. Życia jej nie zwrócisz .
- Zawsze można zacząć od nowa. Jesteś jeszcze młoda i możesz zmienić swoje życie ale musisz tego chcieć. Nikt za ciebie go nie przeżyje. Wiele jest osób ,którzy w ciebie wierzą.
- To nie ma sensu. Mam trzydzieści dwa lata i nikogo kto by przy mnie był. Nie mówię o tobie czy Patrycji ale o mężczyźnie. Kimś kogo bym kochała i miała w nim wsparcie. Wiem ,że nigdy się nie spełnią moje marzenia. Marzyłam o mężu i dzieciach ,ale. .. to przeszłość- dodała łamiącym głosem po czym rozpłakała się. - Emi- wyszeptała płaczliwie.
- Na pewno znajdzie się mężczyzna ,który cię pokocha.  Spotkasz jeszcze tą prawdziwą miłość.
- Nieprawda ,ja już kochałam, a moje serce zostało złamane. Nie mogę pokochać bo moje serce jest bolesną raną.
- Nadal go kochasz?
- Był jedyną moją miłością jaką w życiu miałam, a co mi teraz pozostało? Tylko smutne wspomnienia i łzy. Nie mogę cofnąć czasu. Wszystko zabrał mi los. Lekko się uspokoiła i weszła do środka siadając na łóżku. Zamknął drzwi. I usiadł obok. Niespodziewanie weszła blondynka.
– Jedz, musisz nabrać sił nie możesz wiecznie żyć przeszłością.- rzekła Patrycja patrząc na męża i przyjaciółkę.  – Wiem ale to trudne . Nie kocham go już. Tylko nie umiem żyć jak dawniej.
- Zapomnij o nim. On nie powinien już cię obchodzić. Zdradził cię i porzucił. Taki nie jest wart ani jednej łzy, a tym bardziej wspomnień.
- Masz rację. Nie powinnam o tym myśleć. Żyję przeszłością.
- Najwyższy czas to zakończyć i wyjść do ludzi.
Opuścili jej pokój aby mogła być sama i przemyśleć kilka spraw. Nie łatwo pozbierać się gdy ma się bolesną przeszłość. Nie tknęła kolacji. Upiła łyk herbaty i położyła się . Patrzyła w sufit. Spojrzała na szufladę w szafce nocnej. Miała ją pod kluczem. Usiadła i przekręciła klucz. Wyciągnęła pudełko i zaczęła przeglądać rzeczy ,a po jej policzkach płynęły łzy. Jej usta drżały ,a w sercu czuła ogromny ból i pustkę. Nie umiała uwolnić się od wspomnień.
                                                                    ______________________________

Miało być inne opowiadanie ,lecz to zaczęłam pisać wcześniej więc rozwinę tą historię ,która do wesołych nie należy. Ps. Dziękuję za ponad 130 tys. wyświetleń na blogu. 
                                       Pozdrawiam serdecznie :)

sobota, 1 października 2016

,, Imię szeptane na wietrze'' Miniaturka



Z zamyślenia wyrywała mnie pukanie do drzwi. Zsuwam z siebie gruby koc w czarno-czerwoną kratkę i składam go w kostkę. Wsuwam puchate kapcie z zajączkiem. Prezent od taty na święta . Przygładzam potargane brązowe włosy i biegnę otworzyć. Serce biję mi jak oszalałe ,bo jestem pewna ,że to ty staniesz w moich drzwiach. Jakie wielkie jest rozczarowanie ,gdy widzę moją sąsiadkę ,która kolejny raz prosi mnie o szklankę cukru. Pewnie znowu piecze ciasto . Myślę. Daję jej ten cukier i jak najszybciej pozbywam się jej z mieszkania.  Zamykam z powrotem drzwi. Opieram się o nie plecami , a po moich policzkach płyną bezwiednie słone łzy. Po chwili uspokajam się. Nie chcę płakać. Nie chcę wspominać. To tak boli. Odszedłeś . Wybrałeś inną nie mnie. Czy mam do ciebie żal?  Nie wiem. Zastanawiam się tylko co powiem ,kiedyś córeczce . Nawet jej nie widziałeś.
Wracam do pokoju i zatapiam się w fotelu. Przykrywam kocem i sięgam po niedokończony egzemplarz książki. Przekartkowuję ją nie potrafiąc się  skupić na treści. Słyszę dobiegający z pokoju dziecięcego płacz. Podnoszę się i idę na górę oglądając się przez ramię. 
Wciąż żyję nadzieją ,że wrócisz. To ja nie chciałam cię wysłuchać. Wybaczyłam ci mimo ,ran ,które mi zadałeś.  Żałuję i to bardzo. Lecz co mogę w obecnej sytuacji zrobić? Chyba tylko szukać zapomnienia. Moje serce oplecione jest cierniami róży. Wbiłeś mi kolec w serce ,a on kluję i boli ,gdy cię sobie przypominam. Patrzę na naszego aniołka i widzę twoją twarz. Trochę jakby przez mgłę.  Widzę nasze miejsca . Zabrałeś mnie do innego świata. Przy tobie czułam się naprawdę szczęśliwa. Nie zdając sobie sprawy jak bardzo mnie oszukujesz. Nie zauważyłam jak uciekasz od mojego dotyku. Wielokrotnie byłeś jakby duchem nie ciałem. Jednak potem coś się zmieniło. Inaczej na mnie patrzyłeś i byłeś bardziej czuły i namiętny. Potem dowiedziałam się jednak ,że mnie  kochasz. Pisałeś mi to w liście ,który przeczytałam za późno.
Do ostatnich chwil łudziłam się ,że pojawisz się na pokazie. Rozglądałam się poszukując wśród ludzi ciebie. Tylko ciebie. Umierałam z rozpaczy ,a ból był tak silny ,że ściskał gardło. Prawie nie mogłam oddychać. Nie pojawiłeś się. Wychodząc na scenę prawie nic nie widziałam ,bo łzy rozmazały mi obraz. ,, Nie ma cię’’ . To jedno huczało mi w głowie. Wiedziałam ,że to koniec. Uciekłeś . Straciliśmy szansę na bycie razem.
Ukryłam się w toalecie by nikt mnie nie znalazł i dałam upust emocjom. Płakałam i płakałam. .Łzy nie koiły bólu ani nie zatarły wspomnień. Tęskniłam. Tak cholernie tęskniłam. Do twoich ramion by mnie objęły. Ust gorących całujących mnie do utraty tchu. Serca ,które biło by tylko dla mnie. Oczu wpatrzonych we mnie z uczuciem i pożądaniem.
Nie potrafiłam zapomnieć  rozmów ,które prowadziliśmy. Potrafiliśmy wspólnie milczeć. Od początku wiedziałam ,że staniesz się dla mnie kimś ważnym. Mieliśmy porozumienie dusz. Chciałabym nigdy nie puścić twojej dłoni. Gdybym wiedziała wtedy to co teraz wiem nie pozwoliłabym ci odejść.
W zatłoczonym mieście szukam tej jednej twarzy. Mijam ludzi nie odnajdując jej. Wieczorem tulę w ramionach nasze maleństwo. Milenka jest moim największym skarbem. Jest taka śliczna. Przypomina ciebie. Już siedzi i wszystko bierze do buzi. Skończyła dziewięć miesięcy.
Przytykam twarz do zimnej szyby obserwując cieknące po oknie krople wody. Nie wiesz ,że płaczę cicho do poduszki . Pieką mnie oczy. Nic nie pomaga zapomnieć. Nawet tabletka na sen. Mój szloch odbija się echem od pustych ścian. Tylko one są świadkiem mych dziecinnych lęków i słabości.

Często chodzę do parku, niegdyś naszego miejsca poważnych rozmów i szepczę twoje imię. Wiatr je unosi ,lecz ty jesteś za daleko by je usłyszeć.  Mała zawsze ciekawie się rozgląda machając rączkami. Szkoda ,że cię nie zna.
Zza drzew przebijają się promienie słoneczne . Oślepiają mnie. Nagle dostrzegam znajomą postać. Nie wierzę.  Rozpoznaję ,że to ty . Otwieram usta ze zdumienia ,a serce gubi swój rytm. Zaciskam dłonie na rączce spacerówki. Milenka gaworzy wesoło. Wyciąga malutką rączkę i wskazuję na ciebie. Jak to możliwe? Zastanawiam się. Podchodzisz i uśmiechasz się. Jestem jak  sparaliżowana. Nie mogę się ruszyć.  Spoglądasz na wózek i z niemym pytaniem wbijasz we mnie spojrzenie szarych tęczówek.
- Cześć – szepczesz podchodząc do mnie. Wstrzymuję oddech ,gdy twe usta dotykają skóry na mym policzku. Spuszczam wzrok nie bardzo wiedząc co zrobić.
- Hej- odpowiadam dziwnym tonem starając się zapanować na drżącym głosem.
- Powinnyśmy porozmawiać- mówisz wpatrując się moje niebieskie oczy. Kiwam głową i siadam na pobliskiej ławce. Twoja obecność nie pozwala mi się skupić. Jesteś tak blisko ,a jednocześnie daleko. Chcę ci tyle powiedzieć ,a nie wiem od czego zacząć. Słowa węzą mi w gardle. Biorę głęboki oddech.
- Alicja wszystko mi powiedziała – zaczynasz. - Dopiero wczoraj ,bo parę dni temu wróciłem do Warszawy i w firmie pytałem o ciebie. 
 Nie przerywam ci chcąc usłyszeć  dalszą twą wypowiedź. Milenka wyciąga rączki. Odpinam pasek i sadzam ją na kolanach. Drapiesz się nerwowo po karku. Dziewczynka wkłada paluszki do buzi. Wyjmuję z wózka kukurydzianego chrupka i daję jej. Chwyta go i wyciąga rączkę do ciebie. Dziwię się. Nie lubi obcych ,a ciebie przecież nie zna.
- Co takiego powiedziała ci Ala?- pytam nie mogąc znieść tej  ciszy. Przenosisz wzrok z małej na mnie.
- Powiedziała ,że zerwałaś z Piotrem tuż przed moim wyjazdem . Opowiedziała mi o liście przeczytanym o wiele później  ,ciąży i urlopie macierzyńskim oraz ,że nadal o mnie nie zapomniałaś. Zapytałem ,czyje jest dziecko. Po chwili zawahania odparła ,że moje. Gdybym wiedział  wcześniej nie zostawiłbym cię. Kochałem i cierpiałem nie mogąc być z tobą. Świadomość ,że nie chcesz mnie w swoim życiu była nie do zniesienia. Pragnąłem zapomnieć. Myślałem ,że tak będzie lepiej. Czy jest dla nas jeszcze jakakolwiek szansa? Zraniłem cię i zdaję sobie z tego sprawę ,że nie łatwo wybaczyć. Proszę nie przekreślaj tego co było między nami. Będąc osobno cierpimy . Dziś poszedłem się przejść by poukładać sobie to wszystko w głowie. Jak ponownie zbliżyć się do ciebie . Nie sądziłem jednak ,że cię tu spotkam. 
- To prawda- przyznałam – Nie potrafimy bez siebie żyć ,lecz nie wiem czy  z razem również. Ot tak nie da zapomnieć się ran ,które mi zadałeś. Raniłeś mnie oszukując .Nie było cię ,gdy potrzebowałam. Jedyne co mogę zrobić w obecnej chwili to pozwolić ci widywać małą- zakończyłam swój wywód czując pod powiekami łzy. – Nie będę zabraniać ci kontaktu z własnym dzieckiem- dodałam.
Nie należę do osób bez serca. Uważam ,że Milena powinna mieć oboje rodziców . Nawet ,jeżeli my się nie zejdziemy .
- Masz rację – pokiwałeś głową – Nie jestem wart twojej miłości. Obiecuję ,że zrobię wszystko byś ty i …
- Milenka- podpowiedziałam  podając ci ją. Wziąłeś ostrożnie jakby była ze szkła. Przytuliła główkę do twojego policzka nadal trzymając w rączce niezjedzonego chrupka. Pogłaskałeś jej czarną czuprynkę. Zaśmiała się i położyła paluszki na twoim policzku. Byłam w ogromnym szoku ,że złapałeś z nią od razu tak dobry kontakt. Zaśmiałeś się nie zważając ,że cię ośliniła . W twoich źrenicach dostrzegłam ciepły blask.  
- I jeszcze jedno. Nie wyjechałem z Pauliną. Byłem przez ten czas we Szwecji
                         ****
Od tamtej pory przychodziłeś prawie codziennie do mieszkania. Przynosiłeś zabawki i bawiłeś się z nią na dywanie. Pewnego dnia stała na środku pokoju i widziałam jak stawia chwiejnie kroki w twoje rozpostarte ramiona. Oparłam się o futrynę przyglądając się wam. Otarłam dłonią łzy wzruszenia. Nasza księżniczka zaczęła chodzić.
Tuż przed Bożym Narodzeniem zachorowałam. Męczył mnie okropny kaszel i katar w dodatku bolało gardło.  Sypialnia tonęła w zużytych chusteczkach. Wziąłeś wolne by zająć się córką i mną. Nie wiem co bez ciebie bym zrobiła. Podałeś mi leki i ciepłą herbatę z miodem i kanapki. Następnego dnia ugotowałeś rosół. Karmiłeś mnie ,bo byłam zbyt słaba by usiąść . Opiekowałeś się mną . Nie padło z twoich ust żadne wyznanie ,lecz widziałam miłość w twoich oczach.
Postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę. Nie wyobrażałam sobie bez ciebie życia. Dziadkowie zabrali małą na weekend ,a my poszliśmy na miasto. Było cudownie. Zjedliśmy kolację w eleganckiej restauracji. Rozmawialiśmy przez cały wieczór i nie kończyły nam się tematy.  W pewnej chwili padłeś na kolana i wyciągnąłeś czerwone pudełeczko. W środku znajdował się przepiękny pierścionek z małym białym oczkiem.
- Ty i Milenka jesteście sensem mego życia. Chcę zawsze być przy was- mówiłeś lekko drącym głosem.
Wpatrywałam się w twe stalowe błyszczące  oczy i wiedziałam już jakie pytanie chcesz mi zadać.
- Uleńko ,kochanie…. Czy zostaniesz moją żoną?- usłyszałam wreszcie to pytanie. Głos odmówił mi posłuszeństwa. Kiwnęłam więc tylko głową zgadzając się. Wsunąłeś mi pierścionek przytulając mnie i całując.
                           *****
Leżę w łóżku patrząc na złoty krążek na palcu. Budzisz się i kładziesz dłoń na moim wielkim brzuszku. Całujesz go i mówisz pieszczotliwie do naszego dziecka. Mały wierci się w brzuchu. Jest bardzo ruchliwy. W nocy przez to czasem nie mogę zasnąć. Z niecierpliwością czekam na rozwiązanie.  Jeszcze miesiąc i będzie z nami. Drzwi się uchylają. Dochodzi szósta . Jest bardzo wrześnie. Milenka ma już pięć lat. Cieszy się ,że będzie miała braciszka. Wybraliśmy nawet imię Krzyś. Po dziadku. Udajemy ,że śpimy. Milenka wskakuję na łóżko ze swoim pluszowym szarym króliczkiem ciągnąc za kołdrę.
- Obudźcie się śpiochy!- krzyczy szarpiąc za pościel.
 Odwracasz się i zaczynasz ją łaskotać.
- Tatusiu! Ta . . .psestań – woła Milenka śmiejąc się ,a w jej policzkach uwidaczniają się te słodkie dołeczki.  
- Ładnie to tak budzić tatusia?- udajesz oburzenie  
- Zrobisz mi te kololowe kanapeczki?- pyta córka
- Oczywiście. Twój tatuś robi świetne kanapki- chwalisz się  – A potem zabieram ciebie i mamę na pyszny  deser.- zwracasz się do dziewczynki.
Słucham ich dialogu podnosząc się do pozycji siedzącej.  Zawojowała go zupełnie i owinęła wokół małego paluszka. Zrobiłby dla niej dosłownie wszystko. Wiem ,że dla mnie również. Bardzo was kocham.
- Jesteś najlepsy!- piszczy zeskakując z łóżka i w poskokach  w  różowej piżamce, w miśki  idzie do kuchni.
                                         ******
Wchodzę do pomieszczenia w luźnej morelowej sukience. Jestem strasznie głodna. Odkąd  dowiedziałeś się ,że jestem w ciąży totalnie oszalałeś. Dbasz by niczego mi nie zabrakło. Taki mąż to skarb. Powtarzam sobie  jak mantrę w myślach. Siadam przy stole. Milenka siedzi na kredensie bujając nogami w powietrzu i obserwując poczynania taty. Na talerzu są już pięknie przystrojone kanapki. Córka posypuje je pokrojonym szczypiorkiem.  Stawiasz na stole i przyrządzasz dla niej kakao ,a dla mnie witaminowy koktajl. Siadamy do stołu wymieniając czułe spojrzenia. Jesteśmy zgodnym małżeństwem i prawie się nie kłócimy ,choć zdarzają się nam drobne sprzeczki.
Nie muszę już szeptać nadaremnie twojego imienia ,bo jesteś obok mnie. Jestem szczęśliwa i nic bym już nie zmieniła. Oprócz jednej rzeczy.  Chciałabym , aby na świecie był już Krzyś. Wtedy będziemy  w pełni rodziną .
- Kocham was- wyznaje Milenka z pełną buzią ,a ty czochrasz jej czarne długie włosy.
- My ciebie też perełko- odpowiadamy zgodnie  i uśmiecham się kończąc śniadanie.
Witam !
Oto nowa miniaturka. Tym razem pisana w innej narracji (pierwszy raz) obawiam się ,że źle wyszło i nie spodoba się. Pewna osoba mnie na nią namówiła. Jeśli tak więcej nie będę jej próbować. 
   Liczę na szczere komentarze i cieszę się ,że nadal czytacie moje bazgroły. Ps.Nie mam weny! Pozdrawiam serdecznie :)


piątek, 23 września 2016

,, Oznaki życia'' 30 ost.



Ze snu wyrwał go dźwięk miksera dochodzący z dołu. Wygramolił się z łóżka niechętnie i w samych bokserkach podreptał po drewnianych schodach do kuchni. Zastał żonę przygotowujące jakieś zielone ohydztwo. Skrzywił się nieznacznie, gdy szklankę przytknęła do ust i upiła mały łyk.
- Wiesz, która jest godzina?- Powiedział głośniej niż zamierzał. Zegar wskazywał piątą trzydzieści.  Nie odpowiedziała wpatrując się w wschód słońca za oknem. Niebo miało odcień różu w połączeniu z czerwienią i pomarańczą. Przez otwarte okno wpadł zapach kwitnących w ogrodzie kwiatów. Pod murem pięły się pnącza róż. Żółtych, czerwonych, różowych i białych.
- Ma...rek- wydusiła stłumionym głosem łapiąc gwałtownie powietrze, a na jej twarz wypłynął grymas. Upuściła szklankę łapiąc gwałtownie powietrze.
- Co ci jest?- spytał przerażony podbiegając do niej.
Dobrzański stał w miejscu jak na zwolnionej klatce filmu widział rozpryskujące się szkło uderzające o twarde podłoże. Na podłodze powstała spora zielona plama. Do oczu Uli napłynęły łzy i spłynęły po policzkach. Złapała się odruchowo za brzuch. Marek ocknął się z letargu i podbiegł natychmiast do niej. Wiedział, bowiem już, co się dzieje. Wyprowadził ją z kuchni. Kazał poczekać chwilę przy drzwiach. Ubrał się szybko w pierwszą koszulę i spodnie, które miał pod ręką. W prognozach zapowiadali upał na najbliższe dni. Jednak po wyjściu z domu poczuli powiew chłodnego powietrza.
 - Boli! Zrób coś!- Wrzasnęła łapiąc oddech między kolejnymi skurczami.
- Kochanie… spokojnie- rzekł spanikowany
                                     ******
Przemierzał miasta w zatrważającym tempie. O tej porze ludzie dopiero się budzili, a nieliczni jechali do pracy. Bez większych problemów dojechał do szpitala. Ula krzyczała, żeby jechał jeszcze szybciej, ale nie posłuchał jej. Bezpieczeństwo jej i dziecka stawiał na pierwszym miejscu. W sumie nie wiedział dokładnie, kiedy nastąpiła w nim ta zmiana. Na zajęciach w szkole rodzenia miał dość czasu na przemyślenia i analizowanie.
- Nienawidzę cię!- Wrzasnęła w pewnym momencie z trudem łapiąc powietrze.
- Oddychaj – rzekł rozglądając się za wolnym miejscem na parkingu. Znajdowali się niedaleko szpitala.
- To przez ciebie- syknęła, gdy otworzył jej drzwi i wbiła paznokcie w jego ramię.
- Zapewniam, że ty też przy tym byłaś – odparł spokojnym tonem.
Nie rozumiała jak może być taki spokojny w takiej chwili. Była wręcz oburzona tym faktem. Nie zdawała sobie sprawy, że to tylko pozory. Nie dawał po sobie poznać, że boi się tak samo jak ona.
- Jak możesz?!- wydusiła z trudem
Po prawie ośmiu godzinach na świat przyszedł mały Dobrzański. Brunet towarzyszył żonie przy porodzie wspierając ją i mówiąc, że wszystko będzie dobrze, choć sam był przerażony. Obawiał się, że z ich dzieckiem jest coś nie tak skoro to tyle trwa. Zapewnienia położnika trochę go uspokoiły i długo wyczekiwany płacz dziecka. Pierwsze, co Marek dostrzegł to czarne włosy na główce Pawełka. Wybrali to imię miesiąc przed porodem. Pokoik w niebieskim kolorze, łóżeczkiem z baldachimem, kolorową karuzelą i mnóstwem ubranek i zabawek oraz innych rzeczy niezbędnych dla malucha już czekał na ten dzień.
                     *****
Dobrzańską przewieźli na salę poporodową. Zmęczenie nadal dawało o sobie znać, lecz jedno spojrzenie na synka wystarczyło, aby na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Ucałowała czarną czuprynkę maleństwa. Drzwi się uchyliły i wszedł jej mąż całując ją ,w usta i przenosząc wzrok na chłopczyka.
- Kocham cię –wyszeptał ustami przy jej skroni.
- Kocham cię- powtórzyła jak echo – Bardzo, bardzo i naszego synka- spojrzała ze wzruszeniem na synka.  Nie potrafił oderwać oczu od dwóch najważniejszych w jego życiu osób. Żałował, że wcześniej nie wiedział tego, co teraz wie.  Wciąż tkwiła w nim obawa, że czegoś nie będzie umiał. Jednak wierzył, że z pomocą Uli sobie poradzi. Dziecko zmarszczyło zabawnie nosek usiany drobnymi piegami.

- Pawełek jest podobny do ciebie- zwróciła się do męża - Może weźmiesz go na ręce?
- To nie najlepszy pomysł. Jeszcze zrobię mu krzywdę- odparł nie przestając patrzeć na dziecko.
- Nie zrobisz- zapewniła Ula
Bardzo niepewnie wziął malca na ręce.
Chłopczyk otworzył oczka i zaintrygowany wpatrywał się w twarz bruneta. Ten uśmiechnął się do niego szeroko czując ciepło rozpływające się w sercu. Początkowe obawy i lęki gdzieś zniknęły. Mały wydawał się mu taki kruchy i delikatny. Ostrożnie poddał żonie synka.
             ****
Niespodziewanie zadzwonił dzwonek do drzwi. Dobrzańscy zdziwili się, bo nikogo dziś się nie spodziewali. Marek poszedł otworzyć. W progu stali jego rodzice, a matka trzymała w ręce dużą papierową torbę.
–Wejdź – zaprosił ich przepuszczając w drzwiach. 
Helena pocałowała go w oba policzki i podała mu torbę.
– Co to?- spytał zaskoczony zaglądając do środka
– Śpioszki i miś dla maleńkiego. A właśnie gdzie on jest?- dopytywała dyskretnie rozglądając się po salonie.
Krzysztof zajął miejsce na sofie prosząc o kawę bez mleka i cukru.
– Cześć Uleńko - przywitała się Helena, gdy ta zeszła po schodach.
Posłała mężowi pytające spojrzenie i poszła poszukać w szafce czegoś słodkiego. Zjawiła się po paru minutach z kruchymi ciastami i kawą.
– To gdzie on jest?- ponowiła pytanie matka Dobrzańskiego.
– Na górze w łóżeczku. Dopiero, co zasnął- powiedziała Ula ciepłym głosem.
Krzysztof upił łyk ciemnej cieczy i zasypał młodych pytaniami.
–Jest zdrowy? Do kogo podobny? Jakie wybraliście dla niego imię?
– Ma na imię Paweł i jest całkiem podobny do mnie- odpowiedział Marek i uśmiechnął się.
Po godzinie Helena i Krzysztof opuścili dom młodych. Matka Marka była zachwycona maluszkiem śpiącym słodko w łóżeczku z przymocowaną kolorową karuzelą i baldachimem.
Zwierzyła się synowej, że Marek wcale nie był taki spokojny, jako niemowlę. Płakał po nocach i nie mogła go uśpić, a w dzień odsypiał. Wspomniała również o tym, że jak zaczął chodzić ściągał ze stołu. Bawił się ziemią w doniczce stojącej na podłodze. Wspinał się na schody. Ula słuchając tych opowieści miała nadzieję, że Pawełek, aż taki nie będzie. Zwłaszcza, że im Marek był starszy tym wyrastał z niego większy łobuz. Nie chciała by z jej synka również. 

                    ****
Malec wyrywał je ze snu w środku nocy. Zawsze wstawała Ula, a Marek zakrywał głowę poduszką nie mogąc znieść płaczu syna. Nie wyniósł się jednak z sypialni. Od narodzin minęły zaledwie dwa tygodnie, a Dobrzański miał dość nieprzespanych nocy i krzyku syna. Był cholernym egoistą, bo nie pomyślał jak czuje się jego żona. Również nie spała i brakowało jej czasu dla siebie. Dodatkowo stała się przewrażliwiona na punkcie porządku. Nieustannie sprzątała i prasowała ubranka. Wyparzała butelki i smoczki. Nie mówiła o niczym innym tylko dziecku.  Ula była kompletnie wykończona. Nie wysypiała się, brakowało jej czasu dla siebie. Nawet proste czynności jak kąpiel czy ugotowanie obiadu były dla niej nie lada wyzwaniem.
Rozumiała, że Marek ma na głowie firmę i zapewnia jej i dziecku byt, ale potrzebowała go. Bardziej niż kiedykolwiek. Liczyła na jego pomoc i wsparcie, którego od niego nie otrzymywała.
Pewnej nocy w sypialni panowała cisza. Dobrzański przebudził się i zapalił lampkę nocną. Podszedł do łóżeczka lekko pochylając się nad nim i przyglądał się jak śpi. Chłopczyk otworzył oczy i zaczął płakać.  Ula wstała nagle i przewróciła się. Dziecko rozpłakało się. Przerażony mężczyzna ułożył ją ostrożnie na łóżku. Podniosła powieki zdezorientowana. Chciała wstać, ale powstrzymał ją.
Nazajutrz zadzwonił do matki by pomogła mu w opiece nad synkiem. Zgodziła się niemal natychmiast. Pokrótce wyjaśnił jej, jaka jest sytuacja. Ula powoli dochodziła do siebie. Marek odetchnął z ulgą dowiadując się, że to anemia, a nie jakiś nowotwór. Przez myśl przeszło mu, że to może być rak.
Od tamtej pory pomagał jej w opiece nad małym. Często wpadali przyjaciele i rodzice. Po upływie połogu ich noce na nowo stały się pełne żaru i namiętności. Ula szybko odzyskała figurę po porodzie. Nie miała problemów z wagą. Znajdowała się w grupie szczęśliwców, którzy nie muszą przesadnie uważać, co jedzą. Jednak starała się zdrowo odżywiać. Poza tym wciąż karmiła piersią.
                              ******
- Hej dziewczyny- zawołał wesoło Dobrzański wchodząc do pomieszczenia. Złożył krótki pocałunek na ustach żony i musnął czółko córeczki. Dziecko machnęło rączką aż miska z brzoskwiniową kaszką wyładowało na podłodze.  Kobieta  niechętnie wzięła się za sprzątanie. brunet spojrzał na ekran komórki leżący na stole. Jest dziesiąta dziewiętnaście. Zazwyczaj o tej porze jest w pracy ,ale dziś niedziela. Zaprosili przyjaciół na grilla.
- Umyje ją , a Ty zadzwoń do Violi i Seby - powiedziała wyjmując małą z krzesełka.
- Już dzwoniłem. Niestety nie mogą dzisiaj ,bo Viola źle się czuje.
Coś z dzieckiem?
- Alojzym
- Kim? Boże co to za imię 
Kto wymyśla takie imiona? Alojzy też mi imię.
- Myślę ,że Viola. Seba nie wpadł by na coś tak.. . dziwnego.
- Przypilnuj Gabrysię – rzuciła opuszczając kuchnie z dziewczynką na rękach.
-  A gdzie ona . . . Nie pij  tego…- powiedział zabierając jej z rąk płyn do mycia naczyń. Zabrał ją od szafki ,ale po chwili znów przy niej była. Westchnął ciężko i wziął ją na ręce  wchodząc do pokoju mało nie zabił się przez klocki porozrzucane przez syna.
- Miałem rację ,że nie chcę mieć dzieci –mruknął pod nosem – to jednak potwory ,ale .. .
- Co tam marudzisz?- spytała Ula sadzając Julkę na dywanie i poprawiła jej kitkę.
- Że was kocham- podszedł do niej i pocałował krótko jej usta.
Nie kłamał. Bywały dni ,że miał dość wszystkiego. Mimo wszystko nie wyobrażał sobie życia bez Uli i dzieci . Paweł był małą kopią jego. . Za to bliźniaczki Julka i Gabrysia miały błękitne oczy po Uli , a po nim dołeczki. Gabi bardziej przypominała Ulę ,lecz nie z charakteru.
                                ******
W następne wakacje udali się do Włoch. Ula od dawna pragnęła tam pojechać. Przypomniała sobie jak ,kiedyś Marek opowiadał jej o miejscach ,w których był i co najbardziej mu się tam podobało.  Tuż po śniadaniu Marek przygotował dla Uli niespodziankę i zabrał ją na łódkę. Zupełnie się tego nie spodziewała. Płynęli wolno  gondolą rozmawiając i śmiejąc się. Kobieta zatrzymała wzrok na moście. Brunet podążył za jej spojrzeniem .
- Pointe dei Sospiri.
- Co?
- Most Westchnień
- Ciekawa nazwa. Skąd się wzięła?
- Pewnie od skazańców ,którzy byli prowadzeni przez ten most i mieli tęsknić za ukochanymi.
Most powstał w siedemnastym wieku, lecz sławę zyskał dopiero w dziewiętnastym.
- Trochę późno. Byłeś tu już wcześniej?
- Raz z rodzicami mając jakieś niecałe dziesięć lat.  Nie jesteś głodna? Znam świetną restaurację do ,której możemy się udać.
- W takim razie ,wybierzmy się do niej- odparła z uśmiechem. Dopłynęli do brzegu. Pomógł jej wysiąść  podając dłoń ujęła ją i ruszyli przed siebie. Idąc drewnianym mostem nie zważali na wodzące za nimi oczy plażowiczów  i turystów.
                    *******

Szli  objęci brzegiem morza ,a fale rozbijały się o skały tworząc białą pianę. Biała łuna oświetlała ich sylwetki. Dookoła otaczały ich niczym nie zmącona cisza. Pogrążeni w myślach oboje myśleli jakimi są szczęściarzami ,że spotkali się. Potrzeba było wiele czasu by uczucie mogło zakwitnąć. Pokonali demony przeszłości ,aby wyjść na prostą. Wiele musieli przejść i wycierpieć aby zrozumieć jak cenne jest życie i jak ważni są dla siebie. Połączyło ich coś w co nie wszyscy wierzą. Oni też byli niedowiarkami i tchórzami bojąc się zaryzykować. Obawiali się ,że miłość nie przetrwa, lecz później zdali sobie sprawę ,że razem są silniejsi. Gotowi pokonać lęki i obawy. Stawić czoło codzienności i nie dali się rutynie.
Usiedli na mokrym pasku obserwując wzburzone morze. Ula oparła się o ramię bruneta i delektowała się ciszą. W oddali latarnia morska rzucała blade światło.
- non c'è amore più grande di vero amore- szepnął jej do ucha.  Zaskoczona odsunęła się leciutko zwracając wzrok ku niemu. Zmarszczyła brwi zastanawiając się co znaczą te słowa.
- Co to oznacza?- dotarł do niego jej łagodny głos.
- Nie ma większej siły niż prawdziwa miłość – wyjaśnił składając subtelny pocałunek. – Zrozumiałem to wiążąc się z tobą  . Przekonany byłem ,że nie chcę być tatą ,ale dzięki dzieciom odkryłem na nowo radość życia. Chociaż czasami są  nieznośne.
- Od kiedy jesteś taki romantyczny?- dopytywała z zaciekawieniem.
- Odkąd jestem z tobą – odpowiedział ponownie sięgając do jej ust.
- Cieszę ,że tak to wszystko się ułożyło. Moja mama wyzdrowiała , Betti niedługo bierze udział w konkursie plastycznym. Monika poznała mężczyznę ,który zaakceptował Kubusia , Maciek zamieszkał z Anią ,a Olszańscy  są tworzą szczęśliwą rodzinę ,a my…
- My mamy siebie i trójkę łobuzów ,którzy wykończą dziadków zanim wrócimy.
- Po kimś to mają . Słyszałam ,że w dzieciństwie . . .
Ochlapał ją zimną wodą. Uciekła mu biegnąc brzegiem morza . Biegali po mokrym piasku śmiejąc się i chlapiąc wodą. Złapał ją w pół i przyciągnął do siebie . Wpił się łapczywie w jej 
usta.

                         Koniec !
Dziękuję wszystkim ,którzy od początku lub trochę później zaczęli śledzić tę historię. Gorące podziękowania dla czytających ,komentujących i trwających na tym blogu. 
Mam nadzieję ,że zakończenie was nie rozczaruje. 
Pozdrawiam serdecznie :).