Strona Główna

poniedziałek, 26 sierpnia 2024

,,Jeszcze raz '' Rozdział 12

 — Kasia to jest trudniejsze niż myślałam— rzekła Ula podciągając kolana pod brodę. Objęła je rękoma zerkając niepewnie na byłą współlokatorkę. — Jak mam udawać ,że nic się nie stało a przeszłość nie ma żadnego znaczenia ? Przecież my byliśmy zaręczeni. W niedalekich planach był ślub ,a może nawet dziecko ? Marzyłam by założyć z nim rodzinę. Tylko z nim pragnęłam ją mieć, ale to pragnienie nigdy się nie spełni, bo on tego nie pamięta. Nie czuje...Jego serce...

— Nie mów tak— dotknęła jej ramienia widząc w oczach Uli łzy. — Wiem ,że przechodzisz trudny czas a praca z nim niczego nie ułatwia.
— Wręcz przeciwnie wszystko utrudnia. Nie przypuszczałam ,że po takim czasie będzie miało to jakiekolwiek znaczenie. W dodatku w pracy wcale nie jest kolorowo. Marek zadłużył się u jakiś ludzi. Znaczy Paulina pożyczyła pieniądze na operacje Marka ,ale ...nachodzi go taki facet w firmie i żąda spłaty długo.
— Paulina to kto ?
— Była Marka. Spotykali się na studiach wtedy ,gdy kompletnie mnie nie zauważał. Ja byłam na pierwszym roku a on był trochę starszy i zadawał się z inną grupą ludzi. To była moja pierwsza miłość. Później dałam sobie z nim spokój  i zgodziłam się pójść na urodziny do Bartka i zaproponował mi chodzenie. Chwilowo zapomniałam o Marku ,ale ponownie stanął na mojej drodze i udało się nam w końcu być razem.
— Nie na długo. Wyjechał bez słowa i zostawił cię przed ślubem.
— Wyjechał ,bo musiał i nie zostawił tylko miał wypadek i ponoć Aleks Febo maczał w tym palce . To on zatarł wszelkie ślady ,żebym o tym się nie dowiedziała.
— Chwila...Aleks przyczynił się do wypadku ? A Paulina opłaciła operacje ? Myślałam, że oni są w zmowie.
— Ja też nie do końca rozumiem o co w tym wszystkim chodzi.
Dochodziła dwudziesta trzecia a Ulą wraz z Kasią siedziały na łóżku i rozmawiały na temat firmy i Marka. Cieplak chciała poznać wreszcie całą prawdę mimo iż wiedziała, że nie będzie już nigdy z Dobrzańskim. Ciężko było się jej pogodzić z tym faktem ponieważ dalej go kochała bez względu na wszystko.
Po wyjściu koleżanki położyła się na łóżku trzymając w rękach  swoją ulubioną przytulankę  z dzieciństwa. Chciała podarować ją ,kiedyś swojej  córeczce, ale teraz wiedziała, że nigdy nie będzie jej mieć a powodów było kilka. Najważniejszym powodem było, że nie miała z kim. Nie była od dawna w związku. Z nikim się nie spotykała i nie należała też do kobiet sypiających z nieznajomymi. Czuła ,że to już jej czas. Marzyła też by ataki astmy nie zdarzały się tak często. Czuła ostatnio także inne niepokojące objawy dotyczące zdrowia co jeszcze bardziej komplikowało sytuację by zostać, kiedyś mamą. Marek też miał pewne problemy związane z wcześniejszą śpiączką i amnezją.
Zmęczona rozmyśleniami na temat przyszłości, zasnęła.
Śniło się jej ,że biednie wzdłuż plaży, a ciepły piasek delikatnie przylepia się do bosych nóg. Słońce świeciło intensywnie ,a na czole Uli znajdywały się małe kropelki potu. Za nią biegł Marek w czarnym garniturze i podwiniętych spodniach. Stopy grzęsły im trochę w piasku ,a na ich twarzach malowało się szczęście. Kobieta odwróciła się a wtedy a mężczyzna z impetem przewrócił ją brudząc jej białą suknie ślubną. Leżeli tak śmiejąc się z siebie po czym podniósł się pierwszy i podał jej rękę. Nie działa, że to zrobi jej psikusa. Przyciągnął ją mocno do siebie i  pocałował czule i namiętnie rozkoszując się smakiem jej ust. Stali tak na tle zachodu słońca jako para młoda ,a inni plażowicze ,których nie było dużo mijali ich z lekkim zaskoczeniem ,a inni uśmiechem. Ula speszona spojrzeniami ukryła twarz w ramieniu Marka czując jak rumieńce wypełzają na twarz.
Wtedy właśnie zadzwonił budzik.
— Marek wyłącz ten dźwięk, proszę — wyszeptała sennie. — Kochanie.
Gdy odpowiedziała jej cisza zorientowała się, że Dobrzańskiego wcale tu nie ma. Niechętnie podniosła się z łóżka i wyłączyła budzik w komórce. W głowie wciąż miała jeszcze obrazy ze snu. Nigdy wcześniej nie myślała nawet o wyjeździe do Tunezji ,a teraz śniło się jej ,że była tam z nim. Miłością swojego życia. Bardzo brakowało jej tej jednej najważniejszej osoby w życiu.
— Część — Marek wszedł do środka. — Sorry ,że bez pukania wszedłem, ale  było otwarte. Nie powinnaś zostawiać mieszkania otwartego. Jeszcze ktoś cię okradnie.  kupiłem świeżutkie bułki i parę innych rzeczach i pomyślałem, że zjemy razem śniadanie. Co Ty na to?
Ula była w takim szoku ,iż nie była w stanie nic powiedzieć. Dopiero wstała a jej organizm domagał się kofeiny. Jeszcze nie dokończyć rozbudzona ledwo do niej docierało ,że on tu jest.
— Co ty tu robisz?— zapytała po chwili.
— Ulka ty śpisz przed minutą wyjaśniłem Ci co tu robię. Chyba jeszcze śpisz. Ubierz się, a ja zrobię nam coś do jedzenia, ok?
— Dobrze — uśmiechnęła do niego.
Pokazała mu gdzie wszystko się znajduje. Przez przypadek ,gdy pokazywała mu gdzie przyprawy stanęli bardzo blisko siebie. Poczuła zapach jego wody kolońskiej. Musiała przyznać, że podobał się jej ten zapach. Marek czujnie ją obserwował. Była ubrana w krótkie spodenki i koszulkę z nadrukiem kwiatka w doniczce. Ubrała to do spania zupełnie nie spodziewając się, że ktoś rano przyjdzie. Niezapowiedzianie przychodziła z reguły tylko Kaśka, a przed nią nie wstydziła się być w takim stroju. Za to przed Markiem już tak.
— O teraz dużo lepiej.
— Nie podobała ci się moją piżamka? — Ula nieświadomie zaczęła z nim flirtować.
— Powiedzmy ,że nie całkiem. Za to w tej sukience ...jest ci do twarzy.
— Kłamiesz.
— Ja ? Nigdy — odparł kładąc rękę na sercu.
Ula usiadła przy stole i patrzyła jak Marek nakłada jej naleśnika na talerz.
— Nutella czy dżem ? Czy owoce?
— Poproszę owoce  — odparła.
Usiedli naprzeciwko siebie i zaczęli jeść śniadanie. Zrobił też kawę i przelał do dzbanka ,gdyby ktoś z nich chciał jeszcze dolewki. Oboje byli kawocholikami. Nie umieli żyć bez filiżanki kawy o poranku.

— Mmn

— Mmn...pyszne— stwierdziła. — Gdzie nauczyłeś się tak robić naleśniki?
Ula była pod wrażeniem.
— Z przepisu. Mieszkam sam więc trochę eksperymentuje w kuchni.  Może, kiedyś będę miał okazję jeszcze coś ugotować dla ciebie?
— Może...ja umiem gotować, ale to miłe jak ktoś gotuje dla mnie. Dziękuję za pyszne śniadanie.

Po wspólnym posiłku załadowali zmywarkę po czym razem udali się do pracy.


,,Jeszcze raz'' Rozdział 11

 ,,Spoglądam w oczy Twe

I widzę tylko lęk
Za dużo pytań dzisiaj jest
O nowy dzień
Zostanę tu gdzie Ty
Bo chcę dla Ciebie żyć
Nieważne co powiedzą mi
Już nie chcę dalej iść". *— sumtuastic za jeden uśmiech twój.

Mężczyzna poszukujący Pauliny przyszedł znów następnego dnia wypytując o nią w recepcji. Ania poinformowała go ,że nie wie gdzie jest panna Febo. Wkurzony przewrócił donice z kwiatem i rozbił jedną rzeźbę grożąc ,że jeśli w ciągu trzech dni na jego konto nie wpłyną pieniądze to zniszczy tą budę. Recepcjonistka przekazała wszystko prezesowi i dała mu kartkę z numerem konta bankowego.

****
Marek postanowił naradzić się z Ulą

****Marek postanowił naradzić się z Ulą

co dalej. Opowiedział jej o wizycie gamstera mimo , iż miał obawy czy to dobry po jej ostatnim ataku astmy. Ula siedziała wygodnie w fotelu i słuchała go z przejęciem.
— Marek a jak to się stało ,że Paulina opłaciła ci operacje ?
— Ponieważ rodzice dopiero później mnie odnaleźli. Nie mam pojęcia skąd wzięła się tam Paulina. Znała moje miejsce pobytu. Teraz wiem ,że w szpitalu powinnaś tam być ty— zamknął jej dłonie w swoich lekko pochylając się w jej stronę.
— Ula mam podejrzenia ,że Aleks jest zamieszany w ten wypadek. Wydaje mi się, iż zatarł wszystkie ślady ,a Paulina czuwała bym nie odkrył prawdy. Pamiętam, że po wypadku dawała mi jakiś dokument do podpisania ,ale nie zgodziłem się. Twierdziła, że jest moją żoną a ja jej nie wierzyłem. Później mówiła lekarzowi ,że zapomniałem o tym.
— Marek, ale ty miałeś problemy z pamięcią.
— Zawsze już będę je miał. Ponoć nie da się już nic zrobić. Pamięć może wrócić lub nie. Teraz przypominam sobie rzeczy ,które wydarzyły się tuż po wypadku ,ale czuję, że Paulina nigdy nie była moją narzeczoną ani żoną.
— Boże...ty musisz to zgłosić— rzekła odkrywając przerażającą prawdę.
Marek na moment odsunął się od Uli patrząc na nią uważnie.
— Nie mam dowodów. Poza tym wszystko działo się we Włoszech.
— Będziemy musieli tam pojechać. Może zgłosimy, a policja sprawdzi monitoring. Może włoska policja jest skuteczniejsza niż polska. Jeśli dawała ci jakiś dokument to jest nielegalne przecież nie byłeś w pełni świadomy. Później po wyjściu ze szpitala zaczęła mi podawać kawę, ale gdy zorientowałem się, że czuję się po niej gorzej to uciekłem. Pożyczyłem pieniądze od rodziców, którzy aktualnie  tam przebywali  i wsiadłem w taksówkę prosto na lotnisko. Wyleciałem pierwszym samolotem ,który w tamtym czasie leciał do Polski. Wylądowałem w Krakowie i stamtąd pociągiem  dostałem się do Warszawy. 
— Co dalej?
— Poszedłem do firmy ,bo to jedyne miejsce ,które pamiętałem. Przygarnął mnie tymczasowo Sebastian, a od niedawna jesteśmy sąsiadami.
— Szkoda ,że mnie tam przy tobie nie było— wyszeptała Ula. — Może teraz nie ma to znaczenia ,ale myślałam ,że mnie porzuciłeś i to było straszne. Zniknąłeś tak niespodziewanie ,a my mieliśmy przecież tyle planów i marzeń.
Marek nic nie odpowiedział ponieważ przyszła Violetta z dokumentami do podpisania.
— Połóż je na biurku— polecił Marek ,a Viola spojrzała to na Ulę to na Marka.
— Może zrobię wam kawy ?— zaproponowała. — Macie jakoś naradę?
— Można tak powiedzieć. Ustalamy szczegóły pokazu. Wszystko musi być dopięte na ostatni guzik.
— Właśnie z tym jest problem ,bo modelka się wysypała.
— Która? — zdziwił się Dobrzański, bo nikt go o tym nie informował. Ula poruszyła się nerwowo w fotelu. Nic nie wiedziała, że brakuje im modelki.
— Patrycja. Wracała z koleżanką z zakupów i wjechał ktoś w nich. Leży teraz w szpitalu i czeka ją operacja. Ponoć ma problem z złamaną ręką.
— Co za pech— wepchnął Marek.
— Nie może ktoś jej zastąpić? — spytała nieśmiało Ula.
— W sumie to potrzebujemy dwie ,bo ktoś musi jeszcze zamknąć pokaz ,a miała to zrobić Klaudia ,ale niestety ona nie dojedzie na pokaz.
— Dlaczego ?
— Nie pamiętasz zerwała parę dni temu kontrakt i wyjechała do Londynu ,bo pokłóciła się z Dominiką.
Dobrzański złapał się za głowę i zaczął chodzić po gabinecie. Odkąd wrócił wiecznie coś działo się nie po jego myśli. Spojrzał na Ulę jakby w jej oczach chciał znaleźć odpowiedź, jakby szukał ratunku . 
— Violetta może ją zastąpić — wypaliła Ula.

— Ula zwariowałaś ? Kobietę w ciąży chcesz oglądać na pokazie?— A dlaczego nie? Nie możemy raz zrobić wyjątek? — W sumie możemy— zgodził się Marek

— Ula zwariowałaś ? Kobietę w ciąży chcesz oglądać na pokazie?
— A dlaczego nie? Nie możemy raz zrobić wyjątek?
— W sumie możemy— zgodził się Marek.— Pod warunkiem ,że Ty też weźmiesz udział w pokazie. Chcę abyś wystąpiła w roli modelki.
— Marek zwariowałeś? Ją modelką ? Nie mam warunków ani nic...ja tam nie pasuję— próbowała wytłumaczyć Dobrzańskiego, że udział w pokazie w roli modelki to zły pomysł.
— Nie chcę słyszeć odmowy. Wystąpić w sukni ślubnej.
— Marek ,ale..no dobrze.
— Tylko nie mogłabym zostać na bankiecie ,bo nie chcę długo zostawiać z kimś Wiktorii. No dobrze poproszę matkę— dodała wisząc wzrok Uli i Marka.
Olszańska opuściła gabinet ,a Marek posłał Uli szeroki uśmiech.
— Cieszę się, że zostaniesz na bankiecie — wypaliła.
— Tak ,a dlaczego? Przecież wiele osób tam idzie. Marek dzisiaj zachowujesz się jakoś dziwnie.
— Nieprawda— zaprzeczył i ucałował jej dłoń zupełnie tak spontanicznie. W nowym Marku dojrzała tego sprzed wypadku. Poznali się na studiach ,ale pracę z nim najlepiej wspominała. Niestety wciąż czuła ukłucie zazdrości, gdy inna kobieta uśmiechała się do niego. Wiedziała, że są tylko przyjaciółmi i może on ułożyć sobie na nowo życie, lecz bolało ją to. Pragnęła zapomnieć, ale okazało się to niewykonalne. W sercu zamieszkał strach ,że straci go na zawsze ,gdy on się w kimś zakocha. Ten strach paraliżował ją ,nawiedzał co noc. Budziła się w środku wystraszona i później miała problem z ponownym zaśnięciem.
— To wrócę już do swoich obowiązków — wyszła z jego gabinetu z zakłopotaniem na twarzy.


,, Jeszcze raz'' Rozdział 10

 Próbowała coś powiedzieć, ale głos ugrzązł jej w gardle. Nie chciała nikomu tego mówić. Męczyło ją to i nie potrafiła się z tym pogodzić, lecz nie była gotowa na tą rozmowę. Zwłaszcza z nim. Serce w piersi tłukło się jak spłoszony ptak. Zaskoczyła ją troska prezesa. Nie sądziła, że ich relacje tak szybko się zmienią.

- Chodzi o Victorię ? - spytał.
- Nie. Poznałam ją i uważam, że jest fajna tylko ...
- Nie lubisz dzieci?
- Ja?- Ula otworzyła usta ze zdumienia. - Jakiś żart? Bardzo lubię dzieci ,ale...wiesz w moim wieku mają już dwójkę, a ja...
- Ula jesteś młoda jeszcze zdążysz założyć rodzinę.
Problemże chcę mieć dzieci tylko z tobą z nikim innym i tylko twoje nazwisko chcę mieć po ślubie,a czas szybko ucieka.
- Może - rzekła bez przekonania.
- Będzie dobrze- dodał i chcąc dodać jej otuchy.
Młodość szybko przemija z resztą w moim przypadku nie tylko to ma znaczenie. Gdyby znał całą prawdę...na szczęście nie zna,ale jeśli istnieje jeszcze szansa byśmy byli ,kiedyś razem to chcę zrobić wszystko aby tak było o Marek przypomniał sobie mnie i to co było między nami. Mówi sięże serce nie zapomina ,ale czy to prawda? Widocznie jego zapomniało — pomyślała ze smutkiem.
— Ula wszystko dobrze?
- Czas wracać do pracy - powiedziała wychodząc z łazienki. Kobiety wchodzące do środka były zaskoczone obecnością Dobrzańskiego w damskiej toalecie.

*****
Violetta poszła do bufetu zamówić sobie sok pomidorowy ponieważ sprawy z Sebastianem i teściową nie układały się po jej myśli. Codziennie zaciskała zęby ,żeby nie wygarnąć teściowej ,że za bardzo wtrąca się w jej życie. W bufecie o tej porze prawie nikogo nie było, bo nie była to pora lunchu. Wszyscy skupieni byli na wykonywaniu w swoich obowiązków.
- Violetta ,a ty nie w ksero ?
- Dlaczego miałabym tam być?
- Ponieważ Ula zostawiła ci dokumenty do skserowania ,bo musiała gdzieś pilnie wyjść.
- Ula ciągle gdzieś wychodzi ,a Marek jej na wszystko pozwala tak jak ,kiedyś.
- Ponoć on nie pamięta co było, kiedyś - odparła Ania.
- Jesteś zazdrosna czy co ? Ty dopiero niedawno wróciłaś z macierzyńskiego.
- Niedługo znów na nie idę i potrzebne będzie zastępstwo.
- Marek chyba już je znalazł.
- W sensie ,że Ula sama sobie poradzi? Tak bez mnie ?
- Chyba tak. Ja tam nie wiem.
- Ula to mądra dziewczyna i oczywiście, że sobie poradzi - wtrąciła Ela przesłuchując się ich rozmowie. - A tobie Viola gratuluję. Już całą firma o tym mówi.
- Jak to cała firma?- Viola wydawała się być nieco przerażona tym faktem.
- O czym wie całą firma ?- dopytywała Anna.
- O drugiej ciąży Violi.
- Serio jesteś znów w ciąży?
- Tak- odparła Violetta z uśmiechem.
- Współczuję
- Nikt mi nie umarł. Chcieliśmy mieć dwójkę by razem się wychowywały. Nie rozumiem dlaczego tak mówisz?
- Czekają cię podwójne obowiązki, więcej prania ,sprzątania i bezsennych nocy. Całe szczęście, że mnie to nie dotyczy - powiedziała wyniosłym tonem.
- Ty byś je trzymała w zamkniętym pokoju i traktowała jak niewolników - przygadała jej Olszańska.
- Nieprawda - zaprzeczyła Ania. - Po prostu nie jestem gotowa na dziecko. Tak trudno to zrozumieć?
- Nie ,ale powiedziałaś, że mi współczujesz a nie masz czego ,bo mam się świetnie. A planowanie drugiego dziecka to nie powód do współczucia no chyba ,że teściowa...to już inny temat.
- Dzieci są wstrętne. A ja nie chcę bawić bachorów i zmieniać im pieluch. Wolę trzymać się od nich z daleka. Dla mnie to robale...
Violetta poczerwieniała z wściekłości.
- Byli by satanistami tak jak ty i ubierałabyś je tylko na czarno.
Ania wkurzona nic już nie odpowiedziała tylko opuściła bufet trzaskając drzwiami i prawie potrącając projektanta.
- A tej co się stało?- powiedział do siebie zdziwiony zachowaniem recepcjonistki.
Podniesione głosy sprawiły ,że w bufecie pojawili się inni pracownicy chcąc wiedzieć co dzieje się w firmie. Ania wywołała niemałe zamieszanie.

****
Ula pochłonięta pisaniem czegoś na komputerze nie zauważyła, że od dobrych kilka minut przygląda się jej prezes. Patrzył na nią jak pracuje. Nie zwracała na niego kompletnie uwagi pochłonięta własnymi myślami.
- Dzień dobry . Szukam Pauliny Febo - odezwał się nieznajomy mężczyzna.
- Paulina obecnie przebywa we Włoszech - odpowiedział Dobrzański, a Ula spojrzała na niego zaskoczona ,iż zna miejsce pobytu Pauliny.
- Nie wie Pan, kiedy wróci?
- Z tego co wiem nie planowała w najbliższym czasie powrotu. Proszę się z nią skontaktować telefonicznie albo mailowo.
- Nie znam jej numeru telefonu - odparł oschle.
- Ja bez zgody Pauliny również go Panu nie podam.
- Pan nie rozumie. Ja muszę się z nią spotkać w sprawie długu.
- To Paulina miała jakieś długi ?- wymsknęło się Uli.
- Paulina opłaciła moją operacje nie pytałem skąd wzięła pieniądze to było dawno.
- Pieniądze miała ode mnie- wtrącił mężczyzna mierząc ich wzrokiem ,który mówił nic dobrego.
- Żądam zapłaty jak nie... to się z wami policzę! Wszystkimi - palcem wskazał na Ulę po czym z zaciśniętą ze złości szczęką , opuścił firmę.
Ula trzymała się za klatkę piersiową nie mogąc złapać tchu. Marek nie zastanawiając się nad niczym wziął jej torebkę. Wzięła lekarstwo . Po chwili Ula poczuła się już lepiej. Patrzyła na niego swoimi dużymi niebieskimi oczami jak ten klęczy przed nią.
- Myślałem, że stać cię na lepsze zaręczyny - zakpił z niego Aleks.



Dobrzański nic nie powiedział tylko wstał lekko zmieszany i otrzepał spodnie.
Ula spuściła wzrok również nie wiedząc co powiedzieć.


Rozdział 9 ,, Jeszcze raz''


 Rozdział 9 


, W samym sercu pustki gdzie koszmary drzemią głęboko w otchłani wspomnienia się mienią o domu, o Tobie, o tym co za nami skrywane w mym sercu dniami i nocami" tekst piosenki, sumptuastic, wszystko będzie dobrze.

Ula pobiegła otworzyć.
— Marek co tu robisz? Wiesz ,która jest godzina?
— Wiem. Jeździłem po mieście, bo nie mogłem spać. Później zauważyłem stacje benzynową i ... niestety były tylko kanapki. Nic innego nie mieli ,a zgłodniałem i pomyślałem, że skoro nie śpisz to zjemy razem.
— Dzięki — Uśmiechnęła się do niego  i zaprosiła do środka.
— Marek ,a skąd wiedziałeś, że nie śpię? — Przyglądała mu się podejrzanie.
— Niedawno byłaś aktywna w Internecie.
— A nie tylko coś sprawdzałam. Miałam dawno już usunąć ten komunikator ,ale jakoś zostawiłam.
— A opis chyba stary.,, znalazłam miłość, znalazłam szczęście nie potrzeba mi do życia niczego więcej."*
Usiadł na kanapie ,a ona poszła zrobić herbatę. Ula zaczęła mu opowiadać śmieszne historie z dzieciństwa, a Marek śmiał się razem z nią.

Obudzili się zdezierientowani

Obudzili się zdezorientowani. Nie wiedzieli jak to się stało, że zasnęli razem na kanapie. Za oknem już dawno było jasno ,a słońce świeciło wysoko na niebie. Zapowiadał się naprawdę piękny słoneczny dzień. Ula uśmiechnęła się do siebie mając pierwszy raz od dawna tak blisko siebie Marka. Odzyskała nadzieję, że mimo iż może pamięć mu nie wróci to zdoła pokochać ją na nowo. Wierzyła, że szczęście się do nich w końcu uśmiechnie. Nie zamierzyła się poddawać mimo ,że miłość niesie za tobą wiele rozczarowań ,ale i radości i tego właśnie pragnęła doświadczyć. Pragnęła miłości na całe życie i być szczęśliwa. W obecnych czasach taka miłość to rzadkość, ale mimo iż nie była już małolatą była nieuleczalną romantyczką od czasów liceum i tak zostało do dziś.

,,Wszystko będzie dobrze to co złe przeminie ja będę przy Tobie a Ty będziesz przy mnie".

Tekst pochodzi z piosenki, sumptuastic, wszystko_będzie dobrze.


— Chyba zaspaliśmy — odezwał się pierwszy Dobrzański.
— Na szczęście nie idę  dzisiaj do pracy. Mam jeszcze zwolnię, pamiętasz?
— Tak ,ale ja chyba będę musiał się tam pojawić.
Podnieśli się z kanapy ,a Ula poszła zrobić kawę i po chwili wróciła z parującym płynem.
— Niestety nie mam nic słodkiego do kawy. Była koleżanka w rozsypce i...
— Ula nie tłumacz się — odparł łagodnie.
— Trochę jednak mi głupio.
— Zupełnie niepotrzebnie.  Dochodzi dwunasta pewnie ojciec przejął twoje obowiązki. Marek nie wiem czy nie powinieneś zrobić jakiś dodatkowych badań albo coś?
— Nie widzę potrzeby — zniknął zachmurzył się.
— Jeśli jesteś zmęczony albo źle się czujesz ,możesz o tym spokojnie powiedzieć— zaczęła cicho ,a on zerknął na nią z ukosa i dostrzegł w jej niebieskich oczach prawdziwą troskę. Wiedział już, że nie jest natrętna ani chamska tylko wrażliwa i ma dobre serce. Coraz lepiej im się rozmawiało i spędzało razem czas. Ula potrafiła zarażać go optymizmem przy niej od razu czuł się lepiej.

*****
Ula wróciła do pracy z chorobowego. Odwieszała kurtkę na wieszak ,gdy zauważyła siedzącą przy biurku zapłakaną Violettę. Ostrożnie podeszła do niej i pochyliła się lekko nad biurkiem podając jej chusteczki.
— Co się stało ?
— Teściowa— mruknęła i wydmuchała głośno nos.
— Nie rozumiem co teściowa? Viola możesz jaśniej ?
— Niedawno wróciłam do pracy ,a teściowa zajmuje się moją córeczką i we wszystko się w trąca. Ty i tak nie zrozumiesz ,bo nie masz teściowej.
— Nie mam ,ale miałam mieć. Viola ,a co na to Sebastian?
Viola spojrzała na nią zapłakana z rozmazanym czarnym tuszem pod oczami. Wyglądała jak panda.
— Nic. A ogóle nie reaguje. Tak jakby go nie było. Najgorsze jest ,że...nie interesuje się córką. Ostatnio namawiał mnie na syna i przestaliśmy się zabezpieczać. Byłam w piątek u lekarza. Potwierdził ciążę.
— To gratulacje — Ula rzuciła jej się na szyję i zaczęła ją ściskać.
— Co tutaj się dzieje? — zapytał Marek wychodząc z gabinetu z zszokowana miną. Ula odsunęła się od Violi i poprawiła błękitną sukienkę ,która pasowała jej do koloru oczu.

— Viola jest w ciąży — odparła Ula ,a ta posłała jej mordercze spojrzenie

— Viola jest w ciąży — odparła Ula ,a ta posłała jej mordercze spojrzenie.
— W ciąży? A ty nie urodziłaś niedawno?
— Tak. Mam córkę ma dziesięć miesięcy. 
— Przepraszam zapomniałem — spuścił wzrok. Trochę było mu głupio, że nie pamiętał w jakim wieku jest dziecko jego najlepszego przyjaciela.
— Nie martwcie się na roczek was zaproszę — powiedziała Olszańska zwracając się do Uli i Marka.
— Dzięki za zaproszenie — Marek zerknął na Ulę, która posmutniała po czym bez słowa szybko wyszła. Zaszyła się w łazience ocierając łzy wciąż wypływające spod powiek. Usłyszawszy, że ktoś idzie szybko otarła łzy i wyrzucili chusteczki do kosza.
— Ulka o co chodzi?— spytał Dobrzański kładąc dłoń na jej ramieniu. Uniosła wzrok otwierając już usta, lecz nie wydobył się z nich żaden dźwięk.

.

*— opis wymyślony do gg. W opowiadaniu jest inny rok niż w rzeczywistości.



czwartek, 2 maja 2024

,,Jeszcze raz " Rozdział 8

 Poranek zaczął się dla Uli idylicznie. Pierwsze poranne promienie wpadały przez firanki. Nie zasłoniła wczoraj okna ponieważ była na nocnym spacerze z Markiem. Po powrocie jedyne na co miała siłę to szybka kąpiel.  





Przyjaźń z Markiem nie należała do szczytu marzeń Uli. Z początku zabolało ją to ,lecz nie chciała stracić go całkowicie więc wbrew szeptom serca zgodziła się być jego przyjaciółką.

Lekki wiatr rozwiewał jej długie brązowe włosy ,a promienie słońca lekko ogrzewały twarz. Szli tak już dobre kilka minut ,gdy nagle Marek przystanął przy strumyku i oparł się o barierkę. Znajdowali się w jednym z ich ulubionych parków. Ula zastanawiała się dlaczego tak krótko było im dane być  razem. Nie cieszyła się z wolności ani braku pierścionka,bo gdyby nie tamte wydarzenia teraz byłaby już jego  żoną. 

— O czym myślisz ?— zagadał ją. 

—  O niczym — skłamała. — Chciałabym wrócić już do pracy. 

— Nie możesz. Pamiętasz co powiedział lekarz ?

Pokiwała głową.

— Kazał ci wziąść parę dni wolnego i odpocząć. 

— Marek ,ale co ja będę robiła w domu. Zanudzę się na śmierć. Ja lubię pracować, a siedzieć w domu jeszcze zdążę, kiedyś, gdy będzie taka konieczność. Poza tym z astmą borykam  się od dziecka i to nie mój pierwszy atak i pobyt w szpitalu.  Chociaż myślałam, że to mam już za sobą. Dziękuję za pomoc.

— Nie ma za co— uśmiechnął się, a ona poczuła przyjemne ciepło wokół serca. 


❤️❤️❤️

— Przy Marku tracisz tylko czas— odezwała karczącym głosem koleżanka z poprzedniej pracy. 

— Jakbyś nie zauważyła to mój czas i mogę robić z nim co zechce. Jestem dorosła i w pełni sprawna ,żeby decydować o swoim życiu. Nie jestem uniewłasnowoniona. 

— Co ?— kobieta gwałtownie odstawiła cappuccino, aż odrobina wylała się bladoróżowy obrus w kratkę ,który okrywał stolik w kawiarni. Ula spojrzała przez okno. O tej porze mały był ruch. Kelnerka zbierała talerzyki po ciastach i cicho nuciła piosenkę lecącą akurat w radiu. Kawiarnia miała klimat dawnych lat. Ludzie przychodzili tu by poplotkować, wypić dobrą kawę albo zjeść dobre ciastko. W sobotę zwykle przychodziło mniej ludzi. Woleli kupić coś ba wynos i iść na spacer przy tak ładnej pogodzie jak dzisiaj. 

— Ech nie ważne — mruknęła. — Nie rozumiem tylko jak możesz przyjaźnić się z facetem ,który wymazał cię z pamięci. Nie pojawiał się tyle czasu. Po prostu zniknął jak kamfora a ty nadal za nim latasz? Nie możesz znaleźć sobie normalnego zdrowego faceta?

—  Nie jestem gotowa na z związek z kimś innym ,bo wciąż kocham Marka. To nie jest jego wina ,że zapomniał. Miał poważny uraz głowy. Część mózgu odpowiedzialna za wspomnienia jest uszkodzona więc szansę są prawie zerowe ,żeedykolwiek wróci mu pamięć. Oboje próbujemy jakoś żyć. Przyjaźń w moim przypadku jest ryzykowna ,ale ja nie chcę tracić z nim kontaktu. 

— Ula między tobą a Markiem nic już nie ma. Nie wiem po co się łudzisz i udajesz ,że żyjesz zamiast żyć naprawdę.  Jesteś jeszcze młoda możesz mieć dzieci. 

Ula spuściła wzrok na wzmiankę o dzieciach. 

— Dzięki za kawę. Pójdę już— wstała od stolika nie czekając na kelnerkę położyła pieniądze na odchodne krzycząc reszty nie trzeba i wyszła. Koleżanka nadal siedziała sztywno na krześle nie spodziewając się czegoś takiego po Uli.

— Może nie lubi dzieci— powiedziała do siebie.— Ma całkowitą rację. Te wstrętne bachory są w wstanie wypić każdą krople krwi z człowieka jak pijawki i wysysać całą energię— dodała już w myślach. 

— To nie tak— odpowiedziała kobieta ze smutkiem w oczach. Zniknął gdzieś ten blask ,który był tam jeszcze chwilę temu. — Poza tym miłość moja i Marka to już tylko pieśń przeszłości. 

— Serio nic sobie nie przypomina?

— Nie. Marek nie jest już taki jak przed wypadkiem. Jest zagubiony i czasami zapina o niektórych sprawach. Nigdy nie miał idealnej pamięci, ale teraz widać różnicę.

— Chcesz mi powiedzieć, że kochasz upośledzonego faceta ,który ma cię gdzieś i dawno zapomniał o tobie.  

— Nie waż się tak o nim mówić! — obruszyła się Ula i zakończyła rozmowę z koleżanką. 


****





Leżała w nocy na łóżku nie mogąc zasnąć. Nie wiedząc, że gdzieś w innym domu pewna osoba robi dokładnie to samo i zastanawia się co dalej. Pracowali razem widywali się codziennie ,lecz mogła jedynie marzyć o byciu z nim. Nic oprócz marzeń jej nie zostało. Po jego zniknięciu ,gdy dotarło do niej ,że on już nie wróci była na kilku randkach ,lecz w głowie miała tylko swojego Marka  nie potrafiłaby udawać miłość do kogoś innego. 

To nie było w stylu Uli. Długo leżała nie mogąc zmrużyć oka. Niespodziewanie ktoś zapukał do drzwi. 



niedziela, 7 kwietnia 2024

,, Jeszcze raz " Rozdział 6

  Pachniała wiosną

A wzrok miała jesieni

Deszczowe krople 

W błękicie oczu 

Płaczesz?

Nie! — przeciekam

I zakwitła uśmiechem lata...

Iwona Wierzchowiecka (z domu Sawicka).



Park o tej porze był nieco opustoszały. Słychać było w oddali tylko lekki szelest liści. Słabe promienie słońca przebijały się przez korony drzew. Marek spojrzał na błękitne niebo stojąc przy karetce. Przeniósł wzrok na Ulę ,której sanitariusze zakładali teraz maskę tlenową.

— Pani Urszula na coś choruję ?— spytał jeden z ratowników medycznych. 

— Na astmę. Nosi ze sobą inhalator w torebce— odparł pospiesznie. — Nie wiem czy na coś jeszcze. 

Drugi podał jej adrenalinę po czym kobieta otworzyła oczy i zsunęła lekko maskę. 

— Ryby. Mam alergię — wyszeptała zachrypłym głosem. 

— Pan powinien na przyszłość pamiętać na co jest uczulona pańska dziewczyna. 

— My nie...— zaczął mówić.

— A alergię na leki?

— Chyba nie — odparł niepewnie. 

Bardzo się stresował ponieważ nic o niej nie wiedział, a ratownicy oczelikawali od niego odpowiedzi. 

— Dobrze. Zabieramy panią do szpitala ,a Pan na przyszłość niech się dowie na co choruje dziewczyna.

— Obiecuję ,że się dowiem. 

— On stracił pamięć — powiedziała jeszcze zanim zamknęły się drzwi karetki. 

Dobrzański patrzył na znikający w odali ambulans. Przeszedł kilka kroków I dostał się na parking. Stanął przy samochodzie i zamyślił się na moment. Nigdy nie podejrzewał, że będzie musiał udzielać komuś pierwszej pomocy. Minuty ,w których czekał na karetkę wydawały mu się wiecznością. Nigdy tak się niczego nie bał jak wtedy. Bał się o te kobietę, że umrze tam w parku. Nie wiedział dlaczego tak reaguje na osobę, której nie pamięta. Niby była zupełnie obca ,a czuł, że kiedyś coś ich łączyło. 


*****

Ula bardzo powoli uniosła powieki. Zmrużyła je ponieważ światło jarzeniówek raziło ją w oczy. Zamrugała kilkukrotnie i próbowała ruszyć ręką,lecz napotkała lekki oprór. Dostrzegła głowę Marka ułożoną na jej dłoni. Uśmiechnęła się na ten widok. Znów czuła jego dotyk może nie tak jak to sobie wyobrażała. Zasnął i nie zdawał sobie pewnie z tego sprawy. 

Przypomniała sobie pewne wydarzenie sprzed lat. 

W upalny letni dzień 

Marek długo nie wracał z pracy. Bała się, że coś się stało ,bo jego telefon milczał. Zawsze przeczuwała jak coś złego się działo. Przeczucia nigdy jej nie myliły. Wyszła przed dom i ujrzała auto Dobrzańskiego. Pomyślała ,że zasnął. Przeraziła ,że jednak coś jest nie tak. 

Temperatura na dworze była bardzo wysoka. Ocknął się dopiero ,gdy kobieta wyciągnęła go z auta i rozpięta mu koszulę w celu ratowania mu życia. Odzyskał przytomność, lecz ona uparła się by zrobić badania. W szpitalu wyszło, że to tylko przemęczenie. Lekarz kazał mu wziąść kilka dni wolnego i uważać na wysokie temperatury, pić dużo wody i zdrowo się ożywiać. Od tamtego czasu Ula pilnowała jego posiłków martwiąc się o niego. Pamiętała nawet ,że nie był zły o tą wybitą szybę w aucie. 

Westchnęła ze smutkiem ,że ich wspólne chwile minęły bezpowrotnie.





Byli młodzi ,szaleni wydawać by się mogło, że wszechświat leży u ich stóp. Ula zatracona w marzeniach nie przypuszczała nawet ,że to tak szybko się skończy. Dzisiaj z ich miłości nic już nie zostało chociaż jej serce jeszcze nie pogodziło się z rozstaniem. Leżała patrząc się w sufit. W pomieszczeniu zapadła martwa cisza przerywana szumem wiatru za oknem.

Podeszła do niego patrząc na drzewo przez szybę. Sikorka usiadła na gałęzi. Kobieta przypatrywała się jej przez krótką chwilę jak ta podrywa się do lotu i znika gdzieś na tle błękitnego nieba. Ula miała wolność, lecz nie czuła się prawdziwie wolna ponieważ utkwiła w szponach przeszłości z których nie potrafiła się wyrwać. Po policzku spłynęła łza ,a za nią kolejna.

Marek zaskoczony odłożył zapiekanki i stanął tuż za nią. Bez słowa odwróciła się i  wtuliła w jego ramiona. Niepewnie ją objął zaskoczony jej zachowaniem. Nic nie mówił ,a ona przymknęła oczy i bała się ich otworzyć w obawie ,że on zniknie niczym sen. Dotyk przynosił chwilowe ukojenie. Tak dawno nie czuła jego zapachu. Nie zdawała sobie sprawy jak bardzo tego potrzebowała. Tęsknota za ukochaną osobą zabijała ją od środka cały czas. 

— Zostawiłeś mnie przez moją chorobę? — zapytała wprost patrząc mu głęboko w oczy. W spojrzeniu było coś czego  Dobrzański nie potrafił nazwać. 




— Nie — odparł po chwili namysłu. 

— Wiem ,że byłem we Włoszech ,później zdarzył się wypadek. Aleks mówił, że ledwo mnie odratowali.

Usiedli na łóżku podtrzymując konwersacje.  

— Aleksander Febo ? 

— Tak ,a co w tym dziwnego ? 

— Wy się  nie znosicie. Odkąd pamiętam  jesteście wrogami. Na studiach przespałeś się  z jego dziewczyną Julią.

— Nieprawda— zaprzeczył automatycznie. — Julia była moją pierwszą miłością — Ulę na słowo, miłość " zakuło serce. 

— Wiem o tym— westchnęła. — Byliście razem jak cię poznałam. 

— Poznaliśmy się na studiach?

— Tak ,lecz ty mnie wtedy nie zauważałeś, a ja marzyłam by być na miejscu tej  Julii. Później związałeś się z Pauliną ,lecz nagle rozstaliście się i związałeś się ze mną.

— Jak to ? Co się wydarzyło?

— Nie wiem czy to dobry czas,żeby Ci wszystko odpowiedzieć. Naprawdę nic nie pamiętasz ? Nie pamiętasz mnie ?

— Niestety nie ,ale nie wiem czemu od początku wydawało mi się ,że byliśmy parą.  

— Po czym to stwierdziłeś?

Na twarzy Uli malował się lekki szok. 

— Znalazłem twoje zdjęcia.

— Wciąż masz moje fotografię? 

Uśmiechnęła się lekko Marek odwzajemnił ten uśmiech. Po czym zabrali się za lekko już ciepłe zapiekanki. Jedzenie szpitalne nie należało do najlepszych ,a Dobrzański,żeby pielęgniarki nie zauważyły zawinięte w papier zapiekanki włożył do materiałowej torby. 

Ula jeszcze parę dni została na obserwacji. Marek zaoferował, że po opuszczeniu szpitala będzie robił zakupy i ją odwiedzał co bardzo ją ucieszyło. 



piątek, 5 kwietnia 2024

,,Jeszcze raz " Rozdział 5

 



Stojąc przed szklanymi drzwiami na lwoskiej spojrzała w swoje odbicie w szybie. Denerwowała się pojawiając się znów w tym miejscu. Wiatr nieco zniszczył starannie ułożoną fryzurę. Brązowe włosy nieco zasłaniały jej twarz. Poprawiła kołnieżyk białej bluzki ,którą założyła do czarnego żakietu i tymże kolorze spodni. Dopełnieniem stroju był ledwo widoczny makijaż. Poczekała ,aż drzwi się otworzyły i weszła do środka. Serce waliło jej w piersi jak spłoszony ptak. Przez myśl przeszło jej ,że może jeszcze uciec ,ale tym momencie pojawił się znajomy ochroniarz.

- O pani Ul..a. pani do nas ?

- Tak. Byłam umówiona na rozmowę do Pana Krzysztofa.

- Niestety Pana Krzysztofa dzisiaj nie będzie. Pojechał do szpitala.

- Coś poważnego?

- Miej...my nadzieję ,że nie. 

Ula odwróciła się już kierując do wyjścia, gdy usłyszała ten znajomy głos.

- Pani w sprawie pracy?

Powoli jak w zwolnionym tempie odwróciła się i zamarła w bezruchu widząc swojego dawnego ukochanego. Głos uprzązł jej w gardle. 

- Ta pani już..tu 

Ula położyła palec na ustach nie chcąc by ten coś zdradzał. 

- Tak- odparła krótko.

- To proszę za mną.


*****

Marek z uwagą przyglądał się atrakcyjnej nieznajomej. Nic nie mówiąc wcisnął cyfrę trzy. Ula starała się nie podnosić wzroku udając, że podłoga w windzie to fascynujący widok. Zauważył jak zaciska palce czarnej teczce. Ta chwila ,gdy stali obok siebie w windzie wydawała się jej wiecznością. Z sekundy na sekundę stresowała się coraz bardziej. 

- Pani ,kiedyś chyba już tu była- stwierdził nagle.

- Skąd to stwierdzenie ?- podniosła wzrok I spojrzała mu odważnie w oczy.

Drzwi windy się otworzyły ,a oni dalej stali bez ruchu patrząc się na siebie.

- Zakochani jak za dawnych lat - ktoś głośno skomentował przywracając tymczasem ich do rzeczywistości. Ula nieco zmieszana ruszyła za Markiem do jego gabinetu. Jak za dawnych lat - pomyślała.

- Proszę niech pani usiądzie- wskazał ręką beżową elegancką kanapę, zaś sam usiadł na fotelu.- Kawy, herbaty ? A może wody ?

- Niech będzie woda - rzekła ,bo zasło jej trochę w ustach. 

-Przepraszam zapomniałem się przedstawić Marek Dobrzański pre...

Przerwał im nagły dźwięk telefonu.

- Przepraszam zapomniałam wyłączyć. 

- Dobrze ,a pani nazywa się Urszula Cieplak- przeczytał z dokumentu.

- Niestety - wymsknęło się jej. 

Z trudem przychodziło jej udawanie ,że go nie zna. Myślała ,że jest na tyle silna ,że da radę, ale jej głos zaczął się łamać.

- Ulka ,a co ty tu robisz ? - do gabinetu weszła Viola. 

- To wy się znacie ?- Dobrzański nie krył zdziwienia.

- Marek ,to jest Ula moja dawna przyjaciółka. Pracowała ,kiedyś tutaj. 

- To prawda?- spojrzał na kobietę. 

- Tak. Pracowaliśmy razem ,ale po twoim zniknięciu postanowiłam odejść. 

Marki na usta cisnęło się pytanie dlaczego. Nic sobie nie przypominał i był za to zły na siebie. Wiele by dał ,żeby przypomnieć sobie kim tak naprawdę jest stojąca przed nim kobieta o niebieskich oczach. 

Viola wyszła niezauważona ,a Dobrzański wrócił do tematów zawodowych. Po dokładnym przejrzeniu CV nie miał wątpliwości by zatrudnić ją na stanowisku asystentki. 

- Jak za dawnych lat tylko my inni- rzekła do siebie.

- Człowiek z biegiem czasu się zmienia. Niektórzy nazywają to starością ,a inni dorastaniem do pewnych spraw. 

- Pewnych spraw? Jakich ? - zapytała i widząc jego wzrok szybko tego pożałowała. 

Weschnął ciężko. 

- Wypadek wiele zmienił w moim życiu. Po prostu na niektóre rzeczy patrzę nieco inaczej. Nie umawiam się z kobietami z klubu. Nie imprezuję tylko skupiam się na pracy. Niedawno wróciłem do Polski i wszystko wydaje mi się takie nowe. 

- Pięć lat to kawał czasu- odezwała się cicho. 

Spojrzał na nią zaskoczony. 

- Nie mówiłem ci ile lat spędziłem we Włoszech. 

- Marek wszystko z tobą w porządku? Chwilę temumowilam ,że odeszłam po twoim zniknięciu. Wiem,kiedy to dokładnie było. Mówiłeś ,że za trzy dni będzie, a minęło kilka lat. Nie wiem co działo się z tobą przez ten czas. 

- Ula to bardzo długa historia. Nie jestem gotowy by ci ją dzisiaj opowiedzieć. 

- Czy ktoś zna ją całą ? 

- Tylko rodzice wiedzą co wydarzyło się po wyjeździe.

- Nie dotarłeś na lotnisko.

- Brat mnie podwoził ,gdy doszło do strasznego wypadku. 

- Marek co ty mówisz ? Jaki brat? Ty jesteś jedynakiem. Co prawda twoim rodzice przyfarnęli pod opieką dwójkę, ale on był już pełnoletni ,a z Pauliną ,kiedyś byłeś.

- Jaką Pauliną? A Julia? 

- Poznaliśmy się na studiach wtedy byłeś z Pauliną ,a później...- spuściła wzrok srahac przy oknie tyłem do Marka. Stanął tuż za nią nie bardzo wiedząc o czym ona mówi. - Nie udawaj ,że o nim nie wiesz. Zostawiłeś mnie samą. Bez słowa pożegnania. Z pierścionkiem na palcu - pod powiekami zaczęły gromadzić się łzy. 

Odwróciła się w jego stronę patrząc szklanymi niebieskimi oczami. Markowi zrobiło się jej żal. - A teraz udajesz ,że mnie nie znasz. Przed wszystkimi. Nie wiem jaki masz w tym cel. Naprawdę nie wiem. Potrzebuję tej pracy ,ale nie wiem czy dam radę być tak traktowana.

- Ula ją nic nie udaję. 

Wybiegła z jego gabinetu nie oglądając się na nic. Wsiadła do windy. Pobiegł za nią ,żeby wszystko jej wyjaśnić. Zdążył wejść do środka w ostatnim momencie. 

- Oni znowu razem?- spytała Domi recepcjonistki. 

- Nie mam pojęcia. Ponoć stracił pamięć. Pamięta czasy studenckie i chyba na tym się kończy. Parę dni temu pytał czy Julia wróciła już z Mediolanu ,a jak ona tam była mnie nie było jeszcze tutaj. 

- Mnie chyba też nie ,bo nie pamiętam, żeby jakaś Julia tu pracowała. 

- Wracajcie do pracy ,bo inaczej z pracy was wyrzucą - upomniała ich Alicja. 

Dominika prychnęła i poszła do studia fotograficznego. 


****

Podczas jazdy windą Ula nie odezwała się do Marka ani słowem. Stresowała się rozmową kwalikacyjną ,lecz nie sądziła, że będzie aż tak źle. Czuła, że powoli zaczyna jej brakować tchu. Na szczęście drzwi windy się otworzyły. Wybiegła z niej ,lecz Dobrzański nie dając za wygraną ruszył za nią. 

- Ula zaczekaj! - krzyknął opierając ręce na kolanach stając w lekkim rozkroku. Nie miał tak dobrej kondycji jak ,kiedyś ponieważ dawno już nic nie trenował ani nie biegał. 

W końcu jednak ją znalazł. Siedziała na ławce szukając czegoś w torebce. Drżały jej dłonie ,a oddech stawał się coraz bardziej świszczący. Zrobił parę kroków i w tym momencie upadła, a jej usta zaczęły się robić sine. Stał nieruchomo spraliżowany strachem. Ocknął się nagle i podbiegł do niej . Uklękł przy niej i pochylił sprawdzając czy oddycha.

Nikt w parku akurat nie przechodził. 

- Pomocy ! - krzyknął.