Strona Główna

czwartek, 28 marca 2024

,, Jeszcze raz" Rozdział 4

  Ula ja nie wiem czy to dobry pomysł. Nie wiadomo czy on chcę z tobą pracować — Kasia próbowała ją przekonać od dobrych paru minut ,że powrót do firmy Febo&Dobrzański po latach to zły pomysł. 

— Dowiedziałabym się wtedy czegoś więcej. Skoro on udaje ,że mnie nie zna to ja też mogę. Nie wiem jak mógł okazać się taką świnią ,żeby porzucić mnie bez słowa. 

Gdyby powiedział, że to koniec ,bo mnie nie kocha to by bolało . Cierpiałabym ,ale nie czekała na niego mając nadzieję, że wróci. Nie powiedział, że to koniec ani nic. Wyjechał w delegacje i z niej nie wrócił — mówiła drżącym głosem, bo wciąż ją to bolało. Upływ czasu nie sprawił, że zapomniała o złamanym sercu. 

— Twoja historia mi jakoś nie pasuje. Coś tu nie gra. Czy aż tak dobrze grałby zakochanego ? 

— Nie wiem. Niektórzy potrafią świetnie udawać. Był przecież z Pauliną, gdy go poznałam ,a ponoć to rodzice namawiali go na ten ślub.

— Mówiłaś, że odwołał.

— Niby tak ,ale nie wiem czy to prawda. Ostatnio już nic nie wiem.

— Za dużo analizujesz. Nie myśl już o tym ,bo tylko się zadręczasz— spojrzała na Ulę ze współczuciem.

—Myślałam ,że że mną był z miłości. Boże jaka ją byłam głupia— ciągnęła dalej Ula

— Nie wiesz co wydarzyło się w tych Włoszech. 

— Właśnie tego chcę się dowiedzieć.  Poznać prawdę niezależnie jaka ona by nie była. 

— Jesteś pewna ? — spytała Kaśka przyglądając się Uli. 

— Tak — odparła Ula. — Jeśli się nie dowiem to nie da mi spokoju. Muszę to wiedzieć.

— Ula ,ale po co ci to ? Marek to przeszłość. Zostawił cię, bo przestraszył się odpowiedzialności jak to facet. Gdyby było inaczej dawno być się czegoś dowiedziała. 

— Jasne dołuj mnie bardziej— rzekła urażona i wyszła do łazienki by nie rozpłakać się przy przyjaciółce. 


Pół godziny później siedziały z kieliszkiem czerwonego wina i rozmawiały o pracy.

— W poprzedniej czułam się jak intruz. W korporacyjnym świecie trudno o przyjaźnie. Zaś w FD zawsze inna była atmosfera.  

— Dobrze ,że nam z tą przyjaźnią wyszło.

— No tak...ale w sumie dlaczego odchodzisz z firmy ?

— Zawsze marzyłam by pracować we Francji. Wydawałam na kursy francuskiego i teraz czuję ,że właśnie nadszedł ten moment ,żeby ruszyć w świat— powiedziała z entuzjazmem. Rozsiadając się wygodniej na kanapie. Kaśka odstawiła pusty  kieliszek na szklany niewielki stolik,prowadząc dalej swój monolog. Ula siedziała z nogami podciągniętymi pod samą brodę i słuchała o planach i marzeniach przyjaciółki. Cieszyła się jej szczęściem, ale sama również chciała zaznać szczęścia. Po chwili zdała sobie sprawę, że skończą się spotkania przy kawie , rozmowy o pracy i nie tylko. Posmutniała.

— Ula nie martw się.  Będę dzwonić,  pisać maile lub pogadamy na Skypie. 

— Nie mam Skype — odparła nieśmiało Ula patrząc na swe nieumalone paznokcie od nóg. Nie przepadała za noczesnością. W pracy dostasowywała się do noczesnych czasów, ale w domu nie. Bardziej lubiła siedzieć na balkonie z książką niż laptopem.




Marek trzymał w dłoniach zdjęcie nieznajomej. Patrzył na jej ładną twarz ,na zaróżowione policzki piegi na nosie. Nie potrafił powiedzieć kim jest niebieskooka młoda dziewczyna. 




Sięgnął po wielką książkę na półce i wyjął kolejną fotografię. Na odwrocie był napis. ,, Dla Marka ,żeby nigdy o mnie nie zapomniał , twoja na zawsze Ula. 

—  Co za paradoks. A ja zapomniałem— szepnął do siebie. 


Marek podrapał się po potylicy czuł się nieco zaklopotany ,gdy do pokoju wszedł kuzyn i przyglądał mu się uważnie.

— Kim jest ta dziewczyna z fotografii ? — zapytał Rafał. 

— Nie wiem. Niedawno spotkałem spotkałem ją na ulicy.  A  dzisiaj  przypadkiem odwiedziłem ją w mieszkaniu. 

— Przypadkiem odwiedziłeś ?— kuzyn nie wierzył w słowa Marka. 

— Szukałem Kasi tylko ,że ona mieszka pod jedenastką ,a Ul...a... chwila— spojrzał jeszcze raz na zdjęcie. — To była ona. 

— Jaka ona ? Pamięć ci wróciła. 

— Niezupełnie. Widziałem  ją tylko przez chwilę, ale wiem ,że to była ona. 

— Może to jakaś dawna znajomą?

— Nie sądzę— odparł w myślach będąc pewien ,że to coś więcej skoro tak napisała. Może to moja była dziewczyna? 

— Jestem przekonany ,że to było coś więcej. Nie trzymałbym jej zdjęcia jeśli nic by nie znaczyło.

— Nie wiesz kim jest ,ani nie masz jej numeru telefonu. 

— Poczekaj.Mam zapisane numery na karcie ,bo przecież nie zmieniałem numeru. 

Przejrzał listę kontaktów i tam znalazł numer do Uli. Spojrzał na zdjęcie i na datę, kiedy było zrobione. Wiedział ,że kilka tygodni przed wypadkiem. 




— Skąd masz jej zdjęcie? 

— W pamięci zewnętrznej trochę zostało.

— Szkoda ,że twoja się skasowała — Marek posłał mu mordercze spojrzenie. 

— Dobra ja nic już nie mówię — podniósł ręce w geście pokojowym. 

— Co zamierzasz zrobić?

— Jeszcze nie wiem. Muszę poznać prawdę. Tylko nie wiem 

—Coś wymyślę. Może jeszcze się spotkamy. 

— A jeśli nie ?

Z twarzy Marka zniknął uśmiech ,a w oczach zgasła nadzieja. Przyjaciel dziwił się, że nagle chce opoznać tożsamość dziewczyny ze  zdjęcia.  Marek nie wiedział dlaczego nie pozbył się zdjęć ani jej numeru. Od dawna nie korzystał z tych rzeczy.

— Skoro myślisz o kobietach to znaczy ,że wracasz do żywych.

— Ja nie mam nastroju wysłuchiwać twoich durnych komentarzy. Straciłem tyle czasu. Jeśli ,kiedyś miałem dziewczynę to ona z pewnością ma już ułożone życie z kimś innym.


Rafał nie rozumiał Dobrzańskiego. Od tamtego wydarzenia sprzed lat zmienił się nie dopoznania. Nie był już tym samym Markiem. Stał się zupełnie kimś innym. Rodzina musiała poznać go na nowo.




Ula sprawdzając oszczędności zastanawiała się  czy powinna mimo wszystko wracać do firmy ,z której kiedyś odeszła ,bo nie mogła znieść tego ,że wszyscy pytają ją o Marka. Nic nikt nie wiedział. Byli pewni ,iż ona dowie się jako pierwsza ponieważ jest narzeczoną. Z początku faktycznie myślała ,że sprawa szybko się wyjaśni ,lecz w końcu zdecydowała się na odejście. Tam wszystko przypominało jej o Marku. Sądziła, że nie rady na niczym się skupić. Zwłaszcza, że inni zaczęli mówić o jego niepotwierdzonej śmierci. Znalazł się na liście osób zaginionych ,ale po pewnym czasie sprawa ucichła,a Ula straciła nadzieję, że jeszcze go ujrzy. Marzyła o tym ,każdego dnia i nocy. Teraz ,gdy dowiedziała się, że żyje było jej trudno oswoić się z myślą, że jednak żyje. 



środa, 20 marca 2024

,, Jeszcze raz " Rozdział 3


 krótki moment wróciła do szczęśliwych chwil ,które dzieliła z nim. Wspominała uśmiech ,którym ją obdarzał , czułe gesty. Żyła w przekonaniu ,iż to ten jedyny ,bratnią duszą, lecz później coś poszło nie tak. 

Z zachwytem patrzył na jej włosy muskane wiatrem i słońcem. Na jasne refleksy na  jej ciemnych kosmykach. Zatrzymali się pod drzewem gdzie skradł jej soczystego całusa. Ujął delikatnie jej twarz w swoje dłonie i delektował się jej ustami jakby były słodką czekoladką. Zawsze powtarzał, że jest słodka mimo iż buntowała się na to określenie. 

— Używasz owocowych balsamów więc jesteś słodka — argumentował. — I te piegi na nosie. 

—  Nie lubię ich. 

— A ja kocham w tobie wszystko— znów ją pocałował. 

— Tak ? — zapytała udając, że mu nie wierzy. 

— Tak — potwierdził

— A ja kocham jego dołeczki— niechcący wypowiedziała to na głos.

— Idziemy na zapiekanki ?

— Czemu nie — odparł na jej propozycje. 

Usiedli na ławce w parku jedząc zapiekanki i patrząc na pływające w stawie kaczki. Wiedziała, że  musi zadzwonić do ojca ,bo robiło się późno, a on zawsze nie mógł zasnąć martwiąc się o córkę. Wielokrotnie powtarzała mu ,że jest już dorosła, ale nie słuchał. Od lat chorował na serce. Właszcza po odejściu ukochanej żony Magdy.  Tracąc  jedną z najbliższych osób wpadł rozpacz. Codziennie siadał przy stole w kuchni i wyjmował nalewkę. Patrząc na zdjęcie zmarłej żony nalewał kolejny kieliszek. W takich chwilach wchodziła Ula Zabierając mu butelkę i kieliszek po czym odstawiając na miejsce. Kazała mu iść spać. Starała się ukryć problemy ojca przed małoletnim bratem. Uczyła się i zajmowała domem. W głębi przeżywała pierwsze rozterki sercowe. W końcu los się do niej uśmiechnął. Jednak wszystko okazało się pomyłką. Poznając Marka myślała,że będzie inaczej. Beatka nigdy jej nie poznała. Ula zastępowała jej mamę. 


Mieli wiele wspólnych planów. Wszystko układało się pomyślnie . Myślała ,że wygrała los na loterii ,lecz czas zmienił wszystko.  Jej pozostały tylko mgliste wspomnienia. 

Świętowali ukończenie  jej studiów. Bardzo pragnęła je zdać by ojciec był z niej dumny. Chciała poprawić status  finansowy rodziny. 

Szczęście malowało się na ich twarzach. Nic nie zapowiadało tego ,co nadeszło później. 


Idąc alejkami parkowymi  wciąż w głowie miała wspomnienia minionych lat. Serce wciąż tęskniło tak samo jak pierwszego dnia ,gdy nie wrócił. Nie zadzwonił, nie zjawił się też następnego dnia. Po prostu zniknął. Uczucia z tamtego dnia wciąż były jak żywe. 

— Ludzie tak po prostu nie znikają. Nie rozpływają się w powietrzu — stwierdziła Violetta

— Ludzie nie ,ale Marek zniknął. Nie wiem co się z nim stało. Próbowałam go odnaleźć ,lecz bezskutecznie. Czekałam cierpliwie ,aż któregoś dnia zapuka do mych drzwi. 


Pragnęłam tylko rzucić się w jego ramiona by ukoić ból jak sprawiło mi twoje zniknięcie. Od tamtego dnia nic już nie jest takie samo. Wszystko zmienił czas. Nie wiem czy ,kiedykolwiek poczuje jeszcze ciepło twych ramion. W nich był mój dom ,moja przystań. Bez ciebie wszystko straciło dawny smak. Moje serce zawsze będzie przy tobie ,chociaż twoje mnie już nie pamięta. 

— Ula powiesz wreszcie coś ? Mówisz ,że Marek zniknął, ale może tylko wyjechał?

— Porzucając pracę, nie informując rodziców? Zostawiając mnie ? Przecież wydawało mi się  że jest szczęśliwy że mną . Planowaliśmy wspólne życie. 

— Ula nie wiem co mam odpowiedzieć. 

— Po prostu... nie pojawił się na lotnisku. Znaczy , w dniu wyznaczonego powrotu. Nikt go nie widział. Pokazywałam zdjęcie i dowiedziałam się, że był tam ale trzy dni wcześniej.  Szukałam informacji o katastrofach ,ale samolot ,którym leciał do Włoch bezpiecznie wylądował. Poleciałam nawet tam ,lecz nie dowiedziałam się nic ciekawego. Nie korzystał z karty więc musiał płacić gotówką. 

Nie było go w tym dniu na lotnisku co miał wracać, a jego telefon milczał. Miał wyłączony ponieważ ...detektyw nie był w stanie go na mierzyć. Nigdzie w tym dniu się nie logował. 

— Znasz włoski ? Nie wiedziałam. Ula czy ty byłaś, aż we Włoszech szukając Marka ? Nie uważasz ,że przesadzasz i on nie chciał być znaleziony ? Poza tym to chyba obsesja kogoś tan szukać. 

— Ty byś nie szukała Seby ,gdyby zaginął ? Nie zawsze w takiej sytuacji myśli się logicznie ,a ja chciałam go tylko znaleźć. Całego i zdrowego.

— A ja ci powtarzam ,że on może wcale tego nie chciał. Może chciał zacząć nowe życie? 

— Słucham ? Przepraszam — spuściła głowę i dalej podążała ścieżką parkową nie słuchając monologu szalonej blondynki ,której dawno nie widziała. 

— Marek wrócił niedawno. Wygląda jakby nikogo nie poznawał i wszystkiego uczył się na nowo. Rozmawia tylko z rodzicami. Wda do niego też jakiś Rafał ponoć jest z rodziny. 

— Rafał? — ożywiła się Ula. — Nie wspominał nigdy o nikim takim — odpowiedziała całkiem poważnie. 

— Może nie znałaś go wystarczająco dobrze. Może nie chciał być go znalazła. Może się ukrywał mając nadzieję, że zapomniałaś o nim ? 

Ula zgromiła ją wzrokiem. 

— Dobra ,już dobra. Nic nie mówię. Może powinniście się spotkać?

— Mogę ci pomóc jeśli chcesz. 

— Dziękuję jesteś najlepsza — Ula spontanicznie uściskała Violettę. 


Po rozmowie z Violettą wróciła do domu błądząc myślami. Wracały do niej wspomnienia z sprzed lat. Nie potrafiła wymazać ich z pamięci. Nie ułożyła sobie na nowo życia, bo nikt nie był wstanie zastąpić ,, jej Marka ". W  bezsenne noce rozmyślała co by było. Czasami tworzyła alternatywne scenariusze do wydarzeń, które miały miejsce w przeszłości. Wiedziała, że nazywane jest to myśleniem kontrfaktycznym. Terapia nie uleczyła jej złamanego serca. Czuła, że straciła go już na zawsze. W jej sercu nie było już nawet iskierki nadziei. Niedawne  spotkanie nie należało do udanych. Poczuła smutek ,iż ich historia tak się potoczyła. Siedząc na jasnej pościeli otworzyła szufladę w nocnej szafce i wyciągnęła stare fotografie na ,których są szczęśliwi i uśmiechają się do aparatu. Wyciągnęła jedno z nich i opuszczkami palców pogładziła jego twarz. Na zdjęcie spadło kilka kropel. Nie potrafiła dłużej tłumić płaczu. 


Usłyszała ciche pukanie. Otarła nerwowo łzy i schowała pod poduszkę fotografię.

— Przepraszam chyba pomyliłem mieszkania— rzekł speszony Dobrzański. 

— Szukasz kogoś ? Może ci pomogę — natychmiast wstała z łóżka znajdując się naprzeciw niego. Marek odsunął się lekko i spuścił wzrok. Nie wiedział kim jest dziewczyna ,którą tu spotkał.

— Przyszedłem do Kasi. Zostawiła na moim biurku bez wyjaśnienie swoje wypowiedzenie. Seba prosiłbym się dowiedział...

— Przepraszam nie przestawiłem się. Marek Dobrzański — wyciągnął dłoń.

— Urszula Cieplak— odparła z ukłuciem sercu nie podając mu ręki. 

— Kasia mieszka numer dalej. Z pewnością trafisz ,a teraz wyjść. 

Stał patrząc na nią i nic nie rozumiał. 

— Wyjść stąd!— krzyknęła że łzami w oczach. 

Posłuchał nic nie mówiąc. Wciąż nie wiedział o co chodziło tej kobiecie. Nie mógł zapomnieć jej wyrazu twarzy ,fdg ujrzała go poraz pierwszy. 


*****

— Płakałaś ? — spytała przyjaciółka 

— A nie widać — odburknęła Ula. — Ja go Kasia spotkałam. Znowu. Dzisiaj. Udawał ,że mnie nie zna. Co za świnia ,a dalej go kocham. 

— Kogo ? — blondynka nie wiedziała o co chodzi. 

Mieszkały na tym samym piętrze w kamienicy i ciągle się odwiedzały. Były jak siostry. Cieplak od razu złapała dobry kontakt z sąsiadką. 

— Mojego Marka. Znaczy od dawna on nie jest mój, ale umiem przestać go tak nazywać. 

— Rozmawialiście? — Kaśka usiadła obok Uli. 

Ta cicho westchnęła i pokręciła głową. 

— Niestety nie — powiedziała ledwo słyszalnie. — Nie nazwałabym  tego rozmową. Chciał wiedzieć dlaczego odchodzisz z pracy. 

— Nie dopytywałam, ale słyszałam, że był zagranicą. Dwa miesiące temu ,a w pracy jest od kilku dni. 

— Skoro odeszłaś . Może ja się zatrudnię? Z poprzedniej mnie wyrzucili ,a z czegoś muszę żyć. 


******



wtorek, 12 marca 2024

,, Jeszcze raz " Rozdział 2


  Totalnie się zmienił ?— zacytowała Ula, Violettę. — Co masz na myśli ?

—  Zachowuje się zupełnie inaczej. Nie jest tak wesoły jak w czasach ,gdy był z tobą. Nie umiem ci dokładnie tego wyjaśnić, ale taki pogrążony we własnych myślach. Zagubiony a może nieobecny. 

— Jesteś pewna ,że mówisz o tym Marku?

— Przecież innego nie znam — oparła nie rozumiejąc o co Uli chodzi. 

— Nie wiem co ja mu takiego zrobiłam, że po tym co nas łączyło nie powiedział nawet cześć. Przecież my nie byliśmy pokłóceni ,gdy rozmawialiśmy ze sobą w dniu ,w którym zniknął. 

— Może ma jakieś problemy albo cię nie poznał po latach. 

— Po dziesięciu czy dwudziestu mógł nie poznać, ale nie minęło aż tyle. 

Violetta nie wiedziała co powiedzieć przyjaciółce. Sebastian nie kazał nikomu mówić, że Marek cierpi na amnezję i nie wiadomo czy ,kiedykolwiek odzyska pamięć. 


Przeszłość 

Pewnego dnia Ula wstała wcześniej niż zwykle. Za oknem powoli wstawał dzień. Słońce unosiło się nad drzewami gdzieś w oddali. Ubrała biały szlafrok w małe róże i z filiżanką kawy poszła do ogrodu. Usiadła na wiklinowym fotelu podziwuajac piękno przyrody. Na trawie  w blasku słońca iskrzyła rosa. Upiła łyk aromatycznej kawy i wyciągnęła z kieszeni telefon stawiając na chwilę filiżankę na odwróconej skrzynce na jabłka. 

— Hej — powiedziała do słuchawki. 

— Część, kochanie — odpowiedziała jej zaspany głos. — Stało się coś, że tak wcześnie dzwonisz. Marek ziewając podniósł się do pozycji siedzącej lekko pocierając zaspane oczy. Ula żałowała ,że nie może go teraz zobaczyć. 

— Nic się nie stało tylko chciałam cię usłyszeć. 

— Czy ty musisz być takim porannym ptaszkiem ? Jak ty to robisz ,że wstajesz tan wcześnie. Przecież wczoraj pracowaliśmy do późna. Powinnaś się wysypiać. Dbać o siebie. Brałaś lekarstwa? Jadłaś śniadanie?

— Marek ją chcę żyć normalnie jak inni. Nie jadłam jeszcze śniadania. 

— Musisz jeść ,bo znów zemdlejesz. Nie mówię ci tego ,żeby cię wkurzyć. Tylko się martwię. 

— Nie musisz jestem już dużą dziewczynką i doskonale daje sobie radę. 

— Wiem ,wiem ,ale znajdzie się trochę miejsca dla mnie? Pani niezależna?

— Oczywiście.  Już nie mogę się doczekać jak razem zamieszkamy. 

— Ja też. Będziemy wspólnie jeść śniadania. 

Ula uśmiechnęła się na myśl, że niedługo będzie miała go blisko siebie. 

***

Teraźniejszość 

Violetta przyglądała się milczącej Uli. Szły przed siebie ,a Ula znów przed oczami miała sceny z przeszłości. Nie umiała odnaleźć się w nowej rzeczywistości bez niego. 


,,To kolejny świt i nowy cel

A nadzieja sprawia, że się chce

Jesteśmy gotowi, żeby wstać i dalej swoje robić

Może dziś, może tak miało być

Może dziś opłaci się iść jeszcze dalej

i wytrwale patrzę

Na każdy dzień jak na nowe szanse" 


Przejeżdżali przez stromy most. Za nimi niebo pokryte w całości czarnymi chmurami. Dziewczyna spojrzała w prawą stronę i zobaczyła błyskawice ,która przeszyła horyzont. Zrobiło się ciemno ,a na maskę samochodu spadły pierwsze grube krople. Uderzały coraz mocniej. W niebieskich oczach pojawił się strach. Czuła, że się dusi. Nie mogła złapać tchu. Zamknęła oczy...Jej oddech stał się świszczący. Brunet siegnął jedną ręką do skrytki i podał jej inhalator. Wzięła go drążącą ręką. Błyskało się coraz mocniej. Na moment zrobiło się jasno. Spojrzała na twarz swojego ukochanego. W jego oczach widziała bezgłośne ,, wszystko będzie dobrze". Po czym   Ściana deszczu zasłoniła wszystko niczym kurtyna...


— Ula, zasnęłaś?— rzekła Viola do zamyślonej Uli. 

— Nie , wspominam. 

— Marek pewnie znajdzie nową miłość i założy rodzinę  To co was łączyło już nie wróci. Musisz się w końcu z tym pogodzić. On już cię nie chce. Nie wspominał o tobie ani nic. Ula minęło pięć lat odkąd się widzieliście. Wasze uczucie dawno umarło. 

Ula przełknęła głośno ślinę. Zastanawiała się czy faktycznie tak jest. Może powinna zacząć od nowa z kimś innym. Nie była tylko pewna czy potrafi. Wciąż pamiętała jego twarz tym po przebudzeniu. 

— Violetta ty masz rozdwojenie jaźni? Najpierw twierdzisz ,że coś jest nie tak. Niedawno wrócił, a teraz ,że ma kogoś? Coś przede mną ukrywasz albo znowu kłamiesz. Bierzesz leki ?

— Nie. Karmię piersią a wcześniej byłam w ciąży. Nie przyjmuję leków. Nie chodzę do psychiatry ani psychologa. Nie potrzebuję — rzekła wzburzona.

— Spokojnie. Po prostu coś mi nie zgadza. 

— Sama sobie z nim porozmawiaj — Viola nadal była nadąsana. 


*****

Życie toczyło się dalej. Nie było w jej życiu już Marka. Zniknął niespodzewanie bez pożegnania. Ula czuła, że coś złego  wydarzyło się w przeszłości. Nie wierzyła w jego nagle odejście. Słyszała o zaginięciach ,ale wciąż miała nadzieję na jego powrót. Serce znów się ożywiło na jego widok. Na razie wiedziała tylko jedno. Marek żyje. 

Kochała faceta ,który rozpłynął się jakby w powietrzu. Szukała go ,lecz nikt nic nie wiedział. Z rodzicami w ostatnimi czasy w ogóle się nie kontaktował. Gdy nie drugi dzień milczał jego telefon zaczęła odczulać lęk. 


Przezłość


Tydzień później siedziała na szpitalnym łóżku trzymając w dłoniach komórkę, która wciąż milczała. Próbowała się z nim skontaktować, ale bezskutecznie. Łzy wolno spływały po bladej piegowatej twarzy.

— Proszę nie płakać. Wszystko wróciło do normy. Proszę unikać stresu i brak regularnie leki. 

— Jak mam być spokojna? Mój narzeczony od  ponad tygodnia nie daje znaku życia!

— Proszę nie krzyczeć.

— Może coś mu się stało, a jestem tutaj? 

— W takim stanie pani mi nie pomoże. Pewnie nic mu nie jest. 

— To dlaczego nie zadzwonił ,nie napisał ?

Ula spuściła wzrok nie wiedząc co odpowiedzieć obracała wciąż w dłoniach telefon.

— Może jest u kochanki. Dużo słyszałem takich historii. 

— Pan jest bezczelny. Marek nie zrobiłby mi nigdy takiego świństwa. Nie mój Marek. Mieliśmy przecież niedługo razem zamieszkać, a potem miał być nasz ślub. Tam musiało się coś stać. Czuję to— złapała się za serce i zaczeka znów szybciej oddychać . Przed utratą przytomności powiedziała jeszcze jego imię. 


***

Teraźniejszość 

Leżąc na łóżku oglądała album. Fotografię przestawiały ich krótkie chwilę szczęścia. Nie pamiętała, który raz się nimi katuje. Nic nie było w stanie  uśpić jej bólu po jego zniknięciach. Tęsknota z biegiem lat stała się jeszcze silniejsza. Niestety co przywołała w pamięci ich obraz na  szyi zaciskała się gruba obręcz przez, którą traciła oddech. Tak było od dawna. Niedawno objawy ustały.  W połączeniu z jej chorobą były zagrożeniem życia. Pragnęła żyć pełnią życia ,ale on zabrał jej tlen potrzebny do życia. Nie umiała bez niego żyć. Nie miał kto nad nią czuwać. On chronił ją przed złem tego świata. Był Hej ostoją, jej przystanią. Bez niego czuła się jakby pływała w morzu podczas sztormu nie mogąc dobić bezpieczne do brzegu. Wyjęła by zapisać parę słów w pamiętniku, lecz zmógł ją sen.


 



czwartek, 7 marca 2024

,, Jeszcze raz " Rozdział 1

Cała historia jest wattpadzie. Postanowiłam dodać to opowiadanie także tutaj. Na razie jestem w trakcie pisania czegoś nowego,ale nie będę jeszcze zdradzać co to będzie. Pozdrawiam 


 Przystając przy fonfannie wróciła wspomnieniami do najpiękniejszych chwil w jej życiu. Wtedy jej serce przepełniała miłość. Dzisiaj tylko ogromna tęsknota. Tak bardzo chciała znienawidzieć go ,lecz wciąż tak bardzo go kochała. Pęknięte serce biło dalej ,lecz jego już nie było przy jej boku. Wciąż łapała się na tym ,że przez sen wypowiada wciąż jego imię. Ostatnie co zapamiętała zapach róż,które jej podarował przed wyjazdem. Zabrał ją na małą wycieczkę i mówił, że ma niespodziankę. Przyjechali na miejsce. 

Zawiązał jej oczy i powoli wyprowadził z samochodu. 

- Marek ja nic nie widzę.

- Kochanie teraz ja będę twoimi oczami. Nic się nie bój. Ufasz mi?- zapytał Dobrzański. 

- Ufam - odpowiedziała pewnie i pozwoliła się prowadzić. 

Chwyciła mocniej jego ciepłą dłoń. 

- Jeszcze chwila - powiedział zatrzymując się na moment. Słyszała brzdęk kluczy. 

- Poczekaj - nim się zorientowała porwał ją na ręce i gdzieś wniósł. 

- Możesz postawić mnie na ziemi ,wariacie ?- zapytała z uśmiechem.

- Tak- zdjął jej opaskę z oczu.

- Co to za dom ?

- Nasz.

- Nie bardzo rozumiem - spojrzała na niego zaskoczona ,a on się uśmiechał. 

- To będzie nasz dom ,w którym zamieszkamy po naszym ślubie. 

- Nasz dom ?- ledwo wyksztusiła, bo wzruszenie odebrało jej głos. 

- Tak, kochanie - rzekł i ją pocałował. 

- A będę mogła je urządzić?- spytała,gdy oderwała się od jego ust. 

Nie mogła uwierzyć,że to wszystko dzieję się naprawdę. Długo kochała go w tajemnicy widując go na uczelni. Nie był nią w tamtym czasie zainteresowany. W końcu pogodziła się, że on nigdy nie będzie z nią. Spotykał się wtedy z dziewczyną o wrednym charakterze ,która dokuczała innym. Nie była prymuską ,ale za taką się uważała. 

Ula  skupiła się na nauce ,ale chłopak na ,którego wcześniej nie zwracała uwagi miał problemy z matmą. Postanowiła mu zaproponować pomoc. Później zostali parą. Dąbrowska czyli jego matka już planowała ich wesele mimo iż nie byli nawet zaręczeni ani nie mieszkali razem. Rozstali się, gdy wyszły jego zatargi z prawem. Nie czekała, aż wyjdzie z więzienia. Dąbrowska uważała, że to przez nią a nie kradzieże i włamania trafił do więzienia. 

Później jej ojciec poznał Alicję, która pracowała w Febo&Dobrzański. Potrzebowali asystentki dyrektora do spraw marketingu. Dziewczyna słysząc nazwisko nie chciała się zgodzić, ale potrzebowała pilnie pracy. Pragnęła opuścić dom rodzinny i zacząć życie gdzie indziej. Praca w firmie zbliżyła ją do mężczyzny poznanego na studiach. 


******


Tak bardzo chciała wrócić do tamtych słonecznych chwil ,gdy po obejrzeniu domu poszli się przejść na spacer do pobliskiego lasku. Był chłodny wiosenny dzień, ale świeciło słońce. Wraz z jego odejściem miała wrażenie, że zgasło. Jak szybko pojawił się w jej życiu tak szybko z niego zniknął, a ona wciąż nie mogła wymazac z pamięci ich wspólnie spędzonych chwil. Kiedyś był dla niej całym światem ,promykiem słońca w tej szarości dnia. Teraz pozostały tylko wspomnienia,które kiedyś wyblakną jak fotografie przestawiające ich szczęśliwych i zakochanych. Czas nie ukoił ran w jej sercu.

Dzięki rodzinie i przyjaciełom

jakoś się trzymała, lecz miała momenty ,że totalnie się rozklejała. Nie pracowała już w firmie na Lwoskiej. Odeszła z tamtąd już dawno. Nie chciała by wszystko jej tam przypominało jego. A właściwie jego brak. 

- Ula co ty tu robisz ?

- Wyszłam na spacer i po prostu szłam przed siebie- odrzekła.- Nadal tu pracujesz ?

- Tak. Oboje tu pracujemy. Ja i mój mąż. 

- Wyszłaś za mąż ,ale kiedy ?

- Po twoim odejściu z firmy. Uprzedzając twoje kolejne pytania za Sebastiana Olszańskiego,który właśnie pojechał po Victorię. 

- Victorię ?

- Victoria przez V i jedno C to moja dziesięciomiesięczna córka. Jest w żłobku. Wróciłam do pracy ponad miesiąc temu. Wcześniej pomagała moja teściowa. A co u ciebie ?

- Od niedawna mieszkam w Warszawie i pracuję w biurze rachunkowym. Nie mam faceta ani dzieci jeśli o to chcesz pytać.

- Nikogo nie poznałaś? Nie słyszałaś, że tego kwiatu jej pół świata. 

- A trzy czwarte gówno warte- zdenerwowała się Ula. 

- No wiesz ty...język ci się wyostrzył. 

- Możliwe - przytaknęła Cieplak. 

Co mi daję tę pół świata skoro nie ma przy mnie tego jednego mi przeznaczonego ? Wiem ,że nikogo już nie pokocham tak jak Marka. 


- Mam chwilę przerwy. Może pójdziemy do parku się przejść, bo tu wszyscy na nas się patrzą.

- Dobrze- zgodziła się Ula. 

Rozmawiały tak dłuższy czas. Viola wciąż opowiadała o swojej małej córeczce i Sebastianie. Pozazyla na telefonie zdjęcia małej. 

- O tu spójrz. Jak robiłam to zdjęcie mała miała osiem miesięcy. Ula uśmiechnęła się widząc małą słodką blondyneczkę z pucowatymi po Sebastianie policzkami. 


- Pokażę ci jeszcze drugie zdjęcie. Na nim jest trochę młodszą, ale tak ładnie się uśmiecha i ma na sobie tą sukieneczkę w panterkę. Panterka to mój ulubiony kolor.

- To nie kolor tylko wzór- poprawiła ją. - A może wpadniesz do nas ? Podaj mi numer telefonu to...

- Nadal mam ten sam numer. Nie zmieniałam. 

- Naprawdę?

- Tak. 

- Szkoda ,że wcześniej tego nie wiedziałam.

- Wystarczyło sprawdzić. Może,kiedyś wpadnę, ale nic nie obiecuję.



A może ty ciągle go kochasz ?

- Kogo ? - Ula udawała, że nie wie o kim jest mowa.

- Dzień Dobry- minął je bez słowa i poszedł dalej.

- Dzień do...- Uli ścisnęła się gardło widząc przed chwilą mężczyznę swego życia. - Marek!

Nie zareagował. Zrobiło się jej przykro ,że nawet się nie zatrzymał. 

Chciała za nim pobiec ,ale jej ciało było jakby sparaliżowane. Nie mogła nic wysztusić ,a w głowie miała prawdziwą gonitwę myśli.

- On chyba cię nie poznał - ciszę przerwała Violetta. 

- Niestety nie ,ale ja go poznałam. 

- To dlaczego zanim nie poszłaś ?

- I co miałam powiedzieć ? Cześć tu Ula. Jestem twoją byłą narzeczoną, pamiętasz mnie ?

Violetta nie widziała co odpowiedzieć. Było jej żal dawnej przyjaciółki. Żyła w przekonaniu ,że ta ułożyła sobie życie na nowo. Od tamtych wydarzeń minęło już sporo czasu. 

- Może jeszcze się spotkacie- Viola próbowała pocieszyć Ulę. 

- Byliśmy tacy szczęśliwi. A może tylko tak mi się wydawało? Może czegoś nie zauważyłam? Jakiś znaków? 

- Musisz poznać prawdę. 

- Tylko jak ? Zniknął nagle bez słowa i nigdy nie wrócił. A teraz mija mnie jak zupełnie obcą osobę. 

Spojrzała na pierścionek Violetty i poczuła, że pod jej powiekami gromadzą się łzy. Swojego pierścionka nie wyrzuciła. Nie potrafiła. Miała go nadal w szufladzie swojego biurka w pokoju. 

- Przyszłaś do Marka ?

- To on wrócił?- Ula zrobiła wielkie oczy. - Kiedy ,jak ? Dlaczego dopiero teraz ?

- Nie wiem. Wrócił, ale jakiś inny. To już nie jest ten Marek Dobrzański co ,kiedyś. Totalnie się zmienił. 

- Co masz na myśli?


Poszli na spacer do lasku. Świeciło wtedy słońce i był ciepły wiosenny dzień. Przywiózł ją tu by pokazać jej dom. 



czwartek, 22 lutego 2024

,, Choroba" część 2 miniaturka









 Z perspektywy Uli


Gdy otwieram oczy widzę Marka śpiącego przy moim łóżku. Cieszę się, że tu jest ,a z drugiej strony ciężko jest znieść myśl, że będę musiała pozostawić go tu na ziemi. Wolałabym, że wszystko by okazało się złym snem. Niestety co dnia budzę się i widzę znajome szpitalne ściany. 

Marek poruszył się, lecz nie obudził się.  Ścisnął bardziej moją chudą ,bladą dłoń. Nie mam nawet siły jej podnieść. Pod powiekami czuję słony płyn. Szczypią mnie oczy. Po lekach ciągle bym tylko spała. 

— Ula — słyszę kochany szept i napotykam wzrok Marka.

Widzę w jego oczach ból i bezsilność. Nie chciałabym tego widzieć. Boję się powiedzieć dzieciom całej prawdy. 

— Kochanie nie płacz — mówi i podchodzi do mnie ocierając mi łzy. — Jak się dziś czujesz?

— Bardzo zmęczona i obolała. Strasznie tęsknię za dziećmi. 

— Chcesz ich zobaczyć?

— Marek dobrze wiesz ,że nie mogą tu być. Ty też powinnieś do nich jechać. Mają teraz tylko ciebie. Musisz przygotować się na to ,że...

— Ula nie chcę słyszeć takich rzeczy. Jesteś silna i wyzdrowiejesz. Pamiętasz jak zawsze we mnie wierzyłaś?

Pokiwałam głową zdziwiona ,że porusza akurat taki temat. 

— Pamiętam— potwierdziłam. —

— Teraz uwierz w to ,że wyzdrowiejesz. Nadzieja umiera przecież ostatnio. Nie poddawaj się i walcz — szeptanął mi do ucha.

*****



Pielęgniarka przyszła zmienić wenflon. Patrzyłam w sufit zastanawiając się nad słowami męża czy faktycznie mam szansę wyzdrowieć i być znów szczęśliwa. Od śmierci rodziców Marka nie chodziliśmy do kościoła. Nie obchodziliśmy świąt ponieważ to był jeden z najsmutniejszych dni w roku. Marek bardzo przeżył ich śmierć. Nie mógł pogodzić się z tą stratą. Byłam przy nim i próbowałam po prostu wspierać go i dać mu czas na żałobę. W między czasie zachorował nasz synek Kubuś i zaczęła się jego walka o powrót do zdrowia. Julka urodziła się zdrowa,lecz bałam się o nią, że coś będzie znów nie tak. Wiedliśmy szczęśliwe życie, ale życie nie należało do łatwych. Szczęście to tylko niestety ,krótkie momenty. Gdy jest źle wspomninam najlepsze momenty naszego życia. 

Leżąc w szpitalnej sali boję się co dalej. Każdego dnia walczę o oddech by nie był ,któregoś dnia ostatnim. Antek jest najmłodszy i niczego nie rozumie. Jak mnie zabraknie nie będzie o mnie nawet pamiętał. Wiem ,że Marek mu o mnie opowie i pokaże zdjęcia, lecz to nie to samo.


****





Z perspektywy Marka 


Co noc męczyły mnie koszmary. Gdy tylko próbowałem zamknąć oczy to widziałem ją bladą w jasnej pościeli bez siły do życia. Śniło mi się, że nie mogłem się z nią pożegnać, a ona odeszła już do innego świata gdzie nie ma bólu ani cierpienia. Za każdym razem budzę się z przerażeniem. Nie mogę krzyczeć, bo nie chcę wystraszyć dzieci ,które też się boją.  Kuba w ostatnim czasie miał już dwa ataki wywołane stresem i lekiem o zdrowie matki. 

Tak bardzo mi jej brakuję tutaj w domu. Niby jest ,lecz miejsce obok jest puste. Kocham ją i chciałbym być blisko niej ,ale teraz to nie możliwe. 

— Tato? — usłyszałem cichy głos Julki. — Julka czemu ty nie śpisz ?

— Tęsknię za mamą. Czy ona odejdzie?

— Mama nigdzie nie odejdzie ,bo jej na to nie pozwolimy — powiedziałem ,bo naprawdę pragnąłem, żeby tak było. 

Przytuliłem córkę mocno do siebie. Antoś spał ,a Kuba stał w progu i patrzył na mnie ze smutkiem w oczach. Po chwili podszedł do mnie  i się  przytulił.




****

Rano dostałem telefon ze szpitala ,że stan Uli się nieco pogorszył. Poprosiłem dziadków o pomoc w opiece nad dziećmi. Najmłodszego zawiozłem do żłobka a starszacy zostali w domu ponieważ słabo spali w nocy i nie chciałem ich dzisiaj wysyłać do szkoły. Do szpitala jechałem z strachem o stan Uli. Jechałem bardzo szybko ,żeby zdążyć, gdyby miała odejść przedwcześnie. 

Modliłem się w myślach mimo iż dawno tego nie robiłem by wszystko było dobrze. Pewnie nie wyglądałem najlepiej ,bo w szpitalu pielęgniarka kazała mi iść do domu i pójść spać. W końcu udało mi się zobaczyć ją tylko przez szybę. Nie pozwolili mi wejść. 

— Proszę pozwolić mi do niej wejść — błagałem lekarkę. 

— Niestety nie może Pan do niej wejść. Pańska żoną dostała leki I teraz śpi. Wdała się infekcja i walczymy. 

— Mogę coś zrobić?

— Nic nie można zrobić. Trzeba czekać aż leki zaczną działać. Najbliższa doba będzie decydująca. 

— Kiedy się obudzi ?

— Nie wiadomo. Dostała silne leki. Jej organizm walczy cały czas. Gorączka spadła, lecz z sepsą bywa różnie. Bardzo mi przykro — usłyszałem od lekarki mimo iż moja żona była tam i wciąż żyła. Wyczerpana i blada ,ale była. 

Stałem przed drzwiami OiMu i nawet nie mogłem tam wejść. Dotknąć jej ani nic powiedzieć. Czułem tą cholerną bezsilność i bezradność. Miałem ochotę krzyczeć , walić w ściany ,lecz wiem że to nic by nie dało. Zamknęliby mnie w psychiatryku ,a ja muszę zająć się rodziną. Chętnie upilbym się i na chwilę zapomniał o tym poprzeprzonym życiu. Jak ono jest cholernie nie sprawiedliwe. Dlaczego Bóg zabiera do siebie osoby ,które najbardziej kochamy ? Skąd ta kara? Co takiego zrobiłem? Czy to kara za wszystkie oszustwa? Związek z Paulą ? Kurwa ile jeszcze? Czy nie może być w końcu dobrze ?  

Usiadłem na krześle zmęczony tymi natrętnymi myślami. Patrzyłem codziennie w lustro i zauważyłem już kilka siwych włosów. Ta walka o nią wykańcza mnie ,lecz nie poddam się. Muszę przekonać Ulę by nigdy się nie poddawała. Nie możemy przegrać tej walki. Jak się obudzi powiem jej to. 

Zacząłem wspominać najpiękniejsze momenty naszego wspólnego życia. Przyniosłem album do szpitala ,bo chciałem by Ula przypomniała sobie ,iż dla takich chwil warto i nie jedno jeszcze przeżyjemy. 


******

Kilka miesięcy  później...

Z perspektywy Uli

Poraz pierwszy od dawna wstałam sama z łóżka. Włosy są bardzo ,krótkie trochę odrosły już po chemii. Jednak wstydzę się jeszcze chodzić bez chustki. Marek mówi, że wyglądam pięknie i ,że mnie kocha ,ale wiem jak naprawdę wyglądam. Marek zawsze umiał dobrze kłamać. Takiego go poznałam. Zawsze starałam się o szczerość w związku, lecz różnie z tym bywa. Wybaczyłam Markowi wszystkie kłamstwa. Cieszę się, że trwa mimo mojej choroby i nie odszedł. Wiem jak ciężko jest żyć ze świadomością, że w każdej chwili ktoś może przegrać walkę z życiem.

Moja babcia odeszła długo chorując. Codziennie widziałam ból w oczach mamy ,gdy się nią opiekowała. Moja babcia umarła na raka piersi i w ostatnich dniach była w hospicjum. Nie chcę tam trafić. 

— mamo co się stało? — usłyszalam głos córki. 

— Julka — uśmiechnęłam się do niej i  przytuliłam. — Chodź — wyciągnęłam rękę do Kuby. 

Marek stał z Antkiem na rękach. Chłopczyk krzyczał mama i pokazywał na mnie palcem. Cieszyłam się, że po tak długim czasie ich widzę. Ostatni raz widziałam ich tylko przez komunikator internetowy. Prowadziliśmy krótkie rozmowy. Teraz czułam się lepiej ,ale bałam się, że mi się pogorszy. 

— Jutro może wyjść pani do domu — usłyszałam od lekarza. 

— Widzisz kochanie jeszcze będzie przepięknie tylko trzeba w to wierzyć — usłyszałam.


****

Byłem szczęśliwy widząc uśmiech na twarzy Uli ,lecz oczy wciąż miała smutne. Lekarz powiedział, że wygląda na to ,że szpik się przyjął i teraz będzie już tylko lepiej. Ula wracała powoli do zdrowia. Więcej się śmiała i znów miała chęć do życia. Podziwiałem ją za to ,że nie poddała się i nadal walczy o każdy dzień. Kocham ją tak bardzo i trasznie bałem się ją stracić. Nie mogłem sobie wyobrazić świata bez niej ,chociaż przed innymi udawałem, że jestem silny a tak naprawdę tylko dzieci trzymały mnie w pionie. Dawno bym się poddawał, gdyby nie dzieciaki. Dla mnie i Uli są całym światem. Ula i dzieci to cały mój świat bez nich ja  nie istnieje.

**

Powrót do domu bardzo mnie ucieszył, gdy mogłam być w nim z bliskimi. Za oknem jeszcze śnieg ,lecz niedługo miała nadejść wiosna a wraz z nią cieplejsze dni. Kwiaty ,śpiew ptaków i słońce wysoko na niebie. Marzyłam by wyjechać na wieś i odpocząć trochę. Cieszyć się znów życiem. Postanowiłam więcej czasu spędzać z bliskimi i w niedzielę chodzić na spacery niezależnie od pogody. Cieszę się, że wygrałam tą walkę. Nie byłam w tym sama. Nie wiem jak Marek dał radę na mnie patrzeć ,gdy ją nie potrafiłam spojrzeć w lustro. Gdy moje włosy stały się tylko marzeniem. Na szczęście szybko zaczęły mi odrastać.na razie noszę jeszcze chustkę tylko w domu ją zdejmuje. Ten czas był najtrudniejszym w moim życiu. Patrzyłam w oczy mojego ukochanego ,który miał w oczach strach. Pewnie bał się, że któregoś dnia zamiast mnie zastanie puste łóżko. Czasami łzy same toczyły się mi po policzkach mimo to zaciskałam zęby i walczyłam dalej ,bo miałam dla kogo. Pokonałam chorobę i mam nadzieję, że nigdy nie wróci. 


*****

Przez kilka miesięcy bałam się wychodzić dalej niż do ogrodu. Marek chciał zabrać mnie nad wodę, ale ja nie czułam się jeszcze gotowa. W końcu zasięgnęłam porady specjalisty i by nauczyć się żyć po przeszczepie zaczęłam chodzić na terapię. To pomagało mi funkcjonować. Skupiłam się na domu. Później zaczęłam prowadzić z domu swój sklep internetowy i sprzedawałam stare kolekcje. Dzieci sieszylivsie ,że wróciłam do domu. 


****

Ponad rok później...



W lato udalismy się nad Wisłę z którą mielismy dużo wspomnień. 



Jak dobrze jest poczuć znów zapach świeżego powietrza i szum wody. Tak dawno nie widziałam nieba ani ziemi. Wschodów i zachodów słońca na żywo. Parę minut na powietrzu na terenie szpitala to nie to samo co teraz. Znów jest ciepło a słońce ogrzewa mi skórę. Czuję powiew wiatru za którym tak tęskniłam. 

Marek chwyta moją dłoń, a drugą ręką trzyma naszego synka Antosia. Julka i Kuba weszli do wody i zaczęli się ochlapywać. 

Marek spojrzał na mnie. Widziałam w jego oczach miłość i szczęście.  

Wygrałam walkę z tym paskutnym rakiem i mam nadzieję ,że on już nigdy nie powróci. 


Koniec 





piątek, 2 lutego 2024

,, Choroba" miniaturka część 1

Z perspektywy Marka

 Mimo lata czułem chłód na swej skórze. Moje ciało przeszedł zimny nieprzyjemny dreszcz po usłyszeniu diagnozy. Moja  żona siedziała obok mnie na krześle z opuszczaną głową i  ocierała chusteczką oczy. Nie mogła powstrzymać łez. Nie cierpiałem tego widoku. Pomyślałem, że nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Lekarz coś mówił, a ja nic nie słyszałem jakbym znajdował się za grubą ścianą albo pod wodą. Po tych słowach czułem jakbym dostał w obluchem w łep. Zerknąłem na Ulę ,ale gdy podniosła wzrok ujrzałem w jej oczach strach i panikę. 

— Wszystko się ułoży — szepnąłem przykrywając jej dłoń ,swoją dłoniom. 

— Nic się nie ułoży — zaszlochała.

— Poradzimy sobie — rzekłem samemu chcąc w to wierzyć ,ale ona nie mogła się poddać. Nie mogłem jej stracić. Jest wszystkim co mam. Ula i  nasze dzieci to cały mój świat. Nie wiem jak im powiem o chorobie. Na razie nic im nie będę mówił. Nie chcę ich martwić. Załamaliby się.

Julka zapytała by czy mama z tego wyjdzie ,a ja nie wiedziałbym co jej odpowiedzieć. Siedzimy w gabinecie lekarskim ,a w mojej głowie trwa gonitwa myśli od ,których nie mogę się uwolnić. Nie da się od tego uciec. Myślałem, że mamy jeszcze bardzo dużo czasu. Niestety nie wiem ile go zostało. Czy nasze najmłodsze dziecko będzie ją pamiętać jeśli odejdzie ? 

— Ula ja bardzo przepraszam — wyszeptałem ściskając kurczowo jej dłoń. Lekarz się nam przyglądał bez słowa. 

— Marek za co ty mnie przepraszasz ? To nie twoja wina,że zachorowałam. 

— Mogłem poświęcać ci więcej czasu ,a tak — Nie potrafiłem nic więcej powiedzieć. Głos mi się załamał,gdy spojrzałem w jej zmęczone, zapłakane oczy. To właśnie w nich się zakochałem kilka lat temu. W tych niebieskich przypominających niezapominajki oczach. 

Białaczka jest dla nas obojga jak wyrok. Nie wiem co będzie  dalej. Boję się, ale muszę być silny . Dla niej ,dla dzieci. Dlaczego nas to spotyka ? Może to ja przynoszę to fatum ? Dlaczego nie możemy być szczęśliwi? 

— Marek nie obwiniaj się. To nie twoja wina — usłyszałem głos żony. 

— Znów czytasz mi w myślach? — dziwię się. 

— Bardzo bym chciała mieć więcej czasu. Dla ciebie i dzieci. Nie chcę żegnać się jeszcze ze światem. Jestem potrzebna na tym świecie.

— Oczywiście, ze jesteś potrzebna. Nie pozwolę ci odejść słyszysz? Wyzdrowiejesz i wszystko bedzie dobrze. Musisz być silna. Zawsze taka byłaś. Podnosiłaś mnie ,gdy upadałaś teraz to ja chcę być silny dla ciebie i dzieci. 

Uśmiechnęła się do mnie lekko. Uznałem to za dobry znak. 

W ostatnim czasie cały czas za czymś gonimy i nie mieliśmy zbyt wielu czasu dla siebie. Teraz zaczynam żałować, bo być może niewiele  go zostało, ale postaram się wykorzystać go najlepiej jak umiem. Spędzić czas z rodziną i chcę wierzyć, że Ula wyzdrowieje.  Nie poradzę sobie bez niej. Dzieci też nie. Boli mnie serce na samą myśl, że któregoś dnia może jej zabraknąć. 


***



Wstałem wcześnie ponieważ nie mogłem już spać. Po dzieciaków przyjechali dziadkowie i zawieźli starszych do szkoły, a Antka do żłobka. Posprzątelem po śniadaniu i zajrzałem do Uli ,która nadal smacznie spała. Nie chciałem jej budzić więc przykucnęła przy łóżku I obserwowałem jak śpi. Grube zasłony były wciąż nievodsloniete przez co w pokoju panował półmrok. Dotknąłem delikatnie kołdry. Chciałem jej ,lecz obudziła się, a ostatnio wygląda nieustannie na wyczerpaną. Nie mogłem patrzeć jak na moich oczach uchodzi z niej życie. 



Ulę zabrali na kolejne badania, a ja zostałem sam z dziećmi w domu. Po odwiezieniu dzieciaków do szkoły zająłem się z najmłodszym za sprzątanie. Zacząłem od zbierania zabawek. Moje myśli wciąż biegły ,w kierunku choroby Uli. Nie wiedziałem jak teraz będzie wyglądać nasze życie i czy Uli uda da się pokonać chorobę. Nie chciałem tracić nadziei. Teraz medycyna znacznie poszła do przodu. Jest dużo sprzętatów ,dobrych specjalistów, którzy stosują coraz bardziej odważne netody leczenia. Oczywiście nie chcę, by ktoś eksperymentował na mojej żonie . Zaufam po prostu najlepszym. Nie pozwolę by coś jej się stało. Ona i dzieci to całe moje życie, a bez nich to ja nie mam życia. 

***

Niedługo całe nasze życie miało zupełnie się zmienić. Tylko ,że ani ja ani Ula na te zmiany nie byliśmy gotowi. Nie wiedzieliśmy jak powiedzieć o tym wszystkim dzieciom. Oni są najważniejsi i zdrowie Uli. Siedziałem w sypialni na łóżku tułając do twarzy bluzkę Uli I wiedząc, że bez niej sobie nie poradzę.   Wiem, że muszę być silny dla niej i dzieci ,ale to takie trudne. Nie wiem nawet ,kiedy poczułem, iż Moja twarz zrobiła się mokra od łez. 

 

— Marek...— westchnęła podchodząc do mnie i siadając obok mnie na łóżku. Objąłem ją i pocałowałem w skroń. Tak bardzo chciałem zatrzymać ten moment ,gdy ona jest przy mnie. Moje wszystko. Moja kochana Ula. 

— Marek ją nie chcę umierać. Jesteś ty ,dzieci... Antoś jest jeszcze taki malutki— powiedziała łamliwym głosem. 

— Nie umrzesz — odpowiedziałem sam chcąc w to wierzyć. 


Miała dla kogo żyć. To nie mogło się tak skończyć. Jeśli będzie trzeba oddam szpik. Mam nadzieję, że będę mógł ją uratować. Nigdy nie będę już uciekał tyle w pracę. Straciłem tyle cennych chwil ,a życie jest takie krótkie. Dobrze ,że brat mojego ojca przeprowadził się do Warszawy i pomoże mi w firmie ,bo ma to samo wysztalcenie co miał mój ojciec. Tak bardzo brakuje mi rodziców w takich momentach oni wiedzieli by teraz co robić. Wiem ,że firma mnie też potrzebuje ale muszę być teraz przy żonie i dzieciach. Rodzina jest najważniejsza. 


środa, 17 stycznia 2024

Powrót

Witam. Bardzo dawno mnie tu nie było, ale wracam wraz z nowymi opowiadamiami. Niedługo ukaże się miniaturka a później zacznę publikować opowiadanie ,,Jeszcze raz" z wattpada ,które dawno jest już skończone. Mam nadzieję, że ktoś będzie tu zaglądał po tak długiej nieobecności. Pozdrawiam serdecznie